Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Komnaty Ulyssesa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Komnaty Ulyssesa   05.02.18 16:58

Komnaty Ulyssesa

Sypialnia, łazienka oraz niewielki gabinet, pełniący również funkcję prywatnego salonu służą Ulyssesowi za nowe lokum. Rzeczy, przeniesione zawczasu z dawnego domu, sprawiają, że nie czuje się tak obcy w zamku. Mając wybór, zdecydował się na raczej opustoszałą część posiadłości rodowej. Pomieszczenia intensywnie pachną lasem, dając złudzenie bliskości tychże. Na ścianach zawisło parę zdjęć w ciemnych ramkach, dopasowanych do ciężkich mebli.


Powrót do góry Go down
Jessa Diggory
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5833-jessa-diggory https://www.morsmordre.net/t5851-krasna#138351 https://www.morsmordre.net/t5847-she-s-whiskey-in-a-teacup#138218 https://www.morsmordre.net/f146-devon-otterton-dom-diggorych https://www.morsmordre.net/t5854-jessa-diggory#138467
łowczyni talentów
28
Półkrwi
Panna
if your heart has seen
better days, I swear to you
it will see them again.
25
10
0
0
0
0
5
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnaty Ulyssesa   15.03.18 20:47

13 maja

Trzynaście minut po godzinie ósmej rano Jessa przekroczyła próg ogrodowej furtki i znalazła się z powrotem we własnym ogrodzie. W jednej ręce trzymała swoją starą miotłę, a w drugiej nowe wydanie Proroka Codziennego, w którego bzdurach zaczytywała się od kilku minut. Wracała właśnie z codziennego treningu, a raczej pewnego rodzaju patrolu; od dnia wystąpienia anomalii nie ryzykowała już czarowania kafla i bronienia prowizorycznych bramek na łące za domem, wybierała więc opcję przelotu nad wioską Otterton i kawałkiem hrabstwa Devon w celu upewnienia się, że w okolicy wszystko jest w porządku. Jednoosobowa straż sąsiedzka w postaci panny Diggory miała się dobrze i spełniała swoją rolę – każdą nadzwyczajną rzecz natychmiast sprawdziłaby i zneutralizowała. Nie wstydziła się już prosić o pomoc, chociaż w czasach szkolnych była na to zbyt dumna.
Gdy na liście nekrologów nie odnalazła znajomych nazwisk odetchnęła z ulgą i w miarę zbliżania się do progu domu zapominała już o artykule na temat nowego Ministra Magii, który przeczytała raptem chwilę temu. Obecnie jej priorytetem był Amos, którego widziała już przez okno kuchni – siedział przy stole z dziadkiem Jessy i zajadali się śniadaniem, a widok syna jedzącego owsiankę bez skrzywienia wywołał na twarzy rudowłosej szeroki uśmiech. Uniosła dłoń, by mu zamachać, lecz nieoczekiwany powiew wiatru wyrwał gazetę z jej piegowatej ręki; papier wylądował na starannie wypielęgnowanym trawniku i z każdą sekundą oddalał się o kolejne metry. Diggory mogła co prawda sięgnąć po różdżkę tkwiącą w jej kieszeni, lecz nie była jeszcze na tyle leniwa, ani tym bardziej naiwna, by ryzykować. Schyliła się więc po Proroka, gdy nagle usłyszała ciche trzaśnięcie, a tuż przed nią pojawił się dziwny, pulchny ptak z dużym dziobem. Zdziwiona Jessa kompletnie nie zdążyła zahamować i w tej samej sekundzie, w której dotknęła jego piór, dom rodzinny zniknął jej sprzed oczu i poczuła dziwne wirowanie w żołądku, tak bardzo podobne do… teleportacji?
Jęknęła zdziwiona, gdy zielona trawa zmieniła się w brązowe deski. Rudowłosa straciła równowagę i upadła, osuwając się po ramie łóżka prosto na podłogę tuż pod nim. Nie było to jednak jej łóżko i nie był to także żaden z pokoi w jej domu. Ptak zniknął równie szybko, co się pojawił, lecz zdążyła zapamiętać przerażenie, jakie ewidentnie z niego emanowało; nie miała wielkiego pojęcia o magicznych stworzeniach, a większości po prostu się bała, dlatego za nic nie potrafiłaby go nazwać. Skoro jednak potrafił aportować się z miejsca na miejsce, mógł oznaczać kłopoty. Czyżby i ona właśnie w takowych się znalazła?
Ubrana w znoszone, sztruksowe spodnie i starą klubową bluzę Harpii, z twarzą wciąż jeszcze ogorzałą po kilkudziesięciominutowym locie i z miotłą trzymaną mocno w dłoni zdała sobie sprawę, że znajduje się w zupełnie obcej sypialni, a do tego sypialni nad wyraz dobrze urządzonej. Szlacheckiej. To dziwne, że w żadnej nigdy nie była, a mimo to potrafiła z wielką pewnością stwierdzić, ze ją za taką uznaje, gdy tylko się w niej znalazła.
- Galopujące gorgony… - mruknęła pod nosem, podnosząc się z podłogi i odwracając, by rozejrzeć po pomieszczeniu i znaleźć choćby najdrobniejszą wskazówkę odnośnie tego, że gdzie znajduje się sypialnia, do której tak bezceremonialnie i bez najmniejszego zamierzenia wtargnęła.
A gdy już się rozejrzała, szybko tego pożałowała. Wolną ręką natychmiast zasłoniła oczy.
- O…Ollivander? – wyjąkała zmieszana, całkowicie zapominając, że właściwie powinna chyba tytułować go lordem.
Cóż, człowiek zapominał czasem o dobrym wychowaniu, gdy miał do czynienia z niekompletnie ubranym mężczyzną.





old heat of a raging fire, come and light myeyes

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnaty Ulyssesa   16.03.18 22:08

Pojedyncza świeca, dogorywająca w środku nocy, była jedynym naocznym świadkiem paskudnej bezsenności. Spod przymkniętych powiek spozierało nieruchome spojrzenie, utkwione w żywym płomyku, usytuowanym zbyt daleko, by emanować ciepłem - nie obejmowało błękitnych tęczówek, nawet odbijając się w nich delikatnym błyskiem. Minuta po minucie - ogarek zanikał, rozpływając się po mosiężnej podstawce, aż wreszcie pogrążył pomieszczenie w jednolitej ciemności, po kilku chwilach rozbijającej się na kilka tonów czerni, chwilowo wypełniając sypialnię wątłym zapachem dymu.
Trzecia noc. Sen uporczywie trzymał się trybu krótkich drzemek, przerywanych, nim na dobre zdążyły się zacząć. Rozdrażnienie kuło po skroniach. Źle sypiał jeszcze w Silverdale, po przymusowych przenosinach sprawy tylko się pogarszały, z dnia na dzień przybywało problemów czekających na rozwiązania. Powinien ustawić je w kolejce? Przewrócił się na drugi bok, gdy jasna łuna zaczęła ozdabiać niebo. Zdawało się, że spał, lecz po wybudzeniu było niewiele jaśniej. Dłonie przykryły twarz, a umysł poczuł się niewygodnie ze słabością - tylko w domu przyznawał sobie do niej prawo, wszędzie indziej była jak ukryty wróg. Mieli dach nad głową, byli względnie bezpieczni - rodzeństwo, rodzice, on sam. Czego potrzebował więcej? Ledwo stracili tak istotny punkt na życiowej mapie, już planował odbudowę. Mało brakowało, by zaczął kreślić notatki na ten temat, niezrażony ilością pracy w tym trudnym okresie. Świetnie, może teraz? W końcu doba powiększyła się o czas, jaki zazwyczaj rezerwował na sen!
Kołdrę odrzucił niewiele po piątej. Niedzielny poranek - przed pracą, kolejnym dniem w sklepie na Pokątnej i zakamarkach rodowego warsztatu - miał cały dla siebie. Głód wyjątkowo dogadywał się ze snem, w parze postanowili nie zawracać mu głowy, oparł się nawet pokusie wypalenia kolejnego papierosa po nieprzespanej, stresującej nocy, darował sobie mocną kawę. Nic nie mogło rozbudzić różdżkarza bardziej niż lektura - z nimi ostatnio prawie się nie rozstawał. Każda wolna chwila wypełniała się zadrukowanymi linijkami tekstu, byle uciec od spraw, na które nie mógł mieć wpływu. Krótkie rozciągnięcie zmęczonych mięśni, jeszcze krótsza wycieczka do gabinetu - oddajmy się losowi, niech pierwsze spojrzenie wybierze temat, dlaczego nie? Ostatnio przypadki rządziły tym światem, doprawdy nie miał sił walczyć z nimi o tej porze. Wrócił z traktatami numerologicznymi. Idealnie, na rozgrzewkę - w sam raz. Przygotowany pergamin i pióro wybyły z szuflady, sprawiając, że przestrzeń nie wyglądała już na tak opuszczoną. Godzina, dwie, parę notatek spłynęło estetycznym pismem, nim całość wywędrowała z powrotem do drugiego pomieszczenia, a Ollivander zniknął, by zażyć kąpieli. Po powrocie było, o zgrozo, jeszcze gorzej.
Tym razem pustkę wypełnił czymś lżejszym, porywając po drodze klasyczną powieść, wkraczając do sypialni w gustownym szlafroczku, który towarzyszył mu również przy pierwszomajowej teleportacji - na szczęście, nie tylko szlafroczek miał wtedy na sobie. Niewiele brakowało do przypisania wdzianku znamiona przenośnego fatum. Czarny, ledwo widocznie przeszyty złotawą nicią - ot, szlafroczek. Woda jeszcze spływała po karku z wilgotnych włosów, pozostawionych w nieładzie, zgrabnie oprawiona książka opierała się na zasłoniętym (uf!) udzie, tylko ta przeklęta łydka wystawała zalotnie spod śliskiego materiału. Pstryk.
Trzasnęło. Zacisnął szczękę, mimowolnie zatrzaskując książkę, dodając dodatkowy odgłos do zamieszania. Tam jakiś jęk, gdzieś jakiś skrzek, kilka piór i kobieca postać, osuwająca się po ramie łóżka na ciemne drewno, a do tego trzon miotły wystający ponad wszystko. Nie miał nawet okazji zastanowić się nad ewentualnością wplątania w konspirację dirikraka, choć pióra pałętające się teraz po parkiecie były wystarczającą wskazówką - to dotarło do niego parę dobrych sekund później, kiedy pierwsze słowa rozniosły się już w przestrzeni.
No jasne, i jak, u licha, miał się tu czuć, jak w domu?
Trwał nieruchomo, zaciskając palce na tomiku w twardej okładce. Nie wiedząc kiedy po nią sięgnął, w drugiej dłoni miał już różdżkę - zakorzeniony odruch. Czekał jednak, nie widząc w kobiecie zagrożenia, za to próbując ją skojarzyć, skoro była w stanie go rozpoznać. Zawsze najlepszą opcją było cofnięcie się do Hogwartu, na szczęście pamięć miał dosyć dobrą. Dippet? Desmond? - Diggory - strzelił po chwili namysłu, lecz celnie, sucho, bez wydźwięku pytania, nie dając zakłopotanej istocie czasu na odpowiedź. - Jeśli awansowałaś na płatnego zabójcę, słabo cię wyszkolili - zaawansowana warstwa mimiczna jak zwykle ograniczyła się do chłodnego, przenikliwego stwierdzenia i ledwo widocznie uniesionej brwi. Zupełnie nie był skrępowany. Brawo. Pierwszy gość w nowej sypialni, odganiał nawet skrzaty domowe.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Jessa Diggory
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5833-jessa-diggory https://www.morsmordre.net/t5851-krasna#138351 https://www.morsmordre.net/t5847-she-s-whiskey-in-a-teacup#138218 https://www.morsmordre.net/f146-devon-otterton-dom-diggorych https://www.morsmordre.net/t5854-jessa-diggory#138467
łowczyni talentów
28
Półkrwi
Panna
if your heart has seen
better days, I swear to you
it will see them again.
25
10
0
0
0
0
5
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnaty Ulyssesa   18.03.18 19:40

Czy niektóre magiczne stworzenia naprawdę posiadały umiejętność teleportacji łącznej i funkcje podobne świstoklikowi, czy to anomalia zagrała jej na nosie w ten piękny, niedzielny poranek? Jessa nie mogła być niczego pewna, a choć grzeszyła spostrzegawczością i szybko dostrzegła pozostałe po ptaku pióra, nie mogła ich skojarzyć z żadnym znanym gatunkiem. Być może w czasach szkolnych trzeba było zapisać się na Opiekę Nad Magicznymi Stworzeniami, zamiast siedzieć nad szklanymi kulami i wpatrywać się we własne odbicie, jednak czasu nie mogła cofnąć. Musiała stawić czoła temu, co przyniósł jej los i właściwie powinna mu dziękować, że znalazła się w sypialni Ollivandera, a nie na przykład w podziemiach Gringotta, stając oko w oko ze strzegącym skrytek smokiem.
- Jako łowca głów wolę dostarczać swoje łupy nienaruszone – odpowiedziała, szybko przejmując jego ton i w myślach doprowadzając się do porządku; jeśli on nie był skrępowany, dlaczego ona miałaby być?
Nie zamierzała ostentacyjnie podziwiać jego walorów, choć ta odkryta łydka rzeczywiście dość wyraźnie rzuciła jej się w oczy. Oboje jednak niezwykle szybko zrozumieli istotę całej sytuacji i wysnuli prosty wniosek, a przynajmniej rudowłosa miała nadzieję, że i Ulysses sądzi iż panna Diggory jest całkowicie niewinna w całej tej sytuacji. Gdyby chciała go napaść, wybrałaby zgoła inną sposobność, niż obecna.
- Przybywam w pokoju, choć całkowicie niezamierzenie – wyjaśniła spokojnym głosem, spoglądając na to, co dzierżył w dłoni – Możesz opuścić różdżkę.
Wyciągnięcie jej było zdrowym odruchem, musiała mu to przyznać. Swoją drogą, może należałoby wzmocnić zabezpieczenia w posiadłości, skoro nawet magiczne stworzenia potrafią się przez nie przebić i jeszcze na dodatek kogoś ze sobą sprowadzić?
Odchrząknęła i na dobre opuściła rękę, sięgając po swoją miotłę. Sytuacja była przedziwna i jedyna w swoim rodzaju – rudowłosa nie zwykła odwiedzać męskich sypialni, a jeśli już, na pewno prowadziły ją ku temu ważne sprawy. Poczuła przemożną chęć wytłumaczenia się z zaistniałej sytuacji, chociaż przecież nie zrobiła niczego złego.
- Jeszcze przed chwilą byłam we własnym ogrodzie w Devon, a teraz jestem… tutaj. Gdzie dokładnie się znajdujemy? – dopytała jeszcze, na moment marszcząc brwi, nie wiedziała przecież którą z posiadłości Ollivanderów przyszło ją odwiedzić.
Wciąż była trochę roztrzęsiona, dlatego ewentualny powrót przy użyciu teleportacji nie wchodził na razie w grę. Miała swoją miotłę i dałaby radę przelecieć na niej do domu, gdyby odległość do pokonania nie równała się setkom mil.
Złote przeszycie w szlafroczku przegrało ze znajdującymi się na ziemi szarymi piórami, dlatego Jessa przyklęknęła na chwilę i podniosła je z podłogi, przyglądając się znalezisku uważnie.
- Przeniósł mnie tutaj jakiś ptak i podejrzewam, że będziesz w stanie odgadnąć jaki – zagaiła, podsuwając Ulyssesowi wyciągniętą dłoń, aby i on ocenił i zawyrokował cóż takiego było powodem, dla którego w jego sypialni znalazł się intruz.





old heat of a raging fire, come and light myeyes

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnaty Ulyssesa   22.05.18 10:51

Najwyraźniej wszelkie okoliczności postanowiły zagrać im na nosie - czy to umiejętności stworzeń, czy osłabione anomaliami i niestabilne zaklęcia ochronne. Udało jej się trafić do mniej uczęszczanej części rodowego przybytku, ale nie ulegało wątpliwości, że nawet tutaj zabezpieczenia powinny być porządne. Niestety, Ollivander - choć znał się nieco lepiej na stworzeniach niż niezapowiedziany gość - sam nie potrafił stwierdzić, jak daleko sięgały umiejętności teleportacyjne dirikraków. Magia skrzatów domowych nie miała problemu z obejściem magicznych zabezpieczeń, lecz daleko im było do ptactwa. Biblioteka mogła znać odpowiedź, lecz na ten moment miał bardziej naglące sprawy niż spontaniczna wycieczka na drugi koniec posiadłości. Co nie znaczy, że nie zanotował sobie w pamięci, że kiedyś należałoby sprawdzić tę zależność - potencjalne podłoże do ponownego przebadania rdzenia. Nie ulegało wątpliwości, iż nestor powinien zostać powiadomiony o zajściu i podjąć odpowiednie kroki w celu zminimalizowania niebezpieczeństwa - nawet jeżeli sam dobrze znał zagrożenie w obecnym czasie.
- Element zaskoczenia jak najbardziej udany - skomentował, wciąż nieco kąśliwie, niezadowolony z nieplanowanego towarzystwa rudowłosej. Jakby nie patrzeć, znalazła go w nieco niekomfortowej - albo zbyt komfortowej, zależy którą perspektywę brało się pod uwagę - sytuacji. Szlafroczek jak nic przeżywał swoje najbardziej światłe dni. Ollivander zsunął nogi z materaca, pilnując swojej prywatności pod ciemnym materiałem. Książka i różdżka znalazły swoje miejsce na ciemnym blacie szafki nocnej.
- Lancashire - odparł krótko na pytanie, nie zdradzając emocji, wśród których kłębiło się zaciekawienie, zaskoczenie i szczypta niechęci, być może spowodowana samym stanem psychicznym i minionymi zajściami. Wciąż nie miał ochoty na towarzystwo, zwłaszcza w tak prywatnych miejscach jak sypialnia. Nie zapowiadało się na prędkie zmiany. Mięśnie miał spięte, szczękę z lekka zaciśniętą, ale zreflektował się momentalnie, panując w miarę możliwości nad mową ciała. Skupił lodowate spojrzenie na charakterystycznych piórach, z których jedno znalazło się na otwartej dłoni panny Diggory. Chwycił je między palce, obracając powoli, choć odpowiedź na zagadkę była mu znana już wcześniej. Miał z nimi do czynienia przy wytwórstwie różdżek, nic więc dziwnego, że rozpoznanie nastąpiło względnie szybko.
- Dirikrak. Pewnie dziczeją przez anomalie - jak całe wyspy. Możliwe że uciekły z hodowli albo samoistnie je gdzieś wyniosło - nadzwyczaj wylewnie podzielił się swoją przypuszczalną wersją wydarzeń, by trochę uspokoić swoje nerwy. Podejrzliwie zerknął jednak na rudowłosą i jej miotłę. Na litość, jakim cudem znalazła się tutaj, nawet jeśli pośredniczącym był szalony ptak? Musiała go trzymać, kiedy postanowił zmienić miejsce. Ze swojego lichego doświadczenia wiedział, że tchórzliwe stworzenia raczej nie pchają się w łapy potencjalnego zagrożenia. - Nie przypominam sobie żeby dirikraki pełniły kiedykolwiek funkcję złotego znicza. Nie łapałaś go przypadkiem? To jakiś nielegalny przemyt dzikiego ptactwa? - kto by wiedział, na ile Ulysses był poważny?

przepraszamprzepraszamprzepraszamzatenpaskudnyczas;-;




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
 

Komnaty Ulyssesa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Komnaty Królowej
» Komnaty Władcy (Zamek Pyke)
» Komnaty Maestra Edvyna
» Komnaty księżnej Ivory Targaryen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Lancashire, Lancaster Castle-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18