Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Ogrody i polana
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Ogrody i polana

Posiadłość Macmillanów wydaje się dość skromna w stosunku do otaczającej ją wolnej przestrzeni. Dwór otoczony jest murem z blankami. Przed wejściem znajdują się ogrody z kwiatami w pastelowych kolorach i charakterystycznymi dla Puddlemere wrzosami. Tylna część wydaje się być pusta, z tego względu, że jest przeznaczona na różnego rodzaju aktywności (Quidditch, jeździectwo, szermierka).
Otoczenie jest tutaj najczęściej mgliste, ze względu na znajdujące się w pobliżu moczary. Z tego też powodu przedstawicielki rodu Macmillanów starają się przywiązywać szczególną wagę zagospodarowania terenu i przyrody, by miejsce wydawało się przyjemniejsze. W pobliżu lasu znajduje się stajnia.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody i polana  - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


The member 'Steffen Cattermole' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 6
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody i polana  - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

To był dziwny poranek. Nie w złym znaczeniu tego słowa, wiedział, że w tym dniu chodziło przede wszystkim o celebrowanie szczęścia – ale przez ostatnie miesiące odzwyczaił się już od oglądania samego siebie w odświętnej szacie, zapomniał gładkich ruchów palców dawniej bez problemu i zawahania wiążących elegancką muszkę, a wypastowane buty wydały mu się jakby za ciasne. Wszystko to – od nerwowego poprawiania mankietów po próby doprowadzenia do ładu zwichrzonych snem włosów – kojarzyło mu się z życiem, które zostawił za sobą, pogrzebał razem z odrzuconym rodowym pierścieniem, wciąż tkwiącym gdzieś w głębi kieszeni nieubieranej już szaty. Na pewien sposób było w tym coś kojącego; w myśli, że nawet dla członków Zakonu Feniksa życie wciąż toczyło się dalej, jeszcze niezupełnie pozbawione nadziei; że oprócz ponurych narad wojennych i kolejnych misji, z których nie spodziewało się wrócić, istniało coś więcej. Musiał przyznać, że sam trochę o tym zapomniał, gubiąc się w wojennej rzeczywistości; być może nie powinien – być może nie musiał.
Był gotów w to uwierzyć zwłaszcza w takich prostych momentach, kiedy sprzeczał się z Benjaminem o założenie zielonej szaty, z każdą chwilą denerwując się coraz bardziej, gdy przez niezadowolone kręcenie nosem niemal otarli się o spóźnienie na ceremonię. W innych okolicznościach nie upierałby się tak stanowczo, ale przecież złożył Hannah obietnicę – i miał zamiar jej dotrzymać, nie szczędził więc Benowi komplementów, wiedząc, że przychylne słowa będą w stanie udobruchać go na tyle, by zapomniał o dyskomforcie związanym z założeniem eleganckiego stroju. Pochwały były zresztą szczere, naprawdę wyglądał wspaniale – i wykorzystał te ostatnie spędzone w Sennen chwile, żeby mu o tym powiedzieć, zdając sobie sprawę, że przez resztę dnia będzie musiał udawać, że nie robi to na nim kompletnie żadnego wrażenia.
Krótka wizyta w centrum Londynu, skąd miał zabrać Hannah, skutecznie otrzeźwiła go z chwilowej beztroski, choć nie miało to dla odmiany nic wspólnego z samą obecnością czarownicy; okolica, w której mieszkała, nie była bezpieczna ani dla niego ani dla niej, na szczęście – nie czekał jednak długo, nie mając zbyt wiele czasu na zastanawianie się nad tym, co mogło pójść nie tak. Ani na prowadzenie rozważań nad specyfiką zawartego przez nich układu; nie był pewien, czy udało mu się przejść już do porządku dziennego nad tym, że siostra Bena wiedziała, wolał jednak nie rozkładać tej kwestii na czynniki pierwsze; nie dzisiaj – i na pewno nie teraz. – Tak dobrze, jak ty? Na pewno nie – odparł, rozluźniając się nieco, gdy znów znaleźli się daleko od stolicy; Puddlemere może i nie było jego domem, ale znajdowało się wystarczająco blisko.
Wyciągnął w jej stronę ramię, przy okazji raz jeszcze na nią spoglądając. Komplement nie był ani trochę przesadzony – wyglądała zjawiskowo w intensywnie czerwonej, sięgającej ziemi sukience, i Percival był stuprocentowo pewien, że rzucane w ich kierunku spojrzenia nie miały wiele wspólnego z kontrowersyjną kwestią pojawienia się tutaj byłego Notta. Benjamina dostrzegł jako pierwszy, zapewne dlatego, że wiedział, czego szukać – nie pociągnął ich jednak od razu w jego stronę, zamiast tego przenosząc spojrzenie na Hannah i przyglądając jej się kątem oka. Starał się dopilnować, żeby w uniesionych niekontrolowanie kącikach warg nie dopatrzyła się mieszaniny rozbawienia i samozadowolenia, ale chyba niezbyt mu to wyszło. Uniósł wyżej brwi, słysząc padającą z jej ust pochwałę, choć tak naprawdę nie musiała mówić nic – wystarczał szeroki uśmiech, rozjaśniający jej twarz. – Mam nadzieję, że mówisz to bez zaskoczenia – mruknął równie cicho, po czym wycofał się nieco, pozwalając rodzeństwu się ze sobą przywitać – własne powitanie z Benem ograniczając do krótkiego skinięcia głową; zupełnie jakby tego ranka nie obudzili się w jednej sypialni, a za parę godzin nie mieli ponownie do niej wrócić.
Wydawałoby się, że ceremonia zaślub nie powinna zrobić na nim wrażenia – był w końcu czas, kiedy na podobne uroczystości uczęszczał regularnie, obserwując te same spojrzenia i wysłuchując podobnie brzmiących przysiąg – ale w sposobie, w jaki Anthony i Ria patrzyli na siebie, stojąc przed mówiącym z silnym szkockim akcentem urzędnikiem, było coś zupełnie innego. Jednocześnie obcego i znajomego, czuł się prawie nieswojo, spoglądając w ich kierunku – jak ktoś, kto niespodziewanie stał się świadkiem czegoś mocno prywatnego i osobistego. Nie zdawał sobie sprawy, że marszczy brwi, starając się odegnać od siebie nagłe wzruszenie – dziwne, nie znał ich przecież zbyt dobrze, choć być może nie było to istotne – bo wystarczało, że znajome było uczucie przelewające się przez gesty i zawiązujące kolejne supły dłonie.
Odchrząknął cicho, gdy przyszedł czas na składanie gratulacji, żeby pozbyć się z głosu niepotrzebnej chropowatości; gdy Ben zaproponował, by to oni zajęli się słowami, otworzył usta, ale zamknął je zaraz potem, żeby wysłuchać tych wylewających się niepowstrzymanym potokiem z ust mężczyzny. Szczerych i prostych w tak typowy dla niego sposób; uśmiechnął się pod nosem, chwilę później jednak poważniejąc, bo znalazł się przed Anthonym i Rią. Nie chciał mówić wiele, i tak zabrali już państwu młodym sporo czasu, poza tym – zapewne było tu mnóstwo ich bliższych znajomych i rodziny, którzy czekali na swoją kolej. Uścisnął jednak Anthony’emu dłoń, zamykając w tym geście wdzięczność za przesłane zaproszenie – i radość, że widział go całego i zdrowego, nie rozłożonego nieruchomo na pokrytym skalnym pyłem dnie kamiennego kręgu. – Obyście już zawsze mogli nawzajem dodawać sobie siły – powiedział, zwracając się do nich obojga, wierząc, że tym właśnie mogli dla siebie być: wsparciem, nie ciężarem; i siłą, nie słabością. – I żebyście znaleźli tutaj – tutaj, w Puddlemere; ale też tutaj, w tym małżeństwie – bezpieczną przystań i schronienie. – Uśmiechnął się, przez moment mając ochotę szepnąć jeszcze Anthony’emu, żeby nie brał z niego przykładu, a na pewno wszystko będzie dobrze – ale ostatecznie postanowił zostawić tę radę na bardziej kameralne warunki. Cofnął się więc, robiąc miejsce dla kolejnych gości, a samemu wracając do Hannah i Benjamina. – Chcecie poszukać naszych miejsc? – zapytał cicho, tak, by jego słowa dotarły tylko do samych zainteresowanych. Nie rozglądał się jeszcze po tłumie, odrobinę obawiając się, czyje twarze może tam zobaczyć.

| to mój pierwszy postek, więc rzucam k6!



as my story came to a close I realized
I was the villain all along
Percival Blake
Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 33
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?

OPCM : 33
UROKI : 42
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott

Powrót do góry Go down

The member 'Percival Blake' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 2
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody i polana  - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

To nie pierwszy ślub, na którym pełnił rolę świadka. Wydawało mu się, że w związku z tym będzie potrafił zachować spokój. Nie do końca tak było. Przeżywał ten ślub tak samo jak każdy inny, o ile nie jeszcze bardziej. Dzisiaj żenił się jego najlepszy przyjaciel, więc musiał mieć stuprocentową pewność, że wszystko pójdzie jak należy. Poza tym odkąd został nestorem miał jeszcze większy problem z popełnianiem błędów. Wydawało mu się, że nie może się żadnego dopuścić. W każdym razie przybył do Puddlemere odpowiednio wcześniej niż pozostali goście, żeby postawić Anthony'ego do pionu. Wiedział, że się denerwuje, więc nawet miał przy sobie niedużą ampułkę eliksiru na uspokojenie, ale zamierzał mu ją dać w ostatecznej ostateczności. Miał też parę innych specyfików, ale one miały się przydać dopiero następnego dnia z rana. Wiedział, że Anthony będzie dzisiaj balował – w końcu niecodziennie bierze się ślub i najczęściej już na całe życie. Taki był plus posiadania świadka-toksykologa.
Poprawiał mu muchę i charakterystyczny kwiat wrzosu, kiedy usłyszał spanikowane słowa pana młodego. - Za późno - zaśmiał się, klepiąc go po ramieniu. Już nie było odwrotu, ale Archibald był pewny, że jego przyjaciel nie będzie żałował tej decyzji. Stanął dwa kroki za nim, splatając dłonie za plecami. Ceremonia była piękna i szczera, nieustawiona przez starych nestorów. To ponownie kazało się zastanowić Archibaldowi nad sensem ustawionych szlacheckich związków. Czy faktycznie były tak korzystne jak sądzono? Ostatnie wydarzenia udowadniały Archibaldowi, że potrafiło być na odwrót.
Zaklaskał wesoło wraz z resztą zgromadzonych gości, kiedy ceremonia dobiegła końca. Zawołał gestem Lorraine, żeby szybko do niego podeszła, by mogli wspólnie złożyć życzenia. Udało im się wcisnąć prawie na sam początek kolejki, zaraz za rodzicami państwa młodych i kilkoma innymi ważnymi członkami rodzin. Uśmiechnął się szeroko, kiedy nadeszła ich kolej. Widok kuzynki, która brała ślub z jego przyjacielem, naprawdę radował. - Kochani! Oczywiście życzymy wam szczęścia na nowej drodze życia. Oby ziściły się wasze wspólne plany, a ten piękny dzień zachował się w waszej pamięci i wracał do was, kiedy zajdzie taka potrzeba - nie chciał przedłużać, za nimi stworzyła się już pokaźna kolejka. -Rio, wyglądasz przepięknie - zwrócił się bezpośrednio do kuzynki, całując ją w policzek. Żałował, że nie ma z nimi Garretta. - Anthony, cieszę się, że wszystko ci się ułożyło - powiedział, mając w pamięci historię z jego podróży. Uściskał go mocno i odsunął się z Lorraine, ustępując miejsca kolejnym gościom. A kiedy młoda para skończyła swój pierwszy taniec, zaprosił swoją żonę na parkiet.

zt


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I can do this, I thought. And even if I can't, I have to.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904

Powrót do góry Go down

The member 'Archibald Prewett' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 5
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody i polana  - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

życzenia :pwease:

Tak, to sen. Siedem ostatnich dni było nocną opowieścią spod przymkniętych powiek. Każde mrugnięcie poranka pozwalało Belli odkryć kawałek piękna tej tak obcej rzeczywistości. Wieczory przypominały uwiecznione malarskim okiem obrazki. Zaczarowana spoglądała na nie z zachwytem, a wyciągnięta odważnie dłoń pozwalała upewnić się, że wymarzone kreacje stają się prawdą. Objawioną wiejskimi zapachami wokół Kurnik, widokiem kuzynowej buzi i resztkami brokatowego pyłu we włosach. Podróżowała przez chaotyczne pożary, próbowała oswajać nowe ogniska, wszędzie była miłość, rozkwitała zapachem majowego bzu, swoim śladem rysowała bezpieczne okręgi, nuciła przyjacielską piosenkę i wabiła ułożone serce płomiennej szlachcianki. Ono po raz pierwszy od dawna mogło zadudnić tak naprawdę. I już nigdy więcej nie chciało zamierać – chyba że w szczęściu.
Nie potrafiłaby wyłonić spomiędzy tak licznych miłych wiadomości tej najdroższej. Wieść o weselu wznieciła dodatkowe iskry w jej uwolnionym dopiero co spojrzeniu. Ślub szlachciców! Czyż to nie było wspaniałe? Ledwie porzuciła piękny diadem, ledwo pożegnała swój najświętszy obowiązek i tożsamość, w której przecież była tak rozkochana, a zaraz znów przekroczyć miała próg domu arystokratów, obwiązać się zdobionym pasem i zatańczyć walca. Jako świadek uczucia dwóch szlachetnych głów, w ceremonii, którą za kilka tygodni sama miała przeżywać. Plan się zmieniły, porzuciła je. Dziś stała tutaj nie jako zdrajca, nie jako plugawe dziecię. Jako rodzina, jako towarzyszka dobrego chłopca o wyjątkowo urokliwym usposobieniu. Objęła mocniej palce Steffena, kiedy Ria i Anthony obiecali sobie wieczne uczucie. Obserwowała, jak płomienne oczy mówiły sobie o emocjach, których nie potrafiły przedstawić żadne słowa. W uśmiechach i chowających się między przyjacielskimi twarzami marzeniach dostrzegała morze ognistych błysków. Byli tu dla siebie, byli tu, bo nie pragnęli niczego innego, niczego bardziej niż szczęścia rozmazanego radośnie na policzku ukochanej osoby.
Zauroczona jakże pięknym połączeniem w przypływie ekscytacji odnalazła palce Steffena i ścisnęła je mocno. Nagle minął lęk. Przestała patrzeć na siebie jak na wyklętą dziewuchę, dla której pozamykały się wspaniałe drogi świata. To nieprawda. Śmielej odważyła się pomyśleć o tym, kiedy przelotny dotyk skóry Cattermole’a okazał się zupełnie niespodziewanym źródłem mocy. Dodawał jej odwagi, choć wcale o tym nie wiedział. Nie potrafił ukryć radości, a ona mimowolnie wchłonęła jej namiastkę, doznając jeszcze jednej nowości. Słonecznym okiem prześlizgnęła się po jego rumianym policzku i pozwoliła własnym ustom na zupełnie wolny, pozbawiony granic wyznaczanych przez twarde konwenanse, uśmiech. Ognistą falbaną wtulała się w eleganckie powłoki jego stroju i chyba czuła, naprawdę czuła, że znalazła się tam, gdzie powinna już dawno temu.
Wskazówka Steffena okazała się zbyt tajemnicza, aby mogła rozszyfrować tajemnicze słowa. Przelotnie jedynie zerknęła na ową panią. Kim była? – Jestem pewna, że chciałbyś mi o tym opowiedzieć – stwierdziła trochę zaczepnie, ściskając mocniej jego palce. – Chyba że to tajemnica… - dodała przystopowana przez własny nietakt. A może? Spodziewała się całych miesięcy, może nawet lat, nadrabiania historii. O tylu sprawach nie miała pojęcia, tyle myśli Steffena pozostawało wciąż sekretem. Chciałaby natychmiast  poznać je wszystkie. Wysłuchać tych śmiesznych i bardziej smutnych opowieści, poznać go. Lekko wypuściła powietrze z ust, nie nadążając za karuzelą kolorowych emocji. W którymś momencie przedostała się na drugą stronę lustra, gościła u tej drugiej szlachty. Te wszystkie pogodne sylwetki budziły u Morgany odrazę, o nich żartowała, zapijając się winem już przy śniadaniu. A co robiła tego dnia? Celowała sztyletem w portrety wyrzuconych krewnych? To ostatnia kwestia, o której chciałaby rozmyślać.
Skłoniła się lady i lordowi, jak na prawdziwą szlachciankę przystało. Zupełnie jakby nic się nie zmieniło, chociaż to wesele zdecydowanie różniło się od uroczystych zaślubin lady Parkinson i lorda Burke. Pośród arystokratów znaleźli się zapewne niezwiązani ze znakomitymi rodami czarodzieje. Znaleźli się zdrajcy. Alexander i Isa nie byli jedynymi, czy to pohańbiony lord Nott? Niesamowite, że nagle odnalazła się właśnie tutaj. Przy nich.
Słuchała Steffena, który zdołał wyrzucić z siebie garść słów, zanim otworzyła usta. Zwierzał się z cudownego wzruszenia, do którego tak niewielu mężczyzn potrafiło się przyznać. Nie odważyła się wtrącić i wspomnieć o nazwisku, ale za to westchnęła trochę oburzona, trochę zaskoczona, kiedy niefortunnie przyznał się do myśli o swoim ślubie. Rozczulone serce zabiło mocniej, choć przecież jeszcze nic…
- Płomienna lady Macmillan, jesteś tak piękna i pogodna, wyśniona jak wschodzące słońce po burzowej nocy. Kornwalia zyskała prawdziwy skarb. Opiekuj się nim, lordzie Macmillan. Bądźcie dla siebie najmilszym światłem. Przyjemnie być świadkiem waszego szczęścia. Patrzę na was i czuję, że zawsze się odnajdziecie, że wasz ogień przenigdy już nie zgaśnie. Promieniujecie piękną, szczerą miłością – powiedziała radośnie, zerkając to na jedno to na drugie. – Och, to takie niezwykłe przeżycie, wasz najważniejszy dzień! Głęboko wierzę, że jest dokładnie tak, jak sobie to wymarzyliście – mówiła wciąż tak poruszona. Miłosna iskra spajała dwie dusze.
I wiele poszukujących serc wciąż potrzebowało się odnaleźć. Gdy odeszli od zakochanych, Isa zerknęła na Steffena, pamiętając wciąż, co takiego powiedział jej na moście. – Powinieneś opatentować swój wynalazek, jest niezwykły! I czuję, że to jeden z wielu twoich pomysłów, Steffenie. Jestem pewna, że ten podarek skradł parze młodej serce  – oznajmiła z ożywieniem. Moje skradł. Co takiego należało teraz robić? -  Czy byłeś kiedyś na szlacheckim weselu? – zapytała, próbując znów nieco uzupełnić swą wybiórczą wiedzę. O nim. - Chodźmy stąd... - dodała tajemniczo i pociągnęła w tylko sobie znanym kierunku.


pierwszy postek


[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Isabella Presley dnia 02.05.20 2:48, w całości zmieniany 1 raz
Isabella Presley
Isabella Presley
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 2
UROKI : 3
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Ogrody i polana  - Page 6 A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn

Powrót do góry Go down

The member 'Isabella Presley' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 6
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody i polana  - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Nie cierpiała sukienek. Czuła się po prostu idiotycznie, jak przebieraniec, a nie jak prawdziwa Jamie McKinnon. Prawdziwa Jamie stawiała na wygodę i luz, i ukochała noszenie praktycznych spodni, idealnych do latania na miotle i raczej aktywnego trybu życia. Ale że to miał być szlachecki (!) ślub, jej pierwszy w życiu, to jej matka osobiście dopilnowała, by Jamie ubrała swoją w zasadzie jedyną nadającą się do użytku sukienkę w ciemnoniebieskim kolorze, umiejętnie podkreślającą jej wysportowaną sylwetkę. Kolejnym ustępstwem ze strony Jamie była fryzura. Zrezygnowała z krótkich, kończących się równo z linią żuchwy włosów o wystrzępionych końcach na rzecz uczesania bardziej eleganckiego. Za pomocą metamorfomagii wydłużyła swoje czarne kosmyki, a matka schludnie je upięła, sprawiając, że niepokorna Harpia przemieniła się na dzisiejszy dzień w bardzo atrakcyjną kobietę. Nie dała się jednak namówić na obcasy, i bez nich dorównywała wzrostem wielu mężczyznom, więc w nich wyglądałaby jak żyrafa. Tak dawno temu przezywano ją w szkole, gdy wystrzeliła w górę szybciej niż rówieśnicy i długo górowała wzrostem nawet nad kolegami, dopóki niektórzy nie zaczęli jej przerastać.
Te wszystkie starania, przygotowania i odstępstwa od codziennego sposobu bycia były spowodowane tym, że nie chciała dziś zawieść swojej koleżanki z drużyny. To miał być wyjątkowy dzień dla Rii i Anthony’ego, z którym razem stawiała czoła niebezpieczeństwom w Zakazanym Lesie, i którego nie tak dawno napotkała w dość niezręcznych okolicznościach, o czym Ria nie wiedziała i lepiej żeby się nie dowiedziała. Jamie musiała przyznać, że Macmillanowie naprawdę się postarali; ten ślub był o wiele bardziej wystawny niż jakikolwiek na jakim była w przeszłości, ale szlachetny ród z pewnością mógł sobie pozwolić na więcej niż zwykli czarodzieje, do jakich zaliczała się choćby Jamie i jej rodzina oraz zdecydowana większość znajomych. Dlatego tym bardziej czuła się dziwnie i nie do końca na miejscu, ale skoro zaproszono Zakonników oraz współzawodniczki Rii z drużyny, to oczywiście się pojawiła, i to w sukience, którą wkładała naprawdę rzadko, bo na co dzień zwykła chodzić w spodniach i nie przejmowała się tym, że może kogokolwiek zgorszyć swym postępowym podejściem do życia i ubioru.
Sama ceremonia także wyglądała pięknie, choć Jamie towarzyszył pewien smutek na myśl, że Ria pewnie wkrótce będzie zmuszona porzucić grę w quidditcha na rzecz obowiązków żony. Choć ona sama też coraz bardziej liczyła się z tym, że zostanie zmuszona do odejścia – jednak nie z powodu rodziny, a wojny, która coraz mocniej zatruwała i ten aspekt życia, jakim był quidditch, i nawet jego nie pozostawiała zupełnie wolnym. Dobrze jej się grało z Rią, przez te parę lat zdołały wypracować odpowiednią współpracę na boisku, ale taka już była kolej rzeczy, że zawodniczki się zmieniały. Zaś Weasley, teraz już Macmillan, wyglądała na szczęśliwą i rozpromienioną, a to było najważniejsze. Nikt jej do ślubu nie zmuszał, jak podobno często zdarzało się w szlachetnych rodzinach, a poślubiała Anthony’ego z własnej woli.
Sama nie planowała wychodzić za mąż, bo nie potrzebowała do szczęścia mężczyzny, potrafiła radzić sobie w życiu bez niego. A gdyby tak spotkała kogoś odpowiednio postępowego, kogo obecność mogłaby rozważyć w swoim życiu, to jej ślub pewnie wyglądałby inaczej niż większość ślubów. Przede wszystkim pozwoliłaby każdemu ubrać się jak chce i byłoby dużo luzu, choć pewnie ich zacofany, skostniały świat jeszcze nie dorósł do postępowego podejścia.
Po wszystkim postanowiła złożyć Rii i Anthony’emu życzenia. Nie pchała się jednak, pozwalając, by najpierw uczyniła to rodzina. Ustawiła się w kolejce oczekujących i w końcu do nich podeszła, a Ria, przyzwyczajona do jej wyglądu na boisku, pewnie mogła jej początkowo nie poznać w tym nowym, eleganckim i ugrzecznionym wydaniu. Była sama, ale nie przejmowała się tym, była przecież kobietą silną i niezależną.
- Wszystkiego dobrego! Dużo szczęścia… i w ogóle, czego tam sobie zażyczycie – zaczęła. Cóż, nie była najlepsza w tego typu formułkach, ale liczyły się chęci, prawda? Poza tym czasy były jakie były, nie zapominała o tym nawet teraz, i naprawdę pragnęła, by Anthony i Ria mogli cieszyć się wspólnym życiem jak najdłużej i jak najszczęśliwiej. – Zaczynacie teraz w życiu nowy rozdział, wiele się dla was obojga zmieni, ale na pewno świetnie sobie poradzicie z wyzwaniami tego nowego życia. Wierzę w was.
Ria bez względu na wszystko pozostanie Harpią, silną kobietą znającą swoją wartość. Skromny prezent Jamie miał jej właśnie o tym przypominać, o czasach gry dla Harpii, ich wspólnej przygody z quidditchem. Potem, już po wszystkim oddaliła się, robiąc miejsce kolejnym. Nie wiedziała jeszcze, co będzie robić dalej, ale rozglądała się za twarzami znajomych.

| Pierwszy post, więc rzucam k6
strój i fryzura






Jamie McKinnon
Jamie McKinnon
Zawód : ścigająca Harpii
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie działa, pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 15
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7499-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/t7507-listy-do-j https://www.morsmordre.net/t7506-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/f285-dolina-godryka-popielniczka https://www.morsmordre.net/t7514-skrytka-bankowa-nr-1818 https://www.morsmordre.net/t7508-jamie-mckinnon

Powrót do góry Go down

The member 'Jamie McKinnon' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 5
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody i polana  - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Hannah wyglądała olśniewająco - nigdy wcześniej nie widział jej takiej, eleganckiej, w długiej sukni z miękkiego materiału. No, może, gdy mieli po kilka lat i szykowali się na zimowe święta, które mieli spędzić u dziadków ze strony mamy, wtedy też wciskano ją w jakiejś sukieneczki, przeszkadzajace w późniejszych zabawach. Teraz jednak nie wyglądała na nieszczęśliwą, a choć jej twarz nie lśniła od szczerego uśmiechu, to Jaimie miał nadzieję, że ten wieczór doda jej sił, pozwalając choć na moment zapomnieć o okrucieństwach niedawnych miesięcy.
- No, jak...ogniomiot chiński, one też miewają czerwone łuski. I lśniące oczy. Brakuje ci tylko ogona, ale jakby przedłużyć tył sukienki i mocno zmrużyć oczy... - kontynuował komplementowanie siostry na swój prosty sposób, oceniająco przesuwając wzrokiem od skrytych za materiałem sukni bucików, przez wąziutką talię (nie zasługiwała już na miano Grubci, bez dwóch zdań), po kobiece popiersie i w końcu nieco zafrasowaną, nieco zirytowaną i nieco zadowoloną buzię. Ledwie powstrzymał się od chęci wytargania Hannah za policzki: cieszył się, że ją widział i że udało im się pojawić na ślubie w trzyosobowym gronie. Sam nie wpadłby na podobny pomysł. I na to, by zamiast ulubionej, burofioletowej szaty, naciągnąć na grzbiet coś w ślizgońskim odcieniu zieleni. - Ciśnie mnie pod pachami. W ogóle nie można się w tym ruszać - poskarżył się mało lojalnie, próbując zademonstrować ograniczenie ruchów, wcale aż tak nie utrudniające korzystania z dobrodziejstw wesela. Udało mu się przecież machnąć ręką bez przykrego dźwięku rozrywanych szwów lub syku niezadowolonego Percivala, ze zgrozą obserwującego nie tylko zniszczenie dawnego, arystokratycznego stroju, ale i popełnienie okropnego faux pas obnażając nagość wyglądającą spod rozdartej szaty wierzchniej. Nic takiego się nie zadziało, mogli więc ze wzruszeniem złożyć życzenia jako jedni z pierwszych, a później - po prostu zacząć zabawę.
- Musimy ustalić pewne zasady - zadecydował, gdy już został odciągnięty od jowialnego zawstydzania pary młodej gdzieś na bok, gdzie mogli porozmawiać swobodniej oraz bez problemu wychylić pierwszą kolejkę alkoholu. Zgodnie z wszelkimi manierami najpierw podał porwany z tacy kieliszek Hannah, później zaś wręczył nieco większą szklankę Percivalowi, nie omieszkając na sekundę przytrzymać własnych palców na jego dłoni. - Po pierwsze, dobrze się bawimy. Po drugie, staramy się nie myśleć o tym, co wczoraj - ani, co czeka nas jutro. I nie mówię tu o kacu - deliberował dalej niczym komendant biesiady, traktując ten ślub także w kategorii szansy na podniesienie morale. - Po trzecie...no, potraktujmy to jako okazje do lepszego poznania się. Bo no...wiecie, że przecież mówiłem wam o sobie wzajemnie przez ostatnich kilkanaście lat. Z przerwami - uściślił, kaszląc mało dyskretnie, by dać do zrozumienia, że lepiej nie wspominać czasów rozłąki wynikającej z różnych dziwnych sytuacji takich jak morderstwa, małżeństwa i bratanie się z szumowinami. - To ta sama Hania, której zdjęcia ci pokazywałem i o której mówiłeś, że wygląda uroczo, jak ja bez brody. I to ten sam Percy, któremu ukradłem odznakę Ślizgona. Wiesz, na niej uczyłaś się potem Reducto - powiedział czule, prawie opiekuńczo, wyczuwając mimo wszystko pewne napięcie towarzyszące dwojgu najbliższych mu osób. A może to alkohol, który już zdążył wesoło zaiskrzeć w żyłach, domagał się natychmiastowego wzmocnienia łączącej ich przyjaźni. Motywacje były nieistotne, ważniejsze - okoliczności, mieli się wszak weselić i czerpać pełnymi garściami z atrakcji przygotowanych przez organizatorów. Magicznie obdarowujących ich przyjemnymi drobiazgami: Wright przyjrzał się uśmiechniętemu służącemu, który minął ich, wciskając im w dłonie podarki. Ben przyjrzał się wielkiemu makowi, po czym bez zawahania włożył go na ucho, mrugając zawadiacko do udekorowanego wrzosem Percivala. Większość uwagi przykuł jednak mieniący się kolorami balon Hannah. Czerwono-niebieski? A może trochę fioletowy? Ben przyglądał się balonikowi, wesoło lewitującemu nad siostrą. - Co to znaczy? Czy te kolory się mieszają w...różowy? - palnął w zastanowieniu, odruchowo uciekając wzrokiem do Percivala, by poszukać u niego wsparcia w dziedzinie kolorystyki. - Chodźmy potańczyć. I znaleźć gdzieś ognistą whisky - zaproponował, po czym ruszył w tłum, pewien, że bez wątpienia druga najpiękniejsza para wieczoru (po Anthony'm i Rii) podąży za nim.

| Hania, Percy i Ben zt


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : 45
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Czarodziej
Ogrody i polana  - Page 6 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright

Powrót do góry Go down

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : Rzut kością


'k15' : 2
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody i polana  - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Podczas wspólnego tańca z żoną Archibald po raz pierwszy usłyszał ciche szepty w swojej głowie. Nie wydawały się jednak szczególnie niepokojące, każdy bowiem miewa głośniejsze myśli. Choć były obce, wybrzmiewały jego głosem, powoli ukorzeniając się w jego umyśle. Kiedy patrzył na olśniewającą w tańcu małżonkę mógł być szczęśliwy, bowiem jak zwykle zachwycała wdziękiem i urodą. Ale poczuł też ukłucie zazdrości, a wątpliwość szarpnęła jego sercem. Zdawało mu się, że inni mężczyźni patrzyli na nią  w sposób niegodny, a co gorsza, jej zachowanie wyraźnie do tego prowokowało, choć kobieta nie robiła nic, co mogłoby to potwierdzać. Galopujące myśli Archibalda dobrnęły w końcu do miejsca, w którym pomyślał, że jego żona jest mu niewierna, a do tego teraz publicznie wystawia go na pośmiewisko. Wesołe rozmowy i szepty innych musiały go dotyczyć, a także jej. Był nestorem, ona nestorową, a wszystko w jego oczach wskazywało na to, że owinęła go sobie wokół palca i bawiła się nim, zabawiając się również na boku. Nie było jednak czasu na to, by ścigać czarodziejów, który po raz ostatni spoglądali na nich w ten dziwny sposób, drwiący i złośliwy, wywołujący u Archibalda nagły gniew i nienawiść dziwnego pochodzenia. Ale Lorraine była tu przy nim, śmiała mu się prosto w twarz, kpiła z niego. Miał ochotę zedrzeć z jej twarzy ten cyniczny uśmiech, choć sam nie wiedział co w niego wstąpiło, wiedział, że musi to zrobić. Ukarać ją za to, co robiła.

| Archibald, masz 48h na odpis.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody i polana  - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Jednak nie zt
To niesamowite jak łatwo zapomnieć o wszystkim co złe i oddać się chwili. Jeszcze wczoraj myśli Archibalda zaprzątała wojna, ale dzisiaj przejmował się tylko ślubem przyjaciela. Pozwolił sobie odetchnąć, zrzucić z siebie wszelkie troski. Upchnął problemy gdzieś z tyłu głowy, a przynajmniej tak mu się wydawało. Tańczył z Lorraine w takt żywiołowego utworu, kiedy zaczął słyszeć podejrzane głosy. Z początku się nimi nie przejmował jakby były po prostu niezrozumiałym szumem weselnych gości. Dopiero kiedy skończył się utwór, zaczął podejrzewać, że to głos w jego głowie. Rozejrzał się po reszcie tańczących par, odczuwając na sobie ich wzrok. Dziwnie wyglądał? Coś miał we włosach? Uśmiechnął się niemrawo do Lorraine, kiedy ponownie złapał ją za dłoń i zamknął w ramie do kolejnego tańca, równie skocznego co poprzedni. Uśmiechała się, wyraźnie czerpała przyjemność z tej zabawy, ale Archibald czuł, że coś jednak jest nie tak. Rozbawione twarze migały mu przed oczami, kiedy energicznie obracał się w takt wygrywanego utworu. Teraz był już pewny, że wszystkie oczy są zwrócone właśnie ku niemu. Nie, nie ku niemu, a ku Lorraine. Tańczącej, śmiejącej się łagodnie, pięknej. Jak mogli na nią patrzeć w ten sposób? Była jego żoną, żoną nestora, w ogóle nie mieli prawa na nią patrzeć.
A co jeśli Lorraine dała im powód do takiego zachowania? Dopiero teraz zaczął zauważać jak ukradkiem spogląda na mężczyzn stojących przy parkiecie. Uderzyło go, że tak naprawdę uśmiecha się właśnie do nich. Jak mógł być taki głupi? Przecież to oczywiste, że wykorzystywała swoją urodę i pozycję do zdradzania go na prawo i lewo. Wszyscy o tym wiedzieli. Wszyscy o tym wiedzieli oprócz niego. Nawet Anthony, choć tak żarliwie zapewniał, że Archibald może mu zaufać. A jednak był sam pośrodku tej intrygi i sieci kłamstw. Był taki głupi. Wydawało mu się, że jest otoczony przyjaciółmi, a tak naprawdę wszystko było tylko iluzją. Całe szczęście, że wreszcie się opamiętał. Teraz już nikt nie wmówi mu żadnych kłamstw, będzie od nich mądrzejszy. - Mam tego dość - wycedził przez zaciśnięte zęby, łapiąc Lorraine mocno za nadgarstek i przeciskając się przez tłum weselnych gości, byle dalej od wścibskich spojrzeń. Nie mógł już patrzeć na te zdradzieckie twarze. Jego życie okazało się kłamstwem, ale wreszcie miał okazję to zakończyć. - Myślałaś, że tego nie zauważę? - Zapytał, popychając ją na drzewo. - Nie jestem ślepy. Widziałem jak się na ciebie patrzą, jak ślinią się na twój widok - to był odpowiedni moment, żeby wszystko z siebie wyrzucić, te lata upokorzenia. Patrzył na Lorraine z coraz większym obrzydzeniem, nakręcał się. Złapał ją za brodę, nie pozwalając odwrócić od siebie wzroku. - A ty jeszcze śmiesz udawać, że nic się nie stało. Kpisz ze mnie - z nerwów cały poczerwieniał na twarzy. Naprawdę sądził, że są szczęśliwi w swoim związku. Merlinie, był taki naiwny.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I can do this, I thought. And even if I can't, I have to.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904

Powrót do góry Go down

Prewettówna uwielbiała wesela. Jeszcze jako dziecko wsłuchiwała się w opowiadania swojej matki i babki o wielkich balach odbywających się w wystrojonych salach. O pięknych damach, dla których suknie szyte były często wiele miesięcy wcześniej. O przystojnych kawalerkach dbających o towarzyszące im piękności na każdym kroku. Jako mała dziewczynka potrafiła sobie taką szlachetność wyobrazić. Teraz, gdy ich świat zawrzał, a wojna zmieniła rzeczywistość diametralnie ciężko było znaleźć im jakąkolwiek odskocznie. Wszystkie wesela, na których mieli okazję w ostatnim czasie być zaproszeni wspominała z przyjemnością. Potrafili się wspólnie śmiać, tańczyć i iść śladem przygotowanych zabaw. Łatwo jest porzucić wszelkie cierpienia na rzecz chwili przyjemności.
To wesele na pewno było dla Archibalda i Lorraine mocno szczególne. W końcu sakrament dotyczył bliskich przyjaciół ich rodziny, a co za tym szło przygotowywali się do tego znacznie dłużej. Kiedy cała ceremonia dobiegła końca, a oni mogli już tylko cieszyć się zabawą wielki kamień spadł jej z serca. Skłamałaby mówiąc, że się nie stresowała. Skłamałaby też gdyby powiedziała, że całość ją nie wzruszyła. Śluby zawsze ją w jakimś stopniu dotykały, ale nie miała pojęcia dlaczego. Od jej wesela minęło już kilka lat, a nadal doskonale pamiętała jak się wtedy czuła. Jak wiele decyzji przyszło im podjąć zanim stanęli przed sobą na ślubnym kobiercu. Takich rzeczy chyba zwyczajnie się nie zapomina.
Na szczęście Lorraine nigdy nie musiała mocno prosić męża o to by z nią zatańczył. To było już swego rodzaju przyzwyczajenie. W końcu, gdy dzieci były małe robili to bardzo często. Tak jakby był to widok, które je uspokajał. Blondynka bawiła się muzyką ściskając ciepłe dłonie męża. Rozglądała się w poszukiwaniu twarz przyjaciół chcąc zaprosić ich do wspólnego tańca. Po chwili jednak wróciła spojrzeniem do dość posępnej twarzy Archiego i uśmiechnęła się do niego z uczuciem. Już chciała zapytać czemu ma taką kwaśną minę, ale mężczyzna w tym samym momencie mocno ścisnął jej nadgarstek i przeciągnął przez tłum innych bawiących się osób.
Na początku nie zareagowała. Nie miała pojęcia co mogło go doprowadzić do takiego stanu, ale znała swojego męża na tyle dobrze by wiedzieć, że czasami obecność nielubianych przez niego osób wzbudzała w nim dziwną niechęć. – Co… - zaczęła, kiedy mężczyzna popchnął ją na drzewo. – Archie to boli – odparła zszokowana łapiąc się za ramię, które niefortunnie otarło się o korę drzewa.
Blondynka nie potrafiła zrozumieć wypowiadanych przez niego słów. Brzmiało to tak jakby przemawiał do niej w całkowicie innym języku. Jakby to nie był jej mąż. Czy ona na kogoś spojrzała? Czy kogoś kokietowała? Byli małżeństwem tyle lat i nigdy w życiu do głowy by jej nie przyszło by robić takie rzeczy. Byli rodziną. Na Merlina byli wszystkim co miała. – Ślinią się na mój widok? – powtórzyła za nim zdezorientowana. To nie było do niego podobne. Czy to nie od niego usłyszała, że żona jest ozdobą męża?
Kiedy mężczyzna złapał ją za twarz szlachcianka nie powiedziała już nic więcej. Wyrzucał w jej kierunku słowa pełne nienawiści. Oskarżał o coś czego nigdy w życiu by nie zrobiła. Czuła się tak jakby rozmawiała z obcym człowiekiem, bo przecież ojciec jej dzieci nie byłby w stanie zrobić jej krzywdy. Teraz nie mogła być tego w zupełności pewna. Lorraine zacisnęła dłoń na jego nadgarstku starając się odciągnąć rękę mężczyzny od swojej twarzy. Chciałaby zrozumieć o co chodzi.


nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Lorraine Prewett
Lorraine Prewett
Zawód : znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
OPCM : 16
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett https://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 https://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077

Powrót do góry Go down

Archibald uległ głosom, które pojawiły się w jego głowie. Pociągnął swą małżonkę na ubocze, gwałtownie szarpiąc ją za nadgarstek. Kiedy przepychali się przez tłum par na parkiecie, kilka osób obróciło się za nimi, zaniepokojone gwałtownością rudego nestora i jego wyraźnie burzowym nastrojem. Obojgu udało się odejść od tłumu, przystając przy imponującym drzewie, na które czarodziej popchnął Lorraine. Tam nie rzucali się w oczy, ale wciąż byli widoczni dla wyjątkowo wścibskich obserwatorów. Spójrz, co robi, szeptał jego własny głos. Jeszcze nic jej nie zrobiłeś, już patrzy na ciebie z odrazą. Z niechęcią. Wyciągnąłeś ją z centrum zainteresowania, twój wzrok odegnał mężczyzn o lepkich spojrzeniach, lepkich łapach. Jak myślisz, co zrobi? Powinna potulnie przeprosić, błagać cię o wybaczenie. Niewdzięczna. Niewierna. Podła. Lada moment zrobi z siebie ofiarę. Ktoś cię powstrzyma, jeśli tylko krzyknie. Zrobi z ciebie najgorszego, powie, że oszalałeś, ale przecież widziałeś to wszystko na własne oczy. I kiedy po ciebie przyjdą, będzie wolna. I jak myślisz, dokąd pójdzie? Tam do tych, którzy posyłali jej porozumiewawcze spojrzenia. I jak myślisz, co zrobią? Będą się śmiać i bawić, gdy ty zostaniesz odizolowany od niej na dobre. Przecież to jest jej plan. Teraz widzisz to wyraźnie. Ta piękna istota to perfidna manipulantka. Dziś wszystkim powie, żeś niezrównoważony. Jutro, żeś niewierny. Za jakiś czas od ciebie odejdzie, zrzucając winę na ciebie, lub otruje cię we śnie. Musisz być mądry, musisz być skuteczny. Pokaż jej, że nie może cię tak traktować. Zrób to mądrze. Zrób to tak, by zapamiętała. Zrób to dobrze. Zrób jej jakąś krzywdę.

| Archibald, Lorraine, na odpis macie 48h.
(jakby co, obowiązuje was mechanika)

Archibald: 158/208; kara: -10
-50 (psychiczne).
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody i polana  - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Strona 6 z 14 Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 10 ... 14  Next

Ogrody i polana

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach