Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sypialnia gościnna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sypialnia gościnna   05.02.18 16:51

Sypialnia gościnna

Jedna z sypialni gościnnych, umieszczona we wschodniej części zamku. Jest całkiem przestronna, utrzymana w pastelowych, stonowanych barwach. Nad drzwiami wejściowymi można dostrzec herb Ollivanderów, rzeźbiony w ciemnym drewnie, opleciony ozdobami nawiązującymi do lasu. Goście mają tu do dyspozycji sporą szafę, kilka komódek, toaletkę, w rogu pomieszczenia swoje miejsce ma także stary gramofon, obok którego można znaleźć parę płyt z muzyką klasyczną. W sam raz na dłuższy, jak i krótki pobyt w siedzibie rodowej.


Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sypialnia gościnna   04.03.18 10:57

12. maja
Kolejny raz złapał martwy punkt, wpatrując się w nicość dobre kilka minut, uległszy bezczonności, stagnacji i wyjątkowo depresyjnym myśom. Palce wybijały spokojny rytm, uderzając o drewnianą powierzchnię komódki, znajomej - przeniesionej z dawnej sypialni, z jedynego słusznego domu - jednak już w samej czynności kryło się zdenerwowanie i doza niemocy. Mimo usilnych prób nie potrafił przypomnieć sobie, kiedy ostarnio czuł się zagubiony. Na miano wydarzeń powodujących podobne odczucia zasługiwały rzecz jasna kolejne śmierci (lub zniknięcia, nawet po tak długim czasie był przekonany, że Valerie żyje, z tą różnicą, iż nie przy jego boku) - nie było niczego porównywalnego do żałoby po utracie najmłodszej siostry. Różnica polegała na oswojeniu informacji, napływających od świata. Podczas licznych ataków choroby, Ophelia zdołała jakkolwiek zakorzenić w bliskich myśl o własnym odejściu, znali doskonale prognozy uzdrowicieli, obserwowali bezpośrednio malejące szanse, wsłuchiwali się w coraz płytszy oddech, slaby kaszel, byli świadkami panicznych wdechów, powietrza chwytanego haustami - znali złowróżbne dźwięki na pamięć. Odchodziła powoli. Nie umniejszyła tym tragedii, pogrążając Ollivanderów w tęsknocie i rozpaczy, teraz jednak wydarzenia spadły na rodzinę jak grom z jasnego nieba.
Lancaster brakowało aury odległego Silverdale, nie potrafił czuć się tu swobodnie, brak bezpośredniego sąsiedztwa lasu i znajomego szumu drzew wypełniał przestrzeń dziwnym brzęczeniem, dzwonieniem, pustką - przebywając w murach wielkiego zamku uczył się przyzwyczajać do subtelnego bólu głowy, a dyskomfot towarzyszył nawet wśród własnych komnat. Jasno dał do zrozumienia, że to w nich nie życzy sobie żadnego towarzystwa, nawet skrzaty domowe miały trzymać się z dala od pomieszczeń. Utrzymywał bezwględny porządek, trwając w czymś na miarę ascezy, ledwo dotykał rzeczy, znajdujących się wśród tych ścian, czas spędzany między nimi wypełniony był raczej bezruchem, zamyśleniem i okruchami snu. Zaledwie trzy dni - tyle było im dane uzyskać na utratę bezpiecznej przystani. Serce Ulyssesa pękało w tym czasie wielokrotnie. Spacer po opustoszałych pokojach, ogołocony warsztat, pojedyncze pozostałości ich życia w losowych kątach posiadłości. Czuł się, jakby te widoki zostały wyryte w pamięci silnymi ciosami okrutnego dłuta. Nawiedzały go w snach, przebijały się w najbardziej nieodpowiednich momentach, zostawiając na języku gorycz i niechęć. Nigdy wcześniej nie żywił niechęci do rodowej posiadłości, dopiero gdy przyszło mu w niej zamieszkać, poczuł ogromny dysonans. Pomimo zajmowania najbardziej odludnej części siedziby Ollivanderów, czuł się osaczony, przytłoczony i niespokojny. Myśli coraz bardziej maniakalnie opanowywały pragnienia związane z okiełznaniem umysłu i faktycznie był już blisko tego, co postanowił sobie przed laty, cierpliwie i konsekwentnie pracując nad osiągnięciem celu. Wściekłość tliła się żywo, paląc wnętrzności nieukierunkowaną chęcią zemsty, która była do powstrzymania bardzo trudna - dokładnie przez brak uzasadnienia. Destrukcyjne zapędy rozrywały od środka, skrzętnie ukrywane pod kamienną maską. W tym wszystkim nie mógł jednak nie pamiętać o rodzinie. Odczekał kilka dni, nim zdecydował się na odwiedziny u młodej kruszynki, której anomalie zgotowały wyjątkowo ciężkie przywitanie. Dla wszystkich stało się jasne, że przebywanie w towarzystwie najmłodszych było skrajnie ryzykowne, szczególnie dla tych szczęśliwców, którzy sami borykali się z chorobami genetycznymi - ach, czyżby zaliczał się do tego wyjątkowego grona? Matka przestrzegła go subtelnie, na co pokręcił tylko głową i posłał jej surowe, uparte i zdeterminowane spojrzenie. W ubiegłym miesiącu zrozumiał pewną oczywistość, uzależnioną od młodego wieku. Szczerość dzieci pozwalała mu na chwilowe rozluźnienie, lubił je, lubił ich słuchać, pozwalać na brodzenie w wyobraźni i obserwować, dokąd może te mały istoty doprowadzić - i choć obecne okoliczności mogły znacznie zmienić nie tylko odbiór, ale i podejście Kyry, nawet nie przyjmował do wiadomości, że mógłby minąć obojętnie sypialnię gościnną, w jakiej została ułożona, by oszczędzić przykrych skojarzeń z feralną nocą. W dłoni miał skromną, herbacianą, bardzo niewielką różyczkę. Jej płatki były jeszcze zwinięte, ciasno trzymały się we własnych objęciach, kolce zostały skrupulatnie usunięte, a wokół zielonej łodyżki ciągnęła się skromna wstążka z liści laurowych. Zapukał spokojnie, najpierw zaglądając przez uchylone drzwi, by wymienić kilka słów z opienkunką - miała siedzieć obok i czuwać nad sytuacją. Dopiero wtedy elegancko skłonił się przed młodą Ollivanderówną, zgrabnie wyciągając w jej stronę dłoń z pojedynczym kwiatem. Constantine dbał o te róże, jak i wiele innych okazów - według Ulyssesa potrzebował zająć czymś myśli i ręce.
- No wiesz, urwisie? Napędzić wszystkim tyle stracha za jednym razem, to jest dopiero talent - zażartował lekko, puszczając jej ledwo odczuwalnego pstryczka w nos. - Musisz się teraz okropnie nudzić - wysnuł wniosek, lustrując dziewczynkę jasnym spojrzeniem, wyglądającym spod przymrużonych powiek.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Kyra Ollivander
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4133-kyra-ollivander https://www.morsmordre.net/t5612-kubus#131323 https://www.morsmordre.net/t4150-ciocie-i-wujkowie-malej-roszpunki#82853 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4161-kyra-ollivander#83229
Zawracacz głowy i siostra na pełen etat
8
Szlachetna
Panna
Titooo! Chodź ze mną na ciastkaaa!
0
0
0
0
0
0
5
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sypialnia gościnna   04.03.18 12:53

Czasem nie miała nawet tyle siły, żeby przekręcić się na drugi bok, gdy leżenie na obecnym już się jej znudziło. Zamykała oczy, opadając w gęstą melasę snu, nawet wtedy, kiedy coś zaczynało ją uwierać w plecy. Żaden huk ani inny nagły dźwięk nie potrafiły jej zaalarmować tak, jak by to miało miejsce jeszcze dwa tygodnie temu, gdy była radosnym i żwawym dzieciakiem. Spała naprawdę dużo. Dużo i często nie ruszając się ani odrobinę - nie raz wprawiając swoją opiekunkę w panikę. Trzeba się było czasem bardzo dokładnie przyjrzeć, by dostrzec że jej klatka piersiowa jednak powoli unosi się i opada. W nielicznych momentach gdy nie spała, mała Kyra doskonale wiedziała jak bardzo wszyscy wokół się o nią martwią. Martwili się przecież na co dzień, a po tak okropnym wydarzeniu jakie miało miejsce, na pewno niepokoili się jeszcze bardziej! Ona sama też była przestraszona - chociaż na szczęście nie pamiętała praktycznie nic z samego ataku. Nie pamiętała bólu, fal krwi, nie potrafiła sobie przypomnieć napierającego na nią ciśnienia magii. Nie była więc świadoma jak bliska była śmierci. Ale jedyne co mogła robić, by jakoś dodać otuchy sobie i najbliższym, to po prostu być sobą. Próbować się uśmiechać, mimo zmęczenia, wypisanego na jej bladej twarzy. Próbować jakoś zarazić tym uśmiechem mamę i tatę, a także Titusa, kiedy przychodzili, żeby ją odwiedzić. Widziała te wielkie, przerażone ogniki w ich oczach, widziała jak bardzo się martwili. Pocieszała ich jak mogła... Chociaż to było takie wyczerpujące. Więc zaraz potem szła spać. Mimo że ze wszystkich sił nie chciała. Ale walka z owym gęstym syropem, który próbował wciągnąć ją w krainę sennych marzeń często była bezsensowna. Powieki same jej opadały, ciało wciąż pamiętające echo tego niespodziewanego i niezwykle potężnego ataku choroby genetycznej było tak słabe niczym sucha gałązka na wietrze. A błądzenie miedzy snem a jawą wcale nie przynosiło ukojenia i porcji energii, którą powinien przynosić sen. Choć ostatnio i tak było lepiej - opiekunka i lekarze jednak wciąż nie pozwalali jej nawet podnieść się z łóżka.
- Uly! - To był jeden z lepszych dni. Obudziła się dziś zdecydowanie bardziej wypoczęta, weselsza, z ładniejszymi kolorami na buzi. Nawet apetyt jej dopisał, czym bardzo ucieszyła rodziców. Jak widać, pasmo dobrych zdarzeń dzisiejszego dnia chyba miało swój ciąg dalszy: odwiedziny kuzyna wywołały u dziewczynki szeroki uśmiech - tym szerszy że mogła zaprezentować mu się w pięknym warkoczu, który zdobił jej głowę, a który to zaplotła jej dziś rano mama. W rękach ściskała swojego kameleona, z którym to postanowiła się dziś pobawić (Wilhelm na pewno czuł się bardzo zaniedbany przez swoją panią, w końcu tyle czasu nie brała go na ręce i nie przytulała!). Gad łypał jednym i drugim okiem niezależnie od siebie, czasem zezując na dziewczynkę a czasem na różę, którą Kyra delikatnie ujęła od swojego kuzyna i obejrzała dokładnie, zachwycając się delikatnymi płatkami.
- Jest śliczna. Najpiękniejsza! Dziękuję! - zawołała, przykładając kwiat niemal przed nos kameleona, by mógł ją dokładnie obejrzeć. Dopiero potem odpowiedziała na słowa kuzyna: - Naprawdę talent? Jeśli tak, to ja nie chcę mieć chyba takich talentów. Straszenie jest fajne tylko jeśli wszyscy się potem śmieją. - pokiwała głową w zadumie. - Trochę się nudzę. Ale głównie śpię. Niestety. Nie pamiętam kiedy tyle spałam. Mama mówiła, że wtedy, kiedy byłam taka maleńka. Prawda to? Ty na pewno wiesz.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sypialnia gościnna   04.03.18 12:53

The member 'Kyra Ollivander' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sypialnia gościnna   22.05.18 23:08

Pamiętał większość ataków klątwy Ondyny - zarówno swoich, jak też rodzeństwa. Zdarzało się, że na widok duszności bliskiej osoby, on sam odczuwał dyskomfort związany z chorobą genetyczną, raz czy dwa zdarzenia potoczyły się lawinowo, przez co pomocy wymagała więcej niż jedna osoba. W myślach kołatał się obraz pierwszego zamachu Ondyny - jak przez mgłę, wciąż jednak wystarczająco wyraźnie, by pamiętać wszelkie nieprzyjemności. Nie był wówczas wystarczająco świadomy i zaznajomiony z tematem na radość z wyrwania się objęciom śmierci, dlatego pamiętał bardziej traumatyczne aspekty, zaś ratunkowy haust powietrza zdawał się w tym wspomnieniu nie istnieć.
Serpentyna była czymś zgoła innym, niezależnie od tego czy gorszym, czy nie, tak samo czyhała i nie dawała o sobie zapomnieć, kiedy sytuacje komplikowały się bardziej niż zazwyczaj. Cóż - miał tyle rozsądku i doświadczenia, że nie zaczynał rozmowy na tak ponury temat z młodą latoroślą Ollivanderów. Przyglądał się moment kameleonowi, obserwując jego reakcję na ruchy Kyry. Wydawał się oswojony i przyzwyczajony do swej młodej właścicielki. Nie wątpił, że wujostwo zadbało o odpowiednie przeszkolenie córki w kwestii opieki nad żywym stworzeniem. Z dziećmi bywało różnie, przed sobą miał akurat przykład (miał nadzieję, szczerą jak złoto) dobrego wychowania i zdrowych przyzwyczajeń.
- Najzupełniejsza prawda. Spróbuj podpatrzeć młodszych kuzynów, kiedy śpią, wtedy dopiero się wynudzisz. Poza tym - stety - z dwojga złego lepiej spać niż się nudzić - doszedł do wniosku na głos. - Czas minie szybciej, odpoczniesz za wszystkie czasy, a do tego organizm się zregeneruje, czego chcieć więcej? - zapytał, unosząc brwi i wzruszając nieznacznie ramionami.
- Co robisz żeby się nie nudzić? - on czytałby książki. Pamiętał podobne momenty. Nie dało się z nim porozumieć, bo pochłaniał je podczas chorób i słabości w ilościach jeszcze większych niż zazwyczaj. Czasem wymykał się z pokoju po poduszki do sąsiednich pomieszczeń żeby zrobić fortecę albo inną budowlę, jaką znalazł w książce (a jakże), ale zazwyczaj przekładał tylko kolejne stronice.
- Poza tym, moja droga panno Ollivander, słyszałem też plotki - słowo-klucz wieków - że czasem coś dzieje się wokół ciebie trochę bardziej niż zazwyczaj. Spsociłaś coś? Powiększyłaś komuś buty?




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
 

Sypialnia gościnna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sypialnia Gościnna
» Sypialnia Marco - piętro
» Sypialnia 6
» Sypialnia Simran
» Sypialnia Alexandry

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Lancashire, Lancaster Castle-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18