Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Źródło
AutorWiadomość
Źródło [odnośnik]20.12.17 21:10
First topic message reminder :

Źródło

Wyspa Azkabanu przeszła ostatnim czasem wiele, od wybuchu anomalii i opanowaniu ją przez złe czarnoksięskie moce aż do ostatecznego oczyszczenia tego miejsca białą magią Zakonu Feniksa. Nierówności terenu popękały, w wielu miejscach wypuszczając strumienie jasnej, mieniącej się wody ocenianej przez czarodziejów nie tylko jako zdatną do picia: białe moce, które w całości przeniknęły w ziemię Azkabanu, nadały jej leczniczych właściwości. Przywraca siły, usuwa zatrucia, przyśpiesza gojenie się ran. Najzdrowsza jest woda spływająca bezpośrednio ze skał - te, które połączą się z gruntem i rzekami uciekają do obmywającego wyspę morza przeważnie są już zanieczyszczone. Zdobycie jej wymaga zanurzenia się w rzece i podpłynięcia pod niewielki wodospad lub wspięcia się na wyboiste skały. W pobliżu największego ze źródeł pojawia się dużo ptaków, a w powietrzu błądzą cząstki białej magii przypominające ogromne świetliki; przeważnie w okolicy jest cicho i spokojnie.



[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 16.07.19 20:07, w całości zmieniany 3 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Źródło - Page 41 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Źródło [odnośnik]23.01.21 1:39
- Upewniam się w faktach - mruknął początkowo lekko, przysłuchując się pierwszym pierwszym i kolejnym słowom. Przymknął powieki, przemywając kilkukrotnie twarz. Woda wydawała się kojąco chłodna, chłodem niepodobnym do tego, który znał w celi - Mam nadzieję, że nie będziesz miał nic przeciw towarzystwu - wystarczyło, że dłużej pozostawał całkiem sam, a w umyśle pojawiały się nieprzyjemne głosy... wspomnienia? Czuł obecność gdzieś w pobliżu, wrzeszczącą, śpiewającą, mamroczącą... Potrzebował realnej, silnej obecności, by wszystko ułożył. Kogoś, kto w razie kłopotów, był w stanie postawić go do pionu. Anthony należał do takich. Nie bałby się zostawić w jego rękach swojego życia. I wciąż wierzył, że Anthony myślał o nim podobnie.
Rozłożył i zacisnął dłonie, starając się nie krzywić z bólu. Zbawienne działanie magii i eliksirów, już dawno skoczyło swoje działanie, a ciało na powrót oblekała słabość. Bardzo wyraźnie przypominając, gdzie był jeszcze tego ranka - to... chyba się nie zmieni, nawet jak będziesz w jej wieku - w jakiś sposób, powrót to zupełnie innej rzeczywistości, tej dawnej, bardziej beztroskiej, działał uspokajająco. A już na pewno, gdy przed oczami stawał mu jasnowłosy "aniołek", który ciskał w jego stronę zmarzniętą grudą, gdy wymyślili zabawę "do pierwszej krwi", a potem otrzepywał piach z wyprasowanych spodenek. A może zmyśli to wspomnienie? A jego mama?... bardziej poważna.  Dumna. I zdecydowanie dzieląca swą nadopiekuńczość na dwoje. Westchnął cicho, wypuszczając wstrzymany oddech, gdy na moment zanurzył głową w strumiennej toni - Nadziało się... efektownie - uniósł ciemną brew - ...a był jakiś plan? - ścierał resztki płynących kropel, które rozmywały się w wodzie coraz bledsza rdzą, po czym w ślepiach zakołysał się cień - Spotkałeś tam naczelnika? - wyprostował się, aż coś strzeliło w kręgosłupie. Niewidzialny skurcz przemknął przez twarz. Bywały chwile, szczególnie podczas przesłuchań, że chciał zamordować  znienawidzoną sylwetkę gołymi rękami. Wgnieść twarz skurwiela w sam środek czaszki. I przyklepać. Ale pragnienie wciąż umykało realizacji. Szkoda. Nadrobi. Jakoś. I zdecydowanie, powinien był trzymać podobne myśli na wodzy. A na pewno nie mówić ich na głos.
Drgnął na propozycję - Nie każ mi na razie mazać się czymkolwiek. Dopiero się umyłem - zmrużył oczy, chociaż w słowach nie było większego przekonania. Zbagatelizować nie wyszło. Świadomość, że ból nie będzie mu towarzyszył przy każdym ruchu, był jakoś odrealniony. Wiedział jednak, że fałszywie. Nie miał w zwyczaju tonąć w żalu, odciągany od działań wewnętrzną dyskusją. Zbyt wiele do zrobienia było. Zbyt wiele go minęło. A jeszcze więcej się stawało. Wrócić do widzenia tego co prawdziwe. Tego, co wciąż przy nim trwało. Tego co ważne. Szczególnie ważne. Silne. Mimo tłoczących się zmian. Mimo jego własnych decyzji. Mimo wszystko. Okrojone z miałkiej otoczki pompatycznych wizji.
Splunął i przepłukał usta. Powtórnie zanurzył się w toni, by w końcu oprzeć plecy o wilgotną ścianę brzegu, przy którym się zatrzymał - Mhm - kiwnął głową, analizując wypowiedziane słowa. A więc kuzynka poszła za Macmillana -  Coś za dużo tych klątw - odezwał się po chwili marszcząc brwi mocniej - a my tylko bawimy się w obronę i ich sciąganie - gniewny mars zafalował na czole i zniknął, przekształcając się w irytację. Zgiął kolana i opadł w wodę niżej, zupełnie, jakby chciał wypłukać z siebie tłumioną emocję. Albo przeskoczyć przez mur, który pilnował go na granicy myśli, oddzielając od gwałtowniejszej burzy krwi. Nie było go zbyt dawno. Nie widział wszystkiego. Jeszcze.


Darkness brings evil things
the reckoning begins


Ostatnio zmieniony przez Samuel Skamander dnia 25.01.21 19:30, w całości zmieniany 1 raz
Samuel Skamander
Zawód : Rebeliant, auror
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I've come too far, to go back now
I'll never close my eyes
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Źródło - Page 41 9l89Y7Y
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#280340
Re: Źródło [odnośnik]23.01.21 14:23
- Jakoś je przeżyję - uśmiechną się żartobliwie myśląc o tym, że na przestrzeni ostatnich miesięcy było to prawdopodobnie jednych z prostszych wyzwań, którym miał stawić czoła. Chyba.
Zanurzył się po szyję, nieśpiesznie przyklejając mokre włosy do czaszki, zaciągając je do tyłu za uszy. Czuł jak przerwana skóra niechętnie się przy tym naciągała powstrzymując go przed bardziej gwałtownymi ruchami.
- Merlinie, nie... - jęknął z przerażeniem tak autentycznym, że trudno było wycenić czy robił to w żartach, czy może jednak nie. Prawdą było jednak to, że kochał swoją matkę bez względu na to, jak specyficzna by nie była. Odegrała znaczącą rolę (być może, że nawet aż za bardzo) w jego wychowaniu. Właśnie dlatego trudno mu było pokazywać się przed nią teraz, kiedy osiągnął wszystko to przed czym próbowała go ochronić - był zaniedbany, w ciągłym niebezpieczeństwie, na świeczniku niemalże każdego. Byłoby jej łatwiej gdyby przestała nieustannie postrzegać go w kategoriach swojego chłopca. Miał już trzydziestkę na karku.
- Pojmali Justine. Umieścili w Azkabanie. To po nią tam głównie się pojawiliśmy. Plan zakładał jednak również wyciągnięcie tylu ilu byliśmy w stanie i tak... był plan - nie był typem skaczącym w ciemność. Lubił i potrzebował czuć grunt pod stopami bez względu na to, jak ten kruchy by nie był. Dopiero gdy ten sypał się mu spod nóg sięgał po improwizację - Nasza grupa miała odwrócić uwagę na dziedzińcu. Zbyt szybko zwróciliśmy jednak na siebie uwagę. Mieliśmy wydobyć z biura różdżki, uzbroić więźniów. Eksplozja jednak nam to umożliwiła, odcięła też od części więziennej. Straciłem przytomność, a kiedy otworzyłem oczy to Murphy stał na przeciw mnie, a jego ludzie nas otoczyli - naczelnik więzienia we własnej osobie. Skamanderowi aż zaszumiało w uszach na to nie tak odległe wspomnienie. Wszystko co miało pójść źle poszło, a los rzucił go na kolana przed najmniej odpowiedniego wroga. Kusiło go by powiedzieć, że miał szczęście - Nie obronił się przed glacio. Powinien się wykrwawić - oby - Po tym udało nam się odbić od dna, cofnęliśmy się na dziedziniec - resztę już znał - W zasadzie pomimo porażki na każdym kroku udało nam się osiągnąć cel. Z niespodziewaną nawiązką - tu spojrzał przekornie na Kuzyna, który właśnie był tym dodatkiem. Anthony nie był jednak zadowolony z samego przebiegu misji, lecz nie wiedział jak lepiej miałoby to wyjść w praktyce - szturmowali Tower i Azkaban w środku dnia. Starał się ugłaskać podobnym usprawiedliwieniem surowy osąd. Łyżką cukru w tej prze parzonej, gorzkiej herbacie było poczucie spełnienia. Tonks nie podzieliła losu Bones. Czy miało mu się żyć lepiej z myślą, że tym razem, nie był zbyt opieszały w działaniu? Że zrobił to co powinien? Rozmył w tafli wody swój niewyraźny obraz nie chcąc wiedzieć, jaką ma minę, kiedy o tym myśli.
- Przestań. Jak będziesz kolejnym, który ma genialny pomysł zachęcania współpracujących z nami runistów do praktykowania czarnej magii i babrania się w ludzkich ingrediencjach to też zaraz skończysz z glacio - zauważył sucho i być może przesadnie marudnie. Już jednej takiej sugestii od gwardzisty wysłuchał. Nie zamierzał tolerować podobnych myśli i u drugiego. Nawet jeżeli kuzyn nieświadomie sugerował podobne rozwiązanie tak jednak Anthony zwyczajnie nie był w humorze - Czarna magia wypacza psychikę, Sam - nie zamierzał tolerować w swoim otoczeniu nieprzewidywalnych wariatów ani pozwolić na to by zakon stał się ich jeszcze większą wylęgarnią - Nie potrzebujemy klątw. Wystarczy nam legilimenta - podkreślił ostatnie znacząco - Mam plan. Opowiem ci więcej, gdy staniesz się bardziej użyteczny


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Źródło [odnośnik]26.01.21 22:22
Jeden z ciężarów opadł, jak gdyby rozmyty w kolejnym strumieniu wartkiej wody, w której się zanurzył. Odetchnął krótko, nim toń zakryła głowę. Nie miał pewności, czy byłby w stanie aktualnie wytrzymać dłużej w ciasnej przestrzeni szpitalnej jaskini. Nie tylko ze względu na siebie, ale i każdego z pozostawionych w okolicy pacjentów. Byłby ignorantem nie biorąc pod uwagę możliwości, że coś jednak zrobili mu gorszego niż pamiętał, lub miał świadomość. Był pewien mocy, w jaką wyposażyła go oklumencja, zamykając umysł na ingerencję z zewnątrz. Ale jako auror musiał być gotowy na nieprzewidziane konsekwencje. Nie odmawiała koniecznej pomocy i obecności, która była w stanie odpowiednio zareagować - Dawno u nich byłeś? - u rodziny, może nawet widział się z jego siostrą? Rodzicami? Czekało go nieuniknione spotkanie. Jak właściwie powiedzieć, że jednak się żyje?
Rozproszył się tylko na moment, szum kapiącej wody zdawała się momentami usypiać, by budzić gwałtownie - Na jakiejś akcji? Coś działaliście wtedy? Ktoś z nią był wtedy? - Słuchał jednak relacji z nawykiem, którego nabył podczas aurorskich śledztw. Czyste fakty, które rozrysować mu miały obraz zaistniałej sytuacji. Tonks była silna z magią bieli ścigającą się z najlepszymi. Co więc poszło nie tak? Pułapka? Wiedział też doskonale, że po stronie wrogów istniała potęga, która nie raz gromiła i rzucała ich na kolana. Wstawali wciąż.
Nieco uważniej skonfrontował postać starszego Skamandera - Mhm. Na miejscu... nikt nie zdążył mnie poinformować zbytnio o przebiegu - wiedział, ze chodziło o Just i wiedział, że potrzebny im był architekt, którego sam nawet przytachał (i zrzucił z wieży przy okazji) - Skąd ta eksplozja? - słyszalna aż w Białej Wieży, trzęsącą posadami dziedzińca. Jedna bobmbarda byłaby mniej efektowna. Coś w tym musiało być jeszcze. Nie drążył jednak, zaciskając mocniej usta i zęby. Rozluźnił kilka sekund później. Aktualny gniew był bezcelowy, gdy nie miał przed sobą jego źródła - Oby - skwitował krótko, ogniskując spojrzenie z kuzyna, na własne, zanurzone w strumieniu dłonie i rozmazany obraz własnego oblicza - Często witał mnie w ten sposób - zwlekany gwałtownie ze stęchłego posłania, ciągnięty do piwnicznych sal tortur i półprzytomnego stawiano przed naczelnikiem. Przymknął i rozchylił powieki, rozluźniając też szczękę. Wspomnienia miały go jeszcze dręczyć długi czas. Uśmiechnął się krzywo, chmurnie, wracając uwagą do Anthonego i konfrontując się z jego spojrzeniem. Niezależnie od celu, jaki mieli osiągnąć, szturmując Tower, przypadkowo, czy też nie - wyciągnęli go, nim zgasła nadzieja lub wylądował wśród kraczących kruków na Dziedzińcu.
Oblicze przyjaciela nie przypominało maski, a jednak, nie tak prosto było mu sczytać myśli, które tliły się pomiędzy wypowiadanymi słowami. Mógł liczyć na bezpardonową szczerość, ale niekoniecznie dzieląc się z każdą refleksją. Każdy miał tajemnice. Oni mieli je na pewno. Nie zmieniało to jednak faktu, że wychwytywał skrawki informacji, malujące się w chwilach krótkiego zamyślenia. Taką miał naturę i trudno było mu zrezygnować z wrośniętych przez lata nawyków szczegółowej obserwacji. Bywał w tym irytujący. O tym też wiedział. I jeśli w przypadku misji było to jak najbardziej wskazane, łapał się na spostrzegawczej analizie, także wśród bliskich.
Drgnął, gdy powietrze przecięły ostre słowa. Brew mu zadrgała, a ślepia pociemniały. Być może nie w gniewie, ale coś zburzyło zaciągnięty na kredyt spokój - Żeby ci to glacio nie wyszło drugim bokiem - skonfrontował w odpowiedzi, mierząc ciemnymi źrenicami kuzyna - Co ci do łba przyszło? Możesz w ten sposób mówić do żółtodziobów na kursie, a nie do mnie. Jestem aurorem, jakbyś przypadkiem zapomniał, Thony - nawet jeśli bez pracy - nie zniżę się do tego poziomu - dodał sucho, chrapliwie, jakby żółć zebrała się w gardle i nie mógł jej wypluć. Zmrużył oczy, wciąż nie odejmując ich od rozmówcy, po czym bez zapowiedzi, bez zabiegów słowa, wygiął palce, kreśląc prosty znak. Nie potrzebował różdżki - Balneo - pomyślał tylko i dopiero, gdy wartość pełnego wiadra chlusnęła na głowę starszego Skamandera, odpowiedział na ostatnie zdanie - To na ochłodę - rozluźnił się, a wcześniejszy, wewnętrzny chłód gdzieś umykał - Planu chętnie posłucham, jak będziesz bardziej użyteczny - świadomie przedrzeźnił słowa, które moment wcześniej skierowano ku niemu, nawiązując do aktualnego rozeznania w metodach działania. Woda wzburzyła się, rozlewając wokół nich coraz szersze kręgi.


Darkness brings evil things
the reckoning begins
Samuel Skamander
Zawód : Rebeliant, auror
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I've come too far, to go back now
I'll never close my eyes
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Źródło - Page 41 9l89Y7Y
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#280340
Re: Źródło [odnośnik]27.01.21 2:21
- U twoich półtora miesiąca temu. U moich miesiąc - zaraportował książkowo werterujując wspomnienia jednego ponurego spotkania, jak i drugiego nie mniej wesołego - Widziałem się też z Rose... - zaczął nieco niepewnie, jakby nie wiedząc czy powinien o tym wspominać - ...W pewnym sensie doszliśmy do porozumienia - pochwalił się ostatecznie, a zaraz potem chrząknął czując lekkie zażenowanie. Z perspektywy minionego czasu, przebieg rozmowy niedoszłą żoną wydawał mu się co najmniej dziecinny.
- Nie znam szczegółów, nie jestem w dowództwie. Wiem tyle, że dwudziestego sierpnia w Londynie miała się odbyć egzekucja. Zrobili z tego publiczny piknik w centrum miasta. Loża dla wyższych sfer, tłum gapiów, publiczny lincz - takie tam klimaty. W Horyzoncie zaklęć piszą tak jakby rzekomo wpadła próbując wzniecić bombardę podczas przebiegu całego wydarzenia. Nie wiem jednak ile w tym prawdy - mówili przecież o Walczącym Magu. Sam nie wiedział co o tym sądzić. Nie słyszał o żadnej akcji dywersyjnej. Czy to dlatego, że uważali że się do niej nie nadawał? - Ta w Tower...? Nie wiem. To nie byłem ja. Być może Fox wie więcej. Może na pomieszczenie do którego poszedł Fox było nałożone bum...? Wiedzieli, że przyjdziemy. Mogli się odpowiednio przygotować - zamyślił się wzruszając ramionami. Być może zrobili to staranniej niż to wcześniej zakładał. Nie do końca wiedział, jak powinien zareagować na wyznanie kuzyna nie musząc sobie nawet wyobrażać jak wyglądała jego codzienność. Czytał myśli takich ludzi. przywdziewał ich skóry. Nieswoimi rękami czynił rzeczy niepojętne, straszne. Nie zdobył się więc na przerwanie ciszy od razu. Pozwolił niewygodnym emocjom opaść - i swoim, i tym należących do Samuela.
Nie spodziewał się jednak po tym podobnych słów. Czy to przewrażliwienie, czy może już zmęczenie sprawiło, że zrozumiał skargę dość jednoznacznie. Zsyłają na nas klątwy - też powinniśmy. Już starł się z podobnym pomysłem innego gwardzisty, a słowa Samuela zabrzmiały mu nieprzyjemnie zbieżnie. Bezpośrednio wszedł więc w szranki i z kuzynem. Wykrzywił usta w zmierzłą podkowę słysząc jak ten odbija jego groźbę niewerbalnym protego - Nic mi nie strzeliło - niemalże wysyczał - To wy wszyscy macie coraz dziwniejsze pomysł - użył bezosobowej figury. Jeżeli popadał obłęd to właśnie przez wszystkich wokół - Nie wiem, jak dla mnie przed chwilą sprawiałeś wrażenie jakbyś dla Murphy'ego mógł - wyrzucił w typowy dla siebie sposób nieco naciągając fakty. Zgarbił się zaraz chroniąc przed magicznym chluśnięciem wody. Ty chyba sobie ze mnie kpisz... Myślał patrząc na młodsze towarzystwo. Zaraz przetarł oko z nadmiaru wilgoci. Dobrze. Pomyślał. Jak sobie chcesz - mruknął w duchu wyniośle i z takim też tonem kontynuował - Miałem butelkę ognistej Macmilanów w torbie, która jakimś cudem jak ty przetrwała ale w sumie, jak mamy być użyteczni to raczej i trzeźwi - uniósł jasne brwi. Szach mat - Wychodzę. Mam dużo na głowie... - burkną zaczynając kroczyć do brzegu zostawiając krewniaka za plecami. Wrrr... Skamander.

|zt


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Źródło [odnośnik]28.01.21 20:51
Kiwnął głową, przyjmując słowa do wiadomości i nie dopytując o szczegóły. Mógł spokojnie domyślić się przebiegu obu spotkań, ale z ciekawością uniósł spojrzenie, gdy kuzyn wspomniał o Rose. Jeszcze nim zniknął, wiedział, jak napiętą relację dzielili - Zastanawia mnie to w pewnym sensie, ale i tak uznam to za progres - coś dobrego wciąż się działo. Ponurym spojrzeniem ciężko było dostrzegać podobne iskry, ale przypominały, że nie wszystko było stracone. Wbrew niespokojnym słowom, które zdarzyło mu się już słyszeć od początku powrotu.
- Egzekucja? - powtórzył jak echo i miał ochotę się zaśmiać. Wcale nie wesoło, karykaturalnie widząc oczywiste nawiązanie do dawnych czasów i polowań na czarownice, jak niechlubnie określano wśród mugoli. A teraz, niby pokracznie toczące się koło, rzeczywistość odbiła się niemal lustrzanym odbiciem tamtych wydarzeń. W odwrotnej kombinacji. Czy ludzie naprawdę nie umieli uczyć się na własnych błędach? Ile czasu było potrzeba, by błędne koło zdecydowało się powtórzyć krwawą farsę? Wtedy, przy poklasku gawiedzi, czy nie douczonej? przerażonej mocą? Nie wiedział. Ale tu, tu świadkami i publicznością miała być "światła" część czarodziejskiego społeczeństwa. Prawie splunął, czując wzbierająca pod językiem żółć. Pojęcie sprawiedliwości miało jednak jasne wytyczne. Ich się trzymał - Cóż, więcej dowiem się u źródła. Jeśli będę potrzebował - zakładał, że przy najbliższym spotkaniu kwestia i tak zostanie poruszona. Nie ciągnął wiec tematu, słuchając padających słów ze spokojem, nie odzwierciedlając mimiką żadnych refleksji - wiedzieli na pewno. Poruszenie wyczuwalne było wiele wcześniej - wiedział o tym nie tylko za sprawą informacji od Jessy. Przebłyski zrozumienia, ze szykowano się do czegoś, można było dostrzec wcześniej. Zbroili się. I w gruncie rzeczy - dobrze to świadczyło o Zakonie. Nie lekceważyli ich. Chyba.
Nie rozwijał urwanego zdania, które wypowiedział. Refleksja pojawiła się zbyt szybko, ale i wystarczająco sprawnie odsunął na bok wspomnienie, by przesunąć uwagę na ostrzejsze tonacje rozmowy. Emocje zafalowały i opadły. Zogniskował wzrok na twarzy krewniaka. Przez ciało przetoczył się chłodny dreszcz, wnętrze dłoni załaskotało, które wciąż trwały zanurzone w strumieniu. Plecy opierał o ścianę wysokiego brzegu, przy którym się zatrzymał - A jednak - mars na czole rysował się wyraźnie, gdy starszy Skamander ciskał kolejnymi pociskami słów - nie jestem wszyscy - bardziej burknął - A jeśli już wrzucasz mnie do jednej wsiąkiewki, to pomyśl najpierw, czy sam nie popełniasz błędu - zamarkował niewerbalny cios - Łatwo przychodzi ci zrzucanie winy na wszystkich - dodał sucho, bardziej chłodno, gdy wcisnął w argumenty akurat odsłoniętą pogardę względem naczelnika - Zważ na słowa zanim powiesz coś tak głupiego - bo było głupie. Bo było celne i zabolało. Mocniej, zapewne przez fakt, kto o tym mówił. Nie. Nie zniży się do tego poziomu. Czuł obrzydzenie na samą myśl, że miałby sięgnąć po czarną magię. Na języku poczuł suchość, którą przepłukał wodą, podczas gdy kuzyn ścierał dodatkowy prysznic. Był zdecydowanie zmęczony, skoro dał się tak podejść. Obaj byli.
Wyprostował się, ponownie łapiąc spojrzenie Anthonego. Naburmuszone i tak znajome, że wcześniejsza fala rozproszyła się. Odetchnął, niemal teatralnie i skrzyżował ramiona przed sobą, a potem, coś w nim pękło. Zaśmiał się, przez kilka chwil odbijając ton echem jaskini, pozwalając by nagromadzone napięcie znalazło ujście. Nawet nie spodziewał się, jak bardzo mogło mu tego brakować. Nawet, jeśli w śmiechu nie było żadnej radości - jak widać, dziś żaden z nas nie jest użyteczny - nie za trzymał jednak aurora. Nie miał siła na większą walkę. Wyglądało na to, że miał na to przyjść jeszcze czas. Od śmiechu, rozbolała go szczęka. Na krótko zanurzył się w toni, by wynurzyć się przy brzegu, na który wyszedł, dopiero potem ruszył do wyjścia.

| zt


Darkness brings evil things
the reckoning begins


Ostatnio zmieniony przez Samuel Skamander dnia 12.08.21 18:56, w całości zmieniany 1 raz
Samuel Skamander
Zawód : Rebeliant, auror
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I've come too far, to go back now
I'll never close my eyes
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Źródło - Page 41 9l89Y7Y
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#280340
Re: Źródło [odnośnik]12.02.21 15:53
| 22 października '57 |

Spotkanie z Billem zdecydowanie należało do jednych z bardziej nietypowych. Weasley nie spodziewał się tak szybkiego zaangażowania w sprawy Zakonu, które zdawały się jedynie piętrzyć. Nie dość, że miał na głowie kilka spraw powiązanych z portem, to jeszcze dodatkowo zaczęło mu przybywać coraz więcej elementów związanych z organizacją i szczerze powiedziawszy - nie miał nawet cieniach ochoty, żeby zwolnić.
Pamiętał o wymianie listów związanych z pomocą przy budowie boiska. Typ pracy u podstaw, gdzie pomysłowy umysł i porządna dźwignia, robiły większą robotę niż potężny biceps; był dosyć znajomym elementem żywota Weasley’a. Część jego roboty tyczyła się w końcu pracy w porcie i nawet z pomocą magii; czasem musiał się nieźle nagimnastykować!
Tym razem miało to tyczyć się pomocy przy budowie boiska. W trakcie drogi Bill zdążył opowiedzieć mu, co potrzebuje zrobić danego dnia, nawet zaproponował pomoc dodatkowego czarodzieja! Co więcej, wprowadził go na bezpieczną wyspę, gdzie Zakon pomagał uchodźcom. Wydawało się to dosyć sensowne, żeby zaszyć się gdzieś poza Wielką Brytanią, a przynajmniej Weasley takie miał wrażenie. Starał się nie dopytywać i powstrzymać strumień wścibskich myśli dotyczących lokacji, którego środowisko wydawało się bardzo, ale to bardzo spokojne. Nie znał się na geografii, toteż niewiele wyczytał z okolicy, choć pewne było, że nie znajdowali się blisko Skandynawii.
Pożegnawszy się z Billem, zabrał się do pracy, z początku wykorzystując własne ręce do przenoszenia pomniejszych ze skałek, które leżały na środku miejsca, gdzie miała przechodzić dróżka do boiska. Przy szóstym kamieniu zaczął już odczuwać pewne zmęczenie w nadgarstkach. Prace portowe to z pewnością nie były, choć i tamte potrafiły dać mocno w kość! Chwila odpoczynku chyba nikomu jeszcze nie zrobiła krzywdy. Przysiadł na jednym z większych kamieni, które zdecydował się podnieść zaklęciem, ale to wszystko był w stanie zorganizować…później.
Wolnym krokiem podszedł do wody pomykającej przez skalne szczeliny; jej jasność była urzekająca. Nic w tym dziwnego, że praktycznie od razu wyciągnął rękę, próbując ją namoczyć i przyłożyć do lekko spoconego karku. Szkoda, że nie ubrał się odpowiednio do sytuacji, kilka warstw mniej i z pewnością byłoby łatwiej, choć same portowe szmaty też nie były straszne. Trochę wisiały, ale czego nie robi się dla porządnego przedstawienia…albo szarej rzeczywistości. Czerpiąc bardzo dużą przyjemność ze schłodzenia w tym jednym, prostym geście – zauważył sporą zmianę we własnym samopoczuciu. Pozwolił sobie na wsłuchanie się w delikatny szum chlupoczącej wody nieopodal. Czuł o wiele większy spokój.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję



Ostatnio zmieniony przez Reggie Weasley dnia 03.04.21 19:04, w całości zmieniany 1 raz
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Źródło [odnośnik]15.02.21 13:07
Dobrze, że zostałem wreszcie wprowadzony do Oazy Harolda, bom gotów pomyśleć, że Zakon Feniksa najchętniej pozbyłby się niewiele znaczącego trybiku. W poprzednim życiu to ja byłem zaangażowany w pozyskanie mojego stryja dla naszej sprawy, dziś jednak czułem się odsunięty od najważniejszych spraw. Frustrujące uczucie, kiedy gotów jesteś poświęcić za Zakon samego siebie, ale ten nie ma ochoty przyjąć tej ofiary.
To były niebezpieczne i zdradliwe myśli, efekt podszeptów słabego serca. Powinienem słuchać się rozumu, w koń postępowanie mojej niezbyt tajnej już organizacji było dość jasne - byłem przez długi czas niedysponowany, wypadłem z obiegu, teraz musiałem udowodnić, że nadal można na mnie liczyć. To tylko kwestia czasu, uspokajałem sam siebie, żeby uzyskać należny mi szacunek, aby wreszcie Harold, Gwardziści i cała reszta... po prostu mnie docenili. Chyba wszyscy tego czasem potrzebują.
Wybrałem się na wyprawę po Oazie, aby wreszcie dobrze poznać to miejsce i może odszukać kogoś, kto potrzebowałby mojej pomocy. Zdecydowanie nie lubiłem bezczynności, w końcu działanie było żywiołem aurora, nawet tego najrozsądniejszego. Wyspa miała w sobie coś kojącego, jak bezpieczna przystań pośród sztormów. Ironio, kiedyś jej natura była zupełnie inna, a wspomnienie spotkania z tym mrokiem do dziś budziło we mnie niepokój.
Nogi poniosły mnie do źródła, dziś obfitującego w wodę przesiąkniętą dobrą magią. Żłobiła spękane skały wyspy, jakby lecząc dawne rany pochodzące od mrocznych sił. Było w tym coś pocieszającego, może wszystko byliśmy w stanie uzdrowić i naprawić?
Wtem dostrzegłem znajomą grzywę rudego lwa. No jasne, teraz już pamiętałem, że mój druh ze szkolnych lat został niedawno zwerbowany. Widocznie nie próżnował, od razu biorąc się do pracy. Czyżby chodziło o boisko?
- Cześć Reggie! - powitałem go radośnie, przyspieszając kroku. - Ktoś cię już zagnał do roboty? - zapytałem, spotkanie zdecydowanie wywołało u mnie dobry humor. - Pomóc ci w czymś?
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Źródło - Page 41 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Źródło [odnośnik]18.02.21 21:32
Pot powoli spływał po jego karku, pozwalając znów poczuć delikatny, czysty wiaterek wpadający za kołnierz. Mrowienie przechodzące wzdłuż kręgosłupa nie było złym, w końcu nie bez powodu zaproponował swoją pomoc! Chciał się wykazać i nie chodziło o organizację, była mowa o czymś więcej, być może poczuciu wspólnoty, która opuściła go wraz z dniem wyjazdu. Nawet nie sądził, że mogło to nastąpić wcześniej.
Nie spodziewał się kogokolwiek dodatkowego i głupotą byłoby mówić, że był zdenerwowany tym faktem. Faktycznie w żołądku coś niebezpiecznie podskoczyło, wręcz machinalnie nakazując jego ręce powędrować w stronę różdżki, jednak w połowie drogi opamiętał się; był przecież wśród swoich. Względne bezpieczeństwo nie było czymś znajomym, dlatego z nieskrywanym ciekawskim spojrzeniem obrócił się do właściciela męskiego głosu. Przez świadomość przebijały się pewne domysły, jednak widok jasnej czupryny niemalże od razu rozwiał jego wątpliwości - Artur!
Pchany czymś więcej niż tylko przyjaznym przeczuciem wręcz odskoczył od strumyka przy ziemi, niemalże od razu kierując kroki w stronę twarzy, która pomimo bardziej dojrzałych rys wciąż przypominała tę sprzed lat. Widywali się w korytarzu, jednak jego uprzedzenie do szkolnych lat, kiedy okazało się, że Longbottom...nie ważne, teraz to już nie było tak istotne.
- Artur! - ucieszył się szczerze, niemalże od razu zakleszczając byłego przyjaciela w niedźwiedzim uścisku. Żadnemu wojna nie służyła zbyt dobrze, szczególnie jeśli chodziło o wagę, jednakże każdy był w stanie jakoś sobie radzić. - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Cię widzę! - wypalił niemalże od razu, kompletnie zbijając jego pytania w niebyt. Nie było przecież ważne kto, co, gdzie i jak, przez chwilę przemknęła mu przerażająca myśl, że chłopaczyna mógł leżeć gdzieś martwy.
- Wybacz za to wszystko... - zaczął potulnym tonem, kiedy tylko wyswobodził go ze swojego wręcz panicznego uścisku. Nie był wielkim oratorem, a tym bardziej kimś, kto potrafił znaleźć odpowiednie słowa do sytuacji, bo przecież w przeszłości nie był w stanie zmienić; jedyne co mogło zostać przemienione, to przyszłość. - Ja...naprawdę byłem - próbował wytłumaczyć, jednak brak słów wziął górę - JESTEM idiotą. - przyznał szczerze, nie pytając nawet o przebaczenie jasnowłosego. Kiedyś potrafili myśleć o wspólnym zmienianiu świata, czy tamto faktycznie przekreślało wszystkie ich plany? Rudzielec miał potężną nadzieję, że nie. - A taki głupek najlepszy do czyszczenia drogi z kamieni. - nerwowy śmiech wyrwał się z jego ust, nawet nie próbował objąć wzrokiem otoczenia, skoro mógł nacieszyć się widokiem żywego Artura.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Źródło [odnośnik]29.03.21 13:30
Tak złoto spotkało się z... miedzią? Nie miała to być żadna obraza, broń Merlinie. Złoto w końcu potrafiło okazać się bezwartościowym tombakiem, poza tym jaki był pożytek z "najszlachetniejszego metalu"? Ładne ozdoby, potęgujące próżność, na niewiele się zdawały, nie można było na nich polegać. Zaś "prosta" miedź miała wiele praktycznych zastosować, łącznie z mugolskim ujarzmieniem elektryczności. Miedź miała przed sobą świetlaną przyszłość, mogła pozwolić ludzkości sięgnąć gwiazd. A złoto? Jego wartość tkwiła tylko i wyłącznie w naszych upartych głowach.
Przed żelaznym uściskiem nie było ucieczki, więc zostało mi tylko go odwzajemnić. Nie przejmowałem się potem czy innym brudem, ważniejsze okazało się spotkanie Reggiego po tak długim czasie. Tak, zdecydowanie robiłem się sentymentalny.
- Ja również - przyznałem w zgodzie ze szczerością. - Nie przejmuj się, to nic takie... - odpowiedziałem odruchowo, w pierwszej chwili myśląc, że Reggie przeprasza za jakieś ewentualne ubrudzenia czy coś w tym rodzaju.
Zaraz jednak dotarło o co chodzi, dobrze to pamiętałem. Dla Weasley'a to nie była łatwa sprawa, przeprosiny musiały przywołać uczucie wstydu oraz poczucie winy, zabójczą wręcz dla sumienia mieszankę. Choć nie padło "przepraszam", to chyba w naszej skali to było jego ekwiwalentem.
- Reggie - wtrąciłem. - Jest w porządku - oznajmiłem, nie wdając się w większą dyskusję.
Bo między nami było, dziś nie nosiłem w sobie dawnego żalu za zachowanie Reginalda. Wróciłem pamięciom do Hogwartu, ale tych skrawków wspomnień, których nie wspominało mi się miło. Przepełniała mnie wtedy frustracja, poczułem się zdradzony i nie potrafiłem zrozumieć dlaczego Reggie tak postępował. Teraz, z perspektywy czasu, wydaje mi się, że nie chodziło tylko o animozje między Gryffindorem a Slytherinem, a też o coś na kształt troski? Miał on w końcu wyrobione zdanie o Ślizgonkach, więc w jego opinii prosiłem się tylko o kłopoty. Właściwie, może w tym wypadku Weasley miał więcej racji niż sądził, patrząc po tym kim ona jest teraz...
- Jeśli to cię pocieszy, to ja również nie byłem zbyt mądry - przyznałem, patrząc w płynącą wodę, na moment pozwalając sobie na milczenie. - No, to dwa głupki poradzą sobie z robotą szybciej niż jeden - zauważyłem. - Co właściwie robisz?
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Źródło - Page 41 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Źródło [odnośnik]03.04.21 20:55
Słowa zwykle przychodziły z ciężarem, szczególnie wtedy, kiedy czas mijał, a twarze zaczynały blaknąć w pamięci. Obraz Artura miał własne miejsce w gnieździe pod rudą czupryną długich loków, a mimo to wciąż jakby na przekór literki wychodziły w całkiem innej kolejności. Niczego nie planował, dlatego też pozwalał sobie mówić tak, jak nakazywało serce, wciąż przemawiał przez niego ten sam sentymentalny gość, nieważne jak bardzo starał się to wyplenić.
Niby zrozumiał w lot, co mówił Longbottom, a jednak wciąż próbował i starał się jakoś znaleźć to przebaczenie w głupocie z młodzieńczych lat. Nie było już podziałów, a nawet jeśli były, to wydźwięk i ich głębia czasem zmuszały do naginania pewnych zasad. Sam starał się od tego stronić, dlatego tak ciężko przychodziło mu zrozumienie, czasem jednak nie należało pojmować, tylko trwać obok.
- Dobrze... masz rację, jest w porządku. - ułuda pozwalała mydlić oczy, nauczył się tego już jakiś czas temu, nieświadomie wierząc wszystkiemu co bliscy z przeszłości i teraźniejszości starali mu się powiedzieć.
Jak ostatni palant obserwował poważne lico Artura ani na chwilę nie starając się wejść na ten sam poziom majestatu i dostojności. Był brudny, spocony, nierozgarnięty i uśmiechnięty, czyli dokładnie taki jakim być się powinno przy ciężkiej pracy.
- Billy mówił, że przydałyby się jakieś ręce do pomocy przy oczyszczaniu ścieżki do boiska, przydadzą się dodatkowe ręce do pomocy. Możemy zrobić małe zawody, jak za dawnych. - zaproponował lekko, próbując rozbić te wszystkie lata wzajemnego niewidzenia się. Być może wciąż w Arturze tkwiła ta cząstka chętna małych zakładów i układzików, które tak nieźle wychodziły im kiedyś. - Oczywiście jeśli nie dasz rady, to poradzę sobie radę sam. Trzeba w końcu popracować nad formą. - wyszczerzył się przyjaźnie, trochę nawet zaczepnie, bo przecież jak inaczej pobudzić drugą osobę jak nie w najbardziej tradycyjny i sprawdzony sposób. We wszystkich swoich słowach i czynach starał się być przyjacielski.
- Myślałem, żeby te wszystkie kamienie przerzucić na dwie strony i zrobić ścieżkę, pokierować strumyk innymi ścieżkami, chociaż nie wiem, nie wiem jaki jest ten strumień. Bywasz tutaj? Może wiesz jak to działa? - zaproponował luźno, czekając na jakąś reakcję ze strony jasnowłosego.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Źródło [odnośnik]13.06.21 18:44
Musieliśmy chyba pewne sprawy przepracować, dać czas na uspokojenie niepewności. Dziś byliśmy jednak towarzyszami broni, zjednoczonymi w słusznej sprawie, a cała reszta była już przeszłością. Poza tym, przyjaciele powinni sobie wybaczać głupoty młodości.
- Jasne, że tak. Poza tym, może chciałeś mnie uratować przed marnym losem... wyobrażasz sobie, żebym przyprowadził ją do domu i oznajmił, że to moja narzeczona? Wydziedziczyliby mnie! - zażartowałem dla rozluźnienia.
Gdzie tam mi było do majestatu, co najwyżej mogłem stwarzać jego pozory. Razem z Reggiem byliśmy zwykłymi ludźmi, którzy starali się postępować słusznie. Nic innego nie miało znaczenia.
- Boisko do Quidditcha, prawda? - zapytałem z delikatną niechęcią do tego durnego sportu, ale jeśli mogło dać to trochę radości dla przebywających w Oazie ludzi, to mogłem się do tego przyczynić. - Grałeś może kiedyś w jakieś mugolskie gry sportowe? - zaciekawiłem się doświadczeń Weasley'a. - No proszę, odważnie słowa, mimo tak dużej szansy na przegraną. Masz nadal serce godne Gryfona - powiedziałem nieco zaczepnie, uśmiechając się przy tym jak dzieciak.
Tak po prawdzie miałem wrażenie, że Reggie obecnie mógł być fizycznie sprawniejszy niż ja, było to widać w jego postawie i ruchach, zapewne w bójce mógłby łatwo rozkwasić mi nos. Nie miałem jednak zamiaru go o tym uświadamiać.
- Niezbyt, byłem przez dłuższy czas... niedysponowany... - przyznałem z zawstydzeniem, przypominając sobie trudny czas przykucia do łóżka. - Plan wydaje się dobry, rozmawiałeś o nim z Billem? - nie byłem pewien, czy powinniśmy zmieniać tor strumienia, wyspa wydawała się niezwykłym miejscem i nawet coś takiego urastało w moich oczach do rangi dużej zmiany. - Wiesz, żebyśmy nic nie zepsuli z magiczną wodą... - dodałem niepewnie.
Znałem genezę tego miejsca, pamiętałem je z czasów czarnej magii, jednak nadal pozostawało wiele pytań. Taki już był urok czarów, że potrafiły się wymykać logicznym ramom i trudno było czasem przewidzieć konsekwencje działań.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Źródło - Page 41 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Źródło [odnośnik]26.06.21 4:12
Faktycznie, sposób w jaki spoglądano na osoby nieszlachetnej krwi wciąż pozostawał nieco rygorystyczny. Rudowłosa rodzina niekoniecznie stosowała się do mocnych zasad patriarchatu żyjąc na własną stopę i sposób, Artur niestety nie miał okazji tego zaznać. Znając mocne postanowienia swojej rodziny z pewnością wiedział co mówił! Weasley ani myślał podważać jego słowa, jedynie pokusił się na nieco przepraszający uśmiech i klepnięcie go w plecy.
- Wiesz, że zawsze jesteś u nas mile widziany? - zaproponował dość nieporadnie, bo głupio było tak cokolwiek sugerować, szczególnie do tych zamierzchłych czasów, których nikt nie pamiętał! Tylko jakoś tak czuł, że Artur powinien wiedzieć. Miał w rodzinie Weasley przyjaciół i nigdy nie powinien o tym zapominać! - Może nie mieszkam już w Ottery, ale z pewnością moja mama przyjmie z szerokimi ramionami kogoś, kto parał się aurorstwem. Mój tata zawsze mówił o Tobie same dobre rzeczy, zresztą ja też! - obwieściłem dość sympatycznie, bo przecież nie chodziło nigdy o to, żeby komuś robić pod górkę i obarczać złośliwościami! Wręcz przeciwnie!
- No jasne! - odpowiedział z entuzjazmem, dopiero po chwili łapiąc się na tym, że przecież Artur nigdy nie wykazywał wyjątkowej sympatii w kierunku ulubionego ze sportów rudzielca. - Zapomniałem, że nie lubisz śmigania na miotłach za kaflem. - posłał w jego stronę uśmiech - Wiesz, że nieszczególnie? Były tam jakieś dziwne sporty... ruby? Rudby? Rugby? O, to! Chyba to właśnie, rugby... a czemu pytasz? Masz jakieś doświadczenia? - zapytał zaczepnie, próbując sobie przypomnieć inne sporty, które udało mu się podejrzeć, a nawet i zagrać. Saneczkarstwo się zaliczało? - Powiedział, co wiedział! Pewnie po prostu chcesz stchórzyć. - stwierdził, kwitując jego słowa uśmiechem równym dojrzałości ich krnąbrnych odpowiedzi. Jakby lata świetności wciąż pozostały z nimi.
- Spokojna głowa, Willy mnie poinstruował, na razie chodzi tylko o te wyłożone z góry, które swobodnie można przenieść, one nic nie zmienią. - zapewnił go szczerze, bo przecież nie było żadnego sensu bawić się w niedopowiedzenia i jakieś wątpliwości. Powinni sobie oszczędzać nerwów, kiedy nie były one potrzebne, ot co! - Wątpię, żeby którykolwiek z nas zdołał podnieść te skały poniżej, potrzeba do tego już magii, a ja po rejestracji wolę nie używać różdżki tam, gdzie jesteście Wy... Mike mówił mi o jakimś namiarze. Cokolwiek to jest, brzmi niedobrze. - wytłumaczył mu swoją niedyspozycję magiczną, pozostawiając fakt, że nie miał pojęcia, w jaki sposób należałoby zająć się tym tematem dalej... na razie działało, po co więc zapeszać co dalej? Złapał za kolejną ze skał wierzchnich i zaczął przenosić ją na drugą stronę.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Źródło [odnośnik]12.08.21 18:48
Jak to jest być Weasley'm, dobrze?
Takie pytanie może nie było szczególnie najmądrzejsze, tym bardziej że Reggie mówił tak zapewne tylko z grzeczności. Promugolska rodzina o podobnych do Longbottomów celtyckich korzeniach mogli dla szlachty wydawać się zmorą, nawet tej teoretycznie po właściwej stronie barykady. Bo kim byli właściwie Weasley'owie? Bandą niepokornych rudzielców, którzy dziwny trafem można było odnaleźć tam, gdzie ktoś buntował się wobec zastanego porządku. Ich rodowe majątki rozpłynęły się wśród potrzebujących, a "Skorowidz czystości krwi" Cantankerusa Notta znaczyła tyle co papier toaletowy, w końcu dla Weasley'ów lojalność liczyła się bardziej niż złoto, przyjaźń niż zaszczyty, a szlachectwo było nic nie warte bez zwykłej ludzkiej przyzwoitości.
Nie, Reggie nie mówił tak tylko z grzeczności.
- Dziękuję, Reggie, to wiele dla mnie znaczy - odpowiedziałem szczerze. Weasley'owie może ściągali czasem na siebie niepochlebne komentarze zadufanych w sobie arystokratów, ale to tak naprawdę oni mogli być dla wielu rodów wzorem. Jeszcze kiedyś ktoś zaśpiewa "Weasley jest naszym królem!" - Miło być czasem przez kogoś przecenianym - dodałem rozbawiony, słysząc o zdaniu Weasley'ów na mój temat.
Potwierdziłem skinieniem głową moją niechęć do Quidditcha, sportu ewidentnie wymyślonego przez grupę gumochłonów, ale cóż... to że coś mi się nie podoba, nie oznacza od razu chęci zakazywania tego. Ba, jak tutaj, mogę nawet pomóc.
- Wydaje mi się, że to było raczej "Ruby"... - palnąłem zdezorientowany. O jaki sport mogło chodzić? - Chodzi o grę, w której zawodnicy mają długie, zakrzywione na końcu kije, którymi biją się po głowach? Chyba jeszcze mają tam łyżwy, bo to zdaje się rozgrywa na lodzie - zagadnąłem, coś mi jednak zaczynało świtać. - Z tym akurat nie, ale zdarzyło mi się oglądać mecze piłki nożnej. Powiem ci, może nie ma tam latania... wiadomo, ograniczenia mugoli, ale o ile to bardziej ogarnięta w swoich zasadach gra. Elegancka, zwięzła... mają tylko jedną piłkę! - zachwycałem się prostotą rozwiązania. - Przejdziemy się kiedyś na to... mugole w swej mądrości często kończą mecz pójściem na piwo... - zagrałem nieco bardziej "uniwersalną kartą".
Spojrzałem na niego i jego próbę "prowokacji" z odrobiną politowania, ale zaraz parsknąłem śmiechem. Czasem Reggie wydawał się dokładnie taki sam jak w naszych szkolnych czasach.
- Lwy nie tchórzą - oznajmiłem pewnie. - Brzmi rozsądnie, więc bierzmy się do roboty - zgodziłem się, jednak zamiast brać się za inną skałę to chwyciłem z drugiej strony tę samą co Wesley. Po pierwsze, wyglądało mi to na sprawniejsze rozwiązanie. Po drugie, tak jednak łatwiej było rozmawiać z odrobiną dyskrecji. Jednocześnie nie chciałem sięgać po magię, bo to jednak wydawałoby się wobec Reggiego... nie w porządku?
- Brzmi kurews... brzmi niedobrze - zgodziłem się, niepewny jednak czy przeklinanie było adekwatne w tej sytuacji. - Czy podczas rejestracji działo się coś dziwnego? - zapytałem, dając się prowadzić przez przyjaciela.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Źródło - Page 41 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Źródło [odnośnik]17.08.21 21:49
Równie dobre pytanie można zadać odnośnie do Longbottom'ów, jak to jest być jednym z nich? Śmiałym los sprzyja, tylko czy faktycznie Artur mógł nazwać się tym, któremu dzięki odwadze poszczęściło się bardziej niż przeciętnemu wyjadaczowi bochenków chleba? Rudzielec nawet nie próbował zgadywać, bo dobrze wiedział, że cała ta mistyczna wręcz wiedza odnosząca się do szlacheckich porzekadeł była zwyczajną bujdą, przynajmniej wychowywał się z takim przekonaniem. Niezależnie od tego, jakiej kto był krwi i nazwiska, niósł za sobą osobowość, która wyznaczała jego ścieżkę. Jednym z takich przykładów była Samantha Weasley, która jak usłyszał - zdołała ich zdradzić... wciąż wydawało się to jakimś błędem. Najciężej było mu uwierzyć w to, że ktoś tak bliski jego środowisku mógł zostać zepchnięty na taki skraj, bo jak inaczej to wytłumaczyć? Ile jeszcze osób z grona krewnych miało w sobie tak straszliwe demony, które podpowiadały, aby zdradzić wszystko, nad czym tak szczerze pracowały wszystkie rude głowy? Byli za prawością od wieków, a ta rudowłosa zdołała przerwać ich motto, bo nie była zgodna z całą resztą rodziny. Straszliwe myśli na wieść o jej odejściu z Devon sprawiały, że nie był w stanie przełykać śliny z taką łatwością. Na szczęście tu i teraz nie musiał nawet poświęcać chwili na tak okrutne myśli.
- Przecenianym? PRZECENIANYM? Oj Artur, aleś Ty głupi czasem. - zaczepił go przyjaźnie, przewracając oczami z szerokim uśmiechem na twarzy, bo przecież nie wierzył w to, że panicz Longbottom nagle stwierdził, że posada aurorska, a co za tym idzie - również zdolności były niczym. Co jeszcze ważniejsze, wszyscy w najbliższej rodzinie znali jego dobre serce, któremu nie przeczyły czyny, na jakie potrafił się targnąć.
- Brzmi jak samobójstwo! - zreflektowałem na opis sportu związanego z kijami, łyżwami i jeszcze biciu się tym pierwszym po głowie. Tylko mugole byli w stanie coś takiego wymyślić i wciąż jeszcze żyć, a mówili, że niby nie mają w sobie ani krzty dziedzictwa magicznego! Nadrabiali pewnie kreatywnością i zdolnościami przetrwania! - To co w tym ciekawego? - palnął nagle zdezorientowany, bo przecież jedna piłka oznacza duży harmider... jakoś ciężko było mu sobie wyobrazić, jak nagle wszyscy gracze Quidditcha mieliby gonić za jednym elementem. I że niby to było jeszcze eleganckie?(!) - No dobra... może... może coś w tym jest. - stwierdził w końcu skuszony możliwością wypicia potem trunku, choć to nie tak, że od razu jedyny ten element determinował jego zainteresowanie, a skąd!
Zadowolony z przekonania go najtańszą i zawsze działającą kartą spośród wszystkich ze swojego arsenału, zabrali się do roboty. Poszerzył uśmiech, kiedy zauważył, jak Artur sięga po kamienie bez magii, może wyczuł ducha rywalizacji?
- Chyba nie... a nie... tak! Jeden gość uznał mnie za jakiegoś swojego dłużnika... no bo wiesz, nie rejestrowałem się jako ja. - wytłumaczył od razu pomiędzy wydechami w trakcie przenoszenia kamienia. - Może być, że... faktycznie jest już taki jeden w Londynie, ale to byłoby dziwne. Przybrałem postać gościa z Oslo. - odsapnął w trakcie przechodzenia do kolejnego z kamulców. Nie zamierzał się przecież obijać, powiedział Willowi, że coś zrobi i taki właśnie miał plan! Trochę zeszło im na przenoszeniu wszystkiego bez pomocy magii, czasem nawet przenosili większe skały wspólnie, bo przecież gdzie zgoda, tam zwycięstwo!

| zt.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Źródło [odnośnik]17.10.21 19:07
Śmiałym los sprzyja... czy było coś bardziej gryfońskiego? Wydawać by się mogło, że nie, w tej jednej dewizie zawierało się wszystko, co najlepsze i najgorsze w domu Godryka, Longbottomach i może nawet Zakonie Feniksa. Czy ktoś przy zdrowych zmysłach walczyłby z potęgą Czarnego Pana? Jasne, że nie, zamiast rozsądku mieli niepoprawną ilość odwagi, absurdalną wręcz nadzieję i hart ducha.
- No proszę, to najmilsza obelga jaką słyszałem - Reggie autentycznie mnie rozbawił, ale chyba mówił serio. Pokrzepiającą myślą było jego dobre zdanie, tym autentyczniejsze, bo wyrażane zupełnie inaczej niż to miała szlachta w zwyczaju. Nie mogłem się nie roześmiać. - Oj tak, niezły czasem ze mnie głupek...
- Samobójstwo? - zdziwiłem się takim wnioskiem. - Jakby Quidditch był taaaki bezpieczny - dodałem z nieskrywaną zaczepną złośliwością. Jak dobrze, cieszy mnie twój rozsądek. Sam zobaczysz, to zupełnie inny poziom sportu - zapewniałem gorliwie, widocznie skusił się na "uniwersalną kartę". Resztę załatwią już zmyślni mugolscy sportowcy.
Było coś satysfakcjonującego w pracy bez użycia magii. Nie była to dla mnie nowość, zwłaszcza przy anomaliach wiele rzeczy starałem się robić niemagicznie, jednak nadal daleko mi do mugoli. Przynajmniej, z każdym przeniesionym ciężarem, wydawali mi się coraz bliżsi. Łączyły nas ograniczenia ludzkiego ciała, które my oszukiwaliśmy czarami, oni zaś technologią. U podstaw jednak były te same bariery, które nie zawsze jednak pokonywaliśmy... lub nie zawsze powinniśmy.
- Co za przygoda, w samej paszczy węża. - Reggie opowiadał o tym tak lekko, a ryzyko było przecież ogromne. Chyba zazdrościłem mu tego, po tym wszystkim mogło się wydawać, że Weasley sprawnie wróci do normalności. Tego mu właśnie życzyłem. Jemu, innym i może co najważniejsze sobie.
Takie myśli mi towarzyszyły, kiedy kończyliśmy układać "cegiełki" odrobiny przyszłej normalności. Niech stracę, może być nią nawet Quidditch.

| zt.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Źródło - Page 41 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495

Strona 41 z 41 Previous  1 ... 22 ... 39, 40, 41

Źródło
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach