Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Hol i korytarze dworku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Hol i korytarze dworku   27.12.17 14:05

Hol i korytarze dworku

Hol jest przestronnym pomieszczeniem z rzeźbionymi schodami, poręczami i błyszczącą posadzką. Podobnie jak w innych pomieszczeniach, elementy wyposażenia są zdobione rodowymi motywami. Hol i korytarze wyglądają niczym skrzyżowanie dworu z galerią sztuki. Na ścianach, podobnie jak w salonie, znajdują się bardzo liczne obrazy. Od holu rozchodzą się korytarze prowadzące w inne części dworku.


Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Hol i korytarze dworku   24.01.19 1:44

| 01.10

Dzisiejszego dnia Cressida nie opuszczała dworku, nie licząc długiego spaceru po ogrodach. Kilka dni temu była w Londynie, a zbyt częste podróżowanie w obecnych czasach stresowało ją, skoro już nie można było tak po prostu się teleportować. W dobie anomalii wiele rzeczy mogło pójść nie tak i należało zachować daleko posuniętą ostrożność. I choć anomalie zdarzały się wszędzie, zwłaszcza przy używaniu magii, w dworze czuła się bezpieczniej niż w Londynie. Z używania magii również zrezygnowała, sięgając po różdżkę tylko wtedy, gdy było to niezbędne.
Poranek spędziła w bibliotece Fawleyów, szukając czegokolwiek na temat transmutacji i animagii. Od pewnego czasu pragnęła opanować tę trudną sztukę, więc przygotowywała się, starając się zgłębić tę dziedzinę. Możliwość przemiany w zwierzę zafascynowała ją już kiedyś przez wzgląd na zwierzęcoustość i więź, jaką miała z ptakami, ale zdawała sobie też sprawę, że w obecnych czasach ta zdolność może przydać jej się do czegoś więcej niż tylko podążania za skrzydlatymi przyjaciółmi, że już nie chodziło tylko o fascynację i chęć przekonania się, jak to jest nie tylko rozmawiać z ptakami, ale też być ptakiem. Oczywiście miała nadzieję że nic takiego nie będzie konieczne, że nie będzie musiała tego użyć, żeby uciec od niebezpieczeństwa, ale wydarzenia ostatnich miesięcy budziły w jej malutkim, wrażliwym serduszku lęk i niepewność. Na anomaliach i problemach z transportem się nie kończyło, nawet świat szlachecki nie był wolny od niepokojów i przemian, które dzieliły rody i drążyły między nimi pogłębiającą się przepaść. Cressida, choć przez całe życie pozostawała niezainteresowana sprawami politycznymi i nie przykładała większej wagi do rodowych niechęci, z niepokojem myślała o zbliżającym się szczycie w Stonehenge, choć miała nadzieję, że wszystko będzie dążyło do naprawy sytuacji. Och, jak bardzo była naiwna!
Żeby nie myśleć o smutkach, po odłożeniu książek i zajrzeniu na chwilę do dzieci, by sprawdzić czy smacznie śpią, postanowiła wyjść na dłużej na świeże powietrze, samotnie, by zrelaksować się i pozbierać myśli. Przeszła przez ogrody, które skrzaty starały się doprowadzić do ładu po anomalnej pogodzie ostatnich miesięcy i dotarła dalej, aż do najbliższego dworowi jeziora, nad którym ucięła sobie pogawędkę z łabędziami. Żyjące tu ptaki rozpoznawały Cressidę i ufnie podpłynęły bliżej brzegu, gdy tylko dostrzegły jej sylwetkę.
Pobyt na świeżym powietrzu i kontakt z ptactwem pozwoliły jej się odprężyć i odsunąć na bok myśli o zbliżającym się wydarzeniu. Jeszcze kilka miesięcy temu nie pomyślałaby, że w niedalekiej przyszłości będą ją martwić podobne sprawy, ale była matką, ponadto nigdy przedtem za jej życia sytuacja między rodami szlachetnej krwi nie wyglądała w podobny sposób ani nie była zauważalnie napięta. Nawet oderwane od rzeczywistości, żyjące pod kloszem damy mogły wychwycić pewne zmiany.
Gdy zaczęło jej się robić zimno i prawdopodobnie zbierało się na deszcz, skierowała się z powrotem w stronę dworu. Zamierzała udać się do pracowni, by trochę pomalować; po wrześniowym wernisażu złożono u niej kilka zamówień, które musiała wykonać. Znała już dwór rodziny męża na tyle, by wiedzieć, że przechodząc w pobliżu sali balowej mogła odrobinę skrócić sobie drogę. Nie spodziewała się jednak, czyją wychodzącą stamtąd sylwetkę może zauważyć... Zatrzymała się i zamrugała szybko oczami. Czy to możliwe?




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Babette Delacour
Babette Delacour

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7000-babette-delacour#184024 https://www.morsmordre.net/t7007-mirsalah#184166 https://www.morsmordre.net/t7006-bibi#184151 https://www.morsmordre.net/f250-kornwalia-polwysep-an-lysardh-lighthouse-road-3 https://www.morsmordre.net/t7009-skrytka-bankowa-nr-1587#184226 https://www.morsmordre.net/t7076-babette-delacour#186874
Zawód : Tancerka
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Topią się dla niej, to poprawia wodę
Szybko
Jak rąbek
Zadartej spódnicy.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Hol i korytarze dworku   11.02.19 0:06

Klaskała, wyznaczając rytm; zaczarowany fortepian wygrywał melodię, ale dziecięce ucho nie zawsze je wychwytywało, nawet najbardziej utalentowane - Fawleyowie mieli naturalny talent do sztuki i z łatwością odnajdywali się na parkiecie, ale nawet największy geniusz potykał się niekiedy o własne nogi, kiedy miał sześć lat. Na jej twarzy jaśniał radosny uśmiech, kiedy rodzeństwo dokładało wszelkich starań, by ponieść się muzyce - angielski walc był jedynym z najpiękniejszych, najszlachetniejszych tańców, nie był też trudny do opanowania na podstawowym poziomie i dzieci były w stanie sobie z nim poradzić. W każdym razie - w większości prędzej czy później dawały sobie radę. Mała Aideen i jej brat Calahan zdawali się czerpać z tańca radość, a to dawało jej najwięcej szczęścia: nie lubiła, kiedy jej lekcje przypominały nudną naukę historii magii, taniec był jej pasją, którą chciała dzielić się z innymi: wraz z całą mocą, która sama z niego czerpała.
- Nie na palcach, Aideen! Przenieś ciężar ciała na pięty, o taak... - Ton jej głosu nie był karcący, wolała motywować, niż upominać; byłoby wielką krzywdą dla tych dzieci, gdyby w przyszłości kojarzyły tę piękną rozrywkę z przykrym obowiązkiem. - Na dwa się unosimy, na trzy opadamy, raz, dwa... - Okręciła się w koło z niewidzialnym partnerem, dając dzieciom przykład; poruszała się z gracją i zwinnie, lekko, czyniła to jedynak instynktownie, uwagę skupiając na dzieciach: dziewczynka miała zadatki na pięknego łabędzia, wydawała się mieć niezwykłą świadomość ciała i ruchu. Chłopiec - wykazywał się harmonią i słyszał muzykę lepiej od niej. Wyczucie słabych stron dzieci było kluczem do szlifowania ich techniki, z uwagą wypatrywała potknięć i niedociągnięć, które wymagały naprostowania. Na moment jednak zamknęła oczy i popłynęła dalej, dryfując po melodii i wirując po deskach przepięknej sali balowej; potrafiła sobie wyobrazić te wszystkie przepiękne przyjęcia, które odbywały się w tym miejscu, przystojnych, dystyngowanych angielskich dżentelmenów z perfekcyjnym brytyjskim akcentem i równie piękne damy, odziane w zdobione kryształami kreacje. Niemal je czuła - namacalnie - duchy przeszłości, kiedy obracała się w miejscu, jej skromna błękitna sukienka uniosła się w lekko w górę, wirując wraz z nią - w wyobraźni była jedną z dam, która została gwiazdą tego pięknego wieczoru, zwracając na siebie uwagę wszystkich zgromadzonych - dlatego ostatni obrót zwieńczyła ukłonem w kierunku swojej widowni: dwójki dzieci, które na moment przerwały swój pierwszy taniec. Wciąż się uśmiechała, kiedy spod eleganckiego koku - nie ośmieliłaby się obrazić gospodarzy dworu bardziej śmiałą fryzurą - wymknęły się pojedyncze kosmyki włosów, przysłaniając jej twarz - kiedy jednak uniosła głowę, dostrzegła kogoś oprócz dwójki dzieci. Ponad ich głowami spojrzała wgłąb dwuskrzydłowych drzwi na obszerny korytarz, po którym sunęła znajoma sylwetka. Nie mogła się pomylić, włosy naznaczone ogniem, twarz słońcem, a szmaragdowe oczy nieobecnym rozmarzeniem. Kiedy otrzymała wspaniałe wieści o zatrudnieniu ją w Ambleside nie pamiętała o Cressidzie, wciąż pamiętała ją pod innym nazwiskiem - to brzmiało przy jej imieniu dziwnie, obco, inaczej. A jednak, przecież tu mieszkała: lady Fawley we własnej osobie.
- Cressido! - powitała ją, pomijając próg sali, przez ramię oglądając się na dzieci, dając im znak, by nie przerywały ćwiczeń. - Daruj, wolno mi się tak do ciebie zwracać w tym miejscu? Jestem tu pierwszy dzień, ledwie potrafię się odnaleźć, ale wygląda na to, że tobie przyszło to o wiele łatwiej. Zostałaś władczynią Krainy Jezior, czy to nie wspaniałe? - Uścisnęłaby ją na powitanie, lecz powstrzymała ten gest w ostatniej chwili - oczekując wpierw jej reakcji, była panią na tym zamku - a ona tu służyła i nie zamierzała wychylać się ze swojej roli. Zależało jej, by zachować tę pracę.




On sait que le temps c'est comme le vent, de vivre y a que ça d'important, on se fout pas mal de la morale - on sait bien qu'on fait pas de mal. Nous on fait l'amour on
vit la vie
Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Hol i korytarze dworku   11.02.19 13:07

Cressida niegdyś też otrzymywała lekcje tańca i innych niezbędnych damie umiejętności, choć u Flintów nie kładziono aż tak dużego nacisku na taniec i sztukę jak miało to miejsce u Fawleyów. Ojciec chciał, by jego dzieci skupiały się bardziej na tajnikach zielarstwa i jeździe konnej, dlatego z nią Cressie radziła sobie sprawniej niż z tańcem. Już co prawda nie deptała stóp partnera ani nie potykała się o rąbek sukienki, ale daleko jej było do innych dam wirujących wdzięcznie na sabatowych parkietach. Gdyby nie William Fawley, na swoim debiucie pewnie podpierałaby ścianę, bo kto inny poprosiłby do tańca właśnie ją, nieśmiałą, zahukaną Flintównę? On był od niej dużo lepszym tancerzem i lepiej radził sobie z brylowaniem na salonach, podczas gdy Cressida pozostawała nieśmiałym dziecięciem lasu, przepełnionym kompleksami wobec starszego rodzeństwa oraz lepiej radzących sobie rówieśniczek. Mąż jednak uczył ją nabierania większej śmiałości i próbował wyplenić z jej głowy kompleksy.
Idąc przez korytarz uśmiechnęła się pod nosem, słysząc głosy dochodzące z sali balowej, świadczące o tym, że dzieci któregoś z krewnych jej męża odbierały właśnie lekcję. Za kilka lat jej dzieci także będą uczyć się tego wszystkiego – tańców i szeroko pojętej sztuki. Ich ojciec na pewno nie będzie uważał, że sztuka to brednie. Zatrudnią najlepszych nauczycieli, a wielu rzeczy Cressida będzie ich uczyć sama. Pragnęła być matką, która uczestniczy w życiu swoich dzieci i ich odpowiednim szlacheckim wychowaniu.
Nie wiedziała jeszcze, że osobą, która udzielała dzieciom jakiegoś Fawleya lekcji była jej dawna szkolna koleżanka. Nie spodziewała się tego spotkania, bo osoba Babette nieodłącznie kojarzyła jej się z Francją i murami Beauxbatons. Nie z deszczową Anglią i tutejszymi szlacheckimi dworami, choć ze swoją urodą półwili pięknie pasowałaby do świata salonów.
Poznały się w szkole, gdy Babette była na pierwszym roku, a Cressida na drugim. Miało to miejsce w sowiarni, gdzie Cressie została przyłapana przez młodszą koleżankę na rozmowie ze swoją sową, która narzekała wówczas na zmęczenie lataniem na tak długie dystanse. Jako że obie miały pewien „defekt” w postaci dodatkowych zdolności, znalazły wspólny język i polubiły się. Może nie zostały najbliższymi przyjaciółkami, bo Cressie trzymała się przede wszystkim brytyjskiej szlachty, ale wspominała ją ciepło i z sympatią.
Cressida wciąż wyglądała młodziutko i uroczo, choć jej rysy nieznacznie wydoroślały, a w sukni w barwach rodu męża wyglądała dostojnie mimo piegów wciąż licznie pokrywających blade policzki i nosek. Na palcu lśniła obrączka mówiąca wyraźnie, że dziewczątko jest już mężatką. Oddano ją Williamowi trzy miesiące przed jej dziewiętnastymi urodzinami w ramach aranżowanego małżeństwa.
Widząc wychodzącą z sali balowej dawną szkolną znajomą uśmiechnęła się i powitała ją.
- Oczywiście, nie mam nic przeciwko – rzekła; nie wymagała od szkolnych koleżanek będących w bliskim jej wieku trzymania się ściśle tytulatury, mimo zamążpójścia nadal pozostawała tą samą Cressidą co dawniej, tylko z innym nazwiskiem. – Nie spodziewałam się, że cię tu spotkam. Przyjechałaś do Anglii? Znasz kogoś z Fawleyów? – zapytała, choć zajrzawszy do sali balowej dostrzegła dwójkę dzieci jednego z kuzynów męża i domyśliła się, że to właśnie posiadająca taneczne talenty panna Delacour uczyła je podstaw tańca. Niewątpliwie jednak wybrała sobie bardzo niespokojne czasy na podbój brytyjskiego świata. Cressida, gdyby mogła, chętnie obrałaby odwrotny kierunek i z mężem i dziećmi ewakuowałaby się do jego krewnych we Francji, by uciec od niebezpieczeństw anomalii. – Mieszkam tu już ponad rok, choć przyznaję, że na początku też trudno było przywyknąć, że to nie Charnwood, a zupełnie nowe miejsce, choć to naturalna kolej rzeczy w życiu kobiety, zamieszkanie u boku męża. Ale na pewno wspominałam w którymś liście, że wyszłam za mąż za jednego z lordów Fawley – dodała; chociaż po skończeniu szkoły widywały się tak rzadko, Cressie czasem pisała listy. W czasach szkolnych słała mnóstwo listów do krewnych pozostających w Anglii, ale po szkole niekiedy korespondowała z dawnymi znajomymi z czasów Beauxbatons. W pewnym momencie zamiast nazwiska Flint obok jej imienia zaczęło pojawiać się nowe miano: Fawley. Sama nadal nie do końca do tego przywykła, bo w duchu wiele było w niej z Flintówny. Ciężko było stać się tak szybko kimś innym, więc uczyła się, jak łączyć w sobie Flinta i Fawleya. – Na twój widok aż zatęskniłam za beztroskimi latami Beauxbatons. – Czy Babette pamiętała jeszcze dawne szkolne rozmowy o sztuce, o swoich rodzinnych domach oraz o tym, co szepczą ptaki? Panna Delacour była jedną z nielicznych osób w szkole, które wiedziały o darze Cressidy.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Babette Delacour
Babette Delacour

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7000-babette-delacour#184024 https://www.morsmordre.net/t7007-mirsalah#184166 https://www.morsmordre.net/t7006-bibi#184151 https://www.morsmordre.net/f250-kornwalia-polwysep-an-lysardh-lighthouse-road-3 https://www.morsmordre.net/t7009-skrytka-bankowa-nr-1587#184226 https://www.morsmordre.net/t7076-babette-delacour#186874
Zawód : Tancerka
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Topią się dla niej, to poprawia wodę
Szybko
Jak rąbek
Zadartej spódnicy.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Hol i korytarze dworku   13.02.19 11:52

Uśmiechnęła się - szeroko - rada, że oto spotkała przyjazną duszę; w Anglii wciąż czuła się nieco samotna, usiłując odnaleźć się w obcym, burym i ponurym miejscu. Nie znała dobrze tego świata, wciąż miała niekiedy trudności, by porozumieć się z rodowitymi Anglikami i z radością napotykała wszystkich tych, których pamiętała jeszcze z okresu swojej nauki. Nie było to wcale tak daleko, a czarodziejski świat nie był duży, zdarzało im się na siebie trafiać.
- Ani ja ciebie - przyznała, w jej błękitnych oczach jaśniały iskry radości. - Daruj mi, pisałaś o ślubie, ale czym innym są litery kreślone na papierze, a czym innym twoja twarz wypowiadająca te słowa. Ciężko było mi się wyzbyć z pamięci twojej sylwetki takiej, jaką ją pamiętałam. To wspaniałe, że tu mieszkasz - będziemy się znów widywały. - Odruchowo uścisnęła ciepło jej prawy nadgarstek na powitanie; nie wiedziała, na ile mogła sobie pozwolić, ale nie potrafiła pohamować drobnego gestu. - Mój ojciec dostał przydział do Anglii - wyjaśniła, reflektując się dopiero teraz, że pominęła najistotniejsze pytanie. Sądziła, że Cressida pamiętała, kim był - ambasadorem działającym na rzecz Francji, nie mieszkali nigdy zbyt długo w jednym miejscu; o posadę w Anglii starał się już kiedyś, to była dobra wiadomość, nawet jeśli podjęta w zbyt trudnych czasach. A dla niej - naturalnym było, że podążyła za rodziną, przy tylu obowiązkach ojciec potrzebował czerpać z córki radość. - Przenieśliśmy się tu wszyscy jakiś czas temu. Przepraszam, że się nie odezwałam, to wszystko było tak wyczerpujące - przeprowadzka, przyzwyczajenie się do nowego miejsca... aż trudno mi uwierzyć, że to już za mną. - Urwała na moment, licząc piegi na jej nosie - nic się nie zmieniła.
- Nie, oczywiście! Nie znam nikogo z twojej rodziny osobiście, poza tobą. - Nie zwalniając uścisku pociągnęła ją do wnętrza sali, przyklaskując dzieciom jeszcze raz; obserwowała ich wiry z tą samą pasją, z jaką podczas szkolnych zajęć obserwowała ćwiczące koleżanki. - Spróbujcie wejść w wir szybciej, ale uważajcie, by nie zakręciło wam się w głowie - zwróciła się ciepło do dzieci, lekko nachylając się w ich stronę, by zrównać różnicę wzrostu, uważnie obserwując stawiane przez nie kroki, szło im coraz lepiej, choć dziecięcy brak koordynacji własnego ciała niczego im nie ułatwiał. Naprawdę lubiła dzieci - miała do nich dużo cierpliwości. - Bądź delikatny, Calahan, dżentelmen musi prowadzić damę jak łabędzia - nie na siłę, płyń razem z nią. - Wciąż klaszcząc, odwróciła ku Cressidzie z powrotem.
- Ojciec przysłał mnie do Ambleside na służbę - wyznała wciąż z entuzjazmem. Pojawiała się w kilku domach arystokratów, ten był jednym z tych, które lubiła najbardziej - nie brakowało mu rodzinnego ciepła ani poszanowania dla sztuki, której wspólnie z dziećmi składała dzisiaj hołd. - Nauczę waszego dzielnego młodego lorda i piękną młodą lady tańca. Jak się mają twoje szkraby, Cressido? Ufam, że kiedy tylko staną na nogi, pojawią się tu razem z nami. - Wiek nie miał znaczenia, radość z tańca można było czerpać zawsze, dwa czy sto lat, przyjemności nie można było odmawiać nikomu.
- Och - Uśmiech na moment zbladł, by zaraz znów rozjaśnić jej twarz. Zmartwiło ją, jak Cressida o tym mówiła - przyzwyczajeniu, od którego wolała uciec myślami w przeszłość. Nie chciała jednak wnikać w to mocniej, nie przy dzieciach, które mogłyby powtórzyć jej słowa dalej. - Więc musimy sprowadzić beztroskie lata tutaj - wtrąciła niemal natychmiast, nie dając ciszy zalęgnąć się zbyt długo. - Chodź, zatańcz z nami! - Pociągnęła ją raz jeszcze, mocniej wgłąb sali.




On sait que le temps c'est comme le vent, de vivre y a que ça d'important, on se fout pas mal de la morale - on sait bien qu'on fait pas de mal. Nous on fait l'amour on
vit la vie
Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Hol i korytarze dworku   13.02.19 14:48

Cressida rozumiała, jakie to uczucie, bo sama czuła się podobnie, kiedy miała dziesięć lat i trafiła do Beauxbatons. W innym kraju czuła się bardzo wyobcowana, tym bardziej, że początek życia spędziła w niemal całkowitej izolacji od zewnętrznego świata, mając styczność jedynie z rodziną oraz innymi rodami szlacheckimi. Do Francji trafiła mając u swego boku tylko starszą siostrę i długo wstydziła się mówić po francusku, bo była pewna, że rodzimi Francuzi wyśmiewają się z jej mowy. Na początku nauki często wymykała się do zamkowych ogrodów, by rozmawiać z ptakami, które na szczęście bez względu na kraj używały tej samej ptasiej mowy, a także z obrazami – ale nawet płótna początkowo z niej drwiły, wzmagając kompleksy i zagubienie dziewczątka. Dopiero później zaczęła szukać kontaktu z innymi uczącymi się tam członkami brytyjskich rodów, trzymając się w ich cieniu, choć poznała też kilka osób z francuskich rodzin, między innymi Babette, która miała czystą krew i była córką kogoś szanowanego, więc Cressie nie musiała się bać, że ojciec zabroni im znajomości.
Naprawdę się cieszyła, mogąc ją znowu zobaczyć i to w Anglii. Uśmiechnęła się promiennie, bo brakowało jej pewnej odmiany po codziennym oglądaniu wciąż tych samych twarzy, a odkąd zaczęły się anomalie rzadziej opuszczała posiadłość.
- Jestem wciąż tą samą Cressidą co w szkole, tylko z nowym nazwiskiem... i nowymi obowiązkami nieodłącznie związanymi z żywotem żony i matki – powiedziała; nie była już beztroskim dziewczęciem, na dłoni czuła ciężar obrączki ślubnej przypominającej o obowiązkach wobec męża, a w delikatnym serduszku miłość do dzieci i zmartwienie o nie oraz troskę o ich dobro. Obowiązki te spadły na jej wątłe barki dość szybko, bo zaręczono ją już parę miesięcy po skończeniu szkoły, a jedenaście miesięcy po powrocie z niej wyszła za mąż, nie mając wtedy nawet pełnych dziewiętnastu lat. – Czy i w twoim życiu pojawił się już ktoś wyjątkowy? – zapytała jeszcze, choć przeczuwała, że Babette nie czekało aranżowane małżeństwo, nieszlachetne rodziny rzadko je praktykowały. Miała też pewnie więcej czasu na zamążpójście; Cressie musiała wziąć ślub wtedy, kiedy zdecydowała o tym rodzina, gdy ojciec zgodził się oddać Williamowi jej rękę, bo to głównie inicjatywą Fawleyów było ubieganie się o młodą, artystycznie uzdolnioną Flintównę.
- Och, rozumiem – przytaknęła na wzmiankę o ojcu. Pamiętała kim był i zdawała sobie sprawę, że ludzie o takim zajęciu, a także ich rodziny nie spędzali całego życia w jednym miejscu, tak jak brytyjska szlachta przywiązana do swoich posiadłości. Babette nie mogła więc myśleć o stałym rodzinnym domu, za to zwiedziła już kilka krajów. – Mam nadzieję, że uda ci się tu odnaleźć, choć wiem, że Anglia różni się od Francji, no i te wszystkie... anomalie... – westchnęła; Babette pewnie też już miała okazję je odczuć. Kto nie miał? Tak czy inaczej przeprowadzka i całkowita zmiana życia musiały być wyczerpujące; Cressida przeżywała to, kiedy przeniosła się z Charnwood do Ambleside i uczyła się bycia żoną swego męża oraz członkiem jego rodziny. – Więc teraz uczysz szlacheckie dzieci tańca? – zapytała, wchodząc za nią do sali. Pamiętała że Babette już w szkole była bardzo uzdolniona w tej materii, zresztą widać było już na pierwszy rzut oka, że dobrze radziła sobie i z nauczaniem innych i miała dobry kontakt z dziećmi.
- Pamiętam, jak kiedyś też się tego uczyłam, ale moja guwernantka nie była tak miła i urocza jak ty – rzekła, wspominając swoją nauczycielkę z lat dziecięcych, panią Pinkstone, czarownicę w średnim wieku która zawodowo trudniła się kształceniem szlacheckich latorośli w tańcu i podstawowych dziedzinach wiedzy powszechnej i artystycznej. Rodowych aktywności uczyli ich głównie rodzice, ale od bardziej ogólnych umiejętności byli guwernanci. – Calahan i Aideen pod twoim okiem z pewnością odbiorą wspaniałe przygotowanie do tańca – zapewniła, patrząc z uśmiechem, jak Babette udziela młodym Fawleyom wskazówek. – Szkoda, że moje bliźnięta jeszcze nawet nie potrafią chodzić, ale jeśli za kilka lat nadal będziesz mieszkać w Anglii, zaproszę cię, byś i im udzieliła kilku lekcji. Może okaże się, że odziedziczyły talent do tańca po swoim ojcu, nie po mnie. – Ale zdała sobie sprawę, że w tych czasach mówienie o przyszłości było niepewne, nie wiadomo kiedy skończą się anomalie, no i czasy były niespokojne. Cressie liczyła się z tym, że jeśli anomalie wkrótce się nie skończą, będzie zmuszona wysłać dzieci do krewnych Williama we Francji. Nie wiadomo też, jak wpłyną na nich wszystkich polityczne zawirowania w rodowych relacjach, ale o tym też nie chciała myśleć. – Może sama cię o kilka poproszę, by jeszcze lepiej prezentować się u boku Williama na salonach? – zaśmiała się cicho, jednocześnie leciutko się rumieniąc pod piegami; od dłuższego czasu miała wrażenie, że czuje do małżonka coś więcej niż tylko poczucie obowiązku czy nawet przyjaźń. – Wszyscy staramy się dbać, by dzieciom nic nie brakowało, ale czasy... nie są dla nich lekkie. – Dlatego Cressida tak często się martwiła. Jej maleństwa wybrały sobie na początki życia bardzo trudny czas, ale były silne, w końcu płynęła w nich połowa krwi Flintów, nawet jeśli Cressida była wyjątkowo wydelikaconym egzemplarzem Flintówny.
Pozwoliła się jednak pociągnąć dalej w głąb sali, wciąż myśląc z nostalgią o czasach szkoły, może dlatego, że wtedy nie musiała czuć tego ciężaru odpowiedzialności ani bać się o dzieci, siebie i innych bliskich, bo wtedy wszystko było dobrze, nie było żadnych anomalii ani politycznych zmian odczuwalnych nawet przez kobiety. No i kiedy już się do Beauxbatons przyzwyczaiła, naprawdę jej się tam spodobało.
Jeśli chodzi o teraźniejszość, to właśnie anomalie, unoszący się w powietrzu niepokój i polityka rzucały cień na jej życie, które bez tego wszystkiego zapewne byłoby pełne sielanki i bliskie ideałowi.
- Z przyjemnością – powiedziała więc, chcąc skupić się na przyjemności i beztrosce tańca. Pozwoliła więc, by Babette porwała ją na parkiet; nie było to coś szczególnie dziwnego, bo w młodszym wieku często tak tańczyła dla zabawy z siostrą i kuzynkami. – W ogóle czy dobrze pamiętam, że w szkole interesowałaś się także transmutacją? – przypomniała sobie o innej pasji dawnej koleżanki; jako że uczyła się animagii, wznowiła swą naukę po zakończeniu ciąży, potrzebowała wskazówek od kogoś bieglejszego od niej w dziedzinie transmutacji.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Babette Delacour
Babette Delacour

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7000-babette-delacour#184024 https://www.morsmordre.net/t7007-mirsalah#184166 https://www.morsmordre.net/t7006-bibi#184151 https://www.morsmordre.net/f250-kornwalia-polwysep-an-lysardh-lighthouse-road-3 https://www.morsmordre.net/t7009-skrytka-bankowa-nr-1587#184226 https://www.morsmordre.net/t7076-babette-delacour#186874
Zawód : Tancerka
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Topią się dla niej, to poprawia wodę
Szybko
Jak rąbek
Zadartej spódnicy.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Hol i korytarze dworku   16.02.19 22:26

Zapewnienie przyjęła ze szczerym uśmiechem; troszkę żałowała przedwcześnie odebranej Cressidzie wolności, wyczuwając - być może - gdzieś między wierszami tęsknotę do lat szkolnych, dziecięcych, choć z drugiej strony dla nieśmiałej Cressidy polityczny mariaż mógł być jedyną opcją na udane i szczęśliwe życie - o ile tylko odnajdzie więź ze swoim wybranym. Była dziedziczką wielkiego rodu i z godnością niosła zobowiązania z tym związane - Babette nigdy nie próbowała oceniać świata który nie należał do niej, ale wiele by dała za to, by móc powiedzieć, że widziała Cressidę naprawdę szczęśliwą.
- Jak odnajdujesz się w tej roli? - zapytała ją z przejęciem, za spojrzeniem Cressidy uciekając spojrzeniem ku obrączce. - Masz przy sobie pierścionek zaręczynowy? - Kiedy otrzymała list, że Cressida wyszła za mąż, wyobrażała go sobie wiele razy; ozdobiony delikatnym topazem, w otoczeniu kutych w złocie łabędzich skrzydeł, otoczony przez kwiaty charakterystyczne dla tutejszego krajobrazu lub rwane w pędzie kelpie. Kelpie chyba nawet byłyby ładniejsze, bardziej poetyckie - być może wreszcie ujrzy go na własne oczy.
- Och - westchnęła, nieco zaskoczona, na ukierunkowane do niej pytanie; początkowo zmieszała się dość wyraźnie, zostawiła przecież we Francji kogoś bardzo dla niej ważnego, a wyjazd złamał jej serce na pół. Starała się jednak iść do przodu - nie miała innego wyjścia - nigdy też nie wyrzuci jego sylwetki ze swojej pamięci. - Nie poznałam jeszcze wielu czarodziejów w Anglii - przyznała zgodnie z prawdą, w pewien sposób wymigując się od bezpośredniej odpowiedzi. Francję zmuszona została zostawić za plecami, nie miała znaczenia. Nie wróci tam zbyt prędko. - Ale chyba chcę najpierw sprawdzić, jak życie smakuje, kiedy jestem panną - dodała z rozbawieniem, nie zamierzała jeszcze brać ślubu, zakładanie rodziny i rodzinne obowiązki uwiązałyby ją daleko od sceny, a jej gwiazda jeszcze nawet nie zdążyła zabłysnąć. Zapewne gdyby uprosiła ojca, zorganizowałby jej swaty, ale ani tego nie potrzebowała - nie była głupia, by nie dostrzegać, jak jej inna od ludzkiej uroda przyciąga męskie oko - ani nie chciała, marząc raczej o scenie niż o niemowlęciu. Morgano, była jeszcze nastolatką, a artystyczny półświatek rządził się własnymi prawami. - O co z tym właściwie chodzi, Cressie? No wiesz - z anomaliami - ledwie stanęliśmy na lądzie, chciałam zmienić upięcie włosów, a przez przypadek podpaliłam sobie kołnierz! Szczęśliwie, niewielkim płomieniem, ale ugasiłam go jednym ruchem, ale... - odruchowo ściszyła głos do szeptu - czy wszystko robicie teraz, no wiesz, jak mugole? Bez różdżek, bez magii... przecież to potwornie niebezpieczne! - Bała się o swoje występy. Często używała magii na scenie, bawiąc się dekoracjami, kostiumem, scenografią, podłożem, zapachami w sali; bez tego jej spektakle staną się całkowicie mdłe, niepełne.
- Można tak powiedzieć - przytaknęła, spozierając na tańczącą dwójkę, na moment puszczając dłoń Cressidy, by podejść do dziewczynki, na ramionach której położyła dłonie, prostując jej postawę i zwalniając tempo, które w nerwach obrała. - Spokojnie - poprosiła, spokojnie, cichszym, kojącym i melodyjnym głosem; miała szczęście pracować z dziećmi, które chłonęły wiedzę jak gąbka. - Raz, dwa, trzy... - zaczęła odliczanie, poruszając się wraz z nią, puszczając ją do obrotu - lekkim krokiem powracając ku przyjaciółce. - Daje lekcje - nie tylko młodym arystokratom, ale to dopowiedzenie wydało się zbędne. - Ale przede wszystkim tańczę, Cressido, mam nadzieję, że kiedyś zobaczę cię na swoim wystąpieniu - musisz usiąść w pierwszym rzędzie, bym mogła cię dobrze widzieć! - Jej występy były okazjonalne, teatry jeszcze z pewną nieufnością podchodziły do nowoczesnej nowomody, ale Babette wierzyła, że jest w stanie podbić serca nie tylko dyrektorów teatrów, ale i całej wpływowej śmietanki towarzyskiej Londynu, która dyktuje repertuar tych teatrów. A pewnego dnia - wyjedzie na wielkie tournee po Europie. Po świecie!
Zaśmiała się bezgłośnie na jej wspomnienie, nie kryjąc zainteresowania:
- Kim była? - Po czym kiwnęła lekko głową, odbierając komplement z satysfakcją. Cressida była panią tego dworu, jej wsparcie umacniało jej pozycję tutaj, a jej zadowolenie - było dobrą oceną jej pracy. Wiele dla niej znaczyło. - Nietrudno jest uczyć tak utalentowane dzieci - zapewniła, umyślnie podnosząc głos na tyle, by dwójka rodzeństwa mogła ją usłyszeć. Nauczyciele często nie doceniali roli pochwał, a przecież nic tak jak pochwała nie dawało radości, zwieńczeniem nauki, podczas gdy zwieńczeniem nauki powinna być właśnie radość. - Nie mów tak, jestem pewna, że i ty potrafisz płynąć po parkiecie jak łabędź - wtrąciła jej w słowo - Daj mi je na godzinę, a nauczą się tańczyć wcześniej, niż chodzić - dodała ze śmiechem, nie sądziła, by było to możliwe, ale niemowlęta też potrafiły być muzykalne - a ruch można było wyrażać nie tylko krokiem w myśl odpowiedniego taktu. Chodziło o zrozumienie i przesłanie, o szczerość, a ta była przecież właściwa dzieciom. Nawet - a może zwłaszcza - tym, które jeszcze nic nie rozumiały. - Macie kłopoty? - upewniła się, odnosząc się do wspomnienia o trudnych czasach, jeszcze nie bardzo rozumiała angielską przestrzeń, ale sądziła, że ktoś kto mieszkał w tak pięknym pałacu, nie przejmował się wieloma codziennymi rozterkami.
Dygnęła zgrabnie.
- Wystarczy, że powiesz! - zapewniła bez zawahania, splatając własną dłoń z jej; Cressida wydawała jej się dziwnie spięta. Lewą wysunęła różdżkę, kierując ją na parkiet i wyszeptała cicho niegroźną inkantację: - Causa color - zamieniając drewniany parkiet w lodową taflę, podobną tej, jaka tworzyła się nieopodal błoni w wysokogórskim Beuxbatons. Zaklęcie nie było szkodliwe, posadzka wróci do siebie za kilka chwil - o ile ktoś wcześniej nie ściągnie zaklęcia. - Lady, lordzie - zwróciła się do dzieci - Teraz spróbujemy wspólne, naśladujcie nas, kroki już znacie - Nie bacząc na sprzeciw, porwała Cressidę w wirujący walc, raz za czas śmiejąc się w głos, przejmując w tym tańcu rolę mężczyzny - prowadzącego. - Oczywiście, że uwielbiam transmutację! Pracuję z nią, skąd to pytanie? - odparła w końcu, spoglądając w wysokie lustra - uważnym spojrzeniem badając sylwetki nie tylko dzieci, ale i samej Cressidy, szukając u niej niedoskonałości, o których wspominała. - Ramię wyżej, Calahan, broda do góry, jesteś panem tego parkietu - zwróciła się jednak wpierw do chłopca, który chyba nieco rozproszył się obecnością drugiej pary i nogi zaczęły mu się nieco plątać, gdzieś zaczął gubić muzykę, chłonąc więcej bodźców, niż potrzebował.




On sait que le temps c'est comme le vent, de vivre y a que ça d'important, on se fout pas mal de la morale - on sait bien qu'on fait pas de mal. Nous on fait l'amour on
vit la vie
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hol i korytarze dworku   16.02.19 22:26

The member 'Babette Delacour' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Hol i korytarze dworku   17.02.19 13:26

U szlachcianek tak to już było – najbardziej atrakcyjne z punktu widzenia politycznych mariaży były młódki. Cressida obawiała się co prawda, że jej nikt nie zechce i zostanie starą panną, ale propozycja dotycząca chęci ożenku z nią nadeszła bardzo szybko po ukończeniu przez nią szkoły. William Fawley chciał pojąć ją za żonę, a wiedziała, że kolejna propozycja, i to od kogoś tak miłego i czarującego, może nie paść. Jej wolność trwała więc tylko jedenaście miesięcy, z czego ponad połowę i tak spędziła będąc zaręczoną, przyobiecaną jednemu konkretnemu mężczyźnie. Gdyby jednak żyła w świecie, gdzie każdy musi sam zadbać o znalezienie drugiej połówki, zapewne długo byłaby sama, bo była dziewczątkiem nieśmiałym i niepewnym siebie, przekonanym, że inicjatywa w takich sprawach musi wyjść ze strony mężczyzny. W świecie aranżowanych małżeństw niemal każda panna wychodziła jednak za mąż, nie zawsze szczęśliwie, ale Cressie zdecydowanie nie mogła narzekać, bo pewnie niewielu mężczyzn traktowałoby ją równie dobrze i troskliwie, jak William. Niewielu liczyłoby się z jej zdaniem i dbało o to, by czuła się w nowym miejscu dobrze.
W momencie swego ślubu była jednak jeszcze praktycznie dzieckiem, które musiało szybko dorosnąć i nauczyć się, jak być żoną, mimo że do tej roli przygotowywano ją całe życie – szlacheckie kobiety miały w pierwszej kolejności być żonami i matkami.
- Dobrze. Do tego przygotowało mnie życie, poza tym... naprawdę chciałam być mamą – szepnęła. Cressie nie czuła się źle w swojej roli, nigdy nie czuła sie z nią skonfliktowana, chciała zostać żoną i matką nie tylko dlatego, że musiała, że taka była jej rola. Pragnęła mieć więcej dzieci, ale niestety czasy nie sprzyjały sprowadzaniu ich na świat. – Mam – dodała, unosząc lekko dłoń, ukazując pierścionek, który splótł jej losy z Williamem. Srebrny, z kamieniem księżycowym i szafirami.
Nie wiedziała, czy w życiu Babette ktoś był, ale przyjęła do wiadomości jej wyjaśnienia, choć mogła odnieść ulotne wrażenie, że koleżanka zmieszała się nieco. Cressie nie była jednak wścibska, więc nie zamierzała nachalnie dopytywać, wiedząc, że jeśli panna Delacour będzie chciała powiedzieć coś więcej, to powie.
- Rozumiem – przytaknęła. – Masz jeszcze trochę czasu. Z twoją urodą na pewno nie będziesz narzekać na brak adoratorów i staropanieństwo ci nie zagrozi. – Babette była piękną półwilą. Nie piegowatym rudzielcem, a eteryczną blondynką, za jaką mężczyźni tęsknie wodzili wzrokiem, choć Cressida nie chciałaby być na jej miejscu. Nie zazdrościła takiego zainteresowania, bo wolała go nie przyciągać, odpowiadało jej znajdowanie się w cieniu ładniejszych dziewcząt i bycie szarą myszką, i już w Beauxbatons chętnie korzystała z cienia rzucanego przez piękniejsze i bardziej śmiałe panny. Rozumiała też, że chciała nacieszyć się młodością, zanim spadną na nią obowiązki. Życie Cressidy sprowadzało się przede wszystkim do bycia żoną, matką i damą, choć mogła realizować swe zainteresowania jako malarka, jednak była to pasja, którą mogła wykonywać w domowym zaciszu, dlatego w żaden sposób nie kolidowała z jej obowiązkami, a była wręcz bardzo dobrze widziana przez Fawleyów.
- Anomalie są... złe, bardzo złe – szepnęła z przestrachem, słysząc pytanie. Ale Francuzka, która dopiero niedawno przyjechała do Anglii, mogła nie być w pełni świadoma sytuacji, nie było jej tu, kiedy magia wybuchła, wywracając Anglię do góry nogami. – Zaczęło się pierwszego maja. Wszystko stanęło na głowie i okazało się inne niż dotychczas. Magia, pogoda... W czerwcu spadł śnieg, nasze ogrody znacznie ucierpiały. Użycie magii jest ryzykowne, bo coś... ta moc, wypacza nasze czary, i nikt nie wie, skąd to się wzięło – mówiła w dużym skrócie, ale Babette wyraźnie mogła dostrzec w spojrzeniu dziewczątka lęk. – Na szczęście skrzaty nadal mogą czarować, ich magia jest inna od naszej. Zajmują się posiadłością i ogrodami. Ja... prawie nie korzystam z różdżki, odkąd w maju złamałam sobie rękę, próbując tylko rozłożyć magią sztalugę. – Cressida nie miała pojęcia, jak teraz funkcjonują zwykli czarodzieje, nie mający do dyspozycji skrzatów, które zajmowały się domem, gotowaniem i innymi sprawami. Konieczność robienia podobnych rzeczy własnoręcznie wydawała jej się przerażająca, a nieszlachetni czarodzieje pewnie musieli tak robić, funkcjonować jak mugole, bo użycie różdżki wiązało się z ryzykiem. Cressidę bardziej jednak od ograniczeń w korzystaniu z różdżki martwiło dobro dzieci, bo najmłodsi byli wrażliwi na anomalie, i z tego powodu jej maleństwa często musiały być usypiane eliksirem.
- To cudownie – przytaknęła, patrząc, jak Babette w przerwie między kolejnymi wymianami zdań z nią radzi sobie z dziećmi i pokazuje im kolejne kroki. – Widzę, że dobrze ci idzie – zapewniła ją, i w razie pytań ze strony rodziny dzieci była gotowa potwierdzić, że panna Delacour zajęła się nimi bardzo profesjonalnie. – I z przyjemnością zobaczę twój występ. Mam nadzieję, że mogę liczyć na zaproszenie? Gdzie prezentujesz swoje pokazy? – Pewnie było kwestią czasu, aż zjawiskowa piękność z Francji zostanie wypatrzona w tutejszym środowisku artystycznym, a jej występy zaczną przyciągać coraz więcej zainteresowanych.
- Moja guwernantka? Kobietą w średnim wieku, której zależało na tym, by wychować młode pokolenie Flintów na przykładnych lordów i lady. Była dość zasadnicza – wyjaśniła. – Zawsze zasypywała pochwałami moją siostrę, dając mi do zrozumienia, że radzę sobie gorzej. – To miało wpływ na jej dziecięce kompleksy, ale nie aż taki, jak postawa ojca, który również faworyzował jej starsze rodzeństwo. Ale postawa ojca bolała bardziej niż miało to miejsce w przypadku obcej, niespokrewnionej nauczycielki. Cressie zawsze pragnęła spełnić oczekiwania konserwatywnego, surowego rodzica, ale nie potrafiła doścignąć brata i siostry, zawsze czując się tym gorszym dzieckiem, tym którego Leander pewnie z ulgą się pozbył, przynajmniej w jej mniemaniu. W czasach szkolnych Cressie na pewno wspominała Babette o swojej dawnej rywalizacji z siostrą o względy ojca, rywalizacji w której zawsze przegrywała. – W tańcu w istocie radzę sobie gorzej niż większość lady. Podczas tańca z Williamem na debiucie musiałam się bardzo pilnować, by nie podeptać mu stóp ani nie potknąć się o brzeg sukni – zaśmiała się cicho. Spodobało jej się to, jak Babette traktuje dwójkę uczonych przez nią dzieci, że je chwali, nie stawiając jednego ponad drugim, tak jak ojciec i guwernantka stawiali siostrę Cressidy ponad nią. Cressie zauważała takie rzeczy i obiecywała sobie, że nie dopuści do tego, by któreś z jej dzieci musiało czuć się gorsze od reszty. – Mają siedem miesięcy, ale kiedy już dorosną do nauki tańca, będę pamiętać – dodała.
Kiedyś ten czas miał nadejść. Cressida pragnęła wierzyć w to, że wszystko będzie dobrze i życie jej dzieci będzie równie piękne, jak jej własne.
- Kto ich nie ma w czasach anomalii? – westchnęła, ale tak naprawdę nie chodziło tylko o anomalie, ale też o zawirowania w rodowej polityce, ale nie chciała poruszać tego tematu, zwłaszcza w pogawędce ze szkolną znajomą, która nawet nie należała do tego środowiska. Zdecydowanie wolała tego typu sprawy odłożyć na bok i skupić się na przyjemniejszych sprawach, musiały w końcu nadrobić rozłąkę, bo nie widziały się tak dawno. Niemniej jednak w tych czasach i do pałaców docierały niepokoje, bo anomalie dotykały każdego bez względu na krew. A na wyżynach społecznych dodatkowo dochodziły te wszystkie zawiłe polityczne kwestie, których większości Cressie trudno było nawet zrozumieć.
Patrzyła z niepokojem, jak Babette czaruje, ale na szczęście nie stało się nic złego, więc mogła odetchnąć z ulgą. Pozwoliła się porwać do tańca, płynąc przez parkiet poprawnie, choć z pewnością nie tak umiejętnie jak panna Delacour, która tańczyła zawodowo.
- Upewniałam się, czy nadal się nią interesujesz, bo... jakiś czas temu odkryłam, że interesuje mnie ta dziedzina, i chciałabym poszerzyć swoją wiedzę i umiejętności – powiedziała odnośnie transmutacji. – Pamiętam, że w szkole radziłaś sobie z nią naprawdę dobrze. Staram się dokształcać, choć od czasu nastania anomalii robię to głównie teoretycznie, staram się w wolnych chwilach czytać to, co oferuje w tej materii biblioteka Fawleyów. – Szczególnie wiele czytała na temat animagii, którą pragnęła opanować, którą próbowała zgłębiać od miesięcy, z przerwą na czas ciąży, kiedy to ograniczyła się tylko do teorii. – Może... chciałabyś mi odrobinę pomóc, skoro pewnie będziesz się tu jeszcze pojawiać? Każda pomoc od kogoś, kto ma większą wiedzę, może mi się bardzo przydać.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
 

Hol i korytarze dworku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Cumberland, Ambleside, dwór Fawleyów-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19