Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Alejki w ogrodzie [ślub]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Alejki w ogrodzie [ślub]   05.02.18 16:56

Alejki w ogrodzie

Pełne pięknych rzeźb i roślinności, łączące najbardziej reprezentacyjne punkty ogrodu. Przechadzając się nimi można trafić do oranżerii, fontanny, kamiennego pola do szachów o średniej wielkości... jeśli nie jesteś pewien, gdzie iść, zapytaj rzeźbę. Są bardzo kulturalne i serdeczne, ożywają, jeśli tylko uprzejmie je o to poprosisz. Mimo wszystko droga jest dosyć prosta, Ollivanderowie nie mają tu zawiłych labiryntów. Jeśli się zmęczysz, na pewno odnajdziesz urokliwą ławeczkę - mają tendencję do wyrastania spod ziemi - dosłownie. Kwiaty oplatają je estetycznie, jeśli pogoda jest sprzyjająca.


[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 01.11.18 18:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
Zawód : uczy się różdżkarstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
first learn the rules,
then break them
OPCM : 11
UROKI : 15
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Alejki w ogrodzie [ślub]   06.05.18 21:59

/25.06?

Trzynaście minut po piątej wskazywał tykający głośno zegar - nawet niezła godzina, zważając na fakt, że Ollivander miał dziś ręce pełne roboty. Titus zaliczał powoli spotkania ze wszystkimi znajomymi, bo i wielu z nich chciało mu zwyczajnie złożyć życzenia z okazji urodzin, które obchodził dnia poprzedniego. Ale i stęsknił się za nimi wszystkimi będąc w podróży, stęsknił się również za młodym Traversem, więc i na jego parapecie wylądował Oktawian August przynosząc ze sobą zaproszenie na wieczorną szklaneczkę whiskey. Wieczorną bo miał jeszcze kilka spraw do załatwienia - spotkanie z Bertiem, a później miał przyjąć gościa od kominków, bo nawaliła im kompletnie sieć Fiuu i tak jednego z Ollivanderów wyniosło na drugi koniec kraju, do jakiejś opuszczonej chaty, w czasie kiedy on po prostu chciał się dostać do rodzinnego sklepu. Wracał stamtąd kilka dni, bo podczas owego zdarzenia złamała mu się różdżka i musiał korzystać z publicznego transportu, uprzednio uciekając przed stadem wilków i dziką akromantulą. Był więc zły jak osa i totalnie wymęczony, a kominek zdecydowanie wymagał naprawy. To zajął się nim odpowiedni człowiek, chociaż nie wszystko poszło po jego myśli i tak, podczas naprawy pluły na nich kule ognia, a później, kiedy już sobie z tym wszystkim poradzili to Titus upuścił różdżkę, wzniecając przy tym silny wiatr - ten nie tylko potargał mu włosy, ale narobił też niemałego bałaganu w salonie, więc chcąc nie chcąc Titus nie mógł przyjąć swojego gościa w tej części domu, a ten pojawił się już za moment, mijając w drzwiach pana od kominków.
- Ambrose! - Titus przywitał go szczerym uśmiechem, bo nie widzieli się przez całe wieki! - Chciałem cię przyjąć w salonie, ale jest tam straszny bałagan, mały... wypadek przy pracy, właściwie myślałem, że wpadniesz trochę później. Przejdziemy się po ogrodzie? - zaproponował. Ostatnimi czasy pogoda nawet się trochę poprawiła, więc warto było z tego skorzystać, co sam panicz Ollivander robił bardzo często. Ponownie obrzucił przyjaciela uśmiechem, nawet nie zauważając, że wygląda trochę niechlujnie - wiatr kompletnie potargał mu włosy, miał krzywo zapiętą koszulę i rozsunięty rozporek, bo pewnie ubierał się w pośpiechu żeby zdążyć przyjąć obydwu mężczyzn - najpierw tego od kominka, a później samego lorda Traversa.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Ambrose Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5948-ambrose-travers https://www.morsmordre.net/t5960-poczta-ambrozego#141804 https://www.morsmordre.net/t5957-so-much-universe-so-little-time https://www.morsmordre.net/
Zawód : Numerolog, pirat od siedmiu boleści
Wiek : 23 i ⅚
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Not looking for trouble?
What a boring way to live.

OPCM : 0
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/15
SPRAWNOŚĆ : 10/25
Genetyka : Czarodziej
do you believe monsters are born or made?

PisanieTemat: Re: Alejki w ogrodzie [ślub]   14.08.18 16:53

Wydaję mi się, że ledwo postawiłem stopę na lądzie, a zaraz znów wypłynę w morze – nie wiem, że tym razem sprawa wygląda jednak zupełnie inaczej. Nie wiem, bo wciąż nie w pełni pojmuję to co dzieje się w Anglii. Nie mogę zaprzeczyć, że tęskniłem. To właśnie moja największa tragedia. Na zawsze rozdarty między morzem a ziemią: wydaję mi się, że moi bracia nie mają tego problemu. Że kiedy wypływają wszystko inne przestaje się liczyć. Nie dla mnie.
Kiedy zjawiam się w Lancashire od razu wita mnie nienormalność – dużo ludzi krząta się dookoła, zbyt dużo, tak przynajmniej mi się wydaje. Kiedy ostatni raz tu byłem, panował tu większy spokój. Tak przynajmniej uważam, bo nie wiem kiedy postawiłem tu stopę. Dwa lata temu? Trzy lata temu? Może wcześniej. Może później. Chociaż liczby są mi bliskie to w tym wypadku ciężko mi przywołać jakąkolwiek z nich. W końcu skręcam do ogrodów, całkiem zadowolony z tego, że pozostaniemy na zewnątrz. Alejki są pełne rzeźb i roślin, piękne na wiele sposobów. Nie spoglądam na zegary, ale w pewien przedziwny sposób odczuwam, że wyznaczony czas spotkania minął już dobrą chwilę temu. Może to moja wina – może zgubiłem drogę. Choć ta nie wygląda na zbyt zawiłą.
Zwracam się jednak w stronę rzeźby, tej która stoi najbliżej. Przedstawia piękną kobietę, może elfkę, może syrenę – choć raczej to pierwsze bardziej pasowałoby do lasów Ollivanderów. Otwieram usta i już mam zapytać ją, czy widziała młodego lorda, gdy za moimi plecami rozlega się znajomy głos. Uśmiecham się szeroko. Rzeczywiście, nie widzieliśmy się całe wieki.
Żaden problem – mówię spokojnie, zwracając swoje oczy w stronę wieczornego nieba.
Angielska pogoda nie zawsze jest szczególnie piękna, ale ja nigdy nie narzekam. Zresztą, paradoksalnie, bardzo lubię burze. Może nie na morzu. Ale czyste, chłodne powietrze i wiatr w skrzydłach: wszystko zmienia się diametralnie, kiedy spoglądam na to z góry. Nie potrafię wręcz wytłumaczyć mojej abstrakcyjnej radości z latania. Nie mogę też uwierzyć w to, jak wielkie mam szczęście. Kiedyś po cichu obawiałem się w końcu, że moja animagiczna forma będzie czymś okropnym lub zupełnie nieprzydatnym. Może jakimś irytującym owadem, może nawet pawiem. Zmiana w morskie stworzenie mogłaby być ciekawa, ale uważam, być może właśnie dlatego, że jest moja, że orzeł to najlepsze z możliwych wyjście. Przynajmniej dla mnie.
Dopiero po chwili mój wzrok kieruje się na przyjaciela i przekrzywiam głowę w zdziwieniu. Wygląda… Dość osobliwie.
Wszystko w porządku, Titus? Wyglądasz jakbyś wpadł pod galerę – mówię, zupełnie swobodnie.
To jedno z milszych porównań, które mógłbym przywołać w takiej sytuacji.


Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
Zawód : uczy się różdżkarstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
first learn the rules,
then break them
OPCM : 11
UROKI : 15
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Alejki w ogrodzie [ślub]   24.08.18 1:52

- Ale się cieszę, że cię widzę! - jak tu się nie cieszyć, kiedy staje przed nim szanowny lord Travers? Uśmiechnął się Titus szeroko, ukazując dwa rzędy zębów i rozłożył zaraz ramiona, zbliżając się do Ambrożego - zamiast jednak pochwycić go w objęcia, uscisnął mu dłoń, bo to zdecydowanie bardziej wypadało. Uwielbiał młodego Traversa, ale zbytnie spoufalanie się mogłoby zostać źle odebrane, a on w ostatnim czasie bardzo uważał na to co wyprawia. Nie miał zamiaru wracać do Francji, kiedy wreszcie pozwolono mu wrócić do ojczyzny!
- Pod gale... co? - roześmiał się serdecznie. Nie rozumiał tego marynarskiego żargonu! Ale co się dziwić, Ollivanderom znacznie bliżej było do leśnych zakamarków niźli otwartych wód - Mały wypadek mieliśmy w salonie, ale sytuacja opanowana, już wszystko w porządku, chociaż skrzaty będą teraz miał pełne ręce roboty. - no bo ktoś to musiał uprzątnąć. Niemniej poprawił Titus szatę - wygładził ją, nie zauważając jednak krzywego zapięcia; i włosy poprawił, przesuwając dłonią po krótko przyciętej czuprynie.
- Ale nie chce mi się o tym gadać... Jest tyle ciekawszych tematów do poruszenia! Mam wrażenie, że ostatni raz widzieliśmy się... jak jeszcze byłem uczniem Hogwartu? - zapytał, marszcząc lekko brwi i spoglądając badawczym spojrzeniem na Ambrose - Mniemam, że od tamtej pory wiele się w twoim życiu zmieniło, co? Mów, mów jak ci życie mija, bo umieram z ciekawości! - pokiwał energicznie głową, po czym z wolna ruszył jedną z ogrodowych alejek. Znał je jak własne kieszenie, wcale się nie gubił w tutejszych labiryntach, bo spędził tu przecież całe dzieciństwo, a będąc nader energicznym malcem zwiedził wszystkie zakamarki rodowej posiadłości, oraz otaczających ją terenów. Splótł palce obu dłoni za plecami, spoglądając z ukosa na Traversa, chociaż jego wzrok uciekał czasem gdzieś daleko, na rzeźbione sylwetki bądź wysokie drzewa, wyciągające się w stronę bezchmurnego dzisiaj nieba. Mieli sporo szczęścia, że pogoda dopisywała - ostatnio same ciemne chmury zbierają się nad Wielką Brytanią. I te dosłowne i te metaforyczne.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Alejki w ogrodzie [ślub]   10.11.18 22:40

Poszukiwanie welonu i muszki



Ogród pełen rzeźb został przygotowany do ślubu w sposób szczególny. Niektóre z rzeźb otrzymały dodatkowe atrybuty, wszystkie z resztą są dziś znacznie bardziej żywotne niż na codzień. Te ustawione bliżej siebie dyskutują lub chichoczą, niektóre zerkają w kierunku kolejnych gości. Być może jeszcze zanim wszyscy się zgromadzili któraś z nich zagadywała niektórych gości, chwaliła kreację, czy życzyła udanej zabawy.
Choć łapanie welonu i muszki zazwyczaj odbywa się w późniejszych godzinach, tym razem panny oraz kawalerowie chętni by wziąć w nim udział sproszeni zostali do zabawy wczesnym wieczorem, nim jeszcze słońce zdążyło całkiem zniknąć. U wejścia do alejki czekała już świeżo upieczona lady Ollivander. Jej twarz zdobił łagodny uśmiech, jej spojrzenie uciekało ku siedmiu niskim słupkom do których przywiązano smycze z dość energicznymi zwierzętami - przygotowanych zostało tyle niuchaczy ilu zgłosiło się chętnych.
- Wydaje mi się że z każdym z osobna udało mi się już dzisiaj powitać, mimo to ponownie dziękuję wszystkim za obecność, to dla mnie i Ulyssesa na prawdę bardzo cenne.
Odezwała się w kierunku gości, w tej chwili jednak zwrócona była ku ochotnikom którzy postanowili poszukiwać muszki i welonu, a którzy jeszcze nie wiedzą co ich czeka.
- Niektórzy z was mieli już styczność z niuchaczami, inni zaledwie słyszeli o nich w szkole, jednak jestem pewna że dacie sobie radę i uznacie dziś te wspaniałe stworzenia za dobrych kompanów. - - stwierdziła, zerkając ponownie na zwierzęta. - Proszę by każdy z was wziął jednego z niuchaczy. Oczywiście polecam wcześniej zdjąć wszelką biżuterię i pozostawić ją na stoliku obok mnie, obiecuję że nic się jej nie stanie. - zapewniła, wskazując niewielki biały stolik z ładną, delikatnie zdobioną szkatułką. - Mam nadzieję iż nikt nie uzna za niesprawiedliwe że postanowiłam że lord Selwyn może być tu w towarzystwie własnego niuchacza, Otello i tak jest równie niesforny co wszystkie pozostałe. - zapewniła jeszcze. Byli tu w końcu by się bawić, wydało jej się to więc na miejscu szczególnie że była przekonana iż nie będzie to żadne ułatwienie - niesforne to bardzo łagodne określenie na tę istotę. Uśmiechnęła się wesoło w kierunku Alexandra.
- Jeśli uda wam się porozumieć ze zwierzętami, będą dla was nieocenioną pomocą w poszukiwaniach, jeśli jednak nie dacie rady dojść z nimi do porozumienia, mogą stanowić niewygodną przeszkodę. Jedyna zasada jest taka, że nie można ich wypuścić, musicie wciąż mieć je przy sobie.
Stwierdziła.
- Jak zapewne już rozumiecie, nie będziecie muszki ani welonu łapać, należy ją znaleźć. Do obu tych elementów przyczepione zostały niewielkie błyskotki mające zwabić niuchacze. Żeby nie było zbyt łatwo, niektóre rzeźby jednak także jakieś niewielkie błyskotki mają. Waszym zadaniem jest odnaleźć właściwą. Niuchacze powinny ułatwić wasze zadanie o połowę, prowadząc tylko do rzeźb które faktycznie mają jakiś przedmiot. Żeby sprawdzić co to jest, będziecie musieli wykonać zadanie jakie wyznaczy wam rzeźba. Do każdego z zadań jedna osoba może podejść tylko raz. Oczywiście - muszkę posiada rzeźba kobiety, welon - rzeźba przedstawiająca mężczyznę.
Zakończyła, spojrzała na wszystkich uczestników.
- Zaczynacie skąd tylko chcecie. Wygrywają rzecz jasna osoby które jako pierwsze odnajdą muszkę oraz welon.
Zakończyła wyjaśnienia i odsunęła się za stolik, by zapewne tak jak większość gości - obserwować.



1.
Uczestnicy: Alexander Selwyn, Benjamin Wright, Titus Ollivander, Joseph Wright
Uczestniczki: Maxine Desmond, Charlene Leighton, Justine Tonks
2. Każdy z Was bierze jednego niuchacza i z nim rusza na pole z rzeźbami.
3. Podchodzicie do rzeźby którą sami sobie wybieracie, nie ma ograniczeń pól do przejścia, przejście większej odległości pól po prostu wiąże się z większym pośpiechem.
4. W jednej kolejce piszecie po dwa posty. W pierwszym wykonujecie rzut na ONMS. Wynik oceniacie sami wedle poniższego wzoru:

0-30 - niuchacz nie ma ochoty współpracować, wierci się, musisz wybierać na czuja (musisz wybrać pole oznaczone kwadratem).
31-50, źle zapanowałeś nad niuchaczem, zwierzę odnalazło rzeźbę która coś ma (wybierasz pole oznaczone kółkiem), jednak rozzłościło ją próbą kradzieży. Masz -10 do rzutu na powodzenie wykonania zadania
51-100, niuchacz wskazał rzeźbę, udało Ci się powstrzymać go przed próbą kradzieży, rzeźba ujawnia Ci swoje oczekiwania bez problemu (wybierasz pole oznaczone kółkiem).

5. W drugim poście możesz wybrać pole zgodnie z powyższym wzorem. Wtedy wszyscy uczestnicy poznają swoje zadania, w trzecim poście przyjdzie Wam wykonać zadania według mechaniki jaka zostanie wraz z nimi ujawniona. W poście w którym rzucacie na powodzenie zadania możecie od razu rzucić ponownie na ONMS.
6. Jeśli komuś się poszczęści i trafi na pole z welonem lub muszką, event zostanie zakończony.
7. Do jednej rzeźby podejść może tylko jedna osoba. Panowie do rzeźb-pań, panie do rzeźb-panów.

Mapka:



PROSZĘ, ŻEBYŚCIE POLA PODAWALI PRZEZ OZNACZENIA TYPU A5, C8 ITP.


RZEŹBY:

I5. Niski, chudy mężczyzna (Cyprian Youdle, którego poznajesz jeśli choć trochę interesujesz się quidittchem)
F3. Niski mężczyzna wyglądający na całkiem wesołego, choć cała rzeźba jest ewidentnie z białego marmuru, jego przydługie włosy i wąs są rudej barwy. Być może rozpoznajesz postać Felixa Summerbee, jeśli to możliwe że historia powstania zaklęcia rozweselającego zapadła Ci w pamięć.
G5. Tańcząca kobieta o rozmarzonym wyrazie twarzy. Jeśli wiesz cokolwiek o eliksirach, masz szansę rozpoznać Lavrene de Montmorency
G1. Mężczyzna układający bukiet.
I7. Starzec czytający książkę.
H3. Romuald Waleczny (mężczyzna w zbroi) na swoim koniu.
E7. Młoda druidka, kobieta w długiej szacie, z kapturem na głowie klęczy nad kociołkiem. Wokół niej latają w kółko trzy ptaki. Jeśli uważałeś na lekcjach eliksirów, możesz rozpoznać słynną irlandzką druidkę żyjącą w średniowieczu - Cliodnę.
D2. Wysoka kobieta trzymająca długą różdżkę. Na zajęciach z Zaklęć lub Obrony na pewno przewinęło się jej nazwisko, jeśli słuchałeś uważnie, na pewno rozpoznasz Albertę Toothil.
D4. Dama grająca na skrzypcach.
B2. Bowman Wright którego możesz znać, jeśli interesujesz się quidditchem. Jego nazwisko nie jest jednak tutaj istotne, jest to wysoki, dość mocno umięśniony mężczyzna, dookoła którego lata figurka przypominająca złoty znicz.
B6. Wysoka kobieta o dumnym wyrazie twarzy, w obu dłoniach dzierży miecz - królowa Maeve
C7. Dziesięcioletnia baletnica.
A4. Kobieta z dzieckiem na rękach.
A7. Pozująca muza.

A1. Niski, dość chudy mężczyzna o bardzo wyprostowanej sylwetce. Jeśli obserwowałeś rzeźby w Hogwarcie, możesz kojarzyć tę postać, tam także bowiem postanowiono upamiętnić Merwyna Złośliwego.
E1. Wendelinę Dziwaczną niewątpliwie poznają wszyscy - w tym przedstawieniu związana już zaczyna chichotać oczekując nadchodzących płomieni.
I1. Rzeźba przedstawia trzy dyskutujące ze sobą gobliny.
F2. Młoda dziewczyna z wiankiem na głowie.
C3. Poważny mężczyzna ubrany w odświętną szatę, z okularami o absurdalnie cienkich szkiełkach, z jego głowy lekko zsuwa się tupecik.
G4. Elegancka dama w dość skromnej szacie. Włosy ma spięte w ciasny kok, na nosie okulary, jeśli znasz się na numerologii, być może rozpoznasz Bridget Wenlock.
H4. Postać dość młodego mężczyzny w szacie uzdrowiciela. Przed państwem słynny Paracelsus z różdżką w dłoni, jakby gotowy do operacji.
E5. Nastoletnie dziewczynka która przeskakuje z jednego kamienia na drugi.
B5. Mężczyzna siedzący przy stoliku, przed nim rozstawiona partia szachy, rozegrana niemal do końca, brakuje zaledwie dwóch ruchów z każdej strony. Twoim przeciwnikiem jest słynny mistrz czarodziejskich szachów, Montague Knightley jednak może da Ci fory?
D6. Starsza kobieta na której kolanach wyleguje się żywy kot.
H6. Mały chłopiec z siatką na motyle.
G7. Mała dziewczynka w eleganckim stroju.


W tym poście bierzecie niuchacze i rzucacie na onms, w kolejnym (nie czekając na moją interwencję chyba że gdzieś wypadnie 1) wybieracie rzeźbę i dopiero wtedy czekacie na odpowiedź.


Macie czas do 13.11.2018.





I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : 41
UROKI : 24
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Alejki w ogrodzie [ślub]   11.11.18 13:28

Ślub był wzruszający, piękny, romantyczny, eteryczny i wspaniały, doskonale wpisując się w stereotyp podniosłych, magicznych ceremonii, mających na celu połączenie dwóch niezależnych dusz w jeden, małżeński organizm. Benjamin poddał się nastrojowi, nie uronił jednak nawet łezki, dzielnie trzymając fason poważnego, eleganckiego mężczyzny w kwiecie wieku. Ciągle miał na sobie mugolski garnitur, o jeden numer za mały, świecił więc nagimi kostkami, wystającymi znad wypastowanych na nieznośny błysk butów a włosy, nieco już wilgotne od potu wywołanego dzikimi tańcami, przykleiły mu się do czoła jeszcze mocniej, gdy biegł jak na złamanie karku do ogrodowych alejek. Słyszał, że to tam ma odbyć się konkurencja pochwycenia muszki, a niczego nie pragnął w tym momencie bardziej - no, może poza pokojem w magicznym świecie i bolesną agonią bandy Lorda Dupelorta - niż dalszej zabawy, pozwalającej mu nieco zapomnieć o codziennej szarości. Chciał też pokazać Ulyssesowi zaangażowanie w weselicho, dlatego też sprawnie przeskoczył niski żywopłocik i znalazł się wśród tłumu chętnych do uczestnictwa w zabawie. Ponad głowami zgromadzonych, rozglądał się, wypatrując Ollivandera, ale zamiast tego stanęła przed nimi Julia. Rzeczowo i kulturalnie opowiadając o konkurencji.
- Ale jazda - podsumował Benjamin donośnie. Podobała mu się taka wersja legendarnej, niezmiennej zabawy. Kto wie, może uda mu się ponownie złapać symbol pana młodego, tak, jak stało się to na ślubie Bartiusów? Gdy Prewettówna - chyba jeszcze długo nie przyzwyczai się do jej nowego nazwiska - wspomniała Selwyna, Jaimie odwrócił się gwałtownie w jego stronę. - Ja, ja mam coś przeciwko. On na pewno kantuje, znam go, przecież pracuje w psychiatryku, pewnie go czymś naszprycował - rzucił donośnym tonem, mrugając wesoło do Alexandra. Starał się zachować powagę, był też ciekawy, jak rozwiążą ten problem. Nie zamierzał jednak czekać na decyzję dotyczącą dyskwalifikacji Zakonnika, zwłaszcza, gdy zobaczył obok swego brata i Titusa. Pomachał im wesoło, po czym jako pierwszy odwiązał niuchacza i wraz z nim ruszył na poletko rzeźb. - Co tam, mały? Jakby cię tutaj nazwać - zadumał się, przykucając i gładząc wiercące się zwierzę po łebku. - Może...Nozdrzec? Genialne, nie? - wypita ognista whisky pozwoliła mu na zachwycenie się własną, oryginalną, inwencją twórczą. Wyprostował się więc i razem z niuchaczem skupił się na poszukiwaniach zaginionej muszki.

| ONMS na III, +60




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Alejki w ogrodzie [ślub]   11.11.18 13:28

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 58


Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : 41
UROKI : 24
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Alejki w ogrodzie [ślub]   11.11.18 13:51

Niuchacz współpracował doskonale, przebierał szybko malutkimi nóżkami i węszył niczym najprawdziwsza istota myśliwska. Benjamin mocno trzymał smycz w dłoni, pozwalając jej jednak wyginać się, dostosowując do ruchów zwierzęcia. Nie chciał, by jego zbyt sztywny chwyt jakoś wpłynął na decyzje niuchacza dotyczące wyboru rzeźby, do której zamierzali podejść. - No, dalej, Nozdrzec. Postaraj się. Jak uda się nam wygrać, obiecuję, że dam ci trochę wypić ognistej whisky. Naparsteczek, ale to zawsze coś, co nie? - mówił wesoło do zwierzęcia, zachęcając go wszelkimi znanymi sposobami do efektywnej współpracy. Po chwili podniósł głowę, sprawdzając, jak radzą sobie pozostali, ale reszta ekipy została w tyle, dopiero mocując się z rozszalałymi niuchaczami. Wiadomo, nikt nie miał takiej ręki do zwierząt, jak on sam. Z dumą wypiął pierś, aż guzik przyciasnej marynarki prawie odstrzelił od materiału, po czym pozwolił poprowadzić się istocie w górę i w bok. Nozdrzec ciągnął go z całych sił, przystając w końcu obok postawnej rzeźby. Wright obszedł ją dookoła a jego usta rozciągnęły się w uśmiechu. - Niech skonam, wujek! - Bez większego problemu rozpoznał w wyciosanej w kamieniu twarzy Bowmana Wrighta, swojego dawnego, dalekiego krewnego, o którym słyszał naprawdę wiele przez równie wiele lat. - Nieźle ci się powodzi, co nie? Stoisz w ogrodach Ollivanderów, fiu fiu - zagwizdał z podziwem, podążając wzrokiem za wirującą wokół głowy posągu złotą piłeczką, doskonale odwzorowującą prawdziwego znicza. Pozłacane skrzydełka trzepotały nawet, dość głucho i kamiennie, przywołując miłe uczucie ekscytacji, towarzyszące rozpoczęciu każdego meczu. Rozkołysany alkoholem oraz weselną atmosferą Ben czuł się coraz lepiej. Poklepał niuchacza po pyszczku, starając się powstrzymać go przed dalszym rzuceniem się w wir poszukiwań. - Prrr, spokojnie, ogierze. Na razie stoimy tutaj, potem sobie poszalejesz. Przy okazji będziesz mógł trochę pogryźć kostki Alexandra, pokażę ci, który to fircyk - podsumował swoją wypowiedź cichutkim rechotem: miał dziś nastrój typowo szkolny, popychający go do niezbyt stosownych w jego wieku zachowań. Cóż jednak poradzić, rzadko kiedy miał możliwość zachłyśnięcia się odrobiną beztroski.

| idziemy do B2




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-charlie https://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Czy to kocimiętka?
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 23
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/35
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejki w ogrodzie [ślub]   11.11.18 14:30

Skromna, nieśmiała Charlie zdecydowanie nie była bywalczynią szlacheckich przyjęć. Była czarownicą półkrwi, więc nigdy jej na salony nie zapraszano, dlatego zaskoczyło ją zaproszenie od Julii. Gdyby nie to, że miało być więcej osób z Zakonu, pewnie nie miałaby śmiałości, by się pojawić. Słyszała jednak, że zaproszenie ludzi różnego pochodzenia było kością niezgody między rodzinami państwa młodych a większością świata wyższych sfer. Mimowolnie podziwiała Julię za to, jak odważnie poszła pod prąd, przedkładając swoje przyjaźnie nad to, co wypadało jej robić z racji pochodzenia. Jednocześnie Charlie cieszyła się, że sama nie była szlachcianką i nie musiała dostosowywać się do woli rodu ani łamać jej. Nie musiała znajdować się na świeczniku i być ofiarą krzywdzących plotek, co niewątpliwie czekało Prewettównę. To na pewno nie było łatwe. Charlie nie byłaby dobrym materiałem na idącą pod prąd nonkonformistkę, więc gdyby tak urodziła się w szlachetnej rodzinie, zapewne byłaby taka, jak większość jej członków. Ale nic takiego nie miało miejsca, była zwyczajną dziewczyną, której ślubem poza rodziną i przyjaciółmi nikt nie będzie się interesował – choć na ten moment nic nie wskazywało na to, by takowy miał wkrótce nastąpić. Charlie nadal była osobą samotną.
Czemu więc ruszyła na poszukiwanie welonu? Sama tego nie wiedziała. Nie miała nikogo na oku i mogłaby przysiąc, że nikt nie interesował się nią. Za bardzo była zawsze skupiona na pracy i nauce, żeby rozglądać się za mężczyznami. Wydawało się, że czasy nie były najlepsze do zakładania rodziny, i często traktowała to jako wymówkę, ilekroć ktoś pytał, czy miała już kogoś na oku, a takie pytania słyszała coraz częściej. Przestała być młódką, stając się powoli kobietą.
U Ollivanderów pojawiła się ubrana w swoją najładniejszą sukienkę, niebieską i zwiewną jak kwiat chabru. W porównaniu do kreacji szlachetnie urodzonych wyglądała jednak bardzo skromnie i była pozbawiona ozdobników. Zrezygnowała z warkocza, w którym można ją było zobaczyć najczęściej; długie, jasne włosy rozpuściła dziś luźno i spływały jej falami na plecy, sięgając do pasa. Na nadgarstku miała bransoletkę podarowaną jej po konkursie malin na Festiwalu Lata, ale przed rozpoczęciem zabawy zdjęła ją i pozostawiła w wyznaczonym miejscu, skoro mieli mieć do czynienia z niuchaczami. Charlie napotkała już te stworzonka w festiwalowym labiryncie, pamiętała je też z Hogwartu.
Julia wyglądała naprawdę pięknie. Charlie miała nadzieję, że będzie szczęśliwa w swoim aranżowanym małżeństwie. Przywitała ją grzecznie, podobnie jak innych. Znała wszystkich oprócz jednego młodzieńca, który wyglądał jakby niedawno skończył Hogwart. Na dłużej zatrzymała rozbawiony wzrok na swoich kuzynach, Josephie i rozprawiającym głośno Benjaminie, skinęła też Alexandrowi i kobietom, które znała ze spotkań Zakonu.
Zadanie brzmiało znacznie ciekawiej niż konwencjonalne łapanie welonu. Charlie wybrała więc jednego z niuchaczy, licząc na to, że będzie skłonny z nią współpracować i poprowadzi ją do rzeźby, która miała przy sobie jakiś przedmiot.

| ONMS II, +30






Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Alejki w ogrodzie [ślub]   11.11.18 14:30

The member 'Charlene Leighton' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 73


Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-charlie https://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Czy to kocimiętka?
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 23
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/35
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Alejki w ogrodzie [ślub]   11.11.18 14:45

Udało jej się dogadać z niuchaczem na tyle, by bez większych problemów poprowadził ją do jednej z rzeźb, których było tu naprawdę mnóstwo. I tylko w jednej z nich był ukryty welon. Charlie nie sądziła, by to ona miała go znaleźć, na pewno nie był jej pisany szybki ślub, skoro w jej życiu nie było żadnego mężczyzny. Nie to, że by tego nie chciała – mimo swoich obaw o przyszłość nie marzyła o samotnym życiu, chciałaby poznać kogoś wyjątkowego, bratnią duszę, którą będzie mogła pokochać z wzajemnością.
Cieszyła się jednak, że jej nie czekało aranżowane małżeństwa i rodzina nie narzuci jej małżeństwa z kimś, kogo nie darzyłaby nawet sympatią. Ciekawe, jak wyglądało to w przypadku Julii i Ulyssesa? W ich sferach miłość w związkach podobno była rzadkością, wychodzili za osoby, które wskazała im rodzina. Oboje byli też już w naglącym wieku – przynajmniej w ich warstwie społecznej. Charlie podejrzewała, że jej samotność w wieku dwudziestu pięciu lat nie będzie nikogo interesować i całe szczęście.
Wciąż jednak czuła się tu nieco dziwacznie i nie na miejscu, jednocześnie ciekawa, jak czuli się tu nieokrzesani, niefrasobliwi Wrightowie. Choć dzielili część wspólnej krwi, Charlie z temperamentu była bardziej Leightonem, osobą spokojną i zachowawczą. Mądrą i rozsądną byłą Krukonką, której obca była gryfońska brawura. Była tu jednak po to, by mimo swojego poczucia niedopasowania do świata Ollivanderów i Prewettów dobrze się bawić, nawet jeśli wcale nie znajdzie welonu. Potrzebowała tego w dobie niespokojnych czasów i zawirowań, dobrze zrobi jej też chwilowe oderwanie się od pracy i wyjście z alchemicznej pracowni. Za dużo czasu spędzała w zamkniętych przestrzeniach, dlatego stawała się wręcz chorobliwie blada. Niebieska sukienka tylko wzmagała to wrażenie bladości, a pod jej oczami było widać cienie. Ostatnio bardzo dużo czasu spędzała nad kociołkiem.
Ściskając w dłoni smycz z niuchaczem ruszyła jednak w stronę rzeźby, rozpoznając w niej Laverne de Montmorency. Był to całkiem niezły wybór biorąc pod uwagę jej alchemiczną pasję, tak jej się przynajmniej wydawało i miała nadzieję, że uda jej się dobrze wykonać zadanie. Ciekawe, co będzie trzeba zrobić? Nie pogniewałaby się o coś związanego z eliksirami.

| G5






Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Powrót do góry Go down
Joseph Wright
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5364-joseph-e-wright https://www.morsmordre.net/t5428-do-joe#123175 https://www.morsmordre.net/t5417-joe-w#122688 https://www.morsmordre.net/f108-piddletrenthide-79-kamienny-domek https://www.morsmordre.net/t5462-skrytka-bankowa-nr-1335#124469 https://www.morsmordre.net/t5441-joe-wright
Zawód : ścigający Zjednoczonych z Puddlemere
Wiek : jeszcze 27 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
What if I'm far from home?
Oh, brother I will hear you call.
What if I lose it all?
Oh, sister I will help you out!
Oh, if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do.
OPCM : 15
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej
Zjednoczeni z Puddlemere

PisanieTemat: Re: Alejki w ogrodzie [ślub]   11.11.18 23:56

Kłamstwem by było powiedzenie, że Joe pierwszy raz pojawia się na szlacheckim ślubie... ale za to już faktem - że nie był na takim. Włości Ollivanderów i cała ceremonia były prawdziwie magiczne i robiły wrażenie nawet na nim, choć na wielu balach i przyjęciach był i nie należał do miłośników takich "sztywniackich" zabaw.
Dzisiaj w zasadzie by go tu nie było, gdyby nie Maxine... i póki co wcale nie żałował, że się tu z nią zjawił. Ulyssesa trochę znał dzięki Benjaminowi, a Pannę Młodą też udało mu się spotkać wcześniej - na tegorocznym Festiwalu Lata. Jak się okazało naprawdę wielu z gości znał, co akurat go zdziwiło. Pomijając Maxine i braci (bo i z Benem i z Lisem się witał), była też Just, Sam i...
- Charlie? - zawołał głośniej do swojej małej kuzynki. No, kogo jak kogo, ale jej to się tu nie spodziewał.
- Co ty tu robisz? - wypalił wciąż zaskoczony do tego stopnia, że nawet nie przyszło mu do głowy, że jego mała kuzynka w zasadzie mogła się znać z lady Prewett (już Ollivander) ze szkoły.
Mniejsza jednak o to. Zjawił się w tym miejscu razem z Maxine, bo miał zamiar zdobyć dzisiaj muchę Pana Młodego. Fakt, że cała zabawa odbywała się inaczej niż zwykle zaintrygowała go na tyle, że postanowił wziąć w niej udział. I oczywiście wygrać, ale... dotąd nikt nic nie wspominał o... "tych wspaniałych stworzeniach", które miały być ich kompanami.
Josephowi momentalnie zrzedła mina. Co do jasnej... najpierw festiwalowy wyścig, a teraz nawet "łapanie" muchy na weselu? Wszystko z tymi paskudnymi, krwiożerczymi, podstępnymi... Odetchnął głęboko i przywołał uśmiech z powrotem na swoją twarz. Dobra mina do złej gry to podstawa. To było wesele, a on nie był jakąś babą, żeby się mazać i dąsać. Choć spoglądał na magiczne stworzenia wyjątkowo nieufnie. I tylko kiedy lady Ollivander powiedziała: "niuchacze powinny ułatwić wasze zadanie o połowę" mimowolnie parsknął śmiechem. Dziwne, że tylko jego rozbawiło to zdanie, więc zaraz przeprosił i grzecznie słuchał reszty instrukcji. Generalnie gdyby nie te stwory-potwory, to wszystko wyglądało całkiem nieźle, ale oczywiście musiała być ta jedna jedyna, nikomu niepotrzebna reguła, że bez tego kretoszczura nie ma wygranej.
Joe jeszcze raz zmierzył dość ponurym spojrzeniem te przywiązane dziwaki. Niby nie wyglądały krwiożerczo... ale z własnego doświadczenia wiedział, że taki niewinny wygląd magicznego stworzenia często był złudny.
Kiedy część teoretyczna została zakończona, oczywiście pierwszy przy tych paskudach znalazł się Benjamin, na którego łatwość dogadania się z wybranym przez niego niuchaczem, młodszy Wright mógł tylko patrzeć z zazdrością. To było zupełnie niesprawiedliwe. No, ale nie było czasu na użalanie się nad sobą.
- Powodzenia - powiedział jeszcze do Maxine wesoło i ruszył w stronę najbliższego ze stworzeń. Zatrzymał się jednak w bezpiecznej odległości od niego i przykucnął przed nim, żeby spojrzeć mu w te czarne, kaprawe oczka - Słuchaj, Szczurze, byłoby mi niezmiernie miło, gdybyś zechciał ze mną współpracować przez najbliższe dziesięć minut. Dziesięć minut to niedużo, wiesz? - wyciągnął przed siebie obie dłonie pokazując przy okazji dziesięć palców. - To właśnie tyle. Dziesięć - powtórzył. - Dobra... to ja cię teraz odwiążę... musimy znaleźć błyskotkę, do której przyczepiona jest mucha. Dasz radę, co? - głębszy wdech i podniósłszy się do pionu, zbliżył się jeszcze bardziej i odwiązał wybranego przez siebie niuchacza, choć w każdej chwili był gotów zrobić unik, gdyby niewielkie stworzenie jednak postanowiło się na niego rzucić.

-40 (ONMS 0 yolo)




Beat back those Bludgers, boys,
and chuck that Quaffle here
No team can ever best the best of Puddlemere!


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Alejki w ogrodzie [ślub]   11.11.18 23:56

The member 'Joseph Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 29


Powrót do góry Go down
Joseph Wright
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5364-joseph-e-wright https://www.morsmordre.net/t5428-do-joe#123175 https://www.morsmordre.net/t5417-joe-w#122688 https://www.morsmordre.net/f108-piddletrenthide-79-kamienny-domek https://www.morsmordre.net/t5462-skrytka-bankowa-nr-1335#124469 https://www.morsmordre.net/t5441-joe-wright
Zawód : ścigający Zjednoczonych z Puddlemere
Wiek : jeszcze 27 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
What if I'm far from home?
Oh, brother I will hear you call.
What if I lose it all?
Oh, sister I will help you out!
Oh, if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do.
OPCM : 15
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej
Zjednoczeni z Puddlemere

PisanieTemat: Re: Alejki w ogrodzie [ślub]   12.11.18 0:29

Dokładnie w momencie, kiedy Joe odwiązał zwierzątko, to poruszyło noskiem (to akurat dobry znak, a nuż węszyło w poszukiwaniu muchy), po czym niespodziewanie odwróciło się w stronę Joe i wykonało skok życia na jego ramię.
- C-co? - wydusił z siebie tylko odskakując w tył i ledwo unikając ataku niuchacza na swą osobę. - Ej! Nie! Masz szukać błyskotek! - niuchacz znów spróbował na niego wskoczyć, ale tym razem Joe był gotowy i nie puszczając smyczy wykonał kolejny unik. - No już! Mucha Pana Młodego! Szukaj, Szczurze, szukaj! - ponaglił swojego niuchacza, ale ten wyraźnie nie dawał za wygraną i Joey dłuższą chwilę musiał spędzić na uciekaniu przed swoim stworzeniem, które wyraźnie nie chciało odpuścić. Cóż, może dostaną jakieś dodatkowe punkty za taniec?
Reszta uczestników zabawy już właściwie pozabierała swoje niuchacze i ruszyła na poszukiwania, a Joe nadal tkwił w tym samym miejscu. Przecież tak nie mogło być!
- Dobra! Koniec z tym - warknął zirytowany Joe i pozwoliwszy wskoczyć na siebie Szczurowi, sam ruszył w stronę wybranej przez siebie rzeźby - dziewoi z wiankiem na głowie. Przemieszczanie się zaś skutecznie utrudniał mu Szczur, który wyraźnie czegoś szukał w Josephowych włosach (ewentualnie się w nich mościł - Wright nie był do końca pewny). Oprócz tego, że był straszliwie irytujący i co i rusz zgarniał czuprynę Joe na jego twarz tak, że mężczyzna nic nie widział. Za to plusem było to, że jeszcze nie gryzł, a drapał tylko trochę tymi swoimi małymi pazurkami. No i nie uciekał - to też była pewna zaleta.
Joe zatrzymał się przed rzeźbą dziewczyny i ignorując fakt posiadania na głowie niuchacza, skłonił się przed nią głęboko z szarmanckim uśmiechem. Szczur nie utrzymał się i spadł na ziemię, ale zaraz wdrapał się po garniturze Joeya i spróbował się wcisnąć pod klapę marynarki zdecydowanie w poszukiwaniu czegoś. Choć czego - to już pozostawało zagadką.
- Joseph Wright, milady - przedstawił się kamiennej panience prostując się i nadal ignorując stwora. - Nie jest może panienka w posiadaniu muchy Pana Młodego? Właśnie staram się ją odnaleźć... Nie byłaby panienka tak miła i mi nie pomogła...? - zagadnął grzecznie. Niuchacz tymczasem rozpoczął drapanie granatowego materiału koszuli na klatce piersiowej Joeya. Ech, trzeba było nie zakładać nowej koszuli, tylko jakąś starą...


F2





Beat back those Bludgers, boys,
and chuck that Quaffle here
No team can ever best the best of Puddlemere!


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 37
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Alejki w ogrodzie [ślub]   12.11.18 23:37

Właściwie nie wiedziała po co się zgłosiła. Przecież żadna wróżba nie była w stanie zmienić rzeczywistości. A ponura rzeczywistość niezmiennie głosiła to samo - prędzej umrze w walce, niż stanie na ślubnym kobiercu. Oddała już serce, a rodziną legendę znała dobrze. Kochały w życiu prawdziwie tylko raz, ale już do końca, sprawdzając na mężczyzn czystokriwstych nieszczęścia. A ona pokochała już swój raz i - o ironio - nikogo innego, jak właśnie mężczyznę o krwi czystej. Nigdy nie sądziła, że to właśnie ona - krew - będzie miała znaczenie. Nigdy nie zwracała na nią uwagę, a teraz, teraz czasem uważała je za własne przekleństwo. Nic nie była w stanie z tym zrobić i bezsilność zdawała się dobijać ją po raz kolejny. Zerknęła w kierunku Bena, uśmiechając się nikle.
- Sam byś swojego przytargał, jakbyś jakiegoś miał. - zaśmiała się, próbując odepchnąć od siebie ponure myśli, choć na chwilę się rozluźnić. Zapomnieć, na kilka chwil o wszystkim, co było nie takie, taki miała plan. Ale jego wykonanie miało być trudniejsze, niż sądziła. Ponure myśli ciągle nachodziły jej głowę. Pamiętała dokładnie jednoczesny moment wzruszenia, jak i żalu, który nawiedził ją podczas ceremonii zaślubin Eileen i Herewarda. Jednoczesna troska, radość, smutek i... zwyczajna ludzka zazdrość z czegoś tak prozaicznego. Jednak ten ślub był inny. Ten przypominał o decyzji, którą podjęła świadomie. Nie zamierzała już żałować, choć widok pięknych dzieci i miłości w jego oczach nadal wracała do niej, gdy przymykała powieki. Wątpiła, by miała to kiedykolwiek zapomnieć. Nie chciała o tym zapominać - o swojej rodzinie, małym domku, który był całkowicie jej. Ocknęła się z rozmyślań, odbierając jednego z niuchaczy. Zerknęła na zwierzaka, którego trzymała w dłoniach zmierzając w stronę drzew.
- Nazwę cię Bomba. - zawyrokowała, mierząc jeszcze dokładnym spojrzeniem niuchacza, jakby zastanawiając się nad dokonanym wyborem. Przez chwilę myślała, czy wybrała dobrze, ale gdy w końcu stwierdziła, że nic lepszego i tak nie wymyśli odpuściła. I tak szczerze wątpiła w to, że uda jej się odnaleźć welon. Bo byłaby to niezła ironia losu, nieprawdaż? Świat zwyczajnie śmiałby się jej w twarz.

| ONMS, I





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
 

Alejki w ogrodzie [ślub]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Alejka w ogrodzie
» Fontanna w Ogrodzie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Lancashire, Lancaster Castle-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18