Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Frances Montgomery
AutorWiadomość
Frances Montgomery [odnośnik]04.03.18 13:28

Frances Montgomery

Data urodzenia: 14.02.1930
Nazwisko matki: Foss
Miejsce zamieszkania: ulica Pokątna, Londyn
Czystość krwi: mugolska
Status majątkowy: średniozamożna
Zawód: ekspedientka w „Esach i Floresach”, wkrótce nauczycielka Zaklęć w Hogwarcie
Wzrost: 169 cm
Waga: 61 kg
Kolor włosów: słomkowy blond
Kolor oczu: szaroniebieski
Znaki szczególne: znamię pod okiem na lewym policzku, długie włosy zaplecione w warkocze


Minuta po północy. Wskazówki zegara zmuszone do rozłąki ruszyły w drogę po cyferblacie, każda swoim tempem w nadziei, że przypadek złączy je znów przed nadejściem kolejnego dnia. Kolejne ich spotkanie przypada na pięć po pierwszej, a sześcioletnia Frances, choć powinna, nadal nie śpi, nie mogąc uspokoić dygoczącego ze strachu serca. W przeciwieństwie do większości dziewczynek w jej wieku, nie przerażały jej potwory czające się w szafie czy pod łóżkiem. Tym, co budziło jej lęk, był nowiutki mundurek szkolny wiszący na drzwiach do pokoju. Drzwi strzegły ją nie tylko od rozmów, jakie w salonie przyciszonym tonem prowadzili rodzice, ale też wzbraniały wstępu snom, które mogłyby ukoić jej nerwy. Wyobraźnia dziewczynki musiała więc głodować, a dziewczynka mogła wpatrywać się w mundurek, jakby mogła tym sprawić, że zniknie. Mama dopilnowała, by kupiony z drugiej ręki strój niczym się nie wyróżniał, gdy Frances następnego dnia stanie w szeregu z innymi uczennicami publicznej szkoły dla dziewcząt pod patronatem św. Klary – kraciastą spódniczkę wysuszyła tak, by wełna się nie zmechaciła, a biała koszula dopełniająca komplet została porządnie wykrochmalona. Odkąd Frances pamięta, pani Montgomery zajmuje się robieniem prania i prasowaniem ubrań i pościeli z domów bogatszych rodzin mieszkających w bogatej dzielnicy na przedmieściach Manchesteru, kwadrans od ich domu. Dziewczynka nieraz pokonywała tę drogę wraz z matką, niosąc część prania w małym koszyku, by choć trochę jej pomóc. Rodzina Montgomerych mieszkała w tych ostatnich latach pokoju nieopodal budynku Uniwersytetu Manchester mieszczącego katedrę nauk humanistycznych, gdzie głowa rodziny, Elias, pracował jako kustosz muzeum historii średniowiecznej. Frances, nie wiedząc czego ma się spodziewać po pierwszym dniu spędzonym z dala od tak dobrze znanej jej przedtem rutyny porządkowanej przez dziecięce zabawy i wieczory wspólnego czytania z papą, w końcu zasnęła, gdy na zegarze dochodziło pół do trzeciej.



Mundurek wiszący na drzwiach pokoiku Frances już dawno jej nie przeraża. Ma już dziewięć lat i rośnie jak na drożdżach, rodzice co roku muszą kupować dla niej nowy zestaw ubrań. W szkole już się zaaklimatyzowała, dobrze radzi sobie z liczeniem i pisaniem, lecz ostatnio dzieje się coś dziwnego. Ilekroć na kartkę w zeszycie ze stalówki pióra spadała jej kropla atramentu, kleks znikał zupełnie jakby przestrach nieuważnej Frances namówił go do tego, ratując tym samym przed karą od surowego nauczyciela. Jakby tego było mało, nie dalej jak w południe poprzedniego dnia, kiedy Harriet Fleet bezczelnie oszukiwała podczas gry w klasy, a Frances, podobnie jak jej pozostałe koleżanki, nie dała się zwieść i rozgniewała na nią, ni stąd ni zowąd, kamyk, którego używały w zabawie zerwał się do lotu i pomknął w powietrzu prosto w okno jednego z sąsiadów. Kiedy wieczorem, leżąc już w swoim łóżku, opowiadała mu o tym zdarzeniu, ojciec Frances uśmiechnął się przekonany, że córkę poniosła fantazja, a w rzeczywistości któraś z nich trafiła kamieniem w szybę przez pomyłkę. Nie pierwszy byłby to raz, gdy dziecko tłumaczy się z psikusa nieporadnym „samo się stało!”, prawda? Niezafrasowany więc podjął czytanie na dobranoc. Od kilku tygodni co wieczór przybliżał córce legendy o Robin Hoodzie i zaczarowanym dębie w lesie Sherwood. Elias Montgomery, choć nadal pełnił funkcję kustosza w placówce naukowej i miał dostęp do podręczników rozkładających najmniejszy ułamek niezwykłości życia na czynniki pierwsze, chcąc go wytłumaczyć i ująć w ramach rzeczy już poznanych, był człowiekiem o wielkiej wyobraźni, można powiedzieć, że rozczarowanym rzeczywistością, w której nawet kamyk tłukący okno nie miał prawa być dowodem na istnienie zapomnianej dawno magii. Nie strofował Frances za ten wybryk, zamiast tego decydując się na bycie zadowolonym z rozwijającej się myśli twórczej u dziewczynki. Frances wielokrotnie próbowała przekonać papę, że wcale nie wymyśliła sobie latającego kamyka i nawet gdy stało się jasne, że wcale jej nie wierzy, nie zapomniała tego incydentu, nosząc w sobie odtąd przekonanie, że jej życie zmieniło się w tamtym momencie.



Wspominając potem przeczucie zagnieżdżone w jej myślach zwiastujące wielkie zmiany, myślała gorzko: jakże chciałaby się mylić! Rytm życia, do którego się przyzwyczaiła, niedługo po wypadku z niesfornym kamieniem zmienił się tak diametralnie, że nie umiała za nim nadążyć. Europą po raz kolejny wstrząsnęła wojna, a Anglia także doświadczyła druzgocących konsekwencji konfliktu. Małżeństwa mieszkające w dużych miastach częściej niż pozwalałoby na to sumienie człowieka przyzwoitego oddawały swoje dzieci na wychowanie krewnym mieszkającym na wsiach. Tam naloty zdarzały się rzadziej, wciąż istniała szansa na przespanie spokojnej nocy. Frances miała to szczęście, że przeprowadziła się wraz z rodziną. Elias Montgomery, bohater jedynie w oczach dorastającej córki, został odrzucony przez komisję wojskową będąc krótkowzrocznym jak kret astmatykiem, mógł więc wolny od obowiązku obrony kraju rozpocząć prace przy renowacji zabytków kościoła Najświętszej Marii Panny w Edwinstowe, wioseczce skupionej wśród świątyni na skraju legendarnego lasu Sherwood. Z wykształcenia konserwator zabytków, Montgomery pomagał odwzorować zniszczone przez czas rzeźby i malowidła, mając mimo kłopotów ze wzrokiem bardzo sprawne ręce. Z wojennej pożogi niszczącej Anglię widywali tylko kłęby dymu, warkot Messerschmittów dobiegał zawsze z daleka, bomby omijały małe wioski. Kiedy i one przestały jednak być bezpieczne, Frances dawno miało już nie być pod opieką rodziców. W zimną lutową noc, mając jeszcze w ustach smak ciasta, jakie mama upiekła jej na jedenaste urodziny, znów nie mogła zasnąć. Do drzwi państwa Montgomery zastukał tego dnia co najmniej dziwaczny jegomość przedstawiający się nie mniej niecodziennym nazwiskiem. Albus Dumbledore, wysoki jak tyczka i tak samo chudy, z imponującej długości kasztanową brodą, zwalił Eliasa i Clementine z nóg oznajmiając, że jest czarodziejem, dodając na domiar złego, że magia bez wątpienia krąży także w żyłach panienki Frances. Dziewczynka, w przeciwieństwie do swej matki, bardzo chciała wierzyć w słowa przybysza. Żywo pamiętała wszystko, co przydarzyło się jej niewiadomym sposobem z niewiadomych przyczyn, każdy drobiazg obiecujący jej nadejście niezwykłego, z ulgą i podnieceniem wyczekiwała więc wyjaśnienia. Clementine Montgomery, kobieta praktyczna i zapracowana, widząc w córce największą pomoc w pracach domowych, nie chciała słuchać o żadnej magii. Ignorowała tłumaczenia oferowane spokojnym głosem Dubledore’a, aż wreszcie ten na jej oczach machnięciem różdżką przemienił jedno z krzeseł stojących przy stole w rżącego gniewnie kucyka w tym samym co mebel jasnym odcieniu brązu. Nie mogąc udawać ślepej na ten cud, matka Frances opadła na sofę oszołomiona, podczas gdy gość opowiadał dalej. Mówił o szkole kształcącej młodych czarodziejów, przekonywał, że Frances ma prawo do poznania i wykorzystywania swego daru. Długą wizytę zakończył pytaniem, czy rodzice dziewczynki zgadzają się, by pobierała nauki w Hogwarcie. Po długiej ciszy przepełnionej chęcią zaprzeczenia, Elias Montgomery, patrząc na Dumbledore’a oczyma pełnymi dziwnego smutku mieszającego się z niedowierzaniem wyraził w końcu swą aprobatę.



Nocne niebo nad Szkocją niczym się nie różniło od tego rozpiętego nad wioską, w której mieszkała dotąd, choć zdawało jej się to niemożliwe. Wszystko było tu tak odmienne od rzeczy, które poznała przedtem! Siedząc na parapecie w dormitorium na wieży i wyglądając na przyległe do zamku ziemie, Frances rozmyślała o wydarzeniach minionego dnia. Pożegnawszy ojca na peronie 9 i ¾ wsiadła do pociągu, który miał zabrać ją do nowej szkoły. Miała już jedenaście lat i ze strachu, który wlókł się za nią wszędzie, aż do drzwi świętej Klary nie zostało ani trochę. Nawet, gdy występowała na środek przed wszystkimi i usłyszała w głowie cichy głosik Tiary Przydziału, ani drgnęła, by kapelusz nie zechciał się rozmyślić i orzec, że nie pasuje do żadnego z domów. Rondo Tiary przysłaniało jej widok nieba widocznego przez zaczarowane sklepienie. Frances, wszedłszy już raz do magicznego świata, nie chciała opuścić go nim dowie się wszystkiego. Ciekawość, której brakowało jej przy tabliczce mnożenia w szkole świętej Klary teraz rozkwitła w pełni. Nie było w głowie panienki Montgomery myśli zdolnej przyćmić głodne wiedzy pytanie: „dlaczego?”. Nie zauważyła nawet, jak wiele czasu minęło, nim Tiara wykrzyknęła: Ravenclaw!, kierując Frances tym samym do stołu pod proporcem z wizerunkiem kruka. Dawno nie przeżyła dnia tak pełnego emocji, a była wręcz pewna, że każdy kolejny przyniesie ze sobą jeszcze więcej.



Burza przetacza się nad zamkiem, huk grzmotu roznosi się po murach. Na blat stołu kapią kolejne krople wosku, pokój wspólny Krukonów jest pusty, jeśli nie liczyć jej. Frances czeka nazajutrz SUM z wróżbiarstwa, nad którym już piątą godzinę dziewczyna załamuje ręce. Nawet z zielarstwem, zmorą jej akademickiej kariery, już się jakoś uporała, ma niezłe szanse na Powyżej Oczekiwań. Wróżbiarstwa natomiast nie mogła nawet traktować jako wyzwanie. Podczas tych zajęć nie wychodziło jej nic, w kryształowej kuli nie mogła rozpoznać żadnego z rozmytych kształtów, przy interpretacji fusów herbacianych zawsze się myliła. Wielokrotnie, odkąd wybrała ten przedmiot przed trzecim rokiem, kusiło ją, by porzucić go i zająć się dziedzinami, którymi szczerze się pasjonowała, jak zaklęcia i numerologia. Zrezygnowała już z chóru, by skupić się na wymagającej numerologii i zdać ją z dobrym wynikiem, nie kandydowała na stanowisko ścigającej w drużynie Krukonów; umiała w razie potrzeby rezygnować z nietrafionych pomysłów, kiedy już obrała sobie priorytet. Jednak własny upór i złośliwe docinki rówieśników, którym chciała utrzeć nosa, podtrzymywały ją w postanowieniu zdania wróżbiarstwa i dopiero żałosne T na liście wyników miało ostatecznie przekonać ją, że do tej jednej rzeczy zupełnie się nie nadaje. Tuż po wróżbiarstwie czekał ją test praktyczny z transmutacji. Nie była najlepsza w klasie Albusa Dumbledore’a, transmutacja nieraz sprawiała jej trudności, lecz ten ekscentryczny, życzliwy profesor pozostał jej ulubionym nauczycielem. Podobnie jak inne dzieci z mugolskich rodzin, które odwiedził z zaproszeniem do Hogwartu, Frances zawsze mogła znaleźć u niego potrzebne wsparcie. Gdy rozmyślała nad zawodem, jaki wybierze w przyszłości, prócz opiekuna Ravenclaw, już na rok przedtem zapytała o radę także Dumbledore’a. Jako pierwszemu przyznała mu, że chce zostać, że to Hogwart mógłby zostać już jej domem. Mówiąc zagadkami, jak zwykle, nauczyciel zapewnił ją, że szkoła zawsze będzie gotowa na przywitanie jej z powrotem. A potem śmierć znowu zamieszała Frances w głowie. Dumbledore zginął w pojedynku z czarnoksiężnikiem, coś w znanym jej świecie się skończyło. Zupełnie jak wtedy, gdy zmarła w Hogwarcie uczennica, Myrtle, Frances długo chodziła przygnębiona, zaniepokojona, nie wiedząc, jak ma radzić sobie z obawami.



Zabawne, jak spolegliwie zima pozwala ciemności wprowadzać zamęt w porządek godzin i pór dnia. Jak łatwo oddaje jej panowanie i zza zasp śnieżnych patrzy, jak czwarta po południu staje się równie pełna mroku co skuta lodem lutego północ. Walentynki były zawsze drugorzędną okazją do świętowania, ponieważ Frances obchodzi w tym dniu także urodziny. Było to jednak wydarzenie ważniejsze tylko do czasu, w którym zaczęła wodzić tęsknym wzrokiem za chłopcami. Głowę straciła (szczęśliwie, nie bezpowrotnie), jak to zwykle bywa, dla swojego rywala. Nie zależało jej zwykle, by osiągać najlepsze wyniki; wiedza, którą chciała zdobywać nie zawsze pokrywała się z zakresem materiału wymaganym na zajęciach, więc podczas wielu lekcji nie udzielała się na forum, a w esejach, szczególnie z historii magii, przemycała zawsze swoje przemyślenia, nader często zbaczając z tematu, wracając do postaci i wydarzeń, które jej wydały się ciekawsze od tych grzejących się w blasku reflektorów ludzkiej pamięci. Nie zawsze skutkowało to dobrymi ocenami, lecz Frances to nie przeszkadzało. Wyjątek stanowiły zaklęcia – talent przejawiany od początku nauki szlifowała na tych zajęciach cierpliwie, z niesłabnącym zaangażowaniem, łatwością, której nigdy się nie wstydziła. Tam chciała współzawodniczyć i zwyciężać, co często jej się udawało. Pracowała wytrwale, jej wiedza zaczęła wykraczać poza zakres materiału. Odkąd w dniu powitalnej uczty zobaczyła fruwające w powietrzu w Wielkiej Sali świece, interesowała się zaklęciami obszarowymi. Widząc jej talent i zaangażowanie, nauczyciel zaklęć powtarzał, że zasługiwałaby na nagrodę imienia Barnabusa Finkleya za nadzwyczajną biegłość w rzucaniu zaklęć, którą przyznano przedtem tylko Dumbledore'owi. Jej największym konkurentem na zajęciach był chłopak ze starej rodziny z tradycjami i krwią czystą jak łza. Tak jak ona mogłaby odnaleźć się w Gryffindorze ze swą zapalczywością i uporem nieznającym czasami rozsądku, on nadawałby się idealnie do Slytherinu, wyrachowany, dumny i nieustępliwy; tylko pozornie mogli podążać wspólną drogą za wiedzą; fascynacja nim była iluzją, której rozmycie otworzyło Frances oczy na znacznie więcej. Odrzucił jej uczucia , wyrażone spontanicznie z pełnym nadziei uśmiechem na twarzy, nazwał szlamą i zakpił z jej śmiałości. Po raz pierwszy wtedy naprawdę poczuła, że nawet gdy będzie najlepsza, gdy na karcie wyników będą W od góry do dołu, niektórzy czarodzieje wciąż będą uznawać ją za niegodną miejsca w ich świecie. Między czarodziejami trwała wojna, Grindelwald miał popleczników nawet wśród uczniów, słowo „szlama” padało coraz częściej, a Frances obrywała kolejne szlabany za reagowanie na nie zaklęciami. Próbowała żyć jak przedtem, powtarzając sobie, że nic się przecież nie stało w tamte Walentynki, nie mogła jednak wyprzeć obawy, że nawet Hogwart nie był już bezpieczny od nienawiści.



Kurczowo trzymała się szczęścia odnalezionego w szkole. Poza murami Hogwartu nie czekało ją nic pewnego. Zbudowane na dziecięcej ufności i z wielkim trudem zachowane poczucie bezpieczeństwa nie miało wraz z nią wkroczyć w dorosłość. Nie znaczyło to jednak, że Frances mogła stanąć w miejscu. Ostatnią noc w Hogwarcie, po pożegnalnej uczcie i owutemie z zaklęć poprzedniego dnia (na którym wywalczyła zasłużony Wybitny) niemal w całości przepłakała nad kufrem zapełnianym zgromadzonymi przez siedem lat rzeczami. Nie mogła zostać, życie czekało. I zaskoczyło ją w pierwszych miesiącach samodzielności. Zamierzała wrócić do rodziców na krótko, kilka tygodni, by z nimi odpocząć. Wraz z powrotem do domu odnalazła jednak namiastkę spokoju, jaki czuła w Hogwarcie. W mugolskiej rzeczywistości łatwo mogła funkcjonować, przestrzegać panujących tam zasad, trzymać magię w tajemnicy. Przez jakiś czas przyzwyczajała się do codzienności bez użycia czarów, ograniczając się do ułatwiania sobie życia zaklęciami w domu. Szczerze wierzyła, że tak będzie dla niej lepiej – po czarodziejskiej stronie byłaby w ciągłym niebezpieczeństwie. Trwała wojna, a w jej chaosie kiełkowały coraz to nowe kwiaty ludzkiego okrucieństwa. Powstawały grupy popleczników Grindelwalda, zwolenników czystości rasy czarodziejskiej, ekstremistów, którzy nie wahali się szukać i atakować mugolaków. Frances nigdy przedtem się nie wyrzekała się swojego pochodzenia, nie kryła, że w jej domu nie było magii, a wszystkiego o niej dowiedziała się w Hogwarcie. Kiedy zaczynała naukę, przeszkadzało to nielicznym nieszkodliwym snobom ze Slytherinu, lecz z czasem zagrożenie stało się bardziej realne, a ona nie była gotowa stawić mu czoła, ani tym bardziej, by pozwolić sobie paść ofiarą skrajnej dyskryminacji i pożegnać się z życiem, które dopiero zaczynała; czy więc nie mogła i tu, z powrotem w domu rodzinnym, być szczęśliwa? Nie miała wyboru, lub raczej był on oczywisty – musiała być tam, gdzie mniej jej groziło.



Żyła pełnią życia. Tęsknota za szkolnymi przyjaciółmi i żal niezdobytej wiedzy zostały stłumione przez pragnienie beztroski. Pomagała w małomiasteczkowym teatrze przy szyciu kostiumów; matka nauczyła ją szyć, początków w dzieciństwie, a bardziej wymagających rzeczy już po jej powrocie. Spędzała dnie na pomaganiu innym przenosić się w świat fikcji, kłując się po palcach szpilkami i wyklinając na organzę, która nijak nie chciała się ułożyć. Ale spod jej ręki wychodziły wspaniałe ozdoby, hafty na sukniach i surdutach, ciężkie peleryny czarnych charakterów, a zachwyt widzów dawał jej satysfakcję z tej pracy. Niektóre wieczory zaś upływały na potańcówkach, na które chadzała, oczywiście za namową uroczych chłopców, z innymi dziewczynami pracującymi w teatrze, by wygłupiać się na parkiecie w nieskładnym tańcu. Były też inne noce, gdy na prośbę koleżanek z charakteryzatorni opiekowała się ich dziećmi. Lubiła zajmować się malcami, podsuwać im pomysły na nowe zabawy i snuć opowieści na dobranoc. Gniew, z jakim broniła przed wyzwiskami i poniżeniem siebie samą i młodszych kolegów zmienił się na przestrzeni lat w spokojniejszą, miękką jak kaszmirowy sweter opiekuńczość, którą otulała każdego z podopiecznych, gdy zasypiał między słowami jej opowieści. Wplatała w nie magię, która nie pozwalała o sobie zapomnieć. Smoki, trolle i skrzaty domowe, ruchome obrazy i boginy w szafkach – tylko dzieci mogły w to uwierzyć. Sama czasem dziwiła się, jak mogła tak wszystko zostawić.



Wybór, przed którym tak się wzbraniała w końcu i tak upomniał się o jej uwagę. Zachłysnęła się lekkością niemagicznego życia, lecz każdego dnia wracając do domu, pojawiały się wątpliwości. Czy matka się jej obawia? Coraz częściej patrzyła na nią niechętnie, odwracała wzrok. Nie mogła się pogodzić z odmiennością córki nawet, gdy Frances schowała różdżkę do kufra i przez ponad rok nie używała magii. Jej matka nigdy nie pytała dlaczego, nie próbowała nawet docenić starań Frances. Nigdy nie skonfrontowała jej otwarcie, stawała się natomiast coraz bardziej zdystansowana, aż zrobiło się to nie do zniesienia. Ojciec zaś ciągle patrzył na Frances tak samo smutno, jak pamiętała to z peronu 9 i ¾, z którego odjechała do świata na zawsze mu niedostępnego. Miał do niej żal, co odgadła wreszcie, z trudem przyjmując to do wiadomości. Gdyby magia rzeczywiście nie istniała, a wypełniające jego życie legendy i mity pozostały fikcją, pozostałby tym samym rozmarzonym, dobrym człowiekiem. Zazdrościł jednak własnej córce i miał jej za złe, że obnażyła przed nim prawdę, nie mogąc jednak umożliwić mu spróbowania wszystkiego samemu. Nikt inny nie wiedział, Frances kłamała o swojej przeszłości przed nowymi przyjaciółmi, nawet chwilowym narzeczonym, ale wystarczyło pół godziny w domu rodziców, kilka takich spojrzeń, by przypomnieć jej, że to też już nie jest jej świat. Wiedziała o tym dobrze; nie minął dzień, w którym nie tęskniła do czarów, nocami budziła się niespokojna, a by znowu zasnąć czytała stare podręczniki z Hogwartu chowane pod poduszką. Żyjąc z mugolami, bywała radosna, lecz nie była szczęśliwa naprawdę. Odnowiwszy kontakty z kilkorgiem przyjaciół ze szkoły, dowiedziała się, że zawarto pokój po czarodziejskiej wojnie, a Grindelwald na jego mocy przejął władzę nad Hogwartem. Ta wieść nią wstrząsnęła, ogarnął ją wstyd. Uciekła. Porzuciła marzenie o powrocie do szkoły, odkryciu wszystkiego, co magia ma do zaoferowania, przekazaniu tej wiedzy młodym pokoleniom czarodziejów zachwyconych nią tak samo jak ona się zachwyciła mając jedenaście lat. Nie dano jej zdolności używania magii, by chowała ją na dnie kufra. Musiała wrócić i na własne oczy przekonać się, czy jest jeszcze nadzieja dla jej pełnego wspaniałości świata.



Pokątna nigdy nie była piękniejsza i bardziej pełna życia, niż gdy Frances stanęła u jej szczytu po kilkuletniej nieobecności. Chodziła po dawno nieodwiedzanych sklepach, chłonęła magię na każdym kroku i przypomniała sobie, jak bardzo kiedyś pragnęła więcej. Niemal całe dnie spędzała w „Esach i Floresach”, czytając podręczniki i opracowania. Dorabiała w Dziurawym Kotle i przy opiece nad dziećmi zapracowanych czarodziejów, by zarobić na kupno książek i wynajem pokoiku nad księgarnią. Tam sama uczyła się nowych zaklęć, przypominała sobie wszystko, co pamiętała ze szkolnych kursów. Kiedy w księgarni wywieszono ogłoszenie o poszukiwaniach pracowników, zgłosiła się jako jedna z pierwszych i dostała tę pracę. Kręciła się między półkami, gdyby jakiś klient potrzebował pomocy, kompletowała podręczniki dla nowych uczniów Hogwartu, przysłuchiwała się odczytom i prelekcjom znanych pisarzy i badaczy zapraszanych do „Esów”. Jednym z nich był Elphias Doge, wybitny prawnik i wszechstronnie utalentowany czarodziej. Znalazłszy kilka jego artykułów w piśmie Challenges in Charming, Frances nawiązała z nim korespondencję, by konsultować się z nim w sprawie zawiłości trudnych zaklęć i teorii magii. Chętnie sugerował jej źródła, z których mogła korzystać, co zachęciło ją także do korespondowania z nauczycielem Zaklęć w Hogwarcie prosząc o odpowiedzi na pytania, którym nie sprostały książki. Inne pytania kierowała do angielskich pism zajmujących się materią zaklęć. Kilka z jej listów opublikowano, podobnie jak szczegółowy artykuł dotyczący czaru wykrywająco-szperającego MacInnistera opracowany pod kierunkiem hogwarckiego mistrza zaklęć. Została też zaproszona do udziału w badaniach naukowych, nad którymi patronat objął Elphias Doge. Dotyczyły zaklęć obejmujących swoim działaniem duże obszary; te czerpiące siłę z żywiołów jak również te ostrzegające przed niechcianymi gośćmi. Frances uczyła się ich wytrwale już w pierwszych latach po szkole, w "Esach i Floresach" przeczytała wszystkie podręczniki o nich, rzucała je z wprawą, dokładnie czując, jak magia się rozprzestrzenia wywołując zamierzony przez inkantację efekt. Wyspecjalizowała się w tej dziedzinie, a dogłębnemu zrozumieniu tej magii, które zostało jej podarowane przez los zawdzięczała zyskaną niedawno reputację  znawczyni zaklęć. Badała je długo, samodzielnie i jako członkini grup badawczych, drążyła we wszystkich możliwych źródłach, eksperymentowała, by teraz móc odpowiedzieć na niemal wszystkie pytania, jakie można by o nie zadać.  Rozpoczęła eksperymentalne prace nad rozszerzaniem zasięgu niektórych przydatnych czarów, zgłębieniem i ulepszeniem ich natury, pracowała instynktownymi sposobami, o których nikt prócz niej jeszcze nie napisał; sama dopiero pisze rozleglejsze artykuły, lecz to, co udało jej się opublikować do tej pory czasem przykuwa uwagę wpływowych w kręgach badaczy i wielbicieli zaklęć towarzystwach. Ta dziedzina, wąska, lecz istotna, należała do niej. Zapuszczała w Anglii korzenie na nowo, walcząc by oprzeć się wszystkim, którzy chcieli je wyrwać z ziemi. To był jej świat, a jeśli społeczeństwo i władze nie chciały dać jej w nim miejsca, musiała je sobie wywalczyć. Wiosną, kiedy razem z przyrodą do życia obudziły się chore pomysły minister magii, która z początkiem roku 1956 zaczęła też nową erę terroru, jeden z dawnych przyjaciół ze szkoły wtajemniczył Frances w istnienie Zakonu Feniksa. Dołączyła doń bez wahania, chcąc jakoś zadośćuczynić za swoją wcześniejszą ucieczkę.



Już się nie waha. Potrafi się obronić i nie ustaje w ćwiczeniach. Działa w Klubie Pojedynków, wielokrotnie na przekór rozsądkowi wysyłała do Hogwartu swoje podanie o pracę na stanowisku nauczycielki Zaklęć. Pisuje też artykuliki do nowych miesięczników dla pasjonatów zaklęć; tylko niektóre z nich są chętnie publikowane, ale Frances ciągle drąży zajmujące ją tematy w nadziei, że odkryje coś nowego. Odkąd znowu chwyciła za różdżkę, nie wypuszcza jej z ręki. Podjęła ostateczny wybór, to w magicznym Londynie jest jej miejsce, nawet gdy istniała antymugolska policja i ryzyko, że wezmą ją na przesłuchanie i zakwestionują jej talent magiczny nie umykała już. Musi być odważna, by w końcu gdzieś znaleźć szczęście, którego uparcie szuka; niedługo nie tylko za nie będzie odpowiedzialna. Majowe anomalie przyniosły wiele zawirowań, ale też zmianę, której długo wyczekiwała. Wraz z powrotem profesora Dippeta na stanowisko dyrektora Hogwartu, jej podanie zostało przyjęte. Od września, gdy latem odbędzie potrzebne kursy i szkolenia, będzie - w miejscu poprzedniego wykładowcy tego przedmiotu, który odszedł na emeryturę - nauczycielką zaklęć w szkole, do której tak długo tęskniła. Zdaje jej się, że prawie dogoniła szczęście, ale wszystko przecież może się jeszcze wydarzyć.




Patronus: Cielesnego patronusa Frances nauczyła się przywoływać na szóstym roku nauki w Hogwarcie. Niezmiennie od tamtego czasu przyjmuje on postać konia – zwierzęcia pełnego wdzięku i majestatu, stworzonego, by być wolnym, a mimo to obecnego od wieków u boku człowieka, wspomagając go w pracy. Koń jest także symbolem wewnętrznej siły, pragnienia życia i przetrwania wśród wojennej zawieruchy. Gdy chce wyczarować patronusa, Frances wraca pamięcią do dnia, w którym stanęła z powrotem na ulicy Pokątnej po kilku latach nieobecności w magicznym świecie.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 15 3 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 20 2 (różdżka)
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 2 1 (waga)
Zwinność: 4 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
NumerologiaIV40
SpostrzegawczośćII10
Historia magiiI2
RetorykaI2
Ukrywanie sięI2
ZielarstwoI2
KłamstwoI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
MugoloznawstwoI0
Wytrzymałość fizycznaI2
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Zakon Feniksa-2
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I0,5
Muzyka (wiedza)I0,5
Muzyka (śpiew)I0,5
KrawiectwoI0,5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI0,5
Taniec współczesnyI0,5
Reszta: 8

Wyposażenie

różdżka

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Frances Montgomery dnia 02.04.18 12:58, w całości zmieniany 3 razy
Frances Montgomery
Zawód : nauczycielka Zaklęć w Hogwarcie
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Would it be all right
If we just sat and talked for a little while
If in exchange for your time
I give you this smile?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5837-frances-montgomery https://www.morsmordre.net/t6040-listy-do-frani https://www.morsmordre.net/t5906-pani-prawie-profesor https://www.morsmordre.net/f164-pokatna-7-2 https://www.morsmordre.net/t6051-frances-montgomery
Re: Frances Montgomery [odnośnik]15.04.18 17:43

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Do pewnego momentu życie Frances układało się niemal książkowo; była dziewczynką z dobrego, acz przeciętnego domu, przykładną uczennicą i grzeczną córką szwaczki i kustosza. Wiedli zwyczajne życie, lecz Frances okazała się być absolutnie niezwyczajna. Bardziej podobna do postaci z baśni i legend, które opowiadał jej ojciec. Nosiła w sobie prawdziwą, czarodziejską moc, zamiast do szkoły dla dziewcząt, wyruszyła do szkoły magii, by nauczyć się czarów. Życie nie jest jednak baśnią, o czym przekonała się wkraczając w magiczny świat - bo w nim także tkwiło zło i nienawiść. Starała się od nich uciec, powracając do świata niemagicznego, lecz i tam spotkało ją niezrozumienie - wszystko zboczyło ze swojej ścieżki i szło już krzywo. Frances nie poddała się jednak, a bystrość umysłu i zamiłowanie do książek doprowadziło ją do momentu, w którym brała udział w badaniach naukowych z samym Elphiasem Doge! Tak utalentowana czarownica z pewnością pokaże nam jeszcze nie jedno i nie będzie to kolejna książka z Esów i Floresów.  

OSIĄGNIĘCIA
Czarodziejka z baśni i legend
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak
Kartę sprawdzał: Hereward Bartius

Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Frances Montgomery Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Frances Montgomery [odnośnik]15.04.18 17:43
WYPOSAŻENIE
Różdżka, kot

ELIKSIRYBrak

INGREDIENCJEposiadane: odłamek spadającej gwiazdy

BIEGŁOŚCI[28.10.18] Wsiąkiewka (lipiec/sierpień) +2 PB do reszty
[28.03.19] Wsiąkiewka wrześniopaździernik +1PB

HISTORIA ROZWOJU[02.04.18] Karta postaci, 0 PD
[18.05.18] Zakup zaklęć ochronnych: Cave Inimicum, Muffliato, Bubonem, -0 PD
[18.05.18] Zakup kota, -5 PD
[22.05.18] Zdobyto podczas Festiwalu Lata: 1 odłamek spadającej gwiazdy
[24.07.18] Spotkanie Zakonu Feniksa, +5 PD
[27.09.18] Udział w wydarzeniu: Odbudowa starej chaty, +5 PD, +1 PB organizacji
[14.10.18] Zakup Piersiówki "Bezdna" dla Benjamina Wrighta, -10 PD
[28.10.18] Wsiąkiewka (lipiec/sierpień), +90 PD, +2 PB
[28.10.18] Otrzymanie białego kryształu od Floreana
[28.12.18] Spotkanie Zakonu Feniksa, +5 PD
[14.03.19] Podsumowanie napraw anomalii (wrzesień/październik): +15 PD
[28.03.19] Wsiąkiewka wrześniopaździernik +1PB, +60PD
[28.03.19] Klub pojedynków (wrzesień), +10 PD
[26.02.20] Odpisanie białego kryształu na konto Floreana
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Frances Montgomery Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Frances Montgomery
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach