Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Lara Dolohov

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lara Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5641-lara-dolohov https://www.morsmordre.net/t5643-hagalla#132372 https://www.morsmordre.net/t5646-lara#132376 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5645-lara-dolohov#132374
badaczka klątw, konstruktorka pułapek
24
Czysta
Panna
A star’s light shines the brightest
When it’s starting to collapse
10
0
0
0
5
20
10
0
Czarownica

PisanieTemat: Lara Dolohov   09.01.18 21:57


Larissa Seraphina Dolohov

Data urodzenia: 31 października 1932
Nazwisko matki: Rowle
Miejsce zamieszkania: Śmiertelny Nokturn
Czystość krwi: czysta
Status majątkowy: średniozamożna
Zawód: badaczka klątw, konstruktorka pułapek
Wzrost: 168 cm
Waga: 50 kg
Kolor włosów: ciemnobrązowe, prawie czarne
Kolor oczu: piwne
Znaki szczególne: blada cera; wychudzona sylwetka; pachnie kardamonem i magnolią; leworęczna


Za każdym razem, gdy ktoś snuje opowieść o swoim dzieciństwie, słucha o eufonii, o zapachu szarlotki, o promieniach słońca wpadających przez okna, o łagodnym głosie matki, czasami surowym wzroku ojca, rzadziej o pustce, o głodzie, o niespełnionych oczekiwaniach, o niedoścignionych ideałach, o nieposłuszeństwie, o buncie. O zbrodni i o karze. Próbuje w tych historiach odnaleźć receptę normalności, namalować w głowie obraz dzieciństwa, którego doświadczył każdy.
Każdy, z wyjątkiem jej.
Przez lata żyła w uśpieniu, trwając w koszmarze, z którego nie potrafiła się wybudzić. Pustoszył jej ciało i pozostawiał w niepokoju na długie godziny, choć tu godziny przeciągały się w tygodnie, a tygodnie w całe lata, plączące się za Larą w czarnym ogonie. Miała być spadkobiercą spuścizny Dolohovów, chlubą rodziny - okazała się największym przekleństwem, jakie spadło na barki Nikolaja Antonowicza. Długi, pełen komplikacji poród sforsował obciążony genetycznym piętnem organizm Seraphiny, której łono stało się grobowcem. Jedyne ocalałe ziarno Dolohovów miało więc kiełkować i piąć się aż na sam szczyt świata, ale przewrotny los zesłał czterech jeźdźców apokalipsy, którzy uprowadzili rosyjską księżniczkę, osadzając ją w świecie pełnym ciemności, demonów, krzyków, mar i pozorów, gdzieś za horyzontem spowitym gęstą mgłą.
Plaga koszmarów odebrała jej dzieciństwo, ale o winowajcy nie rozmawiano. Zaraz jednak powołano sztab uzdrowicieli, psychiatrów, mamek i szeptunów, którzy mieli dziewczynce odnaleźć furtkę do wolności. Dolohovowie byli przecież domem dobrym - ona ze szlachetnym rodowodem i o zachwycającej urodzie, on - nowobogacki rosjanin, który dzięki żyłce do interesów szybko zyskał materialny status. Wiedli życie na pokaz, a za grą pozorów ukrywali niewygodną prawdę o dwójce obłąkanych dzieci chowających się pod ich dachem. I o ile wizje Lary zniekształcały rzeczywistość, nie pozwalając jej na poznanie świata, tak te, które nawiedzały Grahama, odkrywały nieznane karty przyszłości, ponure, czarne i wystarczająco złowieszcze, by tchnąć zalążek strachu w jego własnej matce, która z czasem - bardziej niż samego przekleństwa jasnowidzenia - zaczęła bać się, że wychowuje syna mordercy.
Przepustką do życia Lary miała być żelazna dyscyplina. Ściśle ustalony plan dnia pomagał utrzymać chorobę w ryzach, trudno było jednak tłumaczyć świat dziecku, które nie potrafiło odróżnić widziadeł od rzeczywistości, które rozpierała energia i łaknienie empiryzmu. Mówiono jej: masz w sobie dziedzictwo wielkich przodków z lasów Cheshire i tych z odległej Syberii, gdzie ziemie są jałowe, a siarczysty mróz hartuje dusze, jesteś silna, Larisso. Jesteś silna, jesteś lepsza - ale ona nic z tego nie pojmowała, bo czuła, że byle podmuch wiatru mógł przytulić ją do rozmokłej od deszczu ziemi. Jedno weszło jej w krew, jakby w zasadzie krążyło w żyłach Lary od zawsze: że każdy obcy to wróg. Słowa te powtarzała jej matka, pieszczotliwie, niczym zapętlony wers ulubionej kołysanki. Nie potrafiła przez to zrozumieć, dlaczego starszy brat odrzuca jej towarzystwo. Czy brzydził się jej chorobą? Dlaczego? Sam przecież krzyczał równie głośno jak ona - w nocy, przed świtem, w trakcie obiadu i tuż po podwieczorku, nawet, gdy nie działa mu się krzywda. W domu krzyczała także i matka, często, jakby konała w najcięższych agoniach, ale chwilę później snuła się już po sieni oblana pąsem, co Lara odczytywała za oznakę zdrowia.
Nie wie, jak dużą część najmłodszych lat przespała, sen mieszał się jej z jawą. Najlepiej pamięta szczupłe, choć silne ramiona matki: jej bezpieczną przystań, w której cumowała, gdy wizje zaczynały nabierać złowieszczego charakteru, a ponure szepty narastały do kakofonii. Seraphina cierpliwie tłumaczyła córce różnice między tym, co prawdziwe, a tym co fantasmagoryczne, choć wszyscy już dawno - poza nią - spisali Larissę na straty. W rozpaczliwym wołaniu o uwagę wciskała się ojcu na kolana, ten pozostawał jednak odległy, z apatią przyjmując pieszczotliwe gesty i skomlenie własnego dziecka. Nigdy nie podnosił na nią głosu, nigdy nie karcił spojrzeniem, nigdy jej nie ganił - zupełnie tak, jakby zwyczajnie nie zauważał obecności córki. Wyrwała się spod jarzma szaleństwa gwałtownie, w chwili, gdy ujawniła się jej magiczna moc, odejmując głos wszystkiemu co żywe w promieniu mili. Mieszkali w starym młynie nad rzeką, a tamtego dnia woda po prostu zamilkła, ptaki przestały śpiewać, trawa kołysała się na wietrze bezszelestnie. I nikt nie krzyczał. To znak, już wtedy wyczuwano, że coś musiało się zmienić. Na rok przed osiągnięciem wieku szkolnego zmyśleni przyjaciele porzucili Larissę bez słowa pożegnania, ona zaś musiała odnaleźć się w świecie zupełnie innym od Krainy Dziwów, do której zdążyła przywyknąć.


Z ulgą posłano ją w mury Durmstrangu, na dobre oddzielając od przyrodniego brata, którego matka powierzyła brytyjskiej szkole magii. Chciała uchronić chłopca przed całym złem tego świata, przed losem społecznego wyrzutka, którym przecież był, przeklęty jarzmem trzeciego oka - a nastroje panujące w norweskiej akademii mocno nie sprzyjały dziecku noszącemu nazwisko Mulciber. W nieustającym szlochu Seraphina próbowała przekonać małżonka, by ten zgodził się przyjąć chłopca i obdarzyć go swoim rodowodem, ale dumny Dolohov twierdził, że Graham dostąpił już dostatecznie wiele łaski z jego ręki, mając azyl w jego domu.
Nieskazitelne drzewo genealogiczne. Gniewni, niezłomni, z wrodzonym sprytem. W domu solennie powtarzano, że geny zapewnią Larissie mocną podwalinę do sięgania po najlepsze, uczynią liderem, wyniosą przed szeregi. Płynęła do szkoły przez wody Morza Północnego pełna ambicji, szybko okazało się jednak, że choroba odcisnęła na niej zbyt silne piętno, by z lekkością zaadaptowała się do nowego otoczenia. Surowy zamek gdzieś na odległej obczyźnie, szepty wypowiadane w obcych językach, rozbrzmiewające niczym przekleństwa starych wiedźm, przypominające te, które towarzyszyły jej w dzieciństwie. Profesorowie o kamiennych twarzach, aż w końcu i kalejdoskop osobowości - to wszystko ją paraliżowało. Jakby dalej pozostawała zawieszona między dwoma światami, za mgłą, nie potrafiąc sięgnąć po to, co przecież było na wyciągnięcie ręki. Stroniła od innych. Z nikim nie potrafiła spleść nici porozumienia, jakby wszystko, co skalała swoim dotykiem, było skazane na śmierć. Pomimo gorliwych ćwiczeń także i magia przychodziła jej z trudnością, spychając Larę na szkolny margines. Odrzucali ją ci, o których w domu zapewniano ją, że należą do rasy panów, sama zaś nie pozwalała się zbliżyć do siebie gorzej urodzonym. Była odmieńcem, szczerze w to wierzyła, ale nawet w tej słabej skórze nie ośmieliła się splamić własnej dumy.
W tamtym czasie nie rozumiała jeszcze, że o wszystko musi zawalczyć sama.
Na drugim roku wydarzył się wypadek. Stała samotnie - jak zawsze - na skraju skalistego klifu, gdy dołączyła do niej grupa rówieśników. Ich słowa na mocnym, północnym wietrze brzmiały jak wyrok: jeśli skoczy prosto w morską otchłań, zdobędzie ich przyjaźń. Podskórnie przeczuwała, że nie sprosta temu zadaniu. Że nie potrafi dobrze pływać, że urwisko jest zbyt wysokie... ale dzieci skandowały coraz głośniej, a dwunastoletnia Lara nie pragnęła przecież niczego więcej jak uznania, szacunku i akceptacji. Ze łzami w oczach i mętlikiem w głowie przekroczyła granicę rozsądku, a gdy spadała między skały, myślała już tylko o bezbolesnej śmierci. Przebudziła się dwa dni później w skrzydle szpitalnym - i płakała przez dwie kolejne noce. Cała piątka uczniów, która stała wtedy na klifie, przybyła z przeprosinami na ustach. O tym, że był to przykaz dyrektora, nie zaś dręczące wyrzuty sumienia, dowiedziała się po latach. Ale o tym, że każdy obcy to wróg była przekonana już tamtego dnia. A nie były to przecież jedyne słowa, które zwykła powtarzać jej matka. Była Dolohovem, a w żyłach krążyła jej krew gniewnych panów z Cheshire - i miała zamiar to udowodnić.
Woda ją paraliżowała. Koszmar, w którym morska głębina zaciska się miękko wokół jej gardła nie dawał jej spokoju - walczyła z tym strachem, tak samo, jak w dzieciństwie walczyła z upiornymi majakami. Już nie w ramionach matki, ale o własnych siłach, zaprawiając ciało i umysł, aż w końcu nikt nie potrafił dorównać jej w pływaniu. Wstąpiła do szkolnej akademii morskiej, a sukces ugruntował w Larze przekonanie o sile, która drzemała w niej od zawsze, przez lata czekając na przebudzenie.
Przestała desperacko zabiegać o uwagę - zarówno rówieśników jak i brata oraz ojca. W szkole w końcu wywalczyła upragniony spokój, a z czasem i wąskie grono bliskich, choć sama z nikim bliskiej więzi nie czuła. W rozmowach na swój temat ochoczo milczała, łatwo wchodząc w skórę słuchacza i powiernika, by coraz płynniej meandrować między ludźmi. Więcej było w niej z pragmatycznej obserwatorki, a usta otwierała najchętniej wtedy, gdy należało burzyć wszelkie porządki. Nie rozkoszowała się destrukcją, nie zamierzała budować nowych światów - po prostu lubiła prowokować. Strzygać oczami. Obserwować jak emocje przejmują wodze. Badać ciągi przyczynowo-skutkowe. Wchodzić ludziom do głowy, bo jej własna była pogorzeliskiem fałszywych wspomnień. Analityczny umysł czynił ją szorstką w obyciu, a niewygodna szczerość paliła wszelkie mosty, zanim zdołano je ukończyć - rozwaga w tym, kiedy należało związać język przyszła dopiero z czasem. Mowa potrafiła być potęgą - zaś cisza… cisza była bezkresem. Wiedziała to już w pierwszej chwili, gdy odnajdywała się w niemych, runicznych symbolach. Fascynacja zupełnie przypadkiem pozwoliła odkryć jej gorzką prawdę. Czynnik, przez który została pozbawiona beztroskiego dzieciństwa, który rzucił długi cień na jej pierwsze lata spędzone w Durmstrangu.
Ojciec.
Wiedziała, że jako paser i szmugler prowadzi nielegalne interesy, przemycając przeklęte przedmioty, które czasem, mimochodem, prześlizgiwały się przez ich dom. Nigdy nie sądziła jednak, że był na tyle lekkomyślny i nieodpowiedzialny, by pozwolić własnej córce wpaść w czarnomagiczne sidła. Nie była zdolna nazywać emocji, nie była nawet pewna, czy potrafi odczuwać cokolwiek poza obojętnością - ale w tamtej chwili wiedziała jak nigdy wcześniej, że jej puste wnętrze zapłonęło żywa nienawiścią do ojca. Tego porządnego, tego szanowanego, tego, który wyrwał się z kajdanów ubóstwa… Długa była lista zasług Nikolaja Antonowicza, kiedy zaś przychodziło do córki, na jego obliczu można było dostrzec jedynie pogardę, rozczarowanie i lekceważenie.  

 

Im była starsza, tym lepiej radziła sobie z życiem. O tym, że dyscyplina i podporządkowanie bywają więcej niż przydatne nauczyła się na własnych błędach. Nie brylowała w towarzystwie - nie było jej nawet żal. Czuła się dobrze pośród opasłych ksiąg traktujących o klątwach, z szachami czarodziejów w garści i z wolnością, która smakowała morską wodą. Lubiła dryfować w ramionach Njorda. Ale nie tylko ramiona nordyckiego pana morza i wiatru chciały mieć ją dla siebie, zakreślając własne ścieżki na topografii jej ciała. Jej popularność kończyła się na gronie adeptów z akademii morskiej, nigdy też nie zabiegała o uwagę chłopców. Ich zainteresowanie przyszło samo - nie bezpodstawnie, odziedziczona w spadku po matce uroda z biegiem lat stawała się coraz bardziej wyrazista. Nie opierała się flirtom, które przyjemnie łechtały jej ego. Nie opierała się pierwszemu pocałunkowi. Nie protestowała również, gdy rok starszy Karkarow przekraczał wszelkie granice przyzwoitości. W końcu była królową. W złotej koronie, święcącą triumfy, najważniejszą panią na świecie.  
Mądrość wcale nie przyszła z wiekiem.      
Seraphina nie zdążyła. Nie zdążyła ośmielić się, by przestrzec córkę przed konsekwencjami zabaw z chłopcami. Gdy Lara wróciła do domu na wakacje była już w ciąży. Wiedziała, że nie może urodzić  dziecka - sama była jeszcze dzieckiem. Mokra od łez, zawarła z matką zmowę milczenia. Miała pomóc. Zażegnać problem jedną fiolką morderczego eliksiru. I nie wydać jej ojcu. Nie wydała. A przynajmniej nie od razu. Nikolaj sam znalazł truciznę. Uniósł się gniewem, przekonany, że w końcu zdemaskował mordercę swych nienarodzonych dzieci. Spoglądała wtedy na matkę uwięziona między strachem a poczuciem winy. Zabrakło jej ikry, by stanąć w obronie rodzicielki, niewygodna tajemnica związała jej usta - była zdana wyłącznie na łaskę Seraphiny. Łaskę, której nie dostąpiła.
Nigdy wcześniej nie otrzymała od ojca tyle uwagi, co tamtej nocy. Usłyszała, że zhańbiła siebie i jego. Że jest niewdzięczna. Że mógł pozbyć się jej, gdy jako dziecko stanowiła kulę u nogi. I to ziarno niezgody przeważyło szalę. Nie zamierzała znosić poniżenia i hipokryzji ze strony ojca. Ojca, dla którego zawsze pozostawała niewidzialna. Aż do teraz.
Nie szczędziła języka, łamiąc temat, który przez lata pozostawał tabu. A jeszcze przed świtem Nikolaj Antonowicz Dolohov wyrzekł się córki, wyrzucając ją z domu. Gorzko smakowała nauka, która kazała Larissie porzucić dotychczasowe przekonania. Nie, rodzina nie stała za nią murem, a wrogów na próżno szukała wśród obcych. Potrzebowała jednak czasu aby pojąć, że ci, których dotychczas odtrącała, mogli stanowić cenne narzędzia.   
Udała się w jedyne miejsce, gdzie mogła szukać azylu. Na Nokturn. Z przyrodnim bratem, który w tamtym czasie szkolił się na aurora, nie łączyła jej praktycznie żadna więź. Nie czuł się za nią odpowiedzialny, nie był skory do pomocy. Nawet po tym jak zdradziła mu swoją historię. Powiedział, że może zostać na kilka dni, ale później musi poradzić sobie sama.
Jedna wizja zmieniła jego decyzję.            
Postawił jednak ultimatum - jeśli miała zostać u niego do końca wakacji, to na równych warunkach. Podjęła pracę w pobliskiej spelunie, by zarobić na czynsz, wolne chwile poświęcając na naukę - a choć miała przed sobą egzaminy końcowe, wcale nie rozczytywała się w wykazie podręczników. Najsilniej wzywały ją runiczne symbole utrwalone na pożółkłym papierze, niosąc obietnicę zmian. Chłonęła historyczne zapiski, przepadając na długie godziny. Tamtego lata w pamięci Grahama wyrył się jeden obraz: zaklęta w kamień Lara z księgą w dłoni, siedząca przy oknie na poddaszu, wokół którego w snopach światła tańczyły drobinki kurzu. Z czasem zaś, gdy początkowa niezręczność zaczęła blaknąć, cisza zaczęła przeistaczać się w wielogodzinne dysputy, snujące się echem po zapuszczonych ścianach Nokturnowego schronienia. Było to dla niej nowe uczucie, obce - a choć Graham powtarzał, że nie może na nim polegać, jego czyny dawały odwrotne świadectwo. I nawet jeśli ich relacje pozostawały szorstkie, na swój sposób odnalazła porozumienie z dawno utraconym, przyrodnim bratem.    
Po latach nauczyła się kochać surowy Durmstrang, jednak przekonana o własnym zniesławieniu nie chciała wracać do akademii – ale nic nie wskazywało na to, że wzburzenie ojca wyciekło poza rodzinny dom, którego domem nie potrafiła już nazywać. Podczas egzaminów końcowych uzyskała dobre wyniki, choć nie zachwycające; z wyjątkiem run, których język coraz mocniej popychał ją w stronę złożonej magii, przeklętych mechanizmów i klątw, które miały zapewnić jej zarówno siłę, jak i ochronę.



Wróciła na Nokturn, do Grahama. Nie rozumiała pobudek, dla których przyrodni brat chce zostać aurorem, w pełni świadomy, jakie księgi trzymała pod jego dachem. W tej kwestii Graham jednak milczał. Prawdę o tym, dlaczego przymykał oko na studiowanie czarnej magii, poznała dopiero po latach.
Pomimo tego, że dręczona wyrzutami sumienia matka regularnie wspomagała ją finansowo, na chwilę po ukończeniu szkoły ponownie podjęła pracę w oberży. Miała jednak plany znacznie ambitniejsze niż dola szynkarki, która na boku parała się zaklinaniem przedmiotów - wówczas jeszcze dość nieudolnym. Ten epizod wyszkolił w niej umiejętność radzenia sobie z mężczyznami, często silniejszymi od niej samej. Pomagały ostry jak brzytwa język i stanowczość, stanowiące barwy ochronne, a może i odrobina typowego dla Dolohovów sprytu. Nie rozpaczała, że ojciec nie chciał jej w domu. Pasowała jej ta wolność, z której bez skrupułów wyciskała pieniądze, żerując na matczynym poczuciu winy. Nie musiała za to podążać za niczyim głosem, nie musiała żyć w strachu przed pierścionkiem. Wyśnionym przez wiele dziewcząt, ale dla Larissy stanowiącym alegorię kajdanów - ona nigdy nie miała zostać jedną z baśniowych bohaterek. Nie należała do nikogo, była swoja własna - do czasu.
Szukanie szczęścia na Nokturnie nie było łatwe - zarówno Borginowie jak i Burke’owie skrupulatnie dbali o to, aby monopol na klątwy pozostawał w ich garści. Demony przeszłości stanęły u jej boku niespodziewanie. Niemi strażnicy ciemności znów zaczęli snuć się za nią niczym cienie, byli jednak inni niż ci, których pamiętała z dzieciństwa. Z początku myślała, że choroba do niej wróciła - ale obrazy, które rysowały się na jej oczach były inne, niż te, które zapamiętała z Krainy Dziwów. Bardziej złowieszcze i niemal realistyczne. Bezdźwięczne i jakby martwe. Nikomu nie powiedziała. Minęło wiele tygodni - podczas których odnowiła dawne nawyki, wierząc, że mocny sen uchroni ją od otchłani - zanim znajoma symbolika starożytnych run, którą rozwijała na własną rękę, nieświadomie otworzyła jej oczy. Nie, nie była chora. Ani odrobinę.
Została przeklęta.
Musiała odnaleźć antidotum, skoro nie był nim sen. Zachłannie sięgała po woluminy - coraz starsze, coraz bardziej straszliwe - w duchu dziękując, że z Durmstrangu nie wyniosła przekonania o wiedzy zakazanej. Zanim trafiła na rozwiązanie, dotarła do źródła, przez które znów musiała zmagać się z fantasmagoriami, stawiającymi wokół niej gruby mur. Klątwa miała być ostrzeżeniem. Nie tylko od Borginów oraz Burke’ów - ale także od ojca, który najwyraźniej postanowił utwierdzić rodziny w przekonaniu, że Larissa stanowiła realne zagrożenie dla ich interesów.
Przekleństwo Oka powoli zapuszczało korzenie w jej umyśle, w pierwszej fazie ograbiając ją z młodzieńczego wigoru. Czuła, że nie pływa już tak dobrze jak kiedyś. Że nie potrafi utrzymać w ryzach lin na wietrze. Że w pełnym galopie nie trzyma się w siodle. Halucynacje nie ustępowały czasem przez długie godziny, zniekształcając pryzmat rzeczywistości. Nie była w stanie zagłębiać się w pisma, gdy tusz zamieniał się w czarną, gęstą smołę, wijącą się wzdłuż jej dłoni niczym żrące truchło robaki. W tym utkanym z pajęczyn świecie spędziła niemal rok, zanim sama nie zdjęła z siebie kląwy. Trudny rok - pełen kłótni z przyrodnim bratem i nieporozumień, które zaczęły popychać ją w progi innego, obcego mieszkania, wypełnionego ciszą oraz zapachem palonych ziół. Początkowo z Asbjornem połączyły ją interesy, Wiking jednak szybko stał się przepustką do świata całkowitej jedności z naturą, której podświadomie zawsze poszukiwała. Był jej bezpieczną zatoką na wzburzonym morzu, zdawał się rozumieć bardziej i więcej - choć ona sama nie potrafiła pojąć na mocy jakich praw jednocześnie mogła kogoś pożądać, pozostając całkowicie obojetną na emocje, których nie kryła ani w szafie, ani pod łóżkiem.  
Swoją przyszłość powierzyła mocy runicznych symboli. Musiała obejść się smakiem nokturnowego półświatka, a choć przez wzgląd na rodzinę miała w osnutym złą sławą zaułku azyl, wiedziała już, komu nie powinna wchodzić w paradę. Dwa lata spędziła na Bajkale wraz z całym sztabem naukowców badając dno jeziora, które kryło w sobie nieodgadnione tajemnice, pilnie strzeżone przez wyryte na dnie transkrypcje. Przydatne okazały się wówczas jej umiejętności wyniesione z akademii morskiej, a także korzenie, dzięki którym język w rozumieniu nie stanowił dla niej bariery, choć w mowie sprawiał trudności. Zachwycała się pięknem otaczającego ją świata - w duchu i w listach do Asbjorna, nadal nie pojmując, dlaczego pomimo tysięcy kilometrów to właśnie w nim znalazła swojego powiernika. Ta nadana wrażliwość pozwliła jej jednak zrozumieć, dlaczego tak naturalnie spektakularne miejsce zostało ufortyfikowane runicznymi formułami -
dla ochrony, dla zatrzymania tego piękna z dala od mugoli, coraz zachłanniej wydzierających kolejne skrawki Ziemi, zupełnie bezmyślnie i bezlitośnie.
Pobyt w ojczyźnie przodków wykształtował w niej dziwną lekkość ducha, ponoć typową dla Dolohovów, choć może większy udział miała w tym rosyjska wódka. Coraz swobodniej mendrowała pośród ludzi, ale ludzie nie koniecznie czuli się swobodnie przy niej. Była nieprzejednana, sumienna i szczera, przez co pozbawiona pruderii. Jej kręgosłup moralny nigdy się nie wykształcił. Pierwszy trup nie wzbudził w niej ani zachwytu, ani obrzydzenia. W Związku Radzieckim nikt nie zastanawiał się nad etyką pracy - badania miały zostać przeprowadzone za wszelką cenę, Larissa natomiast uważała, że w imię nauki nie należało przebierać w środkach - a pewność siebie zbierała żniwo za każdym razem, gdy popełniała pomyłkę. Kilkakrotnie wpadała w sidła kolejnych klątw, podobnie jak i pozostali badacze; spisywała skrupulatne dzienniki ze swoich doświadczeń, niejednokrotnie zastanawiając się nad tym, czy towarzyszące jej odczucia bardziej ją przerażają, czy może fascynują.
Szybko zaangażowała się w kolejny projekt, tym razem z ramienia norweskiego ministerstwa magii, pracując nad mechanizmami pułapek opartych na klątwach. Wiązało się to z ciągłymi podróżami - głównie na terenie Skandynawii. Oficjalne stanowisko grupy miało na celu niwelację przeklętych obiektów - labiryntów, lochów, kręgów czy innych struktur, które pochłaniały ludzi, wypluwając ich z szaleństwem, bez kończyn, lub wcale - i tak też się działo. Równorzędnie - po cichu, jednak za przyzwoleniem władz - pracowano jednak nad umacnianiem tych, które kryły w sobie największą wartość, zaś wiedza, którą badacze wynieśli podczas swej pracy okazywała się bezcenna. Sama architektura zafascynowała Larissę równie mocno jak klątwy, co oznaczało jeszcze więcej starodruków i jeszcze więcej nieprzespanych nocy. Zaklinanie przedmiotów ją pociągało, ale przeklinanie całych struktur, wiązanie w całość kolejnych mechanizmów, tworzenie symfonii życia w martwych obiektach, których żadna magia nie była w stanie sforsować, mocno przypominało jej ją samą. Pełną pułapek, tajemnic, z umysłem jarzącym się pośród nieprzeniknionego mroku, który otulał ją coraz szczelniej.    
Odnajdywała się w tym niejednorodnym świecie, równomiernie napełniając kielichy dobra i zła. Do Londynu wracała przelotnie, zawsze zatrzymując się na Nokturnie - nie miała już czego szukać w rodzinnym domu. Matka sporadycznie wysyłała do niej listy, na które odpisywała niechętnie, o ojcu zaś słyszeć nie chciała. Niechętnie pojawiała się na obszarach degradowanych przez mugoli, pogrążających stolicę w brudzie, hałasie, ale i industrialnym chaosie, który przerażał ją bardziej niż najbardziej złożone klątwy. Wiedziała także, że i nad magiczną częścią kraju zbierały się ciemne chmury. Grindewald, którego nazwisko wzbudzało w niej respekt za czasów szkolnych, stracił w oczach Lary jako wielki czarodziej. Jego polityczna gra nie rozpalała w niej tylu emocji co moc, nad którą zwykła po cichu rozprawiać w murach Durmstrangu. Pojawił się za to ktoś inny - znacznie potężniejszy, znacznie bardziej charyzmatyczny - takim przynajmniej malowały go usta Grahama. Mówił o nim Czarny Pan. Mówił, że pragnie wyzwolić ich świat spod jarzma mugoli, a czarodziejów oczyścić ze strachu przed tajemnicami bezgranicznej magii. Mówił, że szpieguje dla niego wśród łowców czarnoksiężników. Chciał zaprowadzić Larę przed jego oblicze - nie chciała, uznając wówczas, że nastroje polityczne leżały na antypodach jej zainteresowań, oscylujących głównie w sferze nauki.
Od Grahama wiedziała, że nie jest jej jedynym bratem. Że jest jeszcze jeden. Ramsey, którego Seraphina oddała na wychowanie Rosierowi. Nigdy go nie poznała, a jej wiedza o drugim Mulciberze kończyła się na świadomości, że ten również potrafił spoglądać w przyszłość. Wysłała wówczas list do matki - niewymuszony, po raz pierwszy od pamiętnego wieczoru - choć nigdy nie otrzymała odpowiedzi. Graham zdradził jej także, że gdy jego powieki opadną, oczy Larissy otworzą się. Że spojrzy wtedy w nieprzenikniony mrok, gdzie ujrzy krew z jego krwi i potęgę, o jakiej dotąd nie marzyła. Nie rozumiała tej przepowiedni - nie rozumie nadal. Ale czeka na ten dzień, bo wie na pewno, że nadejdzie. Nie sądziła wówczas jednak, że to było pożegnanie. Nie dotarła na pogrzeb - nie była w stanie. Utrata brata była dla niej silnym wstrząsem, a sforsowany klątwami umysł stworzył więzienie, z których nie potrafiła się wydostać. Pomógł jej dopiero Ingisson - odpędzając demony tylko na chwilę, by te wróciły ze zdwojoną siłą i gorzką świadomością, że nie byli już tymi samymi ludźmi, co kilka lat temu. Wkrótce potem wybuch anomalii pogrążył Anglię w chaosie, jeszcze szczelniej okrywając całunem jej rodzinę. Ale śmierć matki nie obeszła jej tak jak powinna, przyćmiona przez magię, która na Wyspach zaczęła rządzić się własnymi prawami. Zaczęła dostrzegać w tych wynaturzeniach analogie do czarnej magii i pozostawała w mieszkaniu brata, na własną rękę próbując rozszyfrować niespotykany dotychczas mechanizm.
Nieustannie porównuje się z innymi, bo pragnie być bardziej i więcej, próbując zatrzeć stare blizny. Duch rywalizacji pociąga za sznurki, sterując życiem Lary zza kulis i śmiejąc się w twarz z jej ambicji. Lubi pozostawać niezauważona, lubi też zmuszać postronnych do konfrontacji, bo architektura ludzkiego umysłu bywa równie złożona i pociągająca co jej klątwy. Umiejętnie balansuje prawdą, ucieka od absolutów, zatraca się w wielkich ideach, jednocześnie kurczowo trzymając się ziemi. W poszukiwaniu sprawiedliwości tka cichą, krwawą zemstę dla ojca, nadal rozwijając swoją wiedzę w podróżach po najdalszych zakamarkach Europy. Coraz pewniejsza, coraz lepsza, sięga po swoje, bez względu na cenę - choć jeszcze do końca nie wie, czego tak naprawdę chce.



Patronus: Nigdy nie przybrał cielesnej formy. Być może wspomnienie chwil spędzonych z przyrodnim bratem jest niewystarczająco szczęśliwe - nie posiada jednak lepszych.


-->-->
Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 10 Brak
Zaklęcia i uroki: 0 brak
Czarna magia: 20 +2 (różdżka)
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 5 +3 (różdżka)
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 0 Brak
Zwinność: 10 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
język norweskiII2
język rosyjskiI1
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaI2
Historia magiiI2
KłamstwoI2
NumerologiaI2
ONMSI2
SpostrzegawczośćI2
Starożytne runyIII25
Ukrywanie sięI2
ZielarstwoI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Jasny umysłI2
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Architektura (wiedza)I½
Literatura (wiedza)I½
Malarstwo (wiedza)I½
AktywnośćWartośćWydane punkty
JeździectwoI1
Latanie na miotleI1
PływanieII7
Taniec balowyI1
ŻeglarstwoI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka (brak)-0
Reszta: 11,5
Wyposażenie

różdżka, sowa, pies



[bylobrzydkobedzieladnie]




It's true, I won't lie
The darkness does seem kinder

When she says good night



Ostatnio zmieniony przez Lara Dolohov dnia 11.01.18 10:26, w całości zmieniany 8 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lara Dolohov   11.01.18 13:18

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Życie Larissy od samego początku odziane było w odcienie szarości - zrodzone z mroku mary i drgające na wietrze cienie snuły się za nią już we wczesnym dzieciństwie, wiernie powracając również i później, gdy jej rzeczywistość zabarwiła się chimeryczną klątwą. Czarna jak magia, jaka ją wywołała, nie złamała jednak wychowanej wśród widziadeł czarownicy, zamiast tego popychając ją w świat starożytnych znaków i subtelnie konstruowanych pułapek, w którym Lara odnalazła się tak samo skutecznie, jak pośród śmiercionośnych fal norweskiego morza. Przekuwanie przykrych niespodzianek od losu na kolejne warstwy wewnętrznej siły zdaje się być zresztą jej sekretną umiejętnością, pozwalającą na zgrabne poruszanie się niebezpiecznymi uliczkami Nokturnu oraz pełne gracji stąpanie po kruchym lodzie czarnomagicznej tafli. Czy jednak uda jej się zapanować nad własnymi demonami, od lat szepczącymi jej do ucha, czy wprost przeciwnie - sama wpadnie w starannie skonstruowaną przez siebie pułapkę? I jak odnajdzie się w szalejącym chaosie, który niedawno zburzył porządek czarodziejskiego świata?

OSIĄGNIĘCIA
Taniec cieni
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
teleportacja
Kartę sprawdzał: Percival Nott


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lara Dolohov   11.01.18 13:18

WYPOSAŻENIE
różdżka, sowa, pies

ELIKSIRY-

INGREDIENCJEposiadane: gałka oczna, szpik kostny

[17.04.18] Ingrediencje (majoczerwiec)

BIEGŁOŚCI -

HISTORIA ROZWOJU[09.01.18] Karta postaci, -50 PD


Powrót do góry Go down
 

Lara Dolohov

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18