Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Komnaty Ulyssesa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Komnaty Ulyssesa   05.02.18 15:58

Komnaty Ulyssesa

Sypialnia, łazienka oraz niewielki gabinet, pełniący również funkcję prywatnego salonu służą Ulyssesowi za nowe lokum. Rzeczy, przeniesione zawczasu z dawnego domu, sprawiają, że nie czuje się tak obcy w zamku. Mając wybór, zdecydował się na raczej opustoszałą część posiadłości rodowej. Pomieszczenia intensywnie pachną lasem, dając złudzenie bliskości tychże. Na ścianach zawisło parę zdjęć w ciemnych ramkach, dopasowanych do ciężkich mebli.


Powrót do góry Go down
Jessa Diggory
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5833-jessa-diggory https://www.morsmordre.net/t5851-krasna#138351 https://www.morsmordre.net/t5847-she-s-whiskey-in-a-teacup#138218 https://www.morsmordre.net/f146-devon-otterton-dom-diggorych https://www.morsmordre.net/t5856-skrytka-bankowa-nr-1442#138516 https://www.morsmordre.net/t5854-jessa-diggory#138467
Zawód : łowczyni talentów
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

her intuition was
her favourite superpower
OPCM : 33
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Komnaty Ulyssesa   15.03.18 19:47

13 maja

Trzynaście minut po godzinie ósmej rano Jessa przekroczyła próg ogrodowej furtki i znalazła się z powrotem we własnym ogrodzie. W jednej ręce trzymała swoją starą miotłę, a w drugiej nowe wydanie Proroka Codziennego, w którego bzdurach zaczytywała się od kilku minut. Wracała właśnie z codziennego treningu, a raczej pewnego rodzaju patrolu; od dnia wystąpienia anomalii nie ryzykowała już czarowania kafla i bronienia prowizorycznych bramek na łące za domem, wybierała więc opcję przelotu nad wioską Otterton i kawałkiem hrabstwa Devon w celu upewnienia się, że w okolicy wszystko jest w porządku. Jednoosobowa straż sąsiedzka w postaci panny Diggory miała się dobrze i spełniała swoją rolę – każdą nadzwyczajną rzecz natychmiast sprawdziłaby i zneutralizowała. Nie wstydziła się już prosić o pomoc, chociaż w czasach szkolnych była na to zbyt dumna.
Gdy na liście nekrologów nie odnalazła znajomych nazwisk odetchnęła z ulgą i w miarę zbliżania się do progu domu zapominała już o artykule na temat nowego Ministra Magii, który przeczytała raptem chwilę temu. Obecnie jej priorytetem był Amos, którego widziała już przez okno kuchni – siedział przy stole z dziadkiem Jessy i zajadali się śniadaniem, a widok syna jedzącego owsiankę bez skrzywienia wywołał na twarzy rudowłosej szeroki uśmiech. Uniosła dłoń, by mu zamachać, lecz nieoczekiwany powiew wiatru wyrwał gazetę z jej piegowatej ręki; papier wylądował na starannie wypielęgnowanym trawniku i z każdą sekundą oddalał się o kolejne metry. Diggory mogła co prawda sięgnąć po różdżkę tkwiącą w jej kieszeni, lecz nie była jeszcze na tyle leniwa, ani tym bardziej naiwna, by ryzykować. Schyliła się więc po Proroka, gdy nagle usłyszała ciche trzaśnięcie, a tuż przed nią pojawił się dziwny, pulchny ptak z dużym dziobem. Zdziwiona Jessa kompletnie nie zdążyła zahamować i w tej samej sekundzie, w której dotknęła jego piór, dom rodzinny zniknął jej sprzed oczu i poczuła dziwne wirowanie w żołądku, tak bardzo podobne do… teleportacji?
Jęknęła zdziwiona, gdy zielona trawa zmieniła się w brązowe deski. Rudowłosa straciła równowagę i upadła, osuwając się po ramie łóżka prosto na podłogę tuż pod nim. Nie było to jednak jej łóżko i nie był to także żaden z pokoi w jej domu. Ptak zniknął równie szybko, co się pojawił, lecz zdążyła zapamiętać przerażenie, jakie ewidentnie z niego emanowało; nie miała wielkiego pojęcia o magicznych stworzeniach, a większości po prostu się bała, dlatego za nic nie potrafiłaby go nazwać. Skoro jednak potrafił aportować się z miejsca na miejsce, mógł oznaczać kłopoty. Czyżby i ona właśnie w takowych się znalazła?
Ubrana w znoszone, sztruksowe spodnie i starą klubową bluzę Harpii, z twarzą wciąż jeszcze ogorzałą po kilkudziesięciominutowym locie i z miotłą trzymaną mocno w dłoni zdała sobie sprawę, że znajduje się w zupełnie obcej sypialni, a do tego sypialni nad wyraz dobrze urządzonej. Szlacheckiej. To dziwne, że w żadnej nigdy nie była, a mimo to potrafiła z wielką pewnością stwierdzić, ze ją za taką uznaje, gdy tylko się w niej znalazła.
- Galopujące gorgony… - mruknęła pod nosem, podnosząc się z podłogi i odwracając, by rozejrzeć po pomieszczeniu i znaleźć choćby najdrobniejszą wskazówkę odnośnie tego, że gdzie znajduje się sypialnia, do której tak bezceremonialnie i bez najmniejszego zamierzenia wtargnęła.
A gdy już się rozejrzała, szybko tego pożałowała. Wolną ręką natychmiast zasłoniła oczy.
- O…Ollivander? – wyjąkała zmieszana, całkowicie zapominając, że właściwie powinna chyba tytułować go lordem.
Cóż, człowiek zapominał czasem o dobrym wychowaniu, gdy miał do czynienia z niekompletnie ubranym mężczyzną.





Can the broken sky unleash one more                 for the dawn?sunrise

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty


words like stones
falling through the broken glass

OPCM : 15
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnaty Ulyssesa   16.03.18 21:08

Pojedyncza świeca, dogorywająca w środku nocy, była jedynym naocznym świadkiem paskudnej bezsenności. Spod przymkniętych powiek spozierało nieruchome spojrzenie, utkwione w żywym płomyku, usytuowanym zbyt daleko, by emanować ciepłem - nie obejmowało błękitnych tęczówek, nawet odbijając się w nich delikatnym błyskiem. Minuta po minucie - ogarek zanikał, rozpływając się po mosiężnej podstawce, aż wreszcie pogrążył pomieszczenie w jednolitej ciemności, po kilku chwilach rozbijającej się na kilka tonów czerni, chwilowo wypełniając sypialnię wątłym zapachem dymu.
Trzecia noc. Sen uporczywie trzymał się trybu krótkich drzemek, przerywanych, nim na dobre zdążyły się zacząć. Rozdrażnienie kuło po skroniach. Źle sypiał jeszcze w Silverdale, po przymusowych przenosinach sprawy tylko się pogarszały, z dnia na dzień przybywało problemów czekających na rozwiązania. Powinien ustawić je w kolejce? Przewrócił się na drugi bok, gdy jasna łuna zaczęła ozdabiać niebo. Zdawało się, że spał, lecz po wybudzeniu było niewiele jaśniej. Dłonie przykryły twarz, a umysł poczuł się niewygodnie ze słabością - tylko w domu przyznawał sobie do niej prawo, wszędzie indziej była jak ukryty wróg. Mieli dach nad głową, byli względnie bezpieczni - rodzeństwo, rodzice, on sam. Czego potrzebował więcej? Ledwo stracili tak istotny punkt na życiowej mapie, już planował odbudowę. Mało brakowało, by zaczął kreślić notatki na ten temat, niezrażony ilością pracy w tym trudnym okresie. Świetnie, może teraz? W końcu doba powiększyła się o czas, jaki zazwyczaj rezerwował na sen!
Kołdrę odrzucił niewiele po piątej. Niedzielny poranek - przed pracą, kolejnym dniem w sklepie na Pokątnej i zakamarkach rodowego warsztatu - miał cały dla siebie. Głód wyjątkowo dogadywał się ze snem, w parze postanowili nie zawracać mu głowy, oparł się nawet pokusie wypalenia kolejnego papierosa po nieprzespanej, stresującej nocy, darował sobie mocną kawę. Nic nie mogło rozbudzić różdżkarza bardziej niż lektura - z nimi ostatnio prawie się nie rozstawał. Każda wolna chwila wypełniała się zadrukowanymi linijkami tekstu, byle uciec od spraw, na które nie mógł mieć wpływu. Krótkie rozciągnięcie zmęczonych mięśni, jeszcze krótsza wycieczka do gabinetu - oddajmy się losowi, niech pierwsze spojrzenie wybierze temat, dlaczego nie? Ostatnio przypadki rządziły tym światem, doprawdy nie miał sił walczyć z nimi o tej porze. Wrócił z traktatami numerologicznymi. Idealnie, na rozgrzewkę - w sam raz. Przygotowany pergamin i pióro wybyły z szuflady, sprawiając, że przestrzeń nie wyglądała już na tak opuszczoną. Godzina, dwie, parę notatek spłynęło estetycznym pismem, nim całość wywędrowała z powrotem do drugiego pomieszczenia, a Ollivander zniknął, by zażyć kąpieli. Po powrocie było, o zgrozo, jeszcze gorzej.
Tym razem pustkę wypełnił czymś lżejszym, porywając po drodze klasyczną powieść, wkraczając do sypialni w gustownym szlafroczku, który towarzyszył mu również przy pierwszomajowej teleportacji - na szczęście, nie tylko szlafroczek miał wtedy na sobie. Niewiele brakowało do przypisania wdzianku znamiona przenośnego fatum. Czarny, ledwo widocznie przeszyty złotawą nicią - ot, szlafroczek. Woda jeszcze spływała po karku z wilgotnych włosów, pozostawionych w nieładzie, zgrabnie oprawiona książka opierała się na zasłoniętym (uf!) udzie, tylko ta przeklęta łydka wystawała zalotnie spod śliskiego materiału. Pstryk.
Trzasnęło. Zacisnął szczękę, mimowolnie zatrzaskując książkę, dodając dodatkowy odgłos do zamieszania. Tam jakiś jęk, gdzieś jakiś skrzek, kilka piór i kobieca postać, osuwająca się po ramie łóżka na ciemne drewno, a do tego trzon miotły wystający ponad wszystko. Nie miał nawet okazji zastanowić się nad ewentualnością wplątania w konspirację dirikraka, choć pióra pałętające się teraz po parkiecie były wystarczającą wskazówką - to dotarło do niego parę dobrych sekund później, kiedy pierwsze słowa rozniosły się już w przestrzeni.
No jasne, i jak, u licha, miał się tu czuć, jak w domu?
Trwał nieruchomo, zaciskając palce na tomiku w twardej okładce. Nie wiedząc kiedy po nią sięgnął, w drugiej dłoni miał już różdżkę - zakorzeniony odruch. Czekał jednak, nie widząc w kobiecie zagrożenia, za to próbując ją skojarzyć, skoro była w stanie go rozpoznać. Zawsze najlepszą opcją było cofnięcie się do Hogwartu, na szczęście pamięć miał dosyć dobrą. Dippet? Desmond? - Diggory - strzelił po chwili namysłu, lecz celnie, sucho, bez wydźwięku pytania, nie dając zakłopotanej istocie czasu na odpowiedź. - Jeśli awansowałaś na płatnego zabójcę, słabo cię wyszkolili - zaawansowana warstwa mimiczna jak zwykle ograniczyła się do chłodnego, przenikliwego stwierdzenia i ledwo widocznie uniesionej brwi. Zupełnie nie był skrępowany. Brawo. Pierwszy gość w nowej sypialni, odganiał nawet skrzaty domowe.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Jessa Diggory
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5833-jessa-diggory https://www.morsmordre.net/t5851-krasna#138351 https://www.morsmordre.net/t5847-she-s-whiskey-in-a-teacup#138218 https://www.morsmordre.net/f146-devon-otterton-dom-diggorych https://www.morsmordre.net/t5856-skrytka-bankowa-nr-1442#138516 https://www.morsmordre.net/t5854-jessa-diggory#138467
Zawód : łowczyni talentów
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

her intuition was
her favourite superpower
OPCM : 33
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Komnaty Ulyssesa   18.03.18 18:40

Czy niektóre magiczne stworzenia naprawdę posiadały umiejętność teleportacji łącznej i funkcje podobne świstoklikowi, czy to anomalia zagrała jej na nosie w ten piękny, niedzielny poranek? Jessa nie mogła być niczego pewna, a choć grzeszyła spostrzegawczością i szybko dostrzegła pozostałe po ptaku pióra, nie mogła ich skojarzyć z żadnym znanym gatunkiem. Być może w czasach szkolnych trzeba było zapisać się na Opiekę Nad Magicznymi Stworzeniami, zamiast siedzieć nad szklanymi kulami i wpatrywać się we własne odbicie, jednak czasu nie mogła cofnąć. Musiała stawić czoła temu, co przyniósł jej los i właściwie powinna mu dziękować, że znalazła się w sypialni Ollivandera, a nie na przykład w podziemiach Gringotta, stając oko w oko ze strzegącym skrytek smokiem.
- Jako łowca głów wolę dostarczać swoje łupy nienaruszone – odpowiedziała, szybko przejmując jego ton i w myślach doprowadzając się do porządku; jeśli on nie był skrępowany, dlaczego ona miałaby być?
Nie zamierzała ostentacyjnie podziwiać jego walorów, choć ta odkryta łydka rzeczywiście dość wyraźnie rzuciła jej się w oczy. Oboje jednak niezwykle szybko zrozumieli istotę całej sytuacji i wysnuli prosty wniosek, a przynajmniej rudowłosa miała nadzieję, że i Ulysses sądzi iż panna Diggory jest całkowicie niewinna w całej tej sytuacji. Gdyby chciała go napaść, wybrałaby zgoła inną sposobność, niż obecna.
- Przybywam w pokoju, choć całkowicie niezamierzenie – wyjaśniła spokojnym głosem, spoglądając na to, co dzierżył w dłoni – Możesz opuścić różdżkę.
Wyciągnięcie jej było zdrowym odruchem, musiała mu to przyznać. Swoją drogą, może należałoby wzmocnić zabezpieczenia w posiadłości, skoro nawet magiczne stworzenia potrafią się przez nie przebić i jeszcze na dodatek kogoś ze sobą sprowadzić?
Odchrząknęła i na dobre opuściła rękę, sięgając po swoją miotłę. Sytuacja była przedziwna i jedyna w swoim rodzaju – rudowłosa nie zwykła odwiedzać męskich sypialni, a jeśli już, na pewno prowadziły ją ku temu ważne sprawy. Poczuła przemożną chęć wytłumaczenia się z zaistniałej sytuacji, chociaż przecież nie zrobiła niczego złego.
- Jeszcze przed chwilą byłam we własnym ogrodzie w Devon, a teraz jestem… tutaj. Gdzie dokładnie się znajdujemy? – dopytała jeszcze, na moment marszcząc brwi, nie wiedziała przecież którą z posiadłości Ollivanderów przyszło ją odwiedzić.
Wciąż była trochę roztrzęsiona, dlatego ewentualny powrót przy użyciu teleportacji nie wchodził na razie w grę. Miała swoją miotłę i dałaby radę przelecieć na niej do domu, gdyby odległość do pokonania nie równała się setkom mil.
Złote przeszycie w szlafroczku przegrało ze znajdującymi się na ziemi szarymi piórami, dlatego Jessa przyklęknęła na chwilę i podniosła je z podłogi, przyglądając się znalezisku uważnie.
- Przeniósł mnie tutaj jakiś ptak i podejrzewam, że będziesz w stanie odgadnąć jaki – zagaiła, podsuwając Ulyssesowi wyciągniętą dłoń, aby i on ocenił i zawyrokował cóż takiego było powodem, dla którego w jego sypialni znalazł się intruz.





Can the broken sky unleash one more                 for the dawn?sunrise

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty


words like stones
falling through the broken glass

OPCM : 15
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnaty Ulyssesa   22.05.18 9:51

Najwyraźniej wszelkie okoliczności postanowiły zagrać im na nosie - czy to umiejętności stworzeń, czy osłabione anomaliami i niestabilne zaklęcia ochronne. Udało jej się trafić do mniej uczęszczanej części rodowego przybytku, ale nie ulegało wątpliwości, że nawet tutaj zabezpieczenia powinny być porządne. Niestety, Ollivander - choć znał się nieco lepiej na stworzeniach niż niezapowiedziany gość - sam nie potrafił stwierdzić, jak daleko sięgały umiejętności teleportacyjne dirikraków. Magia skrzatów domowych nie miała problemu z obejściem magicznych zabezpieczeń, lecz daleko im było do ptactwa. Biblioteka mogła znać odpowiedź, lecz na ten moment miał bardziej naglące sprawy niż spontaniczna wycieczka na drugi koniec posiadłości. Co nie znaczy, że nie zanotował sobie w pamięci, że kiedyś należałoby sprawdzić tę zależność - potencjalne podłoże do ponownego przebadania rdzenia. Nie ulegało wątpliwości, iż nestor powinien zostać powiadomiony o zajściu i podjąć odpowiednie kroki w celu zminimalizowania niebezpieczeństwa - nawet jeżeli sam dobrze znał zagrożenie w obecnym czasie.
- Element zaskoczenia jak najbardziej udany - skomentował, wciąż nieco kąśliwie, niezadowolony z nieplanowanego towarzystwa rudowłosej. Jakby nie patrzeć, znalazła go w nieco niekomfortowej - albo zbyt komfortowej, zależy którą perspektywę brało się pod uwagę - sytuacji. Szlafroczek jak nic przeżywał swoje najbardziej światłe dni. Ollivander zsunął nogi z materaca, pilnując swojej prywatności pod ciemnym materiałem. Książka i różdżka znalazły swoje miejsce na ciemnym blacie szafki nocnej.
- Lancashire - odparł krótko na pytanie, nie zdradzając emocji, wśród których kłębiło się zaciekawienie, zaskoczenie i szczypta niechęci, być może spowodowana samym stanem psychicznym i minionymi zajściami. Wciąż nie miał ochoty na towarzystwo, zwłaszcza w tak prywatnych miejscach jak sypialnia. Nie zapowiadało się na prędkie zmiany. Mięśnie miał spięte, szczękę z lekka zaciśniętą, ale zreflektował się momentalnie, panując w miarę możliwości nad mową ciała. Skupił lodowate spojrzenie na charakterystycznych piórach, z których jedno znalazło się na otwartej dłoni panny Diggory. Chwycił je między palce, obracając powoli, choć odpowiedź na zagadkę była mu znana już wcześniej. Miał z nimi do czynienia przy wytwórstwie różdżek, nic więc dziwnego, że rozpoznanie nastąpiło względnie szybko.
- Dirikrak. Pewnie dziczeją przez anomalie - jak całe wyspy. Możliwe że uciekły z hodowli albo samoistnie je gdzieś wyniosło - nadzwyczaj wylewnie podzielił się swoją przypuszczalną wersją wydarzeń, by trochę uspokoić swoje nerwy. Podejrzliwie zerknął jednak na rudowłosą i jej miotłę. Na litość, jakim cudem znalazła się tutaj, nawet jeśli pośredniczącym był szalony ptak? Musiała go trzymać, kiedy postanowił zmienić miejsce. Ze swojego lichego doświadczenia wiedział, że tchórzliwe stworzenia raczej nie pchają się w łapy potencjalnego zagrożenia. - Nie przypominam sobie żeby dirikraki pełniły kiedykolwiek funkcję złotego znicza. Nie łapałaś go przypadkiem? To jakiś nielegalny przemyt dzikiego ptactwa? - kto by wiedział, na ile Ulysses był poważny?

przepraszamprzepraszamprzepraszamzatenpaskudnyczas;-;




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Jessa Diggory
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5833-jessa-diggory https://www.morsmordre.net/t5851-krasna#138351 https://www.morsmordre.net/t5847-she-s-whiskey-in-a-teacup#138218 https://www.morsmordre.net/f146-devon-otterton-dom-diggorych https://www.morsmordre.net/t5856-skrytka-bankowa-nr-1442#138516 https://www.morsmordre.net/t5854-jessa-diggory#138467
Zawód : łowczyni talentów
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

her intuition was
her favourite superpower
OPCM : 33
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Komnaty Ulyssesa   15.08.18 12:48

Nie podejrzewała nawet, że za miesiąc zdąży zatęsknić za dirikrakiem i jego umiejętnościami; chociaż anomalie szalały w całej Wielkiej Brytanii, nic nie zwiastowało problemów z teleportacją. Na całe szczęście sytuacja, w której znalazła się Jessa, była na tyle abstrakcyjna, że na pewno niezapomniana, dlatego gdy lipiec i sierpień miały skazać ją na transport wyłącznie miotłą lub świstoklikiem, rudowłosa nie raz będzie mogła się pochwalić znajomością względnie egzotycznego ptactwa oraz jego właściwości. Kto wie, może bystry umysł Ulyssesa pozwoli mu w przyszłości opracować lekarstwo na teleportacyjne problemy? Diggory pamiętała, że w czasach szkolnych był Krukonem, nie mogła się więc za bardzo pomylić w ocenie, gdy uznawała go za człowieka światłego i inteligentnego.
Gdy usłyszała gdzie dokładnie się znajduje, skrzywiła się na moment. Lancashire leżało po drugiej stronie kraju, a to oznaczało minimum cztery godziny lotu powrotnego. W innym wypadku na pewno doceniłaby możliwość dłuższej wycieczki i podziwiania pięknych krajobrazów, ale z samego rana była przecież na treningu, a rodzina – prędzej czy później – zacznie się o nią martwić. Westchnęła i uznała, że innym razem zażartuje z lordem Ollivanderem i poprosi go o oprowadzenie po posiadłości, a na razie musiała jakoś zebrać się do wyjścia.
Rozważania na temat dirikraka przyjęła skinieniem głowy.
- Schyliłam się po gazetę – wyjaśniła krótko, chociaż po chwili uznała, że może jest winna Ulyssesowi nieco bardziej obszerną opowieść – Jak co rano wybrałam się na lot po okolicy mojej wioski. Patrole w niebezpiecznych czasach to niezbędne minimum, które mogę zrobić by poczuć, że w ogóle jakoś działam – zrobiła pauzę, spoglądając na gospodarza czujnie. Nie znała jego poglądów, choć podświadomie wyczuwała, że bliżej mu będzie to tych, które wyznawała ona sama, niż stronników Grindelwalda czy tej drugiej, złowrogiej siły.
Nikogo nie można było być pewnym, a choć Jessa nie chciała zapędzać się ku ideologicznym rozważaniom i dyskusjom, trudno jej było choćby nie zawadzić o temat.
- Wracając do domu czytałam Proroka, wiatr wyrwał mi go z ręki, a gdy z powrotem po niego sięgnęłam, okazało się, ze trzymam coś jeszcze. I oto jestem. Za zniczem nie gonię, w szkole byłam obrońcą. Wybaczam ci tę niewiedzę, bo na twoim miejscu też wolałabym wymazać z pamięci te wszystkie porażki Krukonów z Gryfonami – uśmiechnęła się, błyskając zębami. Nie brzmiała złośliwie, w tonie jej głosu przebijało rozbawienie.





Can the broken sky unleash one more                 for the dawn?sunrise

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty


words like stones
falling through the broken glass

OPCM : 15
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnaty Ulyssesa   22.08.18 16:11

Myślenie o przyszłości wydawało się nawet trudniejszym zadaniem od utrzymywania względnej równowagi psychicznej w teraźniejszości. Przeszłość legła w gruzach razem z murami Silverdale, w nocnych marach strasząc tworzeniem wszystkiego na nowo - co niewykonalne nie było, ale przy uwzględnieniu planów oraz zamierzeń, stwarzało znaczny problem. Poza tym - kto mógł zagwarantować, że wspomnienia wciąż będą żywe w nowych murach? Na szczęście samotnia Ophelii zdołała przetrwać burzę - przynajmniej ten jeden przebłysk światła. Myśli wciąć wracały, a wpływ na nie zdawał się solidnie ograniczony. Niemniej - na ten moment przyszłość wydawała się w umyśle Ulyssesa zamrożona, spłaszczona tylko w kilka głównych i oczywistych ścieżek.
- Tak, do Devon jest kawałek - zareagował na skrzywiony grymas odnośnie Lancashire, nie mając pojęcia, czy zamierzała wracać tam na miotle (niektórzy porywali się na takie szaleństwa, osobiście potraktowałby to jako solidną stratę czasu, lecz moźe z jego upływem miał zmienić zdanie - oczywiste rozwiązania miały zawodzić), czy może posłuży się teleportacją - mogła tej umiejętności nie opanować. - W razie potrzeby mogę zadbać o świstoklika - dodał, wykazując się dobrą wolą, zgrabnie omijąc temat ewentualnej niemożności dostania się tam najprostszym sposobem. Tak czy inaczej, teleportacja z miotłą mogła okazać się większym wyzwaniem. - Niestety okoliczności nie pozwolą mi towarzyszyć ci w poszukiwaniach kolejnego zagubionego dirikraka, jeśli w tym upatrujesz odpowiedniej drogi powrotnej - przyznał od razu, obracając znów pióro winowajcy między palcami.
Nie dziwiła go przezorność panny Diggory - sam niekiedy łapał się na niemal kompulsywnym sprawdzaniu bezpieczeństwa, od kiedy przedziwne anomalie panowały nad magią - mimo tego przyjął zdanie tylko skinieniem, za zasłoną milczenia trzymając własne poglądy na ten temat. Nie znał (chyba?) nikogo, komu te dziwne niespodzianki mogły pasować. Słyszał niewyraźne pogłoski o rozprzestrzenianiu sinicy, lecz skąd, u licha, tak nagły wzrost pacjentów z tą chorobą?
- Porażki Gryfonów ze Ślizgonami bardziej zapadały w pamięć - nie był dłużny, posyłając Diggory lekko prowokujące spojrzenie, niewzruszone jednak żartobliwą prowokacją. - Poza tym, czy granie na każdej pozycji w drużynie nie jest jedną ze strategii rozwojowych? - coś mu się obiło o logikę.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Jessa Diggory
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5833-jessa-diggory https://www.morsmordre.net/t5851-krasna#138351 https://www.morsmordre.net/t5847-she-s-whiskey-in-a-teacup#138218 https://www.morsmordre.net/f146-devon-otterton-dom-diggorych https://www.morsmordre.net/t5856-skrytka-bankowa-nr-1442#138516 https://www.morsmordre.net/t5854-jessa-diggory#138467
Zawód : łowczyni talentów
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

her intuition was
her favourite superpower
OPCM : 33
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Komnaty Ulyssesa   10.09.18 19:27

Anomalie odcisnęły tak duże piętno na czarodziejskiej społeczności, że zakładanie iż każda napotkana osoba miała z nimi do czynienia na pewno nie byłoby przekoloryzowaniem. Pierwszomajowa noc doświadczyła Jessę okrutnie, za cel obierając sobie jej syna; chociaż Amos był już cały i zdrowy, wiele innych osób nie miało takiego szczęścia. Jessa słyszała pogłoski o zgonach lub zniszczonych doszczętnie domostwach, utracie całego dorobku życia… Zakładała więc, że niestabilna magia i jej efektu uboczne musiały jakoś wpływać na każdego, z kim się spotykała. Ulysses nie był wyjątkiem, choć oceniając powierzchownie, nie widziała wielkiego piętna odciśniętego na jego osobie. Z drugiej strony jednak, nie znali się na tyle dobrze, by szlachcic opuścił gardę i pozwolił rudowłosej odczytać skrywane emocje i troski.
- Dziękuję za propozycję, lecz wydaje mi się, że teleportacja załatwi sprawę – doceniała jego pomysł ze świstoklikiem, a jej uwadze nie umknął fakt, że Ollivander na pewno otrzymałby pozwolenie o wiele szybciej niż przeciętny Jones – W innych okolicznościach wróciłabym na miotle – westchnęła jeszcze, bardziej do siebie, niż do swojego rozmówcy.
Zerknęła raz jeszcze na pióro dirikraka i przyszła jej do głowy pewna myśl, zupełnie niezwiązana z poprzednimi rozważaniami na temat anomalii. Nie czekała długo, zamieniając ją w pytanie skierowane do Ulyssesa, okraszone baczną obserwacją jego twarzy.
- Używacie ich może jako rdzeni do różdżek? – chciała to wiedzieć jedynie z powodu wrodzonej ciekawości, bo na różdżkarstwie nie znała się wcale. Znała oczywiście parametry, rdzeń i drewno swojej różdżki, oraz znaczenie, jakie im przypisywało, ale skoro jakiś gryf uronił pióro dla niej, być może wykorzystywano i dirikraki? Jeśli tak, rdzenie z ich piórami przypisywano na pewno osobom płochliwym lub uciekającym od swoich obowiązków.
Słysząc słowa mężczyzny i dostrzegając jego prowokujące spojrzenie, Jessa nie mogła nie uśmiechnąć się w podobnym stylu. Nie pozostał jej dłużny, doceniła to. W jej pamięci jawił się jako rozsądny stoik, lecz dzięki serii niefortunnych zdarzeń, osoba Ulyssesa nabierała bardziej ludzkich cech.
- Bo zdarzały się rzadziej niż ciekawe wykłady na Historii Magii – musiała dodać swoje trzy knuty na ten temat.






Can the broken sky unleash one more                 for the dawn?sunrise

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty


words like stones
falling through the broken glass

OPCM : 15
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnaty Ulyssesa   25.09.18 19:13

Nie minęło wiele czasu od początku szaleństwa, a mimo tego trudno było nie zauważyć lawiny dramatów - zwłaszcza pracując w sklepie na Pokątnej, gdzie długi wężyk poszkodowanych wydostawał się poza framugi drzwi wejściowych, posępnymi minami witając przechodniów. Niektórzy nie byli rozmowni, w milczeniu przeżywali straty - bliskich, różdżek, majątku czy czegokolwiek, co postanowił odebrać im los. Inni z rozpaczą dzielili się swoimi historiami, pozwalając, by rozchodziła się w górę i w dół kolejki. Może liczyli na wyrazy współczucia, może potrzebowali zrzucić z siebie ciężar, lecz ilość opowieści, rozbrzmiewających podczas zakupów w sklepie Ollivanderów, zaczynała narastać do rangi kuriozalnego rekordu. Niektórzy pytali, nie żałując wścibskich spojrzeń, lecz podobne zachowania Ulysses zbywał beznamiętnym spojrzeniem i rzeczowym przejściem do tematu. Nie było czasu na pogawędki, a on nie zaliczał się do tych, którzy jakkolwiek pisnęliby o własnej biedzie, zwłaszcza publicznie, przy tłumie słuchaczy. Niekiedy skrywał przejścia ostatnich dni przed bliskimi, każdy nieznajomy lub tylko znajomy miał być kompletnie odcięty od spraw prywatnych. To na przestrzeni lat nie zmieniło się wcale. Nie wątpił, że Jessa również zetknęła się z nieprzyjemnościami. Nie przypomniał sobie nikogo, kto od początku maja nie padł ofiarą anomalii, nawet najdrobniejszej. Uniósł brwi, wyobrażając sobie powrót na miotle do Devon. Może był zbyt leniwy, przyzwyczajony do wygodniejszych form transportu, ale lot na takie odległości wydawał się mocno wyczerpujący.
- Leciałaś już z Lancashire do Devon? - zapytał z dozą nienachalnej ciekawości. - Najkrótsza trasa nie wydaje się najprostsza, chyba że zamiast nad wodą lepiej lecieć nad wybrzeżem - przechylił głowę, zawierając pytanie raczej w tym geście, nie intonacji zdania. Nie znał się. Latał dawno, niewiele, i choć dosyć intensywnie, nieczęsto wracał na miotłę, zaś na pewno nie na takie dystanse. Rzeczywiście - teleportacja zdawała się najlepszym wyjściem, lecz kto wie, jak długo magia miała utrzymywać taki stan rzeczy? Niespełna dwa tygodnie wystarczyły, by zaczął wątpić w pewność czegokolwiek. - Cóż, w razie potrzeby, mogę zatroszczyć się o to, by miotła dotarła do Devon osobno - wzorowy gospodarz. Zapewni pomoc nawet najbardziej niespodziewanym intruzom.
- Zdarza się - odparł szczerze na pytanie odnośnie piór. - Bywają uciążliwe w obróbce, choć gdyby tak na to patrzeć, każdy rdzeń ma swoje dziwactwa - wzruszył ramionami, kątem oka dostrzegając niebieską, pierzastą kulkę, chowającą się gdzieś za nogą panny Diggory. Ledwo zdążył zauważyć memortka, najwyraźniej próbującego odnaleźć się w sytuacji, gdy ten umknął pod poły pościeli, znikając w ciemnościach. Pozwolił mu tam zostać. Może ptaszyna miała poznać Jessę przy innej okazji - kto wie, ile przypadków mogło im jeszcze stanąć na drodze?
- Zdecydowanie żyliśmy w innej epoce - podsumował tylko, ze szczerym zdumieniem. Może zbyt wytrwale śledził mecze, jednak pamiętał te zbolałe miny, zarówno Gryfonów, jak i Ślizgonów. Ich relacje były bardzo ciekawe z psychologicznego punktu widzenia. Ze stołu Krukonów wszystko było bardzo dobrze widoczne.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Jessa Diggory
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5833-jessa-diggory https://www.morsmordre.net/t5851-krasna#138351 https://www.morsmordre.net/t5847-she-s-whiskey-in-a-teacup#138218 https://www.morsmordre.net/f146-devon-otterton-dom-diggorych https://www.morsmordre.net/t5856-skrytka-bankowa-nr-1442#138516 https://www.morsmordre.net/t5854-jessa-diggory#138467
Zawód : łowczyni talentów
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

her intuition was
her favourite superpower
OPCM : 33
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Komnaty Ulyssesa   30.09.18 19:39

Na dobrą sprawę tylko jedna dobra rzecz wyniknęła z opanowujących świat anomalii – gdyby nie spustoszenie, które po sobie pozostawiały, Jessa zapewne nie zdecydowałaby się zamienić wreszcie słów na czyny. Poczucie bezsilności było w niej jednak wtedy tak wielkie, że chciała działać za wszelką cenę, a jej nastrój doskonale wyczuła Poppy, opowiadając jej o Zakonie Feniksa. Diggory była kompletną świeżynką w organizacji i nie znała nawet połowy jej członków, lecz przez moment zastanowiła się, czy spotka Ulyssesa na swoim pierwszym spotkaniu. Musiał mieć przecież jakieś poglądy, a choć nie zamierzała o nie pytać, pod skórą wyczuwała, że jest dobrym człowiekiem. Osobiście uważała, że w obecnej sytuacji, w jakiej znalazło się społeczeństwo, nie wystarczy już samo bycie dobrym, lecz za nic nie zmusiłaby nikogo do jawnego określenia swoich poglądów i zajęcia pozycji na siłę. Na każdego przychodził czas, również na nią i wierzyła, że Ollivander oraz cała jego rodzina staną po słusznej stronie, gdy przyjdzie na to czas.
Wyczuła zdumienie w jego pytaniu, dlatego nieznacznie wyprostowała się i z dumą potwierdziła jego przypuszczenia.
- Tak i to wcale nie była najdłuższa trasa, jaką udało mi się przebyć – wprost musiała się pochwalić, dlatego zdobyła się nawet na szerszy uśmiech, gdy oznajmiała mężczyźnie swój sukces – Jocundą Sykes nie jestem, ale nie ma to jak dobry sprawdzian wytrzymałościowy.
Każdy dbał o siebie na różne sposoby i mogła się założyć, że lord Ollivander dosiadał czasem konia i galopował przed siebie, oczyszczając umysł ze zbędnych, kołaczących się w nim myśli. Oczywiście nie robił tego w szlafroczku, choć na moment to właśnie taki obraz Jessa ujrzała oczyma wyobraźni. Próbując nie dopuścić do pojawienia się zdradliwych rumieńców, szybko podchwyciła zmianę tematu.
- Dziękuję, tak rzeczywiście będzie najlepiej – z nieznacznym wahaniem oddała mu swoją miotłę, przystając na propozycję odesłania jej pocztą – Mieszkam w Otterton, Twoja sowa powinna odnaleźć dom bez problemu – wyjaśniła jeszcze, zanim rzeczywiście i ostatecznie ruszyła do wyjścia z komnat Ulyssesa.
- Mam nadzieję, że nasze następne spotkanie będzie już całkowicie przyzwoite – dodała jeszcze, nie mogąc odpuścić sobie ostatniego szerokiego uśmiechu, posłanego w jego stronę.

| zt





Can the broken sky unleash one more                 for the dawn?sunrise

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty


words like stones
falling through the broken glass

OPCM : 15
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnaty Ulyssesa   19.10.18 8:59

Żył w błogiej nieświadomości, z dala od Zakonu i jego spraw, nawet niespecjalnie starając się angażować w politykę, choć oczywiście - poglądy miał. Zdecydowanie wyraźniejsze niż mogłoby się wydawać, bowiem nie mówił o nich wiele, o ile wcale. Było to najwidoczniej rodzinne. Ollivanderowie nie mogli już trzymać się tak bezwzględnie swojej neutralności, świat oraz inne rody miały na tę sprawę konkretne spojrzenie, które powoli kierowało się w stronę tych, którzy migali się od jednoznacznego określenia strony. Moment ten nastąpił, teraz można było się tylko ustosunkowywać do aktualnych sytuacji. Nie wyglądało na to, by szaleństwo miało ustąpić. Wręcz przeciwnie, pędziło w dół na łeb, na szyję, przynosząc wiele niespodzianek.
- Nie sposób zaprzeczyć - przyznał rację, sprawdziany wytrzymałościowe upodobał sobie zwłaszcza przez walkę z chorobą genetyczną. Nie mógł się forsować, proces usprawniania był więc okropnie uciążliwy i powolny, ale z czasem udało mu się wypracować kompromis i podnieść ogólną kondycję do dobrego - jego zdaniem - poziomu. Nie łapał zadyszki tak prędko, co wiązało się z mniejszym prawdopodobieństwem ataku duszności, choć mimo tego starał się unikać sytuacji, w których potrzebne były intensywne aktywności. Ćwiczył dla siebie, z wolna starając się przesuwać granicę. - Lata temu zdarzało mi się latać. Może nie tak wiele, ale swoje też mam za sobą - stwierdził, a kącik ust drgnął w uśmiechu na krótki moment, kiedy przed oczami stanęło wspomnienie wyścigu, po którym nosił pamiątkę do dziś - blizna na policzku odznaczała się lekko.
Kiwnął głową, zapamiętując miejsce zamieszkania Jessy. - Wyślę ją niezwłocznie, byś nie musiała się martwić - obiecał, odbierając własność panny Diggory. Zerknął na miotłę krótko.
- Pozwolisz, że oddeleguję skrzata do odprowadzenia Cię - powód był aż nadto jasny - nie mógł paradować po posiadłości w towarzystwie kobiety. Nawet gdyby była szlachetnokrwista, wyglądałoby to po prostu... nieodpowiednio. Obudziłyby się plotki, niepotrzebny szum, wszystko, czego unikał jak ognia.
- Straszyku - rzucił w przestrzeń, czekając na małego posłańca Ollivanderów. - Panna Diggory trafiła do nas w wyniku przypadku, za sprawą dirikraka. Odprowadź ją proszę w miejsce, z którego będzie mogła bezpiecznie się teleportować oraz powiadom starszyznę o tym incydencie. Prawdopodobnie woleliby wiedzieć - uznał niechętnie, żegnając swojego niespodziewanego gościa słowami - Albo role się odwrócą - niefrasobliwe wzruszenie ramion musiało wyglądać w jego wykonaniu wyjątkowo dziwnie.

| zt




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
 

Komnaty Ulyssesa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Komnaty Królowej
» Komnaty Władcy (Zamek Pyke)
» Komnaty Maestra Edvyna
» Komnaty księżnej Ivory Targaryen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Lancashire, Lancaster Castle-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18