Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Winny Salon
AutorWiadomość
Winny Salon [odnośnik]26.03.18 19:46
First topic message reminder :

Winny Salon

Pomimo iż czerwień naznacza swym piętnem pokaźną cześć całego pomieszczenia pod postacią jedwabnych oraz aksamitnych obić mebli, dywanów z misternymi roślinnymi wzorami, ciężkich marmurowych filarów, jak i farby to jednak delikatne akcenty rodowej czerni i bieli rozbijają agresywność barwy sprawiając, że pomieszczenie rozpościera aurę pewnego ciepła. Nie powinno więc dziwić nikogo, że salon ten jest jednym z najbardziej lubianych przez zamieszkujących zamek Sandal szlachciców. To miejsce również ma swój rytm -  w porannych porach spotykają się wysoko urodzone kobiety rodu Carrow na plotkach podczas których wspólnie haftują, popołudniami gdy oświetlenie pomieszczenia jest mocniejsze wielu czarodziei traktuje salon jak czytelnię, zaś wieczorami gromadzą się tutaj lordowie by przy aromacie magicznych papierosów rozmawiać o ekonomii i rzeczach męskich.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Winny Salon - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Winny Salon [odnośnik]24.04.19 20:40
12.11

Do towarzyskich obowiązków Isabelle (które dla wielu osób byłyby przyjemnością, a dla niej często wiązały się z przykrą umiejętnością nawigacji między grami słownymi) należało zapoznawanie się z innymi szlachciankami i spędzanie czasu w ich towarzystwie. O ile rodowa polityka pozwalała na zacieśnianie znajomości, szczera sympatia arystokratek mogła pchnąć neutralne stosunki w pozytywną stronę. Chociaż koleżeństwo nigdy nie działało tak dobrze i trwale jak małżeństwo, młode szlachcianki musiały pamiętać, że ich przyjaźnie zawsze są obciążone rodzinnym bagażem, a ich osobiste antypatie nie pozostaną. bez konsekwencji. Nieśmiała i uprzejma Isabelle nie zaskarbiła sobie nigdy wrogości wśród znajomych arystokratek (choć były i takie, które się z niej naśmiewały - wcześniej z powodu naiwności i zbliżającego się staropanieństwa, później z powodu zakochania we własnym mężu, a teraz...teraz chyba śmiała się z niej cała Anglia), ale z wieloma z nich spędzała czas z obowiązku, z poczuciem pewnego znudzenia. Chociaż dbała o swój wizerunek i znała kroki wszystkich tańców balowych, to nie znajdowała w rozmowie o modzie i szlachcicach takiej przyjemności, jak wiele młodych panien. Dlatego towarzystwo młodziutkiej Uny Bulstrode było przyjemną odmianą. Chociaż nie miały czasu by poznać się bliżej, bo niedugo po ich pierwszym spotkaniu Isabelle wyszła za mąż i poświęciła się całkowicie swojemu małżeństwu, Isabelle ceniła jej zainteresowanie literaturą, wiedzę o polityce i ciekawość odnośnie eliksirów.
Una nie była z nią na tyle blisko, aby wiedzieć wszystko o skandalu z pierwszej ręki, a przez pierwsze tygodnie po powrocie z Francji Isabelle starała się unikać wszelkich powodów do plotek. Lękała się wtedy spotkania ze znajomymi, odpowiadania na kłopotliwe pytania i palącego poczucia wstydu. Teraz jednak skandal powoli cichł, a lady Carrow znajdowała w sobie odwagę by z powrotem stawić czoło światu. Chociaż nie poszłaby teraz na bal - nie z widocznym brzuchem i piętnem zdrady męża - to z przyjemnością przyjęła propozycję spotkania z Uną. Każdego dnia znajdowała w sobie nową siłę i determinację, tak jakby zbliżające się przyjście na świat dziecka motywowało ją do życia. W dodatku bardzo nudziła się w Sandal Castle, więc wyszła Unie na powitanie ze szczerym i szerokim uśmiechem.
-To ja bardzo się cieszę i dziękuję ci za przybycie w tą pogodę, lady Uno. Naprawdę to doceniam, tym bardziej, że mnie samej trudno ruszyć się gdziekolwiek...w moim stanie. - odruchowo położyła dłóń na brzuchu. Wciąż odpoczywała po deszczowym powrocie z Londynu i przygnębiających wróżbach Esther, ale dzisiaj czuła się bardzo dobrze.
-Mam nadzieję, że nie przemokłaś? Napijesz się herbaty? - Isabelle usiadła w wygodnym fotelu, zapraszając gestem Unę do tego samego. Skrzat domowy czekał już przy filiżankach z pełnym czajniczkiem. Jeszcze wcześniej inny skrzat odebrał od Uny jej płaszcz.
-Opowiedz mi, co działo się w polityce i na salonach, gdy przebywałam we Francji? Obawiam się, że opuściły mnie zarówno plotki, jak i informacje z gazet. - przyznała.


Stal hartuje się w ogniu


Isabelle Carrow
Zawód : Alchemiczka, szlachcianka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
Stal hartuje się w ogniu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xyz
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7146-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/t7207-listy-isabelle https://www.morsmordre.net/t7154-zhanbiona-dama-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t7206-skrytka-bankowa-nr-1757 https://www.morsmordre.net/t7256-isabelle-carrow#195434
Re: Winny Salon [odnośnik]26.04.19 23:06
Z Carrowami co prawda Bulstrodowie nie mieli szczególnie dobrych relacji, mieli neutralne, ale Una i tak postanowiła odwiedzić znajomą – po części przez własne sumienie, po części przez wzgląd na dbanie o szlacheckie stosunki. Wszak kasztanowowłosa nie mogła powiedzieć, że miała spory udział w polityce rodu – pierwsze skrzypce grał nestor, a potem mężczyźni. Ją co prawda kształcono i raczej nie broniono dostępu do wiadomości z magicznego świata, ale niezbyt mogła kontrolować wpływy. Zresztą, była młoda. Tylko odwiedzając starych znajomych i nie unikając ich, mogła choć trochę przysłużyć się dobru swej rodziny.
Cieszyła się, że tym razem przyszło jej przebywać z Isabelle. Dbanie o relacje między rodami to jedno, ale przymusowe towarzystwo kogoś, kto był zanadto arogancki, popierał Grindenwalda albo uważał tradycję za coś nieważnego… To byłoby chyba spełnienie najgorszych koszmarów młodej lady Bulstrode. Lubiła nowości, sama widziała swoją ciut za wysoką samoocenę i nawet w czarnej magii widziała pewne zastosowanie, ale bez przesady. Nawet dziewczyna miała swoje granice.
Zauważywszy lady Carrow, która zdawała się wręcz promienieć dzięki swojemu uśmiechowi, dziewiętnastolatka skinęła głową z uśmiechem:
Nie ma za co. I… Ten stan raczej zdaje ci się służyć, lady Isabelle.
Nie kłamała. Z tego, co słyszała, kobiety w ciąży zwykle były szczęśliwsze. Poza tym Isabelle faktycznie wydawała się być w dobrym nastroju, Una po prostu nie wiedziała do końca, czy to przez dziecko, czy nie. Pozostawało jej nic innego jak się domyślać.
Zresztą, to i tak przejściowe. – dodała, oddając skrzatu swoje wierzchnie okrycie. Może nigdy nie będą robić razem tego samego, ale wierzyła, że przynajmniej jej towarzyszka po przyjściu potomka na świat, nie będzie mieć tak ciężko. Szlachta wszak zapominała – z trudem, ale zapominała. Niedługo pewnie będzie już po wszystkim.
Nie wmawiała Isabelle, że każdy element jej życia wróci do normy. Takimi kłamstwami raczono dzieci, gdy były jeszcze małe i naiwne. Od kiedy Percival wybrał oficjalnie ideę zamiast rodziny, nic przecież nie mogło być takie samo. Pozycja Isabelle spadła, ale wciąż była przecież nadzieja na dobre zamążpójście. Może nestor planował się nad nią zlitować i wybrać jej jakiegoś wolnego młodego i łagodnie usposobionego Notta, jeżeli takowy istniał. A może po prostu zamierzał skazać ją na brak jakiegokolwiek męża po kres jej dni.
Weszła za gospodynią do salonu. Słysząc zapytanie o deszcz, zaśmiała się delikatnie.
Skądże znowu. – powiedziała grzecznie i usiadłszy w wyznaczonym miejscu, wygładziła sukienkę. – Tak, chętnie. – odrzekła na pytanie o herbatę. Nie zaszkodzi się czegoś napić, w końcu to spotkanie raczej nie zapowiadało się na krótkie. Zbyt długo się nie widziały.
Co się działo na salonach i w polityce? Una złożyła ręce, próbując poskładać wszystkie dostępne informacje. Na próżno. Trudno było ocenić, co było ważne, a co nie. Na dodatek nie miała dostępu do źródeł w takim stopniu jak męska część społeczności Bulstrode’ów. Nie była zamężna, a brat się do niej prawie nie odzywał, więc nie mogła też za bardzo z kogo tych wskazówek wyciągać.
Westchnęła z kapitulacją:
Właściwie to nic ciekawego. Naszym nowym ministrem magii jest lord Malfoy, ale to pewnie już wiesz. Podobno w Stonehenge zjawił się niejaki Lord Voldemort… i miał w dłoni legendarną Czarną Różdżkę.
Kojarzyła Czarną Różdżkę z kart książek, które czasami, gdy jej mama miała czas, osobiście małej Unie czytała. Młoda Bulstrode jednak aż do zobaczenia wzmianki w gazecie, nie miała pojęcia, że rzecz ta jest prawdziwa. Myślała, że to tylko niegroźna opowiastka.
Zastanawiało ją jednak jedno. Jeśli Czarna Różdżka istniała… to kto miał dwa pozostałe przedmioty? W bajce o trzech braciach były też przecież kamień i peleryna. A kamień, jeśli wierzyć temu, co zapisano w książce, mógł ożywiać zmarłych, więc był nawet ważniejszy niż Czarna Różdżka.
O, i zrobili drobną przebudowę w ministerstwie. Lord Cronus Malfoy zlikwidował również Oddział Kontroli Magicznej. – dopowiedziała, samej niedowierzając, że dowiedziała się tego z nielubianego Walczącego Maga. Gdyby nie to, że brat zostawił tę gazetę ostatnio nieostrożnie w bibliotece, pewnie w ogóle by po nią nie sięgnęła. I tak brała wszystko z dystansem – w każdym skrawku pergaminu mogło kryć się przecież kłamstwo. A gazety nie były wyjątkiem.



How long ago did I die?


Where was I buried?

Una Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
You know the penalty if you fail.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I'm not yours to lose.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7119-una-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7199-una-czyta#192496 https://www.morsmordre.net/t7175-kneel-before-me https://www.morsmordre.net/f237-gerrards-cross-bulstrode-park-dwor-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7202-skrytka-bankowa-nr-1758 https://www.morsmordre.net/t7201-una-bulstrode
Re: Winny Salon [odnośnik]04.05.19 2:13
Isabelle wciąż jeszcze była nieco roztrzęsiona po niedawnej rozmowie z Percym i wróżbach Esther, ale z chęcią wzięła na siebie towarzyskie obowiązki. Potrzebowała rozproszenia, a lady Bulstrode była sympatyczną i taktowną kompanką. Jej szczery i promienny uśmiech był przeznaczony dla Uny, a nie odzwierciedlał jej faktycznego stanu ducha, ale najwyraźniej skutecznie zamaskował jej wewnętrzny niepokój. Cieszyła się, że inni widzą w niej szczęście - którego sama nie potrafiła już odnaleźć.
Pozory przede wszystkim.
-Dziękuję, lady Bulstrode. A tobie nawet pogoda nie jest w stanie odebrać wdzięku i energii. - odpłaciła się komplementem za komplement, z pewnym sentymentem spoglądając na młodziutką Unę. Przed nią całe życie. Bale, poszukiwania adoratorów i narzeczonego. Isabelle nie zazdrościła jej - przeżyła już to wszystko. Radząc sobie jakoś ze złamanym sercem, wcale nie pragnęła kolejnego męża. Miała nadzieję, że życie lepiej ułoży się Unie. Że dziewczyna nie zorientuje się za wcześnie, że jej szczęście i życie są tylko pionkami w grze ojców, nestorów i polityków. A może już się zorientowała? Una była błyskotliwa i znała się na historii i polityce. Mogła być coraz bardziej świadoma rodowego ciężaru na swoich barkach i tego, że musi uważać na każdy swój krok. Ale Isabelle miała nadzieję, że młodsza szlachcianka będzie mogła jak najdłużej cieszyć się młodością.
-Czarną różdżkę? - nachyliła się lekko do przodu, ciekawa opinii lady Bulstrode (i tego, czy to jej własne zdanie, czy też słowa usłyszane od rodziny) na ten temat.
-Tą, której wedle legend nie można pokonać? Nie pamiętam już dobrze tej opowieści, będziesz tak uprzejma by mi ją streścić? Nie sądziłam, że przedmioty z bajek istnieją. - przyjęła na twarz naiwny uśmiech i upiła łyk herbaty, wyglądając na zaciekawioną opowieścią. Nie okazywała niepokoju, ale w jej głowie kołotała się uparta myśl: jakie szanse na przeżycie miał jej mąż, skoro opowiedział się przeciw komuś niepokonanemu? Sama nie wiedziała, czy wierzy w mity, ale sama taka plotka na temat Lorda Voldemorta mogła okazać się potężna. Obiecała sobie uważniej czytać gazety. Niegdyś interesowała się historią magii i polityki, ale niedawno zaprzątało ją głównie własne zdrowie i zmiany w życiu po szczycie w Stonehenge. Tymczasem uświadamiała sobie, że w tych czasach musi orientować się w polityce...żeby przeżyć.
-Bardzo się cieszę, że Ministerstwo zostało odbudowane tak szybko. Czerwcowy pożar był naprawdę straszny...i szokujący.- westchnęła. Zginął tam nawet szwagier Percy'ego, lord Avery. W normalnej sytuacji wspominałaby o rodzinnej stracie dla podtrzymania rozmowy, ale Nottowie nie byli już oficjalnie jej rodziną, więc ugryzła się w język.
-Mam nadzieję, że Ministerstwo intensywnie pracuje nad kwestią ustabilizowania anomalii. Nie służą niczyjej wygodzie ani zdrowiu, no i zdecydowanie utrudniają podróże. Jak sobie radzisz, lady Bulstrode? To nie najszczęśliwszy czas na wkraczanie w dorosłość, z magią szalejącą wszędzie. Ja sama od powrotu z Francji prawie nie używam czarów bez potrzeby, żeby nie ryzykować anomalicznymi wyładowaniami i zdrowiem dziecka...ale bardzo to niewygodne. - westchnęła, kładąc dłoń na brzuchu. Dobrze, że obie z Uną miały skrzaty domowe, które mogły za nie posprzątać. Nie chciała się zastanawiać nad tym, czy zwykłe Chłoszczyść też grozi anomaliami - i na swoje szczęście, nie musiała!


Stal hartuje się w ogniu


Isabelle Carrow
Zawód : Alchemiczka, szlachcianka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
Stal hartuje się w ogniu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xyz
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7146-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/t7207-listy-isabelle https://www.morsmordre.net/t7154-zhanbiona-dama-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t7206-skrytka-bankowa-nr-1757 https://www.morsmordre.net/t7256-isabelle-carrow#195434
Re: Winny Salon [odnośnik]04.05.19 22:33
Szczerze liczyła na to, że uśmiech Isabelle był całkowicie prawdziwy. Że lady Carrow pomimo kiepskiej sytuacji, w jakiej się znalazła, potrafiła jednak się w niej jakoś utrzymać bez zbytniego wysiłku. Że udało jej się znajdować szczęście choćby w drobnostkach życia codziennego. Jeżeli nie to cóż, Una rozumiała ją jak nikt inny. Dobrze wiedziała, jaki ciężar spoczywa na arystokratkach, choć była jeszcze dość młoda i dopiero co skończyła naukę w Hogwarcie. Od dziecka szlachcianki uczyło się bycia godnymi damami i przyszłymi dobrymi żonami. Problem pojawiał się w momencie, gdy te zasady nie wystarczały. Nikt nie mógł przecież przewidzieć, że z pozoru wierny mąż zdradzi ród dla własnych idei.
Uniosła kąciki ust, słysząc komplement. Miła jak zawsze. Skinęła głową w podzięce.
Lady Bulstrode widziała w tej pochwale bardziej element grzecznościowy, ale i tak miło było jej to słyszeć. Zwykle każdy przypadkowy przechodzień, który ją mijał, patrzał na nią dziwnym wzrokiem ze względu na jej bladość. Wielu przypuszczało, że dziewczyna musi być nieustannie przemęczona albo przewlekle chora. Nic bardziej mylnego – w przeciwieństwie do znacznej części szlachty na nic nie chorowała. Wbrew pozorom spędzała czas zarówno biernie – na przykład czytając – jak i aktywnie – na przykład na jeździe konnej czy tańcach – była więc bardzo wdzięczna rozmówczyni za jakże trafny komplement dotyczący jej osoby.
Zauważyła, że jej towarzyszka spogląda na nią w specyficzny sposób. Nie skomentowała jednak tego. Nie zamierzała poruszać tematów, które mogły być dla jej gospodyni kłopotliwe lub przykre. Nie była typem gościa, który sprawiał problemy.
Właśnie upijała łyk herbaty, gdy usłyszała pytanie.
- Tak, chodzi właśnie o tę. – odpowiedziała prosto. – Przynajmniej tak ją nazwali w Proroku.
Wszystko, z czego czerpała, to gazety. Nestor raczej nie dopuszczał jej zbytnio do polityki. Nie była na zebraniu w Stonehenge, nie mogła więc być do końca pewna, czy informacje zawarte w prasie są zgodne z prawdą.
Upiła kolejny łyk herbaty, powodując chwilę ciszy. Próbowała przypomnieć sobie opowieść z dzieciństwa. Niby tak mało ważną, głupiutką wręcz, a jednak na obecne czasy – jeżeli dane z „Proroka Codziennego” okazałyby się faktami – jakże kluczową.
Wzięła oddech i odłożyła filiżankę na bok. Nie umiała snuć historii jak wieszczka, wpajano jej bardziej praktyczne zastosowanie mowy. Mimo wszystko sprawa była dość poważna, więc wolała tym razem oszczędzić sobie popijania herbaty. Przez myśl przemknęło jej, że ta wiedza może być dziwnie kluczowa dla kogoś, kogo mąż stanął przeciwko panującej polityce. Ta myśl zniknęła jednak tak szybko, jak się pojawiła. Isabelle nie mogła spotykać się z Percivalem, a nawet jeśli – jeżeli był na Stonehenge to o Czarnej Różdżce najpewniej sam już wiedział. Nieszczególnie mogła tym cokolwiek wskórać, więc Una darowała sobie dalsze dywagacje na ten temat.
Było raz trzech braci, którzy wędrowali opustoszałą, krętą drogą o zmierzchu. Doszli w końcu do rzeki zbyt głębokiej, by przez nią przejść, i zbyt groźnej, by przez nią przepłynąć... – zaczęła wolno. Później poszło już gładko. Niektóre wersy znała nawet z pamięci – ta książeczka była dość popularna wśród dzieci o różnym wieku, choć w istocie okrutna i niezwykle smutna.
Kontynuowała swoją powieść, aż w końcu doszła do końca. Ostatnich zdań opowieści, która dotychczas nosiła miano legendy.
Choć Śmierć szukała trzeciego brata przez wiele lat, nigdzie nie mogła go znaleźć. Dopiero kiedy był w bardzo podeszłym wieku, zdjął z siebie Pelerynę-Niewidkę i dał ją swojemu synowi. A wówczas pozdrowił Śmierć jak starego przyjaciela i odszedł z nią z tego świata, jak równy z równym. – skończyła i zabrała się spokojnie za kończenie herbaty, która wtenczas niewątpliwie była już odrobinę zimna. – Tyle.
Dopiero co mówiła takim tonem, że ciarki przechodziły po plecach, a teraz jak gdyby nic dopijała herbatę. Opowieść dobiegła końca. Można było wziąć się za rzeczy, które wymagały nadrobienia.
Zastanawiało ją mocno, gdzie podziała się reszta Insygniów, skoro były prawdziwe, ale nie wspomniała o tym głośno. Nie dała po sobie poznać, że być może zacznie ich szukać, wertując niezliczone pokłady książek.
Upiła herbatę do dna i odłożyła filiżankę na talerzyk. Na wzmiankę o pożarze przytaknęła z westchnieniem:
W rzeczy samej. Mam nadzieję, że się to już nie powtórzy.
Powiedziała to, choć spodziewała się, że Ministerstwo jeszcze zapłonie raz czy dwa. Było obiektem politycznym, symbolem wolności i prawa, a na dodatek z pewnością kryło w sobie sekrety, którymi dorównywać mu umiał tylko Hogwart i Bank Gringotta. Jeżeli szło o tajemnice, nie było lepszych strażników niż wymienione miejsca. Gdy chciało się dostać do tych najważniejszych tajemnic, trzeba było tych strażników pokonać.
Raczej nie podróżuję dalej niż poza tereny posiadłości. – odpowiedziała zgodnie z prawdą. – Ale faktycznie, anomalie bywają czasem problematyczne. Czarowanie przy nich bywa katorgą. Myślę, że lord Malfoy już podjął stosowne kroki i rozesłał odpowiednie służby. Oby szybko się z tym uporali.
Miała jednak niejako wrażenie, że zamiast ich ubywać, anomalii przybywa coraz więcej. Nie wiedziała, jakim cudem miałyby się pomnażać, ale takie właśnie odnosiła wrażenie. Być może odpowiedzialną za to osobą była ta sama, która stała za katastrofą w Stonehenge, a może wręcz przeciwnie – i to domniemany Lord Voldemort wywołał te zakłócenia. Nie wyjawiła jednakże swoich myśli – Isabelle nie było to do niczego potrzebne, a Una wiedziała, że żeby rzucać na głos takimi oskarżeniami, musiałaby mieć niezbite dowody.



How long ago did I die?


Where was I buried?

Una Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
You know the penalty if you fail.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I'm not yours to lose.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7119-una-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7199-una-czyta#192496 https://www.morsmordre.net/t7175-kneel-before-me https://www.morsmordre.net/f237-gerrards-cross-bulstrode-park-dwor-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7202-skrytka-bankowa-nr-1758 https://www.morsmordre.net/t7201-una-bulstrode
Re: Winny Salon [odnośnik]27.07.19 13:17
Belle z uwagą słuchała legendy, nawet nie wiedząc, kiedy jej herbata wystygła. Niegdyś traktowała takie bajki z przymrużeniem oka i była osobą do bólu logiczną, ale teraz logika i rozsądek ją zawodziły. Stonehenge spadło na nią jak grom z jasnego nieba i nie mogła znaleźć mądrego usprawiedliwienia dla działań Percy'ego. Żałowała, że nie było jej na szczycie, że nie widziała lorda Voldemorta i nie potrafiła ocenić sytuacji sama. Wiedziała, że być może uratowało to jej życie, ale teraz musiała polegać na informacjach z proroka.
Na legendach, które wzbudziły w niej zimny dreszcz.
-Myślisz, że to prawda? Że Lord Voldemort jest niepokonany? - może i nie powinna o to pytać innej kobiety i osiemnastolatki, ale nie mogła przecież porozmawiać o tym z politykami, z mężczyznami. Ojciec był zbyt nadopiekuńczy i rozkojarzony, a męża już nie miała.
Una z kolei znała się na historii magii. Belle, nieco rozkojarzona, upiła szybko zimnej herbaty. Zastanawiała się, co potęga Voldemorta oznacza dla niej i dla jej dziecka, szczególnie w sytuacji, gdy Percy obrał przeciwną stronę. Czy stygmat działań męża będzie na nich wisiał jako zagrożenie?
Siedziała w wygodnym salonie, pijąc herbatkę z młodą lady i bała się. Bardzo się bała i to głupiej legendy, czegoś, co nigdy nie wzbudziłoby jej strachu.
Nie chciała jednak okazać strachu Unie, która liczyła przecież na miłe spotkanie towarzyskie. Zmusiła się zatem do uśmiechu i szybko zmieniła temat.
-Lord Malfoy jest bardzo...efektowny. To dobry wybór na Ministra Magii. - nie była o tym przekonana, ale szlachcianki nie powinny wypowiadać na głos swoich przekonań. Malfoya wsparli wszyscy, poza promugolskimi rodami i zdrajcą Percy'm, a w ciągu kilku tygodni odbudował Ministerstwo i udowodnił, że działa szybko i skutecznie. Wszyscy powinni być zadowoleni, prawda?
-Ale dość o polityce. Co u Ciebie, Uno? Czekasz niecierpliwie na kolejny Sabat i Sylwester u... - u mojej dawnej rodziny, u Nottów -U lady Adelaide? - wybrnęła. Sama nie wiedziała jeszcze, czy będzie mogła się na niego udać - to dopiero za półtorej miesiąca, zaproszenia nawet nie zostały jeszcze wysłane, a ją może czekać rozwiązanie. Jeśli pójdzie, to z obowiązku, pozorując uśmiech i będąc obiektem plotek. Una jednak była śliczną młodą damą, nieobciążoną skandalami. Na pewno cieszy się taką okazją, a jej rodzina na pewno rozgląda się za kandydatami na jej męża.


Stal hartuje się w ogniu


Isabelle Carrow
Zawód : Alchemiczka, szlachcianka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
Stal hartuje się w ogniu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xyz
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7146-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/t7207-listy-isabelle https://www.morsmordre.net/t7154-zhanbiona-dama-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t7206-skrytka-bankowa-nr-1757 https://www.morsmordre.net/t7256-isabelle-carrow#195434
Re: Winny Salon [odnośnik]27.07.19 14:24
Sama do końca nie wiedziała, co się stało na Stonehenge. Była wtedy na przejażdżce konnej i nikt nawet nie zaprotestował. Nie sądziła, że może się on okazać ostatnim szczytem w roku, a może nawet ostatnim po wieki. Gdyby tam była, z pewnością zdałaby Isabelle o wiele szczegółowszą reakcję niż ta, którą obecnie jej podawała. Teraz mogła zaoferować tylko powielanie informacji z gazet.
Złożyła ręce pod piersiami, marszcząc brwi w skupieniu. Czy był niepokonany? Nie mogła potwierdzić. Może to, co zdarzyło się na Stonehenge było obiektem zbiorowego złudzenia albo efektem zawiązania spisku. Wszak przestraszoną społecznością łatwiej jest kierować, tego była pewna.
Nie mam co do tego pewności. – odpowiedziała, uważając na dobór słów. Nie mogła dać poznać po sobie, że odrobinę kwestionuje to, co piszą w gazetach. – Ale z tego, co piszą dziennikarze, na to właśnie wygląda.
... co nie znaczy, że nie mogą się mylić. W końcu są tylko czarodziejami i czarownicami jak ty czy ja. – dodała już w myślach. Cała sprawa była, krótko mówiąc, lekko podejrzana. Jeśli nie miałaby pozycji szlachcianki, już dawno zrobiłaby wszystko, by ją zbadać.
Opuściła swobodnie ręce, a jej twarz wróciła z powrotem do normalności, kiedy rozmowa zeszła na nieco spokojniejsze tory. Una nie miała nic przeciwko, po tak ciężkim wątku przyda im się chwila rozluźnienia.
Tak, jest bardzo adekwatny w stosunku do swojego stanowiska. – odparła, kiwając głową z uśmiechem. Co prawda lepiej na tym stanowisku widziałaby kogoś ze swojej rodziny, ale nie mogła narzekać. – Mam nadzieję, że tym razem spokój potrwa dłużej niż przy ostatnim Ministrze Magii.
To, co powiedziała, było zgodne z prawdą. Większość arystokracji nie bez powodu zarzucała poprzedniemu ministrowi niesubordynację i niemoralność. Również w opinii Bulstrode sam ściągnął na siebie te niepochlebne zdania, rujnując dotychczas w miarę dobrze działające prawo.
Słysząc wzmiankę o balu, zamyśliła się nieco. Wprawdzie czekała na to przyjęcie od dawna, ale sytuacja nie pozwalała cieszyć się tą myślą w pełni. Po Stonehenge zrobiło się niebezpiecznie, nikt nie wiedział, czy lada moment na bal nie wpadnie grupka terrorystów zdolnych potraktować gości groźnym zaklęciem. Una naprawdę wolała nie ryzykować swoim zdrowiem albo nawet życiem, ale zgadywała, że gdyby nie poszła bez podania dobrej przyczyny, lady Adelaide uznałaby to za akt zniewagi.
Tak, ostatnimi czasy tylko o tym myślę. – odrzekła, unosząc lekko kąciki ust. – Tak dawno nie byłam na sabacie, że pantofelki same zatęskniły mi za tańcem.
Ujęła to dość dziecinnie i niewinnie, ale na ten moment nie było im więcej potrzeba. Młoda Bulstrode rzeczywiście miała ochotę zatańczyć, może nawet z kimś, jeśli szczęście dopisze. Gdzieś w głębi życzyła sobie poznać na sabacie przyszłego narzeczonego, żeby mieć o nim jakiekolwiek pojęcie.



How long ago did I die?


Where was I buried?

Una Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
You know the penalty if you fail.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I'm not yours to lose.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7119-una-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7199-una-czyta#192496 https://www.morsmordre.net/t7175-kneel-before-me https://www.morsmordre.net/f237-gerrards-cross-bulstrode-park-dwor-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7202-skrytka-bankowa-nr-1758 https://www.morsmordre.net/t7201-una-bulstrode
Re: Winny Salon [odnośnik]29.07.19 9:54
Isabelle spojrzała na Unę badawczo, słysząc idealną kontrolę w jej głosie i uważny dobór słów. Sama wyrażała się w towarzystwie podobnie, od najmłodszych lat ucząc się tego, czego od niej oczekiwano. Una też była pojętną uczennicą, ale Isabelle wychwyciła, że lady Bulstrode po prostu zacytowała gazety, nie oferując własnej opinii.
Sama też by tak postąpiła - cóż miały w końcu do powiedzenia ciężarna "wdowa" i osiemnastolatka? W tym świecie - niewiele. A mimo to, Isabelle była ciekawa opinii Uny, bystrości jej umysłu i pewnej niewinności jej spojrzenia. Temat był jednak zbyt ciężki i ryzykowny do pogaduszek przy herbacie, więc rozmowy o Ministrze Magii i balach były lepszym pomysłem.
-Ja też. - zapewniła gorliwie i szczerze. To właśnie zamieszanie z Longbottomem doprowadziło do poruszenia tematów politycznych na szczycie, co dało Percy'emu publiczną okazję do wygłoszenia swoich poglądów, co z kolei zniszczyło życie Isabelle. Będzie o wiele spokojniejsza i bezpieczniejsza, gdy sytuacja polityczna się ustabilizuje i gorąco chciała wierzyć w to, że tak będzie. Wieści o wojnie, których nie chciała nikomu powtarzać, napawały ją jednak bezustannym lękiem, który starała się spychać na dno podświadomości. Nie powinna się stresować w swoim stanie.
-Jestem przekonana, że będziesz się świetnie bawić. - zapewniła, choć wcale nie była przekonana. Ją samą sabaty onieśmielały, peszyły, stresowały. Miała nadzieję, że Una jest bardziej pewna siebie i towarzyska, ale wiedziała też przecież, że nieśmiałość łatwo ukryć pod maską uśmiechu. -A Sylwestry lady Nott są zawsze spektakularne. - rozmarzyła się, uważając, aby nazwać lady Adelaide po nazwisku. Nie była już częścią rodziny, nie mogła się spoufalać. Chociaż Eddard i Elise wciąż traktowali ją jako Isabelle, matka Elise Nott ledwo skinęła jej głową w restauracji. Jak bardzo upokarzający będzie dla niej ten bal?
-Wybrałaś już maskę? - zagaiła, bo chociaż sama nie interesowała się przesadnie modą, to wiedziała, że panny wybierały swoje kreacje wiele tygodni (jeśli nie miesięcy) przed takimi okazjami. Większość z nich cieszyła się, mogąc poradzić się odnośnie kreacji. Isabelle nie szła zaś na bal w poszukiwaniu narzeczonego ani męża - już nigdy żadnego nie znajdzie i jej rola w towarzystwie może być ograniczona do doradzania młodym pannom.


Stal hartuje się w ogniu


Isabelle Carrow
Zawód : Alchemiczka, szlachcianka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
Stal hartuje się w ogniu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xyz
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7146-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/t7207-listy-isabelle https://www.morsmordre.net/t7154-zhanbiona-dama-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t7206-skrytka-bankowa-nr-1757 https://www.morsmordre.net/t7256-isabelle-carrow#195434
Re: Winny Salon [odnośnik]29.07.19 21:20
Nie mogły sobie pozwolić na swobodne wyrażanie opinii, czego Una odrobinę żałowała. Czasami naprawdę chciała bez ogródek podzielić się z kimś obawami – niestety, w arystokratycznych kręgach było to niemalże niemożliwe. Pielęgnowano zazwyczaj grę pozorów, a zbyt hojne okazywanie szczerych uczuć było uznawane za brak manier. Cóż, Isabelle i Una mogły się przynajmniej cieszyć pięknymi wnętrzami pałaców i wytrawnymi potrawami, tyle dobrze. Inne rzeczy po prostu nie były dla nich.
Mam nadzieję, że lord Malfoy zaszczyci nas swoją obecnością na balu. Wówczas można by mu było oficjalnie pogratulować nowego stanowiska.... i wybadać, jakie będą jego plany.
Wbrew pozorom nie była tak głupia jak większość dam w jej wieku. Domyślała się, że nie wszystko w tym świecie osiąga się ciężką pracą i czasami trzeba używać bardziej sprytu niż pracowitości, żeby cokolwiek zyskać. Lord Malfoy mógł być nie tyle zręcznym politykiem co łatwą marionetką w rękach innych rodów. Chciała poznać, co zamierza – zazwyczaj łatwo było to osiągnąć sympatycznym uśmiechem i pochlebstwami, w końcu mało kto umiał się im oprzeć.
Po twoich słowach, lady Carrow, domyślam się, że się nie wybierasz? W twoim obecnym stanie poniekąd to rozumiem. – rzuciła z lekkim rozczarowaniem. Z kimś, kogo się lubiło, zawsze było raźniej. – Trochę szkoda... Daj jednak znać, jakbyś zmieniła zdanie. – Uśmiechnęła się lekko. Nie musiała się nadwyrężać, ale jeżeli przyszłoby jej do głowy po prostu uczestnictwo – choćby bierne – Una zawsze chętnie nacieszy się jej towarzystwem.
Pokręciła głową w ramach odpowiedzi. Nie dostała jeszcze swojego motywu, więc tym bardziej nie mogła wybrać maski. Chociaż nie była wybitną estetką, musiała przyznać, że elementy stroju powinny do siebie pasować. Gdyby tak dobrać do siebie maskę i sukienkę z dwóch różnych światów, na pewno nie wyglądałoby to dobrze, a do tego najpewniej skazałaby się jeszcze na kpinę ze strony reszty arystokracji. Zastanawiała się, swoją drogą, jakie to będą motywy. Kolory? Państwa? A może co innego?
Nie wybrałam. To nieco trudne wyzwanie, ponieważ nie wiem, jaką kreację ubiorę. – przyznała zgodnie z prawdą. Żywiła głęboką wiarę, że nawet jeżeli dostanie niezwykle specyficzny motyw, zdoła sama coś wymyślić i dopiero w ostateczności uda się do kogoś po pomoc. Wolała sama decydować o tym, co założy.



How long ago did I die?


Where was I buried?

Una Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
You know the penalty if you fail.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I'm not yours to lose.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7119-una-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7199-una-czyta#192496 https://www.morsmordre.net/t7175-kneel-before-me https://www.morsmordre.net/f237-gerrards-cross-bulstrode-park-dwor-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7202-skrytka-bankowa-nr-1758 https://www.morsmordre.net/t7201-una-bulstrode
Re: Winny Salon [odnośnik]20.09.19 9:24
-Z pewnością, podejrzewam, że należy to do jego nieoficjalnych obowiązków jako lorda... i tak szanowanego Ministra. - była prawie pewna, że lord Cronus Malfoy pojawi się u lady Nott w Sylwestra. Znała w końcu lady Adelaide, przez kilka miesięcy należała nawet do jej rodziny, więc wiedziała, że cwana staruszka nie przepuściłaby takiej okazji. Tym bardziej, że lord Malfoy był popierany przez szlachtę, że - choć głośno się o tym nie mówiło - to właśnie im wszystkim zawdzięczał swoją pozycję. Nottom, Bulstrode'om, Carrowom, Rosierom, nawet Selwynom... ale nie Percy'emu.
-Nie wiem, czy zdrowie pozwoli mi wybrać się na Sabat, ale z niecierpliwością będę czekać na relację. - odpowiedziała dyplomatycznie, albowiem stan błogosławiony był zaiste błogosławioną wymówką. Nie miała ochoty iść na Sabat, pokazywać się niedawnej rodzinie, być obiektem plotek i nie móc nawet ukryć się za maską z powodu ciężarnego brzucha. Ale czy rodzina pozwoli jej nie iść? Jak na razie czuła się przecież dobrze, nawet zadziwiająco dobrze, wziąwszy pod uwagę swoje przejścia. A poród miał przecież nastąpić dopiero w połowie stycznia; w teorii miała czas.
-Rozumiem, zadania od lady Nott bywają... pomysłowe. Ale to czyni je ekscytującymi, nieprawdaż? Nie zawahaj się do mnie napisać, gdybyś potrzebowała porady, poznałam już trochę lady Nott i jej gust. - oraz pokrętną logikę. Belle szczerze miała nadzieję, że przydzieli Unie jakieś miłe przebranie, bo niektóre motywy bywały niezmiernie wymagające albo wręcz złośliwe. Sama nie lubiła nawet myśleć o modzie, ale przy młodszej arystokratce musiała być optymistką. A przy okazji, przebranie Adelaide bywały nawet ciekawe, szczególnie gdy nawiązywały to magicznych roślin lub stworzeń. Jeśli Isabelle żałowała czegoś, co opuści na Sabacie, to właśnie tradycyjnych kalambur.
-Powodzenia, Uno. To wielkie przeżycie dla każdej młodej damy, ale z wiekiem jest tylko łatwiejsze - chyba, że akurat ma się bękarta w brzuchu -i ufam, że już za pierwszym razem wspaniale sobie poradzisz. - zapewniła dziewczynę pokrzepiająco.


Stal hartuje się w ogniu


Isabelle Carrow
Zawód : Alchemiczka, szlachcianka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
Stal hartuje się w ogniu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xyz
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7146-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/t7207-listy-isabelle https://www.morsmordre.net/t7154-zhanbiona-dama-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t7206-skrytka-bankowa-nr-1757 https://www.morsmordre.net/t7256-isabelle-carrow#195434
Re: Winny Salon [odnośnik]20.09.19 20:10
Możliwe że nie znała się na polityce tak bardzo. Miała w końcu jeszcze dziewiętnaście lat, nie wiedziała za dużo o świecie. Jednak samo to że ministra zaprasza się na bal tylko i wyłącznie dla szlachty, nie robi nic poza tym… budziło pewnie podejrzenia wśród plebsu. Wszak w dawnych czasach opierano się bardziej na przemówieniach do prostego ludu, utrzymywało to władzę i zapewniało o braku nepotyzmu. O oligarchii wiedział natomiast niemal każdy.
Rzucanie się w oczy bogactwem raczej nie należało do cech charakterystycznych jej rodu. Bulstrodowie byli zamożni, owszem, ale ich pochodzenie również miało tu coś do rzeczy. Szlachetne francuskie rodziny miały wręcz tendencję do obnoszenia się z własnym majątkiem, pozostali trzymali się bardziej na uboczu, skupiając się na własnych dokonaniach i doświadczeniu. Jej familia należała do tej drugiej kategorii, więc nic dziwnego, że Una tak postrzegała nadmierne szarogęszenie się ministra i brak reakcji reszty szlachty. Nie miała nic przeciwko sterowanej władzy, ale cóż… Wystawianie się na publiczne pośmiewisko mogło być nieco problematyczne.
A ja na pewno nie omieszkam ci wszystkiego opowiedzieć. – odpowiedziała z uśmiechem. Jeżeli nawet Isabelle nie zjawi się na balu, Bulstrode nie widziała żadnego powodu, dla którego miałaby odmówić jej relacji. Przebywając tylko i wyłącznie w posiadłości, musiała się z pewnością nudzić.
Pokiwała głową na wzmiankę o lady Nott. Nieszczególnie znała tę kobietę w przeciwieństwie do lady Carrow. Nie wiedziała dokładnie, z czym przyjdzie jej się mierzyć. Miała jedynie nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży bez jej osobistej interwencji. Nie lubiła płynąć pod prąd, nawet w dzieciństwie.
Mam taką nadzieję. – odrzekła szczerze. Ale kto to wiedział, czy sobie poradzi? Zapewne tylko dziadek czas i Merlin.
Czas spędzony na rozmowie upłynął im nadzwyczaj szybko. Una ani się obejrzała, a musiała wracać.
Muszę już iść, ale spotkajmy się po balu, proszę. Jeżeli się nie wybierzesz – sama ci wszystko opowiem. Jeżeli obie pójdziemy – zadziała to w obie strony. – rzuciła w ramach pożegnania, przytulając ostrożnie ciężarną szlachciankę.

[z/t x2]



How long ago did I die?


Where was I buried?

Una Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
You know the penalty if you fail.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I'm not yours to lose.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7119-una-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7199-una-czyta#192496 https://www.morsmordre.net/t7175-kneel-before-me https://www.morsmordre.net/f237-gerrards-cross-bulstrode-park-dwor-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7202-skrytka-bankowa-nr-1758 https://www.morsmordre.net/t7201-una-bulstrode
Re: Winny Salon [odnośnik]28.08.20 12:53
5 lipca?

W Sandal Castle miał zawitać już dawno. Wymieniona korespondencja z lady Carrow, na prośbę jego przyjaciela, Tristana, kończyła się zaproszeniem do rodowej posiadłości. Zatrzymały go jednak sprawy Rycerzy Walpurgii, a także te prywatne, które wlekły się za nim tygodniami, jak nie miesiącami. Na pierwszym planie przez chwilę znalazła się istota, do której życia się przyczynił. Poznał ją a raczej spojrzał, oceniając obleczone w materiał niemowlę. Zajęły go własne projekty i badania, praca i gonitwa za zdrajcami, którym należało przypomnieć o konsekwencjach swoich działań. Spotkanie musiało zostać odwleczone w czasie. Od tamtej pory wiele mogło się zmienić. Mógł nie być już potrzebny, bo arystokratka już dawno wyrobiła sobie określone zdanie. Isabella, była żona Percivala mogła już znaleźć swoje miejsce w świecie, nie potrzebować tej rozmowy, ani rad, abym bardziej pocieszenia, którego wtedy szukała. Ale zobowiązany, musiał się zjawić, szczególnie, że obiecał to Rosierowi. A obietnice dane bliskim, spełniał.
Podejrzewał, że jego przybycie do hrabstwa York, do posiadłości w Wakefield będzie zaskoczeniem dla samej czarownicy. Nie zadbał przy tym o odpowiednią porę; choć powinien wiedzieć, w jakich godzinach grzecznie jest się zjawić, przybył o porze dla niego najdogodniejszej. Padło na późne popołudnie, wczesny wieczór. Był już po pracy w Ministerstwie, zawitał na Pokątną tylko po to by wziąć szybką kąpiel i przekąsić coś niezbyt wymyślnego. I nie uprzedził jej o własnym przybyciu, choć niewątpliwie tego wymagały dobre maniery. Nie szykował się specjalnie; ubrał typową dla siebie czarną szatę z kołnierzykiem na stójkę, w której materiał z tyłu opadał niżej. Ktoś kiedyś powiedział mu, że szarości pasują bardziej; czerń była przytłaczająca, ciężka, ale nie myślał o tym. Była praktyczna. Nie było na niej widać ani brudu, ani śladów krwi.
Drzwi otworzył mu skrzat, który wpuścił go do środka i poprowadził do Winnego Salonu, każąc poczekać. Istniała szansa, że Isabella go nie przyjmie, ale nie brał tego w ogóle pod uwagę. Przywykł do tego, że zjawiał się kiedy chciał, niespodziewanie, jak śmierć; według własnego zegara odnajdując właściwy na to czas. Przystanął przy oknie, a dłonie splótł z tyłu, za sobą, wyglądając na ogród.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Winny Salon - Page 2 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Winny Salon [odnośnik]30.08.20 22:42
5 lipca

Dni zlewały się w jeden, monotonny ciąg - tym bardziej, że nawet wyprawy do Londynu stały się rzadsze i mniej radosne. Isabelle najpierw była ptaszyną uwięzioną w klatce przez anomalie i towarzyski skandal, ale atmosfera wcale się nie uspokoiła. Miasto podobno było bezpieczne dla ludzi jej pokroju, w czerwcu nawet udała się na Pokątną i zrobiła z siebie idiotkę przy lordzie Lestrange, co wcale nie było najgorszą częścią wycieczki.
Najgorsze były plakaty. Szeroki uśmiech Percivala. Eleganckiego i uczesanego, takiego, jakiego zapamiętała go z miesięcy ich małżeństwa, a nie obdartusa spotkanego w zrujnowanej katedrze. I jeszcze łobuzerski uśmiech pana Benjamina, szlamy, charyzmatycznego gracza Quidditcha i bezczelnego kłamcy. Technicznie rzecz biorąc, chyba jej nie okłamał, po prostu nie dopytywała o jego czystość krwi. Uczynił jednak rzecz niewybaczalną, zarzucając jej bycie złą matką i wylewając gorzkie słowa bez potrzeby. Usiłowała zdławić w sobie wstyd po tamtym spotkaniu w lesie, nie wiedząc czy bardziej wstydzi się własnego działania (o nie, nie zrobiła przecież nic aż tak strasznego! Nic, czym zasłużyłaby sobie na zruganie!) czy faktu, że pozwoliła się dotknąć poszukiwanej listem gończym szlamie. Wraz z panem Benjaminem zniknęła ostatnia dyskretna możliwość odnośnie sprawdzenia tego, co u Percivala, a przynajmniej tak się wydawało biednej Belle. Obaj okazali się poszukiwani, obaj okazali się niebezpieczni - czyżby pan Wright wcale nie był na tyle niewinnym i poczciwym przyjacielem, za jakiego go brała? Usiłowała zostawić tą dwójkę za sobą, poświęcić się alchemii i kibicowaniu rodzinie w polowaniach i małemu Jamesowi.
I jeszcze dostała list od Gwen, dziwną przestrogę, na którą nie śmiała odpowiedzieć. Bała się byłego męża i jego dziwnego świata, bała się ponurej codzienności, uciekała myślami od tego wszystkiego. Na tyle skutecznie, że w pierwszej chwili nie skojarzyła, kim jest pan Mulciber, impertynencko i bez zapowiedzi proszący o audiencję. W pierwszej chwili chciała podyktować skrzatu domowemu odpowiedź proporcjonalną do tej bezczelnej śmiałości, aż nagle przypomniała sobie, skąd zna to nazwisko. Wróciła myślami do listopadowej rozmowy z Tristanem, gdy zrozpaczona i zagubiona prosiła go o rady odnośnie wychowania bękartów, o niedoścignione wzory. Takim wzorem miał być właśnie pan Ramsey Mulciber.
Rychło w czas - długo kazał na siebie czekać! Nie była pewna, czy to na pewno taki wzór, własnego syna wolałaby wychować na punktualnego człowieka. Przypomniała sobie jednak, jakim tonem wypowiadał się nestor Rosierów o panu Mulciberze - tonem, pełnym szacunku.
Chciałaby wychować syna na potężnego człowieka.
-Przyjmę pana Mulcibera za kwadrans. - oznajmiła skrzatu i pognała się przygotować. Zerknęła panicznie w lustro, krytycznym wzrokiem mierząc bladą cerę i podkrążone oczy; James płakał całą noc. Przygryzła wargę i zmarszczyła brwi, zirytowana, że nie zdąży już zaaplikować krwistego kremu od panny Chang - dawał naprawdę spektakularne efekty. Otworzyła toaletkę, szukając eliksiru upiększającego - o nie, czyżby wyprzedała już własne zapasy, albo trzymała je w pracowni? Tam nie zdąży się już udać. Dostrzegła jednak coś innego, a serce nagle jej zamarło.
Nie wiedziała nic o tym człowieku, nie wiedziała, kim był, by zapracować na zaufanie Tristana. Skoro nie był dobrze urodzony i świadomie ignorował savoire-vivre, to musiał być inteligentny, musiał móc sobie na to pozwolić.
Ona zaś... pozwalała sobie ostatnio na zbyt wiele. Nie zaszkodzi przygotować się do rozmowy. Percival kazał jej uważać, a zbyt wiele osób mogło dociekać, czy mieli ze sobą jakiś kontakt. Nie mieli, oczywiście, że nie, ale nie zaszkodzi zapewnić o tym z odpowiednią charyzmą.
Wychyliła odpowiednią fiolkę, a potem przywołała jeszcze skrzaty, by wydać im odpowiednie dyspozycje. Może i gość się nie zapowiedział, ale trzeba było go przywitać należycie i to w tempie, w tempie! Byli Carrowami, musieli pokazać gościnność i majestat.
Zeszła do Winnego Salonu w eleganckiej, purpurowej sukni, a usta podkreśliła karminową pomadką, by zatrzeć bladość cery (naprawdę powinna stosować ten krem lady Morgany regularniej!). Na widok gościa, uśmiechnęła się szeroko i uprzejmie, tak jakby jego widok był dla niej największą radością.
-Pan Mulciber, jak mniemam? Co za miła niespodzianka! Lord Rosier tyle mi o panu opowiadał. Jestem lady Isabelle Carrow. - przedstawiła się słodko, tak jakby jego niespodziewane wtargnięcie na zamek wcale ją nie poruszyło i tak, jakby już całkowicie zapomniała o dawnym nazwisku. Znajomym Tristana była gotowa wiele wybaczyć. Nieco zdziwiło ją, że nadal stoi przy oknie, ale nie okazała zaskoczenia, tylko zajęła jeden z wygodnych foteli, mając nadzieję, że pan Mulciber usiądzie naprzeciwko.
-Kucharz nie przygotował jeszcze kolacji, ale oczywiście jest pan zaproszony. A teraz... mam nadzieję, że skusi się pan na herbatę i podwieczorek? - zaproponowała, skinieniem dłoni dając skrzatom domowym znak do wejścia. Jeden przyniósł tacę z czajniczkiem i filiżankami z chińskiej porcelany, a drugi niósł dwie patery - jedną pełną ciast i ciasteczek, a drugą z małymi kanapeczkami z kawiorem i łososiem. Zastawiły mały stoliczek pomiędzy fotelami, a potem ulotniły się, dając parze prywatność.

piję Wężowe Usta  (stat. 19)


Stal hartuje się w ogniu


Isabelle Carrow
Zawód : Alchemiczka, szlachcianka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
Stal hartuje się w ogniu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xyz
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7146-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/t7207-listy-isabelle https://www.morsmordre.net/t7154-zhanbiona-dama-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t7206-skrytka-bankowa-nr-1757 https://www.morsmordre.net/t7256-isabelle-carrow#195434
Re: Winny Salon [odnośnik]27.07.21 18:30
Świąteczne Szaleństwo, 26.12.1957, trochę po 2 w nocy


Na Święta zorganizowałem bal przebierańców. Secesyjne ubrania przybraliśmy, ja już od wejścia prezentowałem pozostający w posiadaniu rodowych skrzyń dostojny płaszcz zarzucony na złotem ociekający komplet, w ustach trzymałem emaliowaną fifkę do której włożyłem papierosa z magicznym tytoniem, a oczy mam podkreślone czarną kredką, bo wyczytałem że właśnie w ten sposób można było w odległym czasie Art Noveau wydobyć ze swojego spojrzenia niebezpieczną nutę. A taki miał być ten wieczór. Niebezpieczny, wykraczający poza granice dobrego smaku i przede wszystkim - miał zapaść w pamięć tak głęboko, by nikt nie ważył się nawet wspomnieć czy zająknąć o nim nigdy więcej.
Zamek był pusty od kilku dni. Lordowie Carrow przyjęli zaproszenie wysoko postawionych lordów na ich przyjęcia i opuścili rodzinną posiadłość. Ja, który w ostatniej chwili zadecydował o tym, że jednak nie wybiorę się na te wieczerze, planowałem swój doroczny wieczorek zapomnienia, odcinając sie po raz kolejny od Lorda Nestora. Jemu najwyraźniej to nie przeszkadzało, musiał być nawet zadowolony z takiego obrotu spraw, wziął mojego brata jako swoją prawą rękę i kogoś kto był idealnym spadkobiercą.
Przyjęcie, które tym razem z oczywistych względów, miało odbyć się w posiadłości w momencie nieobecności Nestora - wypadło więc w okolice świąt. Co roku zapraszałem najbliższe otoczenie, by w jedną noc lordowie mogli się wyluzować, a wysoko postawieni biznesmani mogli obcować z elitą tego świata, ale święta to czas wyjątkowy. Zdawałem sobie sprawę z tego, że wielu moich przyjaciół może nie móc przyjść na wydarzenie, dlatego poczyniłem kilka nowych zaproszeń. Po pierwsze odezwałem się do lorda Rigela, jak i również do kilku Lady. Zazwyczaj tego typu przyjęcia obchodzą się bez ich obecności, natomiast tym razem nie widziałem przeciwskazań. To trudne, dziwne czasy wojenne, może i lady spuszczą trochę z tonu, może też muszą odreagować, skoro na codzień widzą egzekucje i krew przelewaną na ich oczach?
Wieczorek rozpoczął się grą w kryminalne podchody. Zorganizowałem nam rozrywkę, zabiliśmy jedną osobę, musieliśmy się dowiedzieć jak to się wydarzyło i kto jest winny... takie Cluedo. Zabawa na rozgrzewkę obudziła w niektórych najczarniejsze instynkty, ale wkrótce okazało się, że niektórzy chętniej dawali się zabijać, bo wtedy mogli przejść do mniej oficjalnej części przyjęcia w której upijali się i zażywali odrurzacze. I ja padłem w końcu ofiarą, nie wiem więc kto finalnie był mordercą, bo poszedłem tańczyć.
I dopiero gdzieś po drugiej w nocy, kiedy zgubiłem swój drogo tkany płaszcz, a któryś z lordów domalowywał na wizerunku mego przodka wąsy, pewna lady piła z greckiego dzbana wino, a jeszcze inna zniknęła w moim skrzydle z kapitanem statku Traversów (a moze to była tylko dziewczyna z Wenus?), znalazłem się na środku korytarza i obejmując kolumnę zorientowałem sie, że przez drzwi wejściowe właśnie weszła Lady Avery.
-Czy to Anioł stąpił by pomóc przegnać me cierpienie? Chodź Aniele, patrz rękę wyciągam do ciebie - i wtedy odrywam od kolumny korynckiej swą dłoń i ramię całe wyciągam tęsknie do tej młodej, nieświadomej niczego Lady. Cóż, może być zdumiona, że widzi lorda w takim stanie, ale czy na prawdę dziwić ją jeszcze może cokolwiek? Przecież na wejściu widziała dopiero co małego karła za amorka przebranego, jak pląsał pośród kwiatów czarnego bzu.
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Winny Salon [odnośnik]31.07.21 8:22
26 grudnia 1957

Byli tacy, którzy ponad wszystko cenili harmonię, byli tacy, którzy poświęcali ją na rzecz przepychu... i był Ares. Tworzył wokół siebie atmosferę wyzwolenia od obydwu tych kategorii, właściwie - wszelkich kategorii. Nawet jeśli kosztem katastrofy, to zawsze tego rodzaju, od której nie sposób oderwać oczu. Chociaż narzucony z góry, motyw przewodni tego wieczoru również nie zapowiadał żadnego szczególnie porządku rzeczy, tak przynajmniej domniemywała (ale czy nie życzeniowo?) Elaine. Czego spodziewać się dokładnie, nie miała pojęcia. Nie miała szans dowiedzieć się o tym ani z zaproszenia, ani z wcześniejszych doświadczeń. Pierwszy raz gościła u Carrowa w tym okresie, w sferze jej domysłów pozostawało jedynie, na co właściwie przystaje, potwierdzając swoje przybycie. A jednak, kolejne godziny mijały, podczas gdy po niej nie było śladu. Wyzwolenie nie było jej codziennością, ta składała się raczej z małych wyżeczeń, działaniu wbrew hedonistycznym porywom. Nie byłoby więc pewnie dużym zaskoczeniem, gdyby ostatecznie zrezygnowała z uczestnictwa w tego rodzaju prywatnym balu.
A jednak, tym razem nie odmówiła jemu, ani sobie. Któż to wie, która z okazji była ostatnią? Co, jeśli nie dojdzie do balu noworocznego? Co, jeśli jutra nie będzie? Pewna była jednego, pozostanie samą ze swoją wyobraźnią i wspomnieniami, spędzenie tej nocy tak, jak każdej innej wcześniej nie miało szans przynieść ukojenia, pozwolić jej wreszcie domyśleć pewnych kwestii do końca, powziąć właściwe decyzje w przygotowaniu na nowy rok. Tego już próbowała. Nie działało. Ugrzecznione pokazy tego, jak wspaniały miał być ten ich wywalczony krwią i potem nowy świat? Również. Słodki zapach bzu, muzyka zagłuszająca myśli, mniej uchwytne ale bezcenne poczucie bezkarności i bezwstydu? Przyjemny eksperyment, choćby i miał skończyć się niepowodzeniem.
Nie potrafiła stwierdzić, czy na miano anielskiej zasługiwała jej kreacja, czy też sam fakt, że potrafiła jeszcze bez trudu utrzymać pozycję niezachwianie pionową (przy czym nie śmiała jednak popełnić absolutnego nietaktu pojawiając się całkowicie trzeźwą). Ogarnęła spojrzeniem wnętrze, to co zostało z jego wystroju i innowacje poczynione przez co bardziej kreatywnych zaproszonych (zasadniczo, domalowany zarost nie był najgorzej dobrany, chociaż jego aktualny właściciel wyraźnie nie posiadał się z oburzenia). Chociaż muzyka wciąż grałą, punkt kulminacyjny wieczoru, moment największej ekscytacji i rozgardiaszu chyba ją ominął. Ale przecież - nie cała zabawa. Zbliżyła się, niemal na wyciągnięcie ręki, zatrzymując się jednak o pół kroku za wcześnie, by wyciągnięta dłoń lorda Carrow mogła jej dosięgnąć. Swoje dłonie Elaine trzymała złożone za sobą, nie ułatwiając mu zadania. W zamian zaoferowała jedynie uśmiech, nadgryzieniem dolnej wargi zdradzając rozbawienie. Nie wyglądała na zszokowaną, nie potrafiła jednak oderwać przez dłuższą chwilę wzroku od makijażu na jego twarzy (zdecydowanie odważniejszego on jej własnego, pastelowego, odnaczającego się od codziennego właściwie jedynie perłowym brokatem podkreślającym nieco ostre rysy jej twarzy).
- Cierpienie uszlachetnia, może warto się go trzymać?


It goes on, this world
Stupid and brutal
But I do not
I do not
Elaine Avery
Zawód : strażniczka pamięci
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
jestem z wieczoru,
który nie chce usnąć
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
in all chaos, there is calculation
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6750-elaine-avery#176175 https://www.morsmordre.net/t6767-appenine https://www.morsmordre.net/t6764-my-heart-is-made-from-gold#176786 https://www.morsmordre.net/f230-shropshire-ludlow-castle https://www.morsmordre.net/t6766-skrytka-bankowa-nr-1694 https://www.morsmordre.net/t6765-e-avery
Re: Winny Salon [odnośnik]16.08.21 11:26
Elegancja francja, Lady Avery jawi mi się niczym anioł bo nie tylko nie spodziewałem się jej tutaj, ale też nie sądziłem, że kiedykolwiek zobaczę ją taką właśnie. Samą o sobie świadczącą. Chodzącą własną ścieżką. Podjęta dziś, albo wczoraj, decyzja, że jednak do mnie przyjdzie - dziś owocuje na moich oczach. Mnie jej widok cieszy niezmiernie. Byłem dotąd zapatrzony jedynie w jej powierzchowność, której pierwszy zachwyt nastąpił podczas pogrzebu Averego. Jak wielu innych, nie mogłem oderwać wzroku od wdowy, wcale nie spoglądając ni razu na katafalk. I po miesiącach zdobyłem się na ruch ryzykowny. Zaproszenie wysłane pod adres Averych, zostało zaakceptowane. Elaine, matka, archiwistka, osobistość, była żona, księżna serc i piękność dnia. A może i nocy.
Kiedy mnie w głowie tylko zabawa, tylko działania nastawione na zapominanie o wojnie, mam tu przed sobą tajemnicę skrojoną w najpiękniejszą z form.
- Obawiam się Pani, że mi już nic nie pomoże - ten moment w którym wyjawić miałbym czarność duszy, przemija, przeganiam go wzdechnięciem. Za jego sprawą otrzeźwiłem zmysły na tyle, by móc wspiąć się o kilka centrymentrów po kolumnie i być w pełni reprezentacyjnym gospodarzem. Odpycham się ręką, ale jeszcze kilka razy będę się musiał wesprzeć, nim stać zdołam o własnych siłach. - Lady Elaine, jestem zaszczycony, pozwól, że oprowadzę Cię po przyjęciu. Zobaczysz ze mną... cały ten świat - machniętą ręką pokazuję o co mi chodzi. O tych panów całych w złocie, którzy biegają za półnagimi paniami. I o te panie, które jedzą ciastka rozłożone na piersiach. I o tych chłopców, którzy grają muzykę przebrani za bożków. I o migotające świece, które przerywają wygodą ciemność w swój niewymuszony, przyjemny sposób. A skoro już jej pokazałem, postanowiłem zwrócić swoją twarz ku niej i znów skupić się na pani Avery. - Pięknie błyszczysz. Czy pozwolisz, żebym zamówił Twoją rzeźbę i ustawił sobie w oknie? Byłabyś wymarzoną Wenus w typie Pudica - natchniony już widzę oczyma wyobraźni, jak Lady Elaine stoi w oknie mojego pokoju i chce się zakryć, bo nie sądziła, że będę spoglądał. A może wcale nie jest tak wstydliwa, może specjalnie czekała z okryciem się aż spojrzę w jej stronę?

Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Winny Salon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach