Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ogrody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Ogrody   27.12.17 14:02

Ogrody

Ogrody Fawleyów cechują się naprawdę niezwykłą urodą i rozmiarami. Nie bez powodu wiele uroczystości rodzinnych odbywa się właśnie tutaj, pod gołym niebem, na tle pięknych krajobrazów Krainy Jezior. Bliżej dworu nie brakuje sztucznych sadzawek i oczek wodnych, które, w odróżnieniu od naturalnych jezior, są stale pielęgnowane przez skrzaty tak jak otaczające je ogrody pełne kwiatów, alejek i urokliwych zakątków sprzyjających twórczemu natchnieniu. Można znaleźć tu także posągi znanych artystów oraz piękne zaczarowane iluzje świateł, które nawet wieczorami nadają ogrodom niezwykły klimat.


Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Malarka
20
Szlachetna
Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
18
12
0
0
5
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Ogrody   08.02.18 0:46

| 28.05

Stała w sypialni dziecięcej, kołysząc w ramionach swoją córkę. Jej synek już smacznie spał, ucinając sobie popołudniową drzemkę, ale mała Portia nie potrafiła zasnąć. Cressida uspokajała ją, cicho do niej nucąc i ostrożnie ją obejmując. Drobne paluszki dziewczynki zacisnęły się na pojedynczym kosmyku jej ciemnorudych włosów; taki sam kolor miał meszek na głowie małej. Niewykluczone, że Portia, nazwana tak na cześć swojej babci, mogła wyrosnąć na miniaturową kopię swojej matki, co budziło w Cressidzie pewne rozrzewnienie, ilekroć sięgała myślami w przyszłość i wyobrażała sobie, jak jej maleństwa dorastają. Choć była tak młoda, nie skończyła jeszcze nawet dwudziestu lat, musiała nauczyć się, jak to jest być matką i nie troszczyć się już tylko o siebie.
W końcu oczka małej zaczęły się zamykać. Cressida ostrożnie musnęła ustami jej czółko, po czym odłożyła ją do łóżeczka i otuliła błękitną kołderką. Jeszcze przez dłuższą chwilę spoglądała na pogrążone we śnie bliźnięta, boleśnie świadoma, jak trudny czas wybrały sobie na narodziny i początek życia – a naiwna, żyjąca w izolacji od zewnętrznego świata Cressida i tak nie wiedziała wszystkiego o rzeczywistości poza murami szlacheckich dworów.
Opuściła pokoik sąsiadujący z jej komnatami, przykazując opiekunce, by miała oko na dzieci. Miała zamiar udać się do pracowni, by dokończyć obraz. Potrzebowała sztuki i ukojenia, które niosła, nawet jeśli najbliższy wernisaż stał pod znakiem zapytania. Malowała jednak dla siebie, bo sama tego pragnęła i było to ważniejsze niż aprobata otoczenia. Poza tym, inni pewnie też mieli na głowie własne problemy i nie myśleli o sztuce. To na swój sposób było smutne, że sztuka stawała się odległa i nieważna w obliczu przyziemnych tragedii i smutków. Parę dni temu była w Galerii i rzeczywiście z żalem mogła zauważyć mniejszą niż zwykle liczbę odwiedzających. Ale ludzie bali się anomalii, sama też się bała i dlatego w maju tak rzadko opuszczała posiadłość. Jej wyjścia właściwie można było policzyć na palcach, nie licząc wizyt u rodziców. Nie lubiła zbędnego ryzyka, nie chciała też na zbyt długo oddalać się od dzieci.
Jednak zanim dotarła na miejsce, napotkała matkę swojego małżonka, która zagarnęła ją ze sobą, prowadząc w stronę mniejszego saloniku, gdzie, jak się okazało, mieli gości w postaci siostry ojca Williama wraz z jej córką, która była mniej więcej w wieku Cressidy. Młódka już miała okazję ją poznać na samym początku małżeństwa. Choć szczerze współczuła ciotce męża wydania za mężczyznę niższego stanu (wiedziała, że taki los czekał kobiety uznane przez swoją rodzinę za niepełnowartościowe, co na pewno było dla nich bardzo bolesne), polubiła swoją rówieśniczkę i uśmiechnęła się do niej ciepło.
- Tak sobie pomyślałam, Cressido, że przyda ci się towarzystwo kogoś w twoim wieku, ostatnio tak rzadko wychodzisz – powiedziała matka jej męża. – Może wyjdziecie razem do ogrodu? Spójrz tylko, po raz pierwszy od kilku dni nie pada. Może kwiaty odżyją jeszcze po tych okropnych nocnych przymrozkach, dobrze że te w oranżerii wciąż są w dobrej formie!
Cressida spojrzała ukradkiem na Belle, domyślając się, że dorosłe kobiety chciały poplotkować o swoich sprawach i jednocześnie zapewnić młódkom bardziej interesujące dla nich towarzystwo niż siedzenie i przysłuchiwanie się ich rozmowom.
- Tak, chętnie się przejdę – powiedziała, po czym zwróciła się do panny Cattermole. – Belle? Chodź, pokażę ci ogrody.
Nie były tak olśniewające jak rok temu o tej samej porze, ale anomalie zabrały nawet to.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Ogrody   12.02.18 18:25

Pomyliłam się, tak przecież bywa też... - pomyślała, wspominając niedawno zasłyszany cytat, którego pochodzenia (niestety) nie znała. Wpatrywała się w swoją matkę, która z dumą spoczywała na jednym z rodzinnych foteli. Wydawało się przy tym, jakby mury rodzinnego domu tchnęły w nią nowe życie. Przypominała eteryczny kwiat, który po długim pobycie w ciemności nagle odzyskał z powrotem światło tak niezbędne mu do egzystowania. To było jedynie dowodem ogromnej tęsknoty jaką pani Cattermole odczuwała wobec swojego bezpowrotnie utraconego życia szlachcianki. Nic zatem dziwnego, iż kobieta tak chętnie odwiedzała rodzinę by wspominać swoją świetność przed upadkiem. Jednocześnie zabierała ze sobą córkę przy niemalże każdych okazjach, by i ona mogła poczuć jak różne jest arystokratyczne życie i jednocześnie lepsze od tego, które sama wiodła. To miało jedynie przekonywać Belle, że droga obrana dla niej przez matkę jest jedyną słuszną.
Cattermole odwróciła wzrok od rodzicielki, przenosząc je na okno zza którego mogła dostrzec nieśmiało ukazujące się słońce - zjawisko dość niezwykłe zważywszy na wydarzenia mijającego już miesiąca. Maj nie oszczędził nikogo, mrocznymi barwami wpisując się na stronice dziejów świata czarodziejów. Anomalie niczym widmo czyhały na lekkomyślnych, brawurowo rzucających zaklęciami na prawo i lewo. Wystarczyło mieć pecha, by niewinna inkantacja zakończyła się poważnym uszczerbkiem na zdrowiu. Sama pogoda również nie była dobrze ustabilizowana. Nic dziwnego zatem, iż ulice były o wiele bardziej opustoszałe - ludzie obawiali się wychodzić z domu chyba, że było to konieczne. Woleli tkwić w domowym zaciszu, odzyskując chociaż małą namiastkę poczucia bezpieczeństwa. Belle nie była wyjątkiem - dzisiejszy dzień był jednym z pierwszych, podczas którego opuściła znajome kąty. Prawdopodobnym było, że i dzisiaj zostałaby w domu gdyby nie rodzicielka, która zażądała towarzystwa córki. A tej nie sposób było odmówić.
Nagle usłyszała zbliżające się kroki. Z niechęcią odwróciła wzrok od okna, przenosząc je na wchodzące do pomieszczenia kobiety. Na twarzy jej pojawił się delikatny uśmiech, który posłała w stronę Cressidy. Przy okazji mogła stwierdzić, że małżeństwo w pewien sposób jej służyło, a przynajmniej pod względem wizualnym - wciąż zachwycała swoją delikatną urodą, która oczarowała z pewnością niejednego mężczyznę. Przy tym wydawała się niewinna, choć nigdy nie wiadomo co kryło się za jej zielonymi oczami. Belle jednak nie posądzała ją o okrutność - przy pierwszym spotkaniu odebrała ją w dość pozytywny sposób.
- Z przyjemnością je obejrzę - odpowiedziała Cattermole z pewną radością przyjmując ten pomysł na spędzenie czasu. W domu jej ulubionym miejscem był właśnie ogród, a z tego co jej było wiadomo, był zalążkiem tego, którym szczycili się Fawley'e.
Dała się poprowadzić kobiecie, nie oglądając się na matkę. Z pewnością była zadowolona, że córka spędzi czas w obecności arystokratki.
- Dobrze cię widzieć w zdrowiu - przerwała panującą krótko ciszę. - Widzę, że anomalie cię oszczędziły.




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Malarka
20
Szlachetna
Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
18
12
0
0
5
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Ogrody   13.02.18 15:17

Cressida naprawdę współczuła kobietom takim jak pani Cattermole, które ich własne rodziny skazywały na życie zwyczajnych czarownic, odcinając od szlacheckiego życia i wszystkich dotychczasowych przywilejów. Dlaczego? Tylko za to, że były mniej urodziwe lub z innego powodu uznane za mniej wartościowe? Oczywiście całkowicie rozumiała wykluczenie z rodziny za zdradę i zrobienie czegoś wbrew woli rodu, ale oddawanie dziewcząt nieszlachetnym mężczyznom mimo braku rażącej przewiny z ich strony wydawało jej się smutne i okrutne. Pozostawało jej się cieszyć że mimo bycia w oczach swego ojca tą gorszą córką została dobrze wydana za mąż (nawet jeśli bardzo młodo) i mogła powić szlachetnie urodzone dzieci. Nie chciałaby musieć uczyć się żyć inaczej, bez wszystkiego tego co znała, bez możliwości uczestniczenia we wszystkich wydarzeniach rodzinnych i salonowych na równi z bliskimi.
Zastanawiało ją, jak żyła Belle – córka szlachcianki i zwykłego czarodzieja, nieszlachetna, ale zapewne dzięki matce wiedząca sporo o życiu wyższych sfer. Jak wyglądało takie życie na pograniczu, ze świadomością że spora część jej szlacheckich rówieśniczek nie będzie jej traktować jak równej sobie ponieważ jej nazwisko nie znajdowało się w skorowidzu? Oczywiście życzyła jej jak najlepiej; dzięki pieczy swojej matki miała szanse na dobre zamążpójście, w dodatku była naprawdę śliczna i Cressida była pewna, że niejeden szlachcic by się za nią obejrzał. Mogło jej się wydawać że taka dziewczyna jak Belle tylko marzy o tym, by przyciągnąć uwagę kogoś dobrze urodzonego, ale kto wie, jak było naprawdę? Nie znały się tak dobrze, nie miały wielu okazji do rozmów.
Cressida wyglądała jak przystało na eteryczną damę, niezwykle drobna, zwiewna i blada; tylko złociste piegi pokrywające policzki i nosek nieco zakłócały ten obraz. Większość dziewcząt, jeśli posiadała piegi, starannie je maskowała, a tymczasem młódka ukazywała swą piegowatość całemu światu. Różniła się wyglądem od reszty Flintów, co w dzieciństwie też powodowało pewne uczucie odmienności. I jak na delikatną damę przystało, również obawiała się niebezpieczeństw i wolała tkwić w domowym zaciszu, opuszczanie domu znacznie ograniczając i w maju praktycznie nie sposób było ją spotkać w innych miejscach niż Ambleside czy ewentualnie Charnwood, gdzie odwiedzała swoją rodzinę, ale przedwczoraj odwiedziła i galerię sztuki i jeden z londyńskich parków, gdzie natknęła się na swojego kuzyna.
Gdy Belle zgodziła się z nią pójść, Cressida poprowadziła ją najkrótszą drogą do wyjścia do ogrodów. William po ślubie zdążył oprowadzić ją po całym dworku i przylegających do niego ogrodach, więc poruszała się tutaj pewnie.
- Ciebie też – odpowiedziała. – Staram się nie narażać. Ograniczyłam nawet używanie magii, jeśli nie jest absolutnie konieczna. To bywa uciążliwe, ale bezpieczeństwo i spokój są ważniejsze, prawda? Och, to takie okropne, co się dzieje... – mówiła, a jej buciki cichutko stukały o posadzkę, gdy szły już przez korytarze obwieszone obrazami. Dworek w Ambleside przypominał trochę galerię sztuki.
- Mam nadzieję, że i ciebie ominęło najgorsze – rzekła, gdy pchnęła drzwi i mogły wydostać się na zewnątrz. – Parę dni temu miałam sposobność odwiedzać Londyn, miałam wrażenie, że wyglądał prawie normalnie... Choć może tylko to ulotne wrażenie? Ty chyba mieszkasz tam przez cały czas?
Powietrze na zewnątrz było ciepłe i pachniało rześko; niedawno padało. Trawnik wciąż był mokry, więc pantofelki dziewczątka prawdopodobnie szybko miały zamoknąć, dlatego postanowiła póki co trzymać się ścieżek. Ogrody Fawleyów były naprawdę piękne, choć biorąc pod uwagę ich wypielęgnowanie stanowiły duży kontrast dla dzikich terenów otaczających dworek w Charnwood. Flintowie nawet nie mieli prawdziwych wymuskanych ogrodów z rzeźbami, fontannami i alejkami, więc w dzieciństwie Cressida bawiła się głównie w lesie.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Ogrody   22.02.18 22:08

Krocząc korytarzami za szlachcianką, zastanawiała się nad możliwie najbezpieczniejszymi tematami do rozmów. Wiedziała, że przy kobiecie musi zważać na słowa, nie mogąc wyrażać otwarcie wszystkich swoich myśli i przekonań. Szczególnie jeśli miałyby poruszyć temat jej przyszłości i za mąż pójścia. Bądź co bądź nie znała dobrze żony swojego kuzyna i nie mogła jej w pełni ufać. Bez względu na to jak miłą osobą wydawała się być.
- Doskonale cię rozumiem - odpowiedziała szczerze. - To bardzo mądre posunięcie zważywszy na fakt, że jesteś matką. Anomalie są nieprzewidywalne i nigdy nie wiadomo kiedy dadzą o sobie znać. Na korytarzach Mungu spotkałam kobietę, która próbowała rzucić jedno z najprostszych domowych zaklęć a skończyła na szpitalnym łóżku z dość rozległymi poparzeniami.
Westchnęła na wspomnienie jej piwnych oczu przepełnionych bólem. Twarz - niegdyś piękna i przyciągająca wzrok niejednego mężczyzny - została dotknięta przez ogień pozostawiając trwałe blizny. Prawdopodobnie najgorsze było jednak przerażenie towarzyszące całemu zajściu, które opanowało zarówno serce poszkodowanej jak i samej Belle. Pokazało, że bezpieczeństwo stało się jedynie iluzją.
- Na szczęście tak - skłamała zręcznie, wykorzystując swoje umiejętności. Nie chciała opowiadać kobiecie o swoich przeżyciach w kanałach ani ich późniejszych konsekwencjach z dość prostego powodu - nie chciała tego pamiętać ani wspominać. To wyjście miało być zaczątkiem powrotu do starego życia, w którym nie było miejsca na ból i cierpienie. Nie przepadała również za współczuciem, przy którym czuła się niewygodnie. Kłamstwo wydawało się więc najlepszym rozwiązaniem. - Owszem, a i bardzo dużo czasu spędzam w jego centrum. Nie umiem jednak odpowiedzieć na twoje pytanie, ponieważ ostatnio unikałam dłuższych spacerów. Mam jednak wrażenie, że coś niepokojącego wisi w powietrzu. Czy ty również to odczuwasz?
Weszła za kobietą do ogrodu, mimowolnie uśmiechając się. Pogoda była dzisiaj zaskakująco piękna i zachęcająca na spacery po ogrodzie i to nie byle jakim. Rodzina jej matki słynęła z przepięknych ogrodów, które stanowiły najważniejszy punkt rodowej posiadłości. Nawet jeśli anomalie uderzyły w ich piękno, to i tak widok był zachwycający.
- Muszę przyznać, że zazdroszczę ci możliwości codziennego przebywania tutaj - powiedziała w końcu z zachwytem malującym się na jej twarzy.




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Malarka
20
Szlachetna
Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
18
12
0
0
5
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Ogrody   24.02.18 19:44

Cressida nie miała jeszcze okazji dobrze poznać wszystkich krewnych męża, choć większość z nich poznała przynajmniej z widzenia. Wciąż jednak utrzymywała bliskie stosunki ze swoim panieńskim rodem oraz rodziną ze strony swojej matki. W świecie w którym żyła więzi rodzinne były niezwykle istotne, w końcu wyższe sfery między różnych wewnętrznych podziałów i rodowych sporów były dość hermetyczne. Kiedy dzieciom pozwalano tylko na poślubianie innych szlachetnie urodzonych wybór był zawężony, a ich grupa społeczna dość zamknięta. Tylko czasem dobrze wychowanym dziewczętom czystej krwi udawało się do nich przedostać, jeśli miały urodę i talent. Kto wie, może Belle będzie kiedyś jedną z nich? Cressida nie znała jej tak dobrze, by wiedzieć że tak naprawdę miała nieco inne priorytety i nie chciała podążać ścieżką wybraną jej przez matkę.
Cressida podążyła wybraną jej drogą, bo innego życia nie znała i nie widziała żadnej innej alternatywy. Wierzyła w dobrą wolę rodu i dostosowała się do niej, bo prędzej czy później to i tak musiałoby nastąpić. Pewnie, że wolałaby mieć jeszcze parę lat wolności, ale należała do tych kobiet, które pragnęły być żonami i matkami, i przerażała je wizja samotnego życia i starości. Nawet kariera artystyczna nie była tak ważna jak małżeństwo i macierzyństwo i miała nadzieję, że kiedyś, gdy czasy się uspokoją, dane jej będzie posiadanie większej gromadki dzieci. Na ten moment bycie matką wypełniało ją szczęściem i miłością, ale też dławiącym strachem, ilekroć zostawiała swe pociechy na dłużej lub dowiadywała się o kolejnych skutkach anomalii, które spotykały innych i pewnego dnia mogły zagrozić też jej i jej bliskim. Na szczęście bliźnięta przesypiały większość doby i zawsze mogła liczyć na znakomitą i zaufaną opiekę nad nimi ze strony opiekunek, ale także własnej teściowej, z którą miała dobry kontakt i która uwielbiała spędzać czas z wnukami i czasem wręcz wyganiała Cressidę żeby gdzieś wyszła i zaczerpnęła świeżego powietrza lub więcej wypoczywała. A dzieci nigdy nie były same. Wolała nie myśleć, jak to miało miejsce w przypadku zwykłych ludzi, którzy też musieli jakoś dawać sobie radę ze wszystkimi przeciwnościami. Była całkowicie pewna, że nigdy nie chciałaby być zwykłą czarownicą.
- Lepiej uważać. Te anomalie to okropna sprawa, ale nikt, kogo pytam, nie ma pojęcia, skąd mogły się wziąć i jak sobie z nimi radzić – westchnęła. – Po prostu... pojawiły się nagle. I są – dodała, wpatrując się przelotnie w przestrzeń przed nimi. Ogrody były piękne, ale gdyby nie anomalie z pewnością byłyby jeszcze piękniejsze, były prawdziwą perłą dworu w Ambleside. Niestety anomalie pogodowe miały na nie negatywny wpływ. – William wspominał mi kiedyś, że pracujesz w Mungu, ale chyba nie jesteś stażystką uzdrawiania, prawda? Po prostu... odwiedzasz ludzi i umilasz im czas? – zapytała z ciekawością. Coś takiego musiało świadczyć o dużej wrażliwości Belle, skoro chciała poświęcać swój czas, żeby porozmawiać z obcymi dla niej ludźmi, którzy cierpieli w wyniku różnych chorób i urazów. – To straszne, co mówisz, ale też słyszałam, że tak się dzieje i ta... magia często ma zgubny wpływ.
Spojrzała na Belle, posyłając jej lekki uśmiech; z łatwością uwierzyła w jej zgrabne kłamstwo, była w końcu dość naiwna.
- Też mam takie wrażenie, choć również rzadko wychodzę gdzieś na dłużej. Ale mam nadzieję, że się mylę. Wolałabym pewnego dnia wstać i dowiedzieć się, że wszystko zaczyna wracać do normy – powiedziała, choć zapewne były to tylko bardzo naiwne życzenia. Nie wiadomo było, kiedy to się skończy.
- Tak, tu jest naprawdę pięknie – przyznała z uśmiechem. To był dużo przyjemniejszy temat niż anomalie, więc z chęcią go podjęła. – Choć bardzo różni się od miejsca, w którym się wychowałam. Przyszłam na świat w Charnwood, w dworze Flintów skrytym pośród dzikich lasów i pól. Dorastałam, biegając z rodzeństwem i kuzynami po lesie lub pokonując leśne ostępy na końskim grzbiecie... - mówiła, z sentymentem wspominając swoje dzieciństwo. - Nic tam nie było tak schludne i wymuskane jak tutaj, ale Fawleyowie to artyści, lubią kształtować piękno wokół siebie. Gdy poślubiłam Williama nie od razu przyzwyczaiłam się do Ambleside, ale to naturalna kolej rzeczy dla każdej panny, pewnego dnia rodzina przedstawia nam narzeczonego, który następnie staje się mężem.
Oczywiście nie zawsze tak było, bywało i tak że zaręczyny z różnych względów się nie udawały, ale w przypadku Cressidy wszystko przebiegło pomyślnie i kilka miesięcy po zaręczynach stanęła na ślubnym kobiercu.
Nagle jednak na jej ramieniu przysiadł rudzik, jeden z tych, z którymi czasem rozmawiała w ogrodach; wychodząc na zewnątrz często rozmawiała z napotkanymi ptakami, które znały ją i wiedziały, że była im przyjazna. Powiedziała do niego parę troskliwych słów w ptasim języku, upewniając się, czy coś się nie stało; ptaki i inne stworzenia również cierpiały przez anomalie.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Ogrody   25.03.18 20:53

Od czasu do czasu lubiła zastanawiać się nad żywotem innych czarodziei - tych szlachetnie urodzonych i tych, których krew nie była tak czysta. Gdybanie na temat własnego życia, którego przebieg zależał od statusu i urodzenia, niejednokrotnie pochłaniały myśli kobiety. Umiejscawiała się pośród określonej grupy ludzi, dopasowując się do nich usposobieniem. I zawsze dochodziła do tych samych wniosków, że jest gdzieś pomiędzy. Nie należy do grona czarodziejów o krwi brudnej, lecz nie była również szlachcianką. Lawirowała pomiędzy tym z czasem przyzwyczajając się do tej sytuacji. Jej matka jednak nigdy nie miała do tego przywyknąć i to była w stanie zrozumieć. Wyrzucona ze swojego rodzinnego raju, trafiając do świata pomiędzy. Stała się zwykłą kobietą - z tym uczuciem budziła się codziennie rano i Belle mogła się założyć, iż z początku cały czas jej matka zastanawiała się gdzie popełniła błąd.
- Podobnie jest również z osobami z mojego otoczenia - przyznała, z każdą chwilą odczuwając pewien dyskomfort związany z tematem anomalii, które od samego początku stanowiły jedną wielką zagadkę. Jej rozwiązanie było póki co nieosiągalne, choć nie wątpiła w szczerość starań czarodziei. Codziennie spotykała się z trudami opanowania niesfornej magii i skutków tego stanu. Nigdy nie wątpiła w słuszność własnej decyzji na temat wolontariatu w Mungu, bowiem tamto miejsce było pełne ludzkiej dobroci. Próbowano pomóc ze wszystkich sił, dając z siebie wszystko a i więcej. Krocząc pomiędzy uzdrowicielami, czuła się dobrze, bezpiecznie i komfortowo. Nie ważne, że sama nie należała do ich medycznego grona.
- Można tak to nazwać - odpowiedziała, kiwając nieznacznie głową. - Staram się odciągnąć ich myśli od przykrych przeżyć i umilić czas oczekiwania na przybycie uzdrowiciela... Szczególnie dzieci i starsze osoby tego potrzebują - atencji. Ale ty jako matka powinnaś to wiedzieć.
Posłała w jej stronę uśmiech wierząc, iż zrozumie choć trochę jej postawę. Ponoć dla matki to straszne doświadczenie słyszeć płacz własnego dziecka i potrafiła to sobie wyobrazić. Zresztą już sam dźwięk płaczu sam w sobie był nieprzyjemny i poruszający.
Próbowała ukryć nagły upadek nastroju, spowodowany tak smutnymi tematami, które dość mocno ją dotykały. Ostatnio łatwiej było ją poruszyć, choć walczyła z tym z coraz lepszymi skutkami, co również było powodem mniejszej obecności w szpitalu. Na szczęście ogród odciągnął jej uwagę na tyle, że była  wstanie wyprzeć z głowy bolesne obrazy i wspomnienia. Skupiła się na wdzięcznie pnących się dookoła kwiatach, witających gości ich królestwa.
- Mogę sobie zatem wyobrazić, że wielką odmianą były ogrody rodu mojej matki - powiedziała, zgrabnie pomijając komentarz na temat narzeczeństwa i przestawiania przyszłego męża. Wolała poruszać się po temacie, który nie raziłby w jej szczere przemyślenia. Nie miała zamiaru się z nimi zdradzać.- Ja jestem przyzwyczajona do artystycznego usposobienia Fawley'ów. Ogród mojej matki został stworzony na wzór tego, w którym zwykła dorastać... I choć uwielbiam jego piękno, to daleko mu do tego tutaj.
Wyraźnie rozpromieniła się, mając możliwość wdychać świeże powietrze przepełnione zapachem tego miejsca. Zaabsorbowana otaczającymi ją roślinami, nie spostrzegła z początku rudzika siedzącego na ramieniu kobiety. Dopiero ciche ćwierknięcia zwróciły jej uwagę. Spojrzała na Cresside z wyraźnym zaskoczeniem. Nie spodziewała się dzisiaj podobnych nowości. Było w tym jednak coś uroczego i inspirującego - w jej głowie pojawiła się myśl, że ciekawie byłoby napisać opowiadanie (może bajkę dla dzieci) o kobiecie (dziewczynce?) potrafiącej rozmawiać z ptakami.[/b]




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Malarka
20
Szlachetna
Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
18
12
0
0
5
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Ogrody   26.03.18 21:41

Takie życie na pograniczu musiało być dziwnym doświadczeniem. Cressida cieszyła się, że mogła przynależeć do swojego świata w pełni i robić to, do czego została stworzona. Urodziła się, by być damą i cieszyła się, że nie zostanie skazana na przykry los ciotki Williama. Ślub w wieku niecałych dziewiętnastu lat mimo wszystko był dużo lepszą opcją niż staropanieństwo, lub co gorsza mąż słabszej krwi i co za tym idzie, utrata nazwiska, majątku i szacunku otoczenia, a w niektórych przypadkach nawet względów rodziny. Belle nie była jednak niczemu winna, więc Cressida nie miała powodu, by traktować ją w jakiś sposób gorzej. Chciała ją poznać, bo rzadko miała okazję do interakcji z kimś spoza swojego środowiska, zwłaszcza ostatnio. Belle była czymś nowym i przełamującym rutynę, więc tym chętniej Cressie zabrała ją do ogrodów.
- To bardzo miłe z twojej strony, że im pomagasz. Pewnie niewielu poza uzdrowicielami się na to decyduje? – przyznała; sama pewnie by się na to nie zdobyła, bo damie zwyczajnie nie wypadało pałętać się po salach Munga i narażać na zarażenie jakąś paskudną chorobą, rodzina nigdy nie pozwoliłaby jej na podobną fanaberię. Pod tym względem Belle na pewno miała więcej swobody, bo nie miała nad sobą rodu, który mógłby jej tego zabronić. Niemniej jednak zdawała sobie sprawę, że nie wszyscy ludzie mieli takie szczęście jak ona, by posiadać liczną rodzinę. Niektórzy byli pozostawieni sami sobie i zapewne potrzebowali takich ludzi jak Belle.
- Dopiero uczę się bycia matką – przytaknęła niepewnie. Ale pewnym było, że drżała z niepokoju, ilekroć jej dzieci w jakiś sposób cierpiały, a ona nie mogła nic zrobić, by im ulżyć. Miłość matki do dzieci była czymś niesamowitym, czymś, co dopiero odkrywała. To napawało ją wielkim szczęściem, ale i niepokojem. – Jeszcze niedawno sama byłam dzieckiem. Dziś wiem, że istnieją dwie istoty, które potrzebują miłości i uwagi matki, i z biegiem czasu będą ich potrzebować coraz więcej, gdy tylko wyjdą z etapu kołyski.
Za rok o tej porze jej maleństwa pewnie będą już stawiać pierwsze kroki i wypowiadać pierwsze słowa. Zacznie się stopniowe przygotowanie do życia, które miało stać się ich udziałem. Już nie mogła się doczekać, kiedy będzie mogła uczyć je malarstwa i innych sztuk, kiedy kupi swojej córce pierwszą sukienkę i pokaże jej podstawowe taneczne kroki, a William tymczasem zacznie wprowadzać ich pierworodnego syna w tajniki bardziej męskich umiejętności. Ale póki co anomalie i związany z nimi strach nie pozwalały w pełni sycić się tymi wyobrażeniami.
- Były dużą odmianą. Na początku musiałam się przyzwyczaić, ale z czasem i tu znalazłam swoje ulubione zakątki. Te stare zawsze jednak będą zajmować wyjątkowe miejsce w moim sercu, zawsze pozostanę częścią Flintów i Charnwood – powiedziała, rozglądając się po otoczeniu. Chyba nie znała piękniejszego ogrodu, choć tego roku anomalie wpłynęły na niego dość mocno, jak i na większość obszarów kraju. – Często bywałaś tu w przeszłości? Pewnie poznałaś to miejsce szybciej niż ja i chodziłaś po tych ogrodach w czasach, gdy nawet nie śniłam, że zaręczą mnie z Fawleyem. Może w takim razie to ty powinnaś pokazać mi jakiś zakątek, który zapadł ci szczególnie w pamięć? – zapytała z ciekawością. – Twoja matka pewnie za tym tęskni. Sama poznałam, czym jest tęsknota za domem i konieczność przystosowania się do nowej rodziny i domu. – Ale sama mimo wszystko miała łatwiej, choć nie powiedziała tego głośno, nie chcąc urazić Belle.
Na jej ramieniu przysiadł rudzik. Był to zapewne dość niespotykany widok, ptaki nie podchodziły tak blisko do ludzi, może nie licząc tych pocztowych. Ale Cressida nie była zwykłą dziewczyną, była zwierzęcousta i zobaczenie jej z ptakiem siedzącym na ręce nie należało do rzadkości, szczególnie w czasach, gdy była dzieckiem. Ptasi przyjaciele towarzyszyli jej od tak dawna, że nie pamiętała czasów sprzed ujawnienia się daru rozumienia ich mowy.
- Może przejdziemy się nad najbliższy staw? – zaproponowała, by odwrócić uwagę dziewczyny od tego widoku, choć rudzik pozostał na jej ramieniu, ćwierkając do jej uszu słowa zrozumiałe tylko dla niej. – Są tam przepiękne łabędzie, a w jego wodach pięknie odbija się niebo. W Krainie Jezior jest ich całkiem sporo, a jedno stado szczególnie upodobało sobie ten staw. Może i ty znajdziesz tam jakieś interesujące inspiracje, William wspominał mi także, że piszesz. Czego najczęściej dotyczą twoje historie? Sama nie mam do tego daru, ale lubię czytać.
Staw był właściwie jeziorkiem, jednym z wielu na włościach Fawleyów. To znajdowało się najbliżej dworu, więc to tam Cressida najczęściej chodziła w poszukiwaniu inspiracji.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
 

Ogrody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Cumberland, Ambleside, dwór Fawleyów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18