Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Brzeg jeziora
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Brzeg jeziora

Jedno z przepięknych jezior wchodzących w skład Krainy Jezior znajduje się w pobliżu posiadłości Fawleyów i jest lubianym miejscem wypoczynku członków rodziny, choć trzeba uważać na żyjące w nim kelpie. Te jednak za sprawą magicznych wędzideł pozostają niegroźne dla czarodziejów. Teren wokół jeziora jest piękny i spokojny, znajduje się tu też wąskie nadbrzeże i drewniany pomost. W wodach prócz kelpii żyją także inne magiczne stworzenia i rośliny, często można tu zobaczyć też niemagiczne ptactwo, na przykład liczne łabędzie będące jednym z symboli rodu. Miejsce jest szczególnie piękne o zachodzie słońca, kiedy to barwi wodę na różne odcienie czerwieni. Artyści z rodziny czasem szukają tu inspiracji i natchnienia.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Brzeg jeziora - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Czym innym były buntownicze poglądy, a czym innym swoboda w zachowaniu; brak konieczności nieustannego prostowania pleców, przywdziewania masek oraz uważania na to jak stąpać po idealnie wypolerowanym parkiecie. Czasem dobrze jest się wywrócić o wystający w lesie konar, ochlapać błotem trzewiki i przemoknąć do suchej nitki na śniegu. Zwyczajnie cieszyć się życiem póki trwa – jak widać po ostatnich zdarzeniach jest ono niewiarygodnie kruche. W jednej chwili znasz kogoś całe życie, nie wyobrażasz sobie istnienia bez tej osoby, a w drugiej już jej nie ma. Tak po prostu. I wiesz, że nigdy nie porozmawiacie, nigdy nie zaśmiejecie się z jakiegoś żartu, nie wybierzecie wspólnie na spacer po okolicy. Już wcześniej był wyczulony na nieuchronność losu, umiejętność jasnowidzenia oraz osobiste wydarzenia mające miejsce w przeszłości dostatecznie wyczuliły go na poczucie straty. Borykał się z tym od dawna, raz zadana rana w sercu odnawiała się co jakiś czas, nawet podczas szpitalnych dyżurów. Nie znał wszystkich pacjentów, nie każde istnienie miało dla niego jakieś realne znaczenie, ale zdarzało się, że przeżywał cudzą śmierć. Jak zatem radzić sobie z tą w najbliższym otoczeniu? Cieszyć się teraźniejszością - jedyne remedium, jakie odnalazł, jakie mogło mieć rzeczywisty wpływ na egzystencję. Nie dało się zapanować nad śmiercią, oswoić ją i ugłaskać, poddać w panowanie; nie, ona pozostawała poza zasięgiem, miała szerzyć się po świecie bez względu na wszystko. Czy warto więc umartwiać się i ograniczać na wszelkie sposoby? Mościć sobie wygodne gniazdko w złotej klatce i ani razu nie wyściubić poza nią nosa? Może problem z Oleandrem tkwił w tym, że kochał wiedzieć i chociaż niezwykle szanował tradycje przodków, to niekiedy odczuwał bolesne pragnienie poznania. Zrozumienia danego zagadnienia, nawet jeśli rodzina uważała je za niepotrzebne i błahe. Lubił wychylać się spoza przyjętych ram w celu otrzymania odpowiedniej porcji wiedzy, chociaż zawsze wracał do punktu wyjścia. Do domu, do rodziny, którą przecież kochał bez względu na panujące wewnątrz Charnwood ograniczenia. Kochał niezadowolenie matki oraz surowość prababki, powściągliwość stryja oraz bierność kuzynostwa i chociaż nie zawsze zgadzał się z nimi wszystkimi, to wiedział, że miał w nich oparcie. Wymogi wymogami, ale pozwalali mu się przecież wyszumieć. Kierować instynktem, który powiódł go na uzdrowicielski staż, który sprawiał też, że nadal pozostawał kawalerem. Mógł już dawno zostać zaciągnięty przed ołtarz, wepchnięty w pracę, którą pogardzał, a jednak pozwolono mu na pewną dozę wolności, z której korzystał. Cressida na pewno też by mogła - kiedyś, jeszcze przed ślubem, przed narodzinami dzieci. To, że była przesadnie zahukana, uznawał też za poniekąd swoją winę; prawdopodobnie za mało wyciągał ją do lasów albo w inne, ciekawe miejsca. Było przecież tyle do odkrycia, tyle do zwiedzenia, tyle wiedzy do przyswojenia! Jakkolwiek ciężko w to uwierzyć, tereny wokół posiadłości nie były jedynymi na świecie. Co prawda nie ciągnęło go za granicę, bo stęskniłby się za rodzinnym domem, ale na krótką chwilę warto posmakować nieznanego. Po to, żeby docenić to, co się posiada.
Teraz już za późno. Za późno na zmiany, na wyciągnięcie ręki, gdy nie ma już takiej potrzeby. Nie chciał zmieniać jej na siłę, każdy żył tak, jak pragnął - lub jak wydawało mu się, że tego oczekiwał. Lepiej nie niszczyć tej pięknej utopii, nie, kiedy tyle zła rozciągało się dookoła. Pozostało mu cieszyć się, że Fawleyowie zapewnili jego krewnej spokojne życie o jakim marzyła. Może dla niej było już za późno, ale może kolejne pokolenie z flintowską krwią płynącą w żyłach zdoła zaznać dobrodziejstw świata nim pochłoną ich sztywne ramy rodowych powinności? Niepoprawny idealista. - A może to on miał szczęście, że trafił na ciebie. - Odwrócił sytuację. Zawsze istniało prawdopodobieństwo, że wcisną mu wyzwoloną, butną kobietę lub, co bardziej prawdopodobne, rozpieszczoną do granic możliwości smarkulę, z którą nie będzie miał o czym rozmawiać. Jednak zdaniem Oleandra to zwyczajnie przeznaczenie sprzyjało im obojgu i cieszył się z tego. Dość już tragedii w rodzinie, czas na radosną, pokrzepiającą nadzieję historię, z cichą obietnicą na wspaniałą przyszłość. O ile rzeczywistość nie postanowi się o nich upomnieć, a niestety obstawiał, że prędzej czy później to właśnie nastąpi.
W powietrzu znów poczuł się dzieckiem i ponowne opadnięcie na ziemię okazało się trudniejsze, niż przypuszczał. Wspominanie Alpharda nadal było naznaczone trudnością, serce biło ociężale, jakby obładowane niewidzialnym balastem, ale wiedział, że to chwilowe. Każdy ból wreszcie przemija, jakkolwiek okrutnie to brzmiało w tym kontekście. - To niedługo się skończy, obiecuję - odparł nie do końca wiedząc jak ją pocieszyć. Zwyczajnie nie istniały słowa, które odejmą bólu. - Nie zginie dopóki o nim pamiętamy - przytaknął na jej słowa z lekkim uśmiechem. Nie komentował wydarzeń samego pogrzebu, wydawało mu się, że nie było tam nic do powiedzenia. Wolał nie poświęcać czasu ignorantom, a sprawom istotnym. - Co do snu, możesz spróbować anyżu zawiązanego pod nosem, raczyłem się tym kiedy… - zaczął, ale urwał kręcąc głową. - Po prostu spróbuj - polecił łagodnie. Od zawsze wierzył w moc uzdrawiania roślin, były dużo mniej inwazyjne od eliksirów, często wręcz nie miały żadnych negatywnych skutków i to chyba dlatego kochał je najmocniej ze wszystkich dostępnych specyfików. - Zawsze będę - obiecał odwzajemniając uścisk. Cokolwiek miało się wydarzyć, zamierzał być dostępny dla najbliższych o każdej porze dnia i nocy.
- Z chęcią, chociaż może zabierz dzieci do Charnwood? Chętnie pokażę im piękno naszych lasów. - Uśmiechnął się pod nosem, na trochę dłużej niż jeszcze przed paroma chwilami. Sam fakt oprowadzania dzieci po pięknych terenach Leicestershire dodawała mężczyźnie dziwnej energii. - Jest już dość chłodno, z chęcią pobawię się chwilę z urwisami, dawno ich nie widziałem. Pewnie potwornie wyrośli. - Zastanowił się na głos. Maluchy chyba tak miały, że na początku rosły jak na drożdżach. Łatwo o przeoczenie istotnych zmian oraz ważnych wydarzeń w ich życiu, a tego nie chciał. Przecież byli rodziną.


posłuchajcie opowieści liści: jak liściowi liść
szaleństwo wróży.

Oleander Flint
Zawód : uzdrowiciel, botanik
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
to korzeń fiołkowy
może to sny nasze
pogrzebane
wzruszyły korzenie?
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9284-oleander-flint#282747 https://www.morsmordre.net/t9298-cykoria#283083 https://www.morsmordre.net/t9297-oleander#283077 https://www.morsmordre.net/f327-leicestershire-charnwood https://www.morsmordre.net/t9325-skrytka-nr-2153#283830 https://www.morsmordre.net/t9324-oleander-flint#283826

Powrót do góry Go down

Cressidzie tej swobody brakowało, co było kwestią pewnie nie tylko samego wychowania, ale i jej wrodzonego charakteru. Zawsze miała bardzo łagodny temperament, była dziewczątkiem lękliwym, uległym i łatwo pozwalającym się formować. Te cechy sprawiały też jednak, że mimo bycia idealną lady pod pewnymi względami była nieidealna – nie odnajdywała się zbyt dobrze w salonowej grze pozorów, brakowało jej buty, wyrachowania i arogancji cechujących wiele jej rówieśniczek. Na salonach była obecna, ale nigdy nie grała pierwszych skrzypiec, a była tłem dla piękniejszych i pewniejszych siebie dziewcząt, co jednak jej nie przeszkadzało. Całe życie była tłem, już jako dziecko stała w cieniu rodzeństwa i kuzynostwa i w dorosłości, mimo że już miała własną rodzinę, jej charakter pozostał ten sam. Była dodatkiem do męża i dzieci, produktem patriarchalnego wychowania, nie zaś samodzielną i autonomiczną jednostką. To było przypisane mężczyznom, choć nawet oni nie mogli w pełni stanowić o sobie, bo byli przywiązani do rodów i musieli dbać o ich dobro. Jej pan ojciec podporządkował rodowi całe życie, był bezgranicznie oddany tradycjom Flintów i robił wszystko, by jego dzieci godnie je kontynuowały, by nie skalały się żadnym występkiem przeciwko czystości krwi.
Nie znaczyło to, że nie było w niej odrobiny indywidualności, bo pomimo oddania rodowi i jego zasadom miała swoje zainteresowania, którym mogła się poświęcać, choć naturalnie były to rzeczy, które nie stały w sprzeczności z rodowymi ideami. Pasja do malarstwa, czy roślin i magicznych stworzeń była akceptowalna zarówno wśród Flintów jak i Fawleyów, bo nikomu takimi zamiłowaniami nie szkodziła ani nie kalała dobrego imienia rodu. Mogła swobodnie malować, ilustrować zielniki, rozmawiać z ptakami i jeździć konno i nikomu to nie przeszkadzało.
Złota klatka była bezpieczna i wygodna, zwłaszcza dla młodej, słabowitej i bezbronnej kobiety, którą od maleńkości uczono, że inni się nią zaopiekują, że ona nie musi się niczym martwić, bo męskie ramiona najpierw ojca, później męża ochronią ją przed wszelkim złem świata. Pozbawiona swojej złotej klatki Cressida nie przetrwałaby w świecie, bo była jak kruchy kwiat hodowany w szklarni, który po wystawieniu na surowe warunki atmosferyczne natychmiast by zwiędnął. Być może sama siebie nie doceniała, ale głęboko przerażała ją myśl o tym, że prymitywna tłuszcza nienawidząca czystej krwi mogłaby ją skrzywdzić, odrzeć z luksusów i poczucia bezpieczeństwa w imię wydumanej i niedorzecznej idei równości. Pan ojciec zawsze negował równość, podkreślał, że krew szlachetna znaczy najwięcej, a miejsce krwi brudnej jest na dole społecznej hierarchii. Że można korzystać z owoców pracy ludzi o gorszej krwi, bo ktoś musiał robić to, czym im nie wypadało brudzić sobie delikatnych dłoni, ale nie wypada stawiać ich na równi z sobą i obdarzać przyjaźnią, ponieważ stanowili gorszy sort. Swoje dzieci zamierzała wychować w duchu wartości, w których sama została wychowana, bo wierzyła w ich słuszność. Jej córka miała wyrosnąć na materiał na przyszłą żonę i matkę, to jedyna słuszna droga dla kobiety. Gdy Portia ukończy Beauxbatons, wraz z Williamem będą musieli pomyśleć nad zaaranżowaniem dla niej dobrego małżeństwa z jakimś młodym czarodziejem z porządnego rodu, ale teraz mogła jeszcze cieszyć się błogim dzieciństwem pozbawionym trosk. Julius jako chłopiec pocieszy się wolnością dłużej niż siostra, bo rzadko kiedy wpychano młodzieńców świeżo po szkole w ramy małżeństwa, nie tracili swej zdatności tak szybko jak dziewczęta, dla których hańbą było pozostawanie w stanie wolnym po przekroczeniu dwudziestego trzeciego roku życia, o dwudziestym piątym nie wspominając. William w momencie ślubu z Cressidą miał dwadzieścia osiem lat i było to jeszcze akceptowalne, podczas gdy kobieta spotykałaby się z falą pogardy i niechęci. Takie już mieli podwójne standardy w tym szlachetnym świecie i sama Cressida czuła niechęć i wzgardę do tych starych panien, które zostały nimi z wyboru, a litość i współczucie wobec tych, którym się nie poszczęściło i nikt ich nie zechciał. Gdy była młodsza sama obawiała się, że dołączy do grona tych, których nikt nie chciał, ale William wybawił ją od hańby.
Uśmiechnęła się blado; pozostawało faktem, że miała szczęście i miała nadzieję że William też rzeczywiście był szczęśliwy, a nie tylko mówił tak, żeby poprawić jej samopoczucie.
- Będę o nim pamiętać i kiedyś opowiem o nim dzieciom – zapewniła odnośnie Alpharda. Tylko to im pozostało, pamiętać zmarłego Blacka takiego, jakim był za życia. Wspomnienie jego martwego ciała wolałaby wymazać z pamięci. – Może rzeczywiście powinnam spróbować roślinnych sposobów, najprostsze rozwiązania czasem bywają najlepsze… - A dla niej, jako Flintówny (nawet jeśli byłej), korzystanie z mocy roślin nie było obce. Mogła zmienić nazwisko i rodowe barwy, ale odebrała takie a nie inne wychowanie i pozostała po nim wiedza, wpojona nie tylko przez guwernantki, ale przede wszystkim przez samego pana ojca oraz babcie. Jej rodzina była bliska naturze, ale i Fawleyowie nie negowali jej ważności, sami też lubili otaczać się przyrodą, choć ich ogrody nie były tak dzikie jak tereny Flintów, tutaj wokół posiadłości było widać ludzką i skrzacią rękę, próby dostosowania otoczenia i uczynienia go jeszcze piękniejszym.
- Zabiorę je, oczywiście. Im będą większe, tym częściej będę je ze sobą zabierać, by mogły lepiej poznawać tę część swojego dziedzictwa, która jest związana z moim pochodzeniem. Jeszcze są zbyt małe na dalsze wyprawy do lasu, ale zaczynają rozumieć coraz więcej. – To było niesamowite, jak z każdym kolejnym miesiącem mogła obserwować rozwój swoich dzieci, to że nie tylko rosły, ale i zdawały się coraz więcej pojmować, choć musiało jeszcze minąć kilka lat, nim zacznie się dla nich poważniejsza nauka. Póki co wszystko było pierwszymi krokami na ścieżce życia, jeszcze pełnymi beztroski i pozbawionymi obowiązków, które zaczną się gdy podrosną. A Oleander nie miał ich na co dzień, więc pewnie tym bardziej zauważy zmianę w ich wyglądzie, a także to, że znały coraz więcej słów. – Chodźmy więc, nie każmy im czekać na siebie zbyt długo – uśmiechnęła się, po czym wskoczyła z powrotem na grzbiet Juno, moszcząc się wygodnie w siodle.
Wrócili w okolice dworu na grzbietach aetonanów i po oddaniu wierzchowców w ręce służby mogli wejść do dworku, gdzie Cressie od razu zaprowadziła krewnego do komnaty dziecięcej, by mógł spotkać się z Juliusem i Portią. Reszta jego wizyty upłynęła im więc spokojnie, już bez trudnych rozmów.

| zt. x 2


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Brzeg jeziora

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach