Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Salon
AutorWiadomość
Salon [odnośnik]05.02.18 16:58
First topic message reminder :

Salon

Ciężkie zasłony zazwyczaj odsłaniają widok na ogród oraz dwie okazałe rzeźby dębów, strzegących wyjścia na zewnątrz. Pomieszczenie wysokie, choć nie tak jak biblioteka. Ściany zdobią portrety zmarłych, jakiś skrzat lub służka zazwyczaj są w pobliżu, rzadko jest tu zupełnie pusto. To tutaj przyjmuje się ważnych gości, choć salon nie zapewnia zbyt wielkiej prywatności, będąc miejscem dosyć odsłoniętym. Wypełniony dźwiękami pianina.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Salon [odnośnik]22.11.21 21:41
Havelock stał prosto, z rękoma splecionymi ze sobą na wysokości klatki piersiowej. Castor nie należał do osób niskich, toteż wyjątkowo nie musiał pochylać się nad rozmówcą, a tym samym jego postawa wyglądała nieco pewniej - garbienie się lub zachowywanie niestosownego dystansu dodawało mu nieco karykaturalności, ale w przypadku tej rozmowy nic go do tego nie zmuszało. Słuchał go uważnie, bez żadnego widocznego wzruszenia na twarzy - dopiero na wspomnienie bycia przyjacielem Michaela Tonksa, zdawał się wypuścić nosem odrobinę więcej powietrza niż wcześniej. Był wyjątkowo słabym rywalem, kiedy konkurencją miało być maskowanie swoich emocji - dało się z niego czytać jak z otwartej książki, o ile miało się w tym chociaż odrobinę wprawy. Powodem reakcji był oczywiście wiek Michaela. Auror był starszy nawet od Havelocka, o czym nie wiedzieć nie mógł - znali się przecież ze szkoły. Młodego Sprouta wizualnie oceniał na dwadzieścia parę lat. Słodka, pozbawiona choćby odrobiny zarostu buzia odejmowała mu lat - Ollivander zastanawiał się, więc jak wiele wiosen dzieli ich dobra przyjaźń. Jego aparycja mogła wskazywać na brak poruszenia tematem, ale jeżeli Castor przyszedł tutaj sądząc, że nie będzie przez lorda Lancashire oceniany - był w błędzie. Havelock naprawdę dużo zauważał. Od doboru słów, na ukłonie, który w oczach kogoś, kto z przymusu musiał ociekać tajnikami dworskiej etykiety, był co najmniej nienaturalny. Ale nie skomentował tego. Nie zwykł krytykować nikogo za takie rzeczy, ani karmić ludzi wzburzonymi minami godnymi jego wyjątkowo upierdliwych ciotek. W przeciwieństwie do nich bardzo dobrze rozumiał to, że niektórzy wychowali się na wsiach, w chatach wielkości jego komnaty w Silverdale. Czuli się tutaj najzwyczajniej w świecie obco. Ocenił go więc, zaszufladkował - ale to nie było nic, czym warto się szczególnie przejmować, bo nie znaczyło to wcale, że zamierzał spoglądać na Castora z góry. Wręcz przeciwnie - instynktownie wiedział, że nie znajdą porozumienia wśród wyszukanych słów i żenujących, męczących każdego, szlacheckich konwenansów. Odnajdą ją we w miarę swobodnej rozmowie, do której wbrew pozorom również przywykł.
- Niech pan ją pokaże - powiedział wprost, wystawiając przed siebie otwartą dłoń. Dłoń odrobinę zbyt wyrobioną od pracy jak na arystokratę, ale spójną z całym obrazem Havelocka, wciąż zawieszonym gdzieś na krawędzi pomiędzy.
Machnął nią dwa razy, może zbyt odważnie. Rozciął powietrze snopem złotych iskier, które co prawda zniknęły podczas opadania w dół, ale omal nie sięgając przed tym puszystego dywanu.
- Spod ręki mojego ojca - stwierdził. Słowa mogły wydawać się rzucone ot, tak, od niechcenia, jakby chciał zabić ciszę, ale szybko wyjaśniły się, dlaczego ta myśl wydała mu się na tyle istotna, aby ją jednak ująć werbalnie: Najłatwiejsza, najpewniejsza i najszybsza opcja, to jej poprawne zniszczenie. Jestem w stanie zrobić to tu i teraz, żeby mógł pan wybrać nową różdżkę, jeżeli bardziej niż na poznaniu natury tegoż namiaru zależy panu na czasie. - Nie musiał chyba dodawać, że odkąd sklep przy ulicy Pokątnej był zamknięty, wszystkie różdżki trzymano tutaj, w Lancaster Castle. - Od razu mówię, że ktokolwiek nałożył to zaklęcie, najpewniej dowie się o tym, że rdzeń został przerwany lub choćby spróbuję je ściągnąć. Nie wiem, czy od razu, ale nie dawałbym temu zbyt wiele czasu, więc obawiam się, że pańskie dokumenty mogą przestać być aktualne całkiem szybko. Nie próbowałbym przedostać się z nimi do Londynu bez naprawdę dobrego powodu.
Nie poznał jej tylko przez to charakterystyczne rycie dłutem i sposób nakładania bejcy, który poznawał godzinami obserwowania ojca przy pracy. Havelock dobrze wiedział jaką różdżkę zaproponuje Sproutowi jako zamiennik tej, którą trzyma właśnie w dłoni. Zamierzał zaproponować mu jej bliźniaczkę - siostrę o identycznym rdzeniu i drewnie. Wykonaną przez niego.


I believe you find life such a problem because you think there are good people and bad people. You're wrong, of course. There are, always and only, the bad people, but some of them are on opposite sides.
Havelock Ollivander
Zawód : różdżkarz, hodowca roślin, lord i opiekun lasów Lancashire
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Meet me at the edge
I ain't afraid
I've already fallen
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10514-havelock-ollivander https://www.morsmordre.net/t10623-sosenka#321582 https://www.morsmordre.net/t10624-howl#321583 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-lancaster-castle https://www.morsmordre.net/t10626-szuflada-howla#321586 https://www.morsmordre.net/t10625-havelock-ollivander#321584
Re: Salon [odnośnik]14.12.21 19:28
Wzrost lorda Ollivandera nie był tym elementem jego osoby, który mógł potencjalnie płoszyć młodego Sprouta. Choć sam był człowiekiem dość wysokim, górując ponad większością swych przyjaciół i wszystkimi dziewczętami, jakie znał, zdołał się przyzwyczaić do tego, że po świecie chodzili ludzie od niego więksi. Taką osobą był chociażby wspomniany wcześniej Michael, ale także rudowłosy alchemik z Little Kingshill czy pan Rineheart (a ten ostatni był człowiekiem wielkim nie tylko ze względu na zasługi wojenne, ale również przez wzgląd na masę i ogólną postawność).
Na całe szczęście Havelock był na tyle uprzejmy, by nie krępować swego gościa uwagami odnośnie nieporadności ukłonu czy braku manier przystających do standardów szlacheckich. Castor wychowany był w poszanowaniu dla szlachciców i ze świadomością roli, którą odgrywali w społeczeństwie. Instynktownie obawiał się wypadnięcia w ich oczach jako człowiek nieokrzesany, lecz jeszcze bardziej tego, iż mógłby być odebrany za człowieka bez czegoś istotnego do przekazania. Właściwie strach ten — przed byciem po prostu przeciętnym, pozbawionym szerszych perspektyw, zduszonym w sosie własnego niezdecydowania — był dla niego najgorszy, stanowił siłę napędową, dzięki której mógł przeć dalej, pomimo wyrastających po drodze przeciwności.
Wyciągnięta ręka Havelocka wystarczyła, choć gestowi towarzyszyła także werbalna prośba. Castor spełnił ją bez wahania. Różdżka z agarowego drewna znalazła się bezpieczna w rękach różdżkarza, choć Sprout przez moment walczył z podszeptem, który tkwił w nim od listopada, a zamykał się w przestrodze podarowanej przez Justine głoszącej, że zawsze powinien mieć ją przy sobie i nigdy się z nią nie rozstawać. Sytuacja była jednak wyjątkowa — i jako taka wymagała także wyjątkowych środków.
Z ciekawością przyglądał się wszystkiemu, co lord Ollivander robił z różdżką. Nie miał nawet najmniejszego pojęcia o tym rodzaju rzemiosła, każda okazja, by zajrzeć pod kurtyny tajemnicy była więc na wagę złota. Pojawienie się iskier skomentował przede wszystkim przez zaskoczenie odmalowujące się na twarzy — znalazły swe odbicie w otwartych szeroko oczach Sprouta. Otwarte szeroko również przez to, co usłyszał chwilę później.
A więc to ojciec lorda wykonał moją różdżkę?
Nigdy nie zastanawiał się nad tym, jak ona powstała. Po prostu — miał niegdyś jedenaście lat i poszedł z rodzicami do sklepu, różdżka wybiera czarodzieja... Gdyby się jednak nad tym zastanowić, każdy rzemieślnik miał swoje "coś". Znak rozpoznawczy, po którym można było dociec, któż stał za danym dziełem. W przypadku różdżkarzy zapewne było podobnie.
— Zależy mi na obydwu, lecz jeżeli musiałbym wybrać jedno, czas nie sprzyja mi bardziej — wreszcie przemówił, mącąc spokojne wody własnego milczenia. Skupione, poważne spojrzenie zawiesił na twarzy lorda Havelocka zupełnie tak, jakby zdecydował się odrzucić różnice i skupić się na cechach wspólnych. Z tonu głosu, pozy i mimiki, a przede wszystkim ze słów lorda biła pewność, zaufanie do swego rzemiosła, a także nuta zacięcia naukowego.
Znaleźli wspólny grunt.
— Zniszczenie mogę przełknąć, problem tylko w tym, że pozbawiony różdżki będę właściwie bezbronny. Czy... usługa zniszczenia zawiera w sobie także nową różdżkę? — przekrzywił głowę w bok, próbując ułożyć sobie całą scenę w myślach. Pieniądze nie grały roli, jak na człowieka w ogarniętym wojną państwie, żył na całkiem dobrym poziomie. Najwyżej weźmie kilka zleceń więcej, aby opłacić nadprogramowy wydatek.
Pokiwał krótko głową, dając tym samym do zrozumienia, że zrozumiał sens przestrogi przed wejściem do Londynu. Jego przyjaciele będą musieli odnaleźć jakiś sposób, by wykaraskać się z przyszłych kłopotów w stolicy bez niego. Zresztą, po Staffordshire i śmierci Pomony, po przestrogach pana Wrońskiego i wyraźnych protestach Michaela, nie ciągnęło go do Londynu w ogóle.
— Dziękuję za przestrogę, lordzie Ollivander. Dopóki rdzeń nie zostanie przerwany, nie będę mógł się związać z inną różdżką, mam rację?[bylobrzydkobedzieladnie]


Myślę sobie, zaraz obudzę się.
Lecz im bardziej spadam,
tym bardziej widzę, że
To wszystko chyba nie jest sen.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
gdzie rzucą kość
będziesz jak szczeniak biegł
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Salon [odnośnik]15.12.21 22:03
Chciałby poznać lepiej naturę zaklęcia, które Ministerstwo nakładało przy rejestracji różdżek, ale jednocześnie rozumiał pośpiech pana Sprouta. Trwała wojna. Wszystko, co sprawiało, że mógł znaleźć się w niebezpieczeństwie, ponaglało do zdecydowanych i szybkich działań. Karkołomne zapewne (bo gdyby takimi nie były - czy chociażby Beckett nie odkryłby już dawno, o co w tym wszystkim chodziło?) badania temu nie sprzyjały. Spodziewał się więc takiej odpowiedzi. Spodziewałby się jej od każdego człowieka pracy lub czynu, a zdążył już nauczyć się, że członkowie Zakonu Feniksa należeli właśnie do tej kategorii. Spoglądał więc na Castora przez schemat tego, czego nauczyło go doświadczenie i nie pomylił się w tym.
- Oczywiście - odparł, bez większego wzruszenia dostrzegalnego na twarzy, ale w środku trochę się zdziwił. Tym, że nie było to oczywiste, ale... może faktycznie nie było? Nigdy by nie śmiał wypuścić go stąd bezbronnego, bo nikomu by to nie służyło - stali po tej samej stronie barykady, nawet jeżeli Ollivanderowie niechętnie wyścibiali nosa poza grube mury zamku, ograniczając się tym samym do działalności czysto sojuszniczej. (Ale kto wie, co przyniesie przyszłość?) - Krąży mi nawet po głowie kilka konkretnych propozycji, od których moglibyśmy zacząć proces dopasowywania nowej różdżki. Śmiem sądzić, że nie będzie on długi, ponieważ jestem w posiadaniu jej bliźniaczki. - To powiedziawszy, skinął głową na jego różdżkę. - Jeżeli podjął pan ostateczną decyzję, zaproszę pana do naszej pracowni.
W odpowiedzi na jego pytanie pokręcił przecząco głową.
- Obawiam się, że istnieje tylko jedna możliwość, aby dwie różdżki dopasowały się do czarodzieja - powiedział, z lekkim rozbawieniem, niepasującym do twardego, szorstkiego oblicza, niosącym w sobie jakieś ziarno niepokoju, bo przecież osoby pokroju Havelocka pasowały do dowcipów jak pięść do gęby. - Zna pan ją pewnie, jeżeli lubi pan legendy... mówię oczywiście o Czarnej Różdżce z Baśni barda Beedle’a.
Odetchnął głęboko.
- Musi pan podjąć ostateczną decyzję.
Spoglądał na niego z zaciekawieniem. Chciał znać reakcję. Chciał zobaczyć to, co wymaluje się na jego twarzy, kiedy zada mu to pytanie i do Castora Sprouta dotrze, że musi podjąć decyzję dotyczącą pożegnania się z przedmiotem, który towarzyszył mu połowę życia. Ollivander wiedział dobrze, że dla czarodziejów takie momenty były druzgocące. Lubili nadawać swoim różdżkom imiona. Przypisywali im cechy charakteru. Rozmawiali z nimi. Krytykowali je za niepowodzenia. Gniewali się na nie, rzucali nimi, a później prosili o ich naprawę z miną, jakby je skrzywdzili. Całowali rękojeść za pomoc w osiągnięciu sukcesów.
- Łamiemy, czy nie?
Grube palce Havelocka zacisnęły się wzdłuż różdżki, po przeciwnych jej końcach. Nietrudno było domyślić się, że był w stanie przełamać ją tu i teraz, jakby pozbawiony jakiegokolwiek sentymentu, chociaż jeszcze przed chwilą podzielił się tym, jak blisko spokrewniony był z jej autorem.


I believe you find life such a problem because you think there are good people and bad people. You're wrong, of course. There are, always and only, the bad people, but some of them are on opposite sides.
Havelock Ollivander
Zawód : różdżkarz, hodowca roślin, lord i opiekun lasów Lancashire
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Meet me at the edge
I ain't afraid
I've already fallen
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10514-havelock-ollivander https://www.morsmordre.net/t10623-sosenka#321582 https://www.morsmordre.net/t10624-howl#321583 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-lancaster-castle https://www.morsmordre.net/t10626-szuflada-howla#321586 https://www.morsmordre.net/t10625-havelock-ollivander#321584
Re: Salon [odnośnik]17.12.21 16:50
Odetchnął z wyraźną ulgą, gdy oczywiście — komunikat prosty, treściwy, ścierający wszystkie smugi niepewności — wybrzmiało w otwartej przestrzeni salonu. Doceniał konkretne podejście do sprawy lorda Ollivandera, nastawionego przede wszystkim na najskuteczniejsze w dostępnych warunkach rozwiązanie sytuacji. Sprout nie wiedział jeszcze co prawda, jak powinien czuć się w obliczu konieczności doboru nowej różdżki. Nim Havelock ponownie zabrał głos, tłumacząc mu cierpliwie kolejne podejmowane przez nich kroki, przez głowę przebiegło mu stado skrzeczących myśli, wśród których nie potrafił odnaleźć większego sensu. Wydawało się, że nieco się bał — w końcu różdżkę do tej pory wybierał sobie jedynie raz albo raczej to ona wybrała jego jednokrotnie. Wspomagała go w eliksirach i uzdrawianiu, przy rzucaniu zaklęć z zakresu białej magii też dawała sobie radę, choć z trochę większą niechęcią, do uroków wydawała się być szczególnie kapryśna, ale chyba się polubili. Ile to już... Trzynaście lat? Niemal trzynaście lat miał ją za swą najwierniejszą towarzyszkę, a dziś lord Ollivander proponował mu jej bliźniaczkę.
Teoretycznie wszystko było w porządku i nic nie powinno się zmienić. Jak będzie w praktyce?
— Posiada lord jej bliźniaczkę? Też autorstwa ojca szanownego lorda? — otworzył szerzej oczy, dopytując zaciekawiony. Cała kwestia bliźniaczych różdżek wydała mu się szczególnie ciekawa w szczególności w oderwaniu od jego jednostkowego przypadku. Po co różdżkarze to robili? By nie marnować materiału, a może kierowali się jakąś prazasadą, przesądem może, usprawiedliwiającym takie podejście? Skoro różdżki wybierały czarodziejów, czy oznaczało to, że gdzieś na świecie istnieje ktoś dokładnie taki sam jak Castor Sprout, dla którego miała być to różdżka? A może chodziło o sytuacje awaryjne — dokładnie takie, jak ta?
Skinął głową, dając wyraźny sygnał, że był zdecydowany. Ruszył więc tuż za lordem, trzymając dystans jednego kroku.
Na twarzy Castora pojawiło się delikatne zmieszanie; choć różnica w mimice była niemal niezauważalna — wydawał się być bowiem onieśmielony i przez to właśnie zmieszany od samego początku spotkania — nie mogła umknąć wprawnemu oku. Można było założyć, że to nagła wesołość i skłonność do żartów lorda wprawiła go w taki stan, lecz kilkukrotne, intensywne mrugnięcia oraz kolejne słowa rozwiały wszelkie wątpliwości co do źródła zmieszania:
— Barda Beedle'a? Bard był tak zdolnym różdżkarzem, że udało mu się coś takiego? — ignorancja artystyczno—literacka Castora czasami wychodziła poza granice zdrowego rozsądku, lecz nie dziwiła tych, którzy pamiętali go jeszcze jako berbecia, z nosem wetkniętym w atlas roślin. Nigdy nie ciągnęło go do dzieł kultury przeznaczonych dla ludzi w jego przedziale wiekowym, a już na pewno nie tych, które stanowiły standardowe formy rozrywki. — Chyba, że baśnie są wskazówką, że coś takiego... nie istnieje?
Gdyby nie porażający brak wiedzy, może pytanie byłoby rozkoszne.
Ale na roztrząsanie tego tematu nie było wiele czasu.
Havelock zadał pytanie; szary błękit spojrzenia Castora zawiesił się wreszcie w piwnych oczach lorda, jakby to od niego chciał usłyszeć jakąś podpowiedź. Łamiemy, czy nie? odbijało się od ścian czaszki, a Castor usilnie nie chciał patrzeć na swą p r z y j a c i ó ł k ę, bo tym była dla niego różdżka, pomimo niepowodzeń i przez sukcesy, nie w jej przysłowiowych ostatnich chwilach. Pełne wargi ścisnęły się wreszcie w wąską linię, gdy odwrócił wzrok, przyglądając się wyposażeniu pracowni.
To więcej niż przedmiot, a krzywda wyrządzona różdżce wydawała się boleć równie mocno, co ta, która dotknęła kogoś bliskiego.
— Nie będzie mnie lord oceniał? — jedno pytanie sprawiło, że znów wydał się jakiś niepewny, jakby gryzło go sumienie — i było to wrażenie całkiem słuszne, bo tak właśnie było. Chłodna analiza podpowiadała, że decyzja ta przyniesie mu same korzyści, w efekcie też bezpieczeństwo. A jednak coś szeptało mu do ucha, że było mu przykro i szkoda, że to nie powinno zakończyć się w ten sposób.
Głęboki wdech i przymknięcie powiek.
Wydech.
— Łamiemy.


Myślę sobie, zaraz obudzę się.
Lecz im bardziej spadam,
tym bardziej widzę, że
To wszystko chyba nie jest sen.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
gdzie rzucą kość
będziesz jak szczeniak biegł
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Salon [odnośnik]20.12.21 15:01
- Mojego autorstwa - poprawił go. - Byłem pewnie gdzieś w pana aktualnym wieku, kiedy szedł pan do szkoły. - Wyjaśnił. Różdzkę wykonał pod okiem swojego mistrza i ojca, próbując (jak się okazało - skutecznie) skopiować sposób ich wykonania. Na przestrzeni lat wyrobił swój własny, wyjątkowo inny od ojcowskiego sposób działania i rzeźbienia, toteż nie uważał różdżki, którą zamierzał przekazać Castorowi na swoje najdoskonalsze dzieło. Był natomiast przekonany o jej niezawodności, o wyjątkowo dobrym i kunsztownym wykonaniu, o drzemiącej w niej sile. - Bliźniacze rdzeń i drewno, nieco inne zdobienie, zobaczy je pan, zanim się zdecyduje, ale oboje chyba wiemy, że... nie każda różdżka zechce z panem współpracować. Ta wydaje mi się być najbardziej trafną opcją.
Czy musiał to wyjaśniać? I czy naprawdę miał streścić mu tutaj teraz jedną z najbardziej znanych, czarodziejskich baśni? Wydawało mu się, że jest czytana wszystkim czarodziejskim dzieciom, ale kiedy pomyślał o tym szerzej, to sam nie pamiętał treści wszystkich tych bajek. Dlaczego więc oczekiwał tego od Castora?
A może... może to po prostu była ulubiona baśń Ollivanderów?
- Przeceniłem najwyraźniej pana znajomość treści bajek czytanych dzieciom czarodziejów... Czarna Różdżka jest jednym z Insygniów, które trójce braci przekazała sama Śmierć. Każdy jej posiadacz musi pokonać lub zabić poprzednika, tylko wtedy ta go zaakceptuje... ale ta legenda wciąż pozostaje jedynie legendą.
Usłyszawszy kolejne pytanie, które padło z jego ust, Havelock zmarszczył brwi. Jakiej odpowiedzi oczekiwał? Oceniał go, odkąd tylko przekroczył próg tego salonu, ale przecież nie powie mu tego, bo takich rzeczy się nie mówiło. Były oczywiste, w domyśle. Ta głupota (bo jak inaczej to nazwać?) zdołała wytrącić go nieco z równowagi, bo o to nie było u niego trudno.
- Jestem różdżkarzem, a nie pana matką - odburknął. Przez moment mógł wydawać się być urażony, ale po zagłębieniu się w twarde oblicze stojącego przed nim lorda, Castor mógł dostrzec w nim bardziej zmieszanie i zobojętnienie, jednak jego szorstka aparycja zdecydowanie nie pomagała odebraniu tego w ten sposób.
- No to łamiemy - przerwał niezręczną ciszę. Złapał tę różdżkę nieco inaczej, jeszcze bardziej zdecydowanie niż poprzednio. Nie czekał na żadne dodatkowe potwierdzenia, ani nie dał Sproutowi chwili na dodatkowe zastanowienie się. Łamiemy - decyzja podjęta w kilka sekund, zwieńczona trzaskiem łamanego drewna, snopem iskier i piorunującym ciało i duszę uczuciem straty. Była złamana, zniszczona ostatecznie, a karykaturalnie upiorny mężczyzna beznamiętnie wpatrywał się w zniszczony rdzeń, jakby chciał przeczytać tam jakiś napis. - Muszę upewnić się, że rdzeń został doszczętnie zniszczony - wyjaśnił, przechadzając się po salonie, zajęty bardziej różdżką niż Castorem. - Niech się pan napije tej herbaty - powiedział nagle, zorientowawszy się o lekkim nietakcie z jego strony. Skinął głową w stronę filiżanki i imbryczka, stojących na srebrnej tacy. Czy nie potraktował go teraz jak jednego ze swoich dzieci? Na pewno nie powinien raczyć gościa tego typu ciszą. Nie powinien też wydawać mu poleceń. Nie był też jednak najbardziej okrzesanym wśród Ollivanderów przypadkiem. Płomienna krew Macmillanów zmieszaną ze spokojną i flegmatyczną naturą lordów Lancashire, uczyniła go człowiekiem skrajnie dziwacznym. - Za moment wrócę z wybranymi modelami.
I zostawił go samego. Pośrodku tego wielkiego salonu. Bezbronnego. Pozbawionego przedmiotu, który nosił przy sobie dzień w dzień od kilkunastu lat.
Wrócił trzymając w dłoniach trzy eleganckie opakowania. Pierwszą różdżką, którą przekazał Castorowi była wspomniana wcześniej bliźniaczka.
- Proszę, niech pan machnie.


I believe you find life such a problem because you think there are good people and bad people. You're wrong, of course. There are, always and only, the bad people, but some of them are on opposite sides.
Havelock Ollivander
Zawód : różdżkarz, hodowca roślin, lord i opiekun lasów Lancashire
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Meet me at the edge
I ain't afraid
I've already fallen
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10514-havelock-ollivander https://www.morsmordre.net/t10623-sosenka#321582 https://www.morsmordre.net/t10624-howl#321583 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-lancaster-castle https://www.morsmordre.net/t10626-szuflada-howla#321586 https://www.morsmordre.net/t10625-havelock-ollivander#321584
Re: Salon [odnośnik]20.12.21 17:29
Otworzył oczy jeszcze szerzej, słysząc, kto stworzył bliźniaczkę jego dotychczasowej różdżki. Wiadomość ta wydała mu się jednocześnie niesamowita i odrobinę krępująca — założył przecież, że jeden różdżkarz tworzy ewentualne pary tych magicznych przedmiotów, chociaż gdy się nad tym zastanowił bardziej, uznał tę okoliczność za naprawdę rozczulającą. Było w tym obrazku coś, co bardzo łatwo chwytało za serce Castora — możliwość spędzania czasu z ojcem i uczenia się fachu, czerpanie pełnymi garściami z doświadczenia człowieka, który w pewien sposób, niekoniecznie świadomie, ukształtował swe potomstwo na całe ich życie. Uśmiechnął się do wspomnienia, które uderzyło go najpierw. Grzebania w rozkopanej ziemi bezpośrednio po wiosennym deszczu, gdy obok niego klęczał ojciec, mówiący do niego głosem miękkim i niemal śpiewnym, którego marną podróbkę trajkotania przejmował Castor w chwilach szczególnie dla niego ekscytujących.
Skinął krótko głową, nie dyskutując z autorytetem. Czegokolwiek by bowiem nie powiedział — co widać było już na przykładzie nieznajomości podstawowych kanonów magicznej literatury dziecięcej — wyszedłby pewnie na ignoranta i człowieka, któremu należy tłumaczyć podstawowe zasady działania najpotrzebniejszego dla czarodzieja przedmiotu. Chciał więc wyłącznie dać znać lordowi Ollivander, że rozumie (bo wbrew pozorom rozumiał) przekazywane mu informacje.
— Jest lord profesjonalistą, nie śmiałbym występować przeciwko lordowskiej woli — powiedział wreszcie, wpatrzony w nieprzeniknioną pomimo najlepszych chęci mimikę Havelocka. Castor odczuwał przy nim chyba wszystkie emocje, które mogły zgromadzić się pod parasolem ciekawości i krępacji, ale z jakiegoś dziwnego powodu człowiek ten — może ze względu na przebijający się ponad fizyczność profesjonalizm — wzbudzał jego zaufanie.
Nawet wtedy, gdy wypomniał Sproutowi nieznajomość bajek, co spotkało się prędko z zażenowanym rumieńcem, rozlanym przede wszystkim na czubkach uszu i nerwowym poprawieniem okularów. Byle tylko znaleźć miejsce dla rąk.
— Nie lubiłem bajek jako dziecko... — bąknął w ramach prób uratowania swego wizerunku, choć podskórnie czuł, że nie było już czego ratować. Przygarbił się nawet lekko, ściągając ramiona do środka klatki piersiowej w sposób, jaki zwykł robić to w momentach fizycznego, nie tylko psychicznego zmieszania i sporej niepewności. W ten jeden prosty sposób Havelock górował nad nim jeszcze bardziej, ale Castor był daleki od marudzenia na podobne kwestie. Wyprostował się nieco bardziej dopiero gdy usłyszał ciąg dalszy historii.
Legenda pozostaje legendą. Na język cisnęło mu się tysiąc pytań, lecz żadnego nie uznał za odpowiednie do zadawania w lordowskiej obecności. Czy Havelock nie chciał stworzyć równie potężnej różdżki? Poczynił kroki w kierunku nowego łączenia rdzeni i drewna tak, by nie tylko przerwanie rdzenia lub śmierć właściciela pozwalały różdżce na przejście w inne ręce? Temat zainteresował go jednak na tyle, że postanowił, iż w pierwszym momencie po powrocie do domu, będzie musiał przeszukać półkę z książkami Michaela w poszukiwaniu zbioru baśni.
— Właśnie dlatego... — powiedział cicho, właściwie na granicy szeptu. Mimo wszystko właśnie mieli zniszczyć dzieło rąk ojca lorda Ollivander, uczynić Castora fizycznie bezbronnym, bez prawdziwej gwarancji sukcesu związania z nową różdżką.
Gdy decyzja została podjęta, gdy jej echo przetoczyło się przez powietrze dzielące twórcę talizmanów i lorda różdżkarza, Castor walczył ze sobą, by nie zatrzymać tego procesu. Oglądanie, jak jego przyjaciółka kruszy się w lordowskich dłoniach, jak rdzeń z pióra żmijoptaka definitywnie pęka, nie było procesem przyjemnym, lecz Sprout zdołał już pojąć, iż było to konieczne. Trudne wybory bolą zawsze. Inaczej nie można byłoby ich zakwalifikować do tej kategorii. Podbródek zadrżał w próbie powstrzymania płaczu, trzask wymusił zaciśnięcie powiek i pięści.
A później było już po wszystkim.
Zaproszenie do napicia się herbaty przyjął jak zbawienie. Drżąca dłoń sięgnęła do filiżanki, unosząc ją ze spodkiem. Nie ściągał z niej oczu do czasu, aż Havelock nie zniknął gdzieś w głębi dworku, bo dopiero wtedy palce sięgnęły po ciasteczko, które zamoczył w herbacie i wsunął sobie do ust. Chyba potrzebował czegoś słodkiego i ciepłego, jakiegoś dziwnego komfortu zastępczego, choć do tej pory w podobnych sytuacjach żołądek zaciskał mu się tak mocno, że z trudem przełykał ślinę.
Gdy lord Havelock powrócił, Castor wypił już całą herbatę i nawet zjadł ciastko, co stanowiło swoisty triumf. Mała rzecz, ale mogła cieszyć. Gdy tylko zobaczył przed sobą trzy pudełka, otworzył pierwsze z nich, które zostało mu przedstawione. Rozpoznałby ją od razu. Słoje drewna układały się niemal identycznie, choć charakterystyczne zdobienia stanowiły element, do którego musiał się przyzwyczaić. Ale wiedział, że to drzewo agaru i przez rozlewające się pod ręką ciepło czuł, że ona również chciała się z nim związać. Uniósł niepewne spojrzenie na lorda Havelocka, gdy ostrożnie zakręcił nadgarstkiem, wprawiając ją w ruch. Złoty pyłek rozsypał się wokół jego postaci, lecz podobnie jak z iskrami rzucanymi przez Havelocka, zniknął, nim dotknął podłogi, a co ważniejsze dywanu.
Za drugim razem, gdy powtórzył gest z różdżką skierowaną ku górze, odpowiedział mu delikatny powiew wiatru. Nic szczególnie silnego i groźnego, różdżka po prostu chciała popisać się przed swym właścicielem cechami charakteru, które mieli ze sobą dzielić.
— To ta. Z pewnością — powiedział z szerokim uśmiechem, choć z szacunku do wyborów lorda Havelocka spróbował jeszcze pozostałych modeli. Żadna jednak z prezentowanych różdżek nie potrafiła współpracować z Castorem, odmawiając nawet najmniejszych przejawów magii. — Bardzo dziękuję, lordzie Ollivander. Jestem lorda dłużnikiem — ukłonił się z wdzięcznością, a następnie przeszedł do załatwiania wszystkich formalności. Pozostawił Havelockowi umówioną cenę, podziękował za herbatę, po czym jeszcze raz przeprosił za swoje ignoranctwo i zachowanie.
Miał wrażenie, że lord Ollivander mógł nie być zadowolony z przebiegu tej wizyty, ale przynajmniej oboje mogli ją skończyć w dobrym nastroju. Na tyle, na ile pozwalały im ich temperamenty.

| z/t :pwease:


Myślę sobie, zaraz obudzę się.
Lecz im bardziej spadam,
tym bardziej widzę, że
To wszystko chyba nie jest sen.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
gdzie rzucą kość
będziesz jak szczeniak biegł
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Salon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach