Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Sypialnia gościnna
AutorWiadomość
Sypialnia gościnna [odnośnik]05.02.18 16:51
First topic message reminder :

Sypialnia gościnna

Jedna z sypialni gościnnych, umieszczona we wschodniej części zamku. Jest całkiem przestronna, utrzymana w pastelowych, stonowanych barwach. Nad drzwiami wejściowymi można dostrzec herb Ollivanderów, rzeźbiony w ciemnym drewnie, opleciony ozdobami nawiązującymi do lasu. Goście mają tu do dyspozycji sporą szafę, kilka komódek, toaletkę, w rogu pomieszczenia swoje miejsce ma także stary gramofon, obok którego można znaleźć parę płyt z muzyką klasyczną. W sam raz na dłuższy, jak i krótki pobyt w siedzibie rodowej.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sypialnia gościnna - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Sypialnia gościnna [odnośnik]24.01.22 6:14
4.02

Dłuższą chwilę obracał pióro w dłoni, marszcząc brwi i usiłując uporządkować własne emocje. Głęboki wdech, Hectorze. Balans korzyści i strat. Uważaj na siebie, Hectorze - dźwięczał w uszach głos matki, a przed oczyma przewijały się medialne doniesienia o zwycięstwie Ministerstwa w Staffordshire, o zdrajcach i bohaterach. Wspomnienie ojca, wyrażającego się z szacunkiem o dokonaniach naukowych niemagicznych, a zarazem naciskającego na małżeństwo z kobietą czystej krwi. Klienci, odwiedzający jego dom - o grubych portfelach i pięknych tytułach. Lord Travers, opowiadający z taką pasją o walce w tej wojnie.
Lord Greengrass, walczący po przeciwnej stronie.
Nie powinien się w to mieszać. W żadną ze stron. Pióro drgnęło w dłoni, gdy zastanawiał się, kiedy powinien odmówić. W styczniu, gdy o spotkanie prosił go o Rodachan? Teraz, gdy Elroy Greengrass prosił o pomoc - niekoniecznie magipsychiatryczną - dla niemagicznej kobiety? Wziął głęboki wdech, przypominając sobie lady Greengrass o ciepłym uśmiechu i stalowych oczach, żywo zainteresowaną nauką. Gdyby nie wojna, roztaczałaby teraz mecenat nad kolejnymi pokoleniami takich uzdrowicieli, jak Hector.
Czy mógł odmówić prośbie jej męża, zignorować dawną znajomość?
Czy mógł odmówić pomocy matce dwójki dzieci?
Nie, nie mógł.
Nic się przecież nie stanie. Nie robił nic złego, był tylko uzdrowicielem, wiernym przysiędze leczenia potrzebujących. Nikt się nie dowie - myślał, pakując do torby potrzebne eliksiry - na wszelki wypadek, bo mugolom lepiej ich nie podawać. Nie wiedząc czemu, gdy myślał o nikim, miał przed oczyma twarze niektórych pacjentów, którym powinien przecież ufać, którzy płacili za jego przyjemności w burdelu i zapasy w jego spiżarni, którzy być może zostawiliby tą matkę i te dzieci, tych niemagicznych na pastwę losu. Nagle zrobiło mu się niedobrze i już wiedział, że nie może odmówić, nie pomocy matce z dwójką dzieci.
Nie mógłby spojrzeć potem w lustro.
Miał kilku pacjentów w Lancaster jeszcze przed wojną, niektórych odwiedzał nawet teraz. Teleportował się do miasta i ruszył do zamku, gdzie przyjęła go służka o łagodnych oczach i miłym uśmiechu.
Z typową dla siebie ciekawością, zmierzył spojrzeniem lorda Greengrass - nie miał jeszcze okazji poznać męża Mare osobiście. Ubrał się w najlepszy garnitur i płaszcz, świadom zasad etykiety na szlacheckim dworze - nawet jeśli wizyta była pośpieszna i pilna. Skłonił się lekko, podpierając się trochę na lasce, a potem uścisnął dłoń arystokraty.
-Lordzie Greengrass. To dla mnie zaszczyt, że poprosił lord o moją pomoc. - przywitał się gładko, zachowując się jakby propozycja pracy dla Greengrassów nie wzbudziła w tych czasach pewnego lęku. -Rozumiem, że garborogi nie uczyniły tej rodzinie krzywdy? Jakie warunki były w tej jaskini - głód, wychłodzenie? - dopytał, przechodząc do konkretów i usiłując ustalić okoliczności znalezienia mugoli oraz ich stanu zdrowia. -Czy mógłbym teraz zobaczyć pacjentkę i porozmawiać z dziećmi? - spojrzenie przemknęło po ciepłej herbacie, ale na to będzie czas. Potem podniósł wzrok na chłopców i uśmiechnął się do nich ciepło, na razie z drugiego końca pokoju. Jeden był mniej więcej w wieku Deimosa. Obawy nagle zeszły na dalszy plan, a Hector ucieszył się, że przyszedł.

savoire-vive I
ekwipunek: - [!] Eliksir uspokajający (1 porcja, moc. 50) [04.01.1958]
- Mieszanka antydepresyjna (2 porcje) [04.01.1958]


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.



Ostatnio zmieniony przez Hector Vale dnia 07.02.22 6:08, w całości zmieniany 1 raz
Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Sypialnia gościnna [odnośnik]26.01.22 13:20
Nie był ignorantem politycznym - angażował się w to wszystko co działo się we świecie, w ich ukochanej Anglii. Chciał być na bieżąco - musiał być na bieżąco od momentu, w którym jego ród podjął decyzję, aby otwarcie sprzeciwić się działaniom rządu, który przejął Ministerstwo Magii. Wiedział, że jego praca dla niego nie była prestiżem, a jednocześnie musiał wiedzieć na kogo mógł liczyć w tych czasach. Ufał w umiejętności ludzi, z którymi rozmawiała jego żona - których chciała wziąć pod swoje skrzydła i wspierać. Nigdy nie był zafascynowany uzdrawianiem, w pełni oddając się magicznym stworzeniem, a w szczególności smokom, ale cieszył się, że mógł zaufać osądowi Mare w wielu sprawach.
Nie chciał liczyć na żadne obietnice ze strony doktora Vale - nie znał jego poglądów, choć mógł się domyślać, że skoro pojawił się tutaj na wieść o niemagicznych rannych, mogliby porozumieć się na niektórych płaszczyznach. Każdy miał swoje powodu, dla których nie angażował się w wojnę - dla których się nie deklarował lub deklarował, po której stronie stał.
- Zarówno głód i wychłodzenie, w jaskiniach również były obecne inne stworzenia, te magiczne i niemagiczne, jak i wiele insektów. Było tam również dużo wilgoci, momentami zmrożonej, co z pewnością było efektem zimniejszych nocy. Nie posiadali przy sobie wiele koców czy innych ciepłych okryć, chłopcy również byli wychłodzeni, kiedy ich spotkaliśmy. Całe szczęście garborogi nie odnalazły swojej drogi do jaskini przed nami, nie są to stworzenia żywiące się czy zwykłe atakować ludzi, ale przez panujący głód doszły nas informacje, że zaatakowały kilka ludzkich siedlisk. Rozjuszone stanowią niebezpieczeństwo, ale nie skrzywdziły tej rodziny - zapewnił Elroy skrótowo, choć musiał się powstrzymać przed takimi informacjami jak to, że prawdopodobnie garborogi niedługo po tym skierują się w stronę jaskiń - nigdy jednak nie można było być tego pewnym. Czy o tym, że jednak nie były aż tak skłonne atakować ludzi w zwyczajnych warunkach jak smoki - chociaż czy smoki były agresywne same z siebie? Zależało najpewniej od ich nastroju, były po prostu niebezpieczne, kiedy zajmował się nimi ktoś, to nie posiadał pojęcia na ich temat! Był tego świadkiem w rezerwacie i nielegalnych hodowlach niejednokrotnie. Do każdego stworzenia trzeba było umieć odpowiednio podejść - a do niektórych wiedzieć w czym podejść.
Chociaż z pewnością Elroy nie chciałby wyruszyć na czołowe spotkanie z garborogiem. Z dwojga złego, wolałby wybrać dobrze znanego przeciwnika dla niego, jakim były smoki niż garborogi.
- Naturalnie doktorze Vale, po to pana wezwałem, aby mógł pan ich obejrzeć - zapewnił, kiwając lekko głową, pozwalając mężczyźnie wejść do środka. - Harry i Richie, tak nazywają się chłopcy. Można powiedzieć, że mieli dość lepkie dłonie, kiedy ich znaleźliśmy, ale zadbaliśmy, aby nie stała im się krzywda poza może początkowym strachem - zapewnił Elroy. Nie był najlepszy w opiece nad dziećmi, bo też nigdy tego nie robił. Sam miał jedynie córkę, a to i tak lata młodszą od tych łobuzów, którzy próbowali ich okraść. Jak wielu chłopców i dziewczynek żyło po lasach? Jak wielu ukrywało się na terenach Staffordshire? Jak sytuacja wyglądała w Warwickshire? Tam również musieli wyruszyć ze swoimi działaniami, aby wspomóc uciekinierów.
Wciąż nie był pewny czego spodziewać się po wojnie, która przecież trwała już tak długo - ale on nie znał jej szczegółów ani przebiegu, nie z tej prostej perspektywy ludzi, których miał przed sobą. A z perspektywy mugolskiej rodziny, ani z perspektywy doktora Vale.




Hope's not gone


Ostatnio zmieniony przez Elroy Greengrass dnia 02.02.22 21:04, w całości zmieniany 1 raz
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Sypialnia gościnna [odnośnik]31.01.22 7:30
Najchętniej pozostałby jak najdalej od polityki - jak wszyscy Vale’owie, od pokoleń. Stać z boku, nie mieszać się, dbać o siebie. Takie wartości przekazał mu ojciec, ojciec z podziwem wypowiadający się o mugolskiej nauce i skrupulatnie pilnujący, by Hector ożenił się z czarownicą o czystej krwi, by wnuki nie nosiły w sobie niemagicznej skazy. Tolerancja i wyższość, świat sprzeczności. Dotychczas Hector nie musiał nadmiernie się nad tymi sprzecznościami zastanawiać, ale skala konfliktu toczącego się w Wielkiej Brytanii zdawała się go przerastać. Jeszcze miesiąc temu łudził się, że może uniknąć tego wszystkiego w cichej Walii. Dzisiaj, czytając o pozostawionych bez pomocy medycznej dzieciach, stawił się na wezwanie lorda uznawanego za zdrajcę.
Stąpał chyba po bardzo kruchym lodzie, zwłaszcza mając syna półsierotę i praktykę magipsychiatryczną na utrzymaniu, ale o tym również starał się nie myśleć. Był człowiekiem zadaniowym, a miał zadanie do wykonania, pacjentów do zbadania. Pacjenci. Ci mugole byli już jego pacjentami, a pacjenci zawsze liczyli się ponad wszystko inne - wobec nich odczuwał własną, silną lojalność.
-Rozumiem. - przytaknął bezbarwnie, maskując własną niecierpliwość. Poza tym, że sprawa nie była powiązana z garborogami, słowa lorda niewiele mu zdradzały. Domyślał się, że mugole cierpieli głód i wychłodzenie - choć skala ich tragedii dopiero miała go zaskoczyć.
-Lepkie dłonie? - uniósł lekko brwi. Nigdy w życiu nie zaznał głodu tak dojmującego, by myśleć o kradzieży - dlatego w pierwszej chwili nie zrozumiał, o czym mówi lord Greengrass. Odczekał, czy lord zdradzi mu coś jeszcze, a potem ruszył przodem, spotkać pacjentów.
Zamrugał, przyglądając się chłopcom z bliska. Mieli za duże ubrania, dopiero podchodząc bliżej zwrócił uwagę na to, jak bardzo byli wychudzeni.
-Zapewnił im lord właściwą dietę? - czy ma w ogóle lord na to środki?, cisnęło mu się na usta. Domyślał się, że nikomu nie jest łatwo, nawet ludziom do niedawna bywających na Sabatach. Derbyshire było teraz wyspą otoczoną przez wrogie Greengrassom hrabstwa, słyszał co się stało w Staffordshire…
Przełknął ślinę. Nie myśl o tym. To nie twój problem.
-Co ostatnio jedliście na obiad, z mamą? - zapytał, nachylając się do chłopców i zmuszając usta do ciepłego uśmiechu. Oczy pozostały chłodne, badawacze.
Jeden chłopiec milczał uparcie, drugi wzruszył ramionami.
-Bułeczki i warzywa. Nie lubię warzyw. Ale to lepsze niż obiad w jaskiniach. Mama nic nie je, cały czas kaszle. - wymamrotał.
-Jestem uzdrowicielem. Porozmawiam z waszą mamą, zaradzę coś na kaszel. - wyprostował się i dał poprowadzić do drugiego pokoju, do łóżka pacjentki. Była blada, ciemne włosy lepiły się do mokrego od potu czoła. Na pierwszy rzut oka zauważył, że prawdopodobnie gorączkowała.
-Dzień dobry, jestem Hector Vale. - przedstawił się sumiennie, jak każdemu pacjentowi. Przejęty jej stanem, nie pomyślał nawet o tym, by użyć innego nazwiska - o tym, że jego prawdziwe personalia nie powinny krążyć wśród mugoli i ich pomocników. Chciał mówić dalej, że ją zdiagnozuje, że nie miała się czego obawiać - ale dostrzegł, że jej spojrzenie było puste, nieobecne. Nie komunikowała, oddychając płytko, a wzrok miała wbity w ścianę. Majaki? Drżała, jakby z zimna - ale rozpoznał, że dreszcze wynikały prawdopodobnie z gorączki. Powoli wyjął różdżkę, ignorując stojącego za plecami Elroya. Nie pozwalał sobie na rozproszenia, mając nadzieję, że lord uspokoi dzieci, jeśli się przestraszą - jego znały lepiej.
-Diagno haemo. - szepnął, chcąc zbadać stan organów wewnętrznych chorej. Dzięki znajomości anatomii był w stanie wyczuć, gdzie gromadzi się magia - wskazując na niewydolność płuc.
-Wygląda na zapalenie płuc. Mug… niemagiczni znoszą je gorzej niż czarodzieje, stąd wysoka gorączka. - obejrzał się przez ramię, spokojnie zwracając się do lorda.
Przyklęknął przy chorej, na zdrowym kolanie i przytknął delikatnie różdżkę do jej klatki piersiowej.
-Respiro. - w płucach mógł nagromadzić się śluz, Hector chciał je oczyścić. Udało się, kobieta nabrała głębszego oddechu.
Niepokoiła go jeszcze wysoka gorączka.
-Pugno Febris. - zaczął, świadom, że być może będzie musiał rzucić to zaklęcie kilkakrotnie. Kobieta znów wzięła głęboki wdech, drżąc nieco mniej.

rzuty


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Sypialnia gościnna [odnośnik]02.02.22 21:02
- Próbowali ukraść mnie i mojego pracownika - wyjaśnił spokojnie Elroy na zapytanie przed doktora. Nie przemknął po jego mimice żaden cień sugerujący negatywne nastawienie do złodziejaszków - może też dlatego, że takie nie istniało. To były dzieci, które były głodne i pozostawione same z mamą, bez bezpiecznego dachu nad głową, bez jedzenia, bez ciepłych ubrań...
To nie byli grabieżcy, z którymi spotkał się końcem stycznia wraz ze swoim przyjacielem - oni nie kradli dla własnego zysku, żeby tylko się nałapać i zdobyć więcej rzeczy. Kradli, bo byli głodni i zziębnięci. - Nie spotkała ich kara, oczywiście, i nie spotka. Cieszę się, że trafili na nas, tamte regiony były bardzo niebezpieczne - zapewnił również, jakby chcąc rozwiać wątpliwości Hectora co do jego własnego podejścia do dzieci.
- Oczywiście - odpowiedział Elroy od razu. - I będę zapewniał im dalej, przetransportuję ich miasta Derby i zajmę się zorganizowaniem pomocy dla nich. W ostatnim miesiącu nie są pojedynczymi przypadkiem potrzebującym pomocy, mogę doktora zapewnić, że ród Greengrass działa na rzecz im podobnym i nie porzuca potrzebujących - zapewnił, nie chcąc dzielić się dokładnymi informacjami i planami odnośnie przytułków, które były budowane zarówno na terenie ziem, które były pod pieczą jego rodziny, jak i na półwyspie kornwalijskim. W końcu nie po to tutaj był Hector - a im mniej Hector wiedział odnośnie działań wojennych i tych z pomocą humanitarną, tym lepiej było zarówno dla niego samego, jak i dla Elroya.
Spojrzał na mężczyznę, kiwając delikatnie głową. Zwrócił po tym spojrzenie w kierunku chłopców, którzy spoglądali niepewnie na to, co się działo, wciąż mając buzie wypełnione jedzeniem.
Elroy za to przykucnął przy dzieciach.
- Smakuje wam? - zapytał spokojnie, choć wciąż nie czuł się na miejscu. Co powinna mówić jego mimika? Jego ruchy? Nie był do końca pewny, bo w końcu każdy kontakt z dziećmi traktował jak próbę jego własnych ojcowskich umiejętności. Dziećmi powinno się opiekować i zapewnić im bezpieczeństwo, ciepły posiłek - i wydawało się, że to zapewnił chłopcom, którzy się tutaj znaleźli.
- Tak... Dawno nie jedliśmy czegoś takiego dobrego! Mam dobrze gotowała, ale nie mieliśmy nic... no znaczy...
- Spokojnie, jedzcie. Jesteście tutaj bezpieczni, dobrze? Pamiętacie jak mówiłem wam o smokach? Pracuję z nimi... wielkimi stworzeniami. Poradzę sobie też ze złymi ludźmi - zapewniał chłopców, a drugi pokiwał zaraz energetycznie głową, skupiając się bardziej na zupie, siedząc blisko brata.
Kiedy jednak Hector wyjawił dolegliwości kobiety, Elroy wstał z kucek i ruszył bliżej do łóżka, aby wysłuchać uzdrowiciela.
- Rozumiem. Można temu zaradzić? Jak magia i nasze eliksiry działają na niemagicznych w kwestiach uzdrawiania? Proszę wybaczyć, to moja małżonka jest obeznana w lecznictwie - zapytał, nie będąc pewnym tak do końca czy czarodziejskie sposoby mogły zadziałać na kobietę.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Sypialnia gościnna [odnośnik]03.02.22 5:51
-Co chcieli ukraść? Pieniądze? - dopytał ściszonym głosem, zastanawiając się, jak bardzo świadczyło to o ich desperacji, a jak bardzo - o charakterze. Jego syn był... żywym dzieckiem, byłby skłonny uwierzyć, że mógłby próbować okraść kogoś dla zabawy, dla adrenaliny. Miał nadzieję, że nigdy tego nie zrobił. Na pewno nie robiłby tego z desperacji - a chyba tylko desperacja mogłaby skłonić dziecko do próby przechytrzenia tego arystokraty o poważnej twarzy. Hector potrafił wczuć się w mentalność wielu osób, na przykład zwykłego łobuza i zastanawiał się, jak wielkiej głupoty/odwagi/desperacji trzeba, by wybrać na ofiarę kogoś takiego. Elroy był wysoki, postawny, budził szacunek nie tylko swoim tytułem.
A te dzieci nie wydawały się bezmyślne - ocenił, rozmawiając z młodymi chłopcami. Ani złośliwe. Musiały więc być bardzo, bardzo głodne. Coś zakłuło go w sercu na myśl o własnym synu. O ich kuchni, w której zabrakło niektórych jego ulubionych dań. Nie potrafił kupić dla Deimosa mleka, ale te dzieci nie miały najwyraźniej jedzenia. Zamrugał, próbując sobie zracjonalizować, że i tak pomaga. Pomoże ich matce. Nie mógł myśleć o wszystkich głodujących, miał do wykarmienia syna, był tylko magipsychiatrą, był nikim.
Ale lord Elroy był kimś i właśnie opowiadał, jak zapewni im dietę. Hector przechylił lekko głowę, spoglądając na niego z ciekawością i próbując stłumić dziwne, bolesne ukłucie ambicji. Ród Greengrass działa na rzecz potrzebujących, a Hector Vale pomoże jednej kobiecie. Przełknął ślinę - tak powinno być, nie był lordem, był zwykłym człowiekiem i powinien znać swoje miejsce. Nie ryzykować.
Prawda...?
-Bardzo szlachetnie. - przyznał spokojnie, bez nadmiernego lizusostwa, ale w cichym głosie zadźwięczała szczery podziw. -Przy takiej organizacji i opiece na pewno dojdą do siebie. Nie są chorzy, jedynie niedożywieni. - przekazał Elroyowi ściszonym głosem, by chłopcy nie słyszeli. Obserwował ich zachowanie i ruchy odkąd wszedł do komnaty i swoim zdaniem wychwyciłby inne oczywiste nieprawidłowości.
Wychwycił też coś jeszcze - pewne onieśmielenie lorda Elroya w rozmowie z chłopcami. Przywykł do obserwowania ludzi, robił to odruchowo, niepewność arystokraty nie umknęła jego uwadze. Uśmiechnął się blado, czując nagły przypływ sympatii do tego człowieka. Wcześniej wydawał się niemalże posągowy, zawahanie dodało mu ludzkości.
-Ma lord podejście do dzieci. - powiedział cicho, podchwytując spojrzenie Elroya. Pomimo onieśmielenia, radził sobie z tymi maluchami, zyskał ich zaufanie. Może brakowało mu doświadczenia z chłopcami, z dziećmi w grupie (bywały onieśmielające, Hector nauczył się z nimi rozmawiać, gdy zapraszali dzieci sąsiadów do gry z synem). Poruszenie tematu smoków było świetnym pomysłem, Elroy natychmiast przykuł tym uwagę dzieci, a Hector mógł skupić się na pracy.
Zaklęcia zadziałały, kobieta zaczęła oddychać spokojniej. Gorączka opadła. Uzdrowiciel zwrócił się do arystokraty, który wydawał się ewidentnie zainteresowany stanem chorej, zadając rzeczowe pytania. Hectorowi przemknęło przez myśl, że Elroy na pewno ma ręce pełne roboty - pomimo tego, podchodził do pacjentki z taką uwagą, jakby chciał nadzorować jej powrót do zdrowia osobiście. Było w tym coś ujmującego - jakieś ciepło i altruizm, które Hectorowi nie przychodziły (jego zdaniem, zawsze osądzał siebie surowo) równie naturalnie.
-To dobre pytanie. - uśmiechnął się, nie zauważając nawet, że właśnie spontanicznie zdobył się na ciepło, którego przeważnie tak zazdrościł innym.
-Na czarodzieja zadziałałby wywar wzmacniający, znacznie przyspieszając leczenie, ale ich wpływ na niemagiczne organizmy nie został przebadany. Dlatego wolę nie ryzykować - coś, co nam pomaga, jej mogłoby zaszkodzić. - prędko wyjaśnił swoją niechęć do wspomagania leczenia mugolki alchemią. Przez myśl przemknęło mu nagle, że łatwo można by to przebadać i że w czasie wojny nikt nie kontrolowałby podobnych eksperymentów. Przełknął ślinę, ze wstrętem próbując skupić się na czymś innym.
-Za to, jak lord widział, magia pomaga. Obniżyłem gorączkę pacjentki, oczyściłem jej drogi oddechowe. Potrzebuje jednak czasu, by dojść do siebie - więcej niż potrzebowałby czarodziej. Powinna zostać w łóżku przez dwa tygodnie, być w cieple. Też jest niedożywiona, dopilnujcie, by jadła - nawet jeśli nie będzie chciała. Ludzie, którzy przeżyli głód i traumę mogą reagować nieracjonalnie - odmawiać posiłków, chcieć oddać je dzieciom, i tak dalej. Jeśli gorączka powróci, proszę mnie wezwać. Jeśli nie, wrócę za dwa, trzy dni, sprawdzić co z jej drogami oddechowymi. Słyszy lord jej kaszel? Teraz brzmi chrapliwie, jakby miała przesuszone gardło - jeśli stanie się mokry, jakby odkrztuszała flegmę, to znaczy, że pacjentka pozbywa się złej wydzieliny z organizmu. - wyjaśnił. -Jeśli oddychałaby nieregularnie, to znaczy, że jej stan się pogarsza - ale bądźmy dobrej myśli. - zerknął kontrolnie na pacjentkę, która przyglądała im się nieco nieprzytomnym, zagubionym wzrokiem. Przykucnął przy łóżku, by nawiązać z nią kontakt wzrokowy.
-Czuje się pani lepiej?
-M...moje dzieci... - wyszeptała, nie patrząc mu w oczy. Spojrzenie miała spanikowane.
-Spokojnie. Są tu, całe i zdrowe. To lord Greengrass, wziął was pod opiekę. Proszę leżeć w łóżku i dochodzić do siebie, dobrze? - wzniósł różdżkę, chcąc zapobiec ewentualnemu napadowi paniki. Nie mogła się stresować, musiała oddychać regularnie. -Paxo Maxima. Paxo Maxima. - rzucił zaklęcie dwukrotnie, chcąc by się odprężyła, może przespała.





We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Sypialnia gościnna [odnośnik]03.02.22 5:51
The member 'Hector Vale' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 58, 43

--------------------------------

#2 'k8' : 8, 2, 1

--------------------------------

#3 'k8' : 4, 3, 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sypialnia gościnna - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Sypialnia gościnna [odnośnik]03.02.22 14:41
- Prawdopodobnie, chociaż ukradli kryształ mojego pracownika. Całe szczęście złapaliśmy ich zanim zdążyliby zrobić sobie nim krzywdę, ale szukali czegokolwiek, co mogłoby im pomóc; coś czym mogliby się pożywić, coś za co mogliby dostać jedzenie - wyjaśnił spokojnie, będąc pewnym po przerażeniu dzieci w tamtym momencie i ich niepewności, że nie chciały źle. Może to wychowanie Greengrassów pomagało mu szukać pierw odpowiedzi na pytanie, dlaczego te dzieci się podjęły czegoś podobnego zamiast oceniać? Mógł w końcu wpaść w złość i był zły, ale nigdy na podobne dzieciaki. Dlaczego miałby się na nie złościć?
Gdyby sam zaangażował się w wojnę o wiele wcześniej, może dzisiaj nie znajdywaliby się w takiej sytuacji - może nie musiałyby się bać w tym lesie, marznąć w jaskini i martwić o chorą matkę.
- Tytuły wiążą się z obowiązkami, nie tylko przywilejami - odpowiedział na słowa o szlachetności czynów - nie było w końcu w jego akcjach niczego, co należałoby chwalić. Nie potrzebował tego, kiedy podejmował się działań osobiście, a nie wyłącznie zlecając je innym. Miał szczęście w życiu, przechodząc określoną drogę do dzisiejszego dnia, że mógł chwycić różdżkę i był gotowy na rzucenie zaklęcia - był gotowy bronić i walczyć wszystkiego, co mieli tutaj pod nosem. Wszystkiego, czego musieli. A musieli bronić tak wiele...
Chociaż słowa mężczyzny w pewien sposób go uspokoiły - że dobrze radził sobie z dziećmi. Nie był tego pewny, bo w końcu te się tak bardzo różniły od osób dorosłych, którymi był otoczony. Czy będzie w stanie porozumieć się z Saoirse, kiedy dorośnie? A co, kiedy na świat przyjdzie jego pierwszy syn? Co z nim? Nie zawiedzie go jako ojciec?
Mieli jednak teraz ważniejsze zajęcie niż to czy będzie dobrym ojcem - i czy miał podejście do dzieci. Stan kobiety był teraz o wiele istotniejszy, a sam nie do końca był w stanie wiele zdziałać. Mare wraz z Saoirse wciąż przebywały w Weymouth, co mieli poradzić innego w tej kwestii? To jego żona o wiele lepiej znała się na medycynie, jego wiedza była ograniczona - tak jak i czas. Ale jeśli istniało ryzyko, powinni zatrzymać kobietę przez kilka dni jeszcze w rezydencji w Derby, otoczyć opieką i znaleźć miejsce dla niej.
- Tak, rozumiem... - przyznał, w głowie już odbiegając myślami do znalezienia miejsca dla kobiety. Mieli kilka wolnych miejsc w pokojach dla służby, tam również powinno być łatwo dla niej o opiekę i pomoc. - Jeśli coś się będzie działo, zawiadomię doktora bezzwłocznie lub moja służba. Zatrzymamy kobietę w Derby na Grove street 12 razem z dziećmi, dopóki nie wydobrzeje. Również zawiadomię służbę o pańskim przybyciu, więc kiedy przybędzie pan z kontrolną wizytą, nawet podczas mojej nieobecności będzie mógł doktor wejść do kobiety - zapewnił, musząc myśleć o podobnych utrudnieniach i stanie rzeczy. Dla niego było naturalnym, że mógł nie być w rezydencji - mógł być w rezerwacie lub w terenie, lub na treningu, a może jeszcze gdzieś indziej?
- Chłopcy jedzą właśnie obiad, zupę z warzywami - zapewnił spokojnie, choć może nieco surowo. Był wyuczony do tego, że miał stanowić autorytet - nieugięty i surowy, nie przyjmujący się innymi. Jego słowa miały być stanowcze, zapamiętywane.
Dzieci za to niepewnie zerkały w stronę mężczyzn, kiedy tylko usłyszały swoją mamę. Elroy dostrzegając to, skinieniem głowy zezwolił im podejść, a oboje od razu ruszyli do mamy do łóżka, zatrzymując się jednak przed materacem, wciąż niepewni nowego miejsca - i tego jak mają się zachować. Choć możliwe, że to postać Elroya wyznaczała im skutecznie granice, w których mogli działać na terenie Lancaster Castle.
- Mamo..? Jestem tutaj, i Richie też... - zapewnił chłopiec cicho, zerkając zaraz na lekarza, jakby oczekując czy mogli wejść do łóżka mamy, czy powinni się jednak oddalić.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Sypialnia gościnna [odnośnik]04.02.22 15:55
-Szacuje lord, że jak długo byli niedożywieni? - upewnił się jeszcze. Zmarszczył lekko brwi i odruchowo skrzyżował jedno ramię na piersi, a drugą ręką podparł się mocniej na lasce, jakby chciał się przed czymś uchronić. Milczał chwilę, myśląc sobie, że myślenie jest cnotą i powinien milczeć dalej…
-Nie chodzi tylko o garborogi, prawda?- wypalił cicho. -Ich matka… dostęp do jedzenia jest utrudniony, bo ukrywała się, bo jest niemagiczna? - dodał jeszcze ciszej, przenosząc wzrok gdzieś za okno. Nie wiedział, dlaczego pyta - przecież chyba znał odpowiedź.
Uśmiechnął się blado, słysząc o obowiązkach - oczy pozostały jednak nieruchome. Nie dla wszystkich - chciałby mu powiedzieć, ale nie mógł zdradzać sekretów swoich pacjentów, nawet tak ogólnikowo. Wreszcie powrócił wzrokiem do dzieci, których zaufanie zdawali się zdobyć. Szkoda, że podejście do dzieci nie wystarczy, by być dobrym ojcem. Choć nauczył się z nimi rozmawiać, to wciąż miał wrażenie, że zawodzi Deimosa - że nie potrafi zastąpić mu matki ani jakkolwiek wynagrodzić jej straty. Kiedyś znalazł jego obrazek przedstawiający ojca i syna - stali nad grobem Beatrice, Deimos smutny, ale on sam… uśmiechnięty. Skąd miał takie pomysły? I co zrobił Hector, że syn widział go w ten sposób?
Prędko wrócił myślami do swojej pacjentki i rzeczowych instrukcji lorda. Derby.
-Przeniesiecie ją aż do Derby? Nie zostaną tutaj? - wyrwało mu się. Dawno nie był w Derbyshire, ostatnio nie miał tam domowych wizyt, a po wydarzeniach w Staffordshire obawiał się nieco tego hrabstwa, ale - co miał zrobić? Pacjentka to pacjentka. Był mobilny, dotarłby do każdego. Odchrząknął, szybko się opanowując.
-Niemniej, nie ma przeciwwskazań do użycia świstoklika. Mugole nie są do nich przyzwyczajeni… psychologicznie, ale ta magia nie wpływa negatywnie na ich zdrowie. - dodał prędko, profesjonalnie. -Za dwa, trzy dni sprawdzę co z nią.
-Obiad…? Co…? Co się stało? - jęknęła cicho pacjentka, spoglądając na mężczyzn przytomniej. Wydawała się zatroskana, ale zaklęcie Hectora ją uspokoiła - spoglądała na nich ze zdziwieniem, nie ze strachem. Vale wychwycił jednak, że ogólnikowe i poważne słowa Elroya wzbudzają może autorytet, ale niewiele wyjaśniają zagubionej kobiecie.
-Jestem uzdrowicielem, a lord Greengrass roztacza opiekę nad potrzebującymi. - wyjaśnił prędko, jak na zawołanie zmiękczając ton głosu. Uśmiechął się łagodnie, wydając się nagle miłym i delikatnym człowiekiem, a nie profesjonalnym uzdrowicielem, który tak poważnie rozmawiał z Elroyem. Nie wchodził w szczegóły - w to, że są w Lancashire, a Greengrassowie w teorii zajmują się cywilami na swoich ziemiach. Najwyraźniej ten cały Sojusz Kornwalijski działał prężnie, a dla kobiety to nieistotne. -Ma pani zapalenie płuc, ale moje zaklęcia powinny powstrzymać rozwój infekcji. Musi pani odpoczywać, zostaną wam zagwarantowane schronienie i pożywienie. Już nie musi się pani bać. - wyjaśnił ciepło, na moment przytrzymując drżącą dłoń kobiety w swojej. Elroy nie mógł się domyślać, że to z pozoru niewymuszone ciepło wcale nie przychodziło Hectorowi naturalnie - że długo ćwiczył własne podejście do pacjentów, usiłując wzbudzić w sobie odpowiednie emocje, przybrać maskę łagodnej troski.
Działało.
-Wasza mama potrzebuje odpoczynku, ale możecie się widywać. Wstrzymajcie się tylko z przytulaniem - zapalenie płuc może być zaraźliwe - szczególnie dla dzieci o obniżonej odporności - -Rozmawiajcie na trzy kroki odległości, dobrze? - poprosił chłopców.
-Pan stoi bliżej! - wytknął mu oburzony Richie.
-Ja jestem czarodziejem, jestem trochę odporniejszy - i potrafię wyleczyć się sam. - roześmiał się, a pacjentka wbiła w swoje dzieci spojrzenie szeroko otwartych oczu. Chciała ich przytulić, ale na razie wystarczył jej ich widok - wesołych, najedzonych.
-Spokojnie, chłopcy, słuchajcie pana doktora. A ja… nie wiem jak lordowi dziękować… - zwróciła wdzięczny wzrok na Elroya.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Sypialnia gościnna [odnośnik]05.02.22 14:38
Jak długo? Mógł rzucać jedynie puste słowa - kilka tygodni, a może dłużej? Może ten czas przeciągał się już do miesięcy? W końcu wojna na pewno nie była łaskawa dla nich jeszcze wcześniej... Jeszcze przed tym jak znaleźli się w tej nieszczęsnej jaskini.
- Obawiam się, że od początku wojny mogli mieć większe problemy ze zdobyciem jedzenia, ale trudno jest mi na ten temat zgadywać. To wyłącznie moje domysły. W samej jaskini wydaje mi się, że nie przebywali znowu tak długo... możliwe, że przenosili się z miejsca na miejsce - wyjaśnił spokojnie, a po tym przeniósł wzrok na Hectora jakby zaskoczony przez moment jego pytaniem. Nie był pewny czy uzdrowiciel rzeczywiście oczekuje odpowiedzi na to, jego zdaniem, oczywiste pytanie.
- Doktorze Vale, żyjemy w czasach niepewnych dla czarodziejów, którzy urodzili się niewystarczający, zdaniem niektórych w naszej magicznej społeczności, ale i dla tych, którzy nie przejawili talentów magicznych - odpowiedział. - Niemagiczni są w jeszcze gorszej sytuacji. Jestem pewny, że słyszał pan co wydarzyło się w styczniu w Staffordshire i Warwickshire, wieści się niosą, a ludzie starają się uciekać i ratować własne życie.
Czy sam się obawiał tego co miało miejsce na wspomnianych ziemiach? Gdyby było inaczej, nie wysłałby latorośli żyjących w rezydencji na Grove Street do Weymouth dla ich własnego bezpieczeństwa - nie odesłałby Saoirse z dala od siebie, kiedy on zostawał tutaj i osobiście doglądał udzielanej pomocy, angażował się w działania przeciwko zdrajcom i grabieżcom.
- Osobiście dbam o bezpieczeństwo Derby, zarówno w mieście jak i na obrzeżach. Proszę nie martwić się, miasto jest bezpieczne - mimo ostatnich wydarzeń dodał w myślach, lekko się krzywiąc na myśl o końcu stycznia, kiedy z Michaelem natrafili na grabieżców, stanowiących zagrożenie dla mieszkańców.
Nie wtrącał się w wyjaśnienia Hectora, wiedząc że przecież on mógł mieć o wiele większe doświadczenie w kontaktach z pacjentami - z chorymi, z tymi którzy byli nieco zagubieni, tak jak kobieta leżąca teraz w łóżku. Powinna znać szczegóły o swoim stanie, a przynajmniej te, które mogły pomóc jej zrozumieć, dlaczego nie powinna tymczasowo zbliżać się do dzieci.
Mimochodem wyciągnął dłoń, jakby chcąc powstrzymać dzieci przed rzuceniem się dalej na łóżko, kiedy jeden z chłopców wydał się mieć pretensje do lekarza o takie, a nie inne zalecenie.
Po tym jednak przesunął znów wzrok na kobietę, posyłając jej spokojny i przyjazny uśmiech.
- Nie trzeba - odpowiedział od razu. - To w moim obowiązku, aby zapewnić bezpieczeństwo tym, którzy je tracą. Może pani być pewna, że nikt nie podniesie ani na panią, ani na pani synów dłoni, ani nie wyrządzi krzywdy magią - zapewnił pewnie, bo w to wierzył. W Anglii działy się rzeczy, które nie powinny mieć miejsca - rzeczy, które wymagały ingerencji i działań, podejmowania stanowczych decyzji i pewności w tym, że działa się na rzecz dobra. Nie potrzebowali więcej rozlewu krwi, ani tym bardziej nie potrzebowali, aby ktoś znów narażał ich bezpieczny dom.
Nie było sposobu na to, aby wynagrodzić tej kobiecie wszystkie krzywdy, które go spotkały - nie było żadnego sposobu, aby mógł wynagrodzić przelaną krew i wojenne zmartwienia komukolwiek, magicznym i niemagicznym. Jak mógłby zadziałać? Jak zapewnić, że będzie w porządku, jeśli nie był w stanie tego dopilnować? Musiał do tego dążyć, za kilka miesięcy lub może lat - w końcu doprowadzi do końca tej wojny, w której życia straciło już stanowczo zbyt wielu ludzi.
Skierował swoje spojrzenie na Hectora.
- Dziękuję panu za pomoc. Potrzebuje pan eskorty przez tereny Anglii? Nie chciałbym narazić pana na niebezpieczeństwo. Również proszę nie obawiać się wizyty w Derbyshire, wszystko powoli wraca do porządku, choć niestety nie tego przedwojennego. Osobiście dbam o to, aby na naszych ziemiach było znów bezpieczniej, zarówno dla mugoli jak i dla czarodziejów - zapewnił Elroy doktora, przeczuwając że mężczyzna już niewiele więcej mógł podziałać dla kobiety - teraz to opieka w rezydencji na Grove Street miała przejąć stery i odpowiedzialność w wydobrzeniu kobiety.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Sypialnia gościnna [odnośnik]07.02.22 6:07
Usiłował skupić się na sprawach medycznych, na swojej pracy. Dlatego, gdy Elroy zaczął mówić o jaskini i głodzie, poczuł się w obowiązku wtrącić:
-Jeśli długo byli niedożywieni, najpierw będą jeść mniejsze porcje - to normalne. Paradoksalnie, obżarstwo mogło by im zaszkodzić, ich żołądki się skurczyły. Widzę, że chłopcy już jedli i są w dobrym stanie - ale proszę pilnować matki. Dotychczas pewnie nie miała apetytu, ale gdy miną najcięższe objawy zapalenia płuc, może rekompensować sobie traumę irracjonalnymi zachowaniami - ukrywaniem jedzenia i tym podobne. Dobra opieka i regularność posiłków jej pomogą. - streścił beznamiętnie, profesjonalnie. Oddychał regularnie, nie myśl o tym, Hectorze, po co pytałeś? Gdy padły nazwy Staffordshire i Warwickshire, wypuścił jednak za świstem powietrze.
-Słyszałem. - przyznał, bezbarwny głos wreszcie drgnął, do chrapliwego szeptu. -Nie da się pomóc wszystkim. - zracjonalizował prędko, ale zmarszczka na czole pogłębiła się. -Ale jeśli uciekliby tutaj, jeśli w Derby byłaby potrzebna pomoc… - dotychczas patrzył na pacjentkę, nerwowo muskając palcami bladego śladu po obrączce. Przed śmiercią żony bawił się sygnetem w chwilach zdenerwowania, teraz czuł się dziwnie nagi. -Wie lord i lady Mare również wie, jak się ze mną skontaktować. - przełknął ślinę i podniósł na Elroya jasne oczy. Lśnił w nich strach, ale i determinacja. -Byłbym jedynie wdzięczny za anonimowość. Mam syna, niedawno stracił matkę. - nie musiał chyba mówić nic więcej. Lord Greengrass doskonale wiedział, że pomaganie niemagicznym jest ryzykowne - kosztowało go stabilizację całego hrabstwa.
Hector Vale nie miał do stracenia aż tyle, ale - póki co - nie chciał tracić nic. Sumienie odzywało się w nim cicho i nie był jeszcze świadom, że za kilka tygodni przyciśnie go do ściany, że w niektórych radykalizm dojrzewa bardzo powoli. Całe życie starał się kroczyć z dala od krawędzi wszelkich ryzykownych decyzji i usilnie wmawiał sobie, że jeszcze się do niej nie zbliżył, że każdy magimedyk wyleczyłby tą kobietę, że w jego postępowaniu nie było dzisiaj nic niezwykłego.
-Nie martwię się, ufam lordowi. - odpowiedział machinalnie. Ufał jego żonie, z którą znał się już kilka lat. Ufał autorytetowi, jaki roztaczał ten człowiek, choćby przed tymi dziećmi. Ufał jego dobremu sercu, które okazał właśnie tej kobiecie. Hector Vale nie potrafił być taki, zawsze miał wrażenie, że altruizm i ciepło przychodzą mu z trudem, ale doceniał ludzi, którym przychodziły naturalnie. Wysłuchał jeszcze, jak Elroy uspokaja kobietę, a potem schował różdżkę i dyskretnie skierował się do wyjścia. Ta matka zasługiwała na chwilę spokoju i prywatności ze swoimi dziećmi.
-Dużo podróżuję, nie ma potrzeby eskorty - ale dziękuję za propozycję. Jestem pewien, że Derbyshire jest pod dobrą opieką. - odpowiedział ze spokojem, z bladym uśmiechem. Chyba Elroy zdołał mu zaimponować w ciągu tego krótkiego spotkania. Najwyraźniej ten szczupły, poruszający się o lasce człowiek był odważniejszy, niż mogło się na pierwszy rzut oka Elroyowi wydawać - ale czy samo przybycie do Lancaster na zaproszenie promugolskiego lorda nie świadczyło o brawurze z pozoru dbającego o reputację w wyższych kręgach magipsychiatry?
-Proszę przekazać wyrazy uszanowania małżonce i… powodzenia. - rzucił ściszonym głosem, zanim pożegnał się formalnie. Powodzenia, ten świat potrzebuje bohaterów. - pomyślał, wychodząc, aż zmarszczył lekko brwi. Stwierdzenia tak pełne patosu rzadko przychodziły mu do głowy - szczególnie, że wedle gazet Elroy i jego rodzina byli szaleńcami, którzy powinni iść na układ z obecną władzą. Tyle, że coraz mniej wierzył w to, co pisały gazety.

/zt x 2 :pwease:


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Sypialnia gościnna
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach