Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Hol i korytarze dworku
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Hol i korytarze dworku

Hol jest przestronnym pomieszczeniem z rzeźbionymi schodami, poręczami i błyszczącą posadzką. Podobnie jak w innych pomieszczeniach, elementy wyposażenia są zdobione rodowymi motywami. Hol i korytarze wyglądają niczym skrzyżowanie dworu z galerią sztuki. Na ścianach, podobnie jak w salonie, znajdują się bardzo liczne obrazy. Od holu rozchodzą się korytarze prowadzące w inne części dworku.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Hol i korytarze dworku - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Mężowi Cressidy zależało na poprawieniu reputacji Fawleyów po tym, jak niegdyś przez stulecia neutralny ród w zeszłym roku na krótko zbłądził. Sam zawsze należał do tej gałęzi Fawleyów która trzymała się na dystans od nieczystej krwi i był salonowym lordem w każdym calu, nie zapominającym o tradycjach i wartościach. Jako mecenas sztuki wspierał i promował tylko czystokrwiste talenty, choć od dłuższego czasu w centrum jego zainteresowania stał talent jego młodej żony, i to na szlifowaniu umiejętności Cressidy skupiał się najbardziej. Nie tylko w kwestii malarstwa; o wiele trudniejsza dla niego była praca nad jej pewnością siebie i poczuciem własnej wartości.
William i Alphard nie poznali się w przeszłości zbyt dobrze być może także dlatego, że małżonek Cressidy uczył się w Beauxbatons, a przez długo negatywne relacje rodowe ich ścieżki nie przecinały się na salonach. Ale mimo to William zawsze był bardzo tolerancyjny dla relacji Cressidy i Alpharda, szanując to, że jego młoda żona chciała zachować kontakt z lubianym przez siebie kuzynem, i przymykał oko na ich potajemne spotkania. A od czasu ocieplenia relacji między rodami już nie musieli się kryć ze swoją sympatią i Cressida mogła zapraszać Alpharda już jawnie jako swojego gościa, tym samym pomagając na swój sposób w pielęgnowaniu naprawionych relacji Fawleyów i Blacków.
William nie uprzedził jej o wizycie Alpharda, możliwe że po prostu wyleciało mu to z głowy w natłoku męskich obowiązków. Poza tym nie musiał tłumaczyć się Cressie ze wszystkiego co robił i bywały dni, kiedy widywali się jedynie podczas posiłków oraz wieczorami w sypialni. Cressie sporą część dni wypoczywała w swoich komnatach, malowała, przesiadywała w komnatach dziecięcych lub przebywała na świeżym powietrzu.
Trafiła do biblioteki przypadkiem, nie wiedząc kogo tam zastanie, ale widok kuzyna bardzo ją ucieszył. Choć w stosunku do obcych zawsze była bardzo nieśmiała, Alpharda znała od dziecka, więc nie czuła się zakłopotana podchodząc do niego. Był rodziną i to bliską, jego matka była siostrą jej umiłowanego pana ojca. Uśmiech na jej nakrapianej buzi był jak najbardziej szczery, Alphard pozostawał miły jej sercu nawet kiedy po ślubie zamieniła nazwisko Flint na Fawley. Żadne dawne spory między jego rodem a rodem jej męża nie mogły wymazać ich pokrewieństwa. A ona wciąż pozostawała tą samą Cressidą co kiedyś, z tą tylko różnicą, że nie była już panną, a żoną i matką.
Nie miała pojęcia w jakich sprawach mu przeszkodziła; nie wiedziała o jego podwójnym życiu, ale nie miała żadnego powodu, by zakwestionować słowa o sprawach dla ministerstwa. Uwierzyła mu bez żadnych zastrzeżeń, tym bardziej że i tak nie znała się na poważnych męskich sprawach, a praca w ministerstwie na pewno się do takich zaliczała. Nie bez powodu to mężczyźni zajmowali się pracą oraz polityką, a damy były ozdobami swoich rodzin.
- Nic się nie stało, drogi Alphardzie, rozumiem że jesteś bardzo zajęty – powiedziała; choć zawsze lubiła otrzymywać listy od Alpharda, wiedziała że był zajęty pracą i rodowymi obowiązkami, i nie miał już czasu pisywać do niej równie regularnie jak kiedyś. – Choć nie ukrywam, bardzo się zdziwiłam widząc cię tutaj. Czy to William umożliwił ci skorzystanie z rodowych zbiorów? – spytała, choć równie dobrze Alphard mógł zwrócić się do kogoś innego, np. ojca Williama, Juliusa Fawleya, po którym zresztą otrzymał imię syn Cressidy. – Sprawy dla ministerstwa brzmią jak coś bardzo zawiłego… Wobec tego nie będę pytać o szczegóły, mam nadzieję że udało ci się znaleźć to, czego szukasz. – Wiedziała, że damom nie przystoi interesować się nadmiernie sprawami mężczyzn, dlatego nie naciskała, zresztą tak naprawdę zawodowe sprawy nie były dla niej niczym ciekawym. Znała swoje miejsce, była tylko kobietą. – Tak, mają się dobrze, spędziłam u nich sporą część dzisiejszego dnia. Niedawno zasnęli, więc przyszłam tu, by poszukać dla nich nowej książki z baśniami, ale wtedy zobaczyłam ciebie… - wyjaśniła, wciąż przyglądając mu się z ciekawością i sympatią. – Mają już czternaście miesięcy i coraz więcej potrafią. Ani się obejrzymy i zaczną odbierać nauki, jakie przed laty odebraliśmy i my. – Choć oczywiście z racji specyfiki rodu na pewno będą różnice, Fawleyowie kładli duży nacisk na sztukę, a Blackowie, jak jej się wydawało, skupiali się bardziej na historii magii i tego typu sprawach. U Flintów z kolei ważne były nauki zielarskie, podstawy astronomii, opieki nad magicznymi stworzeniami, jazda konna i podstawy właściwej komunikacji z centaurami, dumnymi mieszkańcami lasów Charnwood. Niemniej jednak ogromnie cieszył ją każdy postęp dzieci, każde nowe słowo którego się uczyły i każdy kolejny krok. Pragnęła dla nich wszystkiego co najlepsze. – Może później, gdy już zakończysz swoje poszukiwania, przejdziemy się razem do ich komnat, byś mógł sam zobaczyć jak się miewają? – zaproponowała. – Na pewno oboje ucieszą się z wizyty wujka.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley

Powrót do góry Go down

Ucieszyła go wyrozumiałość Cressidy. Sam ubolewał nad tym, że przez ostatnie miesiące niektóre relacje zaniedbał, jednak w tym czasie wydarzyło się tak wiele, że trudno było pamiętać o każdym. Kwiecień był dla niego niezwykle pracowity, z kolei maj zapowiadał się jako jeszcze bardziej męczący miesiąc. Na całe szczęście nie musiał się tłumaczyć ze swojego przedłużającego się milczenia, choć drogą kuzynkę ostatni raz widział na sabacie.
Swoją obecność tutaj zawdzięczam właśnie Williamowi – wyznał spokojnie, będąc mu wyraźnie wdzięcznym za okazaną pomoc, ale również za odrobinę okazanego mu zaufania, bo właśnie tak odbierał pozostawienie go samemu sobie przy bibliotecznych zbiorach. Jednocześnie podejrzewał, że księgi położone na regałach mogą być zabezpieczone w jakiś sposób przed intruzami, czego badać nie zamierzał, w końcu ściągnęły go tu ważne sprawy. Musiał trzymać się priorytetów, a zrozumienie obyczajów kumbryjskich olbrzymów i ich powiązania z grasującą nieopodal wywerną stanowiło obecnie najważniejsze zadanie. – I wciąż szukam pewnych wzmianek, ale wierzę, że odnajdę je w tych przyszykowanych już wcześniej kronikach – nie wyjawił przed nią żadnych szczegółów i sama mu to zresztą ułatwiła, nie wystosowując do niego dociekliwych pytań. Towarzystwo Cressidy napełniało go spokojem, przy niej nie musiał mieć się tak bardzo na baczności, bo nie doszukiwała się u niego usilnie słabych punktów z powodu polityki. W bezpiecznym dworze wydawała się być tak bardzo daleka od londyńskiego chaosu i ministerialnych intryg, prawie że oderwana od jego rzeczywistości.
Kolejny raz ułożył usta w uśmiech, gdy usłyszał o śpiących bliźniętach, jak również rozczulało go wyobrażenie Cressidy czytającej dzieciom do snu. William naprawdę wiedział co robi, wybierając sobie młodziutką lady Flint za żonę. Jednak zaraz została poruszony poważniejszy aspekt w wychowaniu szlachetnej krwi. Doskonale pamiętał te wszystkie zajęcia z etykiety, lekcje francuskiego, jazdy konnej, tańca towarzyskiego, ale również nauki o sztuce i muzyce, z których pamiętał podstawowe wiadomości. Od piątego roku życia stopniowo obciążano go kolejnymi lekcjami, a po rozpoczęciu właściwej edukacji torturowany był dodatkowymi naukami w okresie wakacyjnym, choć otrzymywane korepetycje z uroków, transmutacji czy eliksirów pomagały mu lepiej opanować szkolny materiał. – Nie samą nauką człowiek żyje – spróbował przekonać do tej racji Cressidę, choć podejrzewał, że ona, jako mała dziewczynka, inaczej odbierała te wszystkie nauki wtłaczane im do głowy, przez co inaczej widziała potrzebę kształcenia swych pociech, dopiero wzrastającego nowego pokolenia rodu Fawley. Przed nią stawiano inne wymagania, również istotne było to, że edukowana była we francuskiej Akademii Magii Beauxbatons, gdzie mogła rozwijać się artystycznie. – Może niech najpierw nauczą się porządnie artykułować pierwsze zdania – rzucił z rozbawieniem, nie do końca pewien jak szybko dzieci nabierają pewnych umiejętności. Pierwszym osiągnięciem takiego maleństwa było chyba uniesienie samodzielnie główki. Jakie jednak są czternastomiesięczne dzieci? Roczne szkraby są już bardziej ruchliwe, prawda? – Chętnie zostanę tym, który nauczy małego Juliusa porządnie latać na miotle – zaproponował z ogromnym entuzjazmem, choć nie był pewien, w jakim momencie tak dobry wujek powinien wręczyć chłopcu pierwszą miotłę. – O ile nie będzie to uznane za odbieranie ojcowskich przywilejów Williamowi, na coś podobnego nigdy bym się nie odważył – dodał szybko, samemu nieco ostudzając własny zapał. Zdecydowanie łatwiej jest decydować o podobnych szczegółach w przypadku własnych dzieci. Ostatnimi czasy mimowolnie rozmyślał o własnym potomstwie, choć jego istnienie wciąż pozostawało w sferze wyobrażeń o dalszej przyszłości. Wpierw musiał się ożenić, a do tego była daleka droga.
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : 27
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black

Powrót do góry Go down

Cressida nie wiedziała co konkretnie robił Alphard, ale domyślała się, że jak większość mężczyzn był bardzo zajęty i towarzyskie spotkania z dużo młodszymi kuzynkami nie stały na szczycie listy jego priorytetów. Było to smutne, ale zrozumiałe, dlatego musiała cierpliwie wyczekiwać na jego list. Ale ten nie nadszedł, za to Alphard we własnej osobie pojawił się w Ambleside.
Cressie przez ostatnie tygodnie czuła się osamotniona. Rzadko opuszczała posiadłość, a jeśli już, to tylko w celu odwiedzin u panieńskiego rodu. Brakowało jej spotkań z koleżankami i innych towarzyskich okazji mimo że nigdy nie należała do typowo salonowych panien i nie brylowała w towarzystwie, a na sabatach i innych przyjęciach trzymała się w cieniu. Ale nawet introwertycy czasem potrzebowali kontaktu z ludźmi i to nie tylko z rodziną, czy to męża czy swoją. Jakby nie wystarczyło że była towarzysko stratna przez naukę za granicą i miała bardzo niewiele przyjaciółek (bo w Beauxbatons niewiele było młodych lady a i nie ze wszystkimi które tam były udało się nawiązać bliską więź, bo czasem różnice charakterów były nie do pogodzenia), to jeszcze przez obecną sytuację w świecie magii nie mogła nawet próbować tego naprawić, bo mąż dla jej dobra otoczył ją jeszcze szczelniejszym kloszem.
- Cieszę się – odezwała się z entuzjazmem. – Czy to znaczy, że się polubiliście? Och, byłoby cudownie, gdyby udało wam się porozumieć. Pewnie moglibyśmy częściej się widywać.
Ucieszyłaby się, gdyby William i Alphard się zaprzyjaźnili, skoro rody poprawiły swoje stosunki i ich relacja nie byłaby dla nikogo ujmą. Cressida zawsze mówiła mężowi na temat swojego kuzyna same dobre rzeczy, w końcu Alphard był dla niej miły mimo że od zawsze była dziwną dziewczynką, wyjątkowo nieśmiałą, zahukaną i w dodatku rozmawiającą z ptakami.
Rzeczywiście była oderwana od rzeczywistości, od obecnych wydarzeń o których tak niewiele wiedziała, a także od rzeczywistości mężczyzn trudniących się pracą oraz wypełnianiem rodowych obowiązków innych niż te, które przypadały kobietom. Uśmiechała się do niego tak miło i łagodnie, nie wiedząc że informacje których poszukiwał miały się przysłużyć do złych rzeczy.
- Mam nadzieję, że zbiory rodu mego męża spełnią twe oczekiwania. – Wciąż mówiła rodu męża, nie swojego. Jej rodem w jej umyśle pozostawali Flintowie i nie czuła, by to co ją otaczało było prawdziwie jej własnością, choć za cztery tygodnie mieli z Williamem świętować drugą rocznicę ślubu. Ale niepewność siebie nie pozwalała jej nazwać cudzego dziedzictwa własnym, choć były kobiety, które już dzień po ślubie panoszyły się w nowym miejscu i traktowały je jak swoje. Cressie nie potrafiła się tak zachowywać nawet po tym jak urodziła dwoje Fawleyów. A dla swego pana ojca pewnie już nie była w pełni Flintem i tym sposobem chyba nie było już żadnego miejsca, które mogłaby z całym przekonaniem nazwać swoim miejscem na świecie. Nie była już ani tam, ani tu, a czuła się zawieszona gdzieś pomiędzy, tęskniąc skrycie za czasami panieńskimi i pełnym poczuciem przynależności gdzieś. Może nawet w jakiś pokręcony sposób brakowało jej nie tylko bliskości matki i rodzeństwa, ale i ojcowskiego wychowania. Czuła się dziwacznie w miejscu, gdzie jej nie deprecjonowano, a próbowano wmówić jej wartość, dlatego właśnie nie traktowała zdania męża tak poważnie i z taką czcią jak zdania pana ojca.
- Wiem. Mają jeszcze czas, ale pragnę, by za parę lat zaczęły poznawać dziedzictwo obu rodów, z których się wywodzą – powiedziała. Dla niej większość szlacheckich nauk była dobra, uwielbiała lekcje zielarstwa, opieki nad magicznymi stworzeniami, jazdy konnej i sztuki, nie lubiła tylko lekcji historii magii no i oczywiście polowań, ale na te pan ojciec zabierał ją gdy była starsza. I choć nigdy nie wymagał od niej w tym aspekcie tyle co od brata, bo była tylko kobietą, tej jednej tradycji swego rodu nie znosiła. Poza tym z jej kobiecej perspektywy to rzeczywiście wyglądało inaczej niż z perspektywy Alpharda, bo wymagania wobec niej nigdy nie były ani w połowie tak wielkie jak wobec męskich członków rodu. Była tylko dziewczynką, kimś kto miał w przyszłości wyjść za mąż, rodzić dzieci i być ozdobą. – Teraz wciąż są takie małe i słodkie, a pewnie ani się obejrzę, jak będę je wyprawiać do Beauxbatons… - westchnęła; było dla niej i Williama oczywiste, że Julius, Portia i ewentualne kolejne dzieci będą się uczyć właśnie tam. Zapewne będą się wtedy borykać z podobnym problemem co ona, czyli wkroczeniem na salony z niewielką ilością znajomości i wyobcowaniem wśród tłumu zżytych ze sobą absolwentów Hogwartu, ale szkoła ta o wiele bardziej odpowiadała artystycznemu charakterowi Fawleyów.
- Hmm… sama nie wiem, czy to dobry pomysł – zauważyła niepewnie gdy Alphard wspomniał o lataniu; choć same miotły bywały użyteczne, to nigdy nie przepadała za quidditchem, uważając go za grę niegodną szlacheckiego stanu, a takie przekonanie zaszczepił w niej gardzący quidditchem pan ojciec. William też nigdy nie przepadał za tym sportem. Oboje woleli ateonany od mioteł. – Choć latanie czasem się przydaje. Pamiętam jak jako mała dziewczynka dzięki miotle mogłam śledzić ptaki… Ale pan ojciec uważał że damie nie wypada, nawet wtedy kiedy nikt tego nie widzi, więc pragnąc go zadowolić przestałam to robić. Skoro pan ojciec uznawał że to złe to sama zaczęłam tak myśleć, a bardzo nie chciałam odstawać od jego oczekiwań. Choć mówią że tego się nigdy nie zapomina, prawda? – zastanowiła się. Od lat nie dotykała miotły, ale wydawało jej się, że pamiętała co należało robić, by oderwać się od ziemi i gdyby musiała to z jakiegoś powodu zrobić, wszystko by sobie przypomniała. Ale jako że zawsze była bardzo podatna na zdanie ojca i nade wszystko pragnęła zasłużyć na jego aprobatę, łatwo odrzuciła zajęcie, które ojcu się nie spodobało i które uznał za niegodne jego córki. – Nie sądzę by William go tego uczył, on sam nie lubi ani mioteł, ani quidditcha. Podobnie jak mój pan ojciec, choć William nie jest w tej niechęci aż tak zapiekły. Niemniej jednak… Pragnę zadbać przede wszystkim, by moje dzieci umiały jeździć konno i na ateonanach. – To o wiele bardziej przystawało ich warstwie społecznej, zwłaszcza że w jej dzieciach płynęła połowa krwi Flintów. – Ale dziękuję za dobre chęci, Alphardzie. Może akurat uda się sprawić, byś mógł dać Juliusowi jakąś lekcję? – dodała szybko, bo nie chciała gasić jego zapału no i bardzo zależało jej na uczestnictwie Alpharda w życiu jej dzieci. – W końcu to mężczyźni najwięcej wiedzą o męskim wychowaniu. Ja odebrałam nieco inne i będę bardziej pomocna w wychowywaniu Portii.
Chciała by jej córka wyrosła na prawdziwą damę. Oby lepiej radzącą sobie na salonach niż ona. Może jej poczucie wartości będzie większe; William nie zapowiadał się na takiego ojca jak Leander Flint.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley

Powrót do góry Go down

Przyjrzał się swoje kuzynce nie tyle z dużą łagodnością, co nawet pewną dozą pobłażliwości, gdy snuła wizje, które były jej miłe. Jak łatwo było zapomnieć w jej towarzystwie o wojennej zawierusze, którą nie musiała się kłopotać. Dobrze dla niej, że pozostawała tak daleko od Londynu, toczone walki nie były jej codziennością, polityka nie szargała nerwów. Bardzo nie chciał jej rozczarować i mógłby nawet zostać o wiele częstszym gościem w pięknym Ambleside, ale to wydawało się nierealne. Nie zapowiadało się na to, aby mieli zostać z Williamem wielkimi przyjaciółmi, bo i nie łączyły ich wspólne zainteresowania. Lord Fawley obracał się w artystycznym środowisku, Black z kolei otaczał się ludźmi polityki, zazwyczaj działającymi w dyplomacji, bądź obeznanymi z regulacjami w handlu krajowym i międzynarodowym. Nikt zresztą nie wymagał od nich zacieśniania więzów, bo i niewiele czasu minęło od ostatniego przetasowania relacji pomiędzy brytyjskimi rodami. Deklaracje tyczące się unormowania stosunków czy nowych przyjaźni padły raptem kilka miesięcy temu, a niektóre waśnie ciągnęły się przez całe wieki. W pełni wystarczy, jeśli będą z lordem Fawleyem nadal zachowywać się wobec siebie przyzwoicie, tak jak wcześniej, choć teraz uprzejme gesty powinny być okazywane częściej i nie zawsze na pokaz. Udostępnienie mu prywatnych zbiorów było właśnie takim gestem i nie zostanie on przez Alpharda zapomniany. – Zawsze odpowiem na uprzejmość twojego męża tym samym – oznajmił uroczystym tonem, w takich chwilach zachowując bardzo dużo rozsądku, ale również sporo ostrożności. Mimo wszystko nie chciał rzucać pustymi deklaracjami.
Snucie rozważań na temat dalszej przyszłości wydawało mu się nie do końca odpowiednie. Trudno było ujrzeć ją wyraźnie, kiedy wciąż nie miało się całkowitego panowania nad teraźniejszością. Jego żywot był zbyt mocno osadzony w chwili obecnej, kiedy zdecydował się postawić wszystko na jedną kartę. Wybrał służbę u Czarnego Pana i nie było możliwości, aby mógł zmienić zdanie i zawrócić z tej drogi. Jednak delikatna dama nie mogłaby tego zrozumieć. Z nikim nie dzielił się swoimi dylematami, starał się zdusić je w sobie. Nawet teraz zawitał w pięknej rezydencji po to, aby wypełnić dane mu zadanie. Znów więc zerknął do księgi, aby przewertować chociaż kolejne kilka stron, ale i na nich nie znalazł tych wzmianek, które mogłyby go zainteresować.
Nie martw się za dużo naukami, które rozpocząć się mają dopiero za kilka lat. Zobaczysz, jeszcze będziesz tęsknić za czasem, kiedy twoje dzieci były tak małe i urocze – rozumiał matczyną troskę, która wychodziła bardzo do przodu, ale szkoda byłoby przegapić przez to szczęście towarzyszące tym pierwszym latom życia pociech. Jego matka zdawała się być najbardziej szczęśliwa wtedy, kiedy miała przy sobie dzieci bardzo zależne właśnie od niej, co mimo wszystko ośmielały się garnąć do ciepłej dłoni pomimo surowego wychowania. – Małe dzieci, mały kłopot – dodał z rozbawieniem, ale nie dokończył sentencji do końca, znów nie chcąc martwić damy na zapas. Zanim nadejdą te duże kłopoty, minie przynajmniej te osiemnaście lat. Największe trudności dla młodych przedstawicieli szlachty pojawiają się zawsze po zakończeniu szkoły, kiedy trzeba już wiedzieć, co chce się robić w życiu i kogo mieć przy swoim boku. W obu kategoriach lady są znacznie bardziej ograniczane od lordów.
Mimowolnie zmarszczył brwi, gdy padła nazwa francuskiej akademii magii, choć doskonale wiedział, że w Beauxbatons uczyła się zarówno sama Cressida, jak i jej mąż. Kochający sztukę ród Fawley posyłanie dzieci na czas edukacji do Francji miał wpisane w swoją tradycję. Alphard jednak z całego serca pokochał Hogwart, nawet jeśli nie wszystko było w nim idealne. Gdy pierwszy raz ujrzał zamek, wpadł w prawdziwy zachwyt i szybko zaczął odkrywać jego uroki. O wyborze szkoły nie zamierzał się wypowiadać, jedynie przytaknął, może bardziej sobie niż samej Cressidzie. Ale o inną sprawę musiał zawalczyć. – Sama więc wiesz, ile latanie może dawać przyjemności – zaczął z uśmiechem, nieco rozmarzonym, bo miło wspominał swoje pierwsze loty, jak również te wszystkie odbyte w czasach szkolnych. – W przypadku chłopców nauka latania na miotle jest widziana zupełnie inaczej. I przecież Julius nie musi od razu grać w quidditcha, niech po prostu zapozna się z samą miotłą. Nigdy nie wiadomo, czy ta umiejętność nie przyda mu się czasem w przyszłości.
Coraz trudniej było mu powracać spojrzeniem do ksiąg, ale to właśnie z ich powodu zjawił się tutaj. Posłał kuzynce przepraszający uśmiech i znów zaczął wertować księgę. – Wybacz, nie chcę cię urazić, więc mam nadzieję, że będziemy mogli rozmawiać, choć będę wpatrzony w spisane w kronikach treści – zaproponował ostrożnie, mając nadzieję, że Cressida nie poczuje się obrażona za to, że będzie dzielił swą uwagę pomiędzy nią a leżące na stole kroniki. - Słyszałem, że na wiosennym wernisażu obecne były twoje obrazy. Żałuję, że nie miałem okazji ujrzeć ich osobiście.
Naprawdę chciał jeszcze z nią porozmawiać, dlatego spróbował zachęcić ją do opowiedzenia o swoim niedawnym sukcesie.
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : 27
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black

Powrót do góry Go down

Cressida bardzo by się ucieszyła z częstszych wizyt Alpharda a także z jego przyjaźni z Williamem, gdyby kiedyś do niej doszło. W swoim naiwnym, dziewczęcym serduszku miała na to nadzieję. Kwestie polityczne były jej obce, ona sama wciąż postrzegała Alpharda tak samo jak dawniej. Musiała podpytać Williama dokładniej, co myślał o jej kuzynie. Na pewno nie mógł mieć o nim złego zdania, skoro pozwalał jej się z nim spotykać nawet przed poprawą stosunków rodowych. Ufał Cressidzie i rozumiał, że potrzebowała kontaktu z rodziną, bo bez tego marniała. A że jej swobody i tak były ograniczone (jak u większości młodych lady), nie chciał odbierać jej tych nielicznych wolności jakie mogła mieć. Prawdą było jednak, że William jako mecenas sztuki o wiele częściej przebywał w towarzystwie artystów niż polityków, choć na salonach na pewno i z nimi miał do czynienia, lecz na pewno nie w tak dużym stopniu jak Alphard.
Skinęła głową i uśmiechnęła się, słysząc jego deklarację, i miała nadzieję że ze strony Williama będzie to wyglądać podobnie. Nie chciała jednak wypowiadać się w jego imieniu, gdyż kobiecie nie wypadało.
Cressie nie przeżywała podobnych dylematów co Alphard, jej codzienne życie niewiele się zmieniło poza tym, że jej swoboda opuszczania dworu była jeszcze bardziej ograniczona. Ale żyjąca w oderwaniu od rzeczywistości zwykłych ludzi praktycznie nie zdawała sobie sprawy z tego że jest wojna, jedynie szepty i pogłoski budziły w niej niepokój i sprawiały, że czuła lęk o siebie, Williama i przede wszystkim dzieci. Naprawdę nie chciała żeby była wojna, bo wojna kojarzyła się z zagrożeniem, jej dzieci nie mogły dorastać w niebezpiecznej rzeczywistości, bo ucierpiałby na tym ich rozwój.
- Wtedy też będą urocze. Dla mnie zawsze pozostaną dziećmi – powiedziała. Może wybiegała zbyt daleko w przyszłość, ale przecież była artystyczną duszą, artyści rzadko byli osadzeni tu i teraz, a lubili marzyć i rozmyślać. I była pewna, że nawet gdy jej dzieci dorosną, dla niej wciąż pozostaną dziećmi i będzie się o nie martwić i chcieć dla nich jak najlepiej. Pragnęła być dobrą mamą. I miała nadzieję, że jej dzieci w przyszłości będą dumnymi potomkami Fawleyów i Flintów, że nie ulegną pokusom i nie zboczą z wytyczonej im drogi. Chciała, by pod tym względem wdały się w nią, nawet w zagranicznej szkole wiernie przestrzegającą ojcowskich zasad.
Cressida nigdy nie była w Hogwarcie i może tylko czasem tego żałowała, ponieważ przez naukę we Francji została odcięta od wielu rówieśników i ucierpiało na tym jej życie towarzyskie na salonach. Wiele twarzy z wyższych sfer poznała dopiero po debiucie, wcześniej nie mając zbyt wiele możliwości nawiązania głębszych więzi z niespokrewnioną z nią młodzieżą uczącą się w Hogwarcie, bo z bliższymi krewnymi, wiadomo, miała jakiś kontakt. To był największy minus wyjazdu do Francji, ale gdyby poszła do Hogwartu i trafiła do nieodpowiedniego domu, byłoby chyba jeszcze gorzej. Jako dziecko nie raz miała koszmary o trafieniu do Hufflepuffu i przyniesieniu tym hańby panu ojcu, który uważał ten dom za miejsce dla miernot. Więc może lepiej się stało że groźba Hufflepuffu nigdy nie stała się realna, bo uczyła się w Beauxbatons. Jej dzieci też będą; dla Fawleyów posyłanie tam potomstwa było o wiele bardziej naturalne i oczywiste niż dla Flintów, którzy z reguły uczyli się w Hogwarcie, ale Cressie i jej siostra były wyjątkiem, ponieważ ich matka przelękła się wydarzeń w Hogwarcie mających miejsce krótko przez rozpoczęciem nauki przez starszą z nich. Oboje rodzice Cressidy byli w Hogwarcie, ojciec w Slytherinie, a matka w Ravenclawie.
- Latanie na miotle jest niestosowne dla ludzi naszego urodzenia – rzekła, powtarzając wpojone jej przekonania ojca. Miotły są dla gminu, mówił Leander Flint, tym samym obrzydzając jej latanie i sprawiając, że przestała to robić i podążała za ptakami na nogach lub wierzchem. Bo jeśli pan ojciec czegoś nie aprobował, łatwo się do tego zniechęcała. – Ale Julius jest chłopcem, więc mimo wszystko będzie mu wypadać więcej niż wypadało mnie… Cóż, chyba masz rację, lepiej żeby poznał przynajmniej podstawy. – Bo co, gdyby tak kiedyś znowu zanikła teleportacja, jak podczas anomalii? Na grę w quidditcha nie zamierzała mu jednak pozwolić i William zapewne też nie pozwoli, bo pewnych rzeczy robić nie wypadało, poza tym przerażałaby ją myśl, że Julius nie tylko uprawia plebejski sport, ale przede wszystkim naraża się na obrażenia od tłuczków lub od upadku, quidditch był w końcu okropnie brutalny. Wolałaby, żeby jej syn pokochał jazdę konną tak jak ona.
- W porządku, Alphardzie. Rozumiem że praca domaga się uwagi i nie przybyłeś tu tylko dla mojego towarzystwa. Mam nadzieję że nie przeszkadzam ci się skupić? Jeśli utrudniam ci skupienie, to mogę wyjść. – Naprawdę nie chciała by z jej powodu Alphard nie znalazł tego czego szukał. Ale nie potrafiła się powstrzymać przed rozmową i tak po prostu wyjść, chyba że by ją o to poprosił. Bo przy Alphardzie nigdy nie czuła takiej nieśmiałości, jaka obezwładniała ją przy obcych mężczyznach. Lubiła jego towarzystwo i ceniła ich relację.
Alphard po chwili zapytał ją o wernisaż, więc Cressida zaczęła opowiadać.
- Tak, to miało miejsce w marcu, początkiem wiosny – przytaknęła. – Razem z Williamem użyczyliśmy kilku moich obrazów londyńskiej galerii sztuki. Szkoda, że cię tam nie było, ale pewnie byłeś zapracowany. Może następnym razem uda ci się pojawić? Jeśli chcesz, wyślę ci z odpowiednim wyprzedzeniem list… chociaż nie wiem, kiedy będzie następny wernisaż z moimi obrazami. Na ten moment niczego z mężem nie planujemy. – Co do tego chyba nikt nie był aktualnie pewien. A Cressie od marca nawet nie była w Londynie, William zaś zbywał ją, gdy pytała o kolejne wernisaże. Choć z drugiej strony nie lubiła znajdować się na świeczniku i być w centrum uwagi, więc może lepiej że sobie odpocznie. Dobrze jej się malowało dla swojej własnej przyjemności i tak naprawdę nie potrzebowała wernisaży do pełni szczęścia, choć raz na jakiś czas miło było widzieć na jakimś swoje prace. Choć pierwszy, przeżyty krótko po szkole, tak bardzo ją ucieszył, to teraz, kiedy była mamą, już nie potrzebowała tego tak jak wtedy, bo w obliczu macierzyństwa nawet sztuka zeszła na nieco dalszy plan.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley

Powrót do góry Go down

Znów przekonywał się o tym, że kobiety zupełnie inaczej niż mężczyźni spoglądają na kwestię rodzicielstwa, ale czy cokolwiek może równać się z matczyną troską? To właśnie matki miały dawać minimum ciepła, ojcowie z kolei zawsze odpowiadali za wychowanie, w ich sferze zazwyczaj surowe, podyktowane wieloma regułami. Lordowie dość często uważali, że ich odpowiedzialność za dzieci kończy się wraz z ich usamodzielnieniem – gdy córki zostaną wydane za mąż, a synowie założą własne rodziny, choć i tak bardziej musieli pozostać skupieni na rozwoju zawodowej kariery. Lady zaś o swych dzieciach myślą zawsze, nie przestają nigdy drżeć o ich dobro, w ich oczach zawsze będą czyste, niewinne, warte porady i ratunku. A jednak w szlacheckim stanie nawet matczyne instynkty musiał być odpowiednio hamowane.
Latanie na miotle jest niestosowne dla ludzi naszego urodzenia. Mimowolnie spojrzał na Cressidę z większą uwagę, nie do końca wiedząc, co rozbudziły w nim te słowa. Lekką irytację? Rzecz jasna nie chciał wykłócać się ze swoją drogą kuzynką o tak błahą sprawę, choć nie zgadzał się z nią w pełni. Był jednak przekonany, że wypowiedziane przez nią słowa, które zabrzmiały niczym szorstka reguła, zostały jej wtłoczone do głowy lata temu, więc trudno było się im sprzeciwić. A przecież już trochę czasu minęło, w międzyczasie została żoną i matką, uwolniła się całkowicie z panieńskiego stanu. Zapewne to wrodzona wrażliwość nie pozwalała jej całkowicie wyzbyć się mentalności młodej panny. Wydawać się to mogło urokliwe, ale z czasem mogło stanowić coraz większą trudność. Tym bardziej cieszył się, że Cressidzie przyszło żyć właśnie w Ambleside; Flintowie wolą przyglądać się polityce z bezpiecznego dystansu, tym samym nie musząc lawirować pomiędzy niedopowiedzeniami i intrygami. Gdyby dawnej lady Flint przyszło wyjść za polityka, nie zaznałaby zbyt wiele szczęścia. W tej chwili odrobinę bardziej zaczął doceniać artystyczną osobowość Williama.
Z drugiej strony to wstyd dla czarodzieja, aby nie wiedzieć, jak siedzieć na miotle i unieść się na niej w powietrze – stwierdził lekko, próbując wcale nie brać do siebie wcześniejszej uwagi krewniaczki, choć w latach szkolnych wręcz szalał za Quidditchem. – W Hogwarcie tym można było rozpoznać dzieci z czystokrwistych rodzin, że podczas pierwszej lekcji latania doskonale wiedziały co robić – ale pociechy Cressidy miały nigdy nie ujrzeć tych wspaniałych zamkowych murów, im pisana była nauka we Francji.
W żadnym razie mi nie przeszkadzasz – odparł szybko, czując się poniekąd winnym za to, że mógł sprawić szlachciance jakąkolwiek przykrość. – Po prostu chciałem uprzedzić, że jestem zobligowany zaglądać w książki podczas naszej rozmowy, nawet jeśli wolałby patrzeć ci prosto w oczy – wyjaśnił swoje motywy. Dla spokojności własnego ducha rozpoczął też inny temat, by zaraz z przyjemnością usłyszeć o wiosennej wystawie. Szczątkowe informacje o tym wydarzeniu docierały do niego z różnych stron, lecz tym razem naprawdę nie miał okazji, aby wybrać się do galerii lady Avery, kiedy nie spodziewał się zastać tam jakiegokolwiek ważnego jegomościa, z którym musiałby zamienić słowo. – Na następnej wystawie z pewnością się pojawię. Kto wie, może być w całości poświęcona tylko twojej twórczości? – zapytał uprzejmie, choć nie podniósł spojrzenia, powiódł nim za kolejną linijką tekstu w kolejnej kronice. Lecz po chwili zatrzymał palce na słowie, którego tak długo wyszukiwał. Olbrzymy. Popędliwie doczytał kolejne zdania i poczuł się lżej na myśl, że wreszcie znalazł jakąkolwiek wzmiankę, której poszukiwał. – Mam! – wyrzucił z siebie z dużą satysfakcją i tym razem mógł znów spojrzeć na Cressidę. – Twoja obecność musiała mi przynieść szczęście. Na wszelki wypadek i tak powinienem przejrzeć jeszcze resztę kronik, ale i tak jestem już spokojniejszy o swoje poszukiwania – posłał kuzynce ciepły uśmiech i pozwolił sobie znów skupić na tekście, aby doczytać ciąg dalszy spisanej historii kumbryjskiego plemienia.
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : 27
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black

Powrót do góry Go down

Cressida była delikatną, kobiecą i bardzo ciepłą osobą martwiącą się o bliskich, a najbardziej o dzieci. W swoim życiu zdążyła jednak zauważyć że mężczyźni zachowywali się inaczej. W jej rodzinnym domu to matka była tą która zapewniała ciepło i troskę, ojciec za to pokazywał rodowe dziedzictwo i wiele wymagał, nie pobłażając żadnej ze swych latorośli, a już na pewno nie Cressidzie, która miała trudne zadanie doścignięcia starszego rodzeństwa i sprawienia, by pan ojciec w ogóle ją zauważył, nie mówiąc o jakiejś pochwale. Poza tym był człowiekiem zajętym i nie miał czasu na bzdury, kiedy rodowy interes zielarski domagał się jego uwagi. Od trzęsienia się nad dziećmi i ich problemami była matka.
Dziewczątko nie chciało urazić Alpharda, po prostu powtarzało wtłoczone jej do głowy słowa pana ojca wierząc, że skoro on tak mówił, to musiał mieć rację. Nie wiedziała skąd wzięła się jego niechęć do mioteł i quidditcha, może miał jakiś uraz z przeszłości, ale kiedy nakazał jej zaprzestania prób latania, zrobiła to i przekonała samą siebie, że latanie jest niegodne damy, nawet jeśli wtedy nie była jeszcze prawdziwą damą a dziewczynką mającą się nią kiedyś stać. Jego wartości często stawały się jej wartościami, budził w niej autorytet i szacunek graniczący z czcią, co nie znikło nawet po ślubie. Dla Cressidy największym autorytetem był ojciec, to jego aprobaty pragnęła najbardziej, nawet jeśli on interesował się nią jeszcze mniej niż kiedyś, a jej dzieci kochał mniej niż dzieci jej brata, bo nie nosiły jego nazwiska. Niemniej jednak może dobrze się stało że tak delikatna, wrażliwa i oderwana od rzeczywistości osóbka jak ona trafiła do artystycznych Fawleyów. Jako żona polityka pewnie nie byłaby zbyt szczęśliwa, zmuszona do obracania się w świecie którego nie rozumiała, w dodatku nie potrafiąca nadążyć za grą pozorów, na którą była zbyt prostolinijna. Wolała obcować ze światem sztuki. Jako żona jakiegoś Blacka czy członka innego mocno politycznego rodu nie rozkwitłaby, a pewnie jeszcze bardziej zmarniała.
Pokiwała głową. W tym aspekcie miał rację, to byłby wstyd, gdyby Julius nie umiał nawet oderwać się od ziemi, niczym dzieci mugoli które nigdy nie dotykały miotły przed znalezieniem się w magicznej szkole. Nawet jej nielubiący mioteł ojciec pozwolił im na te podstawy, bo byłby wstyd, gdyby młodzi czarodzieje czystej krwi byli na lekcjach latania jak szlamy.
- Podstawy na pewno pozna – powiedziała. – Może rzeczywiście to ty mu je kiedyś pokażesz, za kilka lat, kiedy podrośnie? Nie chciałabym, żeby ktoś kiedykolwiek zwątpił w czystość krwi moich dzieci. – Julius i Portia mieli wkroczyć w szkolne mury jako dumni potomkowie dwóch wielkich rodów. Zależało jej na tym by byli do tego dobrze przygotowani, choć póki Alphard o tym nie wspomniał nie zdawała sobie sprawy, że nawet takie pozornie nieszlachetne latanie może mieć znaczenie w tych początkach. Jej własne początki w Beauxbatons nieco zatarły się w pamięci; była wtedy tak zahukana i przerażona znalezieniem się wśród tłumów obcych dzieci po dziesięciu latach w izolacji od świata, że pewnych rzeczy nie przeżywała jak powinna, zaabsorbowana innymi problemami. Na początku swej nauki rozmawiała głównie z ptakami, obrazami no i siostrą, bo obca, francuska młodzież bardzo ją onieśmielała.
Ulżyło jej po zapewnieniu, że mu nie przeszkadzała.
- Rozumiem – znowu pokiwała, uśmiechając się do niego lekko. – Podziwiam zatem twoją podzielność uwagi. Ja pewnie nie zrozumiałabym zbyt wiele ze starych historycznych ksiąg. – Historia nigdy nie była jej wielką pasją, znała tylko niezbędne podstawy, ale rzeczy bardziej zawiłe były jej obce, zwłaszcza te niedotyczące dziejów szlachty. W końcu nie uczyła się w Hogwarcie, a w rodowej posiadłości nauczano ją głównie historii rodów Skorowidzu, przede wszystkim Flintów i ich sojuszników. Ale jako kobieta nie potrzebowała tyle wiedzy co mężczyzna i to z rodu Black.
- Tylko mojej raczej nie – zaprzeczyła; jej niezdrowo niska samoocena nie dopuszczała takiej myśli. Zresztą jej priorytetem były dzieci i nie zależało jej na karierze malarskiej, wystarczało jej malowanie dla przyjemności i gościnne użyczanie niektórych obrazów na wernisaże, co było możliwe dzięki temu, że to William to załatwiał. Ona nie miała żadnej siły przebicia i bez męża mecenasa sztuki nic by nie osiągnęła, nikt poza rodziną i przyjaciółmi nie ujrzałby jej obrazów, bo nie potrafiłaby upomnieć się o swoje.
Wyglądało na to, że Alphard odnalazł coś ciekawego, bo wyraźnie się ożywił.
- Cieszę się, że znalazłeś to czego szukasz – ucieszyła się. – Cokolwiek to jest, mam nadzieję, że ci się przyda w twoich ważnych męskich sprawach. Prawda, że to niesamowite, ile ciekawych rzeczy można znaleźć w książkach, kiedy się ma czas i cierpliwość na poszukiwania? Choć pewnie nie starczyłoby życia żeby dokładnie przeczytać wszystko co tu jest… - rozejrzała się po przestrzeni biblioteki Fawleyów, a to na pewno nie była największa jaka istniała w rodowych dworkach, wiele rodzin miało większe. A i tak był to dla niej ogrom. – Jestem jednak pewna że bardzo wiele z nich dotyczy sztuki. U was pewnie jest inaczej? – Choć odwiedzała w przeszłości Blacków, kiedy jeszcze była panną, to nigdy nie miała okazji zapoznać się dokładniej z ich zbiorami. Nie zdążyła dokładnie zapoznać się nawet z tymi Fawleyów (bo mieszkała tu dopiero niecałe dwa lata), choć kilka ciekawych pozycji o technikach malarskich i tego typu sprawach przeczytała wnikliwie, dowiadując się wielu nowych rzeczy. Z kolei u Flintów bardzo wiele ksiąg dotyczyło zielarstwa i innych szeroko pojętych skarbów lasu, także ich fauny. Poczuła ukłucie tęsknoty na myśl o bibliotece Flintów, pachnącej drewnem i starą skórą, skąpanej w świetle filtrowanym przez liście drzew rosnących wokół dworku. Pełnej zielników, atlasów i innych ksiąg nad którymi tak często ślęczał jej umiłowany pan ojciec.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley

Powrót do góry Go down

Czuł, że zbyt poważnie podchodzi do tematu nauki latania na miotle, ale chyba nie potrafił inaczej. I tak zresztą zachowywał jeszcze jakiś umiar wcale się nie denerwował, póki nie usłyszał kolejnych słów Cressidy. W jednej chwili na jego twarzy odmalowała się powaga, której nie potrafił zdusić w sobie. – Nikt nie ośmieli się zwątpić – odparł stanowczo, mimowolnie czując oburzenie na myśl, że podobna zniewaga mogłaby spotkać dzieci jego kuzynki. Nigdy nie był przywiązany do dziedzictwa swojej matki z rodu Flint, nie interesowały go zioła czy też talenty centaurów zaglądających w przyszłość ponoć opisaną w gwiazdach. Był w całości Blackiem – bladym, ciemnowłosym, ciemnookim, mocno obeznanym z historią magii i politycznymi kuluarami. Wciąż jednak więzy krwi znaczyły dla niego wiele i nigdy by nie pozwolił, aby podobny dyshonor spotkał dzieci, nawet jeśli z nimi łączyło go już bardziej rozrzedzone pokrewieństwo. To było nie do pomyślenia, aby mugolskie latorośle mogły kiedykolwiek konkurować z dziedzicami wielkich tradycji czystokrwistych rodzin, a co dopiero z nich szydzić. Ale dla dobra jego ducha udało się odejść od drażliwego tematu, zdołał nawet na nowo się uśmiechnąć, choć zdecydowanie bardziej blado. Czasem, naprawdę bardzo rzadko i ledwie przelotnie, zazdrościł tym lordom, którzy nie byli na siłę pchani w świat polityki, dzięki czemu zyskiwali odrobinę więcej swobody w wyrażaniu swoich uczuć. On musiał pilnować się na każdym kroku, czuł się do tego zobligowany nawet teraz. Przez Cressidą nie musiał niczego udawać, jednak wciąż pamiętał gdzie dokładnie się znajduje. Ambleside było piękne, ale wciąż obce. Księgi, które wertował, również wydawały mu się nie do końca przychylne. Mimo wszystko stabilizacja stosunków Blacków i Fawleyów była czymś jeszcze nowym, przymierze nie było do końca sprecyzowane, jak i nie zostało przypieczętowane w żaden sposób, a najlepszym było małżeństwo. I wciąż oba rody nie miały żadnych wspólnych interesów, łączyły ich jedynie te same przekonania względem zachowania tradycji o wyższości czystej krwi.
Skinieniem podziękował za komplement, całkiem nieźle radząc sobie z dzieleniem swojej uwagi. – Wcale nie są w nich zawarte skomplikowane teksty. I nie chodzi zresztą o rozumienie, co cierpliwość, a po drodze nie można się tez rozpraszać innymi fragmentami – zerknął na przejrzane już księgi, które odsunął na bok. Pewne poruszane w nich kwestie były całkiem interesujące, jednak jego interesowała tylko jedna sprawa – historia kumbryjskiego plemienia olbrzymów. Jednocześnie myślami dryfował wokół malarstwa Cressidy. – A ja myślę, że raczej tak – odparł z lekką zuchwałością, chcąc dodać swojej kuzynce chociaż trochę wiary w jej talent. Przecież lady Avery nie zgodziłaby się na wystawienie żadnego z jej obrazów, gdyby rzeczywiście nie były dobre, w końcu słynęła ze swojej wybredności. – Za kilka lat przyjdę na wystawę, w której będzie można zobaczyć cały przekrój twojej twórczości. Szczerze w to wierzę.
Zdołał doczytać tekst o olbrzymach, po czym wyciągnął zwiniętą rolkę pergaminu, pozwalając sobie przepisać tekst. Musiał zrobić to odręcznie, na kroniki nałożone były zaklęcia, przez które nie mógł z pomocą magii nanieść tekstu gdzie indziej. W miarę sprawnie przepisywał te kilka stron, mogąc przy tym kontynuować rozmowę z Cressidą. – Rodowa biblioteka Blacków pełna jest różnych edyktów, traktatów i dekretów. Akty prawne, kroniki historyczne, ale również mamy działy poświęcone anatomii i astronomii – znalazłoby się też kilka pozycji o zielarstwie, numerologii i starożytnych tomach, było wszystkiego po trochu, ale znakomitą większość stanowiły dzieła poświęcone historii magii z różnych epok.
Kiedy skończył kopiować tekst, zamknął księgą z cieniem ulgi i poderwał się z miejsca. – Chodźmy zobaczyć twoje małe kruszyny – zaproponował z entuzjazmem, czekając na chwilę, kiedy kuzynka poprowadzi go ku odpowiednim komnatom.

| z tematu
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : 27
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black

Powrót do góry Go down

Cressidzie zależało na tym, żeby jej dzieci były szanowane i żeby mogły znaleźć przyjaciół w gronie rówieśników z konserwatywnych rodów. Fawleyowie wciąż odbudowywali swoją reputację po chwilowym zbłądzeniu, dlatego Cressie tym bardziej przejmowała się tym, co ludzie o niej myśleli i co mogli myśleć w przyszłości o jej dzieciach.
Cressida z urodzenia była w całości Flintem, dziedzictwo rodu ojca było jej bliższe niż rodu matki, choć niegdyś miewała kontakty i z Ollivanderami, ale nie tak bliskie jak by wtedy chciała, bo z racji odległości pokrewieństwa pomiędzy nią a kuzynostwem była traktowana marginalnie i nie poświęcano jej większej uwagi, była tylko daleką rodziną, a więc nikim ważnym. W ostatnich miesiącach jednak i te relacje podupadły z racji ścieżki którą obrali Ollivanderowie. Po skandalicznym ślubie Ulyssesa, na którym rzecz jasna się nie pojawiła, Cressida już nigdy nie odwiedziła posiadłości Ollivanderów, odwiedzając jedynie swój dom rodzinny. Choć urodziła się jako Flint i nosiła w sercu dziedzictwo panieńskiego rodu, z racji zamążpójścia dołączyła do rodu Fawley i musiała nauczyć się widzieć swoje miejsce tutaj, w tym dworze. Czasem zazdrościła mężczyznom, że oni nie musieli odchodzić od swoich rodzin i dołączać do innych. Alphard miał pozostać zawsze Blackiem, nie będzie musiał uczyć się innych obyczajów ani tracić przyjaciół. Cressidę wciąż bardzo bolało odrzucenie przez Cynthię, jedną z najlepszych przyjaciółek z lat szkolnych. Chciałaby, żeby lady Malfoy nadal była obecna w jej życiu i bez wahania zamieniłaby za tę możliwość krótkotrwałe i powierzchowne znajomości z dziewczętami z Hogwartu. Żadna z poznanych po debiucie absolwentek Hogwartu nie stała się jej tak bliska, jak dziewczęta z Beauxbatons, z którymi spędziła o wiele więcej lat. Alphard był natomiast inną sprawą, bo był jej bliską rodziną. Od strony ojca, a więc tą ważniejszą niż ta ze strony matki, choć zdawała sobie sprawę z tego, że dla niego to krewni ze strony Blacków byli ważniejsi i ona znajdowała się na dalszym planie.
Historyczne księgi wydawały się zaś trudne, może dlatego że Cressie nigdy nie przepadała za historią i w dzieciństwie chętnie wymykała się z tych lekcji, by pobyć w lesie z ptakami. Ale zainteresowany tematem Alphard na pewno znalazł coś ciekawego, skoro wydawał się zadowolony. Ona pewnie chętniej poczytałaby coś o malarstwie, zielarstwie lub ptakach, albo coś z literatury pięknej.
- Właściwie to sama nie wiem, czy jeszcze tego chcę – powiedziała odnośnie wystawy swojej twórczości, przyglądając się jak Alphard robi notatki. – Teraz wiele się zmienia, także u mnie, i zdałam sobie sprawę, że nie ma nic ważniejszego niż moje dzieci. – To one musiały być na pierwszym miejscu, nie malarstwo, które pozostanie jej pasją, ale nie zamierzała robić kariery, nie wypadało jej przecież, nawet jako lady Fawley nie mogła tak po prostu wystawiać się na pokaz dla wszystkich. I nie chciała, bo nie lubiła bycia w centrum zainteresowania, wolała kryć się w bezpiecznym cieniu, za plecami innych. Jej sztuka musiała pozostać bardziej niszowa, zarezerwowana dla niej samej i rodziny, a także na sporadyczne gościnne użyczanie obrazów renomowanym galeriom. Ale że w świecie magii źle się działo, Cressida czuła się spokojniej z dala od centrum uwagi, wolała zamknąć się w dworku i bywać poza nim możliwie rzadko, jeśli nie liczyć wizyt u rodziców i rodzeństwa.
Kiedy Alphard skończył zajmowanie się księgami, Cressida ochoczo zaprowadziła go do komnat dziecięcych, po drodze opowiadając mu o dzieciach i ich postępach w rozwoju. Dawno ich nie widział, więc mógł zobaczyć, jak bardzo Julius i Portia zmienili się od tamtego czasu. Nie byli już leżącymi w kołyskach niemowlętami, a czternastomiesięcznymi dziećmi potrafiącymi już chodzić i wypowiadać pierwsze słowa. Na pewno nie pamiętały Alpharda, były zbyt małe, a stałymi figurami w ich życiu byli póki co tylko rodzice i opiekunka. Z czasem jednak nauczą się rozpoznawać i innych członków rodziny.

| zt.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Hol i korytarze dworku

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach