Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Jadalnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Jadalnia   02.03.18 12:54

Jadalnia

Miejsce spotkań rodzinnych, choć w myśl zasady, że żaden gość nie może opuścić domu głodny, również podejmowania przybyszy z innych rodów. W centrum pomieszczenia znajduje się długi stół na krótkich nogach, natomiast zamiast krzeseł, używa się tu miękkich poduszek. W pomieszczeniu przylegającym do jadalni znajduje się bardziej klasyczny stół i zestaw krzeseł, korzysta się z niego jednak bardzo rzadko. Pomieszczenie wyłożone jest oczywiście dywanem, przyozdobione licznymi świecami i latarniami, oraz kotarami, które nadają przytulnego charakteru. Na stole rzadko goszczą europejskie potrawy, służba przygotowując posiłki korzysta też z warzyw i owoców hodowanych w części oranżerii, również przyprawy sprowadzane są ze stron rodzinnych rodu, jakby nie do końca ufali angielskim dostawcom.


Powrót do góry Go down
Rameses Shafiq
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5780-rameses-shafiq https://www.morsmordre.net/t5788-seth#136750 https://www.morsmordre.net/t5791-basnie-tysiaca-i-jednej-nocy#136755 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5859-skrytka-bankowa-nr-1426#138577 https://www.morsmordre.net/t5792-rameses-shafiq#136756
Zawód : Łamacz klątw
Wiek : 40
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
i will burn your world to
the ground
if you try to conquer
mine
OPCM : 16
UROKI : 13
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jadalnia   30.05.18 14:31

17 lipca 1956
Wahanie. Pod jego znamieniem upływały mu ostatnie tygodnie. Wszystko się na siebie nakładało, a poczucie, że Anglia i jej sytuacja polityczna to nie jego cyrk i nie jego małpy, zaczęło powoli odchodzić do lamusa. Nie mogli zignorować, że większość ich partnerów biznesowych i przyjaciół, w mniejszym lub większym stopniu była zamieszana w to wszystko bardziej, niżby sobie życzył. Ministerstwo padło, a choć niektórzy zadali sobie wiele trudu, by zamydlić oczy publiki zapewnieniami o tymczasowym przeniesieniu siedziby, dymiące zgliszcza miał już okazję okazję oglądać, mimo ograniczonych obecnie możliwości dostania się na ląd. Ich mała wyspa zaczęła się nagle jawić jako bezpieczna przystań, tylko pozornie tak daleka od bałaganu w magicznym świecie. Koszmary dalej go męczyły. Wątpliwości, czy podjął dobrą decyzję. Pośpiech nie był nigdy dobrym doradcą, a choć wiedział, że nie musi nikomu usprawiedliwiać swojego wyboru, coraz częściej przyłapywał się na myśleniu o tym, że to co zamierza zrobić jest okrutne w świetle tego, co wiedział. Słowo się jednak rzekło. Rozmawiał z Chonsu, który przy okazji podniósł mu ciśnienie ponad normę. Starał się go zrozumieć i podejść do sytuacji tak rzeczowo, jak tylko potrafił. Zdawał sobie sprawę, że warunki są odmienne od tego, do czego przywykł. Teoretycznie powinien pertraktować z nim jego ojciec, nie sam Rameses. Uznał jednak, że każda farsa ma swoje granice, a w tym przypadku kończy się ona na samej obecności wiekowego już ojca. Pierwsze zgrzyty pojawiły się szybko, a że Ramesesowi niewiele potrzeba było, by znaleźć zwadę, mało nie uniósłby się honorem trochę za bardzo; w takich chwilach nie myślał o konsekwencjach, czuł natomiast gniew pulsujący cicho w opuszkach palców. Jednak wszczynanie konfliktu z przyszłym teściem byłoby niemądre, a upatrywanie się w jego postawie możliwości sprowokowania sprzeczki, tylko po to, by ulżyć jakimś niskim pobudkom, byłoby z kolei naiwne. Nic nie mógł jednak poradzić na to, że cała ta rozmowa z zeszłego tygodnia doprowadziła go na skraj irytacji i wytrzymałości, które zbierały się nad nim niczym gradowe chmury, by w końcu znaleźć ujście w być może niezbyt grzecznym ona nie jest towarem na sprzedaż. Potem uświadomił sobie jednak, że to nie moment na dyktowanie warunków. Startował z pozycji tylko pozornie wygranej; tak naprawdę Chonsu dość wyraźnie dawał do zrozumienia, że wolałby wpierw oddać starszą z córek, ale Rameses uświadomił mu, że jego propozycja dotyczy jednak tej konkretnej. I jakkolwiek nie obyło się bez wytknięcia mu wieku, jak i posiadania młodszego brata, który byłby lepszym kandydatem, w końcu ta słowna umowa nabrała mocy prawnej, przyklepana uściśnięciem dłoni. Shafiq nie mógł się nie zastanawiać, czy wtedy przed laty, jego ojciec też przypieczętował w tej sposób losy jego i Safiyi. Obecnie pełnił tylko funkcję obserwatora, popierającego wybór syna, który był już stanowczo za stary na to, by stawiać go przed faktem dokonanym. Ciężko było stwierdzić, komu bardziej ulżyło, że żmudne poszukiwania kandydatki mają już z głowy. Rameses sam zakwestionował jednak dokonany wybór już w noc po wszystkich ustaleniach, gdy obudziwszy się z paskudnego snu, zrozumiał, że chyba nawet nie zauważył, kiedy miejsce martwej Safiyi w jego koszmarze zajęła Nephthys.
Nie miał zbyt wiele czasu na oswojenie się z myślą o ponownych zaręczynach, bo datę oficjalnego ich zawarcia wyznaczono na siedemnastego lipca, a zatem nawet nie tydzień po rozmowie z Chonsu. Czuł się nieskończenie głupio z całą tą otoczką, jeszcze głupiej, gdy uświadomił sobie, że Nephthys pewnie nawet nie wie, kto stał się jej nabywcą, idąc tokiem skojarzeń z rozmowy z jej ojcem. Czułby się najpewniej lepiej, mogąc jednak ją poinformować i oszczędzić niepewności odnośnie tego wieczoru, ale uznał w końcu, że to całkowicie bezcelowe. Niech już od początku do końca wszystko będzie jak należy, nawet jeśli wszystko to sprawiało, że stawał okoniem. Zresztą nie miał nawet okazji na nią trafić i tak naprawdę miał ją dzisiaj zobaczyć po raz pierwszy od czasu przelotnego spotkania w ogrodach, jakoś na początku lipca. Nie spodziewał się najweselszej reakcji na to, co miało nadejść. Towarzyszyło mu też przeświadczenie, że gdyby nie Amun, to wszystko nie musiałoby się dziać. Nie musiałby brać odpowiedzialności za dziewczynę, której nie mógł dać tego, czego taka młódka mogłaby oczekiwać. Liczył jednak na zdrowy rozsądek Nephthys i to, że z czasem być może doceni i dostrzeże, że mogła trafić znacznie gorzej, nawet jeśli takie pocieszenie było marne. Na ten jeden wieczór niewzruszona niczym pewność siebie Shafiqa trochę przygasła. Jak nigdy świadom własnych ułomności, będzie musiał przed nią stanąć i zapewnić, że intencje ma krystalicznie czyste. Pominąć fakt, jaki niepokój wzbudza w nim myśl, że historia może się powtórzyć i udawać jak zwykle, że żadne trudności mu niestraszne. Wystawna kolacja miała stanowić tylko preludium. Dostał też informację, że to urodziny jego lada chwila narzeczonej, stąd prócz pierścionka czekały inne podarunki. Coś mu jednak podpowiadało, że to niewiele w tej sytuacji zmieni, a Nephthys nie stanowi kobiety, którą kosztowności przekupią. Którą cokolwiek przekupi. Nie chciał tego zresztą; przecież nie o to chodziło.
Nadszedł jednak wieczór, gdy należało wyjść naprzeciw konsekwencjom, jakie by one nie były. Każda minuta tej kolacji była jak kij wsadzany w mrowisko, który przypominał mu o tym, co już było, kilka lat wstecz. Nie chciał dawać do zrozumienia, że go to nuży. Byłoby to nie w porządku choćby wobec i samej Nephthys. Dlatego zmusił się do pewnej gry pozorów, która grą była jedynie połowicznie. Nawet jeśli wiedział, jak naiwnym było sądzenie, że z czasem młodziutka narzeczona zapełni pustkę, którą zostawiła po sobie Safiya. Nawet nie sądził, że cała ta sytuacja spotka się z takim oporem moralnym z jego strony. Tak było trzeba, po prostu, ale szanował Nephthys na tyle, by wiedzieć, że nie mógłby jej oszukać. To rodziło pytanie, dlaczego uparł się akurat na nią, to zaś doprowadzało do wniosków, których nawet nie chciał wypowiadać na głos. Zajmując miejsce przy niskim stole pomiędzy swoimi krewnymi, uznał jednak, że nie może tego traktować tak samo. Nie było tak samo. Powinien w końcu postawić grubą linię pomiędzy tym, co było, a tym, co będzie.





I tried to be someone
else but nothing seemed
to change
Powrót do góry Go down
Nephthys Shafiq
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5796-nephthys-shafiq#137060 https://www.morsmordre.net/t5820-amara#137531 https://www.morsmordre.net/t5822-zobacz-jak-cudownie-marniejemy#137534 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5861-skrytka-bankowa-nr-1433#138716 https://www.morsmordre.net/t5821-nephthys-shafiq#137533
Zawód : Alchemik, arystokratka
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
it's dark in my imagination.
OPCM : 4
UROKI : 2
ELIKSIRY : 24
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jadalnia   08.06.18 13:16

Szła jak na ścięcie.
Dotychczas wydawało jej się, że to sama instytucja małżeństwa stanowi dla niej największe zmartwienie, ale gdy Isis przyszła do jej komnat przed kilkoma dniami, by oznajmić, że podsłuchała rozmowę, z której wynikało, że Nephthys zostanie zaręczona z kuzynem zamieszkującym Egipt, uświadomiła sobie, jak bardzo się myliła. Teraz na pierwszy plan wysunął się strach. Czym innym była przedwcześnie przerwana podróż do Egiptu ze świadomością, że musi stamtąd prędzej czy później wrócić, a czym innym fakt, że jeśli tam wyjdzie, to nie wróci prędko; o ile w ogóle. Przecież Bastet nie miała już możliwości podróży do ich angielskiej siedziby, poza tym wiedziała też, że w tamtych rejonach nie było co liczyć na nieco zeuropeizowane reguły, które pozwalały jej chociażby na samotne wyjścia. Tak jak dotąd dusiły ją więzy konieczności wyjścia za mąż, tak teraz przeciwko niej miało obrócić się jej największe marzenie. Bo co jej po mieszkaniu w Egipcie, skoro i tak będzie miała niemal związane ręce? Nie zobaczy więcej swoich przyjaciół? Wszystkich tych, na których tak jej zależało? W świetle ewentualnego wyjazdu nawet Isis nie chciała zostawiać. Nie chciała wyruszać w nieznane, nawet jeśli w Anglii było niebezpiecznie. Nie lękała się o swoje bezpieczeństwo, być może niesłusznie. Ale nie wyobrażała sobie przebywania w Afryce, gdy tutaj ważyły się losy czarodziejskiego świata, a nawet jeśli nie miała brać w tym udziału osobiście, chciała mieć przynajmniej wgląd w to, co się dzieje, bo zbyt wiele drogich jej osób było w to wplątanych, by po prostu o tym zapomnieć.
Służące przyniosły jej strój, na który patrzyła z obrzydzeniem, mimo tego, że bez wątpienia był piękny. Ostatnie dni przyniosły jej tylko świadomość, że burzył się jej spokój. Zawsze tak dumna z tego, że w tak dobry sposób powściągała emocje, musiała to zweryfikować, pozostawało liczyć, że to stan przejściowy, że to minie. Nie mogła przecież okazywać otwartego niezadowolenia. Męczyła ją jednak ta konieczność gry w pozory. Miała zjawić się w jadalni i udawać, że nie wie po co się zebrali. Była też koszmarnie negatywnie nastawiona do przyszłego małżonka, nieważne, kim miał się okazać. Brakowało jej w tej chwili matki, która by ją uspokoiła, jakiejkolwiek pomocnej i dobrej duszy, która położyłaby jej rękę na ramieniu i powiedziała, że nie musi się martwić, a wszystkie te sprzeczne emocje, które nią targają, w końcu miną i odzyska swój spokój.
Absurdalnie przeciągała moment kroczenia korytarzami w stronę jadalni. Powiewając połami zwiewnego materiału w kolorze oranżu, podzwaniając ozdobami, które zdobiły jej ciało, powstrzymywała się siłą od ucieczki. To irracjonalne; wiedziała, że tego przecież nie zrobi. Była zbyt dumna, zbyt odpowiedzialna, by zachować się w tak tchórzliwy sposób. Nigdy nie panikowała, skąd więc teraz w niej nagle tak silny instynkt ku temu, by zniknąć? Gdyby mogła, skryłaby się w swoich komnatach i przeczekała wszystko to, co najgorsze, nie była jednak dzieckiem i wiedziała, że co się odwlecze to nie uciecze. I choć zewnętrznie zachowywała idealny spokój i harmonię, w jej głowie rozgrywała się prawdziwa burza. Z tego wszystkiego nie myślała nawet o swoich urodzinach. Nie były niczym ponad kolejny rok w metryce, tym bardziej w świetle tego, że zbiegały się w czasie z innym wydarzeniem. Im bliżej miejsca destynacji była, tym bardziej czuła niewidzialną rękę, która się na niej zaciskała, miażdżąc ją całą. Serce biło jej szybko, a gdy służba otworzyła przed nią skrzydła ciężkich drzwi, weszła do środka, wahając się jeszcze tylko chwilę.
Miejmy to z głowy.
Powiodła uważnym spojrzeniem po zebranych, podbródek trzymając wysoko uniesiony. Spodziewała się go ujrzeć, sprawcę całego jej nieszczęścia; żadnej obcej sylwetki jednak przy stole nie dostrzegła. Spodziewała się nieznajomego, bo większość Shafiqów zamieszkujących w Anglii znała przynajmniej z widzenia. Zbliżyła się, zajmując należne jej miejsce, wpierw przywitawszy się ze wszystkimi obecnymi, raz jeszcze prześlizgując po nich piwnym spojrzeniem. A może nie przyjechał? Może to wszystko tylko fałszywy alarm? Kolacja się rozpoczęła, ale Neph nie brała czynnego udziału w rozmowach, nie mogąc pozbyć się nieprzyjemnego wrażenia, że coś jest nie tak. Jednocześnie czuła na sobie badawcze spojrzenia, więc wszyscy doskonale wiedzieli, co się święci.





شاهدني من فوق
Powrót do góry Go down
Rameses Shafiq
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5780-rameses-shafiq https://www.morsmordre.net/t5788-seth#136750 https://www.morsmordre.net/t5791-basnie-tysiaca-i-jednej-nocy#136755 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5859-skrytka-bankowa-nr-1426#138577 https://www.morsmordre.net/t5792-rameses-shafiq#136756
Zawód : Łamacz klątw
Wiek : 40
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
i will burn your world to
the ground
if you try to conquer
mine
OPCM : 16
UROKI : 13
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jadalnia   19.06.18 16:18

Kiedy tylko Nephthys pojawiła się w środku, wszystkie spojrzenia skierowały się na nią, w tym również czerń wzrok Ramesesa. Wyraźnie kogoś szukała, pewnie zastanawiała się, o kogo może chodzić. Kto jest sprawcą jej nieszczęść i rychłej utraty panieństwa; wszak w ich rodzie zrywanie zaręczyn było rzadkie i zakrawało na skandal, nie sądził zatem, by miało ich to spotkać. Była taka dumna; coś w jej oczach świadczyło o niezłomności, to z kolei mogłoby przyszłego męża niepokoić. Żony miały być posłuszne, a kiedy tylko Shafiq przyłapał się na takim myśleniu, wyparł to. Najpierw powinien załatwić sprawę od strony formalnej, aniżeli zachowywać się, jakby wszystko było z góry przesądzone, nawet jeśli było. Zwykła przyzwoitość nie pozwalała mu na stawianie jej przed faktem dokonanym i traktowaniu jej, jak swojej własności. Nie była nią. Jak nigdy, odzywał się w trakcie kolacji niewiele; wątpliwości, które nigdy nie leżały w jego naturze, zakradły się gdzieś w jego podświadomość i nie zamierzały jej opuszczać, wraz z tymi wszystkimi koszmarami, które tylko je podsycały. Nie popełniał błędu, była doskonałą kandydatka na żonę — to jedno pozostawało oczywistością. Ale czy  nie porywał się z motyką na słońce? Czy to w ogóle było w porządku? Skąd te nagłe moralne rozterki? Nie powinien ich mieć. To ich mogło łączyć, albo całkowicie podzielić, bo tak naprawdę ani jemu, ani Nephthys niespieszno było pętać się więzami małżeńskimi, choć ich powody były przecież skrajnie różne. Szybko odzyskał jednak rezon stwierdzając, że za dużo nad tym wszystkim niepotrzebnie myśli.
Mimo to, przyglądał jej się znacznie częściej niż powinien w trakcie tego posiłku, jak nigdy świadom upływającego szybko czasu. Nie to, że się stresował, choć jakieś swoje obawy miał; głównie związane z reakcją Nephthys. Co zobaczy na jej twarzy? Żal? Wściekłość? Brak zrozumienia? Czy będzie próbowała go odwieść od tego pomysłu, czy przeciwnie — zbędzie obojętnością? Sam nie wiedział, którą z tych opcji by wolał, zresztą żadne z powyższych nie miało ostatecznie znaczenia. Uświadomił sobie właśnie, że ona pewnie nawet nie wie dokładnie, z kim ją zaręczają. Pomyślał wręcz, że ta dumna mina, którą przybrała na ten wieczór, była jedynie maską. I uznał, że dosyć tej farsy. Odchrząknął, gdy zostały uprzątnięte naczynia, po czym utkwił w niej intensywnie wzrok.
Nephthys, mógłbym cię prosić? — Zwrócił się do niej. Głosy przy stole ucichły nieznacznie, kiedy głęboki głos Ramesesa potoczył się po stole. Również wtedy, gdy wstał, krótko przepraszając zebranych i czekając, aż kuzynka się zbliży. Był wyprostowany jak struna, chociaż z pewnością nie spięty, o czym najlepiej świadczył uśmiech przekonania o własnym niezachwianiu w niczym. Tak naprawdę uparł się, żeby zrobić to po swojemu, równie dobrze zaręczyny mogły przyjąć formę podpisywania umowy pomiędzy rodzinami i uniknęliby całej tej szopki. Nie chciał tego jednak dla przyszłej narzeczonej. Nie zasługiwała na to, żeby sprowadzać to do biurokracji. Poza tym zwyczajnie chciał z nią porozmawiać i zrobić to, co w jego mniemaniu było słuszne. O ile w przypadku, gdy zaręczano go z Safiyą nie miał tego luksusu, nie zamierzał go odmawiać kuzynce teraz. Tylko tyle mógł zrobić.
Poprowadził dziewczynę na taras przylegający do jadalni. Nie korzystali z niego zbyt często, głównie ze względu na kiepską pogodę. Skoro jednak ta zdawała się od kilku tygodni poprawiać, z powodu dzisiejszej okazji pojawiły się tu rośliny i duża ilość niewielkich świateł, mających rzucać nieco blasku i ciepła na widoczny stąd ogród. Shafiq kazał służbie wyjść. Od jadalni odgradzały ich masywne kotary, które ani drgnęły; to nie był wietrzny wieczór.  Pogoda dopisała — wieczór jak na angielskie standardy był całkiem ciepły, a niebo, gdzie zaczynały brylować gwiazdy, pozostawało bezchmurne. Gwar z wnętrza ucichł, jakby wsiąkł w bordowy materiał. Sugerowało to również, że mogą rozmawiać bez konieczności ściszania głosu i obaw, że wprawne ucho cokolwiek zza niego wyłapie. Zatrzymał się dopiero obok masywnej balustrady i obrócił w stronę kuzynki, w skupieniu prześlizgując spojrzeniem po jej twarzy. Nie sprowadziłby jej tylko do powierzchownego piękna, choć to rzucało się na pierwszy plan z każdym spojrzeniem, którym obarczał jej gładkie policzki. Płomienie świec odbijały się w jej oczach sprawiając, że wydawały się wesołe, ale jaka była prawda mógł się jedynie domyślać, a domysłom tym daleko było do pozytywnych. Wyglądała zjawiskowo, niczym motyl, który zatrzymał się tutaj tylko na chwilę, by zaraz odlecieć w sobie tylko znanym kierunku, pozostawiając po sobie tylko miłe wspomnienie. Był to pierwszy moment, kiedy poczuł znajome ukłucie wyrzutów sumienia, tym razem jednak ze znacznie innego powodu. Patrzył na nią tak samo, jak kiedyś na kogoś innego; tym razem jednak było inaczej. I chyba właśnie ta świadomość, utwierdziła go w końcu w przekonaniu, że postępuje słusznie.
Cała ta szopka urąga twojej inteligencji, za co przepraszam — zaczął łagodnie, uśmiechając się półgębkiem, choć grymas ten szybko zastąpiło ponowne skupienie. Nawet jeśli przepraszał, nie wydawał się skruszony. Bił od niego spokój. Nie to należne mu wiecznie rozgorączkowanie, które sugerowałoby, że nie do końca wiadomo, jak zachowa się za chwilę. — Ale nim cokolwiek powiesz, pozwól mi proszę dokończyć to, co mam ci do powiedzenia. Potem możesz nawet przeskoczyć balustradę i zniknąć, jeśli uznasz to za konieczne — dodał, jeszcze tylko na chwilę pozwalając sobie na żartobliwy ton, nim całkowicie spoważniał.





I tried to be someone
else but nothing seemed
to change
Powrót do góry Go down
Nephthys Shafiq
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5796-nephthys-shafiq#137060 https://www.morsmordre.net/t5820-amara#137531 https://www.morsmordre.net/t5822-zobacz-jak-cudownie-marniejemy#137534 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5861-skrytka-bankowa-nr-1433#138716 https://www.morsmordre.net/t5821-nephthys-shafiq#137533
Zawód : Alchemik, arystokratka
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
it's dark in my imagination.
OPCM : 4
UROKI : 2
ELIKSIRY : 24
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jadalnia   20.06.18 10:03

Czuła się źle z całą tą uwagą, którą jej w tej chwili poświęcano, choć zastanawiała się, czy to przypadkiem nie jej przewrażliwienie. Była niemal pewna, że gdyby nie była świadoma tego, co ma dzisiaj nastąpić, wzięłaby to za przejaw tego, że przecież ma dzisiaj urodziny. Dwadzieścia jeden lat. Kiedy to minęło? Przez głowę przemknęło jej, że i tak dość długo udało się odwlec wypełnienie obowiązku, do którego ją stworzono. Przy okazji znów wykluła się w niej ta sama irytacja, towarzysząca jej już od kilku dni. Świat płonął, a ona martwiła się tak przyziemnymi sprawami... Poniekąd nie mając wyjścia. Poskąpiono jej możliwości brania udziału w tym, co istotne, musiała się zatem skupić na roli, którą jej przydzielono. Nawet jeśli czuła się przez to tak oderwana od rzeczywistości, jak to tylko było możliwe. Zasiadła do stołu i zajęła się cichą rozmową z kuzynką, chcąc zamaskować odczuwany dyskomfort. Czuła napięcie atmosfery, coś wyraźnie wisiało w powietrzu i przebijało się przez radosny gwar rozmów, ale nie rozumiała, dlaczego to wszystko wygląda akurat w ten sposób. Kiedy to Bastet zaręczano, sprawy wyglądały prościej, a choć ciężko było mówić o romantyzmie, przynajmniej kawę wyłożono na ławę szybko, nim domysły zdążyły ją zaniepokoić. Nephthys natomiast, z każdą mijającą minutą, czuła ucisk w żołądku. W końcu odsunęła od siebie talerz wiedząc, że nie przełknie ani kęsa więcej i skryła się za pucharem z wodą, ukradkiem przesuwając spojrzenie po wszystkich siedzących przy stole mężczyznach, w myślach zastanawiając się, o co tak naprawdę tutaj chodzi. I już była skłonna przypuszczać, że to Isis spłatała jej figla; znów. Nie byłoby to przecież takie nieprawdopodobne, zepsuć jej dzień urodzin plotką o zaręczynach. Nie zdążyła się jednak rozluźnić, ani głębiej rozważyć tej kwestii, bo rychło usłyszała swoje imię z ust kogoś, kogo nie mogła się spodziewać. Podniosła uważne, piwne spojrzenie na kuzyna po drugiej stronie stołu i przez chwilę przyszpiliła go wzrokiem. Przez jej twarz nie przemknął nawet cień uśmiechu, choć i konsternacji, którą odczuwała, nie sposób było się tam dopatrzeć. Skinęła jedynie głową w odpowiedzi i wstała, poświęcając nagle nadmiar uwagi zwiewnym warstwom muślinu, które otulały ją jak płatki wyjątkowo delikatnego kwiatu. Miała zupełną pustkę w głowie, a poczucie całkowitego odrealnienia nie pozwalało się nawet należycie przejąć tym, co właśnie miało miejsce.
Dała się wyprowadzić na taras, choć przez chwilę, nim służba nie opuściła tego miejsca, pozostałą tuż przy kotarze, jakby zastanawiając się, czy przekroczyć jej granicę, czy niekoniecznie. Dopiero wtedy, przełykając ciężko ślinę, choć minę wciąż zachowując raczej obojętną, niźli zaskoczoną, podążyła w ślady Ramesesa. Przez chwilę stanęła bokiem do niego, opierając się o poręcz i zaciskając na niej dłonie, jakby chłodny kamień miał jej dodać siły. Mogłaby go zapytać, w czym rzecz, ale zrozumienie przyszło szybciej, zupełnie nieproszone. Czuła się oszukana. Dlatego nawet nie patrzyła w jego stronę, nie chcąc, by to widział. Czy zrobił to celowo? Czy wszystkie ich rozmowy w trakcie ostatnich miesięcy, które tak sobie ceniła, biorąc je za przejaw dobrej woli kuzyna, miały na celu ją tylko oswoić z tym, co czeka ją w lipcu? Od jak dawna o tym wiedział? A może to dlatego ojciec tak nalegał, żeby wróciła z Egiptu? Pytania pojawiały się szybciej, niż byłaby je w stanie wypowiedzieć na głos, dlatego milczała jak zaklęta, przez chwilę w zamyśleniu kontemplując obraz ogrodu. W swoim zamyśleniu nie zdążyła nawet dostrzec, że taras wrócił do łask po wszystkich ubiegło miesięcznych załamaniach pogodowych; wróciły rośliny, a płomienie świec nadawały przytulnego charakteru temu miejscu. Na dźwięk głosu Ramesesa drgnęła i zwróciła się do niego przodem. Nic nie mówiła, obserwując go ze spokojem i konfrontując ich spojrzenia, zadzierając głowę nieco do góry. W mig pojęła, co zrobiła Isis. Nie rozumiała tylko, dlaczego, ale to nie miało większego znaczenia. A może jednak to nie było kłamstwo? Może stojący przed nią Shafiq do serca wziął sobie jej słowa o tym, że chętnie wróciłaby do Egiptu? Szybko wykluczyła tę możliwość, nie widząc powodu, dla którego miałby być skłonny do takich poświęceń. Poza tym chociaż nie rozmawiali o tym, wiedziała, że i on rozgląda się za kandydatką na żonę. Ani przez chwilę nie myślała jednak, że padnie na nią. Zalały ją wątpliwości, nie tylko dlatego, że był od niej przecież raz starszy. O dziwo, to akurat z jakiegoś powodu wywoływało najmniejszy opór. Przez szalejące emocje, najsilniej przebijała się konsternacja.
- Nie musisz mnie przepraszać - odparła krótko, w dalszym ciągu przeciwstawiając mu odważnie swój wzrok. Była zmieszana, ale starała się wykrzesać z siebie determinację, która pozwoli jej na to, żeby wypełnić swoje obowiązki i oddali od niej to okrutne poczucie zdrady. Nie do końca rozumiała, skąd się ono wzięło. Nie wiedziała, skąd ta rozmowa; jeśli chciał ją pojąć za żonę, można to było załatwić dokładnie tak, jak zazwyczaj. Fakt, że jako jeden z naprawdę niewielu postanowił podjąć z nią dialog, zamiast po prostu poinformować, że są narzeczeństwem, działał na jego korzyść, co jedynie bardziej ją sfrustrowało. Nawet gdyby chciała pielęgnować w sobie niechęć do niego, nie mogła tego robić w obliczu tego, co właśnie próbował zrobić. Choć właściwie jeszcze nie była pewna, co właściwie zamierza jej mówić. Dlatego nawet jeśli choćby cień uśmiechu nie pojawił się na jej ustach, rozłożyła ręce, jakby sygnalizowała, że ma kontynuować. Dopiero na słowa o balustradzie, zerknęła teatralnie za nią, jakby naprawdę miała to rozważyć. Doceniała próbę rozluźnienia atmosfery, choć poczytała ją za przejaw jakiegoś poczucia winy. Dobrze wiedział, jakie mogła mieć do tego podejście, widziała to wymalowane na jego twarzy. Narastało jej zdenerwowanie; kładąc rękę na poręczy, ścisnęła ją, jakby chciała ukryć lekkie drżenie. Jej fasada opanowania zachwiała się, ale nie runęła.





شاهدني من فوق
Powrót do góry Go down
Rameses Shafiq
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5780-rameses-shafiq https://www.morsmordre.net/t5788-seth#136750 https://www.morsmordre.net/t5791-basnie-tysiaca-i-jednej-nocy#136755 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5859-skrytka-bankowa-nr-1426#138577 https://www.morsmordre.net/t5792-rameses-shafiq#136756
Zawód : Łamacz klątw
Wiek : 40
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
i will burn your world to
the ground
if you try to conquer
mine
OPCM : 16
UROKI : 13
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jadalnia   22.06.18 19:26

Nie umknął jego uwadze nawet jej najdrobniejszy gest; przypuszczalnie dlatego, że obserwował jej reakcję z uwagą, świadom, że to nie będzie łatwe. A przecież mógł zdecydować się na inną, starszą kandydatkę, która najpewniej przyjęłaby widmo zaręczyn z wdzięcznością. Po co sobie to zrobił? A tak, przedłużanie linii, to w pierwszej kolejności. W drugiej być może upodobanie do podejmowania wyzwań, a w trzeciej? Bo mógł sobie na to pozwolić, więc to też zamierzał uczynić, choć nie wiedział zupełnie jak do niej podejść. Niechęć na jej twarzy, choć usilnie skrywana, bezdyskusyjnie tam była. I tylko gdzieś całkowicie z tyłu głowy, zupełnie wyparte, pojawiały się jego inne pobudki, już te właściwie. Ale nimi nie zamierzał zaprzątać sobie myśli, dopóki nie było to absolutnie koniecznie. Zdeprymowany i może tylko odrobinę wyprowadzony z równowagi lakonicznością jej wypowiedzi, wszak oboje wiedzieli, że przepraszać musi, bo wszystko to jest absurdem. Nie był świadom tego, że jej siostra ponownie wprowadziła ją w błąd, co doprowadziło do wydarzeń, które pewnie kryły się za jej zamyśleniem. Poczekał, aż odwróciła się w jego stronę, by móc spojrzeć jej w oczy, zamiast przyglądać się jej z profilu. Dostrzegał tam tylko zaskoczenie, które z kolei zaskakiwało jego; nie spodziewał się go ujrzeć, właściwie ciekaw, jak ta sytuacja mogła wyglądać od jej strony. Może zastanawiał się nad tym całkowicie niepotrzebnie. Oboje byli dorośli, może on trochę bardziej, ale oboje przede wszystkim cenili sobie dobro rodziny, a tą poniekąd już byli, by teraz móc stać się jeszcze bliższą. Bo tak naprawdę, choć jej odpowiedz wkręcona już przez jej ojca w lawinę podpisanych papierów, dla Shafiqa miała znaczenie. Miała znaczenie za pierwszym razem, nie widział więc powodu, by teraz miało być inaczej. Nie podobało mu się jednak to, co widział gdzieś w jej piwnych oczach, w których mógł teraz z łatwością czytać. Nie chciał, żeby myślała, że rozmawiał z nią tylko dlatego, że wiedział do czego ma dojść i jej o tym nie powiedział. Tak to niestety wyglądało, nawet jeżeli prawda była całkowicie inna. Nie zamierzał jednak o tym w tej chwili mówić, w każdym razie nie dopóty dopóki sama nie zapyta.
Równoważył jej zdenerwowanie swoją swobodą. Nie można było podejrzewać go o jakikolwiek stres czy wątpliwości, nawet jeżeli toczyło go takie czy inne poczucie winy, że ją w to wplątał. Że akurat . Patrząc na sprawę rozsądnie, nie miał do nich powodu, ale z perspektywy zwykłej przyzwoitości, której resztki ciągle gdzieś mu się w duszy poniewierały, okazyjnie dając o sobie znać cichym głosem, widział w niej młodą kobietę, którą to wszystko po prostu przeraża. Nie chciał tego dla niej, nie z perspektywy osoby, która już raz to wszystko widziała i zdawała sobie sprawę, że nie ma się czego bać. Za dobrą monetę wziął gest sygnalizujący, że ma mówić dalej i drobny przejaw humoru, w postaci zerknięcia za balustradę.
Myślę, że wiesz, dlaczego tu stoimy i wiesz też, jakie pytanie powinno paść. Choć tak naprawdę mogłoby nie paść żadne, biorąc pod uwagę, jak to czasem wygląda... — urwał na chwilę, by odchrząknąć. Nie chciał, by odebrała jego słowa jako przejaw sprzeciwiania się temu, co niezmienione od setek lat; to nie tak. Był już jednak w wieku, gdzie mógł sobie pozwolić na pewne rozróżnienie ślepego podążania za tradycją w imię ideałów, a dopasowywanie ich do panujących realiów. — Chciałbym żebyś wiedziała, że szanuję twoje zdanie, nawet jeżeli nie mogę ci zaoferować wyboru. Wiem, że dzieli nas sporo lat i być może nie tego oczekiwałaś. Wiem, że właściwie w ogóle tego nie chciałaś — przerwał na chwilę, spoglądając nań znacząco. Nie musiał chyba tłumaczyć, że chodziło mu o zaręczyny w ogóle, nie o jego konkretną propozycję. Pamiętał dokładnie tamten wieczór, pamiętał smutek malujący się na jej twarzy, gdy mówiła, że już nie będzie miała czasu wracać do Egiptu. Jednocześnie nie był świadom, jak perspektywa wyjazdu na stałe, koniec końców na nią podziałała. — Proszę cię tylko, żebyś dała mi szansę udowodnić ci, że małżeństwo to nie jest wcale koniec świata. A w zamian zrobię wszystko, żeby włos nie spadł ci z głowy. Obiecywać gruszek na wierzbie nie zamierzam, jaka jest prawda wiemy oboje, ale niech nie stanie się ona powodem do niechęci — kontynuował, zbliżając się do niej pół kroku; zza pazuchy wyjmując pudełeczko. Nietrudno było się domyślić, co kryje jego wnętrze. Otworzył je i położył na kamiennej balustradzie, przodem do dziewczyny. W świetle świec błysnął pierścionek. Rameses podniósł wzrok na Nephthys, wbijając w nią czerń spojrzenia. Uważnie, badawczo, lustrując każdy centymetr jej gładkich policzków. Błyszczących oczu, pełnych warg. Wystosował prośbę, która tak naprawdę, mogłoby się wydawać, prośbą nie była. A jednak gdyby zaprotestowała, gdyby wyraziła sprzeciw i postawiła się woli nestora, swojego ojca, jego własnej... To pewnie i tak by nie odpuścił. Był uparty, zbyt uparty, by jej na to pozwolić, nawet jeśli to nie było w porządku.
Idź ze mną przez życie, Nephthys — dodał ciszej, już na zakończenie, ale po pierścionek nie sięgnął, czekając na jej reakcję. Nie zamierzał pytać, czy za niego wyjdzie, czy zostanie jego żoną. Nie miało to najmniejszego sensu, wiedział o tym każdy szlachcic; jeśli ktoś cenił sobie grę pozorów, mógł bawić się w podobne, utarte frazesy, ale Shafiq cenił sobie szczerość. Już cała ta rozmowa była pewnym odstępstwem od tego, jak zwykle załatwiało się takie sprawy. Nie mógł obiecać jej wzruszeń i uniesień, nie mógł obiecać miłości. Może ta pojawi się z czasem, może nie. Jednak nie o to w tym wszystkim przecież chodziło, a czarowanie się, że jest inaczej, było naiwnością, którą pozostawiał innym.





I tried to be someone
else but nothing seemed
to change
Powrót do góry Go down
Nephthys Shafiq
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5796-nephthys-shafiq#137060 https://www.morsmordre.net/t5820-amara#137531 https://www.morsmordre.net/t5822-zobacz-jak-cudownie-marniejemy#137534 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5861-skrytka-bankowa-nr-1433#138716 https://www.morsmordre.net/t5821-nephthys-shafiq#137533
Zawód : Alchemik, arystokratka
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
it's dark in my imagination.
OPCM : 4
UROKI : 2
ELIKSIRY : 24
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jadalnia   25.06.18 11:25

Oczywiście, że wiedziała, dlaczego tu stoją. Czemu więc z każdą sekundą czuła, jak zaciska się wokół niej lodowata pętla paniki? Obręcz wokół gardła, ciaśniejsza i dusząca ją coraz bardziej z każdym słowem mężczyzny? Nie mogła pozwolić sobie na nawet najmniejszy grymas, ale wczorajszy wieczór zakwestionował wszystko, co jak dotąd znała; wszystko to nałożyło się na siebie, a jednocześnie nie mogła przed tym uciec. Jeszcze do niedawna sądziła, że to jej niechęć do małżeństwa będzie stanowiła główny problem, jak na złość jednak, życie postanowiło jej udowodnić, że się myliła. Spoglądała zatem z pozornym spokojem na stojącego przed nią mężczyznę i nie tylko czuła się oszukana; sama była oszustem. Nieco mocniej zacisnęła palce na balustradzie, wyraźnie rada z tego by prosił, by mu nie przerywać. I tak nie odnalazłaby słów, których mogłaby użyć. Zimny, szorstki kamień dodawał jej otuchy i był chyba jedynym czynnikiem, który trzymał ją w pionie. To na tym wrażeniu się skupiła, ignorując wszystkie inne. Ignorując sumienie, ignorując myśli związane z rękawem praplatanów, bo te łączyły się tylko z bólem i czymś, czego nie rozumiała. Zmęczenie ostatnich dni wyraźnie się na niej odbiło; za dużo myślała o tym wszystkim, jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie. Wiedziała, że Rameses nie zamierza opuszczać Anglii, dotarło do niej zatem, że dała się znowu podejść siostrze, tym samym czując się jak głupiec. Wzięła na barki odpowiedzialność za własną słabość, nieświadoma, jak ciężkiego brzemienia się podjęła i jak wiele jeszcze przed nią. W gardle wzbierał jej pusty śmiech, jakby całe napięcie nagle z niej uszło, bo nie miała już na nie siły. Stała twarzą w twarz z tym, do czego powołano ją na świat i uświadomiła sobie, jaką naiwnością było z jej strony wierzenie, że gdy przyjdzie co do czego, będzie na to gotowa. Bardzo chciała docenić to, że Shafiq stanął na wysokości zadania i rozmawiał z nią teraz, zamiast sprowadzić całość do transakcji wiązanej. Biorąc jednak pod uwagę jej obecne samopoczucie, chyba tak by wolała. Mniemała, że pozbyłaby się tym samym przynajmniej części wyrzutów sumienia z powodu tego, z jaką łatwością była gotowa wszystko to odrzucić jeszcze kilkanaście godzin temu, pod osłoną drzew. Odwieczna walka serca z rozumem, czy zwyczajna głupota? Najpewniej jedno i drugie po trosze. Przerażało ją jednak, że prócz wyrzutów sumienia nie czuła żalu; to najpewniej miało stać się jej karą.
Samotność nie była jej obca, ale jeszcze nigdy nie poczuła się aż tak samotna, jak w tej chwili. Przechyliła lekko głowę w bok, słuchając i słuchając... To wszystko brzmiało konkretnie i racjonalnie, w dowolnej innej sytuacji, zapewne przypadłoby jej to do gustu; ale to nie była inna sytuacja. Nawarstwiona przez lata niechęć, wzmocniona dodatkowo tym, jak bardzo brzydł jej przez ostatnie dni nieustannego myślenia o nim temat, nie mogła zniknąć pod wpływem chwili i trafionych słów. Rozumiała, co chciał jej przekazać i nie była zaskoczona. Małżeństwo to polityka. Sojusz, który może układać się pomyślnie lub nie. Nie chodziło o tu o różnicę wieku, nawet nie o to, że miała stanowić drugą żonę, nad czym dotychczas nie miała nawet okazji się zastanowić, bo i nie przypuszczała, że propozycja narzeczeństwa wyjdzie od Ramesesa właśnie. Wiedziała, że nieodpowiednim byłoby zapytać teraz, dlaczego akurat ona, bo mogłaby przysiąc, że to na wydaniu Isis zależało ojcu bardziej, w końcu była starsza. A jednak padło na nią. Miała w sobie jednak zbyt dużo taktu, by pytać o takie rzeczy, dlatego w dalszym ciągu milczała, choć przez jej twarz przemknęła nieokreślona emocja na słowa o tym, że tego nie chciała. Ugryzła się tylko w język, wlepiając wzrok w hipnotyzującą czerń jego spojrzenia. Chciała w to wierzyć, chciała wierzyć w każde jego słowo. Że to nie jest koniec świata. Ale choć starała się najmocniej jak mogła, wiara ta nie chciała do niej przyjść, wymykała się poza jej zasięg.
Przeniosła wzrok na pierścionek, który błysnął we wnętrzu niewielkiego puzderka. To była piękna ozdoba, misterna, a jednak świadomość, że będzie dla niej niczym kajdany, nie dodawała mu uroku. To wszystko tkwiło tylko w jej głowie; chciała się tego pozbyć, ale potrzebowała czasu. Na tym musiała się skupić, na nowych obowiązkach. Zapomnieć o wszystkim innym, niezależnie od podszeptów zdradzieckiego serca. Nie ona pierwsza i nie ostatnia, nie było sensu przejmować się czymś, na co nie ma się wpływu. To były jednak tylko utarte frazesy, które choć wiedziała, że są prawdą, za nic nie mogła ich przyswoić i uznać za reguły, którymi warto się kierować. I tak była w stosunkowo lepszej sytuacji, niż niektóre jej rówieśniczki. Nawet z nazwiskiem nie miała się rozstawać, pozostając być może w rodzinnym domu. Ale czy nie byłoby jej łatwiej, gdyby była w stanie odciąć się od dawnego życia i zacząć nowe, skoro już zdążyła się na to przygotować? Zaczerpnęła chłodnego, wieczornego powietrza głęboko w płuca. W głowie miała zupełną pustkę.
- Nie bierz sobie do serca moich słów z maja. Przemawiała przeze mnie tęsknota do przedwcześnie przerwanej podróży - podjęła w końcu. Mówiła wtedy prawdę, ale dla dobra ich obu lepiej, by Rameses o tym nie wiedział, choć skoro wspominał o niechęci, to musiał ją wyczytać z jej postawy. Nie chciała startować z pozycji osoby, której przychylność trzeba zdobywać. Chciała po prostu zrobić to, co do niej należy, ignorując przy tym całkowicie własne, rwące się na wolność, zgubne pragnienia, zanim zdążą całkowicie nią zawładnąć. Nasiliło się to naglące, nieprzyjmne uczucie, że okłamuje wszystkich wkoło, łącznie z sobą.
- Niech więc tak będzie - odparła w odpowiedzi na kończące wywód Ramesesa słowa, przypieczętowując tym swój los, nawet jeśli ten już dawno został przesądzony. Pozwoliła sobie na nikły uśmiech, ale w głębi duszy dławiła w sobie krzyk frustracji, która nasilała się tym bardziej, im z większą mocą docierało do niej, że nie trafiła na złego człowieka. Powinna się cieszyć. Powinna liczyć, że z czasem wszystko się ułoży i będzie tylko lepiej, kiedy już przełamie pierwsze bariery. Spokój Shafiqa jej się nie udzielił i kiedy wyciągnęła rękę, by mógł wsunąć na nią pierścień, drżała, jakby dopiero sam fakt nasunięcia na palec tego kawałka metalu, wysadzanego drogimi kamieniami, miał sprawić, że wszystko się zmieni. Tak naprawdę zmieniło się już wczoraj, teraz mogła tylko obserwować tego skutki i patrzeć, jak sama zburzyła coś, co z takim zapałem budowała.





شاهدني من فوق
Powrót do góry Go down
 

Jadalnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Wyspa Man, siedziba rodu Shafiq-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18