Wydarzenia


Ekipa forum
Salon
AutorWiadomość
Salon [odnośnik]20.02.18 16:31
First topic message reminder :

Salon

W odróżnieniu od pokoju dziennego, salon jest przeznaczony dla spotkań z gośćmi (przede wszystkim przedstawicielami rodów, z którymi Macmillanowie nie utrzymują szczególnie bliskich więzi) i z tego powodu ma chłodniejszą kolorystykę. Ma charakter reprezentacyjny.
Na ścianie, nad kominkiem, znajduje się obraz nestora rodu, Sorphona Macmillana, a nad nim herb rodu. Przy wejściu do salonu znajdują się jedynie dwie stare miotły, które należały do poprzednich nestorów. Nad drzwiami znajduje się dewiza: Per aspera ad astra. Na jednej ze ścian znajdują się szable, a pod nimi najwspanialsze puchary zdobyte przez Macmillanów w Quidditchu.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Salon [odnośnik]04.01.21 11:38
| 16 września

Na dworze lało jak z cebra. Deszcz rytmicznie uderzał o okiennice, a krople deszczu nie nadążały ze spływaniem po szybach. Takie dźwięki zwykle jej pomagały, ale nie dziś. Tego dnia panna Grey po prostu za nic w świecie nie mogła się skupić i choć siedziała przez księgami to regularnie spoglądała na okno, przygryzając wargi. Była zmartwiona. Nawet bardzo.
Przed sobą miała podręczniki do kaligrafii oraz szkicownik i pióro. Niewielki, jednoosobowy stoliczek w kącie (o dziwo) pustego salonu wystarczał jej za miejsce pracy. Gwen nie chciała zanosić książek z dworskiej biblioteki do swojego niewielkiego pokoju. Nie były jej i czuła się z tym nieco głupio, choć Macmillanowie chyba nie mieli nic przeciwko. Właśnie przygotowywała kolejne drobne zadania dla Virginii, choć naprawdę czuła, że powinna zająć się czymś innym. Od zaginięcia Justine minął już prawie miesiąc. Dzięki ich wspólnemu zadaniu Kerry nie skupiała się tylko na tym, ale tak czy siak nie była w najlepszym stanie, podobnie jak Michael i Gwen  przede wszystkim chciała w każdej sekundzie wiedzieć, czy aby na pewno wszystko jest w porządku. Stres zjadał ją od środka i nawet ostatnie odkrycie, że w magicznym świecie ma właściwie całkiem bliską rodzinę niewiele pomagał. No, trochę pomagał. Przynajmniej znała losy niektórych ze swoich krewnych, bo o innych w dalszym ciągu wolała nie myśleć.
Na prostej papeterii, którą dostała od matki Gin stawiała kolejne litery, starając się odwzorowywać jak najlepiej polecenia z otwartej książki, ale dłoń za bardzo jej drżała. Ech, powinna chwycić za różdżkę i skupić się na czarach, ale tym razem wolała nie ryzykować i nie czarować wewnątrz a na dwór przecież nie wyjdzie. No i musiała przygotować kolejną lekcje na swojej starszej uczennicy, choć ta pewnie wolałaby jednak tego uniknąć.
Spojrzała po raz kolejny na okno i nagle zorientowała się, że...Na Merlina, czy to burza? I gdzie jest Betty? Rozejrzała się nerwowo wokół, chociaż dobrze wiedziała, że pies wcale nie siedzi przy jej nodze. Sama rano wypuściła ją na dwór, bo psisko ostatnio spędzało czas głównie z ogrodnikiem Macmillanów, który sam domagał się towarzystwa olbrzymiego czteronoga. Wtedy nie padało, a od tamtego czasu Gwen jej nie widziała.
Wstała gwałtownie z miejsca i wyszła na korytarz, pierwszą napotkaną osobę pytając o Betty i ogrodnika. Usłyszała, że przed deszczem byli w ogrodzie, ale pracownik chyba dostał ważne wezwanie, bo nagle zniknął, ale co się stało z psem? Nikt nie wiedział. Kręcąc głową, przy drzwiach prędko założyła kalosze i zarzuciła na siebie płaszcz wybiegając na zewnątrz. Deszcz padał na jej głowę, utrudniając widzenie i swobodne poruszanie się, a nogi Gwen grzęzły w błocie.
Betty? Betty, gdzie jesteś? – nawoływała, rozglądając się za psem. Poruszała się szybko i nerwowo, nie chcąc, aby pies przestraszył się grzmotów, albo po prostu się przeziębił. Do uszu Gwen docierały już odległe dźwięki burzy, która zbliżała się z każdą chwilą.
Klnąc pod nosem rozglądała się dalej, nie widząc śladu po psie. Wołała dalej, poruszając się ze sporym trudem, w końcu jednak unosząc różdżkę ku górze:
Caelum! – powiedziała, licząc, że utworzona bariera pomoże jej w znalezieniu Betty.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Salon [odnośnik]04.01.21 11:38
The member 'Gwendolyn Grey' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 4
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Salon [odnośnik]05.01.21 19:34
Powrót! Dwór Macmillanów zawsze mi się dobrze kojarzył, dawniej bywałem tu często, traktując posiadłość jak drugi dom. Oczywiście na pierwszym miejscu stawiałem Hogwart, na trzecim dwór Longbottomów. Tak więc bez większego żalu, a nawet z pewnym entuzjazmem, przyjąłem perspektywę odwiedzin u nestora rodu. Obyczaj nakazywał, abym z powodu nieobecności na ślubie zjawił się u niego, przekazując przeprosiny oraz wyrazy uszanowania. Sami rozumiecie, mili moi, życie szlachcica to pasmo polityki, zwyczajów, tradycji, obyczajów i jeszcze odrobiny polityki. Macmillanowie zaś byli niezwykle istotnymi sojusznikami mojego rodu, których przychylność była nam potrzebna jak nigdy. Tak więc wyruszyłem kulturalnie o nią zadbać, albowiem mój stryj był zbyt cenny, aby fatygować go w takich sprawach. Poza tym, byłem do zastąpienia, on nie, więc chyba łatwo oszacować kogo lepiej posłać w podróż.
Formalności były już załatwione, pogawędziliśmy z nestorem o rzeczach błahych, które żadnego z nas nie interesowały, ale pozwalały miło zabić czas. Pożegnałem się już, ale coś mnie tknęło i poprosiłem o możliwość przejścia się po urokliwych ziemiach Macmillanów. Ta prośba chyba okazała się miła dla nestora, zgoda została udzielona entuzjastycznie.
Pogoda jednak nie dopisywała, z początku racząc deszczem uderzającym o szyby. Postanowiłem jednak, że coś takiego nie powinno mnie zatrzymać. Jeśli uciekałbym przed pogodą, to co miałbym zrobić w obliczu czegoś poważniejszego, prawda? Poza tym miałem parasol...
Wychodząc na zewnątrz poczułem zimniejszy powiem, co boleśnie przypomniało mi o znacznie gorszym chłodzie. Na wspomnienie Azkabanu zachwiałem się nieco, ale nadal miałem swoją laskę. Atrybut starców zdał rezultat, choć tak po prawdzie może go już nie potrzebowałem. Dawał mi jednak jakieś oparcie, czego zdecydowanie mi brakowało na wielu polach.
Krok za krokiem deszcz nabierał na sile, zimno robiło się nieprzyjemnie odczuwalne, ale we mnie wstąpiły jakieś niezrozumiałe moce uporu i determinacji. Chciałem sobie coś udowodnić? Możliwe, kroczek po kroczku pokonuje się zaszyte pod skórą lęki.
Chwilę później poczułem jednak inny lęk. Przed sobą dostrzegłem Gwen, wołającą jakieś imię, zagłuszone z mojej perspektywy przez pogodę. Niezbyt po rycersku, w pierwszym odruchu chciałem się odwrócić i odejść. Dziewczyna mnie jeszcze nie zobaczyła, nawet by się nie dowiedziała o mojej obecności. Co najwyżej mogła później usłyszeć, że przybyłem w sprawie do nestora. Pewnie ważnej. Gdzie tu miejsce na odwiedzenie jej, tym bardziej po tym co się ostatnio stało... tak będzie lepiej, prawda?
Jakie to było łatwe. Kuszące i proste. Już miałem to zrobić, kiedy spostrzegłem u niej coś na kształt lęku. Wyciągnęła różdżkę, aby ochronić się przed deszczem, jednak nerwy musiały jej przeszkodzić.
Nadejdzie czas, w którym będziecie musieli wybierać między tym co słuszne, a tym, co łatwe.
Do diabła z tobą, profesorze Dumbledore.
Gwen mokła i zamartwiała się z nieznanego mi powodu. A ja miałem parasol... tak po mugolsku... po ludzku...
Podszedłem do niej powoli, podpierając się ostrożnie laską. Chyba mnie nie widziała, nie byłem pewien, więc wyciągnąłem przed siebie parasol, aby osłonić ją przed deszczem i przywitałem się:
- Witaj, Gwen. Dobrze cię widzieć... - zacząłem niepewnie. - Potrzebujesz pomocy? - ta część wypowiedzi była już znacznie pewniejsza.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 3 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Salon [odnośnik]06.01.21 3:08
Och, ta cholerna magia! Czy ona musiała być tak kapryśna? Z jej różdżki wystrzeliły jedynie pojedyncze iskry, nie robiące w gruncie rzeczy absolutnie nic. Czuła, jak woda spływa jej po włosach i wpada za kołnierz. Przeszkadzała w dobrej widoczności, była – ogólnie rzecz ujmując – niepotrzebna i irytująca. Gdzie ta Betty? Przecież nie może tak biegać po deszczu? Gwen wiedziała, że jej podopieczna raczej lubi wodę, choć podejrzewała, że przy takiej ulewie pozostawiony na zewnątrz pies schowałby się w jakiejś dziurze czy pod jakimś drzewem. Tylko gdzie dokładniej? Jej podopieczna była naprawdę dużym zwierzęciem, więc powinna ją przecież dostrzec z daleka i…
I wtedy drgnęła, słysząc za sobą aż zbyt dobrze znajomy głos. Rozpoznała go od razu, mimo że wcale nie wymienili ze sobą nadmiaru słów. Ba, myślała, że już go zapomniała, że już go nie rozpozna, bo powoli zaczynał zacierać się jej w pamięci. A jednak wystarczyło te kilka słów, aby wspomnienia odżyły w ciągu jednej chwili. Tak, jakby nie minął już prawie rok i jakby ten grudniowy pożar był zaledwie wczoraj.
Odwróciła się odruchowo. Źrenice panny Grey powiększyły się w zdziwieniu. Artur mógł zobaczyć, jak oklapłe od deszczu loki przyklejają się do szyi. Jak ubrana w pośpiechu kurka powiewa na wietrze. Twarz dziewczyny była znacznie bardziej zmęczona niż w trakcie ich poprzedniego spotkania, a cienie pod jej oczami były widoczne gołym okiem, nawet w deszczu. Ona sama lustrowała wzrokiem Longbottoma, tkwiąc w bezruchu i kompletnie nie wiedząc co powinna czuć.
Jednak żyje – to była pierwsza myśl, która pojawiła się w głowie dziewczyny. Nie była jednak ani myślą szczególnie radosną. Ot, stwierdzenie faktu. Żył i… to chyba dobrze, prawda? Powinna się cieszyć i skakać z radości, ale z drugiej strony, gdyby któryś z krewnych pana Harolda nie żył to chyba by im o tym powiedział? Prawda? Mówiliby o tym. To nie powinno być żadne zaskoczenie.
Z tym, że twarz, która kiedyś wydała jej się niezwykle przystojna i głos, który niegdyś wzbudzał szybkie bicie serca teraz był dziwnie… obojętny. A gdzieś tam, na samym dnie świadomości, w Gwen pojawiła się nutka dziwnego uczucia, które raczej nie było przez nią zbyt często odczuwane. Czy to było poczucie goryczy? Zdrady? Niemal czuła, jak na końcu języka pojawia się jej cień gorzkiego posmaku.
Cześć – powiedziała cicho i bez emocji, wciąż nie spuszczając wzroku z Artura i jego całkiem eleganckiego parasola. I choć pomoc by jej się przydała, jej głowa odruchowo poruszyła się z poziomie, zaprzeczając: – Dam sobie radę – stwierdziła.
Spróbowała się ruszyć, ale jej ciało było dziwnie spięte. I wtedy spróbowała zrobić dwie rzeczy na raz.
Ponownie wyciągnęła różdżkę ku niebu, wypowiadając inkantacje zaklęcia:
Caelum!
I zrobiła obrót w tył, nie zauważając, że jej kalosz właśnie zanurzył się w błocie trochę za bardzo.
Inkantacja po chwili przerodziła się więc w pisk, a Gwen zaczęła walczyć na śliskiej powierzchni o utrzymanie równowagi. Problem polegał na tym, że na jednej nodze nie było to wcale takie proste. Druga zaś opuściła bezpiecznego kalosza, ukazując Arturowi skarpetkę w kolorowe dynie.


| rzut 1: zaklęcie, rzut 2: utrzymanie równowagi – zwinność
1- MG
2-50 – ląduje w błocie jednym kolanem
51-100 – udaje mi się utrzymać równowagę, ale moja pozbawiona buta noga ląduje w błocie.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Salon [odnośnik]06.01.21 3:08
The member 'Gwendolyn Grey' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 67, 89
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Salon [odnośnik]06.01.21 14:37
Widok Gwen sprawił mi chyba ból. Na szczęście nie wiązał się z uderzeniem gorąca, mocniejszym biciem serca czy innymi motylkami w brzuchu. To przyjąłem z ulgą, choć nie powiem, nadal wzbudzała we mnie jakieś ciepłe uczucie, ale dzięki niech będą Merlinowi, takie natury platonicznej. Tak, mili moi, zdawało się nie tak źle. Był jednak nadal ten ból...
Zastanawiałem się, czy może uczucie związane z Gwen, jakie kiedyś czułem, nie było czymś zgoła innym. Dziewczyna, która w innym życiu na pewno by mnie oczarowała. Nie tylko urodą czy wdziękiem, ale przede wszystkim dobrocią, czymś co sprawiało, że topniał najtwardszy lód. Dziewczyna, z którą chce się zamieszkać w małym domku na wsi. Ona by malowała, ja zajmowałbym się ogrodem i tylko podziwiał piękno. Jej i świata.
Jakie to słodkie, aż Czarny Pan by zwymiotował przy czytaniu mi w myślach. Niestety rzeczywistość była jaka była, nie umknął mi fakt, że życie ma gorzki smak, dla mnie i dla niej. Gwen chyba była dla mnie tak naprawdę symbolem. Innego życia, prostszego oraz bardziej przyjaznego. Bez wojny, rodów szlacheckich i przeklętej czystości krwi. Dla nas obu nierealnego, że nie powinienem sobie nim zaprzątać głowy.
Mam nadzieję, że nigdy nie kochałem Gwen. Nie wiem jaka opcja była gorsza, w obu czułem się winny. Nie zasługiwała na to wszystko, żeby jeszcze głupi lord dokładał jej trosk oraz mieszał w życiu. "Jednak żyłem", ale nie byłem jakoś specjalnie z tego faktu zadowolony. Nawet nie wiecie, jak ucieszyłbym się w tamtej chwili, gdybym wiedział o tej wewnętrznej "obojętności". Zaraz jednak mina zrzedłaby mi czytając o "goryczy" oraz "zdradzie".
Wbrew pozorom nie byłem jednak idiotą i coś tam się domyślałem. Nie byłem specjalnie przekonany do jej zapewnień, jednakże wolałem być ostrożny. Po chwili Gwen, jak to Gwen, zaczęła robić dwie rzeczy na raz. Aż tak się jej spieszyło z ucieczką?
- Poprawiłaś się w zaklę... - zacząłem na widok tworzącej się bariery, ale wtedy dostrzegłem niebezpieczne zachwianie i odruchowo spróbowałem przytrzymać Gwen, upuszczając przy tym parasol.
Zapewne niepotrzebnie, bo ta chyba utrzymała równowagę, ale należało uchronić skarpetę w dynie przed bliskim kontaktem z błotem. Byłem w końcu nadal w jakimś stopniu dżentelmenem.

| zwinność
1- MG?
2-10 - traci równowagę i ląduje w błocie
11-50 - nie daje rady złapać Gwen i uchronić skarpety przed błotem
51-100 - sukces, dynie ze skarpety uratowane
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 3 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Salon [odnośnik]06.01.21 14:37
The member 'Artur Longbottom' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 100
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Salon [odnośnik]10.01.21 1:47
Nie dało się ukryć. Od ich spotkania minął prawie rok, w trakcie którego umiejętności Gwen zdecydowanie się poprawiły. Nie tylko z powodu samozaparcia i pracy nad sobą, ale też z powodu sytuacji, która nastała w Anglii. W trakcie wojny umiejętności magiczne były jedynymi, które mogły ochronić zarówno ją, jak i jej bliskich, toteż ich zgłębianie i szlifowanie było kluczowe, jeśli chciała ocalić życie.
Skąd jednak Artur mógł o tym wiedzieć, skoro go n i e by ł o? Przez tą krótką chwilę wtedy, w salonie, miała nadzieję, że informacja przekazana przez Willow o małżeństwie Longbottoma nie jest prawdziwa. Że to tylko jakaś plotka albo przypadek. Albo może, że są po prostu tylko zaręczeni? W końcu jasnowłosy auror był jeszcze całkiem młody. Gwen znała licznych kawalerów w jego wieku. A jednak okazało się, że nie. Nie wspomniał ani słowem o swojej żonie, ukrywał jej istnienie przed nią. Właściwie z perspektywy czasu to, że wtedy odszedł było jednym z najlepszych możliwych wyborów, jakie mógł podjąć, choć z drugiej strony okrutność tego czynu wciąż w głębi serca bolała malarkę. Nie mógł tego rozwiązać inaczej? Nie mógł jej choćby dać znać, że żyje? Czy… czy zrobić cokolwiek?
A teraz to wszystko nie miało znaczenia. No, przynajmniej panna Grey próbowała przed sobą udawać, że nie miało. Jej emocje były obecnie ulokowane w innych miejscach. Skupiała się na tych, którzy od dłuższego czasu stali u jej boku, a nie na przelotnej znajomości z żonatym mężczyzną, niebędącym względem niej w pełni szczerym. Szczególnie, że koniec końców do niczego nie doszło. Mimo wszystko nie umiała się jednak pozbyć tkwiącej gdzieś na dnie świadomości goryczy po tamtym czasie. Bo przecież miało być inaczej. Wszystko w nim zdawało się obiecywać, że będzie inaczej.
Tarcza, którą stworzyła nad sobą panna Grey może nie należała do najmocniejszych, ale bez wątpienia sprawiała wrażenie konkretnej, rzemieślniczej roboty. Gorzej było z równowagą dziewczyny, której stopa rozstała się z kaloszem i już, już miała upadać, gdy niespodziewanie Artur skutecznie ją pochwycił, nie pozwalając jej na upadek.
Skarpetka w dynie została skutecznie uratowana. Ciało Gwen jednak spięło się odruchowo: Longbottom mógł zapewne bez problemu to wyczuć. Na twarzy dziewczyny pojawiła się zaś mina kobiety ze zranioną dumą, która w żadnym razie nie miała zamiaru przyznać, że pomoc automatycznie jej udzielona była konieczna. Naprawdę, wolałaby chyba wyprać te skarpety i…
Och. Opanuj się – pojawiło się w jej głowie. Od kiedy zakupiła wyciszający amulet łatwiej jej było panować nad własnymi emocjami. Wzięła głęboki oddech, opanowała spojrzenie, ale gdy tylko złapała równowagę i włożyła nogę bezpiecznie do stojącego w jej zasięgu kalosza, odsunęła się stanowczo.
Dziękuję – powiedziała, starając się brzmieć obojętnie, ale chłód w jej tonie tak czy siak był wyraźnie wyczuwalny. Może i teraz była lepsza w kłamaniu (kolejny wspaniały efekt wojny!), ale mistrzostwo w tej dziedzinie raczej nie było jej pisane. – Przepraszam, ale jestem zajęta. Szukam psa – odpowiedziała zwięźle i krótko, po chwili orientując się, że może warto byłoby dodać: – Widziałeś ją gdzieś tu może? Ogrodnik wziął ją na dwór i gdzieś się szwenda, a pada…
Grzmot rozległ się wokół, choć na ich głowy nie padała ani kropla deszczu. Tarcza skutecznie działała. Po chwili jednak zerknęła na znajdującą się wciąż we własnej dłoni różdżkę i wzdychając, machnęła nią, mówiąc:
A właściwie… Homenum Revelio.
W końcu pies powinien być niedaleko i zaklęcie powinno pokazać pannie Grey w którym miejscu powinna szukać Betty. A przecież mimo wszystko była samodzielną kobietą. Nie potrzebowała pomocy kogoś takiego jak Artur (Michael to jednak coś innego: był starszy i tak doświadczony!). Sama jest w stanie znaleźć własnego psa nawet jeśli ustanie na nogach przychodzi jej z takim trudem.

| jeśli zaklęcie okaże się fiaskiem: psa nie ma w najbliższym otoczeniu.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.


Ostatnio zmieniony przez Gwendolyn Grey dnia 10.01.21 1:48, w całości zmieniany 1 raz
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Salon [odnośnik]10.01.21 1:47
The member 'Gwendolyn Grey' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 89
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Salon [odnośnik]10.01.21 12:33
Tak po prawdzie, byłem miłym gościem. Ostatnimi czasy coraz rzadziej, skręcałem powoli w drogę zarezerwowaną dla cyników, pesymistów lub po prostu dupków. Nadal jednak potrafiłem poratować kogoś komplementem, tym bardziej, że Caelum nie było wcale takim prostym zaklęciem, a za drugim podejściem wyszło Gwen całkiem zgrabnie. O pierwszym zdążyłem trochę zapomnieć. Przypomnę o nim sobie chyba tylko jeśli rozmowa okaże się wyjątkowo nieprzyjemna.
Co zrobić, Gwen. Ja też chyba wolałbym, żeby informacja od Willow była nieprawdziwa. Może opowiem ci jak zgodziłem się na małżeństwo z poczucia obowiązku, czując się odpowiedzialnym za przyszłość rodu w obliczu zbierających się na horyzoncie ciemnych chmur. Może zasługiwałaś na wyjaśnienia, moja słodka Gwen, mój symbolu szczęśliwego i bardziej prostego życia, gdzie byłoby miejsce na miłość. Czułem się paskudnie z tym jak cię potraktowałem, nieświadomy jakie nadzieje skrywałaś w swoim sercu. Strasznie zdradliwy organ, od którego nigdy nie byłem ekspertem. Trudno powiedzieć, czy nawet jakbym był kawalerem mielibyśmy szansę na szczęśliwe zakończenie, w końcu nadal istniał ten przeklęty status krwi oraz szlacheckie reguły. Longbottomowie mogli sobie być promugolscy, ale gdzieś tam w głębi pod pewnym względem nie różnili się od reszty arystokracji. Nawet nie wiesz jak mi wstyd, że jedyną drogą na bycie z tobą byłby sekretny romans lub wyrzeczenie się rodu. Wtedy w kuchni byłem słaby, może przy odpowiednich warunkach zgodziłbym się na obrazę naszej godności. Teraz, choć słabszy na ciele i pod niektórymi względami na umyśle, bez wahania postąpiłbym słusznie. Mimo że ten wybór ma posmak goryczy.
Nie chciałem zranić jej dumy, więc jak tylko mogłem puściłem ją, pozwalając bez przeszkód się odsunąć. Chyba kolejny raz w moim życiu dobre intencje nie sprowadzały dobrych konsekwencji. Szkoda skarpety w dynie i uczucia zimna, ale może jednak warto było pozwolić na ten wypadek? Czułem chłód w jej tonie, więc tylko skinąłem głową, nie chcąc pogarszać sprawy.
- Przykro mi, nie widziałem. Tak po prawdzie, dopiero co opuściłem wnętrze - wyjaśniłem. No tak, Gwen szukała psa. Dla niej warto było wyjść w serce burzy dla zbłąkanego zwierzęcia, co na swój sposób ceniłem. Takie sentymenty jednak nie były najlepszą cechą w czasie wojny.
Gwen znów sięgnęła po magię, jak przystało na czarownicę. Wydawało mi się, że kiedyś dłużej szukałaby w konwencjonalny sposób, jednak widać że czarodziejski świat coraz bardziej ją przyjmował. Zaklęcie znów nie było takie proste, ale udało się wyśmienicie. Tym razem jednak nie padł z mojej strony komplement, nie przesadzajmy.
- Jest gdzieś tutaj? - zapytałem, zastanawiając się czy to już moment ponownej rozłąki.
Tak po prawdzie, mógłbym jeszcze zostać. Nadal lubiłem Gwen, jakaś moja część była ciekawa jak się jej wiedzie, a do uczucia dyskomfortu nauczyłem się przyzwyczajać.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 3 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Salon [odnośnik]10.01.21 13:27
Niepodjęcie działania raczej by młodemu lordowi Longottomowi wcale nie pomogło. Dałoby pannie Grey jedynie dodatkową amunicję do krytykowania aurora. Chociaż kto wie, może tak byłoby łatwiej. Miałaby przynajmniej powód, by nie tylko mieć do niego żal, ale też wykazać mu na przykład wadę złego wychowania. A tak? Koniec końców byli przecież po tej samej stronie barykady i Gwen zdawała sobie sprawę z tego, że skoro Artur jest zdrowy i żywy prędzej czy później może przyjść im stanąć w walce ramię w ramię. A wtedy na głupie niesnaski z przeszłości nie będzie mogło być miejsca. Zdawała sobie z tego sprawę, ale jednak niełatwo było przełknąć takie spotkanie. Szczególnie, że malarka coraz bardziej ceniła sobie ministra Longbottoma i świadomość, że swego czasu była w ten dziwny sposób związana z jego bliskim krewnym była… dziwna.
Nie widział. Oczywiście, że nie widział. To w końcu nie jest i nie powinna być jego sprawa. Zresztą, widział Betty jeszcze w okresie szczenięcym i nie sądziła, aby widząc ją gdzieś w ogrodzie, skojarzyłby fakty. Zwłaszcza że spotkał ją chyba tylko raz. Wtedy, w dniu pożaru.
Na całe szczęście jej zaklęcie okazało się co najmniej całkiem udane. Gwen niemal czuła, jak magia uwalnia się i słucha jej polecenia. Ostatnio naprawdę szło jej całkiem nieźle i musiała to sama przed sobą przyznać, choć cały czas miała wrażenie, że to wszystko to jednak za mało, aby była naprawdę użytecznym narzędziem. Zwłaszcza w obliczu takich okropieństw, jak uwięzienie Justine. Dopóki jednak nie mogła wejść do domu Tonksów mogła być pewna, że siostra Kerry żyje, co dawało jakąś nadzieję na jej odratowanie. Tylko pytanie brzmiało, w jakim była stanie? I ile już zdążyła powiedzieć? Przecież skoro trzymali ją żywą, to oznaczało, że jest dla nich w jakiś sposób przydatna.
Odsunęła te myśli na bok, rozglądając się za psem. W ogrodzie Macmillanów nie było ludzi. Burza skutecznie zapędziła wszystkich do wnętrza dworu. Ale nie musiała wytężać za bardzo wzroku, aby dojrzeć psią sylwetkę, normalnie ukrytą za nieco oddalonym klombem krzewów i kwiatów.
Tam jest – powiedziała, swoją postawą wskazując miejsce pobytu psa i natychmiast ruszyła w jego stronę, nie zwracając uwagi na to, czy Longbottom za nią idzie. Szczerze mówiąc, wolałaby, aby nie szedł. A najlepiej to w ogóle, żeby zniknął.
Ruszyła tak szybko, na ile tylko pozwalały warunki pogodowe. Jej kalosze zatapiały się w miękkim od deszczu podłożu, choć przynajmniej jak na razie nie musiała martwić się o deszcz. Betty była jednak na tyle daleko, że jej tarcza już nie obejmowała, co oznaczało, że psisko wciąż mokło. Ale przecież zawsze lubiła wodę. Nic dziwnego: trafiła do Gwen jesienią, gdy bezustannie lało jak z cebra. Przywykła.
Gdy zbliżała się do psa, zakończyła zaklęcie szybkim machnięciem różdżki i pomyślanym finite incantatem, schowała magiczny przedmiot do kieszeni, a następnie weszła w strugi deszczu, nie przejmując się już szczególnie pogodą i okrążyła krzewy, aby zobaczyć… wielkiego, czarnego, ubłoconego potwora.
Szczęka Gwen opadła z niedowierzaniem. Ogrodnik najwyraźniej pracował dziś nad tworzeniem dalszej części klombu lub czegoś takiego (malarka nie znała się za nic na ogrodnictwie pałacowym) i przekopał sporą ilość trawy. Ta zaś w połączeniu z wodą zmieniła się w błoto, w którym Betty najwyraźniej postanowiła się wcześniej położyć, bo choć obecnie pies leżał pod jednym z drzew, był wyraźnie pokryty od łap do czubka nosa błotem. Na domiar złego, zamiast na widok właścicielki okazać skruchę, psisko otwarło pysk, zadyszało na powitanie i zamachało ogonem, wyraźnie dumne ze swoich poczynań.
Be… Betty? – Gwen odebrało mowę. – Na Boga, coś ty zrobiła? – Przeczesała ręką włosy, aby mokre pasma nie wpadały jej to oczu i aby lepiej przyjrzeć się psu. W tę pogodę to nie było takie łatwe.
Na dźwięk jej słów potężny pies postanowił wstać i ruszył w stronę malarki. Nim ta zdążyła zareagować, otarł się o jej nogi, skutecznie paskudząc strój. Gwen odskoczyła, odsuwając psa dłońmi: te prędko też pokryło błoto. Na Artura Betty nie zwracała najmniejszej uwagi. Kolejny człowiek, widziała ich w pałacu i Oazie wielu. Nie robił więc na niej wrażenia.
Jesteście z Gretą siebie warte. Co ja mam z tobą zrobić? – spytała sama siebie, naprawdę nie mając pojęcia, od czego powinna zacząć doczyszczanie psa. Najłatwiej byłoby zaczekać, aż po prostu przestanie lać, ale przecież nie mogła zostawić jej w samym środku burzy.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Salon [odnośnik]10.01.21 14:16
Byliśmy tacy mali i nieistotni wobec tego, co działo się wokół. Chyba najlepszym było odrzucenie tej dawnej, słodko-gorzkiej zażyłości, stawiając na coś znacznie bardziej pewnego. Czekały nas trudne chwile, wymagające zaufania. Nigdy nie byłem lekkomyślny, nie pokładałem bezgranicznej wiary w innych Zakonników lub Gwardzistów. Potrzebowałem jednak polegać na kimś, kilku współtowarzyszy dostąpiło tego wyróżnienia, miałem nadzieję do tej wyjątkowej listy dopisać Gwen. Potrzebowałem jej... byle tylko nie dostać w plecy z Bombardy. To by była wyjątkowo niezręczna sytuacja...
Przyznam, że nie skojarzyłem obecnych poszukiwań ze szczeniakiem z tamtego dnia. Nazwiecie mnie ignorantem, moi mili, ale po prostu działo się wtedy zbyt wiele ważnych dla mnie spraw. Potem się działo wiele rzeczy, stanowczo za wiele. W tym uwięzienie Justine, która przecież nie była mi obojętna. Wciąż pamiętam nasze pierwsze spotkanie.
Starzeję się ewidentnie, robiąc się okropnie sentymentalnym. Za bardzo zerkałem za siebie, co mogło sprawić, że nie zauważyłbym przeszkody przed sobą. Tak więc nie martwcie się, nie będę teraz zanudzał wspominkami z Hogwartu. Musiałem w końcu jakoś rozliczyć się z przeszłością, zwłaszcza patrząc na ryzyko spotkania z kimś innym. Miałem nadzieję, że wykrzesam wolę potrzebną do rzucenia niewybaczalnego zaklęcia, bo inaczej to moje serce przeszyje zielony promień. Właściwie podobny do tego, co przeszyło go wiele lat temu...
- Świetnie. Mogła się bać na tym deszczu, pamiętam jak była jeszcze taka mała... - podsumowałem, wyzwalając resztki empatii. Jakimś cudem przypomniałem sobie o pierwszym spotkaniu Betty, ale nie rozwinąłem tematu. Nie było to przesadnie rozsądne.
Ruszyłem w ślad za Gwen, jakieś dwa kroki za nią, bo jednak laska nie pozwalała mi utrzymać równego tempa. Nie zniknąłem, moja słodka Grey, choć tak byłoby najprościej. Może byś się później zastanawiała czy nie jestem widmem jakiś bolesnych wspomnień, przywołanym przez deszcz. Problem w tym, że ja naprawdę byłem sentymentalny i nie potrafiłem tak bez słowa cię zostawić, przynajmniej teraz. Chyba było to podszyte jakimś poczuciem winy...
Odnaleźliśmy psa wśród bujnej roślinności, jakby Betty chciała się ukryć przed ciekawskim wzrokiem czarodziejów. Muszę przyznać, że suczka nie była taka głupia.
- Bycie psem musi być znacznie przyjemniejsze i weselsze niż bycie człowiekiem - stwierdziłem jedynie, uśmiechając się przy tym nieco smutno.
Z pewną ulgą odkryłem, że pies nie zwracał na mnie większej uwagi, w pełni skupiając się na Gwen. Nie chodzi o to, że bałem się ubrudzić błotem, broń Merlinie. Po prostu w całej tej scenie nie czułem się potrzebny i właśnie teraz najchętniej bym zniknął.
- Może zaprowadź ją do jakiejś szopy? Nie zrobi wtedy wielkiego bałaganu w rezydencji, a będziesz mogła ją w spokoju ogarnąć - zasugerowałem. - Chyba nie potrzebowałaś mojej pomocy... - chyba nie potrzebowałaś też mnie, dodałem w myślach. - Cieszy mnie to - stwierdziłem szczerze. - Czas już na mnie, będę się zbierał...
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 3 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Salon [odnośnik]10.01.21 15:09
Tak, Arturze Longbottomie, wspominanie małej Betty na pewno pomoże Ci w relacji z Gwen. Odzywasz się, jakbyś miał prawo do tego psa i do tych wspomnień. A prawa nie miałeś żadnego. Najmniejszego. Zacisnęła zęby, próbując opanować irytację i złość, które pojawiały się w jej głowie mimowolnie. Nie mogła mu przecież teraz wyrzucać takich rzeczy. To nie było potrzebne, to nie było na miejscu. Tylko czemu on nie może sobie po prostu pójść? Teraz? Tylko rusza za nią, człapiąc w tym błocie, jakby ogród należał do niego. Ta szlachta, nawet współpracująca z Zakonem. Wszystko w ich oczach należało do nich, prawda? I jakoś zapomniała o tym, że Artur był całkiem blisko spokrewniony z Macmillanami, choć chyba nie potrafiłaby nawet podać dokładnego stopnia pokrewieństwa. Nie znała się na tych arystokrackich powiązaniach.
Kierowana tymi szybko przemykającymi w głowie myślami, odezwała się spokojnym, dalej chłodnym tonem, który wcale nie zachęcał do dalszej rozmowy:
Betty lubi deszcz.
Skąd miałeś o tym wiedzieć, skoro nawet nie spędziłeś z nią chwili? W przeciwieństwie do Johnatana, Kerry czy innych mieszkańców Oazy. Nawet Michael poznał ją lepiej, choć Tonks był chyba zbyt zapracowany, aby mieć czas na dłuższe zabawy z psem. Szczególnie że ostatnio Betty raczej częściej zostawała na dworze, gdzie nikomu nie przeszkadzała i mogła swobodnie biegać po okolicy wraz z psem należącym do ojca Heatha.
Może – odpowiedziała beznamiętnie na kolejne słowa Artura, gdy już znaleźli psa, a ona wciąż dumała nad tym, co powinna z nim zrobić.
Longbottom jednak miał całkiem rozsądny pomysł. Kusiło ją, aby go zignorować i wpaść na coś lepszego, ale ponownie postarała się panować nad własnymi emocjami. Nie może mu przecież dać poznać, że zanadto się przejmuje tym spotkaniem. Bo że trochę to robi – było widać. Nie była aż tak głupia, aby wierzyć, że chłodny ton głosu może zostać uznany przez Artura za coś naturalnego.
Ogrodnik ma schowek kawałek dalej. Powinien się nadać – stwierdziła. Betty wytrzyma w nim kilka godzin bez większego problemu. No i tam będzie mogła ją wyczyścić, korzystając z pomocy różdżki.
Deszcz kapał na jej głowę, ale nie fatygowała się, aby rozszerzyć tarczę. Nie była przecież z cukru, nie roztopi się. Zerknęła kątem oka na Artura, pochylona nad Betty. Jej dłonie grzebały w ubłoconej sierści psa, poszukując obroży, a gdy w końcu ją znalazły, chwyciły zwierzę tak, aby nie mogło się oddalić.
Nie potrzebowałam – przyznała i kiwnęła głową na informację, że będzie już odchodził. Bo co miała mu powiedzieć? Żegnaj i nie zobaczymy się już więcej? Albo zapłakać nad tym, jak bardzo nie chce, by odchodził? Jeśli miał przypadkiem nadzieję na to ostatnie musiał być wielkim głupcem.
Nie miała zamiaru patrzeć niepotrzebnie w jego stronę, toteż od teraz skupiła się w pełni na psie. Trzymając swoją podopieczną, ruszyła ku szopie. Długa sierść Betty ocierała się o jej nogi, brudząc ją jeszcze bardziej, a sama postawa Gwen była lekko przechylona na bok, co wcale nie dodawało jej krokowi uroku, ale to nie miało większego znaczenia. Chciała jak najszybciej wprowadzić psiaka pod dach i – co mimo wszystko było chyba teraz trochę ważniejsze – zniknąć z oczu Longbottoma, który pójść to sobie powinien już dawno. Naprawdę nie był tu nikomu potrzebny. A jej samej w szczególności.

| zt dla Gwen


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Salon [odnośnik]10.01.21 16:39
Och, Gwendolyn Grey, ależ ja nie chciałem mieć żadnych praw do psa, który był tu równie niewinny co bez znaczenia. Nie chciałem mieć żadnych praw do wspomnień, żadnych. Gdybym miał zmieniacz czasu wielkiej mocy, równy najsłynniejszym artefaktom, cofnąłbym się i sprawił, że nigdy się nie spotkaliśmy. Chyba wyszłoby nam to na dobre...
Jednak niestety, to było niemożliwe! Mieliśmy wspólne wspomnienia, czy tego chcemy czy nie. Nawet w najśmielszych rozważaniach nie wpadłbym na to do czego doprowadzi nasza wycieczka do muzeum, że pewnego dnia znajdziemy się w tej kuchni, gdzie wszystko się skomplikuje. Musiało się skomplikować, bowiem tak to już w życiu było. Miałem nadzieję, że więcej nie doświadczysz czegoś podobnego, jednak nie oszukujmy się, życie nie jest łaskawe dla niepoprawnych romantyków. Najchętniej usiadłbym teraz i opowiedział dlaczego miłość to słodka trucizna, powodująca w nas gnicie, ale zapewne nie chciałabyś czegoś takiego słyszeć. Może słusznie, może to ja się w swym niezrozumieniu mylę, bardzo chciałbym być w błędzie. Coś mi jednak mówiło, że niestety miałem rację...
Pewnego dnia zapewne sobie porozmawiamy, nie obędzie się wtedy bez łez, gniewu i rozdrapywania ran. Niektórzy twierdzą, że naprawa wymaga zniszczenia tego co było wcześniej, oczyszczenia w ogniu. Nie potrafię ci powiedzieć, kim dla siebie w przyszłości będziemy. Miałem nadzieję, że przyjaciółmi lub przynajmniej towarzyszami broni, jednak nie potrafiłem tego zagwarantować. Możliwe mogły być dwie skrajności, obie równie przerażające.
- Dobry pomysł - przyznałem jej, jakby dla chęci załagodzenia całej sytuacji.
Skłoniłem się jedynie Gwen, wiedząc że słowa mogą tu nie być mile widziane. Tak, nie potrzebowałaś i dobrze to słyszeć. Ktoś zaraz powie, że powinienem ją przepraszać lub pożegnać się na zawsze, znikając z jej życia. Wspomniałem jednak wcześniej, że nie mieliśmy większego znaczenia w tym wszystkim, prawda? Jeszcze może będziemy mieć okazję pomówić od serca, ale powinniśmy mieć teraz ważniejsze sprawy na głowie, ważniejsze od nas samych. Ruszyłem więc w kierunku dworu, gotów do drogi powrotnej na ziemie mego rodu, już dość tu zabawiłem. Ciemne chmury nadal wisiały nad nami wszystkimi, a wolałem widzieć Gwen bezpieczną niż jako swoją przyjaciółkę lub kogoś bardziej bliskiego...

| zt dla Artura
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 3 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Salon [odnośnik]12.01.21 20:05
| 7 sierpnia |

Obezwładniający wstyd zmuszał go do najbardziej prymitywnych ze znanych sobie czynności, co powodowało, że wędrował od jednego końca pokoju, aż po drugi, w pełni ignorując estetyczność i wymowność pomieszczenia. Uciekając od palącego wzroku swojego szwagra, któremu nawet nie był w stanie do końca wyjaśnić, dlaczego jego umysł oraz pięści objęła pożoga, czuł potężną chęć przerwy. Nie było to jego priorytetem, aby lecieć z tłumaczeniem i słodkimi słówkami, bo też nie wiedział, co miał powiedzieć i z dosyć oczywistych racji, wiedział, że panowie nie potrzebują specjalnych wyjaśnień, a może tyczyło się to tylko tych żyjących w dokach? Kogo oszukujesz, przecież wiesz, jak należy się zachować. Pomyślał z przekąsem, przez chwilę zastanawiając się nad jakimś prostym ukojeniem nerwów, przecież znał różne, nie do końca legalne sposoby na pozyskanie spokoju ducha.
Głęboko wciągnął powietrze, powstrzymując swoje lekko drżące ręce od sięgnięcia do miejsca, w którym zwyczajowo znajdowały się jakieś środki odurzające, czy też zwyczajne używki. Niestety nie miał na sobie jednego ze swoich 'firmowych' płaszczy toteż niczego nie był w stanie znaleźć tego, czego szukał. Na szczęście życie potrafiło czasem zaskoczyć i kiedy w ostatniej próbie sprawdzenia jednej ze swoich kieszeni, dostał to, czego tak bardzo pragnął. Snus był zbawieniem w te jakże stresującej sytuacji, dlatego bez zastanowienia Weasley wyciągnął jedną, jasną torebeczkę i włożył pod dolną wargę. Z czasem każdy oddech uspokajał jego szaleńczo bijące serce, a nadmierna ślina stworzona przez sporą dawkę adrenaliny zaczęła zanikać pod wpływem wysuszającego woreczka. Skandynawskie kontakty dawały jednak bardzo duże pole do popisu. Po chwili samotności i poszukiwań śmietnika zorientował się, gdzie trafił. Po wyrzuceniu zużytego woreczka przystanął przy drzwiach wejściowych, wzrokiem wędrując do przykuwającego wzrok napisu.
- Per aspera ad astra. - mruknął pod nosem, dając sobie chwilę na rozpoznanie łacińskich słów. Nigdy nie świecił z tego konkretnego języka, choć próba wychowania go na szlachcica, jakim w rzeczywistości był, powodowała, że jakaś tam wiedza wciąż pozostawała w głowie. Zresztą głupio byłoby zwyczajnie zapomnieć jakie motto miał ród, do którego została oddana jego własna siostra! Motto! Pomyślał entuzjastycznie, w pełni zapominając, a przynajmniej starając się zapomnieć o felernej sytuacji sprzed chwili.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095

Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Salon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach