Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Alejki w ogrodzie
AutorWiadomość
Alejki w ogrodzie [odnośnik]05.02.18 16:56
First topic message reminder :

Alejki w ogrodzie

Pełne pięknych rzeźb i roślinności, łączące najbardziej reprezentacyjne punkty ogrodu. Przechadzając się nimi można trafić do oranżerii, fontanny, kamiennego pola do szachów o średniej wielkości... jeśli nie jesteś pewien, gdzie iść, zapytaj rzeźbę. Są bardzo kulturalne i serdeczne, ożywają, jeśli tylko uprzejmie je o to poprosisz. Mimo wszystko droga jest dosyć prosta, Ollivanderowie nie mają tu zawiłych labiryntów. Jeśli się zmęczysz, na pewno odnajdziesz urokliwą ławeczkę - mają tendencję do wyrastania spod ziemi - dosłownie. Kwiaty oplatają je estetycznie, jeśli pogoda jest sprzyjająca.


[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 01.11.18 18:09, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Alejki w ogrodzie - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Alejki w ogrodzie [odnośnik]16.11.18 23:34
I Charlie zdziwiła się na widok Josepha. Ostatecznie spodziewała się tu ujrzeć członków Zakonu, zaproszonych przez Julię, ale jej kuzyn do nich nie należał – chyba że został zabrany jako osoba towarzysząca przez kogoś z Zakonników. Sądząc po tonie jego głosu, i on był zaskoczony widząc Charlie – w końcu nie wiedział o organizacji, więc mógł go zdziwić widok Leightonówny w takim miejscu. Nie wyglądała na kogoś, kto ma znajomości w szlacheckim gronie. To już jego prędzej można by pod to podciągnąć jako gracza znanej drużyny quidditcha ściśle powiązanej z jednym z rodów. Myśląc o Macmillanach Charlie aż zaczęła się zastanawiać, czy w tłumie nie napotka gdzieś Anthony’ego, oboje mieli talent do spotykania się w niespodziewanych i często dziwnych okolicznościach.
- Hej, Joseph! – zawołała do niego, machając dłonią. Ale zanim zdążyła wymyślić jakieś przekonujące uzasadnienie swojej obecności, zabawa już się rozpoczęła, więc pozostało jej spróbować dogadać się ze swoim niuchaczem i ruszyć w stronę rzeźb. Może później nadarzy się okazja, by porozmawiać z innymi i wymienić ze sobą więcej słów niż powitania.
Poradziła sobie ze stworzeniem całkiem nieźle, niuchacz zwinnie i energicznie przemknął po trawie, choć jak się później okazało – źle zrozumiała zasady zabawy, podchodząc do rzeźby kobiety. Naprawdę myślała, że to kobieta będzie ukrywać w zanadrzu welon. Cóż, wychodził z niej ten brak obycia w ślubnych zwyczajach, a zwłaszcza szlacheckich. Aż się zarumieniła z zawstydzenia, ale widziała, że i Ben się pomylił, podchodząc do rzeźby mężczyzny. Cóż, może to było rodzinne?
- Bardzo przepraszam za swoją pomyłkę – powiedziała, bo choć miała przed sobą rzeźbę dawnej alchemiczki, była ona tak realistyczna, że Charlie naprawdę wpadła w zakłopotanie i czuła potrzebę przeproszenia za swój błąd. – Nie potrafię tańczyć, ale się postaram. To prawdziwy zaszczyt spotkać takiego alchemika. – Prawdziwa Laverne de Montmorency od dawna nie żyła, ale cieszyła się, mogąc spotkać chociaż jej zaczarowaną wersję. Zawsze skrycie marzyła o poznaniu któregoś ze słynnych eliksirotwórców.
Choć doskonale zdawała sobie sprawę ze swojego antytalentu tanecznego, podała kobiecie rękę, starając się poruszać najzgrabniej jak potrafiła, choć z pewnością było widać, że sprawia jej to problem. Nie znała żadnego tańca balowego, nigdy się ich nie uczyła, bo świat salonów nigdy nie był jej światem. Ale skoro przez własną pomyłkę wpakowała się w podobne zadanie, musiała spróbować mu sprostać, nawet jeśli oznaczało to, że najpewniej się zbłaźni. Ale podejrzewała, że inni uczestnicy zabawy również nie byli mistrzami salonowych tańców. Na pewno nie podejrzewałaby o to Bena i Josepha. Każdy jednak miał własne zadanie powierzone mu przez rzeźby, do których podeszli.
Miała też nadzieję, że później niuchacz poprowadzi ją do poprawnej rzeźby.

| 1 – taniec balowy (brak biegłości, -50), 2 – ONMS (poziom II, +30)




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Alejki w ogrodzie [odnośnik]16.11.18 23:34
The member 'Charlene Leighton' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 37, 56
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Alejki w ogrodzie - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Alejki w ogrodzie [odnośnik]18.11.18 10:56
Josephowi udało się wykonać zadanie, rzeźba uśmiechnęła się z wdzięcznością, jednak przyznała że nie ma dla niego żadnego podarku. W zamian podpowiedziała mu, że żeby wygrać musi kierować się bardziej na zachód. Odradziła także podchodzenie do Merwyna Złośliwego, sugerując że jego przydomek nie wziął się znikąd. Niestety jednak jego wyjątkowo leniwy niuchacz nie zaczął współpracować, więc młody Wright musiał ponownie zabrać się za szukanie na chybił trafił.

Ben z kolei bez trudu wykonał zadanie wuja, który z zadowoleniem odezwał się tylko by krewniak nie zmiażdżył znicza i pozostawił go dla którejś z dam.
- Dobrze, że tradycja zostaje w rodzinie. - być może w innych okolicznościach rzeźba dopytywałaby o to dlaczego byłym, teraz jednak wychyliła się by spojrzeć na kolejnego krewniaka i z uśmiechem pomachała w jego stronę potężnym ramieniem. - Chętnie bym ci podpowedział gdzie dalej iść, ale to by było tego, bardzo niesportowe. Ruszaj dalej w podbój dam! - pożegnał się jeszcze. - I odwiedź czasem wujaszka.
Dodał tylko na odchodne. Nozdrzec za to współpracował jak wcześniej - bez problemu, nie wyrywając się za mocno, ale wskazując kolejne rzeźby które mogły mieć podarki.

Alexander z kolei jak się okazało wspaniale odnalazł się w balecie i mimo z początku niechętnego nastawienia małej szlachcianeczki, przekonał ją że jednak warto coś mu sprezentować. Nie był to jednak niestety welon, panienka wyciągnęła w jego stronę spinki do mankietu. Które oczywiście od razu zwróciły uwagę Otella. - Radzę odłożyć je gdzieś zanim weźmie pan znowu tę bestię. - stwierdziła, podpytując też czy Alexander nie miałby może ochoty na stałe lekcje baletu, bo ona bardzo chętnie komuś takich udzieli!
W tym czasie Otello planował już szarżę na kolejną rzeźbę...

Charlene spróbowała, rzeźba jednak nie wydawała się zbyt zadowolona. Pozostała jednak uprzejma  podziękowała za komplement, zostając w swoim miejscu gdy niuchacz Charlene znów zaczął ciągnąć w innym kierunku, wskazując jej drogę.

Justine i Maxine wykonywanie zadania zajęło więcej czasu.



|Ok, wybieramy rzeźby, proszę o posty do 19.11.,  gdyby dla kogoś krótki czas był problemem proszę o info na pw u Bertiego albo na gg - w razie potrzeby poczekam.
| Pozostaje ta sama zasada.

0-30 - niuchacz nie ma ochoty współpracować, wierci się, musisz wybierać na czuja (musisz wybrać pole oznaczone kwadratem).
31-50, źle zapanowałeś nad niuchaczem, zwierzę odnalazło rzeźbę która coś ma (wybierasz pole oznaczone kółkiem), jednak rozzłościło ją próbą kradzieży. Masz -10 do rzutu na powodzenie wykonania zadania
51-100, niuchacz wskazał rzeźbę, udało Ci się powstrzymać go przed próbą kradzieży, rzeźba ujawnia Ci swoje oczekiwania bez problemu (wybierasz pole oznaczone kółkiem).

| Jeśli Maxine i Justine chcą kontynuować, mogą nadal wykonać poprzednie zadanie, rzucić na ONMS i wybrać kolejne pole.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Alejki w ogrodzie - Page 3 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Alejki w ogrodzie [odnośnik]18.11.18 11:42
Podczas szukania kwiatków dla pięknej, kamiennej panienki, Joe usłyszał wołanie brata i na chwilę zwrócił się do Bena, żeby mu odmachać. Ale zaraz... że wujek? Tutaj? W ogrodzie Ollivanderów?
Nie miał jednak czasu, żeby się nad tym zastanawiać, najwyżej podejdzie do wujaszka później. W końcu miał znaleźć muchę, tak? Muchę Pana Młodego. A w tej chwili to chabry, które... czy to nie chabry rosły po prawej w wyższej trawie w towarzystwie maków?
- Ha! - mruknął do siebie zwycięsko pod nosem, ale zanim ruszył w ich stronę, Szczur szczypnął go zębami w ucho.
- Ała, Szczur - syknął ściągając go z siebie i niezbyt delikatnie (ale bez przesady brutalnie przecież też nie) odłożył go na ziemię. - Odczep się, co? Miałeś szukać błyskotek, ty mały urwipołciu - dodał. Niuchacz nawet przez moment wyglądał jakby go posłuchał... ale zaraz potem wspiął się po Józkowej nogawce, a potem po marynarce i znów spróbował wleźć mu za kołnierz. Zepsuty niuchacz. No jak nic, zepsuty niuchacz.
Przynajmniej chabry znalazły się jak należy i Joe czym prędzej wrócił do posągu, żeby podarować je lady Ollivander. Cóż, ta może i nie oddała mu w podzięce muchy Pana Młodego, ale przynajmniej okazała się bardziej pomocna niż Szczur (którego już ze dwa razy ściągał sobie z głowy).
Joe więc skłonił się zmyślnie.
- Dziękuję! Teraz milady wygląda w wianku jeszcze piękniej! - powiedział z uśmiechem, po czym ruszył tak jak mu powiedziała - bardziej na zachód. Omijając jednak posąg Merwyna Złośliwego, mężczyzny w tupeciku i... innego, grającego samotnie w szachy. Ostatecznie zaś zatrzymał się trochę dalej niż zamierzał, a mianowicie przy starszej kamiennej kobiecie, na której kolanach wylegiwał się już całkiem żywy kot. Kot, a nie jeden z tych przebrzydłych magicznych...
- Szczur - syknął na niuchacza, bo właśnie kiedy miał się przywitać z kobieciną, ten zsunął mu się z czubka głowy lądując zadkiem gdzieś w okolicach Josephowego nosa i oczu. - Uspokój się - dodał ściągając go z siebie i znów sadzając na ziemi. Nie na długo, rzecz jasna, bo zwierz znów zaczął się na niego wdrapywać.
- Joseph Wright do usług, milady - skłonił się przed starszą kobietą. - Chętnie wykonam każde pani zadanie... w zamian za podpowiedź gdzie mogę znaleźć muchę Pana Młodego - dodał uśmiechając się czarująco, choć z pytającym spojrzeniem.


D6


Beat back those Bludgers, boys,
and chuck that Quaffle here
No team can ever best the best of Puddlemere!


Joseph Wright
Zawód : Bezrobotny
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
What if I'm far from home?
Oh, brother I will hear you call.
What if I lose it all?
Oh, sister I will help you out!
Oh, if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zjednoczeni z Puddlemere
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5364-joseph-e-wright https://www.morsmordre.net/t5428-do-joe#123175 https://www.morsmordre.net/t5417-joe-w#122688 https://www.morsmordre.net/f108-piddletrenthide-79-kamienny-domek https://www.morsmordre.net/t5462-skrytka-bankowa-nr-1335#124469 https://www.morsmordre.net/t5441-joe-wright
Re: Alejki w ogrodzie [odnośnik]18.11.18 11:45
| idę na E7

Wright bez problemu złapał znicza i powstrzymał się także od rozkruszenia go w wielkich niczym bochenki dłoniach. Zasalutował ulubionemu wujowi, przytrzymując w drugiej ręce szarpiącego się Nozdrzca. - Się wie, wujek. Jak tylko będę mógł, wpadnę tutaj. Może z Józiem i Hanią, na pewno chcieliby sobie z wujem pogadać. Józek też gra a Hania zajmuje się produkcją mioteł. Nasza krew! - poinformował z dumą Bowmana Wrighta, jeszcze raz poklepując go po kamiennym ramieniu. - Wiadomo, honorowi jesteśmy, nie potrzebujemy podpowiedzi - dodał z zaskakującą pewnością siebie, wskazując na swoją nową drużynę. Nie Jastrzębi z Falmouth a...poszukiwaczy ze ślubu Ollivanderów? Zerknął w dół na niuchacza, który pociągnął go w zupełnie innym kierunku. Pomachał na pożegnanie rzeźbie i ruszył w dzikim pędzie za szarpiącym smyczką stworzeniem. Przebierało maleńkimi nóżkami niezwykle szybko, nie przejmując się wpadaniem pod nogi zgromadzonym na weselu osobom. Wydawało się, że odnalazło swój cel i zamierzało doprowadzić do niego Wrighta, choćby i po względnych trupach. Przepraszam, przepr-aszam, przep-ra-szam, szybko wyrzucał z siebie Jaimie, gdy lawirował pomiędzy innymi poszukiwaczami welonu oraz muszki. - Gdzie tak pędzisz, Nozdrzec? Prrr - spróbował jakoś wpłynąć na zwierzaka, lecz zadziałało to z kilkumetrowym opóźnieniem. Niuchacz zatrzymał się gwałtownie przy posągu jakiejś druidki, klęczącej nad kociołkiem. - Dzień dobry - powitał ją, łypiąc nieco zezująco na leżące nieopodal ptaki. - Coś im się stało? - spytał, szczerze zatroskany. Chęć niesienia pomocy nie została znieczulona nawet wielką ilością wypitego na ślubie alkoholu oraz szaleńczym biegiem. Ciągle posiadał doskonałą kondycję, nawet się nie zdyszał i nie oślepiał ludzi czerwienią twarzy (pomijając odrzucające blizny). - To tutaj, Nozdrzec? - upewnił się ciszej, pochylając głowę, by spróbować odczytać odpowiedź z lśniących ślepi zwierzątka. Niuchacz tylko zatarł łapki i powęszył wielkim nosem, ale Ben nie do końca wiedział, czy można uznać to za wyczerpującą odpowiedź, mogącą dać mu nadzieję na złowienie upragnionej muchy. Albo welonu. Zapomniał już właściwie, na co ma polować.


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Alejki w ogrodzie - Page 3 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Alejki w ogrodzie [odnośnik]18.11.18 12:54
Och, można było się tego spodziewać, że taniec pójdzie Charlie wyjątkowo pokracznie i rzeźba nie będzie zadowolona. Nie mając styczności z salonami nie potrafiła tańczyć, ale była pewna, że któryś z mężczyzn może uraczyć podobiznę Laverne de Montmorency znacznie lepszym tańcem – choć raczej nie podejrzewała o to swoich krewniaków. Mylnie uznała, że rzeźba alchemiczki może dać jej zadanie związane z eliksirami lub astronomią, a więc dziedzinami z którymi prawdopodobnie łatwo by sobie poradziła, skoro zajmowała się tym na co dzień. Ba, samo wybranie rzeźby kobiety zamiast mężczyzny było wpadką, ale Charlie źle zrozumiała zasady. Nieczęsto bywała na jakichkolwiek ślubach, a już na pewno nie na takich. To było coś bardzo nietypowego, że ktoś z wyższych sfer zapraszał na ślub zwykłych ludzi takich jak ona, którzy nie mieli czystej krwi. Początkowo nawet nie była pewna czy powinna przyjąć zaproszenie i tam pójść, ale ostatecznie zaważyła ciekawość oraz chęć oderwania się choć na trochę od pracy. Wynurzenie nosa z pracowni alchemicznych mogło jej dobrze zrobić, zwłaszcza że zaniedbywała swoje życie towarzyskie. Ale onieśmielenie i niepewność nie dawały o sobie całkowicie zapomnieć, choć teraz jakby się zmniejszyły, w pobliżu niej byli w końcu przyjaciele i znajomi z Zakonu.
Musiała teraz odszukać rzeźbę przedstawiającą mężczyznę. Jej niuchacz póki co sprawował się posłusznie i grzecznie, udawało jej się nad nim zapanować. Mknął po trawniku na smyczy, choć bardziej niż psa przypominał skrzyżowanie kreta z kaczką. Charlie podążała za nim; niuchacz miał ułatwić znalezienie rzeźb, które coś przy sobie posiadały. Była ciekawa, jakie zadanie przyjdzie jej wykonać, choć naprawdę miała nadzieję, że nie będzie to już nic związanego z tańczeniem. W tym naprawdę nie była dobra, więc liczyła na konkurencje dotyczące wiedzy, o wielu dziedzinach miała przynajmniej podstawowe pojęcie. A Ollivanderowie ponoć słynęli z zamiłowania do wiedzy.
Szła dalej przed siebie, mijając kolejne rzeźby i kątem oka widząc pozostałych uczestników. Jak dotąd nikt nie znalazł welonu ani muszki. Zatrzymała się w końcu przy posągu znajdującym się na końcu alejki, tym razem już przedstawiającym mężczyznę. Ten konkretny posąg mężczyzny układał bukiet, co wydawało się całkiem zachęcające. Nie wiedziała jeszcze, co będzie musiała zrobić, ale udało jej się zapanować nad niuchaczem na tyle, że nie podjął próby okradnięcia rzeźby. Ścisnęła dłonią koniec smyczy, trzymając stworzenie blisko siebie. Niuchacz krążył obok niej, węsząc po ziemi i najwyraźniej wyczuwając bliskość jakichś błyskotek.
- Eee... Dzień dobry – rzuciła w kierunku posągu, uśmiechając się grzecznie.

| G1




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Alejki w ogrodzie [odnośnik]18.11.18 17:33
Pierwszy krok, drugi, noga z lewej, noga z prawej, ręka w bok, obrót, skrzyżowane nogi w kostkach, ugięcie kolan, spojrzenie w bok. Na płonącą Wendelinę Dziwaczną - która swoją drogą również znajdowała się gdzieś pomiędzy figurami, teraz jednak już zupełnie straciłem orientację, gdzie - nie wątpiłem w moje wszechstronne zdolności, w końcu skończyłem francuską Akademię Magii słynącą z przyjmowania do swych progów takich właśnie jednostek, lecz całkowicie nie spodziewałem się tego, że naprawdę usatysfakcjonuję swoimi próbami zagniewaną małą tancerkę. Zamyśliłem się na moment nad jej propozycją - może faktycznie jakieś nowe hobby nie byłoby głupim pomysłem? Zaraz jednak przypomniałem sobie, jak tak właściwie mało czasu na co dzień mam na życie. Co rusz pojawiały się jakieś nowe zadania i wyzwania: poza pracą i Zakonem ostatnimi czasy doszły do listy moich obowiązków jeszcze siostra i dom, o będących jeszcze pod moją opieką zwierzętach nie wspominając. A, no i jeszcze Bertie, nie mogłem zapomnieć o ciągłych wizytach u mojego nowego sąsiada. I jego wizyt u mnie. Nie narzekałem na to co prawda, ciągła obecność Botta w moim życiu równała się takiej prawdziwej, przyjacielskiej relacji. Innej, niż miałem z Foxem, z nim miałem takie poczucie więzi bardziej braterskiej pod tym względem, że nie raz nie dwa wyłapywałem w jego spojrzeniu taką nutę jakby... poczucia odpowiedzialności. Zależało mu na mnie jak na młodszym bracie, a ja miałem wrażenie, jakoby to auror też przyjął właśnie rolę starszego przewodnika. A Bertie był natomiast po prostu sobą. Będąc w tym samym wieku rozumieliśmy się w pewien sposób inaczej. I to przy nim miałem najgłupsze pomysły - może więc lepiej, że nie widziałem go aktualnie nigdzie w pobliżu.
Podziękowałem małej baletnicy za podarek i zgodnie z sugestią schowałem wpierw spinki do mankietu bezpiecznie do magicznie zapinanej kieszeni szaty. Działała na zasadzie woreczka ze skóry wsiąkiewki - chyba, że ktoś rozdarł materiał, wtedy nie chroniła przed czymkolwiek, zwłaszcza przed niuchaczem. Skłoniłem się uroczej panience i życząc jej miłego wieczoru wróciłem do Otella. Ten, ledwo został odwiązany już, teraz natychmiast wyrwał do przodu, po raz kolejny ciągnąc mnie przez gąszcz figur. Dokładnie na drugi koniec alejek, prosto do podobizny czarownicy, której personalia były mi doskonale znane: posąg przedstawiał bowiem Albertę Toothil.
- Dzień dobry! Przepraszam panią najmocniej pani Toothil, nie wiem, co w tego niuchacza dziś wstąpiło... na płonący stos Wendeliny, Otello, uspokój się! - uniosłem się z lekka, ciągnąc futrzaka do siebie. Powoli z tego całego zamieszania jakie czyniliśmy razem z moim podopiecznym na policzki zaczynała mi się wkradać wstydliwa czerwień.

| D2!


Alexander Farley
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczony

Alex, you gotta fend for yourself

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Alejki w ogrodzie - Page 3 9545390201fd274c78230f47f1eea823
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Re: Alejki w ogrodzie [odnośnik]19.11.18 22:17
Maxine zdecydowanie nie miała ręki do zwierząt. Chyba właściwie od zawsze. Doskonale pamiętała lata dzieciństwa, kiedy to musiała pomagać rodzicom w gospodarstwie, bo z tego żyli, a zwierząt w nim nie brakowało. Pamiętała z niego tyle, że gęsi bardzo często próbowały ją podgryzać, a jeden z kogutów uwziął się na nią szczególnie. Kiedy tylko zostawała sama, rzucał się na nią i próbował dziobać odsłoniętą skórę. Raz zobaczył to ojciec i rzucił jej miotłę, aby sama się go pozbyła. Ostatecznie kogut skończył na niedzielnym talerzu i Maxine nie mogła oprzeć się wrażeniu, że pozostałe zwierzęta podchodzą do niej jeszcze bardziej niechętnie. Miała nadzieję, że może w przypadku tych magicznych będzie inaczej, skoro urodziła się czarownicą, ale nie - wszystko było tak jak wcześniej.
Niuchacz, któremu dała na imię Złotko, bynajmniej nie chciał się z nią bawić. Maxine westchnęła bardzo ciężko. Skupiła się na rzeźbie, do której podeszła. Gobliny początkowo nie zwracały na nią uwagi. Przysłuchiwała im się z ciekawością, a jej uwagę przykuły marmurowe monety.
- Och, zgadzam się z tym w zupełności! - odparła zdziwiona prawdziwością słów rzeźby.
Nie uważała, aby pieniądze były w życiu najważniejsze, ale... Naprawdę chciała je mieć. Państwo Desmond byli dość ubogimi ludźmi, na walijskiej wsi w czasie wojny nie działo się najlepiej, a gdy dowiedzieli się, że ich córka jest czarownicą - nie otrzymała już od nich ani grosza. Przez lata chodziła w używanych szatach, ze starymi podręcznikami, z zazdrością spoglądała na innych uczniów, którzy mogli kupować sobie góry słodyczy w Miodowym Królestwie i nowe miotły.
Za pieniądze nie można było kupić szczęścia, ale lepiej płakać na nowej Komecie, niż starej Zmiataczce, prawda?
- Dobra, dawaj to pan - odezwała się butnie, gdy goblin wyciągnął w jej stronę sakiewkę. Była ciekawa, czy to zaczarowana sakiewka i rzeczywiście będzie ważyć tyle, co magiczne monety, czy tyle co marmur. Wzięła sakiewkę i zaczęła ważyć ją w dłoniach. - Eeee... - zastanawiała się Maxine. Pomachała sakiewką najpierw prawą dłonią, potem lewą. Nie miała pewności, ale wydawało jej się, że... - Szesnaście knutów?

| nie mam biegłości ekonomia, ale do niej nie ma minusu za brak
drugi rzut na onms



That girl with pearls in her hair
is she real or just made of air?

Maxine Desmond
Zawód : Szukająca Harpii z Holyhead
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

she's mad, but she's magic
there's no lie
in her fire

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
mad max
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5560-maxine-desmond https://www.morsmordre.net/t5599-leopoldina#130569 https://www.morsmordre.net/t5602-mad-max https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5601-skrytka-bankowa-nr-1376#130573 https://www.morsmordre.net/t5600-maxine-desmond#130571
Re: Alejki w ogrodzie [odnośnik]19.11.18 22:17
The member 'Maxine Desmond' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 56

--------------------------------

#2 'k100' : 30
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Alejki w ogrodzie - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Alejki w ogrodzie [odnośnik]19.11.18 22:29
Chyba właśnie wyszło, że brakowało jej obycia i doświadczenia z pieniędzmi. Pomyliła się, a jakże, ależ oczywiście. Miała wrażenie, że Złotko przygląda się z rozbawieniem całej tej sytuacji i miała ochotę kopnąć to czarne, małe bydlę. Goblin wyrwał z dłoni Maxine sakiewkę, śmiejąc się z jej niewiedzy.
- To ile tam jest? - dopytała zniecierpliwiona; skoro się pomyliła, to niech chociaż poda jej prawdziwą odpowiedź.
Westchnęła znów ciężko. To chyba nie był jej dzień. A raczej na pewno nie był jej dzień. Spojrzała jeszcze raz na tę sakiewkę, a potem rozejrzała się wkoło, wodząc tęsknym spojrzeniem po wszystkich tych rzeźbach, fontannach, po zamku... Ach, jakże chciałaby mieć tyle złota w skarbcu, co państwo młodzi! No, niekoniecznie chciałaby być na miejscu lady Julii, zdecydowanie wolała sama wybrać sobie przyszłego małżonka i jednocześnie żyć po swojemu, bez wszystkich tych konwenansów i sztywnej etykiety, jednakże pieniędzy nigdy dość. Zawsze ich w życiu Maxine brakowało, dlatego zrodziła się w niej pewna żądza galeonów. Na całe szczęście wróżono jej świetlaną karierę sportową, a gwiazdy quidditcha zarabiały bardzo, ale to bardzo dobrze. Miała więc wyjątkowe szczęście. Bo nie dość, że quidditch był jej pasją, jej miłością, to jeszcze mogła z tego żyć - i dobrze zarobić. Dobrze mówił ten, kto powiedział, aby odnaleźć pracę, którą pokochasz - a nigdy pracować nie będziesz.
Potrząsnęła głowa, próbując oddalić od siebie fantazje o wszystkich tych rzeczach, które w końcu sobie kupi, gdy dorobi się już gigantycznej fortuny. Miała odnaleźć welon. Sądziła, że będzie to dużo prostsze niż łapanie znicza, ale najwyraźniej ze złotą piłeczką było dużo łatwiej.
- No dawaj Złotko. Gdzie on może być? - mruknęła w stronę zwierzęcia.
Niuchacz odwrócił jednak od niej spojrzenie, jakby się na Max obraził, ani myślał współpracować i brać udział w zabawie. - Jesteś straszna - warknęła na niuchacza Desmond i powiodła spojrzeniem po rzeźbach. Sama wybrała kierunek i bezceremonialnie pociągnęła za sobą zwierzę, nie zwaząjąc na to, czy to się Zlotko spodoba, czy też nie.
Maxine podeszła do figury niskiego, chudego mężczyzny o wyprostowanej sylwetce. Z Hogwartu pamiętała, że to Merwyn Złośliwy. Cóż, ten dzień i tak nie był dla niej najlepszy.
- No gdzie ten welon? - spytała go, nie owijając w bawełnę.


A1



That girl with pearls in her hair
is she real or just made of air?

Maxine Desmond
Zawód : Szukająca Harpii z Holyhead
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

she's mad, but she's magic
there's no lie
in her fire

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
mad max
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5560-maxine-desmond https://www.morsmordre.net/t5599-leopoldina#130569 https://www.morsmordre.net/t5602-mad-max https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5601-skrytka-bankowa-nr-1376#130573 https://www.morsmordre.net/t5600-maxine-desmond#130571
Re: Alejki w ogrodzie [odnośnik]20.11.18 20:18
Joseph mimo mało współpracującego niuchacza ruszył dalej między rzeźbami. Niektóre uśmiechały się zachęcająco, inne (Merwyn) mogły wyglądać jakby knuły coś niemiłego, tych było jednak zdecydowanie mniej. Starsza kobieta uniosła spojrzenie na Wrighta, a zrobiła to powoli, została najwidoczniej bardzo dokładnie wykonana, z zachowaniem charakterystycznych ruchów osób w podeszłym wieku.
- Dzień dobry.
Odpowiedziała, jedną z dłoni powoli głaskając kota któremu o dziwo najwidoczniej nie przeszkadzał chłód marmuru.
- Ten śliczny kot to Melchior. Baardzo lubi jak się mu śpiewa. Jeśli będzie zadowolony z tego co usłyszy, ja pomogę ci zdobyć to czego szukasz.
Oznajmiła zaraz.

ST powodzenia to 40, liczy się bonus za śpiew, ale za ułożenie kilku (minimum pięciu) wersów piosenki o kocie jest bonus +20. Jeśli Ci się uda, możesz liczyć na podpowiedź ze strony rzeźny (bonus 10 do kolejnego rzutu na onms).




Benjamin z kolei dotarł do Cliondy, która przez chwilę jeszcze nie przeszkadzała sobie, zerkając wgłąb kociołka. Akurat dosypywała do niego trochę sproszkowanych skrzydeł chochlików kornwalijskich.
- Nie, to po prostu moi przyjaciele. - odpowiedziała uprzejmie. Głos miała ładny, melodyjny, aż zwracało się na niego uwagę. - Domyślam się, że pragniesz małżeństwa?
Dodała jeszcze, zaraz jednak wracając do głównego tematu.
- Mam tutaj amortencję. Jest prawie gotowa, trzeba jedynie odpowiednio zamieszać, wykończyć. Jeśli ci się uda, być może wygrasz, być może zyskasz podpowiedź.
Objaśniła, odsuwając się po chwili, by udostępnić kociołek Wrightowi.

ST powodzenia to 60, dodaje się statystykę eliksirów.




Ledwo rzeźba zauważyła, że Charlene zmierza w jej stronę, a posłała jej szeroki uśmiech, wstała i skłoniła się nisko.
- Moriarty Ollivander, do usług panienki. - przedstawił się zaraz i uśmiechnął w jej kierunku, zaraz jednak znów kucając przy kwiatach. - Mogę liczyć na pomoc panienki? Składam bukiet, jednak sądzę że może panienka mieć do tego lepsze predyspozycje. - przyznał, wskazując na niezbyt elegancko splecione kwiatki.

ST powodzenia - uplecenia wieńca który spodoba się rzeźbie - to 60, dolicza się biegłość zielarstwo.




Otello w tym czasie zdołał rozgniewać kolejną rzeźbę.
- Kto by pomyślał, że zapanowanie nad tak małym stworzeniem może stanowić taki problem.
Marmurowa kobieta spojrzała z naganą na Alexandra. Swoją drogą Wendelina zachichotała gdzieś z tyłu słysząc, że ona i jej stos są wzywani w tak szczególnych wypadkach. W końcu kto by nie chciał stać się przysłowiem na życie po życiu?
- Ciekawa jestem, czy z obroną ukochanej poradziłby sobie panicz lepiej. - Toothil zmierzyła Selwyna uważnym spojrzeniem. - Wymień trzy zaklęcia z dowolnej dziedziny jakie uważasz za najcenniejsze i najbardziej odpowiednie oraz uzasadnij odpowiedź.
Poleciła tonem niemal nauczycielskim, bacznie Alexandra przy odpowiedzi obserwując.

ST usatysfakcjonowania rzeźby swoją odpowiedzią to 70, dodaje się statystykę z dowolnej dziedziny magii, należy zaznaczyć w poście z której statystyki się korzysta.




Maxine z kolei nie wykonała wcześniejszego zadania, choć jak się okazało była całkiem blisko, zgodnie z tym co powiedział goblin - monet było trzynaście. Dalej jednak musiała ruszyć dalej, niestety bez dużego wsparcia swojego niuchacza. Zawędrowała prosto do Merwyna Złośliwego, który uśmiechał się lekko rozglądając na boki.
- Hola hola, nie tak szybko. - oznajmił. - Dziś za podpowiedzi lub dary mogę czegoś oczekiwać, prawda? - dodał, stukając czubkami palców obu dłoni o siebie. - Musi mi panienka pomóc wymyślić nowe zaklęcie. Takie którym możnaby potraktować wyjątkowo natrętnego człowieka. Legalne rzecz jasna.
Stwierdził zaraz ujawniając, co chodziło mu po głowie.

ST zadowolenia rzeźby swoją odpowiedzią to 60. Powodzenie daje bonus +10 do kolejnego rzutu na ONMS.


Mapka:

Alejki w ogrodzie - Page 3 YBxN0vw



RZEŹBY:

I5. Niski, chudy mężczyzna (Cyprian Youdle, którego poznajesz jeśli choć trochę interesujesz się quidittchem)
F3. Niski mężczyzna wyglądający na całkiem wesołego, choć cała rzeźba jest ewidentnie z białego marmuru, jego przydługie włosy i wąs są rudej barwy. Być może rozpoznajesz postać Felixa Summerbee, jeśli to możliwe że historia powstania zaklęcia rozweselającego zapadła Ci w pamięć.
G5. Tańcząca kobieta o rozmarzonym wyrazie twarzy. Jeśli wiesz cokolwiek o eliksirach, masz szansę rozpoznać Lavrene de Montmorency
G1. Mężczyzna układający bukiet.
I7. Starzec czytający książkę.
H3. Romuald Waleczny (mężczyzna w zbroi) na swoim koniu.
E7. Młoda druidka, kobieta w długiej szacie, z kapturem na głowie klęczy nad kociołkiem. Wokół niej latają w kółko trzy ptaki. Jeśli uważałeś na lekcjach eliksirów, możesz rozpoznać słynną irlandzką druidkę żyjącą w średniowieczu - Cliodnę.
D2. Wysoka kobieta trzymająca długą różdżkę. Na zajęciach z Zaklęć lub Obrony na pewno przewinęło się jej nazwisko, jeśli słuchałeś uważnie, na pewno rozpoznasz Albertę Toothil.
D4. Dama grająca na skrzypcach.
B2. Bowman Wright którego możesz znać, jeśli interesujesz się quidditchem. Jego nazwisko nie jest jednak tutaj istotne, jest to wysoki, dość mocno umięśniony mężczyzna, dookoła którego lata figurka przypominająca złoty znicz.
B6. Wysoka kobieta o dumnym wyrazie twarzy, w obu dłoniach dzierży miecz - królowa Maeve
C7. Dziesięcioletnia baletnica.
A4. Kobieta z dzieckiem na rękach.
A7. Pozująca muza.

A1. Niski, dość chudy mężczyzna o bardzo wyprostowanej sylwetce. Jeśli obserwowałeś rzeźby w Hogwarcie, możesz kojarzyć tę postać, tam także bowiem postanowiono upamiętnić Merwyna Złośliwego.
E1. Wendelinę Dziwaczną niewątpliwie poznają wszyscy - w tym przedstawieniu związana już zaczyna chichotać oczekując nadchodzących płomieni.
I1. Rzeźba przedstawia trzy dyskutujące ze sobą gobliny.
F2. Młoda dziewczyna z wiankiem na głowie.
C3. Poważny mężczyzna ubrany w odświętną szatę, z okularami o absurdalnie cienkich szkiełkach, z jego głowy lekko zsuwa się tupecik.
G4. Elegancka dama w dość skromnej szacie. Włosy ma spięte w ciasny kok, na nosie okulary, jeśli znasz się na numerologii, być może rozpoznasz Bridget Wenlock.
H4. Postać dość młodego mężczyzny w szacie uzdrowiciela. Przed państwem słynny Paracelsus z różdżką w dłoni, jakby gotowy do operacji.
E5. Nastoletnie dziewczynka która przeskakuje z jednego kamienia na drugi.
B5. Mężczyzna siedzący przy stoliku, przed nim rozstawiona partia szachy, rozegrana niemal do końca, brakuje zaledwie dwóch ruchów z każdej strony. Twoim przeciwnikiem jest słynny mistrz czarodziejskich szachów, Montague Knightley jednak może da Ci fory?
D6. Starsza kobieta na której kolanach wyleguje się żywy kot.
H6. Mały chłopiec z siatką na motyle.
G7. Mała dziewczynka w eleganckim stroju.


| W tej kolejce wykonujemy zadanie, proszę także o rzut na ONMS oraz wybór kolejnego pola. Jeśli ktoś trafi/trafił na właściwe pole i wykona zadanie, pojawi się w międzyczasie moja interwencja.
| Macie czas do 22.11. włącznie.
Powodzenia!


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Alejki w ogrodzie - Page 3 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Alejki w ogrodzie [odnośnik]21.11.18 11:05
Joe uniósł jedną brew zaskoczony prośbą, ale zaraz się uśmiechnął. Śpiewać lubił, a wymyślać rymowanki jeszcze bardziej. Bo owszem, w pierwszej chwili stwierdził, że odśpiewa hymn Zjednoczonych z Puddlemere, ale kiedy spojrzał na wylegującego się na kolanach kamiennej rzeźby zwierza, szybko zmienił zdanie. Nie chodziło o zagrzewanie go do walki, prawda?
Odchrząknął cicho i jeszcze przez chwilę zastanawiał się nad repertuarem po czym zanucił melodię kołysanki, którą dawno, dawno, bardzo dawno temu śpiewała mu matka (tak, pamiętał takie rzeczy, to chyba żaden wstyd, prawda?). Zanucił melodię, żeby ją sobie przypomnieć, po czym zaczął śpiewać zmieniając jej słowa na następujące:
- Leż, Melchiorku, zmruż oczy swe,
Niech ci się przyśnią myszki ze dwie,
Niech uciekają małe cwaniary
I tak je złapiesz, boś tygrys wspaniały.
A gdy je dorwiesz w swe ostre pazury,
Zamrucz swej pani, kocurze bury.

Może nie śpiewał za dobrze, ale raczej nie fałszował, a to już połowa sukcesu, nie? Zdarzało mu się już usypiać dzieci śpiewając im do snu, więc to też nie była dla niego żadna nowość... ale czy się Melchiorowi spodoba? Bo Szczurowi chyba nawet przypadła melodia do gustu, bo choć na chwilę przestał wierzgać, drapać i podgryzać Josepha, a zamiast tego ułożył mu się wygodniej na ramieniu i nawet przymknął oczy. Może Joe powinien chodzić tu i śpiewać, to niuchacz przestałby mu przeszkadzać w odnajdywaniu muchy Pana Młodego? W sumie... to był jakiś pomysł.
Wright przyglądał się kotu, jakby czekając na werdykt z jego strony i dopiero po chwili przeniósł spojrzenie na rzeźbę starszej pani.
- Myślisz, pani, że mu się spodobało? - zagadnął nie do końca pewien. Kto wie? Może zaraz kocur rzuci mu się do gardła z pazurami jak większość magicznych stworzeń? Ale to był raczej... tylko zwykły kot, a piosenka zdaniem samego autora była całkiem niezła. Nie chwaląc się oczywiście.

1. rzut na śpiew ST 40 (+20 za śpiewanie o kocie)
2. rzut na ONMS (-40 do rzutu)


Beat back those Bludgers, boys,
and chuck that Quaffle here
No team can ever best the best of Puddlemere!


Joseph Wright
Zawód : Bezrobotny
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
What if I'm far from home?
Oh, brother I will hear you call.
What if I lose it all?
Oh, sister I will help you out!
Oh, if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zjednoczeni z Puddlemere
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5364-joseph-e-wright https://www.morsmordre.net/t5428-do-joe#123175 https://www.morsmordre.net/t5417-joe-w#122688 https://www.morsmordre.net/f108-piddletrenthide-79-kamienny-domek https://www.morsmordre.net/t5462-skrytka-bankowa-nr-1335#124469 https://www.morsmordre.net/t5441-joe-wright
Re: Alejki w ogrodzie [odnośnik]21.11.18 11:05
The member 'Joseph Wright' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 14

--------------------------------

#2 'k100' : 67
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Alejki w ogrodzie - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Alejki w ogrodzie [odnośnik]21.11.18 11:37
Nic z tego. Nic... z tego. Kotu w ostatecznym rozrachunku piosenka się nie spodobała. Joe nie wiedział dlaczego - może zanucił ją za mało mrucząco, albo za mało miaucząco...? Może Melchior był fanem Zjednoczonych z Puddlemere i tak naprawdę chciał usłyszeć ich hymn - tego Wright pewnie się już nigdy nie dowie. Trudno.
Joe trochę zasmucony ostrą krytyką ze strony kota, pożegnał się z rzeźbą, która zgodnie z tym, co powiedziała - nie dała mu żadnej wskazówki co do tego gdzie aktualnie znajduje się mucha Pana Młodego i znów musiał na własną rękę wybierać kierunek swych dalszych poszukiwań. Szczur zaś...
Szczur zaś nagle się ożywił i nie tak jak dotychczas z nową energią zaczął atakować Wrighta, tylko zeskoczył z niego i zaczął węszyć jakby coś poczuł...? W końcu?! Czy tym razem naprawdę zabrał się za szukanie błyskotki i muchy Pana Młodego...? Joe przyglądał się stworzeniu w napięciu oczekując, że to ono go poprowadzi... ale wtem niuchacz zawinął się na pięcie (jeśli niuchacze miały pięty - Joe nie był pewien), odwrócił się i z całym swym niewielkim impetem wskoczył z powrotem na zawodnika Zjednoczonych, próbując wleźć mu pod koszulę.
- Czy ty... możesz... przestać...? - syknął starając się wyciągnąć zwierzę spod swojego ubrania. Siłował się z nim znów dobrą chwilę, oczywiście tracąc cenny czas, w końcu jednak dał sobie spokój i z niuchaczem wciśniętym do połowy pod swoją koszulę ruszył dalej. Tym razem zatrzymał się zaś przy panience przeskakującej z kamienia na kamień. Przez moment przyglądał jej się zastanawiając się w jakim celu to w ogóle robi, ale nie doszedłszy do żadnych wniosków, odezwał się:
- Witaj, nazywam się Joseph Wright - przedstawił się pogodnie starając się ignorować fakt, że spod jego koszuli w okolicach pępka wystawał mu zadek niuchacza, co mogło wyglądać... dziwacznie. Przynajmniej póki co stworzenie trwało tak w bezruchu - oby tak dalej.
- Zastanawiałem się czy nie pomogłabyś mi w znalezieniu muchy Pana Młodego...? - zapytał uśmiechając się przy tym pogodnie.


E5


Beat back those Bludgers, boys,
and chuck that Quaffle here
No team can ever best the best of Puddlemere!


Joseph Wright
Zawód : Bezrobotny
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
What if I'm far from home?
Oh, brother I will hear you call.
What if I lose it all?
Oh, sister I will help you out!
Oh, if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zjednoczeni z Puddlemere
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5364-joseph-e-wright https://www.morsmordre.net/t5428-do-joe#123175 https://www.morsmordre.net/t5417-joe-w#122688 https://www.morsmordre.net/f108-piddletrenthide-79-kamienny-domek https://www.morsmordre.net/t5462-skrytka-bankowa-nr-1335#124469 https://www.morsmordre.net/t5441-joe-wright
Re: Alejki w ogrodzie [odnośnik]21.11.18 15:17
Niuchacz miał nosa do wyszukania kobiety o niezwykle intrygującym głosie. Benjamin nie wiedział, czy zwierzę właściwie potrafi wyczuć dźwięki, ale gdy tylko kobieta otworzyła pełne usta, mężczyzna został oczarowany śpiewnym tonem. Łagodzącym nawet podejrzliwość, z którą Wright przyglądał się niezbyt ruchawym ptakom, zardzewiałemu kociołkowi i całej tej alchemicznej szopce. Eliksiry nie były jego mocną stroną, miał jednak gadane, potrafił więc zdobyć serce tej tajemniczej druidki. Nie miał zielonego pojęcia, z kim tak naprawdę ma do czynienia i z jak ważną historycznie postacią wdaje się w ślubną dyskusję. - Trochę sztywni jak na przyjaciół - zauważył bystrze, szybko tracąc jednak zainteresowanie ptakami. Ładniutka rzeźba o przyjemnym dla ucha tonie była bardziej warta uwagi. - Małżeństwie? Eee....no, bo, to nie do końca- odpowiedział, mocno speszony, nieco nerwowo przejeżdżając palcami po szorstkiej brodzie. Nie chciał obrazić rzeźby zbyt bezpośrednim zaprzeczeniem, dlatego przełknął tylko głośno ślinę i wykonał dziwny gest dłońmi, mówiący zarazem wiele i nic - jak sam Ben przez większość czasu. Gwałtownie podchwycił następny temat. Prawie palnął się ręką w czoło, zamiast tego spojrzał dość krytycznie na kręcącego się wokół jego nóg Niuchacza. Doskonale, istota poprowadziła go do zadania, którego nie miał najmniejszych szans wykonać. Nie znał się na eliksirach, nie lubił ich, nie ufał magii zaklętej w buteleczkach - ale cóż zrobić. - Bułka z masłem. Pestka magicznego słonecznika - powiedział ponuro, zagrzewając się tym samym do walki o to, by nie wybuchnąć rzeźbionego kociołka razem z resztą gości i całą polaną, usianą rzeźbami. Rozejrzał się po zgromadzonych nieopodal ingrediencjach, na ślepo wybierając kilka z nich. Część pokruszył w dużych dłoniach, część z chlupnięciem wrzucił w całości, aż wywar rozchlapał się nieco dookoła. Zerknął nerwowo przez ramię na druidkę, mając nadzieję, że tego nie zauważyła. W końcu, z skoncentrowaną miną, ujął drewnianą chochlę i zamierzał esencję kilka razy, w jedną i w drugą stronę. - No, chyba gotowe? - spytał dość naiwnie, przyglądając się mazi. Na razie nie wyglądała zbyt zachęcająco, ale może to kwestia czasu?

1.eliksiry
2. ONMS


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Alejki w ogrodzie - Page 3 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright

Strona 3 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Alejki w ogrodzie
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach