Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Salon

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Salon - Page 3 Empty
PisanieTemat: Salon   Salon - Page 3 I_icon_minitime02.03.18 12:48

First topic message reminder :

Salon

Przestronne pomieszczenie ogrzewane sporych rozmiarów kominkiem. Składa się z dwóch części, w jednej mieści się duża sofa wyłożona kolorowymi poduszkami, druga, bardziej dzienna, przyozdobiona niewielką fontanną typową dla marokańskiej architektury, mieści kilka foteli oraz stolik kawowy. Tutaj zwykle przyjmowani są goście, jeśli zawitają do rezydencji, częstowani aromatyczną kawą, herbatą i przekąskami. W pomieszczeniu nie mogło zabraknąć zieleni i dużej ilości świec.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Zachary Shafiq
Zachary Shafiq

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale zatruć eliksiralnych i roślinnych
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Damaged people are dangerous.
They know they can survive.
OPCM : 15
UROKI : 8
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty
 magic

Salon - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Salon   Salon - Page 3 I_icon_minitime27.02.20 21:49

Nadął wargi w namiastce oburzenia, gdy tylko usłyszał odpowiedź Craiga, a po chwili zaśmiał się krótko, dostrzegając obecność raroga obserwującego stół z wyraźnym zainteresowaniem; zainteresowaniem dostrzegalnym dla Zachary'ego na pewno.
Wziąłem, co chciałem — odpowiedział dalej nieco rozbawiony, z perspektywy tylu minionych lat, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak cała sytuacja prezentowała się teraz, gdy był dorosłym człowiekiem, ponoszącym konsekwencje swoich czynów w pełni świadomie. Wraz z nabywanym wiekiem zrozumiał, że swoim zachowaniem mógł wyrządzić krzywdę Ammunowi, ale przecież to nie było tak, że schował pisklaka przed jego matką. Nawet wtedy, po długich i męczących przekonywaniach dziadka, uległ i odniósł przyjaciela do gniazda. Codziennie jednak wracał, spędzał przy nim niemal cały czas, odmawiając nauki, a nawet jedzenia, obserwując, jak maleńki raróg pokrywa się pierwszym piórami, jak próbuje wyrwać się spod jarzma gniazda wołany cienkim głosem Zachary'ego, by usiadł na jego ramieniu.
Te krótkie miesiące dla niego jako dziecka zdawały ciągnąć się w nieskończoność, aż wreszcie nastąpił moment, gdy raróg był w stanie sam wznieść się w powietrze i polecieć. Ta pierwsza, niemal jedyna, kwestia, której zazdrościł ptasiemu towarzyszowi spędzała mu sen z powiek przez długi czas. Lata, właściwie, musiały minąć, nim był w stanie dokonać podobnego czynu.
To przez niego zacząłem latać na dywanie — dodał gdzieś między wszystkimi wypowiedzianymi dotychczas słowami, wciąż klucząc w temacie przyjaciela, najwierniejszego towarzysza – niemal bezpośredniej i jedynej konkurencji Craiga, gdyby miał się nad tym głębiej zastanowić. Oczywiście sam fakt konkurowania dla niego był tak absurdalny, że nigdy nie brał go pod uwagę i nie wahał się wspomnieć o tym raz, czy dwa Ammunowi, nakłaniając ptaka do zakończenia zazdrosnej wojny. — Zapewne było to zabawne, gdy krakałem na własnego brata — odparł, mrużąc nieco oczy w odpowiedzi na rozbawienie ze strony Burke'a. Nie rozumiał do końca tego, co go rzeczywiście rozśmieszyło, ale też nie zamierzał doszukiwać się drugiego dna. Dla niego ta historia miała wyjątkowe znaczenie, będąc ważnym elementem tego, kim był tego wieczora. W oczach Craiga chciał widzieć zrozumienie, że również to dostrzegał, nawet jeśli niektóre elementy bawiły go.
Rachunek niezbyt trudny do obliczenia — rzucił z przekąsem, ironią, podążając za wzrokiem przyjaciela w stronę jego sowy. Istotnie, Blanche i w jego oczach wyglądała na dość wiekową towarzyszkę, jednak zawsze zrzucał to na fakt tego, jakim rodzajem ptaka była, a ilość piór oraz sposób ich stroszenia tylko dodawała jej lat. Spostrzeżenia tego nigdy nie wypowiedział na głos, w żadnych z języków, które znał. Zachował je dla siebie, jak większość słów, których zazwyczaj nie wypowiadał. Także opowiedziana wcześniej historia o Ammunie była przez długi czas pilnie strzeżoną tajemnicą; teraz jednak nie dostrzegał najmniejszego sensu do zachowania jej w głębi własnych myśli. W zasadzie dość łatwo podzielił się nią, obserwując każdą możliwą reakcję przyjaciela, w szczególności tę, gdy wreszcie spróbował wyjątkowo ostrego mięsa.
W odpowiedzi wzruszył tylko ramionami, uśmiechając się dość nonszalancko jak na przyjęte zazwyczaj standardy, po czym uniósł kieliszek z winem i wzniósł cichy toast; niewielki łyk wprowadził go w rozbawienie, zza delikatnej mgły, tego co już wypił, osnuwającej oczy, mina Craiga wyglądała na naprawdę zabawną. — Chyba postawię przed tobą lustro, przyjacielu — stwierdził dość głośno, na co służba zareagowała dokładnie tak, jak miała zareagować i w ciągu chwili sprowadziła do salonu sporych rozmiarów lustro. Shafiq wybuchł czystym śmiechem, pierwszy raz w tak przy przyjacielu jak i przy służbie. Chichotał dłuższą chwilę, aż wierzchem dłoni otarł kąciki oczu, próbując spoważnieć. Rozkojarzone służące nie ułatwiały mu tego, toteż odprawił je krótkim machnięciem ręki. Do kieliszka nalał jeszcze trochę lotosowego wina. — Za twój wyraz twarzy, sir Burke — wzniósł ze śmiechem kieliszek do góry.





One look in my eyes
The chase has just begun
Powrót do góry Go down
Craig Burke
Craig Burke

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
OPCM : 5
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Salon - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Salon   Salon - Page 3 I_icon_minitime27.02.20 23:03

- Jeśli ująć to w taki sposób, to właściwie wiele się nie różnimy - zauważył nagle, wracając wspomnieniami do dnia, gdy wszedł razem z matką do magicznej menażerii, aby wybrać mu sowę. Craig w końcu także wziął to, co chciał. Jego rodzicielka próbowała go przekonać do zakupu innej sowy, zdecydowanie mniejszej i nudniejszej. Chyba nie uważała, że jej syn powinien zajmować się tak wielkim ptakiem - wszak sowy śnieżne były jednymi z większych przedstawicieli swojej rodziny. I faktycznie, Blanche wyrosła jeszcze przez kolejne lata, nie okazało się to jednak aż takim problemem, jak próbowała to przedstawić mu matka. Młody Burke uparł się na białą sowę o jadowicie żółtych oczach i otrzymał ją. Blanche była wtedy już sową oswojoną z ludźmi, Craig musiał jednak postarać się o to, aby zyskać szacunek i lojalność swojej sowy. I jak widać udało mu się to - i to nawet pomimo faktu, że nie znał ptasiej mowy.
Burke zerknął na raroga, kiedy padły słowa o lataniu. Właściwie nigdy nie pomyślał o tym, że można zazdrościć ptakom ich umiejętności latania - a to wszystko dlatego, że sam Craig już od najmłodszych lat namiętnie latał na miotle. Swego lot w przestworzach był dla niego równie naturalny, co machanie różdżką. Ale to były już zamierzchłe niemal czasy, gdy jeszcze jako uczniak grał w szkole w quidditcha.
- To właśnie miałem na myśli - odpowiedział, widząc w oczach Zachary'ego tę ukrytą obawę. Nie miał na myśli nic złego, patrzył na tę sytuację z pozycji osoby całkowicie postronnej, a dla takowej zdolność Zachary'ego była wyjątkowa. Gdy jednak jako dziecko Shafiq upierał się, że nie będzie posługiwał się żadną inną mową, dla osoby postronnej musiał być to dość intrygujący widok. - Zapewne nie miał pojęcia, czego tak właściwie od niego żądasz. - dodał. Burke w pełni szanował tę cechę Zachary'ego, była częścią jego osoby, jego charakteru. Odznaczyła się w bardzo istotny sposób na jego dzieciństwie. Craig nie chciał robić sobie z niej żartów, chociaż tak naprawdę mógł tylko próbować sobie wyobrazić, jak to jest uczyć się korzystać z tak nietypowej umiejętności. W jego najbliższym otoczeniu niestety nikt nie posiadał żadnych cudownych zdolności - nie miał więc nawet okazji, by obserwować, jak ktoś nabiera wprawy w posługiwaniu się takową.
Blanche zerkała nadal w ich stronę, wyraźnie przeczuwając, że o niej wspominają. Łypała raz to na jednego, raz na drugiego. Na trochę dłużej zatrzymywała swoje spojrzenie na Zacharym, jakby oczekiwała, że jednak zdradzi jej szczegóły tego, o czym rozmawiali. Najwyraźniej jednak nie miała się doczekać - szczególnie gdy Craig znów ściągnął na siebie całą uwagę gospodarza. Nic nie mógł poradzić na to, że sos okazał się tak pikantny. Właściwie Burke pewnie mógłby sie troche obrazić, ze tak bezceremonialnie go obśmiano - jednakże ten wybuch wesołości u Shafiqa był tak niecodzienny, że Craig ten jeden raz postanowił mu darować. W końcu świętowali swoje urodziny.
- I za dobre wino, które łagodzi ogień na języku - dołączył sie do toastu. Starał się mimo wszystko nie patrzeć w lustro, pewien, że jego czoło i policzki nieładnie poczerwieniały. Na szczęście była to jego ostatnia tego typu wpadka tego wieczoru. Wiele wody przelało się jeszcze w fontannie, zanim Craig, napojony winem i objedzony egzotycznymi daniami uznał, że pora już opuścić gościnę Zachary'ego. Obaj należeli do milczków, a jednak wraz z upływającym czasem, a także ilością wypitego alkoholu, obu rozwiązał się język. Nadszedł jednak czas pożegnania, podczas którego Blanche patrzyła na nieco podpitych mężczyzn z wyraźną dezaprobatą. Jej pan zupełnie jednak nie przejmował się opinią sowy. Ten wieczór zdecydowanie wart był zapamiętania. Musieli to powtórzyć wkrótce - tym razem jednak w Durham, aby Craig mógł odwdzięczyć się za gościnę swojemu przyjacielowi.

zt x2




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
 

Salon

Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Wyspa Man, siedziba rodu Shafiq-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20