Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Wybrzeże

Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 19 ... 33, 34, 35
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 35 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Wybrzeże - Page 35 Empty
PisanieTemat: Wybrzeże   Wybrzeże - Page 35 I_icon_minitime20.12.17 21:10

First topic message reminder :

Wybrzeże

Nad nadmorskim brzegiem zachwyca nade wszystko krajobraz, słońce, gdy zachodzi, mieni się w czarnej morskiej wodzie feerią barw pomimo porywistego wiatru. Wody wokół jednak nie są bezpieczne, oprócz bogatych ławic śledzi i makreli, zamieszkują je też płaszczki, zdarzają się niekiedy zagubione kałamarnice i samotne skorpeny. Nad wodą można czasem zaobserwować wynurzające się ogony morskich węży. Biała magia uformowana w błędne ogniki, które topią się w wodzie nadaje temu miejscu wyjątkowej atmosfery. Woda coraz rzadziej wyrzuca na brzeg ciała potopionych więźniów lub martwych dementorów.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 35 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Wybrzeże - Page 35 Empty
PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Wybrzeże - Page 35 I_icon_minitime24.08.19 20:39

The member 'Brendan Weasley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 85


Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
Anthony Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Zawód : Auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 17
UROKI : 40
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Wybrzeże - Page 35 Empty
PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Wybrzeże - Page 35 I_icon_minitime25.08.19 0:12

Wpatrywał się w półprzytomnego Averego, który w chwili zaprzysięgania swej lojalności czuł dumę, a to co miał otrzymać w zamian za popełnioną ofiarę wpędzało go w niecierpliwe wyczekiwanie. Te emocje wciąż odbijały się echem mieszając się wewnątrz niego z własnymi przemyśleniami. Poniekąd tłumaczyło to zaciekłość Rycerzy. Anthony początkowo nie rozumiał tego jak bardzo można oddać się idei jednego człowieka. Nawet pomimo potęgi Voldemorta taki fanatyzm i zgodność nie była czymś zwyczajnym dla grupy czarodziei, lecz już nie dla tej samej grupy, która oddała wszystko co posiadała. Ci ludzie nie mieli już kompletnie nic do stracenia. Człowieczeństwo, wolną wolę, duszę. Odrzucili wszystko i to czyniło ich niebezpiecznymi.
Zgodnie z wolą Samuela i sugestią Brendana Anthony wyrwał się ze swoich rozmyśleń i chwycił bezwładne ciało śmierciożercy tuż pod nadgarstkami dłoni. Dźwignął ciężar z którym rytmicznym krokiem przemieszczał się wraz z Gwardzistą w wytyczonym kierunku. Ulewa nie odpuszczała, lejąc się strugami i tymi też ściekając z aurora. Było w tym jednak coś kojącego, obmywającego. Wypuścił czarnoksiężnika z uchwytu zaraz po Weasley'u. Prostując się zaciągnął się głębiej powietrzem. Skinął ryżemu aurorowi. Nie mogli dopuścić do tego by ten znów mógł siać śmierć w imię swego pana. Niedługo po tym przyglądał się jak Weasley wyprowadza inkantację rozrywającą krtań Averego. Krew zabulgotała w otwartej ranie lejąc się kaskadą na tors, a potem ziemię gdzie rozcieńczała się z deszczem. Wizengamotowa szata sędziego darowana przez szaleńców poruszyła się leniwie pod wpływem silniejszego podmuchu wiatru dopełniając tym samym okrutnego obraz samosądu, którego się podejmowali. Jeżeli jakiekolwiek prawo istniało to było to dziś bardziej niż kiedykolwiek doszło do niego, że te było już martwe. Dla wszystkich.
Coś drgnęło w nim w chwili w której zrzucili ciało w odmęty morza. Patrzył w jego toń zastanawiając się co to takiego. Ach, okropna śmierć - pomyślał odwracając się do miejsca zbrodni plecami by w ciszy wrócić do reszty, która ich potrzebowała. W połowie drogi poczuł, jak coś się od niego odbiło. Przypominało szklaną bryłkę. Skamander podniósł przedmiot, który w ego dłoni jak gdyby wytopił się d finalnej formy emanując ciepłem i czymś kojącym. Zachował go dla siebie, a potem skupił się na pomocy w organizowaniu obozowiska dla rannych.

|zt x2




Would I be that monster, scare them all away
If I let them hear what I have to say...?

Powrót do góry Go down
Keat Burroughs
Keat Burroughs

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f27-parszywy-pasazer https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Zawód : łowię smocze cienie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I never had a chance to be soft.
I was always bloody knuckles and shards of glass.
I wanted people to be afraid of hurting me.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do

Wybrzeże - Page 35 Empty
PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Wybrzeże - Page 35 I_icon_minitime15.12.19 13:07

jakaśdatamarcowa

Kostropate wybrzeże poprzecinane było umizgującą mu tonią, splatającej się z nim w nierozerwalnej symbiozie gdzieś w miejscu, które mogło być krańcem świata, a przynajmniej na taki wyglądało, pachnąc obcością i białą magią, rozbłyskującą w postaci białych smug, niknących w scenerii cieni. Podejrzenia dotyczące tego, jak daleko znalazł się od Wielkiej Brytanii, nasiąkały wilgotnością przesyconego solą powietrza, wypełnił je szum rozbijających się gniewnie fal. Na samym zaś horyzoncie rysowała się jedynie pustka, jakby trwali w zawieszeniu pomiędzy światami, jakby to, co dostając się tutaj w wyjątkowo osobliwy sposób, zostawił w Zakazanym Lesie za swoimi plecami.
Oaza, wciąż jeszcze szkielet drewnianych konstrukcji, rozsypany po połaciach przetkanej magią zieleni, mogła stać się miejscem, w którym ktoś kiedyś znajdzie schronienie w chwili, gdy znany im wszystkim świat zacznie kruszyć się pod naporem desperackich ruchów, poszukujących bezpieczeństwa - ona cała wyglądała jak ostoja, w której to bezpieczeństwo będzie można odszukać. A przynajmniej jego złudne poczucie - choć na chwilę, gdy odgrodzi się od problemów szumem fal, kołyszących do snu skołatane nerwy i niespokojne myśli.
To nie była jego pierwsza wizyta w tym miejscu - dostarczał już brakujący ekwipunek, który zdobył dzięki dojściom w Proroku; dźwigał na swoich ramionach drewniane belki w organicznej pracy u podstaw budowania całkiem nowego świata. A przynajmniej małego ułamka rzeczywistości, gdzie ktoś kiedyś być może znajdzie swój nowy dom. Schronienie na okalającej ich pustyni niebezpieczeństwa, niemające nic wspólnego z fatamorganą, lecz prawdziwe, najprawdziwsze.
Nadal nie rozumiał, jaka jest jej rola w tym wszystkim - zdawała się nadzorować postępujące prace, dopytywał niby od niechcenia, lecz nikt tutaj nie lubił wdawać się w zbędne dyskusje. Mieli zbyt wiele rzeczy do zrobienia. Słowa jej listu wciąż dźwięczały mu w głowie, a on przeklinał w myślach samego siebie za każde jedno, które wyszło spod jego pióra i spowodowało taką właśnie odpowiedź.
Przekaz był jednak jasny - niezależnie od tego, że oboje zgadzali się, iż pogoda zdawała się poprawiać, to była chyba jedna, jedyna rzecz, co do której pozostawali aż tak zgodni.
Unikał jej skutecznie - płaszcz zostawił pomiędzy darowiznami, które miała przejrzeć, gdy pojawi się w Oazie, na więcej interakcji sobie nie pozwolił i dbał o to, by pojawiać się tu w godzinach niemal nocnych. Kolejny świt obudził go zwiniętego pod prowizorycznym dachem niewielkiej chatynki - ledwie trzy dni temu; wtedy też po raz pierwszy pomyślał sobie, że mógłby robić to, co do tej pory dla Proroka, lecz na większą skalę - gdyby został pośrednikiem w Oazie...
Różdżka znalazła schronienie w dłoni, gdy zatoczył nią łagodny półokrąg, rozwiewając otaczający go mrok światłem komponującym się z łuną bijącą od ogników. Coś samo doprowadziło go w to miejsce, zupełnie tak, jakby wszechświat mówił mu, że powinien się tam znaleźć.
Wyrzucony na brzeg szumiał echem niknących kroków czyjegoś życia, które zgasło już dawno temu - pozostała po nim tylko pokiereszowana, na wpół strawiona przez morze wydmuszka, sterta kości, zaplątana w strzępki mięśni i płachtę potarganego ubrania. Nic więcej. Tylko tyle z niego zostało. Kimkolwiek był człowiek bez twarzy.
Słyszał, że kilku wydostało się już z morza, szukając powrotu na ląd.
Stłumił odruch wymiotny, który pojawił się, gdy tylko znalazł się zbyt blisko źródła intensywnego zapachu, a potem jednym ruchem różdżki stworzył dziurę w ziemi na tyle głęboką, by w śnie wiecznym truposzowi nie mogło nic przeszkodzić, żaden z dźwięków dobijających się z powierzchni świata żywych.
Drugi ruch różdżką, ciało z jękiem kości uniosło się nad ziemię, sunąc aż do wskazanego przez niego miejsca, rozmoczone włókna skóry napięły się zbyt mocno, kawałek dalej byłoby trudniej dotransportować w ten sposób zwłoki, ale ostatecznie to, co z tamtego człowieka zostało, osiadło w kolebce ziemi.
Wybrzeże wciąż wygrywało melodię spokoju.


Powrót do góry Go down
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Na szlak moich blizn poprowadź palec,
By nasze drogi spleść gwiazdom na przekór.
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 35 MXvhozG

Wybrzeże - Page 35 Empty
PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Wybrzeże - Page 35 I_icon_minitime16.12.19 14:57

Ze wszystkiego najbardziej przerażająca była cisza. Ta niosąca się od wschodu na zachód, od południa na północ. Rozciągająca się od lasu, aż po wybrzeże, po spokojnej wodzie, i pomiędzy drzewami okalającymi linię zarośli, i między wznoszącymi się w mglistym powietrzu budowlami, które z każdym dniem stawały się coraz wyraźniejszą obietnicą jutra wolnego od strachu i przemocy. Cisza przemierzająca bezkresne ścieżki, pełna tajemnic, rozdzierająca uczucia i myśli. Kroczyła naprzód, spowijając całunem niepewności wszystko i wszystkich, tuląc do głębokiego snu, budząc z niego jeszcze przed nadejściem dnia. Cisza zalęgała się tu niespodziewanie, kiedy gaszono światła kaganków; gdy dopalały się ogniska, gasły iskrzace różdżki. Przemijał wieczór, nadchodziła noc. Niepostrzeżenie zachodziła ją od tyłu, jak nieprzyjaciel, lepkimi palcami sięgając drżących ramion. Bez powitania, bez ostrzeżenia, wywołując nieprzyjemny dreszcz sunący wzdłuż kręgosłupa od samego karku. Przez nią robiło się zimno, nieprzyjemnie, całkiem strasznie. Po niej przychodziła samotność, stąpając lekko kilka cali nad ziemią. Bezduszna i okrutna, spozierająca w oczy każdemu, kto nie zdołał w porę przymknąć powiek. Ona nie zdążyła. Mierzyła się z nimi dwiema, odganiając je od siebie próbą własnego oddechu, głośnego bicia serca.
Świece dopalały się, kiedy kończyła pracę, syk ginącego płomienia w rozgrzanym wosku był ostatnim, co słyszała, nim nadeszły, a wraz z nimi ona trzecia. Ciemność.
Otulona kocem, jak zbroją, której nie mogła przebić żadna z nich szła przed siebie, rozplątując włosy z luźnego warkocza. Wśród innych zaginął gdzieś płaszcz. Porzcony, nieodnaleziony, zastąpiony kraciastym wełnianym materiałem, który dostatecznie chronił przed zimnem. Ostatnie iskry gasły w miejscach, które nazywali schronieniem. Domy, wypełnione ludźmi — czy jak mawiał Alex, już duszą? Czy to, czego była świadkiem można było nazwać budowaniem przyszłości na zgliszczach? Nad nią - niebo, ciemniejące z każdą chwilą; pod nią, ziemia, a w niej Azkaban. Za nią była tylko ciemność - przed nią woda, błąkające są ogniki w lepkiej, gęstej mgle sunącej po powierzchni. Jeden z nich był inny. Inny niż wszystkie. Wyjątkowy. Nie odejmowała od niego spojrzenia, nie zwalniając kroku, prowadzona nim przed siebie, w nieznane, w światło, jedyne jakie wokół pozostało dla niej. Kroki stawiała cicho i ostrożnie, serce biło jej w piersi donośnie — bała się, że ją zdradzi, jej obecność zostanie zauważona, spłoszy go. Dziwne ukłucie rozczarowania i niepewnosci targnęło nią, gdy zdała sobie sprawę, że ognik był światłem czyjejś różdżki. Ale i to nie skłoniło jej do zawrócenia. Zaciągnąwszy mocniej koc na siebie, sięgnęła za pasek spodni, które nosiła tylko tu, podczas pracy. Dostrzegła w końcu zarys ramion — cudzych, obcych — strzelistej sylwetki, ciemnych, gęstych włosów.
Nieznajomy.
Pomimo zaproszenia, nie przyszedł. Pomimo zgody, nie stawił się. Łatwo uznała, że jego noga nigdy nie stanęła tu, w oazie. Nie wiedziała, że czekała, aż do tej pory. Dotąd nie myślała, że istniał powód jego dezercji. Nieznajomy przykuł jej wzrok, posłał myśli tam, gdzie nie powinny nigdy trafić. Gorzki smak miały te myśli; przełknęła ślinę, ale nie pomogło. Widok jaki z każdą chwilą malował się wyraźniej przed jej obliczem wzbudzał niepokój. Zdawało jej się, że widziała trupa.
Gałązka trzasnęła pod jej stopą, choć próbowała zbliżyć się niepostrzeżenie. Wtedy też nieznajomy zyskał właściwe imię i nazwisko, choć był tylko cieniem, na tle samotnych ogników. Porwała różdżkę, wyciągając ją przed siebie, gwałtownie, w panice, kotłującycm się zmieszaniu, walczącycm z chęcią zapadniecia się pod ziemię.
— Nie ruszaj się — zażądała, celując mu prosto w plecy, zdradzona przez naturę, w której chciała znaleźć cichego sojusznika. Za późno było na odwrót, nie zwykła uciekać. Nie pozostało jej nic innego, jak zmierzyć się z tym, co czekało tuż przed nią.— Co tu robisz? — Nie był przecież wrogiem, ani obcym, ani nikim kto nie powinien tu być. Wiedziała to aż za dobrze, ale nie opuściła różdżki. Cofnęła się krok — sprawdzi, co kombinuje, a gdy uzna, że nie dzieje się nic, odejdzie. Jak gdyby nigdy nic.





If you could flick the switch and open your third eye
*
You'd see that we should never be afraid to die
Powrót do góry Go down
Keat Burroughs
Keat Burroughs

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f27-parszywy-pasazer https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Zawód : łowię smocze cienie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I never had a chance to be soft.
I was always bloody knuckles and shards of glass.
I wanted people to be afraid of hurting me.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do

Wybrzeże - Page 35 Empty
PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Wybrzeże - Page 35 I_icon_minitime18.12.19 1:51

Nie, to nie cisza przerażała najmocniej, najbardziej i najdotkliwiej, lecz to, co w ciszy mogło się urodzić, co nie istniało, choć istnieć powinno, co ozwać się nie zdążyło, niósł się więc wyłącznie on, bez-dźwięk, dźwięcząc złowrogo. Tafla morza była tylko pozornie spokojna, bo pod nią kotłowały się naprężone gniewem wiry, mącące harmonię regularnych rys jedynie sporadycznie. Na tafli jego twarzy wyraźniej odznaczał się niepokój, spokój nie był stanem mu znanym, to jedno nie zmienić miało się najpewniej nigdy.
Były obecne - cienie, nie takie, jak te, które wędrowały z nim w dzieciństwie, lecz ciepłe, pulsujące białą magią smugi, niosące wiarę w lepsze jutro, przyszpilające do myśli trzepot motylich skrzydeł nadziei, odganiające mrok; jedno, jedyne miejsce, w którym ciemność była jasnością, czerń ubierała się w jaśniejsze odcienie, rdzeń niezwykle silnie zakorzenionej w tym miejscu magii nie pozwolił o sobie zapomnieć.
To miejsce naprawdę było magiczne, magia była w jego tkance, ono całe nią przesiąknęło, pierwiastki dobra dotykały tych, którzy go potrzebowali, którzy w tym właśnie schronie przetrwać zamierzali najczarniejsze dni swojego życia (głębia czerni nie miała tu jednak wstępu, nie w poszukiwaniu mroku, lecz światła, ludzie przemierzali tę drogę, nie najłatwiejszą, tylko dla tych najbardziej zdeterminowanych). Magia tkwiła też w tym, jak niewiele trzeba było, by Oaza powstała. Wystarczyło ognisko splecionych ze sobą ludzkich dłoni, iskra zaangażowania, płomień dobra - jak Feniks powstała z popiołów czegoś, co kojarzyło się z największym złem. Tak niewiele (i jednocześnie wiele) - a przed ich oczami już teraz zarysowują się chaty gotowe do tego, by przyjąć pod swój dach całe rodziny.
Wciąż jednak deptali po popiołach.
On niemal nadepnął na ludzkie ciało, które teraz opadło na dno stworzonego przez niego rowu. Znalazł już jedno, zupełnie inne, szkielet czegoś, co nigdy człowiekiem nie było, lecz na ludzkiej duszy z upodobaniem żerowało. Nie miał oporów, by pozbyć się tych szczątków szybko - w tym jednak przypadku nie potrafił pogwałcić czegoś, co on sam uznawał za prawo niezbywalne; kres życia pogrzebany winien być w ziemi. Niezależnie od tego, kim był człowiek bez twarzy.
Trzask gałęzi. Serce zaczyna szarpać się gwałtownie, choć rozum szepcze, że w Oazie jest przecież bezpiecznie, że nikt niepowołany nie ma tu wstępu. Nie wie jednak, kogo bardziej się obawia - żywi przerażają go mniej niż martwi, niż to, czym to miejsce się stało, cmentarzyskiem potępionych dusz. Wyobraźnia szaleje nawet teraz, swoją różdżkę wciąż trzyma w dłoni, instynktownie cofa się krok do tyłu - w stronę zionącej w ziemi dziury. Czyjaś różdżka skierowana jest w jego stronę.
Nie rusza się. Jej głos poznaje po pierwszej nucie na pięciolinii emocji, on nie nazwałby jej nigdy nieznajomą, choć teraz niewiele było w niej elementów, które rozpoznać potrafił. Dłonie unosi nieco wyżej, spokojnym, łagodnym ruchem, jakby chciał się poddać.
Poddał się już wtedy.
Kogo karał - ją czy siebie?
Gdy milczał - które z nich to w ogóle odczuwało?
Gdy odszedł - czy naprawdę spodziewał się, że obróci się w jego stronę, prosząc, by został?
Każde z tych pytań zadał sobie po raz kolejny, jak pręgi odciskały się na jego psychice, nie był w stanie o nich zapomnieć. O niej zapomnieć. O tym, co czuł wtedy, co czuł do niej, w końcu i o tym, czego nigdy, przenigdy, poczuć nie powinien. Granice były oczywiste, czyż nie? Nie dla niego. Nie wiedział, kiedy sam je przekroczył, jeszcze wtedy wydawało mu się, że to nie ma znaczenia, że to tylko chwilowe, że przeminie wraz z upływem lata, lecz lato minęło, a on wciąż szukał jej uwagi.
Biel rozjaśniła jej twarz, rozmazując delikatne rysy w łagodnym świetle. Mozaika tej twarzy była jedynym elementem, w którym trudno było mu wyłowić jakiekolwiek zmiany. Może tylko zrobiły się bardziej surowe; jakby wyciosały je dotkliwe przeżycia - tak jak siłę, która choć już wtedy drzemała w jej oczach, nie dominowała w orzechowym kolorycie.
- Grzebię martwych - żywych - Ciebie - pogrzebałem w myślach przedwcześnie, choć może nie powinienem był nigdy tego robić. Jakkolwiek wolałby udawać, że ona nie istnieje (że oni nigdy nie istnieli?), być może wreszcie dojrzał do tego, by zaakceptować fakt, iż było inaczej. I pogodzić się z tym, że choć on był w jej życiu ledwie jednym wersem, ona stanowiła jego znaczną część. Czasem tak po prostu bywa. Jeśli należałoby się doszukiwać w tym czyjejś winy, to najprędzej jego samego. - Nie musisz tym nadal we mnie celować - zwykłe wtrącenie, sam zresztą opuścił w końcu uniesione w śmiesznie poddańczym geście dłonie. Nie musimy już dłużej ze sobą walczyć?


Powrót do góry Go down
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Na szlak moich blizn poprowadź palec,
By nasze drogi spleść gwiazdom na przekór.
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 35 MXvhozG

Wybrzeże - Page 35 Empty
PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Wybrzeże - Page 35 I_icon_minitime18.12.19 10:41

To tutaj spokój powinien rozsiewać się sam za sprawką białej magii, energii, która budowała to miejsce, przenikała z wilgotnej ziemi, unosiła się w gęstym powietrzu. Tego się spodziewała, na to liczyła. Porwana ciekawością, potrzebą — a może czymś innym? Intuicją, która zawsze szwankowała? Przybyła na brzeg, zastając go samego. Bez obcych, bez przyjaciół, bez ludzi, przed którymi mógł ciągle grać. A może to przed nią odgrywał piękną sztukę lata temu, dziś był sobą. A ona? Napotkała nieznany opór, nie pierwszy raz, ale nie z nim powinna walczyć. Magia była wszędzie. W niej i w nim tak samo. Pomimo wszystkich różnic, jakie między nimi urosły do monumentalnych wielkości łączyło ich to samo. Oaza. Zakon Feniksa. Zespajał ich wspólny cel.
Kiedyś cel nie był do tego potrzebny.
Może powinni zachować błogą ciszę z szacunku do tego miejsca. Ale przecież martwi, których grzebał nie mogli już zaprotestować. Nie mogło to mieć dla nich żadnego znaczenia. Mogło? Nie zdziwiło ją to co robił; nie bardziej od samej jego obecności. Jakby to on był tu zjawiskiem, którego jej normatywna rzeczywistość nie akceptowała. Dopiero po czasie miała nadejść ta świadomość, a wraz z nią zaskoczenie, choć słyszała, że woda na brzeg wyrzuca ciała.
— Nie przyszedłeś do mnie; był tu i czynił to, co czynić powinien. Nie błąkał się tu bez celu, nie wydawał się być chłopcem zagubionym w obcej rzeczywistości. Ona była tu obca. W tej chwili, w tym momencie. Niepożądana, odległa. Wroga — dzierżąca w dłoni oręż skierowany w pierś kogoś, komu krzywdy wyrządzić nigdy by nie mogła. A jednak kawałek drewna wisiał w powietrzu, pomiędzy nimi, jak słowa, zatracone gdzieś w czasoprzestrzeni — nie dotarłszy nigdy do adresata. — Oczywiście — wyrzuciła z siebie od razu. Nie musiał się tłumaczyć z niczego. Nie chciała, by rozpoznał zawód w tonie jej głosu, sposób na jego zamaskowanie był tylko jeden.— Teraz przecież ledwie się znamy. Zapomniałam.— Czy w rzecze upłynęło tyle wody, że nie zdołała się zorientować w porę? Czy utknęła gdzieś w przeciągu tych minionych lat, kiedy świat gnał do przodu, czy może zbudziła się ze zbyt długiego snu, kurczowo chwytając się wspomnień — jak żywych, prawdziwych i ciepłych, niepoprawnie wyidealizowanych przez wskazówki zegara?
Obróciła się za siebie, ale za plecami miała tylko ciemność. Ciemność, w którą nie chciała wracać, choć i tu, wśród migoczących cieni, ogników i lepkiej mgły nie czuła się bezpieczniej. Zagrożenie było realne, wiedziała to. Nie była tylko pewna, z której strony wyprowadzi atak, musiała być czujna, gotowa zawczasu. Zdała sobie sprawę z własnej postawy, gdy opuścił wyciągnięte dłonie, gdy melodia jego głosu przeniknęła przez ciszę i dotarła w końcu do niej w pełni. Ale przecież czasem należało opuścić gardę, bo zmęczone ręce nie uderzą z odpowiednią siłą. Błądziła spojrzeniem po nim, ale najpewniej odznaczała się linia jego ciała, skąpana w cieniu twarz nie zdradzała zbyt wiele. Nie dawała otuchy, na próżno szukała w niej przyjaciela. Ale o tych się pamięta, a ona? Zapomniała, bo chciała, czy musiała?
Nie chciała zawracać. Do Zakazanego Lasu, do domu, do sklepu. Ignorować go też się nie dało. Ta potyczka była jedynym co jej pozostało.
— Pomogę ci — zdecydowała nagle, odejmując wzrok i skracając dzielący ich dystans — ale czy na pewno? Ten rósł z każdą chwilą. Wydłużał się w akompaniamencie kolejnych uderzeń serca, ciężkiego oddechu, jakby głaz spoczął na piersi. — Nikogo innego tu nie ma, nie musisz się mnie wstydzić— zakpiła. Chciała by jej głos brzmiał pokrzepiająco, uśmiech nawet zabłąkał się na jej twarzy, ale nie wyszło. Przypomniał gorzki wyraz, ton rozbrzmiał żałośnie. Zatrzeć wrażenie będzie trudno, wiedziała. Denat okazał się skutecznie rozpraszać myśli. Jego widok, gdy się zbliżyła i pochyliła nad dołem — potworny. Ale ktoś przestraszył ją przed nim znacznie bardziej. Stał tuż obok, na wyciągnięcie ręki. Zimniejszy niż morska toń. Ziąb bił od niego niezrozumiale, a powinna go czuć od nieboszczyka. On żył. Tak jej się zdawało. Czy oddychał? Czy był tu naprawdę? Czy jego serce wciąż biło? W pomarszczonej, okropnie wykrzywionej twarzy więźnia nie było pogardy ani drwiny. Stojąc z nim w jednej linii nad prowizorycznym grobem zwolniła się z pokusy patrzenia mu w oczy. Na próżno szukała w cieniach czegoś znajomego. W tęczówkach nie odnalazłaby zrozumienia, w głosie krzty sympatii, silnych ramionach dawnego oparcia, w nim samym bliskości i bezpieczeństwa. Pozostała tylko pustka i paląca tęsknota.
Oszukiwała się — na próżno. Tuż po tym, jak przestała oszukiwać jego, nie zasłużył na tak wymyślną iluzję. Jedyną, jaką w życiu musiało udać jej się stworzyć.
Zrzuciła z ramion koc, różdżkę skierowała na górkę ziemi, nierówność, którą mogli przysypać nieszczęśnika. A może wejść tam do niego, do głębokiego dołu i dać przykryć się grubą warstwą rozmokniętego gruntu byłoby łatwiej, lepiej? Samotnie lub we dwoje.





If you could flick the switch and open your third eye
*
You'd see that we should never be afraid to die
Powrót do góry Go down
 

Wybrzeże

Powrót do góry 
Strona 35 z 35Idź do strony : Previous  1 ... 19 ... 33, 34, 35

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Mniejsze wyspy :: Oaza Harolda-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20