Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Część z pracownią
AutorWiadomość
Część z pracownią [odnośnik]10.02.18 16:55

Część z pracownią

Wydzielony fragment kuchni, w którym Robin oddaje się swojej pracy, a zarazem największej pasji. Kącik zawsze utrzymany jest w sterylnej czystości, prócz alchemicznych instrumentów znajduje się tu również kilka ksiąg traktujących o eliksirach, pęk piór, kałamarz oraz zwój pergaminu.
Robin Hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f188-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Re: Część z pracownią [odnośnik]10.02.18 16:58
|maj

Kilka godzin dzieliło go od wschodu słońca, kiedy zdenerwowany zerwał się z twardego posłania, wybudzony nagle z lekkiego snu. Bose stopy postawił na skrzypiącej podłodze i uważnie, by nie wymusić na niej głośniejszych jęknięć, na palcach przeszedł do kuchennego wykuszu, służącego mu również za prowizoryczną pracownię. Od ziemi ciągnęło niemiłosiernie, lecz Robin nie zważał na ziąb – przestał go zauważać po kilku tygodniach przebywania w swej klitce – stawiając świeżo wyszorowany kociołek na niewielkim palenisku. Igrał z ogniem, zrywając się w nocy do warzenia eliksirów, lecz niecierpliwość wygrywała w tym wypadku z rozsądkiem już w przedbiegach. Nie znosił czekać z wykonywaniem zleceń, a odpoczynek dla niego nie istniał, jeśli na brew spadała ciężka zmarszczka odłożonego obowiązku. Musiał być cicho, o tej porze wszyscy w kamienicy już spali – metodą prób i błędów Hawthorne na szczęście wyrobił sobie nawyki bezszelestnego przygotowywania mikstur. Taktycznie rzucone na izbę zaklęcie wyciszające również roztaczało nad nim ochronną barierę, jedynym znakiem zapytania był więc ewentualny wybuch kociołka, który mógł się zdarzyć każdemu. Nawet takiemu doświadczonemu alchemikowi, za jakiego sam się uważał.
Nalał wody do kociołka, aż do połowy jego objętości, co ocenił okiem znawcy, a chwilę później rozpalił pod nim niewielki ogień. Doprowadzić ciecz do wrzenia, nigdy nie gotować, stara śpiewka profesora Slughrona pojawiła się mimowolnie w myślach Robina, zaciskającego mocno szczęki, starając się zapanować nad chwiejnymi emocjami. Skarcił się za słabość, rozcierając w moździerzu pancerzyki żuków na sypką miazgę, robiąc to dużo dokładniej i z większą zapalczywością niż należało. Uzyskany proszek wrzucił do kociołka, kilkoma zgrabnymi szczyptami, po czym wytrzepał nad nim także pozostały w moździerzu pył. Dokładnie trzymał się receptury, znanej na pamięć – pomyłka przy dozowaniu składników mogła mieć opłakane skutki. Zamieszał chochlą w kociołku trzy razy, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, po czym minimalnie zwiększył ogień, rwąc nad wywarem suszone liście dębu, uważając, by w środku nie znalazły się też ich nadgniłe części. Powtórzył proceder bełtania mętnej zawiesiny, dodając do niej pięć starannie odmierzonych kropel śliny dzikiego kuguchara. Kiedy ostatnia plwocina z drżącej pipety wpadła do półproduktu, eliksir natychmiast zmienił barwę na pomarańczową. Robin z zadowoleniem ocenił efekty swej pracy, co trzy minuty mieszając w kotle – tym razem w ruchu przeciwnym do poruszania się wskazówek zegara. Po kilku turach, wrzucił do środka sproszkowany róg byka, intensywnie poruszając chochlą w gęstniejącym eliksirze, by na samym końcu (uprzednio zmniejszywszy ogień) dodać do eliksiru jego serce. Róg garboroga, w całości zanurzył się w perkoczącym wywarze: Robinowi udało się upolować całkiem niezłą, stosunkowo świeżą sztukę, prawdopodobnie zdobytą podczas walki lub nielegalnego kłusownictwa. Zwykle zadowalał się egzemplarzami starymi, zapewne otrzymanymi z martwych już osobników, ten na którym bazował teraz miał w sobie więcej mocy – przypuszczalnie musiał też dochodzić dłużej. Hawthorne dał mu jakieś czterdzieści minut na wolnym ogniu, z satysfakcją obserwując tłuste, czerwonawe oka pływające po powierzchni eliksiru, podpowiadające, że niedługo będzie mógł rozlać gorący jeszcze eliksir byka do przygotowanych uprzednio fiolek.

|Astronomia poziom IV
Robin Hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f188-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Re: Część z pracownią [odnośnik]10.02.18 16:58
The member 'Robin Hawthorne' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 40
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Część z pracownią Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Część z pracownią [odnośnik]10.02.18 17:00
Nie pierwszy raz otrzymywał zlecenia przez pośredników, lecz elegancki fircyk wręczający mu opieczętowany list, jedwabny woreczek z ingrediencjami oraz zadatek nie wzbudził zaufania Robina. Nigdy nie zdarzyło mu się odmawiać współpracy, lecz mało brakowało, by tym razem pokręcił nosem, ostrzeżony przez samozachowawczy instynkt. Mieszanie się w dworskie intrygi nikomu nie wychodziło na zdrowie, szczególnie zaś takim płotkom, jak Hawthorne, który zwyczajnie nie miał możliwości samoobrony, czy też skrycia się za plecami protektora. Przyciśnięty potrzebą – prywatne zapasy ingrediencji nie powiększą się same – podjął się wykonania zadania oraz przyjął zapłatę. Drugą część miał otrzymać po dostarczeniu eliksiru, choć zdawało się to raczej formalnością. Eliksir grozy mógłby uwarzyć nawet w głębokim śnie, lecz nie czuł potrzeby informowania o tym posłańca. Dla Robina – fraszka, dla człowieka nieobeznanego z trudną sztuką sporządzania magicznych wywarów – karkołomne zadanie. Wolał też, by za takie właśnie je uważano, w przeciwnym razie obnosiłby się co najwyżej reputacją podrzędnego kuchcika. Zaraz po uwarzeniu eliksiru byka, opróżnił kociołek z resztek i zacieków, dokładnie go wymył i opłukał, po czym napełnił na nowo kilkoma wiadrami wody. Przytargał je osobiście, niepewny używania magii w obliczu szalejących anomalii. Zapeszanie nie leżało w jego naturze i tak już dość pesymistycznej, więc wszelkie ryzykowne posunięcia zostawiał na sam proceder przygotowywania mikstury. Przy tym mógł sobie nieco pofolgować, eksperymentował całkiem często, a suma zostawiona przez niepewnego, acz hojnego zleceniodawcę spokojnie wystarczyła na pokrycie całości kosztów oraz wynagrodzenie Robina. Była to przy tym zaledwie połowa puli, więc nic nie stało na przeszkodzie, by Hawthorne zaopatrzył się w dodatkowe ingrediencje i zabrał się do dzieła. Srebrnym nożem posiekał truchła pająków, notując sobie przy tym w pamięci, by koniecznie uzupełnić swoje zapasy. Z ogromnego słoja mieszczącego około trzech funtów pozostała ledwie marna garstka, kurząca się gdzieś na samym dnie. Robin skrzywił się na myśl o wizycie w aptece, a jego odbicie w przezroczystej cieczy odpowiedziało podobnym grymasem; drżącymi dłońmi wrzucił pół funta rozdrobnionych pająków (co starannie odmierzył mosiężną wagą) do gotującej się wody, od razu energicznie mieszając roztwór i obserwując zatapianie się cieniutkich odnóży. Następnie płaską stroną klingi zmiażdżył twarde owoce jałowca, błyskawicznie puszczające sok, który wlał do kociołka, dodając do roztworu także pomarszczone, granatowe skórki jagód. Odczekał stosowną chwilę, wzmagając ogień pod paleniskiem, a gdy na powierzchni mikstury poczęły unosić się spore bąble, odmierzył pipetą dwanaście kropli krwi krokodyla. Gęsta ciecz skapywała niechętnie, Robin wielokrotnie musiał potrząsać zakraplaczem, by wydobyć zeń kluczowy składnik. Z każdą kolejną kroplą, eliksir ciemniał, na samym końcu mając już barwę atramentowego, zasnutego burzowymi chmurami nieba. Hawthorne z zadowoleniem pokiwał głową, ocierając dłonią spocone czoło i odgarniając przetłuszczone włosy, przyklejające mu się do twarzy. Eliksir musiał gotować się jeszcze pół godziny przed dodaniem ostatnich ingrediencji, Robin wykorzystał ten czas na oprawienie szczura. Wprawnie zdjął z niego skórę, odciął ogon, (jeszcze chwilę wijący się w pośmiertnych skurczach), który umieścił w pękatym naczyniu z właściwymi częściami, po czym rozkroił niewielkie ciałko na pół, wykrawając z niego wnętrzności. Zachował jelita – przydadzą się na później – zaś szczurzą śledzionę pociął na mniejsze kawałki, uważając, by wszystka krew również znalazła się w kociołku. Wywar ponownie zabulgotał, zgęstniał, a srebrna, dotychczas bezwonna para, zaczęła wydzielać charakterystyczny zapach świeżo skroplonej rosy. Robin zgasił ogień pod saganem (w tej fazie nie był już potrzebny), gestem magika dodając do środka sztywne włosie akromantuli i mieszając w kociołku sześć razy przeciwnie do ruchu wskazówek zegara i raz w kierunku z nimi zgodnym. Nachylił się nad swoim dziełem – zgodnie z jego wiedzą, powinien przybrać już barwę nocy, a woń rosy stać się bardziej wyczuwalną…
Robin Hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f188-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Re: Część z pracownią [odnośnik]10.02.18 17:00
The member 'Robin Hawthorne' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 100
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Część z pracownią Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Część z pracownią [odnośnik]10.02.18 17:04
Klient musiał być zadowolony, gdyż wkrótce Robin cieszył się kolejną brzęczącą kieską oraz następnym zamówieniem. Równie banalnym, co poprzednie i tak samo wskazującym na niecne zamiary zleceniodawcy. Hawthorne nie bawił się jednak w ocenianie, wystarczyła mu sama wiedza, warzył przecież środki poronne i trucizny, sprawiające, że człowiek konał przez długie tygodnie, przykuty do łóżka. Prywatne zatargi miał w głębokim poważaniu: wywiązywał się po prostu ze swoich obowiązków, nie zadając żadnych pytań. Urok prowadzenia niezbyt legalnej działalności, przypadkowe świadczenie przy dokonywaniu się drobnych (lub ogromnych ) dramatów. Robin starał się trzymać od problemów z daleka, kontakty ze swymi chlebodawcami ograniczając do minimum. Umowa, odbiór, zapłata, bez żadnych dodatkowych świadczeń z obu stron. Doświadczenie nauczyło go, że to najrozsądniejsza opcja, która nigdy nie powinna postawić go w ogniu zagrożenia, czy też nadmiernego zainteresowania. Nie brakło mu personalnych problemów (czynsz płatny do piątego każdego miesiąca bywał wyzwaniem), więc aurorzy tudzież czarodziejska policja stanowili naprawdę zbędny dodatek do robinowego życia. Na wszelki wypadek postanowił zostawić sobie jedną porcję eliksiru, jakiego zażądał od niego Bloom – Hawthrone był pewny, że przedstawił się fałszywym nazwiskiem – strategiczna mikstura wężowych ust raczej się nie zmarnuje, a on sam przestanie zamartwiać się ewentualną kontrolą. Hipochondryczne napady lęku zdarzały mu się zresztą ostatnio coraz częściej, lewe oko nieustannie uciekało gdzieś w bok, a drżące ręce stały się regułą, nie wyjątkiem. Nie tak dawno zbił zlewkę ze stężonym eliksirem rozdymającym, przez co nabawił się nie lada problemów. Niełatwo utrzymać w rękach szpilkę, jeśli te się trzęsą, a palce przypominają tłuste serdelki.
Nastawił kociołek na ogniu, napełnił go wodą i odczekał, aż się zagotuje. W międzyczasie utarł w moździerzu pieczołowicie odważone skarabeusze, powstały z żuków proszek strzepnął do gara, mieszając w nim chochlą, by ten nie osadził się w jednym miejscu. Wywar zmętniał – zgodnie z recepturą – więc Robin mechanicznie dodawał kolejnych składników. Przepis znał doskonale, nie zaglądał nawet do profilaktycznie otwartej księgi. Poszatkowane liście blekotu znalazły się w saganku jeszcze przed samymi kwiatami, które dorzucił chwilę później, czekając, aż wywar zatrąci charakterystyczną wonią ziela. Zamieszał w kociołku kilka razy, nie przerywając tej czynności, dodał do środka skrzydełka bahanek, nieco mniej, niż zalecono w spisie – przyrządzając jeden eliksir kilkanaście razy modyfikował instrukcje, konfrontując własne uwagi starannie zbieranymi zapiskami. Zbyt duża ilość bahanich skrzydełek nadto uskrzydlała kłamcę, przez co plótł historie – owszem, przemyślane i zgodne szczegółami, lecz nadto nieprawdopodobne. Kontrolnie zmniejszył ogień nad paleniskiem, wyczuwając, iż lada moment eliksir osiągnąłby temperaturę niedopuszczalną, a takie przeoczenie poważnemu alchemikowi nigdy zdarzyć się nie powinno. Pokruszył na drewnianej desce kły węża, zsuwając je srebrnym nożem wprost do saganka, ostrożnie, by nie uronić najmniejszej drobiny, po czym zasępił się nad ostatnim składnikiem. Z dolnej szuflady aptekarskiej komody wyciągnął zatłuszczone opakowanie, w którym znajdowało się sześć niewielkich jaj widłowęża. Najdroższa ingrediencja, serce eliksiru i najbardziej problematyczna ingrediencja. Eksperymentował już z wbijaniem ich do gotującego się eliksiru – musiał uważać na ścięcie białka – z dodawaniem ich na surowo (co nie było najlepszym pomysłem, gdyż skorupki okazały się nadzwyczaj twarde), a teraz zamierzał przyrządzić je wcześniej, jeszcze przed dołożeniem tej części do zintegrowania całości. W mniejszym garnku nastawił wodę, po czym przez kilka minut obserwował jajka, podrygujące wśród powietrznych bąbli. Ostudził je, obrał ze skorup, pokroił w zgrabną, schludną kostkę i tak przygotowane, dodał do dochodzącego już eliksiru. Chochlą wymieszał wszystkie składniki, po czym nakrył kociołek pokrywką, zostawiając ją jednak nieco uchyloną – na uchodzącą parę – i zostawił na półtorej godziny, dopiero wówczas odkrywając wieko i dumając nad rezultatem swej pracy.
Robin Hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f188-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Re: Część z pracownią [odnośnik]10.02.18 17:04
The member 'Robin Hawthorne' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Część z pracownią Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Część z pracownią [odnośnik]10.02.18 18:24
Blada dłoń zacisnęła się na obracanej klamce, za którą szarpnął mocno, otwierając okno. Jeszcze trochę i bez mała by się udusił, ciasne wnętrze szybko wypełniało się tak zapachami, jak i oparami unoszącymi się znad kociołka właściwie bez ustanku. Kończył warzyć jeden eliksir i zaczynał drugi, narzucenie sobie szybkiego tempa pracy sprzyjało zdyscyplinowaniu oraz wydajności, koniecznej dla Robina. Mijał trzeci dzień, odkąd nie opuścił na krok swego mieszkania i druga doba praktycznie bez snu: odpocznie później, przerwanie twórczego szału kończyło się katastrofalnie. Złym humorem oraz przeciętnymi efektami starań, podczas gdy Hawthorne tolerował wyłącznie perfekcję. W alchemicznej odsłonie zadowalała go tylko doskonałość i sam potrafił osądzić się niezwykle surowo. Tym razem otrzymana prośba zaciekawiła chłopaka o tyle, iż przed uwarzeniem eliksiru, zapragnął dowiedzieć się o nim nieco więcej. Pierwszy raz stykał się z wywarem giętkiej mowy, sama nazwa niewiele mu mówiła, zostawiając szerokie pole do interpretacji. Może wyjątkowo przespał konkretne zajęcia, gdyż mikstura nie należała wcale do szczególnie trudnych do sporządzenia specyfików. Uzupełniwszy potrzebne informacje, Robin nie zwlekał i prędko zabrał się za robotę. Woda wesoło bulgotała w kociołku, a chłopak pogwizdując pod nosem, siłował się ze słojem, w którym przechowywał śluz gumochłona. Miał dziwną, lepką i gęstą konsystencje, przypominającą nieco miękką galaretkę; Hawthorne nabrał sporo tej substancji na drewnianą łyżkę, wkładając ją następnie do środka saganka. Odczekał, aż śluz się wygotuje – widział, jak pod wpływem mieszania, zbite kawałki galaretowatej mazi rozdrabniają się, by finalnie całkowicie rozpuścić się we wrzącej wodzie – by rozdrobnić nad kociołkiem oczyszczone liście szałwii. Musiał dodać spory ich pęk, dlatego też mimo otwartego okna, po pomieszczeniu rozlał się dość intensywny, nieprzyjemny zapach. Dla Robina ledwo zauważalny, gdyż przywykł do rozmaitych woni w czasie swojej alchemicznej praktyki, zwłaszcza, że większość swoich mikstur przyrządzał w warunkach niemalże polowych. Następnie do roztworu dodał trzy laski cynamonu, które przyjęły się bardzo szybko, a dodatkowo zabiły nieznośny aromat parzonej szałwii. Jako ostatniego składnika flory użył łodygi zioła moly, zdecydowanie najsilniejszej ingrediencji roślinnej, wchodzącej do tego eliksiru. Twardą łodygę pociął w słupki, pojedynczo zanurzając je w bulgoczącym wywarze, czekając aż się rozwarstwią: dopiero wówczas zmniejszył ogień i dorzucił do środka starannie odliczone pióra memortka. Te musiały zostać specjalnie wyselekcjonowane, nie nadawały się pogięte, ani skrzywione, ponadto, musiały pochodzić z ogona ptaka. Tu całą nadzieję Robin pokładał w swym dostawcy, licząc na jego uczciwość. Jak dotąd nie zdarzyło mu się na nim zawieść, a w każdym eliksirze zaledwie drobna pomyłka może kosztować powodzenie całego przedsięwzięcia. Zabarwiony na oliwkowy kolor wywar potrzebował jeszcze dwóch składników: najpierw dokładnie odważone pazury hipogryfa, a następnie – po jedenastu zamieszaniach warząchwią w lewo – sierść gryfa, wnikająca w gotującą się ciecz i zmieniająca jej barwę na soczysty granat. Czy to już? Robin zamieszał raz jeszcze chochlą w kociołku, ze zmarszczonymi brwiami wpatrując się w bulgoczący leniwie eliksir.
Robin Hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f188-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Re: Część z pracownią [odnośnik]10.02.18 18:24
The member 'Robin Hawthorne' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 56
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Część z pracownią Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Część z pracownią [odnośnik]10.02.18 19:05
Kpiący uśmiech rozsunął mięsiste wargi, gdy uzupełniał wodę w kociołku, dumając nad nieszczęśnikiem, który niebawem połknie memento. Scraps był oszczędny w słowach, ograniczając się wyłącznie do wyrażenia swego życzenia i zaakceptowania ceny, jaką Robin podał mu bez najmniejszego zawahania. Praktyka nauczyła go oceniać ryzyko oraz wkład manualny włożony w przygotowywanie eliksirów. A także monitorować zmienny rynek ingrediencji; w przeszłości zdarzało mu się dopłacać do interesu, lecz dziś był już zanadto ogorzały, by popełnić podobny błąd.
Zaciągnął poszarpaną zasłonę - wstające słońce zanadto kuło go w oczy - po czym do nabierającej temperatury wody dodał siedem włosów kelpii, precyzyjnie odmierzonych. Każdy jeden przechowywał w osobnej fiolce, puste odstawił do wymycia do zlewu, przydadzą się później. Termometrem zmierzył stopień ciepłoty wody i nieco zwiększył płomień pod paleniskiem. Drżącą ręką ułożył na drewnianej desce gałęziaste kłącze belladonny, od którego z trudem poodcinał wrastające, boczne korzenie, aby uzyskać tylko jeden, największy. Reszta była kompletnie nieprzydatna, więc bez zbędnych sentymentów pozbył się niepotrzebnych części, do kociołka wrzucając wyłącznie oczyszczone kłącze. Zamieszał trzy razy w saganie zgodnie z ruchem wskazówek zegara, odczekał chwilę, by zamieszać w nim raz jeszcze - w ruchu przeciwnym. Z jedwabnego woreczka, ukrytego na piersi, wysypał na swą dłoń siedem niewielkich nasion, gwałtownie blednąc. Powinno być ich dziewięć. Zmniejszył ogień, ogniste nasiona kładąc ostrożnie na szklaną pokrywkę i rzucając się na kolana w poszukiwaniu zguby. Ręce drżały mu jak szalone, ale Robinowi udało się wypatrzeć, a nawet wyciągnąć dwa zagubione nasionka spomiędzy niewielkiej szpary w podłodze. Rozgniótł je płaską stroną sztyletu, prędko dodając do gotującej się całości, musiał zachować płynność między łączniem składników - nie chciał dopuścić do wybuchu, zważywszy na to, że nie miałby gdzie się podziać, ani jak wytłumaczyć właścicielom mieszkania nagłych zniszczeń. Bezpośrednio nad kociołkiem przełamał na pół kręgosłup skorpeny, dbając jednak, by do środka nie dostał się pierwszy jego krąg, był tam zbyteczny. Ostatni i najważniejszy składnik musiał przygotować przed dodaniem: wysuszoną ludzką kość należało zetrzeć na proch, zadanie ciężkie i niewdzięczne, a ręce, nie dość, że trzęsły się jak osika, to jeszcze śmierdziały potem dziwnym, trupim odorem. Zgrzytanie kości o metalowe oczka tarki mogło przyprawić o dreszcze, lecz Robin przywykł i do gorszych odgłosów; opiłki powędrowały do kotła, nad którym chłopak uniósł różdżkę, mamrocząc pod nosem kilka czarów stabilizujących magię z nadzieją, że zdołał wykonać na dziś swoją pracę. A przynajmniej większość.
Robin Hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f188-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Re: Część z pracownią [odnośnik]10.02.18 19:05
The member 'Robin Hawthorne' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 96
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Część z pracownią Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Część z pracownią [odnośnik]26.05.18 17:00
5 lipca

Poranna rundka na Pokątną w celu uzupełnienia składników nieco nadwyrężyła energię Robina, toteż młodzieniec wyjątkowo późno zakasał rękawy do roboty. Całe popołudnie wylegiwał się w łóżku, co było do niego niepodobne, acz szczególnie intensywny tydzień tłumaczył skutecznie jego zmęczenie. Właściwie bez przerwy sterczał przy kociołku, pracując na trzech sagankach i doglądając jednocześnie kilku eliksirów. O mało co nie wysadził wówczas w powietrze budy, w której mieszkał. Nieuważne zamieszanie stężonej agonii w złą stronę mogłoby rozerwać jego i pół ulicy na strzępy. Tak kończyli nieuważni alchemicy - Robinowi nawet nie było ich żal.
Kiedy wreszcie zwlekł się z legowiska, od razu zabrał się do dzieła. Zajrzał do swego kajetu i gwizdnął przeciągle przez zęby: czekało go sporo zabawy i nieco ryzyka. Co prawda szansa, że do jego nory wpadną agenci z Ministerstwa była mniejsza od zera (zwłaszcza teraz, kiedy rządowa siedziba poszła z dymem), to i tak przy warzeniu trucizn każdorazowo czuł dreszczyk emocji podobny temu, kiedy za młodu pod pęczniejącą szatą wynosił ingrediencje z uczelnianego schowka. Zanim Robin przystąpił do pracy, opłukał ręce zimną wodą - zaczął przestrzegać zasady, którą do tej pory uważał za głupią, ale przykład jego kolegi po fachu (zanieczyszczone składniki zmieniły swoją wartość, co doprowadziło, cóż, do niezbyt przyjemnego końca) przekonał go w końcu do tej dbałości. Czysty kociołek napełnił zimną cieczą, po czym rozpalił pod nim niewielki ogień. Temperatura początkowo miała oscylować wokół dwudziestu-dwudziestudwóch stopni i dopiero w miarę dodawania kolejnych ingrediencji stopniowo się podnosić. Gdy woda poczęła się podgrzewać, Hawthorne z sufitowego kąta zerwał świeże pajęczyny, wysnute przez zaprzyjaźnionego pająka. Wcześniej wyganiał te uciążliwe insekty ze swego małego lokum, lecz po czasie pojął zależności między w gruncie rzeczy nieszkodliwym lokatorem a swymi eliksirami. Dochodziła do tego oszczędność i najświeższe produkty. Jeszcze nieokurzone. Uśmiechnął się sam do siebie i zmiął pokaźną, lepką sieć (pająk zdążył dobrze się zadomowić) w niewielką kulkę, którą w niewielkiej chochelce zanurzył w kociołku. Woda od razu zasyczała - dobry znak, a pajęczyna poczęła się rozpuszczać, najpierw dzieląc się na pojedyncze włókna, by finalnie całkowicie zniknąć w naparze. Robin zamieszał w kociołku dwa razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, po czym ustawił pod palnikiem drugi saganek - ciecz musiała pozostać krystalicznie czysta, a wszelkie pozostałe włókna musiał odcedzić. Nad garem ustawił ogromne sitko, po czym zaparł się z całych sił, by dźwignąć baniak i przelać wywar. Na kratce pozostały pojdyncze paski cieniutkich pajęczyn, Hawthorne bez namysłu przełożył naczynie do zlewu - te resztki na nic mu się już nie przydadzą. Obrał z płatków główkę wilczomleczu - trafił mu się wyjątkowo dorodny okaz o tuzinie kwiatów - które pojedynczo dodawał do gotującego się eliksiru. Znikały stopniowo w jeszcze przejrzystej toni, idąc na dno kociołka, traktowane najmocniejszą temperaturą. Robin nieco zwiększył ten ogień, po czym wsunął do saganka termometr - ufał sobie, aczkolwiek ostrożność nigdy nie zawadzi. Z zadowoleniem odczytał pomiar, samemu sobie kiwnął głową z aprobatą i pipetą odmierzył dziewięć kropel esencji z szaleju. W fiolce ze składnikiem ziało już pustką, dopisał sobie na marginesie pergaminu ze zleceniami, aby uzupełnieć zapasy. Następnie do kociołka powędrowała garść włosów kelpii - dla odmiany wrzucona na oko, raczej niestrannie, przepis pozwlał na negocjowanie ilości. Podejrzany typ, który zażyczył sobie tej konkretnej trutki nie stawiał konkretnych wymagań, więc Hawthorne uciekł się do przeciętnego standardu. Od niechcenia zamieszał chochlą w bulgoczącym wywarze - dziesięć razy przeciwnie do ruchu wskazówek zegara i raz zgodnie z nim - a gdy eliksir zrobił się purpurowy, wbił do środka po kolei pięć jaj widłowęża. Zamamrotał pod nosem życzenia powodzenia, bo czekał go właśnie najtrudniejszy etap - rozlewanie stygnącego płynu, by nie wychłodził się za szybko, a jednocześnie pozostawał w ruchu przez najbliższy kwadrans.
Robin Hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f188-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Re: Część z pracownią [odnośnik]26.05.18 17:00
The member 'Robin Hawthorne' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 67
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Część z pracownią Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Część z pracownią [odnośnik]26.05.18 17:34
Ledwo skończył z wywarem osłabiającym zdolności magiczne, natychmiast przystąpił do przygotowań pracowni - jak szumnie nazywał kuchenny kącik - do kolejnych działań. Cztery fiolki na drewnianym stojaku przeniósł w pobliże otwartego okna, aby szybciej ostygły, a samemu zabrał się za szorowanie kociołka. Ręcznie, bardziej niż fizycznej i podobno uwłaczającej pracy, Robin obawiał się efektów anomalii. W czarach zresztą nie był zbyt biegły, od świtu do nocy sterczał nad kociołkiem, tak samo jak w latach szkolnych, więc ekspertem pozostawał w jednej tylko sztuce. Nawet zwykłe evanesco, tak cenione przez eliksirotwórców, Hawthorne przypłacał bólem głowy. Wolał nie ryzykować.
Czysty już saganek umieścił nad trójnogim palnikiem, pod którym rozpalił dość żywy ogień. Woda prędko poczęła wrzeć - nalał jej nie wiele, ledwie 1/4 objętości całego gara. Nałożył cienkie, jednorazowe rękawiczki i z pękatego słoika wysypał na przygotowaną uprzednio deseczką szcześć starannie odliczonych ususzonych żądlibąków. Uzbrojony w pęsetę, z największą uwagą oskubał odwłoki żuków z ich żądeł: tak jak przypuszczał, jedno ułamało mu się przy samej nasadzie, a tym samym stało się niezdatne do użytku. Tego rodzaju błędu nie mógł wyplenić, dłonie pewne tylko podczas pracy, czasami jednak i tam zawodziły. Margines pomyłki zakładał drobne straty, Robin się z nimi liczył - i wliczał w koszty. Żądła powędrowały do kociołka, woda w środku spieniła się i zabulgotała, a Hawthorne jeszcze podniósł temperaturę. Smoczy eliksir lubił ogień i często dochodził dopiero powyżej wrzenia. Do tego miał jeszcze czas, więc spokojnie zabrał się za oprawianie marynowanych muchomorów, raz po raz mieszając w garze i dbając, by żadne z żądeł nie przywarło do dna. Sprawnie posiekał grzyby - wykroił blaszki, odłożył nóżki, potrzebował jedynie kapeluszy - i zgniótł je na papkę płaską stroną srebrnego noża. Łyżką nabrał powstałej pasty i zanurzył ją w kociołku, wyjmując zupełnie czystą po mniej więcej minucie. Cztery razy powtórzył procedurę, a po ostatniej porcji, wywar gwałtownie buchnął strumieniem pary i zazielenił się złowieszczo. Robin cofnął się prędko - wolał nie chodzić przez tydzień z osmolonymi brwiami, i tak nie był okazem piękności - i błyskawicznie dorzucił do saganka gestem kulinarnego wirtuoza posiekane drobno korzenie asfodelusa. Ostrożnie podsycił ogień, po czym dał miksturze pół godziny na dojście - starannie odmierzone. Po upływie zamierzonego czasu, Robin skruszył nad powierzchnią eliksiru uncję kłów węża (wykorzystywał te z gatunku grzechotnikowatych), a gdy miał rozpuścił się w zawiesinie, Hawthorne wyciągnął z kieszeni na piersi kryształową fiolkę wypełnioną jadem żmijozęba peruwiańskiego (którego zdobycie kosztowało go prawdopodobnie więcej, niż było to warte) i ustawił ją w drucianym chwytaku: temperatura przy kociołku urosła tak bardzo, że zbliżając się doń nie uniknąłby oparzenia. Ze stosownej odległości wlał jad do saganka i z ulgą obtarł twarz, odgarniając przyklejające się do czoła spocone włosy. Trzy, dwa, jeden...
Robin Hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f188-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Re: Część z pracownią [odnośnik]26.05.18 17:34
The member 'Robin Hawthorne' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 57
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Część z pracownią Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Część z pracownią
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach