Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Charnwood, Leicestershire

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Charnwood, Leicestershire   10.02.18 13:36

Charnwood


Charnoowd to urokliwe miejsce w którym można skryć się pod koroną wiekowych drzew, jak i uraczyć wzrok pięknymi widokami rozciągającymi się ze wzgórza. To miejsce w którym można odpocząć od cywilizacji. Krąży jednak legenda, by pod żadnym pozorem nie wchodzić w las podczas mglistych nocy, mawia się że głos nawołujący pomocy to magiczne stworzenie potrafiące imitować ludzkie słowa, zwabia w ten sposób niczego nieświadomych ludzi, by ci nigdy więcej nie opuścili już lasu błąkając się w nim po kres swych dni.  


Powrót do góry Go down
Cadmus Flint
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5698-cadmus-uriah-flint https://www.morsmordre.net/t5738-vesalius https://www.morsmordre.net/t5719-in-the-shadowplay https://www.morsmordre.net/f130-charnwood-dwor-flintow
koroner
25
Szlachetna
Kawaler
no matter how he tried,
he could not break free

0
0
0
21
5
5
5
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Charnwood, Leicestershire   10.02.18 19:36

| 25 czerwca, przed 22:00

Serce niemile przeistaczało swój pospolity bieg w szybszy, rejestrowany pod osłonami żeber; uderzało dosadniej, jak gdyby pragnąc roznosić echo nie tylko w niepoliczonych odnogach naczyń, co zabrzmieć złowrogo w zastygłej, gęstej skąpości dźwięków. Otulonej ciemnością - atrament kopuły nieba zanikał, ponad głowami szeleścił stworzony z gałęzi sufit. Podeszwy grzęzły nieznacznie w wilgotnym, okrytym listowiem podłożu. Morze zniekształcającej percepcji wręcz czerni, zdławił szept Lumos - drobna, świetlista kula, w miarę skutecznie pozwalała poruszać się wyznaczoną drogą.
Strach był drastyczny. Był powiedzeniem zbyt wiele, był niewłaściwy, nie wpasowywał się w ramy uczuć, dostosowane do stresujących warunków. Królował przede wszystkim niepokój o swoich krewnych, niepewność - rola zwiadowcy nie była najfortunniejsza, zwłaszcza, kiedy teleportacja z nieznanych przyczyn stała się niemożliwą do wykonania czynnością. Musiał być przede wszystkim ostrożny, świadomy obecności intruzów (oraz prawdopodobnych zakłóceń magii); dorastający wśród tej przyrody nie mógł jednakże zawieść. Nie teraz.
Przeczesujące scenerię spojrzenie, wychwyciło dwa kształty, dwie ludzkie sylwetki, zastygnięte w bierności - na ile umiał aktualnie ocenić - co, jak wiadomo, często bywało zgubne. Trupy? Żywi? Zdecydowane ruchy systematycznie redukowały szczeble dystansu. Pozostało mu obserwować, pozostało kolekcjonować fakty. Leżący w błocie mężczyzna poruszył się, był w lepszym stanie, nie on był priorytetem. Większość uwagi Cadmusa Flinta zdołała osiąść na znanym jemu arystokracie (ich rody znajdowały się w pozytywnych stosunkach; wolał, by nieszczęśliwy wypadek nie spowodował drastycznych zmian w tych relacjach).
- Lordzie Rowle - powiedział tylko, wyraźnie, aby ocenić stan świadomości mężczyzny; pomógł mu usiąść w oparciu o głaz oraz pochylił jego głowę do przodu. Metaliczna woń krwi wgryzała się w jego nozdrza. Znał doskonale objawy choroby, której to atak nastąpił teraz, spowodowanej przez nadużycie czarnomagicznych zaklęć. Ich destrukcyjny wpływ mógłby ciągle siać spustoszenie w ciałach - nie krwotok był najważniejszy, nie sącząca się, ciemna krew, nie obrzęki, nie - oblewana fioletowymi rumieńcami siniaków skóra.
- Vensistero Maxima - rzucił, być może nieco w prewencji, pokładając nadzieję w pomyślnym działaniu za pierwszym razem zaklęcia.

1. anomalie na Lumos
2. anomalie na Vensistero Maxima





and if you want to bleed, don't breathe a word just step away and
let the world spin

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Charnwood, Leicestershire   10.02.18 19:36

The member 'Cadmus Flint' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 62

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
15
5
0
0
0
31
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Charnwood, Leicestershire   11.02.18 12:27

Wspierał się na ramieniu Apo, z żółcią zastygniętą w gardle, ostatkiem sił wykrzesując z siebie pokłady potężnej, czarnomagicznej mocy. Powietrze wokół źródła anomalii drgało, otaczając ich przedziwną aurą, przypominającą stan nieważkości, lecz dla odmiany, mimo pozornej lekkości, dawał on kontrastowe uczucie uwiązania. Pobielałe knykcie niemal przebijały się przez pergaminową skórę posiniałej dłoni, toczonej atakiem paskudnej choroby; Rowle udawał ślepca, koncentrując się na jednej myśli, przewodzącej całej wyprawie. Echem w głowie odbijała się mantra, skupiona w rozchybotanej anomalii, wyraźnie pękającej pod naciskiem ich zaklęć. Odetchnął, raz, drugi, gwałtownie zasysając powietrze do płuc, jakby chciał nadąć się obronnie przed paraliżującym, palącym bólem wciąż rozlewającym się wrzątkiem w środku. Nagle uderzył go po oczach ostry błysk bieli, mlecznej, lepkiej, rozłażącej się wartkim strumieniem w przestrzeni, zakrywając wyraziste kształty, zlewając się z sylwetkami i pochłaniającymi podziemną grotę. Do bodźców wzrokowych prędko dołączył przeszywający pisk, gwiżdżący w uszach, natężający się, narastający i podnoszący się do ogromnego huku. Czy to pękały stropy i kamienie sypały się im na głowy? Rumor przybrał na sile, pogłębiając dyskomfort, a wszechobecna biel poczęła się rozciągać i zbliżać, wyciągając po niego swoje śliskie macki. Magnus walczył, nie chciał zamykać oczu, przekonany, że wówczas czeka go śmierć, desperacko ścisnął swoją różdżkę, rozwierając powieki, pragnąc jeszcze przeciągnąć ten moment, nie pozwolić zabrać się tak łatwo.
Zamrugał. Porażająca jasność otępiła mężczyznę, nagle wyczulonego na srebrzysty błysk, prześwitujący między potężnymi, grubymi konarami drzew. Leśny baldachim otaczał go ze wszystkich stron - obracając głowę odczuł silne zawroty, więc rozsądnie zaprzestał, skupiając się na pulsującym bólu, dobiegającym jakby z każdej komórki jego ciała. Potarł swoją skroń, ze spokojem patrząc na dłoń, oblepioną klejącą, szkarłatną posoką. Krwawił. Łaskocząca strużka buchnęła żywym strumieniem z jego nosa - gdyby nie spływające krople, kapiące z jego brody, przypuszczalnie nie poczułby, że traci jej więcej. Zamglonym wzrokiem odnalazł Francuza, leżał, poruszał się, żył oraz... smukłą sylwetkę, poruszającą się między drzewami. Szarpnął się instynktownie, próbując wymacać na poszyciu swoją różdżkę, co przypłacił nasileniem się krwawienia. Całkiem niepotrzebnie.
-Flint - wychrypiał, rozluźniając się i bezwładnie opadając na zimny kamień, ze zdziwieniem przyjmując pojawienie się młodego Cadmusa - to nic - machnął ręką - prawą, wiodącą, ukrywając drugą, kaleką za plecami. Nie powinien wiedzieć ani widzieć więcej, niż było to konieczne. Również dla własnego dobra.


Powrót do góry Go down
Apollinare Sauveterre
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4149-apollinare-sauveterre https://www.morsmordre.net/t4299-rembrandt#90382 https://www.morsmordre.net/t4232-powidoki https://www.morsmordre.net/f208-horizont-alley-21-3 https://www.morsmordre.net/t4236-apollinare-sauveterre#86874
artysta, krytyk, dyrektor Galerii Sztuki
27
Czysta
Kawaler
Sztuka zawsze, nieustannie zajmuje się dwiema sprawami: wiecznie rozmyśla o śmierci i dzięki temu wiecznie tworzy życie.
5
18
0
0
0
20
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Charnwood, Leicestershire   11.02.18 22:05

Sądziłem, że nie damy rady. Jak Merlin mi świadkiem, cała wizyta w elektrowni była jedną wielka komedią - przynajmniej w moim wykonaniu. Różdżka odmawiała mi posłuszeństwa na każdym kroku, uniemożliwiając rzucanie najprostszych zaklęć ; dlaczego więc miałaby mi pomóc w momencie ostatecznym? W chwili kiedy rozstrzygało się wszystko? Nie wiedziałem.
A jednak tym razem posłuchała mnie, wspomogła w naprawie magii, w ukierunkowaniu ją na naszą korzyść. Przynajmniej taką miałem nadzieję. Nie interesował mnie zawód który zasiadł by w umyśle, gdyby stało się inaczej, obawiałem się złości która mogła spaść na nas w tym wypadku. Zadanie było jasno postawione, grupy odpowiednio dobrane, by doprowadzić sprawę do końca. Mieliśmy nie zawieść i nie zawiedliśmy.
Jednak gdy białe, mleczne światło zgarniało nas w swoje objęcia byłem niemal pewien, że ceną za wykonanie zadania jest nasze życie.
Myliłem się, uświadomiłem sobie, gdy ból rozszedł się ogniście po całym ciele. A z ust wydarł się nieposkromiony jęk. Pieprzyłem to, nie miałem zamiaru chować go w sobie, gdy każda jedna część ciała zdawała się napierać bólem na przemęczony umysł. Dłoń kuła okropnie, coś wbijało się w nią. Otworzyłem oczy i pierwszym co udało mi się dojrzeć była mucha. Wielka, obrzydliwa mucha, której bzyczenie wbijało się w moje uszy, jedynie potęgując ból głowy. Dmuchnąłem, chcąc ją odgonić, ta jednak wytrwale latało gdzieś w pobliżu mojej twarzy sprawiając, że automatycznie zgrzytnąłem zębami, zaciskając mocniej szczękę.
Oczy przyzwyczajone już po chwili do ciemności były w stanie zlokalizować dłoń która ugrzęzła w iglaku.
- Putain. - wychrypiałem przeklinając w ojczystym języku. Spróbowałem ruszyć ręką, ból ponownie roziskrzył się w całym ciele. Wiele wysiłku kosztowało mnie wyciągnięcie z krzaka dłoni. A gdy to zrobiłem, próbowałem się na niej wesprzeć by wstać. I choć bolało jak jasna cholera, zaciskałem zęby próbując. Udało mi się jedynie dźwignąć kawałek do góry, nim mięśnie odmówiły posłuszeństwa. - Bordel de merde! - chrypiałem dalej zaschniętym gardłem. W końcu odpuściłem, odpychając się by upaść na plecy. Oddychałem ciężko, nadal czułem każdy z mięśni mojego ciała. Zauważyłem pęknięcie na jednym ze szkieł, ale nie miałem już siły, by podnosić dłoń i zsuwać je z nosa. Spojrzałem w górę, na ciemne, gwieździste niebo. Czy na pewno nam się udało? Czy wspomogliśmy naszych towarzyszy, czy też zgotowaliśmy im zgoła inny los. Niepewność była ciężka do przełknięcia, zwłaszcza, gdy nie można było dostać szybkiej odpowiedzi.
Usłyszałem szelest kroków, jednak byłem zbyt słaby, by móc zareagować. Dłoń zacisnęła się jedynie mocniej na różdżce, jednak nie uniosła. Wątpiłem, bym był w stanie odpowiednio szybko zareagować. Gdy usłyszałem nazwisko Rowle'a poruszyłem się niespokojnie. Czy był tutaj ze mną? Jeśli tak, to czy i reszta tu była? A jeśli nie, to gdzie ich wywiało? Właściwie - zorientowałem się dopiero teraz - gdzie my się znajdowaliśmy?
Nie posiadałem żadnych odpowiedzi.




Just wait and see, what am I capable of

Powrót do góry Go down
Cadmus Flint
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5698-cadmus-uriah-flint https://www.morsmordre.net/t5738-vesalius https://www.morsmordre.net/t5719-in-the-shadowplay https://www.morsmordre.net/f130-charnwood-dwor-flintow
koroner
25
Szlachetna
Kawaler
no matter how he tried,
he could not break free

0
0
0
21
5
5
5
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Charnwood, Leicestershire   12.02.18 22:58

Kto pyta, potrafił błądzić.
Ogromna wiedza nie zawsze była tak wzniosła - niekiedy przełamywała gwałtownie, na podobieństwo pnących się odnóg bluszczu mury obecnych wartości, przekonań, zżerała pasożytniczo szeregi cegieł i rozrywała oznajmiające stabilność spoiwo. Nadmierna wiedza potrafiła być zgubna, wiodąc świadomie-nieświadomą istotę, ślepca w natłoku pęczniejących w nim wieści, ku odebraniu ceny (w zdrowiu a nawet iskrze pulsującej w nim egzystencji). Aparat mowy mężczyzny nie drgnął, nie spiął boleśnie swych tkanek; na fałdach krtani nie grzęzły, rwące się w stronę cząstek eteru słowa. Być może (ba, z pewnością) - intuicyjnie rozczytał, że nie powinien. Być może - był doskonale świadomy, jak istotniejsze teraz są jego czyny. To nic. A jednak, c o ś było, Magnusie; to, które było niczym, panoszyło się w twoim ciele, rozlało z twoich tunelów naczyń posokę, promieniowało bólem, czyniło ciebie niezdolnym w podejmowaniu działań. I tylko to, w rzeczy samej, absorbowało Cadmusa, który odganiał wszelkie, niepożądane dygresje upodobnione do niszczycielskiej chmary szarańczy, usiłujące nasycić się świeżym plonem jasno ukształtowanych działań. Zatrzymywał skutecznie. W tym jednym nie mógł akurat zawieść.
Wiedział. Znał go.
Słowa, uformowane wcześniej w obcym języku - które zdołały umknąć spomiędzy warg nieznanego mężczyzny, pozostawały niezrozumieniem; same w sobie, były jedynie strzępkami podniszczonymi przez wówczas znaczniej rozpiętą odległość. Grał na czas, usiłując wyciszyć przesilenie ich organizmów.
- Wkrótce - oznajmił im wobec tego - powinniście być zdolni się utrzymać na nogach. - Nachylił się. Rzeczywiście, ów stan sprawiał wrażenie odrobinę lepszego. Przynajmniej - miał taką nadzieję. Musiał stłumić, możliwie najbardziej tę sprawę - zarówno martwi, odnalezieni w lesie, jak też dłużąca się nieobecność, jego, zwiadowcy albo przybycie niespodziewanych gości, nie malowało się w zbytnio korzystnych barwach.
- Teleportacja jest niemożliwa - stwierdził. Będą musieli wybrać więc inną drogę. Ów fakt, powiązany prawdopodobnie z anomaliami, w oczach Cadmusa stał się obecnie jedną z największych przeszkód. Nie miał pojęcia, czy oni - mieli o tym pojęcie, skoro (na to wygląda) wcześniej nieokreślony zryw magii przeniósł ich na spokojne tereny Charnwood.
- Vensistero Maxima - inkantował to samo, zabezpieczające zaklęcie. Cóż; rzeczywiste przywrócenie im zdrowia wymagało ponadto udziału konkretnych mikstur.
- Fosilio. - Przeniósł się znowu; chciał stłumić krwotok u Rowle'a. Utracił już dostateczną ilość życiodajnego płynu.
Jedno pozostawało pewnym - czekało go sporo pracy.

podwójnie, przez wzgląd na brak Mistrza!
anomalie + k100:  
1. Vensistero Maxima
2. Fosilio





and if you want to bleed, don't breathe a word just step away and
let the world spin

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Charnwood, Leicestershire   12.02.18 22:58

The member 'Cadmus Flint' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 54, 52

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
15
5
0
0
0
31
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Charnwood, Leicestershire   06.03.18 19:13

Bolało. Jeden bodziec przedostawał się do zmaltretowanego umysłu, który istotnie chciałby już odlecieć, odpłynąć, odciąć się od wiążącej go ziemskiej powłoki. Omdlenie byłoby wybawieniem od fizycznego dyskomfortu oraz - przede wszystkim - od natłoku poniewierających nim myśli, szumiących w głowie jak najlepsza Ognista Whisky. Doskwierające Magnusowi cierpienie nagle schodziło na dalszy plan, do diabła z połamanymi kończynami i utratą krwi, musiał wiedzieć, czy zdążyli. Zakrztusił się i chwilę trwało, nim odzyskał dech, splunął na niewielką odległość, wypuszczając z ust ślinę wymieszaną z krwią: sinica postępowała, nie patrzył na swoją rękę, lecz czuł soki spływające z dziąseł i pulsowanie Mrocznego Znaku. Choroba wybrała nadzwyczaj dobry moment, by zaatakować - całe szczęście, że nie stało się to wcześniej.
Pieczenie ustało. Magia lecznicza była dla Rowle'a zagadką, lecz podejrzewał, że Flint maczał w tym palce. Znów oddychał pełną piersią, nie czując, iż jego organizm od środka zalano wrzątkiem. Na ja długo, nie wiedział, ale ulga była olbrzymia. Słabo skinął głową, wolał oszczędzać swój głos. Jedno pytanie, chciał wiedzieć tylko jedną rzecz.
-Która jest godzina? - wychrypiał, przytrzymując skraj szaty Cadmusa, gdy ten nachylił się nad nim, aby zbadać go dokładniej. Życzył sobie, by ten nie wziął tego za majaki i odpowiedział mu na nie, bo kurwa, sprawa była poważna. Tryb przypuszczający nie niepokoił go wcale, gdzieś miał teraz zdolność poruszania się na dwóch nogach. Jeśli zawiedli... długo i tak się nią nie nacieszy, więc najpierw pragnął poznać porę dnia. Niebo zwiastowało noc, lecz jak głęboką, nie potrafił określić. Złudna była też zimowa aura letniego dnia - udało im się, czy też nie?
-Niemożliwa? - powtórzył mimowolnie, automatycznie przekręcając głowę, by spojrzeć na Tego Francuza. Mogli mieć z tym coś wspólnego? Ich zadaniem było wypaczenie teleportacji na terenie Azkabanu, czy możliwe, by przypadkowo coś spieprzyli?
Chciał poznać odpowiedzi, najlepiej natychmiast, więc z trudem podźwignął się na nogi, nie zważając na krzywe spojrzenie Cadmusa, który prawdopodobnie wiedział, iż reprymendą nic nie ugra. Rowle był odpowiedzialny za siebie, liczył się z powikłaniami i nieprzyjemnymi skutkami zlekceważenia obrażeń, lecz to nie Flint miał zająć się jego ranami. Cassandra, pod jej opieką poczuje się najpewniej i - tak sądził - uzyska kilka odpowiedzi na frapujące go zagadnienia.
-Musimy dostać się do Londynu - oznajmił, w jednym zdaniu przekazując całkiem skomplikowaną relację. Prosił o pomoc, bez której faktycznie nie mógł się obyć, poraniony, osłabiony, pozbawiony możliwości teleportacji, czego zresztą i tak nie próbowałby w tym stanie.
-Możesz iść? - szorstko zapytał Apollinaire'a, nie czekał już na odpowiedź i zaczął snuć się w ślad za Cadmusem, który bezpiecznie i niezauważenie zapewnił im przeprawę do Londynu.

zt wszyscy


Powrót do góry Go down
Sigrun Rookwood
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
łowczyni wilkołaków
28
Czysta
Wdowa


She wears the smell of blood
and death like a perfume


16
5
0
0
5
20
10
4
Metamorfomag
I am insane

PisanieTemat: Re: Charnwood, Leicestershire   18.05.18 23:35

22 lipiec


Zbudziła się bardzo późno. Spała wiele godzin, lecz mimo to czuła się wciąż dziwnie ciężka i zmęczona. Senność z powiek zmyła lodowatą wodą, gdy ochlapywała w miednicy twarz. Najchętniej znów przyłożyłaby głowę do poduszki, dziwnie ukojona nocą bez snów... Pierwszą taką od wyjścia z Azkabanu. Od przeszło miesiąca każdej nocy albo spać nie mogła, albo co rusz budziła się z krzykiem. Czuła się tak, jakby znów chorowała na plagę koszmarów, lecz wiedziała, że ta jedna doba w więzieniu odcisnęła nań boleśnie swoje piętno. Wspomnienia najgorszych sennych mar powracały nocą, a do nich dołączały inne, niekiedy jeszcze gorsze. To musiało się jednak skończyć, potrzebowała odpocząć, zregenerować się, odzyskać siły - czekała ją ważna noc. Pierwsza pełnia w szeregach łowców wilkołaków lordów Avery. Nie mogła pozwolić sobie na zmęczenie, czy senność, musiała być w pełni sił i gotowości. Ubiegłego wieczoru, bardzo wcześnie, wypiła solidną dawkę mikstury na sen i ziół uspokajających; ledwie dotknęła głową poduszki, powieki zamknęły się same, a Sigrun pogrążyła się w twardym, mocnym śnie. Za dnia przygotowywała się w absolutnej ciszy. Zazwyczaj towarzyszyła jej muzyka płynąca z gramofonu, bądź śmiech brata, lecz słuchać niczego nie miała ochoty, a Christophera jak nie było, tak nie było. Nie miała nawet sił, by się o to gniewać. Czuła się niesłychanie pusta. Pomimo paskudnego samopoczucia - tliła się w niej dziwna ekscytacja. To było coś nowego. Nigdy nie sądziła, że przyjdzie jej działać na zlecenie samego lorda Avery... lecz nie mogła zaprzeczyć, że wielokrotnie po cichu o tym myślała. Jego ród słynął z walki przeciwko wilkołaków, a pogłoski o brutalności i tańcu na granicy prawa ich łowców dotarły także i do niej. Jako Brygadzista z ramienia Ministerstwa musiała się pilnować; a choć i tak nadużywała nadanej jej władzy, to wciąż uważała, że ograniczają ich procedury i prawo. Nie godziła się z poleceniami izolowania wilkołaków od społeczeństwa, od zawsze była zdania, że należy tych odszczepieńców po prostu wybić. Pełnie spędzane na pilnowaniu tych, którzy dobrowolne poddawali się kontroli, a zarazem przybywali do specjalnie wydzielonego miejsca, pod czujne oko Brygadzistów, uważała za zmarnowane.
Otwierał się jednak przed nią nowy rozdział i nie wątpiła w to, że okaże się dla niej pod kątem zawodowym lepszy. Avery zaproponował jej lepsze od ministerialnych warunki finansowe; choćby dlatego było warto. Do dużej torby o długim ramieniu, którą zwykła przewieszać sobie przez tułów, włożyła wabik dla wilkołaki, kilka fiolek z płynnym srebrem i srebrne łańcuchy, których używała. Znalazły się w nim także sznury i bandaże, tak na wypadek. Zaczarowaną kuszę nosiła na plecach, na przystosowanym doń pasie. Skałę opuściła wyjątkowo wcześnie, w okolicach południa, po sycącym posiłku. Teleportacja nie działała, sieć Fiuu wariowała i była niezwykłe awaryjna. Nie zamierzała tułać się Błędnym Rycerzem z kuszą na plecach do samego Leicestershire. Największym zaufaniem darzyła teraz własną miotłę, której dosiadła i wzbiła się w powietrze. Na wysokości powietrze było jeszcze chłodniejsze, szczypało ją w odsłonięte policzki, lecz założone gogle chroniły przed wiatrem. Na wyznaczone miejsce dotarła późnym popołudniem, a właściwie wczesnym wieczorem. Grupa kilku czarodziejów, w tym jednej kobiety, zebrała się już na skraju lasu. Wylądowała miękko obok nich, rzucając kilka lakonicznych słów przywitania szorstkim tonem; była wśród nich nowa, patrzyli na nią z ciekawością i nutą kpiny. To nie Ministerstwo, nie obowiązywały ich procedury i pracownicza etykieta. Ich spojrzenia przywodziły na myśl te należące do starszych, złośliwych uczniów, gdy pierwszoroczni po raz pierwszy wchodzą do Wielkiej Sali. Rookwood nie zamierzała jednak dać sobie wejść na głowę; przez ostatnie tygodnie snuła się osowiała i przygnębiona, lecz nie zmiękła przecież, ani nie straciła własnej, wewnętrznej siły. Zadarła wysoko brodę i splotła ręce na piersiach, patrząc dowódcy hardo prosto w oczy; nie odwracała wzroku, lecz jednocześnie nie odzywała się. Znała swoją wartość, ale i swoje miejsce. W Ministerstwie Magii musiała przywyknąć do hierarchii, tym bardziej uszanować ją musiała wśród Rycerzy Walpurgii; rozumiała jej istotę, nie zamierzała się więc panoszyć, pewna, że i tak wespnie się wysoko - potrzeba było na to jedynie czasu. W milczeniu wysłuchała przemowy Connera, bo tak nazywał się rosły, barczysty czarodziej mający dowodzić dziś grupą. Mieli wyruszyć jeszcze zmierzchem. Byli w posiadaniu informacji, że w lasach Charnwood podczas ostatniej pełni grasował wilkołak. W nocy słyszano wycie, znaleziono także ślady świadczące o takiej możliwości. Jeśli udało mu się przeżyć tamtą pełnię, powróci w bezpieczne miejsce - a wtedy będą na niego czekać. W oczekiwaniu na sygnał do wyruszenia wyciągnęła z własnej torby fiolkę płynnego srebra; odkorkowała ją i kolejno maczała weń groty kilku strzałek. Z odpowiedniego dystansu uda się jej bestię trafić, a zarazem mocno osłabić, a wówczas zaklęcia będą dużo skuteczniejsze.
Dzień był chłodny jak cały lipiec, lecz gdy zmierzch objął ramionami całą okolicę, zrobiło się jeszcze zimniej; zawsze przepadała za podobną aurą, lecz od Azkabanu... Zimno przywodziło na myśl paskudne wspomnienia. Otuliła się szczelniej szalem, na dłonie wsunęła rękawiczki z miękkiej skóry, aby nie zdrętwiały. Zapadł mrok, a oni wyruszyli w leśną gęstwinę. O tych lasach krążyły legendy, ponoć nocami przemawiały do wędrowców zwierzęta, ludzkim głosem, a oni nigdy stąd nie powracali. Rookwood nie bała się takich bajek i legend. Najpewniej najgorsze co miało ją spotkać, miało już miejsce - w więzieniu dla czarodziejów.
Zza chmur wychynął księżyc w całej swej okazałości; blade światło pełnej, srebrzystej tarczy przedzierało się przez korony drzew. Wędrowali w milczeniu, z różdżkami w pogotowiu, próbując odnaleźć ślady. Minęła godzina, dwie, nie stało się nic. Charnwood było ogromnym obszarem, a oni na nogach nie byli zbyt prędcy; szli więc w milczeniu dalej, w blasku Lumos próbując odnaleźć ślady.
W okolicach północy rozległo się wycie w oddali, które ucho zwykłego czarodzieja nazwałoby zwyczajnym, lecz oni - doświadczeni łowcy wilkołaków - potrafi odróżnić je od zwykłego wilka. Natychmiast każde z nich użyło wabiku na lykantropy, a później... Musieli czekać w gotowości. Każde zajęło ustaloną podczas wcześniejszego zebrania pozycję. Różdżki trzymano w pogotowiu. Sigrun w rękach miała czarodziejską kuszę. Póki się nie sprawdzi i nie pokaże co potrafi, otrzymała polecenie, by trzymać się bardziej z tyłu i wspomagać tych, którzy umieli już ze sobą współpracować. Znów rozległo się wycie, tym razem bliżej. Z różdżki Connera wystrzeliła kula światła, która zawisła wśród koron drzew, ułatwiając im widoczność. Sztuczne światło nie wystraszy bestii; to nie były płochliwe stworzenia, lecz krwiożercze potwory, a wabiki drażniły ich zmysły, ciągnąc ku łowcom. Zbliżał się. Rookwood czuła, że wszystkie jej mięśnie napinają się, ciało przygotowywało się do walki; nie lękała się, to nie była wszak pierwsza jej pełnia.
W pobliżu rozległo się wycie. Rozglądała się czujnie wokół, całą sobą, ruchy miała pewne i szybkie, aby nie zaskoczył nikogo. Spojrzała na Connera; prawą ręką dawał znak skąd dochodziło wycie, część łowców zwróciła się więc w tamtę stronę.
Czekali na niego, chcąc zwabić bestię w pułapkę - nie na próżno. W końcu się pojawił w całej swej okazałości, a widok ten mroził w krew żyłach. Bestie wielka na dwa metry, silnie zbudowana i z pyskiem w krwi ofiary, którą musiała się już posilić. Rookwood kiedyś sądziła, że to najgorszy widok, z jakim przyszło się jej zmierzyć, lecz teraz - choć wciąż nie umniejszała siły wilkołaków - musiała przyznać, ze widok tego, co dementor miał pod kapturem, zrobiło nań o wiele większe wrażenie i bynajmniej nie w pozytywnym kontekście.
Sigrun nie czekała na sygnał. Od razu posłała ku bestii kilka strzał, których groty wcześniej umoczyła w płynnym srebrze; bestia zawyła zarówno z bólu, jak i wściekłości. Wilkołak rzucił się ku najbliższemu czarodziejowi, lecz mieli nad nim zdecydowaną przewagę - liczebną. Z różdżek doświadczonych łowców natychmiast wystrzeliły zaklęci, ku pokrytemu futrem cielsku pomknęły różnobarwne promienie. Kilka z nich trafiło w najczulsze miejsca, Rookwood miała do czynienia z profesjonalistami; sama także odrzuciła kuszę na bok i uniosła różdżkę. Spinnet z pomocą Connera zdołał spętać wilkołaka srebrnymi łańcuchami, uniemożliwiając mu ruchy. Udało się. Rookwood była zadowolona z przebiegu tej akcji, lecz jednocześnie świadoma, że tym razem było ich więcej - ze względu na szalejące anomalie. Ponoć zazwyczaj polowali w mniejszych grupach, zadanie było więc trudniejsze, lecz wciąż wykonalne. Bestia wyła i szarpała się, musieli ją uciszyć. Nie zrobili to zaklęciem. Conner pozbawił wilkołaka łba.
Zapadła głucha cisza. Spojrzał na Sigrun pytająco, z lekkim, kpiącym uśmiechem, jakby spodziewał się, ze zrobi to na niej wrażenie - nie zrobiło. Kiwnęła mu głową na znak uznania. Jednego odszczepieńca mniej. Trzeba się pozbyć ciała, oznajmiła głośno. Najchętniej przy pomocy ognia, dodała w myślach. Przynajmniej nie będzie tak cholernie zimno.


| zt





A witch ought never to be frightened in the darkest forest, because she should be sure in her soul thatthe most terrifying thing in the forest was her

Powrót do góry Go down
 

Charnwood, Leicestershire

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18