Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Ruiny

Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 22 ... 39, 40, 41
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ruiny - Page 41 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Ruiny - Page 41 Empty
PisanieTemat: Ruiny [odnośnikRuiny - Page 41 I_icon_minitime20.12.17 21:10

First topic message reminder :

Ruiny

Azkaban za sprawą nagromadzonej białej magii obrócił się w ruinę. Wielki wybuch odsłonił najniższe warstwy przerażającego więzienia, otwierając dostęp do niekiedy przedziwnych prastarych ruin. Wiadomym jest, że Azkaban wzniósł jeden z wielkich rodów, nie jest jednak jasne, na czym właściwie, ani też w jaki sposób. Kamienie układają się w niezwykłe wzory i są pokryte mało zrozumiałymi, symbolicznymi żłobieniami sprawiającymi wrażenie pierwotnych. Niektórzy spekulują, że są tworami dementorów, którzy z wyspy uczynili wcześniej swoje królestwo. Od wilgotnej ziemi wznosi się para, wypuszczona w powietrze ciepłem nagromadzonej silnej białej magii.
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 31.03.18 23:23, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Anthony Skamander
Anthony Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Zawód : Rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 45
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Ruiny - Page 41 Empty
PisanieTemat: Re: Ruiny [odnośnikRuiny - Page 41 I_icon_minitime07.11.20 14:46

Nie, nie żartował. Jeżeli nie słowa, to może chociaż wymowna cisza sprawi, że zacznie przesiąkać rzeczywistością. Pozostawało mu już tylko zbroić się w niezwykłą cierpliwość i wytrwałość w dążeniu do tego, by zrozumiała swoją sytuację, swoje zachowanie i zdała sobie sprawę z tego, że w gruncie rzeczy to wszystko co robiła nie miało już znaczenia. Ten cały jej sposób bycia. Ta zawiść. Walka się skończyła. Czy chciała to przyznać, czy też nie - toczyła się na jej warunkach. Nawet jeżeli nie skończyła się zgodnie z jej założeniem - to dostała to czego chciała. Nie było sensu tego kontynuować. Nie, kiedy emocje przyćmiły jej jakikolwiek osąd. Przedstawił jej warunki jakie musiały zajść by cofnął urok, a właściwie - uroki. Więc po prostu czekał opierając się zarzutom, wyzwiskom, szantażom, łzom. Nie do końca wiedział jak powinien traktować spostrzegawczość którą zabłysnęła. Nie odniósł się więc w ogóle. Zamiast tego postanowił odnieść się do samego sparingu. Nawet jeżeli od samego początku nie chciała z niego nic wynieść - chciał pokazać jej, że mogła.
- Miałaś bardzo dobry początek walki, Wright. Nie wiem czy to przypadek, czy może zdawałaś sobie sprawę z tego, że nie jestem tak biegły w białej magii, jak w urokach, lecz orcumiano to dobry wybór. Proste, lecz wymagające bardziej angażującej obrony zaklęcie. Nie do końca jednak trafione, jeżeli walczysz jeden na jednego i twoim celem jest wyeliminowanie wroga - tracisz na niego wizje, nie możesz go zaatakować ponownie. Dobrze by się spisało w sytuacji w której chciałabyś zmniejszyć liczebność wroga, zrobić coś poza jego linią wzroku, dorzucić mu jakąś wybuchową niespodziankę. Jak dla mnie dobrze je wykorzystałaś by uzbroić się przez ten czas w scutio - mógł to pochwalić - Nie do końca jednak rozumiem dlaczego kiedy wyszło ci zaklęcie transmutacyjne oraz zaklęcie tarczy ostrzy nie wbiegłaś we mnie. Przewaga którą byś wówczas zyskała byłaby rażąca - zauważył starając się wycenić sytuację jak najobiektywniej, spojrzeć na nią z punktu widzenia bezstronnego obserwatora - Nawet jeżeli się skryłem to mogłaś rzucić homenum revelio. Jest niewiele trudniejsze od orcumiano, a zdecydowanie bar... - przerwał na moment widząc, że czarownica we frustracji opuściła rąbek sukienki, prezentując długie nogi. Zaniemówił i rozchylił nieznacznie usta w osłupieniu (i podziwie..?). Akurat tego się nie spodziewał. Zamrugał szybciej przelewając swoje spojrzenie na sięgający niemal ziemi klosz materiału spódnicy z pod której wystawały jedynie ręce. Przeszukiwały ściółkę trawy w dzikiej furii. Nie zdziwiłby się, gdyby szukała czegoś czym mogłaby w niego rzucić. Tak właściwie momentalnie cały ten obrazek przestał go dziwić. Zebrał skupienie i kontynuował jak gdyby nigdy nic, ignorując jej działania- ...zdecydowanie bardziej efektywniejsze niż niedbałe przeszukiwanie wysokiej trawy - dokończył myśl, a zmarszczki na jego czole się wygładziły - Twój atak w zwarciu był zaskakujący, lecz powinnaś brać pod uwagę ograniczenia swojego ciała. To nie było coś co mogło zmusić do obrony - nie do końca wierzył, że hamowała się z tym kopnięciem więc założył, że po prostu nie miała odpowiedniej ilości siły. Słuchała go w ogóle...? - Mogłaś to wygrać Hannah - Nigdy tego nie negował. Nigdy też nie nazwał się niepokonanym. Blizny na jego ciele zresztą świadczyły o czymś zgoła innym - Tylko, że wcale nie chciałaś. Wolałaś się ze mną bawić, upokorzyć - tak to widział - Nie możesz tak walczyć, jeżeli chcesz wygrywać - to było niechlujne, nieodpowiednie. Przyćmiewało zdrowy osąd sytuacji, pozwalało błędom plątać się pod nogami częściej niż to było konieczne. W zasadzie tyle chciał jej przekazać na koniec. Czy coś z tego wyniesie, czy wszystko co powiedział wykreśli z pamięci - zależało od niej. Tak samo jak to w jaki sposób chciała go postrzegać. Jeżeli potrzebowała by był w jej myślach czarnym charakterem - trudno. Nie obchodziło go to. Nie obchodziło go czyjekolwiek zdanie na jego temat tak długo, jak były to tylko cudze słowa i myśli, nie mogące mu zakazać robienia tego co należało. Wszystkiemu innemu był zdeterminowany wyjść na przeciw. Tak uważał i tego zamierzał się trzymać, jak tonący brzytwy.
Dlatego kiedy zdawał sobie sprawę z tego, że jedno z zaklęć trzymające Wright w ryzach przestanie działać - czekał na to co po tym zrobi, co powie, kiedy on będzie po prostu stał z różdżką zwisającą wzdłuż ciała, bez woli dalszej walki, bez chęci na to by unieść ją w zamiarze ataku czy też obrony. Zupełnie jakby był gotowy przyjąć każdy wymierzony w szale atak albo bardziej - jakby dawał jej do zrozumienia, że jej na to pozwala. Czy to ją zniechęci? Czy wręcz przeciwnie? Pozwalał jej na zaatakowanie kogoś, kto nie chce walczyć, kto nie czuje wobec niej żadnej niechęci. Co zrobi zdziczałe zwierzę szczekające o zawiści, kiedy ktoś dobrowolnie podsunie pod pysk ramie? Poczuje się skołowane? Zatopi w satysfakcji w skórze kły? Co zrobi, gdy zda sobie sprawę, że nic się po tym nie  zmieniło...?
Czego chcesz Hannah




What kind of monster do you think I am...?


Powrót do góry Go down
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Tell me things
you've never said out loud.
Just try and go there if you can
Show me the parts of you
you're not that proud of.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Ruiny - Page 41 8c905527b1ee98e0d94e5b8666c44eb444639c46

Ruiny - Page 41 Empty
PisanieTemat: Re: Ruiny [odnośnikRuiny - Page 41 I_icon_minitime27.11.20 22:13

Znalazłszy jakiś odłamek, kamyk, kamyczek, chwyciła go w obie dłonie i rzuciła w jego kierunku, wkładając w to tyle sił, ile tylko miała. Poleciał gdzieś, jakoś, po ostrym łuku najpierw w górę, a później w dół, nie czyniąc mu przy tym żadnej krzywdy. Zawsze miała problem z celnością, ale rzucane w takiej pozycji i do tego oburącz (spętanymi wciąż kajdanami) graniczyło w ogóle z nieprawdopodobnym fartem. Była sfrustrowana, zła, rozwścieczona — ale z tego wszystkiego najbardziej zachciało jej się płakać. Nie mogła jednak na to sobie pozwolić, nie przy nim — nie kiedy stał przed nią i się tak nad nią pastwił; z tą swoją spokojną twarzą, jakby w ogóle nic go nie obchodziło. Ale może w tym właśnie tkwił cały problem. Nic go kompletnie nie obchodziło.
Kiedy więc zaklęcie przestało działać, a ona upadła z łoskotem na ziemię, jej ręce w końcu były wolne, zabrakło jej powietrza. Krótko walczyła z oddechem, myślami znacznie szybciej powracając na ziemię, uświadamiając sobie co się właściwie wydarzyło. Naciągnęła spódnicę na nogi, wstydliwie i pospiesznie, zaciskając zęby ze złością, tępo patrząc przed siebie. Ale jego słowa, gdy kończył powoli mówić, rzeczowe i sensowne, docierały do niej, gdzieś pomiędzy jednym poirytowanym pomrukiem, a drugim. Oddychała ciężko, mając ochotę zmałpować ton jego głosu, ale była — wbrew pozorom — zbyt skoncentrowana na analizie jaką przeprowadził i jej przedstawił. Tak, miał rację. We wszystkim, co mówił i to sprawiło, że poczuła się fatalnie.
— Nie wiedziałam — odparła w końcu, po czasie, na jedną z pierwszych jego wątpliwości, które odnotowała w głowie; wciąż siedząc na chłodnej ziemi, strzepując ze spódnicy okruchy ziemi i pyłu. Nie wiedziała, że jest gorszy w magii defensywnej. Był aurorem, nawet jeśli przy okazji socjopatą to wciąż doświadczonym aurorem. Była przekonana, że z różdżką w nosie poradziłby sobie z tarczą. Nie podniosła na niego wzroku; znacznie bardziej od niej samej ucierpiała jej duma. I poczuła ukłucie w żołądku. Jak wąż, podpełzł do niej i prześlizgnął się niepostrzeżenie. Miała wrażenie, że odkrył ją, przejrzał. Obróciła ku niemu głową i przygryzła mocno wargę, aż poczuła w ustach metaliczny posmak krwi. Podniosła się z ziemi, wygładzając materiał i rozejrzała się za różdżką.
Miał rację nawet z dołem, w który wpadł. Sprawił, że przestała go widzieć. Mogła go utopić, sprowadzić na niego coś, co by go pokonało, ale ostatecznie, pomimo krótkich morderczych zapędów wcale nie chciała go przecież tak mocno zranić. Chciała się na nim najzwyczajniej w świecie wyżyć — ta myśl, tak podła, frustrująca i okrutna wywołała w niej wyrzuty sumienia.
— Nie zamierzałam ci zrobić aż takiej krzywdy.— Tarcza z ostrzy, którą udało jej się wyczarować mogła mieć dla niego fatalne skutki, szczególnie wtedy, gdy był gęsią, po prostu ptakiem, którego mogło rozszarpać na strzępy. Być może w przypływie rozsądku wystraszyła się — tego, że go zrani. — Gdybyś był Rosierem wbiegłabym w ciebie bez wahania. — Tego była pewna. Podniosła na niego w końcu wzrok, złapała jego spojrzenie. Pełne czego właściwie? Konsternacji? Chciał ją rozczytać? Nie było nad czym szczególnie się głowić, miał słuszność we wszystkim, co mówił.
Mogła to wygrać. Wiedziała o tym. Ale zamiast tego wolała się z nim bawić. Wolała go upokorzyć. Pokonać w sposób głupi, a nie odpowiedni. Emocje w którymś momencie wzięły w górę, nie wiedziała kiedy właściwie straciła nad sobą kontrolę. Czy stało się to gdzieś w trakcie, kiedy magia przepływała przez jej różdżkę, czy przyszła już z utajonym zamiarem. Chciała przecież się czegoś nauczyć, chciała stać się lepsza. Wiedziała, że przyjdzie dzień, w którym jej umiejętności mogą się komuś przydać, a jej różdżką będzie potrzebna na polu walki. Pozwoliła sobie na błąd, na to, by niechęć, pragnienie wzięcia odwetu za kuzynkę, by osobiste animozje przysłoniły jej cel. I było jej wstyd.
Co nie znaczyło, że nagle zapałała do niego sympatią.
— W takim razie jak według ciebie powinnam walczyć? — Ruszyła w jego kierunku, zbierając po drodze różdżkę, którą dostrzegła pomiędzy kamieniami. Stanęła na wprost niego, zaledwie o półtora kroku i zadarła brodę nieco wyżej, by móc patrzeć mu w oczy. — Bez emocji? Ty tak robisz? Wyłączasz się na wszystko i koncentrujesz się na celu?— Uniosła brew, lewą dłoń, tę w której nie trzymała różdżki zacisnęła w pięść. Może to było rozwiązanie. Czy taka taktyka poprawiała skuteczność? Bo nie było nic, co pozwalałoby jej się zdekoncentrować? To było arcytrudne, a dla niej może nawet niemożliwe. Powinna sobie odpuścić na starcie?— Muszę się jeszcze dużo nauczyć, ale dojdę do tego w końcu. – Była tego pewna. — Powtórzmy to — zadecydowała pewnie. — Za jakiś czas. Chciałabym, żebyś mnie czegoś nauczył. Tobie zależy na tym, by łamagi w Zakonie przestały być łamagami, więc wyszkolisz mnie tak, jak z tobą zrobili to podczas kursu. Żebym była przydatna. — I żeby każdy, komu będzie towarzyszyła czuł się w jej towarzystwie pewnie, a nie miał ją za tykającą bombę. — Za dzisiejszą lekcję dziękuję — odparła sucho, przekładając różdżkę z prawej, do lewej dłoni, a później szybko wymierzyła mu policzek z otwartej dłoni. — A to za to ostatnie. — Już on dobrze wiedział za co.





storm in the sky
fire in the street
if there's nothing but pain
put in on me


Powrót do góry Go down
 

Ruiny

Powrót do góry 
Strona 41 z 41Idź do strony : Previous  1 ... 22 ... 39, 40, 41

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Mniejsze wyspy :: Oaza Harolda-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21