Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Główny gabinet
AutorWiadomość
Główny gabinet [odnośnik]02.03.18 13:03

Główny gabinet

Zwyczajowo zajmowany przez nestora rodu, główny gabinet służy za jedno z najważniejszych pomieszczeń posiadłości Shafiqów. To tutaj przyjmowani są najważniejsi gości, omawiane sprawy wielkiej wagi z dala od ciekawskich uszu służby, a przede wszystkim członków rodziny. Jasne, wysokie i przestronne, posiadające minimum rozpraszających dekoracji.
Obszerny gabinet oddzielają kolumny ozdobione zasłonami po obu stronach głównego przejścia, u szczytu którego, pod kątem do okien i przeszklonych drzwi prowadzących na taras w wewnętrznym dziedzińcu, znajduje się obszernu biurko z trzema fotelami. Meble reprezentacyjne i wygodne zostały przeznaczone na dłuższe posiedzenia, jeśli sprawa wymagała tego uwagi. Za kolumnami po lewej ścianę wypełnia szereg regałów ze starannie wyłożonymi księgami, zwojami i dekoracjami. Także tutaj znalazło się miejsce na sekretarzyk. Strefę za kolumnami po prawej uczyniono bardziej gościnną, z niskim stolikiem i kilkoma, równie niskimi, fotelami, aby nie zmuszać przebywających w gabinecie do schodzenia do jadalni, gdy nadchodziła pora obiadu.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Główny gabinet Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Główny gabinet [odnośnik]23.01.21 21:44
1 października 1957, godz. 2 w nocy
Stał. Palce lewej, wciąż nie do końca sprawnej ręki, kurczowo obejmowały czarkę wypełniona przestygniętą herbatą, gdy Zachary spoglądał na złote gałki drzwi prowadzących do głównego gabinetu. Zawieszony na nich łańcuch zdobiły metalowy lak z odciśniętym rodowym herbem, będąc symbolem, a przede wszystkim znakiem, iż komnata została zapieczętowana i nie jest obecnie używana. Stojąc przed drzwiami, podjął decyzję o złamaniu zasady. Jego ojciec objął obowiązki nestora rodu, za straszną cenę, a jemu przypadło dumne i godne reprezentowanie go tutaj, w Anglii. Choć od dłuższego czasu nie robił niczego innego, próbując zadbać o bezpieczeństwo krewnych na Wyspie, wraz z przerwaniem laku listu wszystko nabrało mocy. Odtąd pełnił obowiązki swego ojca, najwyższego szajcha, lorda nestora. Każda decyzja winna być podjęta rozsądnie, z uwzględnieniem wszelkich politycznych aspektów i perspektyw, rozsądnie nie stawiając sobie pytania, czy na tak wielkie zobowiązanie był gotowy. Chłód logicznego umysłu mówił, że nigdy nie dało się przygotować na coś takiego, lecz z drugiej strony, instynkt, na którym także polegał, podpowiadał, że bardziej gotowym być się nie dało. Nie wiedział więc, skąd to wahanie, chwila zwątpienia, kiedy miał poczynić tak ważny krok i uczynić jedną z posiadłości istotnym punktem na mapach Wysp Brytyjskich.
Różdżka trzymana we wiodącej ręce zadrżała, kiedy upił ostatni łyk zimnej herbaty, bez słowa przywołując do siebie sługę z tacą. Uwolniwszy rękę, sięgnął do kieszeni spodni, chcąc jedynie upewnić się, że fiolka z potrzebnym eliksirem została zabrana z kufra w sypialni. Nie wiedział, ile czasu gabinet stał pusty ani czy ktokolwiek nie ośmielił się złamać reguł albo czy nie zostało tam coś, co mogło jeszcze bardziej przechylić szale życia i śmierci. Musiał być pewien, nim podejmie dalsze kroki. Jedyne zaufanie w tej sprawie widział w eliksirach, zaklęcia oraz własną wiedzą o pułapkach czy klątwach uznając za niewystarczającą. Magia tkwiąca w ekstraktach i esencjach była dla niego czymś bardziej zrozumiałym i dlatego to z niej wolał skorzystać.
Chcę być sam — odezwał się krótkim, obojętnym, lecz drżącym głosem. Zdenerwowanie dało się wyczuć i dostrzec gołym okiem. Wiedział, że chwila ta powinna nastąpić w zupełnie innych okolicznościach, w zupełnie innym czasie; symboliczne objęcie władzy. Gorzkie prychnięcie rozbrzmiało w korytarzu na piętrze, połączonym bezpośrednio z głównym holem na parterze posiadłości, kiedy różdżkę przytknął do metalowego laku, przymykając oczy. Odczekał chwilę, wytwarzając odpowiednie połączenie z magią zaklętego łańcucha. Czyn wyjątkowo trudny dla kogoś, kto nie znał teorii magii. Porwał się na coś, co równie dobrze mógł zlecić komuś innemu, wykwalifikowanemu w tak skomplikowanej dziedzinie. Nie byłby jednak godnym własnego ojca, nie wykonując tego samodzielnie. Świadom podjętego ryzyka stanowiła w tym wypadku determinację, dodatkową motywację do sięgnięcia po więcej; dokładnie po to, co znajdowało się za drzwiami.
Minuty ciszy i skupienia mijały. Nie otwierał oczu, choć powieki drgały w zniecierpliwieniu, a oddech powoli stawał się coraz cięższy i znacznie bardziej zmęczony. Już i tak był zmęczony całym poprzednim dniem; cały wieczór poświęcił na skrupulatne przeanalizowanie listu oraz konsekwencji. W roztargnieniu sięgnął także po księgi historyczne i prawne. Przez kolejne godziny podsumowywał to, czego się dowiedział, z czego musiał skorzystać. I tak znalazł się pod drzwiami głównego gabinetu zamorskiej posiadłości Shafiqów, głucho doznając echa zaklętego łańcucha upadającego na podłogę.
Z nieopisaną ulgą odetchnął. Opuścił różdżkę. Otworzył oczy i sięgnął za gałkę lewego skrzydła, przekręcając ją lekko. Ciche kliknięcie zawiasów otwierających się drzwi natychmiast przywiodło do jego nozdrzy ciężkie i ciepłe powietrze dawno nieużywanego pomieszczenia. Stał dłuższą chwilę w bezruchu, wstrzymując oddech, aż wreszcie końcem różdżki pchnął lekko drugie skrzydło drzwi, ostrożnie stawiając krok do środka. Długie cienie padające w komnacie były gładkie, a samo pomieszczenie wydawało się wyjątkowo jasne. Potrzebował dłuższej chwili na dostrzeżenie nikłych szczegółów: żaden mebel nie zmienił swojego położe przez, bogowie wiedzą, ile czasu. Wszystko zostało przykryte białymi płachtami drogich tkanin, materiałów mających uchronić wszystko przed brudem, kurzem i wilgocią, aby łatwo dało się je przywrócić do reprezentacyjnego stanu. Tego Zachary nie potrzebował. Miało być bezpieczne. Nic więcej.
Lumos — wypowiedział inkantację, rozświetlając koniec różdżki. Wyciągnął z kieszeni ampułkę z Czarną marą, warząc ją ledwie kilka miesięcy temu, po czym cisnął przed siebie, wiedząc dobrze, że cienkie szkło pęknie, uderzając w podłogę. Huk rozszedł się echem lada moment, a Zachary uniósł różdżkę wyżej, prędko uświadamiając sobie, że miał zbyt mało światła. Kurczowo wypowiadane Lumos Maxima w myślach nie chciało zadziałać od razu. Kilkukrotnie powtarzał ten sam ruch akacjowym drewnem, lekko dźgając niewidoczny punkt przed sobą, aż w końcu na krańcu rozgrzanej różdżki pojawił się niewielki błysk, który następnie powędrował w przestrzeń opustoszałego gabinetu. Po paru sekundach zawisł kilka cali pod wygaszonym żyrandolem po środku głównej części komnaty, pozwalając uzdrowicielowi dojrzeć smugi eliksiru unoszące się coraz wyżej ponad podłogę. Blade, pomyślał prędko, stawiając kilka kolejnych kroków w głąb. Opary nie ciemniały, nadal unosząc się obłokiem widocznym dzięki magicznej kuli światła, a Zachary je obserwował  w bezruchu, w ciszy, oczekując jednej z dwu wersji: rozpłynięcia się niczym mgła albo, gorsza, kumulacji czarnych obłoków wokół konkretnego miejsca. Czekał. Niezmiennie pozostawał jednym i tym samym miejscu, zmęczonym już wzrokiem wodząc od jednej kolumny do drugiej, przecinając wysoki, przeszklony sufit, powoli – za każdym razem – wracając spojrzeniem do białych płacht osłaniających ogromne biurko i otaczające je trzy fotele. Wreszcie patrzył tylko tam, coraz bardziej czując ciężar przygniatającej go rzeczywistości, obowiązków spoczywających na jego barkach. Mimo dumnej przysięgi złożonej samemu sobie, by strzec Shafiqów na angielskich ziemiach, dopiero teraz zdał sobie sprawę z wagi własnych czynów oraz długofalowych konsekwencji, niemal fizycznie odczuwając ból w stawach po raz kolejny od momentu opuszczenia podziemi pod bankiem. Gwałtownie oparł cały swój ciężar o chorą rękę spoczywającą na framudze drzwi gabinetu. Głęboki oddech miał go uspokoić, lecz jedynie przyspieszył gonitwę myśli układających się w pospieszne modlitwy. Zacisnął powieki, czując łzy napływające do oczu wobec własnej bezsilności, nie mając pojęcia, skąd się wzięła. W żaden sposób nie czuł się godzien powierzonej roli ani reprezentacji, ten pierwszy raz od dłuższego czasu pragnąc skryć się w głębokim cieniu i być jedynie obserwatorem. Nie pragnął niczego innego niż rozpłynąć się w szarościach oraz czerniach, których inni unikali z takim przejęciem, zapaść się pod ziemię, zamknąć w otulinie chłodnych, spokojnych myśli, przemyśleń i rozważań, które teraz przytłaczały Zachary'ego, odsłaniając wszystkie słabości: te, które świadomie ukrywał; te, których istnienia nie spodziewał się. Drżąc na całym ciele, lekki dotyk na chorym ramieniu wziął za przeciąg otwartych okien, dopiero po chwili zdając sobie, jak bardzo skupił się na wewnętrznych reakcjach, odrzucając te, na które nie miał wpływu, konsekwentnie odzierając siebie przed przebiegłą ciotką. Pragnął posłać ją do samego Ozyrysa i uniósł mokre spojrzenie na nią, spotykając jedynie postać w nocnych szatach nieustannie trwającą w ukłonie, z pochyloną głową. Nie poruszyła się ani o cal, do złudzenia przypominając marmurową rzeźbę. Trwała tak tuż po tym, jak odpuścił uporczywemu wpatrywaniu się w nią i przestąpił z nogi na nogę, podjąwszy decyzję o wkroczeniu do gabinetu. Każdy krok stawiał ostrożnie, lekko kulejąc, powoli pokonując przestrzeń między drzwiami a biurkiem, aż znalazł się tuż za nim, w palcach mnąc fragment materiału osłaniającego najbardziej okazały fotel. Nie ma odwrotu. Pociągnął za tkaninę i zrzucił na podłogę, wzniecając przy tym kilka tumanów starego kurzu. Zasiadł, nie poprawiając ułożenia fotela, nie przyjmując postawy siedzącego za biurkiem, lecz przy nim. Różdżkę odrzucił na osłonięty blat, ignorując przygasające, wyczarowane światło. Spojrzeniem naznaczonym łzami skierował się ku drzwiom, patrząc na podchodzącą Fathme, z dziwnym przeczuciem obserwując jej obojętną twarz, w obawie chcąc jedynie skulić się jak małe dziecko czekające na reprymendę. Nie wiedział, czy za dobry omen brać jej milczenie. Od zawsze była przebiegła. Pewnie teraz też szuka swojego interesu, pomyślał gorzko, opierając głowę o rękę wspartą łokciem na podłokietniku fotela. Kątem oka zauważył jeszcze, jak przysiadła lekko na krawędzi fotela.
Kwestia czasu — odezwała się wreszcie cicho, prawie szeptem, w rodzimym języku — byliśmy na to gotowi od pewnego czasu, Zechariah. Zale miał już swoje lata, a twój ojciec... najwyższy szajch Thamir, zrobił to, co należało uczynić. Nie możesz mieć do niego o to pretensji. Mianował cię- — mówiła dalej, spokojnie, lecz młody uzdrowiciel przerwał jej gwałtownie: — Wiem, co zrobił mój ojciec — warknął krótko, nie bacząc na ton. — Za długo żył zasługami naszych przodków, ciociu. Zmiana była, jak to powiedziałaś, kwestią czasu. Przede mną znacznie poważniejsze wyzwania. Ten dom ma być chlubą, a ten gabinet od dziś należy do mnie. Zgodnie z życzeniem mojego ojca, najwyższego szajcha i lorda nestora rodu Shafiqów, spełnię powierzone mi zadanie. — Kontynuował, z każdym słowem, mimo oczywistego wyrazu twarzy, mówiąc coraz pewniej i chłodniej. Powoli wyzbywał się emocjonalnej skorupy, wracał do zwykłego dla siebie poczucia wyższości i pewności siebie, wciąż jednak mając w sobie wahanie, drżenie oddające ciężar obowiązków, z którymi się zmagał.
Thamir nigdy nie grzeszył finezją, szczególnie wobec rodziny. Nigdy nie sądziłam, że swego najmłodszego syna obarczy takim brzemieniem. Cokolwiek jednak masz uczynić, pamiętaj, że jesteś synem wielkiego szajcha, władcy Egiptu... lorda nestora, jak to mówią Anglicy — podjęła ponownie, nie zmieniwszy pozycji ani o jotę. — I tym masz dla nich być, Zechariahu. Zacharym, lordem kroczącym dumnie w jednym rytmie z nestorami tutejszych rodów. — Zamilkła. Zakończyła zdanie nawet, gdy Zachary posłał jej ostre spojrzenie i obnażył zęby w geście agresji. — Nie. Nie czytałam listu przeznaczonego tylko do twoich rąk, chłopcze. Tym niemniej znam mego brata dobrze, za dobrze, skoro już mówimy o wszystkim szczerze... i wiem, że w ambicji i dumie posunął się do czegoś, co przekracza twoje możliwości.
O niczym nie masz pojęcia, Fathme — zareagował ostro, chwytając za różdżkę. — Nie wiesz- — zaczął rozeźlony, ale urwał nim padły kolejne słowa. Ciotka zdawała się wiedzieć znacznie więcej niż on; znacznie więcej niż kiedykolwiek mógł się dowiedzieć w tak krótkim czasie. Wiedział jednak za to, kim była jego ciotka, jakie miała motywy, czego chciała. I to ją powinien przede wszystkim powstrzymać, a własnego ojca uchronić przed tym, co knuła za jego plecami. Siostra władcy Egiptu czy nie, miała trzymać się od tego wszystkiego z daleka. Razem ze mną. Nie było innego rozwiązania niż trzymanie jej blisko siebie. Zawsze.
Poruszył się w fotelu. Kilka głębokich oddechów. Kilka minut ciszy poświęconej na przemyślenie wyczekiwanej odpowiedzi. Nie miał jej. Nie zamierzał nigdy mieć.
Możesz odejść. — Odezwał się w końcu. Wydał polecenie, które miało być spełnione. Niczego innego nie potrzebował, dlatego zamilkł i odwrócił wzrok z dala od ciotki, nasłuchując jedynie jej cichych, oddalających się kroków. Nie liczył upływu czasu od jej wyjścia. W pewnym momencie uniósł różdżkę i skupił myśli na zaklęciu mającym popchnąć skrzydła drzwi. Kliknięcie zamka nie sprawiło, że odetchnął z ulgą. Nie była to ani pora, ani miejsce na odpoczynek. Przed nim, synem wielkiego szajcha, stanął ogrom działań, które należało podjąć, nadać priorytet nieuniknionej eskalacji i raz jeszcze przyłożyć rękę do wielkich czynów. Nie pytał nawet, czy miał na to siły. Myśli same mknęły ku bólom kości, mięśni oraz stawów doznanych w czasie wędrówki przez podziemia Gringotta, wizjom martwego brata, śmierci Alpharda, samego Czarna Pana wymierzającego sprawiedliwość jednemu z sojuszników, jego własnej porażki, gdy próbował przelać czarnomagiczną moc na ołtarz Locus Nihil. Całkowicie przeciwna dziedzina do tej, zgodnie z którą żył, powoli stawała się mu znajoma i nie widział już powodów, dla których miałby ją odrzucać, opierać się przed silnym objęciem w jej plugawej sile, dobrowolnym oddaniem duszy. Podświadomość z wolna kreowała nową, w dalszym ciągu chłodną i logiczną myśl, a Zachary skłaniał się ku realnej ocenie: nie mógł być jedynie panem i władcą magii leczniczej czy białej magii, aby uchronić innych przed klęską. Musiał sięgnąć także po czarną magię, po klątwy siejącej ból oraz śmierć, nie tylko w tej wojnie. Dobrobyt rodu wciąż zajmował ważną pozycję pośród wszelkich priorytetów Zachary'ego i, jeśli musiał sięgnąć po przekleństwo, by uchronić chronić rodzinę przed krzywdą, by wspomóc Rycerzy Walpurgii, Śmierciożerców i Czarnego Pana w oczyszczeniu brytyjskich wysp z brudu, to zamierzał to zrobić.
Tahir — odezwał się, za nic mając późną porę oraz to, że odesłał wiernego sługę, chcąc być sam. I tak był pewien, że krążył korytarzami posiadłości tak długo, jak on sam nie zasnął, zamierzając służyć Shafiqowi o każdej porze dnia i nocy. Tym razem Zachary oczekiwał na niego dłuższą chwilę, bawiąc się różdżką, kreśląc nią wzory to w powietrzu, to na białej płachcie okrywającej biurko, nawet wtedy, gdy Tahir wkroczył do niedawno nieczynnego gabinetu. — Chcę przenieść moje rzeczy do tego gabinetu — odezwał się, gładząc pod materiałem blat okazałego mebla. — Przynieś katalog naszej biblioteki. I sprowadź krawca na jutrzejszy wieczór. — Wydał kolejne polecenia, odsłaniając rząd szuflad w biurku po lewej. Przeszukiwał kolejno każdą z nich, powoli zapełniając blat kilkoma pergaminami z wyblakłym już pismem, mahoniową szkatułką. W drewnianym pudełku znalazł złoty sygnet ze skarabeuszem, jedynie w niewielkim stopniu przypominający i oddający bogactwo nestorskiego pierścienia, oraz wezyrską pieczęć do lakowania listów. Nikły uśmiech przebiegł mu przez twarz; stary, nieużywany symbol wezyra tyle lat spoczywał w biurku tutaj zamiast w Egipcie. I mógł poczekać jeszcze trochę. Odłożył szkatułkę z powrotem do szuflady, chwycił różdżkę i, podniósłszy się z fotela, wrócił z powrotem na korytarz. Ogarnięty nagłym zamyśleniem zahaczył bosą stopą o łańcuch – trzymając go w palcach, ruszył dalej, za cel obierając bibliotekę. Dopiero w połowie drogi natknął się na Tahira z księgą.
Mój panie — pokornie zgiął kark, wręczając Zachary'emu katalog, który odebrał bez słowa i ruszył dalej, za cień mając swojego towarzysza.
Idź spać, Tahirze. Rano czeka nas dużo pracy — zwrócił się do sługi w międzyczasie, oddalając w kierunku uchylonych drzwi biblioteki. Cisza i spokój wśród ksiąg była konieczna, a czasu do wschodu słońca coraz mniej. Musiał tak wiele dowiedzieć się; tak wiele kroków poczynić, świadomie sięgając po niemożliwe, lecz z ulgą siadając w fotelu z naręczem książek oraz zwojów pergaminu. Tym razem nie zamierzał bez celu brnąć przez barwne rysunki atlasów anatomii ani pachnące zielniki. Najbliższe kilka godzin zamierzał wypełnić historią, czystą teorią czarnej magii, rodowymi kronikami. Musiał dowiedzieć się, jak nowe elementy połączyć ze sobą, znaleźć między nimi choć niewielkie, wspólne nici, jeśli miał tak dalej żyć i jakkolwiek zapanować nad szpiegami wysłanymi przez ojca. Długa noc, westchnął we własnej głowie, otwierając pierwszą z ksiąg.

|z/t



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Główny gabinet [odnośnik]16.03.21 13:21
6 października
sekhmet & zechariah

Zimna kropla opadła na delikatny policzek, wytrącając stojącą przy sterburcie sylwetkę z zamyślenia. Sekhmet drgnęła od tego nieznacznego, ale gwałtownego zdarzenia, wracając do rzeczywistości. Palcami strąciła niepokorną wilgoć, jednak nie omieszkała podnieść spojrzenia ku niebu, na którym gromadziły się ciemnoniebieskie chmury. Zgęstniały odkąd wyruszyli z Kairu, ale przecież tego właśnie się spodziewała, prawda? Odmienności w każdym oddechu, w każdym przesunięciu oczu, w każdej sekundzie swojego pobytu z dala od ojczyzny. Nawet sklepienie było inne niźli to w domu. Jeśli tak wyglądała brytyjska codzienność, współczuła Zechariahowi, ale równocześnie było w tym coś... Dziwnie niepokojącego. Coś, co poruszało ukierunkowane na obserwację oraz analizę wnętrze młodej księżniczki i nakazywało jej poszukiwać właściwej interpretacji. By poznać człowieka, musisz poznać jego otoczenie. Słowa jej długoletniego tutora wybrzmiewały jego głosem tak często, że zdołały przesiąknąć każdą najmniejszą komórkę Shafiq, stając się ichnią nierozerwalną częścią. Można by sądzić, że jej zadania miało się zacząć dopiero po zejściu na stały ląd, lecz prawda była inna. Zaczęło się na długo, zanim pojawiła się w ojcowskich komnatach - była przygotowywana do tego całe życie i uważne śledzenie wizyt ambasadorskich wykorzystywała właśnie w tym momencie. Łączyła astronomię z polityką, naukami społecznymi, naturę z ludzkimi zachowaniami w sposób, w jaki potrafiła najlepiej, a sama pogoda mówiła wiele o kraju, w którym pojawiła się dopiero pierwszy raz. W Egipcie spędzała czasami całe dnie na modłach o deszcz, wiedząc, że jej rodacy wyczekiwali wody w obliczu klęski urodzaju lub nawet śmierci. Wiedzieli, czym były głód i pragnienie. Jakim narodem był jednak naród, który nie musiał prosić o tak podstawową potrzebę? Nie bojąc się, iż zwykły, boski kaprys odbierze im główny składnik życia? Zdarzały się wszak całe miesiące, gdy z wód Nilu powstawało błoto, a następnie zaczynało padać, przeobrażając kraj w tętniącą życiem oazę. Egipcjanie byli trzymani w ryzach przez swych bogów. Regularnie zalewani dobrocią, by później przypomnieć o tym, od kogo zależał ich los. A Brytyjczycy? Czy ich bogami nie byli rozpustnicy, którzy dawno opuścili te wyspy? Czy jej brat nie zapomniał o swych korzeniach?
Kolejna kropla sięgnęła jej szyi, ponownie odciągając kobiece myśli od gromadzących się nad statkiem chmur. Tym razem wpatrywała się już tylko w wyspę, której cień powiększał się i zwiastował cel podróży. Man. Żałosna namiastka tego, czym była potęga faraońskich potomków, ale i tak łatwiej było jej dostosować się do myśli, iż jej rodzinie przypadła w powiadanie wyspa. Nie zniosłaby przeludnionych bladymi Anglikami miast, odciętych od otwartych wód i spokoju. Man... A więc to już wkrótce, przemknęło jej przez myśli, a drobne palce sięgnęły do Usekh zawieszonego na szyi. Ciężar złotego kołnierza nie był tak uporczywy jak kiedyś - ramiona oraz szyja wzmocniły się, odkąd Sekhmet była dzieckiem. Ale reprezentatywny naszyjnik nie był jedynym akcentem, który miała na sobie. Długie, mocne włosy tak charakterystyczne dla ludów Afryki skryte były pod khepreshem - towarzyszył jej, odkąd tylko służąca poinformowała ją o przekroczeniu granicy brytyjskich wód. Właśnie wówczas Shafiq kazała swym ludziom przygotować ją do spotkania z Wielkim Wezyrem. Dla kogoś obcego ów ceremoniał mógł być bezpodstawny, lecz dla niej był wszystkim. Nie tylko ze względu na tradycję, ale przez szacunek do brata, na którego widzenie musiała być gotowa w każdym calu. Dlatego też teraz lekki materiał zwiewnych szat ocierał się o smukłe ciało przy każdym powiewie chłodnego wiatru. - La! - warknęła, gdy zobaczyła kątem oka zbliżającą się w jej stronę służącą z kocem, by okryć swoją panią. Sekhmet jednak nie zamierzała pozwolić na to, by okazywać słabość. Była córką faraonów, potomkinią bogów. Północ była zimna, ale nie na tyle mocna i uporczywa, by ją złamać. Miał jeszcze nadejść czas, by ochronić ciało przed zimnem nocy, lecz to nie był jeszcze ten czas.
Jej uporczywe spojrzenie wpatrywało się w wyspę, do której brzegów w przeciągu następnych kilkudziesięciu minut mieli przybić. Nie wiedziała, czego miała się spodziewać. Nigdy nie była w Wielkiej Brytanii i nigdy nie chciała tam trafić. Ale jednak teraz była... Zbliżała się na spotkanie z tym, którego ofiarowywała każdego dnia w modlitwach. Czy wiedział? Czy zdawał sobie sprawę, co niósł statek, którego widok musiał dostrzec już na horyzoncie? Czy orientował się, co się działo? Czy w ogóle był w posiadłości? Zechariah. Jej brat. Jej wezyr. Jej znane w nieznanym. Nie widzieli się tyle lat i jedynie zdawkowe listy wymieniane przez posłańców pozwalały im na kontakt. Chciała pisać bezpośrednio. Właśnie do niego, lecz zawsze kończyło się to na myślach. Na marzeniach dziecka, które w końcu przestało śnić, musząc dorosnąć. Wiedział o tym? Wiedział, co musiała poświęcić, by mógł nosić na palcu pierścień Wielkiego Wezyra? Schodząc z pokładu statku z podniesioną głową, odmówiła używania lektyki - szła do niego sama. Za nią szła jej osobista służba, a dalej i słudzy ojca, którzy mieli znieść wszelkie egipskie własności księżniczki. Świta w jej oczach dość niewielka, lecz na standardy brytyjskie zapewne aż nadto ekspansywna. Wiedziała, że jej nie oczekiwano już w momencie, gdy spotkała się z pierwszymi mieszkańcami shafiqowej posiadłości. Wyrazy zdumienia na ich twarzach wystarczyły, lecz nie przeszkadzało jej to w żaden sposób. Jej tutor, urzędnik i tłumacz w jednej osobie szedł przed nią, by wraz z wejściem do budynku, znała kierunek swych kroków. - Lordowi Shafiqowi nie wolno przeszkadzać! - rzucił ktoś wyraźnie zestresowany, lecz procesja szła naprzód, a wkrótce drzwi do prywatnego gabinetu Wielkiego Wezyra stały szeroko otwarte dla tej, która niosła ze sobą Egipt. Siedział pochylony nad jakimiś dokumentami. Jej al'akh... Ten, którego nie widziała tyle lat. Ten, któremu miała być poddana. - Assalamu alaikum. - Jej głos od zawsze był inny od wszelkich kobiecych. Bardziej osiadły, głęboki z aksamitną nutą, która przyciągała męską uwagę. Jego uwagę.
Sekhmet Shafiq
Zawód : księżniczka Egiptu
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
..The gods and goddesses have given her victory, and power, and life, and strength, and health, and every beautiful thing of every kind whatsoever..
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9542-sekhmet-shafiq-budowa#290187 https://www.morsmordre.net/t9557-horus#290700 https://www.morsmordre.net/t9558-princess-of-egypt#290726 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t9556-skrytka-bankowa-nr-2190#290691 https://www.morsmordre.net/t9559-sekhmet-shafiq#290728
Re: Główny gabinet [odnośnik]03.04.21 13:04
Nie wiedział. Nie miał absolutnie bladego pojęcia, że w stronę Wyspy płynął statek prosto z Egiptu. Gdyby posiadał choć szczątkowe informacje, były przygotowany. Nie był. Wciąż wdrażał się w nowy rytm życia, raptem od kilku dni nosząc pierścień wezyra na palcu. Biżuteria ciążyła na palcu. Nie potrafił przyzwyczaić się do tego, ale i minęło za mało czasu, aby tak wiele przenieść do dziennego porządku tak łatwo. Wciąż uczył się obecności nowych osób w posiadłości: szeptaczy wysłanych przez ojca, którzy przybyli ledwie moment po otrzymaniu listu; zupełnie jakby czekali na przełamanie pieczęci. To, co nadciągało znad morza najwyraźniej także zostało zaplanowane, lecz o tym Zachary nie wiedział.
Nieświadomy niespodziewanej wizyty siedział za obszernym biurkiem w gabinecie. Pochylony nad stosem materiałów, nie spoglądał ani na Tahira po swojej prawej – który skrzętnie czynił swoją powinność wiernego i oddanego sługi – ani na Malika półszeptem opowiadającego o wszystkich informacjach, w których posiadanie wszedł razem z pozostałymi szpiegmistrzami. Nie było potrzeby podnosić głosu, choć z pewnością mężczyzna czynił to, chcąc zachować dyskrecję. Porozumiewali się całkowicie po arabsku, ledwie wplatając angielskie sformułowania, a i tak cała rozmowa stanowiła coś, co dla osoby niewtajemniczonej było naprawdę trudne do zrozumienia. Czy było to konieczne? Podejrzewał, że tak. W innym wypadku szeptacz nie zadawałby sobie trudu zachowania wszelkich pozorów, nawet jeśli Shafiq ufał Tahirowi i ani myślał o zdradzie z jego strony. Szeptane słowa stały się jednak coraz bardziej urywane. Malik mówił coraz mniej, aż zamilkł, pozostawiając Zachary'ego z myślami przyciągającymi uwagę w pierwszej kolejności. Zdobyte raptem w ciągu ostatnich dwóch–trzech dni informacje wprawiły go w krótkie, lecz dosyć spektakularne osłupienie. Chciałby traktować to jako plotki, jednak wstępny raport z rekonesansu w otoczeniu Świętego Munga brzmiał wyjątkowo niepokojąco. Ledwie trzy miesiące temu objął stanowisko ordynatora szpitala. Dopiero zaczął czynić porządki na własnym oddziale i jeszcze nie planował poszerzać zakresu działań tak szybko. Z resztą nie mógł tego zrobić bez posiadania właściwych informacji; tych dostarczyli mu szeptacze, ale oni przybyli z misją od ojca, na którą także musiał poświęcić czas. Wiele punktów zbiegło się w jednym czasie. Działo się za dużo i utrzymanie spokojnego umysłu z wolna zaczęło pozostawiać trwałą zmarszczkę zastanowienia na twarzy wezyra. Nie spoglądał w lustra zbyt często, nie mając potrzeby doceniania własnego widoku w każdej chwili życia. Bez cienia wątpliwości oddawał się obowiązkom ciążącym na barkach, czasami poruszając pierścieniem, gdy zaczynał gubić się w kolejności planowania następnych kroków.
Od dobrych kilku minut spoglądał na jeden z ostatnich raportów, ledwie zerkając na stos przejrzanych wystający z otwartej szuflady. Nie słyszał hałasów dobiegających z holi i korytarzy posiadłości. Nie zwrócił także uwagi na otwierające się drzwi gabinetu. Raptem kilka dni wystarczyło, by nawyknął do szpiegów i tych kilku wybranych ze służby, którzy czynili to bez potrzeby uzyskiwania stosownej zgody. Własną ciotkę prędko zdołał nauczyć, że każdą swoją wizytę winna zapowiedzieć, choć odnosił wrażenie, że lada moment miała zapomnieć o nowo ustanowionych zasadach. Nie odezwał się ani słowem, gestem ręki wskazując na lewą stronę, gdzie stał Malik. Gdy nic się nie wydarzyło, odchrząknął lekko. W odpowiedzi usłyszał powitanie. Zamarł. Pióro zatrzymało się w połowie drogi z kałamarza na pergamin. Ciężka kropla czarnego atramentu opadła głucho na blat biurka, na którą spojrzał niedbale. Uniósł wzrok, dobrze znając głos oraz jego właścicielkę. Ostatnim razem słyszał go naprawdę dawno – oczy rozszerzyły się w zaskoczeniu, choć twarz pozostała obojętna. Kąciki ust drgnęły, gdy ujrzał młodszą siostrę, lecz jeszcze nic nie powiedział. Wsparłszy się dłońmi o blat, wstał, wyprostował się. Posłał krótkie spojrzenie na Tahira. Rozkaz został wydany. Najwierniejszy sługa od razu ruszył do działania. Szpieg poszedł w jego ślady – obaj opuścili gabinet, zabierając ze sobą także świtę Sekhmet.
Sekhmet — wypowiedział półszeptem imię siostry, obchodząc mebel, boso podchodząc do niej. Barki zadrżały we wzruszeniu, kiedy na nią patrzył. Nie objął jej jednak. Jedynie uśmiechnął się szczerze, podziwiając egipską księżniczkę; to jak wyrosła, dorosła. — Co tutaj robisz? — Zapytał, postępując krok do przodu, niwelując dystans tak, by ułożyć dłonie na jej barkach. Powoli nachylił się nad dużo niższą siostrą. Bez trudu sięgnął jej czoła, do którego przytknął wargi, witając ją. Po chwili cofnął się, wzrokiem obejmując całą jej sylwetkę raz jeszcze. Pochylił głowę: — Assalamu alaikum — odpowiedział krótko, cicho.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Główny gabinet [odnośnik]22.04.21 14:26
Nigdy nie była w Wielkiej Brytanii, chociaż jej rodzina była związana długoletnimi relacjami z tamtejszymi rodami. Sam ojciec często podróżował w tamte strony, przywożąc z północy pamiątki, których nie sposób było odnaleźć i w całym Egipcie, a gdy nie zapomniał, obdarowywał córki tamtejszymi łakociami. Nigdy jednak ich nie rozpieszczał, będąc rodzicem hojnym, acz surowym. Wymagającym i za to Sekhmet miała być Thamirowi wdzięczna - obdarzył ją czymś więcej niż bogactwem, wykształceniem i urodą. Dał jej rozum, zdolność myślenia, korzystania ze zdobytej wiedzy. Ile to razy wszak zderzenie się z gośćmi zza granicy uświadamiało Shafiq, że dobra edukacja była nic niewarta bez zdolności umiejętnego nią operowania. Szlachetnie urodzeni prostacy. To właśnie widziała, chociaż nie musiała się do nich odzywać - wystarczyło, że sami przekraczali granicę komnaty audiencyjnej, nie wypowiadając słowa. Pod uważnym spojrzeniem jednej z wielu kobiet na dworze władców Egiptu nic nie było w stanie przemknąć niezauważone. A jej tutor nie odpuszczał. Wymagał zawsze więcej, silniej, częściej. Wiedziała, że było to dla jej dobra. Na zlecenie ojca, a świadomość rodzicielskiego przykazu motywowała ją do parcia dalej mimo zmęczenia i nierzadko ukrywała słabość własnego ciała, aby tylko nie być thamirowym zawodem. Jej starsi bracia już i tak postawili wysoko poprzeczkę swojego oddania rodzinie - ona jako kobieta nigdy nie miała stać na równi z nimi, lecz nie oznaczało to, iż nie miała się starać, by osiągnąć perfekcję we własnym zakresie. Chciała tego. Chciała być idealnym przedstawicielem dorobku faraonów, nie bojąc się stać na tej pozycji. Nie wstydzić się. Ukazywać, że zasłużyła czymś więcej niż jedynie urodzeniem. Chcąc bym wsparciem dla mężczyzn, nie zaś utrapieniem. Dlatego też pojawiła się w Anglii - by być wsparciem dla pozostawionego jedynie z ciotką brata. Obie z siostrą uczyły się języka Brytyjczyków, ich kultury i już wtedy Sekhmet nie była w stanie wyjść ze zdziwienia nad ichnią odmiennością. Anglia była supermocarstwem, ale jej korzenie sięgały barbarzyńskich, pozbawionych zasad dzikusów. Podczas gdy Celtowie i im podobni mieszkali w jaskiniach, mając za broń dzidy, Egipcjanie mieli całe systemy prawne, architektoniczne, będące w stanie rządzić sprawnie wielkimi terenami. Nigdy nie mieli być nawet w jednym procencie tak znamienitą kulturą jak ta, która zrodziła Shafiqów. Wszak, na liście królów z Abydos, jako pierwsze pojawia się imię Menesa. Był on pierwszym faraonem pierwszej dynastii, panującym trzy tysiące lat przed naszą erą - w jakim miejscu byli wówczas Brytyjczycy? Tkwili wciąż w neolicie, przetaczając wielkie kamienie. A teraz jej brat znajdował się na ich ziemiach, starając się podtrzymać ichni sojusz.
- Czyżbyś zbyt długo był na obczyźnie, by zapomnieć, jak stosownie odpowiedzieć? - spytała, gdy tylko zostali sami, a za służbą zamknęły się drzwi, dając rodzeństwu przestrzeń do spotkania. Nie otrzymała wszak wa-ʻaláykum as-salām w odpowiedzi na swoje pozdrowienie - było to jednak to surowe oblicze, które charakteryzowało ich ojca, a teraz odbijało się w niej. Musiał dostrzec to w jej oczach skrywających tajemnicę wykraczającą poza jego wiedzę. Thamir nie podzieliłby się listownie podobną wiadomością, dlatego wszystko zależało od niej samej czy miała podzielić się z bratem prawdą, czy pozwolić na to, by pozostał w bezpiecznej sferze niewiedzy. Nie ganiła go jednak za to. Wiedziała, że nie przebywał w Brytanii poprzez własną zachciankę i że równało się to z wyrzeczeniami, o których nie miała pojęcia. Przyjęła więc ze spokojem i wewnętrzną ulgą powitanie, a także ciepło jego dłoni na swoich ramionach. Gdyby była młodsza, objęłaby go w pasie, chcąc, by wiedział, jak bardzo tęskniła i cieszyła się z tego spotkania. Tak wiele się jednak zmieniło, odkąd widzieli się po raz ostatni... Musieli poznać się na nowo i Sekhmet zamierzała dopilnować, by tak właśnie się stało. Co tutaj robisz? A więc nie wiedział. Nie wiedział o niczym, ale czy ją to dziwiło? Nie uważała swojego brata za głupiego - wręcz przeciwnie. Zawsze go podziwiała i widziała w nim wzór dla przyszłych pokoleń Shafiqów. Z tego też powodu zrozumiała, że nie tylko uciekła z Egiptu przed podszeptami związanych ze śmiercią Zale'a, lecz była sprawdzianem dla stojącego przed nią mężczyzny. Miał wiedzieć, co oznaczało rozporządzać losem kogoś z rodziny - i nie chodziło o starą ciotkę. - Służę Wielkiemu Wezyrowi - odparła już łagodniej zgodnie z prawdą, wiedząc, że Zechariah miał znaleźć dla niej odpowiednie zadanie. Nawet jeśli miała stanowić jedynie przyciągający spojrzenie dodatek lub czytać biblioteczne manuskrypty - rozumiała to. Wpływy ich rodziny wzrastały na obcej ziemi i chociaż sama wolałaby widzieć ich wszystkich w Egipcie, nie mogła się temu przeciwstawić. Zarówno jej ojciec jak i brat musieli mieć własny plan na ich wspólną przyszłość. Jej ręka przy okazji zbłądziła na braterski łokieć, a pod palcami poczuła obcy materiał. - Przywiozłam dla nowego Wezyra wiele darów. W tym odpowiednie materiały na szaty - najcieniej tkany len i skóra leoparda podkreślą twój status. - Nie czekała.
Sekhmet Shafiq
Zawód : księżniczka Egiptu
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
..The gods and goddesses have given her victory, and power, and life, and strength, and health, and every beautiful thing of every kind whatsoever..
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9542-sekhmet-shafiq-budowa#290187 https://www.morsmordre.net/t9557-horus#290700 https://www.morsmordre.net/t9558-princess-of-egypt#290726 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t9556-skrytka-bankowa-nr-2190#290691 https://www.morsmordre.net/t9559-sekhmet-shafiq#290728
Główny gabinet
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach