Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Salon   12.12.17 22:59

Salon

Jest to wyraźne centrum domu, chociaż zasadniczo mało odwiedzane - a to dlatego, że większość gości niemal natychmiast przechodzi do kuchni, z której wprost na resztę domu spod ręki Roany Wilde wylatują aromaty gotowanych, pieczonych i duszonych potraw.
Jest urządzony skromnie, przytulnie, w prostym stylu, ale z dozą elegancji (jak na kornwalijskie standardy). Na starym, wysłużonym stole z dębowego drewna zawsze znajdzie się jakiś wazon z kwiatami (nawet zimą, gdy o ich żywotność dba pan Weasley); przy kominku niemal ciągle gra stary gramofon, umilając życie domownikom i ich codziennej tułaczce przez życie; w głębi pokoju ułożone w równym stosie leżą pocięte drwa, rozsiewając dookoła przyjemny zapach lasu, który notabene rośnie nieopodal domu.


Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde https://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 https://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
your worst battle
is between what you know
and what you feel
12
4
10
3
16
0
5/37
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   12.12.17 23:05

| 24 czerwca

Zamek w drzwiach kliknął cicho. Zamknęła je, odgradzając się od świata, który oszalał.
Była blada, z kwiecistym wiankiem ułożonym zgrabnie na włosach, z białą sukienką opinającą się na ciele wystarczająco mocno, by oddech stał się trudniejszy niż zazwyczaj.
Prawą dłoń oparła na drewnianych, zamkniętych wrotach, wsłuchując się we wszystkie dźwięki, jakie unosiły się dookoła niej; czując wszystkie zapachy, jakie tylko musnęły jej nozdrza.
Ojciec prosił matkę o poprawienie krawata i sprawdzenie, czy przypiął do mankietów dobre spinki. Powiedziała, że nie, powinien wziąć te z szuflady. Wiedziała której. Tej w sypialni, w niedużej komódce pod ścianą, gdzie trzymali wszystkie drobiazgi – biżuterię, muchy, spinki nie tylko do mankietów, ale i do tiar, nieduże klamry do włosów, broszki.
Ojciec krzyknął, że powinna wyjść już z łazienki, bo zaraz spóźni się na swój własny ślub.
Suknia szeleściła delikatnie, gdy podejmowała kroki w kierunku lustra, żeby jeszcze raz na siebie spojrzeć. Wyglądała jak sto nieszczęść. A przecież za kilka chwil miała wychodzić za mężczyznę, którego kochała od zawsze.
Przez szparę pod drzwiami dotarł do niej zapach pieczeni. Ciepły, łączący w sobie tyle aromatów, ile tylko mógł zarejestrować ludzki nos. Pachniało domem. Matka szybko przemknęła przez korytarz.
Ojciec obiecał, że zaraz zamiesza w sosie.
Zacisnęła dłonie na krawędziach zlewu, przełykając gorzką gulę. Wciąż miała w pamięci tamten sen. Te dzieci. Były tak podobne do Herewarda. Miała wrażenie, że były jej, ale nie widziała w nich ani jednego elementu, który mogłaby dopasować do siebie. A może to po prostu obraz zatarł się po takim czasie? Nawet jeśli, to on był naprawdę martwy. Z głową przyszytą do szyi. Nie pamiętał o niej.
Eileen!
Oderwała się od zlewu, niemal podskakując w miejscu.
Wychodź szybko, zaraz się spóźnimy!
- Zaraz... zaraz wyjdę, potrzebuję jeszcze chwili – powiedziała to niepokojąco spokojnie. Jakby właśnie zaraz miał się zawalić cały jej świat. I jakby zaraz miał uformować się z tych gruzów nowy, świeży, zupełnie inny świat, którego do tej pory nie znała. I jakby te dwa fakty łączyły się w koszmar stulecia.
Przypomniała sobie tamten sierpniowy wieczór przy niebie rozjaśnianym przez spadające gwiazdy. Który to już rok z kolei, kiedy wypowiadałaś to samo życzenie? Trzeci? Czwarty? A może piąty?
Była przerażona tym, jak bardzo go kochała i jak teraz nie potrafiła się w tym wszystkim odnaleźć. Chciała wykonać krok w jego stronę, powiedzieć tak na tyle pewnie, żeby sama w to uwierzyła, ale nie potrafiła, bo bała się tego, co przyniesie za chwilę los. Tak paradoksalnie do czasów, gdy ten moment wydawał się tak krystalicznie pewny, tak twardo zakorzeniony w niej samej.
Nabrała powietrza do płuc i twardym krokiem podążyła do wyjścia z łazienki.
Bądź pewna swoich decyzji, Eileen. Bądź pewna.
Zamek kliknął raz. Ostro. Jakby ta pewność właśnie przecięła powietrze niczym najostrzejsza z brzytw.
I wtedy niesłyszalny syk zamienił się w prawdziwy, istniejący w tej rzeczywistości odgłos rozdzieranego materiału.
Zatrzymała się w pół kroku i spojrzała na sukienkę, której pierwsza warstwa materiału, ta z naszyciami w kształcie polnych kwiatów, rozdarła się na długość około dziesięciu centymetrów.
Dziesięciu.
Cholernych.
Centymetrów.
- Ja się stąd nigdzie nie ruszam! – załkała desperacko, stojąc przy drzwiach ze ślubną bielą w dłoniach.
Może to rozdarcie było metaforą ich przyszłego życia? Jeśli tak, niezbyt dobrze to życie się rozpoczynało.




The responsibility of love:
To keep another's heart safe

Powrót do góry Go down
Roana Wilde
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t5369-roana-wilde#121342 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f114-dom-niedaleko-blue-anchor-kornwalia
mama
52
Charłak
Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
0
0
0
0
0
0
-
-
Charłak

PisanieTemat: Re: Salon   26.12.17 22:31

To jeden z najważniejszych dni w życiu każdej matki. Choć Eileen nie była już maleńką ptaszyną, która wyfruwa z rodzinnego gniazda, by uwić sobie nowe, wraz z przyszłym mężem, właśnie tak się czuła. Niewiele miała chwil, by przystanąć w miejscu i pomyśleć, od rana pracy było w bród, a ona sama kręciła się w kółko, nie wiedząc w co włożyć ręce. A do tego wszystkiego rozdarła już trzecie pończochy — na tę okazję wykupiła prawdopodobnie pół sklepu; loki niesfornie wypadały z eleganckiego upięcia, a makijaż rozmazywał się w kącikach, na samą myśl o tym, ile emocji ją jeszcze czeka. Była poddenerwowana, a Renold wyjątkowo jej działał na nerwy, wszystko robił nie tak. Nie mógł znaleźć spinek, nie mógł przypiąć butonierki, nie mógł poprawnie założyć krawata, ani nawet się uczesać. Chodziła tylko za nim, mrucząc pod nosem, że mężczyźni są jak dzieci, by po chwili zdać sobie sprawę, że to od zawsze było jej zadanie, zadanie żony — dbać o męża i o to, by prezentował się jak najlepiej. Złość szybko przechodziła, gdy do niego wracała, kiedy poprawiała mu włosy, strzepywała paprochy z szaty. Prezentował się wspaniale, zupełnie tak jak wtedy, gdy spotkali się po raz pierwszy.
— Eileen!— krzyknęła, chodząc po domu, wiecznie czegoś zapominając. Torebkę odłożyła w kuchni, gdy udała się po elegancki toczek, a kiedy dotarła do sypialni zapomniała po co przyszła i wróciła po torebkę. Zależało jej, aby wszystko wypadło idealnie, a ten dzień był najpiękniejszym dniem w życiu jej cudownego dziecka. Nic nie mogło zdać się na kruchy los. Choć z jednej strony wiedziała, że dopełnili wszystkiego i całość szła zgodnie z planem, nie mogła pozbyć się wrażenia, że o czyś ważnym zapomniała.—Wychodź szybko, zaraz się spóźnimy!— Przystanęła pod drzwiami łazienki i zapukała donośnie. Spojrzała na zegarek, nie mieli zbyt wiele czasu. Jeśli chcieli być punktualni musieli już zbierać się do wyjścia. Wygładziła elegancką garsonkę. Spódnica sięgała jej do połowy łydek, nie była pewna, czy to aby nie za wysoko. Co chwila przeglądała się w lustrze, a choć mąż wciąż powtarzał, że wygląda dobrze, jako mama panny młodej musiała po prostu wyglądać schludnie. Chciała wyglądać schludnie, być dobrym tłem, dla pięknej panny młodej i jej przystojnego męża.— Renoldzie, czy wszystko zabrałeś?— spytała męża, gdy przechodził obok. Powiodła za nim wzrokiem i prawie się zapowietrzyła. — Do licha, dokąd ty znowu idziesz— fuknęła za nim zniecierpliwiona. Gdzież on się szlajał, jak się wszyscy teraz rozejdą to się na pewno spóźnią, a biedny Hereward pomyśli, że wszystko odwołane. Biedak, pewnie pękłoby mu serce.
Nie mamy "chwili", Skarbie, pomyślała, zachowując to dla siebie, aby jej bardziej nie denerwować, lecz gdy usłyszała jej pełen desperacji ton i protest spojrzała na drzwi, jakby to one do niej przemówiły.
— O nie — mruknęła twardo, chwytając za klamkę. Było zamknięte. — Eileen jeszcze Wilde, otwórz te drzwi natychmiast!— zagroziła jej, zaciskając szczupłe palce na metalu tak mocno, że skóra wokół pierścionków zaczerwieniła się. — Ja się z wami wszystkimi wykończę. Chcecie mnie wpędzić do grobu. Jak możesz tak traktować starą matkę?! Otwórz te drzwi natychmiast!


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   26.12.17 22:31

The member 'Roana Wilde' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde https://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 https://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
your worst battle
is between what you know
and what you feel
12
4
10
3
16
0
5/37
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   09.01.18 21:41

Miało być tak pięknie. Ujmując stres, który towarzyszył wszystkim już od rana, i strach samej Eileen, którego nie mogła się wyzbyć, ten dzień zapowiadał się naprawdę dobrze. I pięknie. Od rana świeciło słońce, śnieg już dawno stopniał, dając szansę florze, by odrodziła się na nowo, zakwitła. Kornwalia dzisiejszego poranka przypominała tę z jej dziecięcych wspomnień, próbując wtłoczyć w jej drżącą duszę cząstkę naturalnego szczęścia, które powinna przecież czuć, powinna w nim tonąć, z trudem łapać powietrze.
A tymczasem miotała się w klatce domu, kluczyła między zapachami, między melodią twista, która wypływała z drobnych żłobień na czarnej płycie, spod igły starego gramofonu ojca. Gubiła się między swoimi uczuciami a tymi, których pełna była jej rodzina. Pytała siebie, co jej z nią nie tak, czemu się nie cieszy?
Potem, jak na zawołanie, pojawiały się obrazy z koszmarów, ze Złotej Wieży. I odpowiedź przyszła szybciej, niż sądziła. Nie cieszyła się, bo przejęta była strachem o to, co ma dopiero przyjść. Co było absolutnie poza jej zasięgiem w tej chwili.
Zawyła oskarżycielsko, nawet nie próbując powstrzymać łez, które cisnęły się do jej oczu już od kilku chwil. Będziesz czerwona jak buraki po zbiorach! Podbiegła do lustra. Słyszała krzyki matki, a jednak nie uczyniła sobie z tego nic. Puściła uniesione tony mimo uszu, w eter, chociaż podświadomość, wyuczona wieloma doświadczeniami z lat młodzieńczych, szturchnęła nią w geście opamiętania.
Ty rzeżucho okropna – jęknęła do siebie, wycierając białym ręcznikiem łzy spod oczu, psując efekt kilkunastu minut ślęczenia przy toaletce w sypialni rodziców. – Spojrzy na ciebie i powie, że jesteś przebrzydłą rzodkiewką, że taką żonę to co najwyżej na targu może sprzedać.
Była rozżalona i wściekła zarazem, w jakimś wyuczonym odruchu obronnym usiłowała schować mieszaninę emocji, którymi dosłownie opływała, głęboko za najbardziej skrajne ze wszystkich uczuć. Twardym i szybkim krokiem pokonała dystans dzielący ją od drzwi, przekręciła zamek i otworzyła drzwi, stając z matką twarzą w twarz. Podpuchnięte powieki opowiedziały krótką historię o panice przedślubnej.
Pociągnęła sztywno nosem, znów próbując grać na zwłokę, grać odważną. Ale matka zbyt dobrze ją znała i Eileen długo grać jednak nie potrafiła. Zwiesiła ramiona zrezygnowana.
Sukienka się podarła – burknęła, pokazując rodzicielce tkany materiał, który pokracznie odstawał od reszty, zwisając smutno. – To znaczy ja ją podarłam… przez przypadek! Ale… ale może…
Spojrzała na nią, błagając, żeby Roana nie wypuszczała jej na zewnątrz, do niego, do wszystkich gości, którzy czekali już na nich nad Loch Ness. Spojrzała na zegarek. Spóźniona.
Na własny ślub.
- Teraz to na pewno nie powinnam się stąd ruszać!




The responsibility of love:
To keep another's heart safe

Powrót do góry Go down
Roana Wilde
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t5369-roana-wilde#121342 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f114-dom-niedaleko-blue-anchor-kornwalia
mama
52
Charłak
Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
0
0
0
0
0
0
-
-
Charłak

PisanieTemat: Re: Salon   20.02.18 14:15

Miało być pięknie, najpiękniej - i przecież tak będzie. Wiedziała to jako matka, która swoją codzienność ostatnio podporządkowała temu konkretnemu dniu, który wreszcie nastąpił. Cały swój dobowy rytm zależał od upominającego dźwięku zegarka - kiedy było czas wyciągnąć sernik z pieca, kiedy sprawdzić pocztę, kiedy udać się po kwiaty i rozstawić je w wazonach we wszystkich planowanych miejscach. Wskazówka tykała jednostajnie, nadając życiu tempa, do którego nie przywykła, a mimo to nie opuszczało ją wrażenie, że nie zdąży ze wszystkim. Wieczorami śmiała się do Renolda, "denerwuję się bardziej niż jakby to był nasz ślub", mawiała, a potem wybuchała niepohamowanym płaczem. Łzy wzruszenia, tak to tłumaczyła. Nie wiedziała jednak sama, czy to szczęście, czy świadomość, że dopadała ją starość, czy że jej maleńka córka zakładała własną rodzinę i rozpoczynała prawdziwie własne życie, które wreszcie podzieli z kimś innym niż matka.  Mąż patrzył na nią z rozbawieniem, choć zdawało jej się, że w jednej chwili wali się cały świat. Miało być idealnie. Dla niej, bo zasługiwała na radość i poczucie bezpieczeństwa, którego los jej poskąpił. Bała się też, że przydarzy jej się coś, co wszystko zrujnuje, a wszechobecne anomalie, które i ona odczuwała od niedawna, zniweczą plany i zniszczą odwiecznie pielęgnowane marzenie (jej własne prawdopodobnie) o ślubie jak z bajki.
Wycie Eileen zza drzwi przypominało pisk obdzieranego ze skóry królika. Skrzywiła się i przymknęła powieki, nie mogąc tego słuchać. Z drugiej zaś strony jej stres wydawał jej się uroczy. Rozczulała ją, nawet teraz, miotając się jak wściekła kania w klatce. Gdyby jej nie znała, może pomyślałaby, że boi się nowego, wspólnego życia. Ale była jej matką, znała ją jak nikt inny.
- Głowę to masz pustą, jak kapusta - skomentowała jej uprzedni atak paniki, którego była nienaocznym, lecz nausznym świadkiem, gdy drzwi się wreszcie otwarły.- Dziecko drogie…- Zmierzyła ją wzrokiem z góry do dołu, a rozdarta sukienka nie umknęła jej uważnemu spojrzeniu. Nie przyglądała się jednak długo i bezsensownie drobnemu i nic nieznaczącemu zniszczeniu. Zamiast tego weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi, zatrzymując tę sferę prywatności tylko dla nich - by przypadkiem niepowołane oczy nie dosięgły ich wyjątkowej chwili, chwili, którą mogła zrozumieć tylko matka z córką. Zamiast wypchać ją z łazienki pociągnęła ją w jej głąb i zacisnęła swoje drobne ręce na jej drżących dłoniach. - Nie raz sobie wyobrażałam siebie w takiej sytuacji. Zdenerwowaną, niegotową i zrozpaczoną tym wszystkim, co ma nastąpić- zaczęła, a jej wzrok utkwił gdzieś na wysokości piersi Eileen, na sukience. Sięgnęła w to miejsce dłonią i delikatnie, paznokciem strzepała z niej kwiatowy pyłek, który się osadził. - Ostatecznie wyszło to zupełnie inaczej, nie mieliśmy tego wszystkiego. Ale byłam pewna, że chcę tego, niezależnie od tego, jak będzie. Czy będę piękna, czy zapłakana, czy szczupła, czy gruba, najpierw młoda, a później stara. I byłam pewna, że chcę i twój ojciec chce tego samego. Czy ty jesteś?- spytała ją, unosząc wzrok na jej zapłakane i opuchnięte oczy, ocierając spływające po policzkach łzy kciukiem.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   20.02.18 14:15

The member 'Roana Wilde' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde https://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 https://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
your worst battle
is between what you know
and what you feel
12
4
10
3
16
0
5/37
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   21.02.18 18:52

Wydawało jej się to tak abstrakcyjne, tak nieprawdopodobne, że to akurat dzisiaj tama puściła i wypłynął z niej każdy centymetr, każdy milimetr stresu, strachu i obaw. A jednak z drugiej strony było to jakieś normalne, najzwyklejsze w świecie, że panna młoda wygląda jak martwa przed swoim własnym ślubem. Kilka tygodni temu to wydawało jej się takie piękne, wręcz niemożliwie fascynujące, kiedy myślała o tym dniu. Z niezręcznością i wstydliwością, wśród porannej, leśnej nostalgii świata jeszcze nie do końca niewybudzonego, zastanawiała się, jak to będzie wyglądało. Z rumieńcami na policzkach, których nikt wtedy nie widział, z lśniącymi tęczówkami, wyobrażała sobie, jaki kolor kwiatów najlepiej będzie zgrywał się z całym wystrojem, i które z domowych, starych wazoników będą najlepiej prezentowały się na jasnych obrusach. Teraz żadna z tych rzeczy nie miała znaczenia. Liczył się tylko strach przed zawiedzeniem czyichś oczekiwań, strach przed porażką na małżeńskim polu bitwy i… a nie, strach przed spóźnieniem właśnie się spełnił. To Hereward zawsze się spóźniał.
Miała nadzieję, że tym razem nie spóźnią się oboje.
Gdy do łazienki weszła matka, zabierając ją bardziej w głąb ze sobą, paradoksalnie poczuła się nieco lepiej. Nie była w tej klatce sama, zmartwienia w niemym przekazie spłynęły na jej ukochaną Roanę. Po raz pierwszy odetchnęła, wciąż z drżeniem na całym ciele, zwłaszcza w splątanym na supeł gardle, ale jednak odetchnęła. Chłodne powietrze napływające z uchylonego lufciku wypełniło jej płuca, dało chwilę orzeźwienia. I otrzeźwienia.
Wręcz przeciwnie! Jest pełna… pełna wszystkiego! – gdyby ktoś mógł zajrzeć pod jej brązowo-rudą czuprynę, dostrzegłby w niej stado małych kani trzepoczących z paniką swoimi skrzydłami, nie mogących odnaleźć właściwej ścieżki, która pozwoliłaby im na ucieczkę z tego istnego chaosu. Żadna z myśli nie mogła się zakotwiczyć na więcej niż kilka sekund. Okropne uczucie. Jakby chwycić wszystko, ale nie mieć w swoich dłoniach absolutnie nic.
Spojrzała z nostalgią na rozpruty kawałek materiału, ale za chwilę przeniosła wzrok na matulę. I dopiero teraz dotarło do niej, jak wiele ona zrobiła (nie tylko dzisiaj!) i jak bardzo jej nie doceniała. To ona pomogła jej wciągnąć na siebie sukienkę, to ona tak troskliwie zapinała z tyłu guziczki, to ona zajęła się całym zapleczem kulinarnym, to jej dłonie wyrabiały ciasto do najlepszego na świecie sernika. To ona pokazała jej cały świat, ochraniała swoimi matczynymi skrzydłami. Z jednej strony chciała jej powiedzieć, że pięknie jej w tej garsonce, że ją odmłodziła, ale z drugiej nie chciała przerywać, bo historia, jaką opowiadała, była ważna. Zarówno dla Roany, jak i dla Eileen.
Chcę, oczywiście, że chcę – westchnęła ciężko, znów przenosząc wzrok na dziurę w sukience ślubnej. – Ale cały czas mam wrażenie, że on sobie to inaczej wyobrażał. I że w żadne dobre miejsce nas to nie zawiedzie – odparła szczerze, wpatrując się w dłonie matki z ogromnym skupieniem. Dopiero, gdy poczuła, jak jej palce jeszcze mocniej się zaciskają na jej własnych, podniosła na nią wzrok. – Mamo? Mamo! – jej posiniała twarz nie wróżyła niczego dobrego. Tak samo jak płytki oddech i spierzchnięte usta. Nie puściła jej, kiedy zaczęła zsuwać się na podłogę, w porę zdołała uchronić ją przed uderzeniem głowę o twardą posadzkę. – Just! Just, chodź tu szybko! Mama zemdlała! – to nie zdarzało się nigdy, mama była przecież okazem zdrowia. Wierzchem dłoni dotknęła jej policzków, potem czoła. – Tato, przynieś jakieś… jakieś zimne okłady!
Podłożyła jej pod głowę ręcznik, który chwyciła koniuszkami palców z półkami.




The responsibility of love:
To keep another's heart safe

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
13
6
0
4
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   22.02.18 20:24

Po prostu stała, posyłając co jakiś czas uśmiech w stronę którejś z osób krzątających się po miejscu w którym przyszło dorastać jej kuzynce. Nie był to wymuszony uśmiech, szczery i miły, dobrotliwy, jednak widocznie mizerny. Walczyła w środku - czasem zdawało jej się, że nie robi nic, poza ciągłą walką i to nie z przeciwnikiem a samą sobą. Od kiedy wyszła z wieży codziennie zaczynała od batalii o to, czy w ogóle wywlec się z za dużego dla niej łóżka w którym sypiała sama. Szczęśliwie dla niej, nadal wygrywała tą walkę odnajdując swój własny cel do którego zbliżał ją każdy krok, czy każde dźwignięcie się na nogi po kolejnej nieprzespanej nocy - a przynajmniej tak sobie powtarzała.
Po prostu stała, błękitnym spojrzeniem sunąc to za Eileen, to za ciocią Ronią, czasem zatrzymując je na wujku w którego spojrzeniu zdawała się dostrzegać coś ze wzroku własnego ojca. Wszyscy zdawali się radośnie, ale jednocześnie przejęci i tkliwi. Zwłaszcza gdy trzaśnięcie drzwi łazienki poniosło się echem. Nie ruszyła się jednak, nadal po prostu stojąc, plecami opierając się o chłodną ścianę w kreacji na która zgodziła się tylko przez wgląd na gwiazdę dzisiejszego dnia która właśnie prawdopodobnie przeżywała własne katusze. Na szyi niepewni dyndał kryształ który dostała właśnie od niej. A dłoń dzierżyła różdżkę. Justine czuła, że dzisiejszy dzień będzie kolejną walką, nierówną bitwą w której zmierzy się ponownie z samą sobą. Ale mimo wszystko nie mogła dopuścić by cokolwiek ten dzień zepsuło. Nie tylko ze względu na Eileen, ale i przez wzgląd na nią, każdego zakonnika, każdego dobrego człowieka, który stawi się na miejscu. Każdy z nich miał prawo - a dzisiaj nawet obowiązek - zaznać choć odrobiny radości, pozwolić by ciemne chmury rozproszyły się choć na krótką chwilę. A ona, ona postanowiła nie pozwolić by przez najbliższe kilka godzin ponownie się zachmurzyły.
Głos zakonniczki wyrwał ją z zamyślenia i oderwał od ściany w kilku szybkich krokach pokonała odległość dzielącą ją od kobiet. Cholerne anomalie - pomyślała gdy jej wzrok trafił na ciocię. Ben pisał jej o tym, co działo się z Louisem, więc sądziła, że wpływają one i na innych siejąc spustoszenie i przypadkowe omdlenia. Zerknęła na Eileen na chwilę dopiero teraz zauważając resztę obrazka. Zbliżyła się, unosząc suknię i klękając na podłodze, dostatecznie blisko, by móc przyłożyć różdżkę w odpowiednie miejsce.
- Paxo Horribilis. - zdecydowałam najpierw uleczyć przemęczenie, rozluźnić. Dopiero potem wziąć się za wybudzanie cioci, wtedy ponowne zetknięcie się z rzeczywistością powinno być choć odrobinę łatwiejsze.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   22.02.18 20:24

The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 29


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
13
6
0
4
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   22.02.18 20:28

Chyba jednak zdenerwowanie dawało jej się mocniej we znaki. A może chodziło o rozkojarzenie, którego przecież tak bardzo próbowała się wystrzegać. Możliwe, że wpuszczając do środka obojętność, złączyła się z nią mocniej niźli rzeczywiście chciała. Ale przecież nie mogła teraz polec. Eileen nie wyjdzie na ślub bez matki u boku - i wcale mnie to nie dziwiło, sama nie zrobiłaby tego w żadnym stopniu inaczej. Choć wiedziała, że mnie nie dane będzie już zrobić tego z matką. Musiała jednak chociaż sprawić, by ten doszedł do skutku. Biedny Hereward pewnie przeżyje swoją własną garść niepewności, kiedy Wilde nie zjawi się na czas. Ale znów, była pewna, że na nią zaczeka. Przecież musiał, prawda?
- Paxo Horribilis. - powtórzyłam raz jeszcze, spokojnie, choć czułam się coraz mniej spokojnie.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   22.02.18 20:28

The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 83


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   22.02.18 20:54

The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


#1 'Anomalie - CZ' :


--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
13
6
0
4
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   23.03.18 19:52

41/150 - chyba tak, nie?

Udało się, wiedziała że tak w momencie, gdy jasna błękitna mgiełka wydostała się z przytkniętej do skóry cioci Roni różdżki. Jeszcze trochę, wybudzenie w tej chwili nie było jeszcze całkowicie... cóż odpowiednie, powinna podleczyć ciocię bardziej - tym bardziej że znała ją dostatecznie by wiedzieć, że ta nie zgodzi się siedzieć na weselu własnej córki. I też wcale jej za to nie winiła. A skoro posiadała umiejętności mogła przecież możliwie jak najmocniej zniwelować skutki anomali.
- Paxo Horribilis. - wyszeptała raz jeszcze z uporem nie będą pewną, czy uda jej się za kolejnym razem.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   23.03.18 19:52

The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 62


Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Bar i salon gier "Chaco Taco"
» Salon
» Bar i salon gier "Chaco Taco"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Dom niedaleko Blue Anchor, Kornwalia-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18