Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pokład

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Pokład   13.01.18 17:50

Pokład

Jest to najwyższy, nieprzerwany poziom, rozciągający się na całej długości okrętu. Najgłośniejsze i najżywsze miejsce na statku stanowi centrum marynarskiego życia. To właśnie tutaj dokonują się zebrania załogi, wszelkiego rodzaju pojedynki mające rozwiązać konflikty, a także ciężka praca silnych rąk. Wybijające się ku górze trzy maszty stanowią nierozerwalną część pokładu, podobnie jak niższy, otwarty poziom gdzie najczęściej znajdują się zabezpieczone linami beczki z prowiantem.


Powrót do góry Go down
Rain Huxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Oficjalnie portowa dziwka, nieoficjalnie informatorka
28
Półkrwi
Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
10
25
0
0
0
0
5
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokład   30.01.18 23:01

| 14 czerwca

Miesiąc temu dostała porządną nauczkę, po której trudno było jej się pozbierać. Gdy tylko wyszedł z jej mieszkania zostawił za sobą Rain w całkowitej rozsypce i z okropnym mętlikiem w głowie. Normalna kobieta upadłaby na podłogę pokazując, gdzie teraz było jej miejsce. Tam gdzie nogi, które należało całować. Huxley jednak jak zaczarowana znalazła się przy myślodsiewni, nie wiedziała jak różdżka znalazła się w jej ręce, ani kiedy przyłożyła ją do swojej skroni. Zaczęła z umysłu wyciągać wszystkie myśli, które jej ciążyły a z każdą niebieską nicią wpuszczaną do zaczarowanego półmiska czuła ulgę i lekkość, jakby ktoś zabierał od niej kilogramy, które ktoś rzucił na jej braki. W błękitnej cieczy widziała groźne spojrzenie mężczyzny, chłód i obojętność jaka od niego biła. Jego twarz gdy odstawiał ją na ziemię, błysk zadowolenia, który dostrzegła w jego oczach gdy zdał sobie sprawę, że wygrał, że ona się poddała. Jego plecy gdy wychodził z mieszkania i nawet się na nią nie obejrzał, jakby nie interesowało go to w jakim stanie ją zostawia. Rozmyła je w cieczy, zepchnęła na sam dół myślodsiewni i wyciągnęła milsze, do których lubiła wracać i które miały zadziałać teraz jak miód na jej obolałe serce, które jak dzisiaj się przekonała, nadal posiadała.
Przez miesiąc ciężko pracowała. Przez trzydzieści dni nie trafiła na Goyle’a nie spotkała go, chociaż on jakby wlókł się za nią i nie chciał wyjść z jej myśli i cokolwiek by nie robiła, gdzieś z tyłu głowy słyszała jego głos. Zaczynała nawet myśleć, że oszalała. Ale jednocześnie ten głos jakby pilnował ją, patrzył jej na ręce i nie pozwalał, aby nie przykładała się do zadania, które od niego dostała. Dlatego też wyśledzenie mężczyzny na którym mu zależało stało się jej priorytetem. Oczywiście nie poświęcała temu całych dni i nocy, czasami musiała zająć się też i czymś innym, ale pamiętała i brnęła do przodu tak, że na początku czerwca mogła już złożyć mu pierwszy raport. Ustalony został termin i miejsce, w którym pojawiła się punktualnie, jednak zamiast Goyle’a pojawił się jego człowiek. Kolejne uderzenie w policzek. Szczekała głośno nie mogąc pogodzić się z faktem, że nie pojawił się osobiście. Odmówiła zdania raportu. Warunek - albo kapitan pojawi się osobiście, albo nie dostanie informacji. Kapitan. Tego się spodziewała, że naprawdę się nim stał. Taki zajęty, że nie miał czasu się pojawić. Bzdura! Głupia wymówka, w którą Rain nie uwierzyła. Nie pojawił się więc i raportu nie dostał i trwali w takim impasie przez parę dni, aż w końcu Rain nie wytrzymała i późnym wieczorem, gdy statek opustoszał, z ciekawości zbliżyła się do jego statku, aby sprawdzić jak wygląda jego królestwo.
Stawiając kroki na kładce, która łączyła ląd ze statkiem czuła podniecenie. Dreszcz emocji, który towarzyszył jej zawsze wtedy gdy łamała reguły, które obowiązywały na tym świecie. Ponoć kobieta przynosiła pecha. Tego się nauczyła od marynarzy, to też usłyszała kiedyś od Calhoun’a, a teraz stawiała pierwszy krok na pokładzie. Uderzenie obcasu o drewno rozniosło się głuchym odgłosem po najbliższej okolicy. Nikt nie zareagował. Huxley rozejrzała się i z początku nikogo nie dostrzegła. Uśmiech zwycięstwa pojawił się na jej twarzy, udało jej się wkraść na statek gdy dostała zakaz od człowieka Goyle’a na zbliżanie się. Tak pilnował swojego skarbu? Ruszyła wszeż pokładu rozglądając się uważnie, nie pamiętała czy kiedykolwiek stała na jakimkolwiek pokładzie. Chyba nie. To chyba był jej pierwszy raz. Co za śmieszny zbieg okoliczności, ale dzięki temu znowu mogła poczuć się jak kilkunastoletnia Rain zakradająca się w miejsce, w którym nigdy nie powinna się pojawić. Bardzo przyjemne. Bardzo. Przeszła od jednej burty na drugą, tak, że gdy się o nią oparła mogła zobaczyć to, co dzieje się po drugiej stronie portu. Dochodziły tu zduszone okrzyki z okolicznych knajp i pubów, w których bawili się wszyscy marynarze. Dzisiejszej nocy powinna być w środku, ale przez zachowanie Calhoun’a musiała zrezygnować z pracy, aby osobiście pofatygować się, by się z nim spotkać.
Był kapitanem. Kapitanem statku, co niegdyś sama mu przepowiadała. Wiedziała, że do tego dojdzie i czuła pewnego rodzaju dumę, że tak się stało? Że mógł poszczycić się tak wysokim statusem. Już nie był samozwańczym kapitanem, ale takim prawdziwym, który posiadał władzę, szacunek wśród załogi i siał postrach na morzach. Tak widziała go w tym momencie Huxley. Obróciła się w stronę pokładu czując na sobie czyiś wzrok. Dopiero z tej pozycji dostrzegła mężczyznę siedzącego na linach, dostrzegła świecącą się końcówkę papierosa, która raz po raz zbliżała się do twarzy. I wzrok, wzrok utkwiony w jej osobie.
- Gdzie kapitan tego statku? - zawołała.
Usiadła na burcie zakładając nogę na nogę. Nie bała się.




Idę drogą, a za mną wiatr kołysze
Obracam się, lecz nic jużnie słyszę
Powrót do góry Go down
Calhoun Goyle
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5475-cal-pracujemy#124811 https://www.morsmordre.net/t5485-okno-parszywego-pasazera#125261 https://www.morsmordre.net/t5593-hear-the-ocean-s-roar#130336 https://www.morsmordre.net/f109-doki-parszywy-pasazer-pokoj-7 https://www.morsmordre.net/t5484-calhoun-goyle#125257
kapitan, żeglarz, przemytnik
27
Czysta
Kawaler
I don’t believe in no
devil
Cuz I done raised this
hell
0
25
0
0
0
5
10
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokład   30.01.18 23:57

Magiczny port. Czy kiedykolwiek mógł podejrzewać, że przybije tutaj z własnym statkiem, własną załogą i zajmie jedno z godnych miejsc dokoła wspaniałych okrętów prężących beczułkowate boki na tle wschodzącego i zachodzącego słońca. Podświadomie to czuł, a z każdym kolejnym rokiem spędzonym na morzu pod batutą innych, nie było to jedynie odczucie, a wiedza. Było mu to po prostu pisane, by zacieśnić pęta władzy, aż dopiął swego. Zawsze to robił i teraz nie było w tym żadnej różnicy. Pamiętał jak jeszcze przed objęciem okrętowego stołka wędrował z jednym ze starszych kuków, który jak nikt inny mógł powiedzieć, gdzie można było się najlepiej wybić, która załoga potrzebowała odpowiedniego człowieka, która miała złą sławę, a której kapitan leżał w rowie. Podczas niedługich przechadzek wzdłuż nadbrzeża zabawiał go rozmową w sposób niezmiernie zaciekawiający; opowiadał o najróżnorodniejszych okrętach, które mijali, o ich ożaglowaniu, pojemności i przynależności państwowej; objaśniał roboty, które się odbywały na statkach, ładowanie, wyładowanie i przygotowania do odjazdu. Nastoletni Calhoun wiedział już o wszystkim, lecz słuchanie kogoś doświadczonego i kogoś, kto nie był jego ojcem, było całkiem przyjemnym doświadczeniem. Był też jedynym marynarzem, który chciał pokazać dzieciakowi z wyższych sfer co oznaczają niedługie marynarskie anegdoty lub zwroty z gwary okrętowej. A potem Goyle wsiadł na statek i nikt już ów kuka nie spotkał, chociaż czasami jeszcze łapał się na tym, że z chęcią zobaczyłby jak sobie radził ten stary wyjadacz.
Minęło niecałe półtora miesiąca od jego przybicia do angielskich brzegów i zaczęcia panoszenia się po magicznym porcie. Ostatnie dni mijały Calowi na sprawdzaniu nowego urządzenia statku, które planował już od jakiegoś czasu. A musiał przyznać, że wyporządzenie przypadło mu do gustu - niedługo czekał ich ważny transport i musieli być gotowi; w rufie okrętu zrobiono sześć koi do spania, przylegających do tylnej ściany komory głównej. Ta grupa kabin łączyła się z kuchnią i dziobem okrętu jedynie wąskim korytarzykiem z lewej strony. Było to całkiem przydatne, szczególnie że mieli się spodziewać towarzystwa, które miało ich opuścić na wybrzeżach Danii. Powrót ze sporą sumą pieniędzy miało być kolejnym zastrzykiem energetycznym od losu - wszak ludzie kulili się ze strachu przed podjęciem tej decyzji, by przetransportować równie cenny, co brutalny ładunek. Ma być nietknięty. Nie chcę problemów. I taki też miał być. Goyle zgodził się na warunki, nie omieszkując oczywiście wymienić paru cennych uwag, obserwując uważnie zleceniodawcę. Najwidoczniej temu bardzo zależało na pozbyciu się ładunku zalegającego mu w magazynie - policja potrafiła być teraz wrzodem na tyłku i wbijać bez ostrzeżenia. Musiał się więc zwrócić do człowieka, którego się obawiał i dobić targu. Tylko tyle i aż tyle. Za parę dni mieli odbić od brzegu i wrócić na noc przesilenia letniego. Sankthans. Z tego co wiedział Cadan miał organizować jakiś obiad wraz z całą rodziną. Ta wizja była niczym prezent na Boże Narodzenie i sypanie sobie solą na otwarte rany. Świetnie. Nie było lepszej okazji do zobaczenia tych spróchniałych gęb, których tak nie znosił. Mimo wszystko nie przepuściłby okazji, by wprowadzić nieco zamieszania w życie zgranych Goyle'ów i przypomnieć im o swoim, jakże dla nich niewygodnym, istnieniu.
Siedział na nieruchomych, grubych wantach okalających boki głównego masztu niczym ochronna siatka, nie pozwalająca mu się zgiąć i upaść. Uwielbiał w żegludze fakt, że wszystko miało swój cel i nic nie było zbędne. Niestety nie miało to swojego odbicia w innych dziedzinach życia ludzkości, a większość z czarodziejów i czarownic była zbędnym balastem lub spleśniałym prowiantem, którego należało się pozbyć. Dlaczego nikt nic z nimi nie robił? Za bycie zakałą powinna być jakaś kara, a nie wsparcie. Jednak to nie owe myśli krzątały się w głowie młodego kapitana, gdy wpatrywał się w horyzont, za którym już dawno zaszło słońce i śladami po nim były jedynie słabe, delikatne przebłyski pomarańczy na ciemniejącym już niebie. Tylko w takich momentach był prawdziwie spokojny i zdawać by się mogło, że niemalże normalny. Oswojony, poskromiony, bezpieczny dla otoczenia. Właśnie w podobnym stadium znalazła go kobieta, którą usłyszał, gdy ostrożnie wchodziła przez kładkę na pokład. Obrócił się lekko, by bokiem obserwować jej poczynania, lecz nie zrobił nic, co spowodowałoby zaprzestanie jej działań. Przechodziła z boku na bok jakby poznawała nowe miejsce i Calhoun nie wiedział jak bardzo trafił. Wodził za nią spojrzeniem, przyglądając się niczym zwierzę obserwujące ofiarę i jedynie nikłe światło od końcówki skręta oświetlające raz po raz oczy mogło świadczyć o jego obecności. A potem usłyszał znajomy głos, na który lekko zadrgał mu kącik ust. Zaciągnął się po raz ostatni papierosem, którego wyrzucił później za burtę i złapał się want, by się podnieść i zwinnie przerzucić na drugą stronę. Zeskoczył z większej wysokości na pokład płynnie, nie chwiejąc się ani razu. Znał swój statek, a jego statek znał jego. Nie wyszedł jednak z cienia pochodni, sięgnął po następny, skręcony wcześniej w bibułkę, tytoń i odpalił go nieśpiesznie. Dopiero wtedy wysunął się naprzód, by stanąć twarzą w twarz z Rain. - Długo kazałaś na siebie czekać - rzucił zamiast powitania, chociaż mogła wyczuć, że wcale nie chodziło mu o czas zbierania informacji, a o dostanie się na statek. Domyślał się, że nie spodobała się jej wieść o tym, że nie zamierzał pojawiać się na spotkaniu, a przyniesiona odmowa przez jednego z jego ludzi była jedynie potwierdzeniem jej zawziętości.




One look in my eyes and you're running cause
I'm coming going to eat you alive
Powrót do góry Go down
Rain Huxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Oficjalnie portowa dziwka, nieoficjalnie informatorka
28
Półkrwi
Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
10
25
0
0
0
0
5
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokład   31.01.18 0:39

Siedziała na pokładzie wyglądając się postaci mężczyzny, która tak uporczywie się w nią wpatrywała. Obserwowała jak wyrzucał papierosa, jak zeskakiwał na pokład. Nie spuszczała z niego wzroku. Czuła dreszcze na plecach, spinała ciało, zaciskała uda i to nie po to, by utrzymać równowagę siedząc na burcie. Ekscytowała się tym gdzie się znajduje i niezmiernie ją to bawiło. Nie znała powodu dlaczego, mogłaby tak reagować mając te kilkanaście lat ale nie teraz, a jednak czuła ją i nie potrafiła się w pełni opanować. Nawet gdy mężczyzna wyszedł z cienia i okazało się, że oto właśnie kapitan przed nią stoi uśmiech nie zszedł z jej twarzy. Na jego słowa przez dłuższą chwilę nie odpowiedziała. Tak pogrywał? To była jedna z zasad? Rain liczyła na poważne potraktowanie, pojawienie się osobiście, a nie wysłanie jakiegoś półgłówka, jakim wydał jej się owy mężczyzna, który miał Goyle’a zastąpić i przekazać mu raport. Cmoknęła ustami kręcąc głową i przymykając na krótką chwilę oczy. Nie podobało jej się to, co do niej mówił i w jaki sposób się do niej odzywał i nawet jeśli ostatnim razem za swoje zachowanie ją ukarał, tak nie byłaby sobą gdyby nie szczeknęła, gdyby nie warknęła. Z niektórymi cechami i przyzwyczajeniami walczyło się trudno i nie tak łatwo było je wyperswadować, nawet bolesnymi karami. Zabronił jej szczekać, ale jakoś w tym momencie mało sobie z tego robiła. Nie bała się.
- W tym momencie to ty marnujesz mój cenny czas - mruknęła przeciągając ostatnie słowo. - Przysłałeś do mnie jakiegoś psa, zamiast pojawić się osobiście. Tak okazujesz szacunek swojej pracownicy?
Przechyliła głowę spoglądając na niego spode łba. Trudno było jej wypowiedzieć to słowo, pogodzić się ze swoją rolą i mierzyła się z tym przez cały miesiąc. Do teraz gdy myślała o sobie jako o osobie, która pracowała dla Calhoun’a czuła dziwny uścisk w żołądku. Niegdyś mogła pozwolić sobie na więcej w stosunku do jego osoby, teraz błądziła trochę po omacku, co dodatkowo powodowało u niej pewien niepokój. Ale udawała twardą wojowniczkę, która wszystko wie i niczego się nie boi. Bo niewielu rzeczy się bała i Calhoun również nie był na tej liście. Póki co.
Była na niego zła i miała zamiar w stu procentach pozwolić mu to odczuć. Nie będzie przecież całować go po butach, to ona miała coś czego on potrzebował i chyba role te powinny wyglądać zgoła inaczej. Miała wiedzę, którą on chciał posiąść i nie powinien się tak do niej odzywać. Wystarczy, że ją zdenerwuje i będzie musiał szukać innej panny, która mu ją zdobędzie. Ale czy uwinie się tak szybko jak Rain? Czy nie będzie próbowała go wykiwać? Czy w pełni o d d a się temu zadaniu? W to panna Huxley szczerze wątpiła, bo w przeciwieństwu do Calhoun’a to ona znała towarzystwo tutaj i wiedziała, że lepszej może nie znaleźć. Więc chociażby z tego powodu czuła się trochę pewniej niż jeszcze miesiąc temu. Jeśli chce może o innych kobietach opowiedzieć, która kradnie, która się wygada, która się nie przyłoży, która może zawieść, a która przyjmie pieniądze i więcej jej noga w porcie nie postanie. Na prawdę chciał tak ryzykować?
- Dorobiłeś się własnego statku, kapitanie. Gratuluję - pochwaliła go, ze szczerym uznaniem schylając przed nim głowę.
Zeskoczyła z burty na pokład i zrobiła w jego stronę parę kroków, by minąć go w końcu nawet na niego nie zerkając. Poszła na środek, przyjrzała się każdej desce, każdej linie, każdej beczce. Podziwiała jego królestwo, które jak szybko osiągnął tak szybko mógł stracić. Z błyskiem w oku odwróciła się w jego stronę, chwyciła jedną z lin i pociągnęła ją, a sprawdzając, że jest mocno zamocowana zdecydowała się zawiesić na niej częśc swojego ciężaru.
- Niezły ładunek będziesz niedługo transportować. Z tego co wiem magiczna policja węszy, pilnuj więc swoich ludzi, bo paru papla jęzorem zbyt pochopnie na prawo i lewo - ostrzegła go z dobroci swojego serca. - Tak myślałam, że osobą, która by się tego podjęła mógłbyś być ty. Musiałam jednak przekonać się sama. Mały Calhoun kapitanem statku, no no.
Schyliła przed nim głowę znowu. Nie baczyła na konsekwencje, wystarczyło jej to, że poczuła się lepiej przekazując mu te wieści, które powolutku zaczynały krążyć po porcie. Mogła je powstrzymać, ale po co. To nie było jej zadaniem. Nie miała jednak zamiaru dopuścić do tego, aby sam kapitan był niedoinformowany, co to to nie. Była przecież lojalna swojemu panu.
- Mam wieści, które powinny cię zainteresować - zaczęła przechylając lekko głowę. - Ale chyba jednak nie bardzo, skoro nie pojawiłeś się osobiście. Z twoimi psami gadać nie będę, więc nie wysyłaj ich więcej do mnie.
Warknęła ostro, a w jej głosie można było dostrzec małą, tyci tyci, groźbę. Oj, grabiła sobie panna Huxley, grabiła, ale czuła dziwną satysfakcję, która na pewno jej wszystko wynagrodzi.




Idę drogą, a za mną wiatr kołysze
Obracam się, lecz nic jużnie słyszę
Powrót do góry Go down
Calhoun Goyle
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5475-cal-pracujemy#124811 https://www.morsmordre.net/t5485-okno-parszywego-pasazera#125261 https://www.morsmordre.net/t5593-hear-the-ocean-s-roar#130336 https://www.morsmordre.net/f109-doki-parszywy-pasazer-pokoj-7 https://www.morsmordre.net/t5484-calhoun-goyle#125257
kapitan, żeglarz, przemytnik
27
Czysta
Kawaler
I don’t believe in no
devil
Cuz I done raised this
hell
0
25
0
0
0
5
10
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokład   31.01.18 1:18

Nie miał czasu na pierdoły. A na pewno nie na kapryśne kobiety, które myślały, że jeśli kiedykolwiek je przerżnął, oznaczało to, że miały jakiekolwiek prawa w stosunku do jego osoby. Wiedział co i jak robić i nic nie było bezcelowe czy pozbawione kręgosłupa, chociaż na początku może i mogło się takie wydawać. Calhoun traktował swój pobyt w Anglii poważnie, dlatego też nie zamierzał w żaden sposób uginać się tylko ze względu na kręcenie nosem jednej z części wykonawczej planu. Skoro nie mogła się przystosować, mógł ją zamienić. Wymienić. Każdego można było zastąpić kimś innym, mimo to od zasady zawsze były jakieś wyjątki, a Goyle był mistrzem w łamaniu jakichkolwiek zasad; nawet tych, które sam ustalił czy wymyślił. I właśnie dlatego był nieprzewidywalny i nie można było do końca powiedzieć, że się go znało, bo jeśli tak - czy nie oznaczało to, że było się równie szalonym co on? Nie obchodziła go jej opinia o jego zachowaniu. To, że dla niego pracowała, nie oznaczało, że była głównym elementem gry, którą tu prowadził. Kilka spraw na raz wymagało uwagi i nawet ktoś równie obrotny jak on, musiał stanąć z tym wyzwaniem twarzą w twarz. Wiedział, że Huxley będzie próbowała się mu postawić i nie liczył na to, że zrezygnuje po ich pierwszym spotkaniu. Była butna i naiwna. Podobnie jak Caley, która sądziła, że na brzeg portu wysiadł ten sam człowiek, który opuścił Wielką Brytanię dwa lata temu. Igrały z nim na starych zasadach, podczas gdy one już dawno nie obowiązywały. Dawna panna Goyle już boleśnie mogła się o tym przekonać parę razy i chociaż ich ostatnie spotkanie miało zupełnie inny finał od cierpienia, wiedziała już, że musiała przywyknąć do nowej odsłony brata, którego przywołała. Najwidoczniej Huxley potrzebowała wykładu o tym jak wyglądało życie poza dokami. Że można było mieć inne życie poza ich granicami.
- Nie płacę ci za spotkania ze mną - odparł, wzruszając lekko ramionami, czując znużenie jej pyskowaniem. Wiedział, że nie miało się to skończyć jedynie na tym jednym wyrzucie. Oczywiście, że przyniosła ich o wiele więcej. Calhoun liczył na to, że tę noc spędzi na swoim statku, nad którym postanowił przejąć wartę od zmierzchu do świtu. Specjalnie oddalił swoich ludzi, by móc nacieszyć się pobytem na Aegirssonie i móc poczuć jego potęgę. Skrywaną siłę w trzech masztach, ciężkim bebechu, w białych, zwiniętych ciasno żaglach. Nie będąc żeglarzem, nie można było sobie wyobrazić więzi, którą nawiązywało się w pewien sposób wraz z okrętem, na którym się służyło. Jedne nie były godne wspominania, inne zarysowywały się w pamięci dokładnie niczym fotografia. Takim właśnie statkiem była również norweska fregata przejęta w akcie sięgania po władzę. Od tamtego momentu nie była jedynie symbolem szaleńczych przemytów, lecz również i ambicji, które wybijały się niczym fale uderzające w jej kadłub. I to akurat tej nocy musiała pojawić się ona. - Płacę za to, żebyś zdawała raporty. O formie decyduję ja - dodał, ignorując ciąg dalszy pyskówki, którą go raczyła. On pozostawał na swój sposób spokojny, pozwalając, by delikatne kołysanie od czasu do czasu przenosiło się od pokładu, aż do jego wnętrza. Czuł tu każdy ruch desek, wzdychanie i pracowanie obić, oblewanie delikatną wodą dwóch burt. Nie wiedział w niemagicznym świecie kapitan również potrafił to wszystko, czując się sercem całego statku, lecz nie oddałby tego uczucia za nic innego. Być może to właśnie pokład przenosił na niego ukojenie, które jeszcze parę chwil temu towarzyszyło mu w niezmąconej formie. Naruszenie go mogło szybko i łatwo go rozwścieczyć, lecz jeszcze nie nadszedł ten moment. Słysząc jej bezinteresowne ostrzeżenie, prychnął krótko. Nienawidził takich uczynnych pomocników. - Znam swoich ludzi, Rain. Lepiej nie próbuj nastawić mnie przeciwko nim - odparł spokojnie, wiedząc, że jeśli naprawdę coś usłyszała to nie od jego ludzi. Niektórzy z nich nie mówili nawet po angielsku, a jeśli cokolwiek by pisnęli, musieliby się liczyć z tym, że mógł ich czekać krwawy orzeł na grotmaszcie. Zresztą nawet jeśli nie chciało się w to uwierzyć, ludzie służący na Aegirssonie byli szaleni i nieokrzesani, jednak przewyższał ich jedynie kapitan, którego nie mogli zdradzić. Jeśli zamierzała go tym w jakikolwiek sposób sobie zjednać to równie dobrze od razu mogła chwycić za kotwicę. - Nudzi mnie ta rozmowa. Jeśli nie zamierzasz rozmawiać z tymi ludźmi, nie rozmawiaj w ogóle. Zabiorę swoje pieniądze, a ty zajmiesz się obsługiwaniem kolejnego Smitha. Przyszłaś tu jednak więc już się wysłów i nie marnuj swojego cennego czasu - dokończył, opierając się łokciami o bakburtę i patrząc w stronę znikającego już pomarańczowego koloru za horyzontem. Kolejny wdech i wydech papierosowego dymu. Kolejne przejechanie dłonią we włosach. Kolejny zaburzony dzień spokoju.




One look in my eyes and you're running cause
I'm coming going to eat you alive
Powrót do góry Go down
Rain Huxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Oficjalnie portowa dziwka, nieoficjalnie informatorka
28
Półkrwi
Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
10
25
0
0
0
0
5
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokład   31.01.18 9:21

Pomyliła się. To co miało poruszyć mężczyznę, sprawić, że obedrze go z maski obojętności, poruszy jakieś emocje nie zadziałało. Nie widząc też złości takiej jaką chciała w nim wzbudzić nie poczuła satysfakcji, która miała poprawić jej nastrój. Czuła, tylko przez chwilę, nim mężczyzna się nie odezwał. A jego słowa działały na nią jak uderzenia, które coraz bardziej pozbawiały ją sił do walki. Miała wrażenie, że niespodziewanie spadła jeszcze niżej niż znajdowała się jeszcze miesiąc temu. Chociaż nadal kopała, machała rękoma z niezadowolenia z faktu w jakiej sytuacji się znalazła, chociaż próbowała utrzymać się na powierzchni, tak opadała coraz niżej i niżej w dół. Nie znała zasad, trudno było więc jej określić co na Calhoun’a zadziała, wiedziała już teraz, że próba podburzenia go w stosunku do załogi nie działała. Musiał ich dobrze znać, ufać i wiedzieć, że go nie zawiodą. Miał pozycję, którą Rain w pewnym sensie mu zazdrościła, z której jednocześnie była dumna. Kuło w oczy i jednocześnie przyjemnie łechtało. Dziwne uczucie.
Patrzyła na niego spode łba zaciskając mocno wargi. Przegrała kolejną walkę, która ponownie oddaliła ją od Goyle’a. Czyżby znowu musiała wywiesić białą flagę, poddać się? Nie lubiła gdy ktoś miał nad nią władzę w taki sposób. Co innego gdy się nią dzielili, tak jak za dawnych czasów. Gdyby jednak chciała, aby ktoś trzymał ją na smyczy, to już dawno byłaby na niej zapięta. Kochała doki właśnie za wolność, za to że służyła sama sobie i sama decydowała komu pozwolić na więcej. Calhoun’owi dała odrobinę więcej niż zazwyczaj i nim się spostrzegła zapiął ją na tej smyczy, próbował założyć kaganiec i groził, że jeśli nie przestanie się rzucać to wyrzucić ją na zbity pysk. Co za upokorzenie.
Przez dłuższą chwilę nie odzywała się w ogóle. Walczyła ze sobą, z tym co chciała zrobić i z tym co powinna i tylko ciche odetchnięcie mogło świadczyć, że przegrała. Znów zawisła biała flaga. Podeszła bliżej, stukot obcasow przyjemnie zagłuszył nieprzyjemną ciszę. Stanęła obok, zaciskając palce na burcie spojrzała przed siebie na ostatnie promienie słońca, które niemal całkowicie schowały się za horyzontem.
- Stary Billy wygadał się o ładunku, a Jack, ten z tej małej łajby co cumuje jako pierwsza, tam po lewej stronie - machnęła delikatnie głową - mówił o twoim statku jako jedynym, który się zgodził na ten ładunek. Policja naprawdę tu węszy i mają tu swoich ludzi.
Część z tego co z początku powiedziała było prawdą, tylko trochę podkoloryzowaną. Gdy zdała sobie sprawę, że nie podburzy go przeciwko załodze nie było sensu, aby upierała się przy swojej wersji. Znów zapadła cisza, w tej kwestii nie mogła zrobić nic więcej bo tylko Goyle mógł podjąć decyzję co dalej z tym faktem, że port powoli zaczynał szeptać. Byli głupi, że tak łatwo dawali wyciągnąć z siebie jakiekolwiek informacje. Jakby nie wiedzieli, że tym samym również ściągają na siebie niebezpieczeństwo.
Nie chciała spotykać się z psami Goyle'a, nie ufała im nawet jeśli on im ufał. Można nawet powiedzieć, że trochę przerażali ją swoją innością, ale przecież nie powie mu tego wprost. Znalazła chyba kolejną regułę, której miała się trzymać. Rozmawiać z tymi ludźmi, z którymi on chciał by ona rozmawiała. Aż ją skręcało od środka, jednak nic nie powiedziała. Przez chwilę milczała, przeniosła na niego swoje spojrzenie i po prostu patrzyła na niego czekając… sama nie wiedziała na co.
- Miałeś rację, często pojawia się w La Fantasmagorie. Towarzyszy mu zawsze trzech mężczyzn. Czasem zagląda do Wilka Morskiego i Szczęśliwego Galeona. Wieczorem zawsze wraca na swój statek, sam i bez kobiety, ale nigdy nie zostaje tam na noc. Miał także dwa spotkania w restauracji Le Revenant - mówiła spokojnie i trochę beznamiętnie, jakby naprawdę zdawała najzwyklejszy raport. - Jedno odbyło się z kupcem magicznych artefaktów, drugie, cóż, nie udało mi się ustalić.
Nie kłamała już, nie miała za wiele do stracenia, więc nie bała się powiedzieć, że czegoś nie ustaliła. A powoli zaczęła rozumieć i doszła do wniosku, że lepiej będzie jeśli ewentualnie dowie się tego od niej, a nie później w innych, mniej sprzyjających, okolicznościach. Nie wiedziała na ile dokładne chce informacje, ile szczegółów podawać. I na tym gruncie znowu musiała badać to, co miała pod nogami. Teraz jednak pozostało jej tylko czekać na jego reakcje. Ale nie patrzyła już na niego, bała się obojętności, która może znowu w nią uderzyć. Nienawidziła jej.




Idę drogą, a za mną wiatr kołysze
Obracam się, lecz nic jużnie słyszę
Powrót do góry Go down
Calhoun Goyle
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5475-cal-pracujemy#124811 https://www.morsmordre.net/t5485-okno-parszywego-pasazera#125261 https://www.morsmordre.net/t5593-hear-the-ocean-s-roar#130336 https://www.morsmordre.net/f109-doki-parszywy-pasazer-pokoj-7 https://www.morsmordre.net/t5484-calhoun-goyle#125257
kapitan, żeglarz, przemytnik
27
Czysta
Kawaler
I don’t believe in no
devil
Cuz I done raised this
hell
0
25
0
0
0
5
10
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokład   31.01.18 19:33

Ciężko było go zmusić do czegoś, czego nie chciał robić. Na tym polu wcale się nie zmienił, chociaż na pewno ów wrodzony opór zwiększył swój poziom wraz z resztą uwydatnionych, niekiedy wręcz groteskowo niemożliwie, negatywnych cech. Im bardziej na niego naciskano, tym bardziej pokazywał innym, że się mylili, stawiając go pod ścianą. Niektórzy nigdy już nie mieli chodzić po tym świecie, reszta wiedziała, że nie miała drugi raz wchodzić mu w drogę. I mimo że społeczeństwo mogło go nienawidzić, tak zdawało sobie sprawę, że tak naprawdę potrzebowało ludzi takich jak Goyle. Potrzebowało chaosu, gdy sami się gubili w ferworze zwanym życiem. W magicznym porcie w tej chwili działo się dokładnie to samo. Kraj ich zmusił do tego. Ministerstwo Magii naciskało na każdego, kto zajmował się czymś nielegalnym, a przestępcy zwrócili się do kogoś, kogo nie do końca rozumieli. Do kogoś, kto nie przejmował się ograniczeniami prawnymi, moralnymi, komu nie zależało na pieniądzach ani na własnym bezpieczeństwie. Do kogoś, kto swoim szaleństwem mógł objąć coś znacznie większego niż jedynie strach przed organem ścigania. Oddawali mu część władzy, nie wiedząc jak bardzo łatwo mogli ją utracić - podobnie jak Rain miesiąc wcześniej mieli przeżyć niemiły koszmar. Spuścili go ze smyczy i nie mogli zatrzymać. Transport, który powoli otwierał przed nim nowe oblicze angielskiego wchłaniania podziemnego świata doków miał być prologiem.
- Nie martw się. Niech gadają - rzucił w odpowiedzi na słowa Huxley, a na twarzy pojawił się pewien uśmiech zapowiadający następne działania, które miały zostać podjęte. Być może żadne, być może jak na ulicach Skandynawii oznaczało to wystawienie na widok publicznych ukaranych i przywrócenie rozsądku, trzeźwego umysłu portowi. Nikt nie był w stanie powstrzymać plotek, ale równocześnie zdradzanie detali, nawet tych zmienionych, o przemycie, jego przemycie nie mogło pozostać bez odzewu. Najwidoczniej nie przybył do Anglii jedynie po śmierć i ukochaną osobę. Być może źle osławione doki również miały odczuć jego obecność i to dotkliwiej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Goyle sam tego nie wiedział, bo to nie magiczny port był jego celem, chociaż dzielnica portowa otwierała się przed nim niczym dziwka, podkładając się na wszelkie możliwe sposoby. Jeśli oznaczało to, że mógł sięgnąć po więcej, byłby w stanie tego dokonać. Wiedział, że jeśli dobicie targu o przemycie cennego ładunku i przewiezienie go na drugą stronę kanału miało skończyć się sukcesem, reszta półświatka sama do niego przybiegnie, dając mu wolną rękę i równocześnie odbierając swe własne dowództwo. A wystarczyło powiedzieć krótkie tak trzęsącemu się jak osika handlarzowi narkotyków. Lub bardziej odpowiadała mu łatwa dostarczyciela. Teraz jednak miał obok siebie inną sprawę do załatwienia. Nie ufał swoim ludziom. To nie o zaufanie chodziło, a o strach, podporządkowanie się i wspólne cele - wszyscy byli szaleńcami, którzy pragnęli tego samego. Nic więc dziwnego, że mogli za swoim kapitanem skoczyć w ogień, jeśliby im rozkazał. Żaden z nich nie odważyłby się go okłamać, a gdyby nawet spróbował, jego współbracia rozerwaliby go na strzępy i rozrzucili ciało po całym mieście, nie pozwalając, by kiedykolwiek dotarł do Walhalli. Słuchał więc uważnie przybyłej kobiety, wiedząc, że następnym razem raport miał być do niego dostarczony przez kogoś innego. Goyle zaśmiał się w pewnym momencie, a jego głos poniósł się po wodzie zatoki. - Ten stary kurwiarz nie wie nic o żegludze. Statek... Mogłabyś trzymać jego matkę pod nożem, a nie powiedziałby ci, gdzie jest dziób i rufa - śmiał się dalej, domyślając się, że jeśli Callaghan naprawie miał swój własny okręt to nigdy nie odbił nim od brzegu i nigdy tego zrobić nie miał. Najwidoczniej jednak nawet to nie miał żadnej wartości, a właścicielem statku mógł zostać każdy z odrobiną drobnych w kieszeni. Ciekawe czy mianował się kapitanem przed, czy po wejściu na pokład. Spojrzał na stojącą obok Rain, wyraźnie oczekując ciągu dalszego. Obrócił się do niej przodem, by oprzeć się łokciem na burcie. - Ciągle ci sami mężczyźni? Co w takim razie robi na tej łajbie? Ma ulubioną panienkę? Widział cię, nawet jeśli nie chciałaś czy nie pozwoliłaś na to? Muszę wiedzieć, co robi na statku. Tym bardziej uważaj, skoro wybiera się tam bez odpowiedniego towarzystwa - niemal szczeknął, chociaż było to bardziej wypluwanie słów w stronę Szkota niż informatorki. Gdy zadawał pytania, sam zamyślił się jakby na dłużej, wbijając spojrzenie w deski pokładowe. Jeśli miał pozbyć się Callaghana, musiał wiedzieć kto jeszcze siedział w tym całym gównie. Wpierw człowiek sprzedający ładunek musiał stracić głowę, a później cała reszta miała posypać się niczym domek z kart. Przez chwilę trwał w miejscu, by bez słowa wyminąć Rain i zeskoczyć na dolny pokład tym razem całkowicie odsłonięty. Ruszył w kierunku jednej z beczułek, by ją odkorkować i nalać nieco rumu do butelki, którą miał przy sobie. - Kiedy miał te spotkania? Ma je tylko w tym cholernym Le Revenant? - rzucił przez ramię.




One look in my eyes and you're running cause
I'm coming going to eat you alive
Powrót do góry Go down
Rain Huxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Oficjalnie portowa dziwka, nieoficjalnie informatorka
28
Półkrwi
Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
10
25
0
0
0
0
5
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokład   31.01.18 21:43

Czy nie byli w tej kwestii do siebie podobni? Czy nie próbowali odepchnąć się od ściany w momencie gdy inni ich do nich przyciaskali? Rain umykała na boki, przechodziła na kolanach pod ich szeroko rozstawionymi nogami, nie dawała się zamknąć między nimi a kamiennym ogrodzeniem uniemożliwiającym jej jakikolwiek ruch. Calhoun natomiast, gdy już został do ściany przyparty rósł. Rósł na tyle, że odpychał od siebie i ścianę i tych, którzy go do niej przyparli. Przewyższał ich, zamieniał się z nimi miejscami i nagle to oni nie mogli się ruszyć. I Rain to wiedziała, a jednak spróbowała zapędzić go w kozi róg, sama zamykając się w potrzasku. Głupota, ale nie przyznała się przed sobą, że tak właśnie się zachowała. Nie była jeszcze na to gotowa. Tak samo jak nie była gotowa na zmiany, które powoli zachodziły w porcie. Na obecność Magicznej Policji, która powodowała u niej niezrozumiały, niemal paniczny strach. To chyba jedyny przeciwnik, którego się bała. Coś, co mogło zburzyć wszystkie fundamenty na których opierał się port i doki, zburzyć filar jej domu. Bała się zmian, zmian w ludziach, w społeczeństwie i miejscu, w którym żyła. Które traktowała jak swój dom i swoje królestwo. Ich obecność w tym miejscu mogło uniemożliwić jej pnięcie się ku górze, aby stanąć na szczycie i wbić na górze swoją własną banderę. Zacisnęła usta słysząc, że ma się nie martwić. Nie martwiła się tylko o niego, ale o cały swój port, który atakowany był jak schorowane ciało przez niechcianego pasożyta. Próbowali wprowadzić swoje porządki, próbowali odwrócić piramidę hierarchii i Rain nie była pewna czy doki dadzą sobie radę i obronią się same. Nie interesowało ją to co zrobi z faktem plotek, nie było to jej sprawą, ale wolała, aby nie odbiło się to na tym miejscu. Niech sobie załatwia swoje sprawy na swoim statku, na morzu, niech nie sprowadza tego na ląd. Nie była jednak osobą, która miała taką możliwość, aby mu to wytłumaczyć. Może kiedyś by spróbowała, teraz gdy trzymał ją na swojej smyczy nie musiał jej nawet wysłuchać. Po co więc marnować swoją energię? Po co tracić czas na coś, co nie miało żadnego znaczenia? Po ostatnim miała wrażenie, może mylne, że jej zdanie nawet go nie interesuje. Nie wiedziała w jakim celu Goyle pojawił się w Anglii, miała jednak dziwne wrażenie, że jego obecność może mocno namieszać w świecie, którym tak dobrze znała i które przez dwa lata zdążyło zapomnieć o młodym mężczyźnie. Czy miało brutalnie sobie o nim przypomnieć? Czy przy okazji miał wejść pomiędzy rozłożone nogi Magicznego Portu z brutalnością i sięgnąć takżę po tę koronę? Huxley mogła jedynie, póki co, stać i patrzeć i podziwiać z jaką siłą to wszystko się dzieje. Reszta mogła nie zwrócić na to uwagi, że coś się święci, ale odkąd Rain stała częścią czegoś większego dostrzegała zmiany, które miały nadejść.
Prychnęła pod nosem, bo nawet ona wiedziała z której strony był dziub a z której rufa i bardzo rozbawiło ją to stwierdzenie. Na tyle, że po prychnięciu pojawił się cichy chichot, tak nieodpowiedni do sytuacji i zależności w jakiej się znaleźli. Ucichła dopiero gdy Calhoun zwrócił się w jej stronę oczekując dalszych odpowiedzi. Nie cofnęła się, a jedynie zacisnęła usta czekając aż skończy zadawać jej pytania.
- Tak, ci sami. Ale nigdy nie spotkałam ich bez jego obecności. Schodzą na statek, a potem znikają pod pokładem, zawsze ktoś się na pokładzie kręci, jacyś marynarze. Panienki ma dwie, jedna z nich to dziwka z Wenus, wysoka blondynka. Drugiej nigdy nie widziałam. Nigdy nie są z nim w tym samym czasie - odpowiadała po kolei i spokojnie, mimo ostrego tonu jaki kierował w jej stronę Goyle. - Wątpię, aby mnie widział, ale ci jego mężczyźni. Czujne psiaki, łażą za nim krok w krok. Co to za jakaś szycha?
Wyrwało jej się pytanie spowodowane ciekawością, ale wątpiła, aby usłyszała na nie odpowiedź. Chodziło ono jednak za nią od już jakiegoś czasu i nie oszukujmy się, Rain nie byłaby sobą gdyby nie spróbowała wyciągnąć czegoś więcej od Goyle’a. Najprawdopodobniej nie dostanie tego czego chciała, ale spróbować warto. Nie zawsze, czasem należy odpuścić, ale czasem bardzo warto.
Wywróciła oczami gdy ten znowu minął ją bez słowa i niechętnie odwróciła się za nim. Beczka z alkoholem, kobieta mimowolnie oblizała usta językiem bo wiedziała, że Goyle nie pija byle czego. To, co sobie nalał musiało być najwyższej półki, a Rain akurat miała ochotę na trochę alkoholu. Dobrze wiedzieć, które z beczek składują trunek. Bardzo dobrze.
- Ostatnie spotkanie było pięć dni temu. Udało mi się dotrzeć tylko do tych w Le Revenant, o innych nie wiem - odpowiedziała szczerze nie spuszczając z niego wzroku.
O co miał teraz zapytać? Czy to koniec przesłuchania? Czy naprawdę nadal nie zdawał sobie sprawy z faktu, że lepiej będzie jeśli to ona mu osobiście składać będzie raporty? Czy jego pieski będą wiedziały o co zapytać, co jest istotne, a co nie? Uniosła brew ku górze zastanawiając się nad odpowiedziami na własne pytania.




Idę drogą, a za mną wiatr kołysze
Obracam się, lecz nic jużnie słyszę
Powrót do góry Go down
Calhoun Goyle
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5475-cal-pracujemy#124811 https://www.morsmordre.net/t5485-okno-parszywego-pasazera#125261 https://www.morsmordre.net/t5593-hear-the-ocean-s-roar#130336 https://www.morsmordre.net/f109-doki-parszywy-pasazer-pokoj-7 https://www.morsmordre.net/t5484-calhoun-goyle#125257
kapitan, żeglarz, przemytnik
27
Czysta
Kawaler
I don’t believe in no
devil
Cuz I done raised this
hell
0
25
0
0
0
5
10
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokład   02.02.18 19:07

Cal nie miał tak wybujałej wyobraźni jak Rain, jednak na pewno nie poddawał się presji otoczenia. Potrafił odpowiednio pochłaniać każdego, kto chciał w jakikolwiek sposób go przycisnąć. Nic dziwnego skoro czerpał siłę z każdego konfliktu, a zagrożenie było jak dodatkowe źródło energii. Był wyspecjalizowany w tym, by ukazywać ludziom to, czego za nic w świecie nie chcieli oglądać - tego, że to on był górą nawet wtedy, gdy było to wręcz niemożliwe. Ale czy aby na pewno? Nie czuł się mały czy zbity z tropu w ich obecności, wręcz przeciwnie. Potrafił obrócić pracodawcę do posady roztrzęsionego, niepewnego nastolatka kupującego swój pierwszy nielegalny alkohol. Mogłoby to wyglądać, że właśnie on pracował dla kapitana - nie na odwrót. Uciekanie przed takimi rodzajami zderzeń nie było w jego stylu; nie mógł oprzeć się możliwości słownych potyczek i rozrywaniu osób naprzeciwko z brutalnością, tak samo jak ich argumentów. Huxley była sprytna, lecz unikała większych, grożących jej konfrontacji, a on przeciwnie. Każde z nich miało na to swój sposób, chociaż on więcej ryzykował, ale równocześnie więcej zyskiwał. Jako mężczyzna, jako żeglarz mógł sobie na to pozwolić i nie obchodziło go to, co miało się stać później. Teraz był kapitanem wielkiego żaglowca, przewodził około pięćdziesięciu ludziom twardym i nieokrzesanym jak on, jednak nawet bez tego z chęcią by szukał kłopotów. I robił to, gdy był młodszy. Co prawda jeszcze mało kto spoza grona zainteresowanych o nim słyszał, ale nie miało to znaczenia. Towar miał mu zapewnić pozycję, a za nią przywileje i władzę. Bo ambicja była jak ciemność i nie miała żadnych barier. Była idealną rzeczą, której pragnął Goyle. Teraz miał nie tylko handlarzy narkotykami czy Zielonej Wróżki w kieszeni, Huxley, chociaż bardzo się zapierała, wkroczyła w jego pole władzy i nie mogła tak łatwo uciec. A nie musiał się nawet starać, by mieć ją pod kontrolą. Czy tak łatwo było pochłonąć ludzi według swojej woli, czy prawda leżała gdzieś indziej? Mimowolnie stał się przeciwnikiem Magicznej Policji, bo nie tylko Rain wspominała o tych psach Ministerstwa Magii, lecz również ludzie, którzy chcieli ulokować swój towar przed inspekcją. Calhoun jedynie uśmiechał się, a jego twarz mówiła tylko jedno. Niech przychodzą.
- Gdybyś słuchała na początku, wiedziałabyś. Nie przewiduję bonusów - rzucił po słowach informatorki, wracając myślami do ich pierwszego spotkania. Czy powiedzenie jej o nim jako o jednym z czołowych ludzi na rynku przemytem, jeśli nie najważniejszym nic jej nie mówiło? Słuchał jej jednak uważnie, układając sobie w głowie wszystko, co mówiła. Być może Callaghan miał jej zająć więcej czasu niż początkowo zakładał, ale nie było sensu się spieszyć. Spokojnie i bez zbytecznej agresji. Na wszystko miał być czas później. - W takim razie możesz wykluczyć, że spotkania nie odbywają się w jego domu? - dopytał z pewnym zamyśleniem, wpatrując się w deski pękatego Aegirssona. Miejsca, gdzie przelał być może najwięcej krwi i to nie tylko własnej, lecz innych własnym dłońmi. Polowanie, wychwytywanie, skazywanie, uśmiercanie nieposłusznych, chętnych do buntu, szemrających członków załogi odbywało się właśnie tutaj. Bezlitosne, brutalne, czasem wręcz nieludzkie. Kawałki mięsa czy ciała były później zmywane z pokładu, lecz dusza każdego kto cierpiał została wchłonięta w okręt i jakby już sam ten fakt sprawiał, że niełatwo było go zniszczyć, a samo spojrzenie na niego powodowało pewien niepokój. Calhoun uwielbiał ten statek, który sprawił, że był tym, kim był teraz. I nie chodziło o kapitana, a możliwości. Gdy skończył już nalewać alkohol do butelki, skierował się w stronę rufy, gdzie prowadziły schodki na górny pokład i wolno wrócił na ten sam poziom, na którym stała Rain, by rzucić w jej stronę zamknięty trunek. - Trzymaj - mruknął, nie mówiąc dlaczego ani po co. Mogła to potraktować jak pewnego rodzaju dodatek. Z okolic Morza Celtyckiego odpowiednio przechowywany posiadał unikatowy posmak, któremu nie można było się oprzeć. Domyślał się, że kobieta już zamierzała na niego ostrzyć sobie zęby, dlatego wyprzedzał niektóre z faktów. Podszedł do niej i wyciągnął rękę, by złapać ją za pasek i lekko przyciągnąć do siebie. - I wynoś się z mojego statku - mruknął, nie puszczając jej spódnicy i wpatrując się w nią intensywnie.




One look in my eyes and you're running cause
I'm coming going to eat you alive
Powrót do góry Go down
Rain Huxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Oficjalnie portowa dziwka, nieoficjalnie informatorka
28
Półkrwi
Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
10
25
0
0
0
0
5
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokład   02.02.18 20:51

To nie tak, że to Calhoun zdobył władzę nad Rain. Nie. To ona sama mu ją dała i taka była teraz dla niej oficjalna wersja. Gdyby wiedział, że tak myśli na ten temat, na pewno z chęcią ułożyłby ją w odpowiedni sposób, w końcu nigdy nie lubił gdy się mu umniejszało. Ale on nie musiał o tym wiedzieć, a chodziło tylko o to, aby to Huxley czuła się lepiej sama ze sobą. Chociaż czy ona kiedykolwiek czuła się ze sobą dobrze? Jedyne co miała to ciało i talent do magii umysłu i to wszystko. Na pozostałych płaszczyznach była nikim i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Bez większego doświadczenia, bez rodziny, bliskich sobie osób. Mogła z zazdrością patrzeć chociażby na Calhoun’a, który spełniał się w nowej roli i sięgał po więcej, coraz więcej. Rain przewidywała, bo kobieca intuicja była silnie u niej wykształcona, że kiedyś, nie w najbliższym czasie, ale w dalszej przyszłości, przyjdzie jej walczyć z Goyle’m o koronę tego miejsca. O kapitański stołek Dzielnicy Portowej, o coś, o czym tak bardzo marzyła. I wygra wtedy lepszy, a ten co przegra, na zawsze przejdzie do podziemi. Albo odpłynie, jakby to było w przypadku Calhoun’a, albo zostanie sprowadzony do parteru bez możliwości uniesienia się wyżej - w przypadku Rain. Z zaciśniętymi ustami patrzyła na niego karnie przyjmując jego słowa krytyki starając się przekształcić je w siłę, którą kiedyś będzie mogła wykorzystać.
- To było pytanie retoryczne - warknęła jedynie w odpowiedzi.
Musiała jakoś spróbować wyjść z tego z twarzą, nie byłaby sobą gdyby nie podjęła kroków, aby do tego doprowadzić. Dalej jednak pytania dotyczyły przede wszystkim zadania. Wzięła głębszy wdech, bo było ono dość niewygodne i przez chwilę Rain nie odzywała się starając się jakoś ubrać to w słowa.
- Nie ustaliłam gdzie jest jego dom - stwierdziła w końcu. - Tak jak mówiłam pojawia się na statku, musi się z niego deportować. Z tych wszystkich restauracji i pubów z których wychodzi nigdy nie zaszedł pieszo do żadnego domu. Czasami się deportują.
Czuła się niepewnie, bo chyba powinna to wiedzieć. Po ostatnich słowach mężczyzny zwątpiła też w to, że może mówił jej gdzie jest jego dom, a ona faktycznie go nie słuchała i nie zarejestrowała tego faktu? Ale wracała do wspomnień, sprawdzała czy coś takiego nie padło i nie, nie padło.
Butelkę z alkoholem przyjęła z wdzięcznością, z chęcią sprawdziłaby jak smakuje, bo spodziewała się czegoś porządnego a nie zwykłego chłamu, ale że miała mieć jutro gościa jak podejrzewała, lepiej, aby butelka została otworzona jutro. Jakoś wytrzyma. Nie spodziewała się za to takiego gestu z jego strony, nie po tym, gdy dostała w twarz jego zachowaniem i ocenianiem ją pod kątem Callaghan’a. Jednak dała się przyciągnąć bez protestów, znalezienie się ponownie tak blisko jego ciała było dla niej wręcz nagrodą. Pożądała go jak kobieta mężczyznę. Jego biodra idealnie pasowały do jej bioder. Dwa lata na niego czekała, a gdy się pojawił, to nawet nie spojrzał na nią w taki sposób jak kiedyś. A ona miała ochotę na jego bliskość i nie miała możliwości, aby sama sobie wziąć to czego chciała.
- Nie mogę - szepnęła. - Po pierwsze dlatego, że mnie trzymasz, a po drugie dlatego, że jest jeszcze jedna sprawa dla której chciałam spotkać się z tobą… osobiście.
Umilkła. Chwila napięcia nigdy jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a ona czuła się bardzo dobrze gdy obserwowała jego po kolei zaciskające się mięśnie, nie tylko na twarzy czy szyi, której mogła się teraz bezkarnie przyglądać i gdyby miała pewność, że nie wyląduje z twarzą za burtą, to chętnie wgryzłaby się zębami. Ale też po uścisku jego pięści na jej pasku.
- Twoja siostra o mnie wypytywała. Zdobyła mój adres i według moich przypuszczeń pojawi się u mnie w domu jutro. Stawiam, że wieczorem - wyszeptała.
Ciekawa była jego reakcji. Chociaż ona również była bardzo zainteresowana faktem, że pani Spencer-Moon wypytywała właśnie o nią. Dobrze, że Huxley miała zaufanych ludzi, dzięki czemu nadal była krok przed kobietą i blondyneczka nie zaskoczy ją w jej własnym domu. Rain już czyniła przygotowania do jutrzejszego spotkania, a Calhoun, wręczając jej butelkę z alkoholem, wpasował się w te przygotowania wręcz idealnie.




Idę drogą, a za mną wiatr kołysze
Obracam się, lecz nic jużnie słyszę
Powrót do góry Go down
Calhoun Goyle
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5475-cal-pracujemy#124811 https://www.morsmordre.net/t5485-okno-parszywego-pasazera#125261 https://www.morsmordre.net/t5593-hear-the-ocean-s-roar#130336 https://www.morsmordre.net/f109-doki-parszywy-pasazer-pokoj-7 https://www.morsmordre.net/t5484-calhoun-goyle#125257
kapitan, żeglarz, przemytnik
27
Czysta
Kawaler
I don’t believe in no
devil
Cuz I done raised this
hell
0
25
0
0
0
5
10
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokład   02.02.18 22:19

Goyle miał przewagę, chociaż nie musiał się specjalnie o nią starać. To że Huxley twierdziła inaczej i że wciąż zamierzała z nim walczyć o to, kto powinien znaleźć się na szczycie piramidy nie miało większego znaczenia. Póki co stanowiła dodatek, środek do celu, który sobie wyznaczył, a ukazanie jej tego, co mogło ją czekać po stanięciu przed nim i żądaniu czegoś więcej, na pewno wciąż tkwiło w jej umyśle. Ostatni raz podczas którego się spotkali, nie był w żaden sposób przypomnieniem poprzednich lat. Potrafili być wobec siebie brutalni, lecz nigdy nie okazywali sobie obojętności jak zrobił to wtedy. Miała pełne prawo być na niego wściekła - w końcu będąc na jej miejscu, nie zareagowałby inaczej, zdając sobie sprawę, że mogło to wyglądać zupełnie inaczej. Ich wspólnie spędzony czas był niesamowicie przyjemny, unikatowy. Można było powiedzieć, że uzależniający. W końcu Cal nigdy nie spał tyle razy z jedną kobietą, ile zdarzało mu się z Huxley. Za każdym razem gdy bywał w Londynie, oczywistym było, że jego kroki kierowały się do niej. A ona czekała, z oddali uśmiechając się wyzywająco i zaczynając odpowiednią dla nich grę. Gdyby była dla niego tylko kolejną dziwką, nie poświęcałby jej tyle czasu, ile dla niej miał. Nie szukałby satysfakcji w rozdrabnianiu się nad wspólnymi zagrywkami, które były nieodłącznym elementem ich relacji. Nie spotykali się jednak jedynie dla spraw łóżkowych, chociaż koniec końców zawsze tam lądowali. Lubił jej ciało, jej zapach, do którego przyjemnie się wracało. Nic dziwnego, że zamierzała ukazać mu swoją siłę. A on na to czekał.
- Jasne - rzucił, nie kryjąc rozbawienia warknięciem, które otrzymał. Tak bardzo pasowało to do Rain, którą znał. Nic się nie zmieniła w jego oczach, chociaż być może znów poszerzyła jej się dorodna klatka piersiowa. Chciała obrócić jego słowa na swoją stronę; niech i tak będzie. Oboje wiedzieli jednak, że oszukiwanie siebie w głębi duszy nie miało żadnego znaczenia. Znali się an tyle, by darować sobie podobne błędy. Te oszustwa już dawno temu straciły termin ważności. Nie odezwał się, gdy powiedziała, że nie wie gdzie był jego dom. Sprawdzał wcześniej budę, którą zajmował Callaghan przed jego zniknięciem, lecz stała zupełnie pusta, a sąsiedzi twierdzili, że właściciele przenieśli się gdzieś indziej z uwagi na bezpieczeństwo. Rain musiała wiedzieć, że to było jej celem. Skoro tak bardzo uważał na to, by nikt nie dowiedział się, gdzie mieszka, mógł skrywać tam coś ciekawego. Być może to właśnie tam odbywały się najważniejsze z przetargów. Uderzając w jego ostoję, rozniósłby wotum o tym, że Callaghan nie może obronić nie tylko siebie, ale również swoich klientów. Ten azyl musiał upaść, a Huxley musiała się dowiedzieć gdzie był. Spojrzał na nią, nie odzywając się, lecz musiała wiedzieć, że w tym momencie oznaczało to mniej miłą pracę. Kręcenie się dokoła kogoś takiego nie miało być przyjemne. W przeciwieństwie do tej bliskości, która zaczaiła się między nimi. Znając jej ciało, znał również reakcje właścicielki, a lekkie westchnięcie niosło za sobą coś znaczniejszego. Kiedyś zjawiłby się u niej, by dostać swoją nagrodę. Czy teraz to ona postrzegała jego w ten sposób? Wspomnienie o Caley na chwilę wytrąciło go z równowagi. Mogła dostrzec ten półcień przenikający przez jego twarz. Niepewności i dekoncentracji. W końcu słuchanie o siostrze z ust Huxley nigdy się nie zdarzyło. Podniósł drugą rękę i jak wiele lat temu złapał jej policzki, ściskając, aż usta nie wydęły się w śmieszny sposób, chociaż nikomu nie było teraz do śmiechu. - Bądź dla niej miła - mruknął w końcu, wracając do swojej wcześniejszej postawy. Chociaż nie była to prośba. Niezidentyfikowany rozkaz musiał zostać odebrany przed kobietę tylko w jeden, właściwy sposób. Do tego jego dłoń jeszcze mocniej zacisnęła się na pasku. Nie podobało mu się to, że Caley chodziła tam, gdzie nie powinna. Nie był w stanie jej zatrzymać, a teraz też nie miał się z nią spotkać, aż do nocy świętojańskiej. Oboje wiedzieli dlaczego tak było i nie mogli złamać pewnej niespisanej umowy. Teraz stał wraz z Huxley na pustym statku. Zrobił krok do przodu, zmuszając ją do do cofnięcia się i kontynuował to póki nie znalazła się przy maszcie, o który uderzyła plecami. Obrócił kobietą, by przywrzeć ciałem do jej pleców. - Bo ja nie zamierzam - wyszeptał tuż nad jej uchem, po raz pierwszy od dwóch lat przygryzając odsłoniętą damską szyję.




One look in my eyes and you're running cause
I'm coming going to eat you alive
Powrót do góry Go down
Rain Huxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Oficjalnie portowa dziwka, nieoficjalnie informatorka
28
Półkrwi
Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
10
25
0
0
0
0
5
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokład   02.02.18 22:52

Wystarczyło jedno jego spojrzenie, aby Rain wiedziała co ma się stać jej priorytetem. Dobrze czuła, gdy niepewność ją ogarnęła, gdy miała powiedzieć, że nie odnalazła jeszcze jego domu. Calhoun liczył na nią, liczył że tego dokona i dobrze by było gdyby następnym razem pojawiła się z odpowiednimi informacjami na ten temat. Nie mogła wpłynąć na czas jaki zajmowało jej rozpracowanie tego człowieka, nie mogła na siłę tego przyśpieszać, bo mogłaby popełnić błąd. Jednocześnie nie chciała nadwyrężać cierpliwości Goyle’a, wraz z chęcią zdobycia coraz to większej ilości władzy proporcjonalnie malała ilość posiadanej cierpliwości. Tacy ludzie chcieli, aby ich polecenia wykonywane były dokładnie i w miarę szybko, zazwyczaj nie lubili zbyt długo czekać. Calhoun i tak na nią nie naciskał, nie dopytywał o czas, dawał wolną wolę. Ale Huxley i tak nie chciała ryzykować. Nie chciała go zawieść. Zależało jej na tym, by dobrze wykonać swoje zadanie bo tylko w ten sposób mogła wrócić na swoją dawną pozycję. A przynajmniej w taki sposób to widziała. Wiedziała, że nie była dla niego zwykłą dziwką, gdyby tak było, to nie poświęcał by jej swojego czasu i dlatego też jego oschłość i obojętność z ostatniego razu tak bardzo ją zabolało. I drżała przed kolejną porcją obojętności. Chociaż żadne słowo nie padło, to spojrzenie mówiło samo za siebie i Rain, niemal posłusznie, lekko kiwnęła głową dając znać, że przyjęła do wiadomości co musi zrobić. Oczywiste było, że zadanie nie należało to najłatwiejszych. Ba! Nie pamiętała kiedy ostatnim razem miała takie trudności ze zdobyciem jakiś informacji. Musiała się przy nim zakręcić w odpowiedni sposób, sprawić, aby sam pokazał jej miejsce, w którym mieszkał. Bo za deportującym się mężczyzną mogła uganiać się wieczność. A gdyby próbowała zaatakować jego umysł niespodziewanie… nie miała żadnego pojęcia jakie posiadał umiejętności, mógł ją wyczuć, mogli ją zaraz złapać i kto wie jakby skończyła. Zadrżała na samą myśl o swojej porażce. Trzeba było podejść do tego w odpowiedni sposób, przygotować się. Suknia się szyła, kosmetyki praktycznie skompletowała. Jeszcze trochę, a przyjdzie jej stanąć z nim twarzą w twarz. Nie wiedziała czy jeszcze w czerwcu, może poczeka, spróbuje dowiedzieć się czegoś więcej? Nie miała już swojej mentorki, ta stara jędza na pewno wiedziałaby co w takiej sytuacji uczynić, ale nie było nikogo kogo Rain mogłaby się zapytać i musiała polegać na swojej własnej wiedzy i intuicji. I pierwszy raz od jej zniknięcia żałowała, że jej nie ma.
Dobrze czuła, że wspomnienie o jego siostrze go wybije z rytmu. Sprawi, że mięśnie się zacisną, źrenice zwężą, uścisk na jej ciele stanie się mocniejszy. Jego słowa nie były prośbą. Były rozkazem i groźbą. Pod, z pozoru, całkiem miłym tonem czaiło się wielkie niebezpieczeństwo. Jeśli małej Caley spadnie choćby najmniejszy włos z jej winy - miała surowo za to odpowiedzieć. Patrzyła mu w oczy nie mając odwagi próbować odsunąć twarzy od jego ręki, pozwalając, aby rozciągnął jej policzek. Nie odpowiedziała od razu, czerpała z emocji, które zawładnęły jego ciałem. Próbowała wyczuć każdy napięty mięsień, najmniejszy ruch. Nie był zadowolony, że jego siostra zdecydowała się na spotkanie z Huxley. Nie powinny się nigdy spotkać, nic więcej ponadto sprzed lat, gdy jako mała dziewczynka przyłapała ich na buszowaniu w zasobach należących do ojca Goyle’ów. A jednak coś sprawiło, że chciała się z nią spotkać. Caley podążała za ciekawością, za chęcią poznania kobiety, która była kimś ważnym dla jej brata, a ona nie wiedziała kim jest i co w sobie ma, że jej brat spędzał z nią tyle czasu za młodu i za każdym razem kierował w jej stronę swoje kroki, gdy stawał na lądzie po długiej podróży.
Cofnęła się. Napierał na nią swoim ciałem, a ona trzymana za pasek nie mogła przed nim uciec. Poruszała się tak jak chciał, nie wiedziała w którą stronę bo szła do tyłu i nie była pewna tego gdzie ją prowadzi i jaki ma ku temu cel. Gdy dotknęła plecami twardej powierzchni wzięła głębszy wdech. Uwięziona jak w klatce pomiędzy jego ciałem, silnymi ramionami, a ograniczeniem w postaci jakiejś… ściany? Nie, bardziej drewniany maszt. Nim się zorientowała stała już przyparta twarzą, a jego ciało czuła przy swoich plecach.
- Włos jej z głowy nie spadnie - zapewniła.
Wygięła się jak kotka czując ugryzienie na szyi. Drażnił się z nią, wiedział czego chce i specjalnie ją podpuszczał. Rain powoli zaczynała rozumieć niektóre nowe dla niej kwestie i była niemal pewna, że i dzisiaj nie dostanie tego czego pożądała z taką siłą od dwóch lat, a zdecydowanie mocniej od ostatniego miesiąca. Napięcie które w niej z potęguje, ekscytacje i pociąg do jego osoby nie zostaną zaspokojone. Nie dzisiaj. I Rain była w pełni tego świadoma, a jednak posłusznie mu na to pozwalała. Bo nawet odrobina czułości i przyjemności w tym momencie było większą nagrodą niż kolejna pełna sakiewka.




Idę drogą, a za mną wiatr kołysze
Obracam się, lecz nic jużnie słyszę
Powrót do góry Go down
Calhoun Goyle
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5475-cal-pracujemy#124811 https://www.morsmordre.net/t5485-okno-parszywego-pasazera#125261 https://www.morsmordre.net/t5593-hear-the-ocean-s-roar#130336 https://www.morsmordre.net/f109-doki-parszywy-pasazer-pokoj-7 https://www.morsmordre.net/t5484-calhoun-goyle#125257
kapitan, żeglarz, przemytnik
27
Czysta
Kawaler
I don’t believe in no
devil
Cuz I done raised this
hell
0
25
0
0
0
5
10
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokład   02.02.18 23:56

Musieli osaczyć swój cel, a później odsunąć od tego Rain i zająć się tym, co pozostało. Nie mogła, nie powinna, nie było żadnych szans na to, by uczestniczyła w głównej części. To było niemal jak przygotowywanie wielkiej kolacji dla głodujących gości. Huxley była przystawką, która miała jedynie wprowadzić ich i zostawić niedosyt na danie główne; jej poszukiwania były zapachami dochodzącymi z kuchni, a Callaghan i jego przedwczesne odejście miało być środkiem, centrum całego zdarzenia. Płacz po jego osobie miał się roznieść szybko i boleśnie, lecz dalej nie on był nagrodą, która czekała na samym końcu. Cal nie wchodził w pracę informatorki, nie poganiał jej ani nie wpływał na jej pracę. Nie o to chodziło i nie zamierzał naruszać tego prywatnego w pewnym sensie sektora pracy. Dał jej wolną rękę na wszystkie działania i tak miało pozostać, póki nie miał zdecydować inaczej. Nie mogła jednak nie czuć na sobie jego spojrzenia, bo zdawać by się mogło, że ktoś taki jak on nie rezygnował z władzy - nawet tej dobrowolnie darowanej. To miasto zasługiwało na inny, lepszy rodzaj brutalnego oświecenia niż miało do tej pory. Czegoś, co nie musiało mieć żadnego sensu, a jedynie wprowadzenie chaosu miało uwolnić całą hipokryzję tego miejsca. Podobnie jak początkowo Huxley nie widziała tego w co się pakowała, tak teraz dostrzegała jak wielką zbitką przeciwstawnych uczuć i zachowań była. Gdyby naprawdę chciała, żeby się pieprzył, nie przychodziłaby na pokład. Być może zapomniała o robocie i rzuciła mu pieniędzmi w twarz. A jednak zajęła się tym, chociaż jego poczynania w stosunku do niej były zupełnie inne niż poprzednio. Nie do przyjęcia. Czy właśnie aż tak mocno go potrzebowała, że nie wypięła się na to, co oferował, choć równocześnie mocno ją to upadlało? Ile w tym wszystkim było prawdziwej Rain, a ile wahania się i niestabilności? Calhoun wiedział, czego pragnął i szedł do tego po trupach, nie zważając na stan świata dokoła siebie podczas tej wędrówki. A ona? Wydawało mu się, że dobrze było jej w tych dokach, nie ruszając się ani na krok. Lekkie kroczki w przód były zaraz weryfikowane i okoliczności sprowadzały ją mocno ku ziemi. A ona trzymała się tego co stare z taką trwogą, że odbierała sobie sięganie po przyszłość.
Wspomnienie o Caley poruszyło nim. Nie mógł nikogo oszukać i ci, którzy go znali, nie poruszali tego tematu. Odzwyczajony od słuchania od niej z obcych ust nie mógł zareagować inaczej. Sprawa ze spotkań z nią po przybiciu do brzegów angielskich wciąż była w nim mocno żywa, nawet jeśli tego nie okazywał. Tylko raz był świadkiem spotkania dwóch kobiet i to jeszcze w dzieciństwie, gdy nie czuł nic znamiennego do młodszej Goyle prócz braterskiej miłości i chęci opieki nad nią. Wszystko przyszło z czasem, a późniejsze zamieszki zmieniły wszystko o sto osiemdziesiąt stopni. Dlatego mu się nie podobało to, co dziś usłyszał i zaniepokojenie, zdezorientowanie krokami siostry sprawiło, że przez ułamek sekundy poczuł się jak ona. Gdy oskarżyła go o brak informacji, brak odzewu. Brak czegokolwiek, co świadczyłoby o tym, że wciąż o niej myślał i planował coś większego niż jedynie dobijanie kolejnego, nielegalnego targu w podziemiach dzielnicy portowej. Poczucie winy jednak było mu nieznane, dlatego te dziwne nieprzyjemne myśli nie zostały w jego umyśle na długo. Nie mógł już tego powstrzymać i wiedząc o tym, nie mógł specjalnie wpłynąć na grę Caley. Mógł się pogodzić z tym faktem, pozwalając jej na wzięcie niektórych spraw w swoje ręce. I tak się spotkają, a ona mogła z niego wyciągnąć wszystko jak wtedy w kajucie, gdy zobaczyła ich wspólny mord. To było tak proste, a jednak przeraziła się tamtej wędrówki w umysł brata. Nie była jeszcze na tym samym poziomie destrukcji, który osiągnął, ale czy nie szła jego śladami? Czy pójście do Rain nie było naśladownictwem? Jej brat już tam był, przetarł jej szlaki, po których miała stąpać. Czy miała się dowiedzieć, co działo się między tą dwójką? Informatorem i kapitanem? Nic nie mogło wymknąć się jej spostrzeżeniom, ale czy oznaczało to, że nie widziałaby ich teraz wspólnie? A Calhoun pomimo swojej powakacyjnej, pozbawionej zasad gry, nie zamierzał ulec. Nie zamierzał również brać Huxley, gdy w głowie huczała mu zupełnie inna osoba. Reakcje kobiety były idealnie zsynchronizowane i nie mogła kryć się z tym, że prawdziwe. Wiedział czego chciała, a ona nie była na tyle naiwna, by sądzić, że to dostanie. Być może sprawy miałyby się inaczej, gdyby nie obraz siostry w jego głowie. Zagłuszał wszystko inne. I wszystkich. Goyle pozwolił sobie na złapanie dłonią przez gorset lewej piersi kobiety, którą lekko podrażnił, a potem zbadał znajome wcięcie. Kształty tak różne od tych, które sobie ukochał, chociaż te potrafiły go zaspokoić. Jego usta zbadały dość dobrze delikatną skórę szyi Rain, a później również i przez chwilę zagościły na płatku jej ucha, które lekko przygryzione pozostało ostatnią pieszczotą na tę noc. I chociaż ich wspólny czas się kończył, nie oznaczało to, że w przyszłości miało być dokładnie tak samo. Żadne z nich jej nie znało, a brak wiedzy zarówno ich ekscytował jak i drażnił równocześnie. - Powinnaś już iść - mruknął, po czym odsunął się od Huxley i wskoczył na burtę, by z niej przedostać się na wanty. Dokładnie tak jak go zastała. Miał przed sobą obiecaną okrętowi noc.

|zt x2




One look in my eyes and you're running cause
I'm coming going to eat you alive
Powrót do góry Go down
 

Pokład

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Pokład
» Pokład

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port :: Aegirsson-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18