Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Komnaty Zachary'ego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Komnaty Zachary'ego   26.03.18 19:51

Komnaty Zachary'ego

Komnaty zamieszkiwane przez Zachary'ego podzielone są na część dzienną oraz część sypialną. Tą drugą – ukryta zdobionymi drzwiami – wypełnia przede wszystkim duże, choć proste łoże wyłożone dziesiątkami wzorzystych poduszek i nikt prócz najbliższych nie ma prawa tutaj zawitać. Znajduje się tu także niewielka część spełniająca funkcje łaźni. Część dzienna z kolei to duże pomieszczenie z reprezentacyjną kanapą umieszczoną pod ścianą wypełnioną oknami, ozdobioną kolejnymi poduszkami. Z uwagi na charakter mieszkańca tych komnat, wszystko utrzymane jest w należytym porządku i łatwo znaleźć tutaj regał wypełniony księgami, zwojami czy papirusami zawierającymi informacje związane z anatomią, zielarstwem, eliksirami. Pozostałą część wypełnia ogromny, gruby dywan oraz dekoracje charakterystyczne dla egipskich salonów. Szczególne miejsce pełni żerdź, na której przesiaduje raróg Zachary'ego, Ammun, spełniający rolę strażnika, by nikt niepożądany nie śmiał naruszyć prywatności Shafiqa. Całość wypełniają barwy charakterystyczne dla arabskiego wystroju.


Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 36
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnaty Zachary'ego   27.03.18 19:04

Odkąd pamiętał praktykował wstawanie ze świtem. Nim słońce zdążyło połaskotać go w podrażnione od snu oczy, Magnus dawno był na nogach, odżywiony, wykąpany, wypachniony irracjonalnie drogimi perfumami. Leniwy czas tuż po nie liczył się do zdrowych nawyków, a wylegiwanie się na tarasie z potężnym kubkiem smolistej kawy w samym szlafroku i wodą skapującą z wodnistych włosów należało do jego prywatnych rytuałów. Czasami w towarzystwie papierosa, czasami bez; obecnie i tak musiał zamykać szczelnie wszystkie okna, bo wysokie hałdy śniegu nie sprzyjały praktykowaniu wakacyjnych tradycji. Niezmiennie jednak był pierwszym domownikiem kręcącym się po zamku Beeston, nie licząc oczywiście uległej służby, przygotowującej dwór dla wygody jego mieszkańców. Wyprzedzał pianie kurów oraz wrzaski dzieci, oddanych pod opiekę mamek - mało która kobieta, w których żyłach płynęła krew Rowle'ów karmiła potomstwo własną piersią - rozkoszując się chwilowym spokojem oraz pełnym władztwem nad śpiącym królestwem. Jeszcze urojonym, niepełnym, aczkolwiek Magnus głęboko wierzył, iż jemu przypadnie w udziale spuścizna wuja Salazara, a wówczas przyje mu napawać się swoją mocą nad Beeston również w pełnym słońcu południa. Które miało stać mu się dziś bliższe niż kiedykolwiek; ciekawość wręcz zżerała Magnusa, sprawiając, że najchętniej zagrałby w dziecięcą grę, polegającą na przesunięciu wskazówek zegara do przodu i udawaniu, iż nie ma o tym najmniejszego pojęcia. Był znawcą historii oraz dawnych cywilizacji, badał dzieje magii od samego ich zarania, poświęcając tyleż samo uwagi wszystkim kręgom kulturowym. Naturalnie to z Europą związał się (i swoją wiedzę) najbardziej, lecz wschodnia i południowa tradycja magiczna nie pozostawała mu obca. Orientalna mitologia inspirowała Magnusa, choć raczej w kategorii mitów oraz antycznych wierzeń: magia z lekkim przymrużeniem oka, pożywka dla duszy, ale nie dla ciała. Co w idealnym związku powinno wszak łączyć się ze sobą w proporcjach perfekcyjnych i być nierozdzielne?
Miał żywą nadzieję, że Zachary zdoła nagiąć jego punkt widzenia pod innym kątem. Prawdę mówiąc, oczekiwał po młodym uzdrowicielu sporo zaskoczeń oraz opowieści: czymś musiał się odwdzięczyć, skoro to Rowle przejmował inicjatywę i stawał się organizatorem ich małego rauszu. Co z tego, że wetknął but między drzwi, niemalże siłą (przemoc słowna, nawet gorsza) wpychając się na wypielęgnowany trawnik rodu Shafiqów. Którym powinien pluć w twarz, a nie odwzajemniać powściągliwe skinięcia głową czy zdawkowe powitania. Każdy obcy to wróg, brzmiało to szczególnie idiotycznie w konfrontacji z kolorowymi czarodziejami, odzianymi na brytyjską modłę nawet w zaciszu swej rezydencji. Ich brak w skonfliktowanych rodzinach także zadziwiał Magnusa, lecz dzięki temu czuł się swobodnie w egzotycznych wnętrzach, gdzie służba chodziła boso i wachlowała swych panów archaicznymi wachlarzami z olbrzymich liści. Przystanął przed lustrem w bogatym holu - prowadzący go chłopiec mógł czekać, podobnie jak Zachary (ten wszak nie śpieszył się z listem wcale) - dokładnie oceniając swoją aparycję odbijającą się przed złotą mozaiką. Śniada cera ładnie komponowała się z soczystymi barwami, jakimi wyłożono korytarz, brązowe oczy błyszczały zadziornie spomiędzy opadających splotów ciemnych kędziorów, spokojnie mógłby urodzić się jednym z nich. Zaśmiał się ochryple, gdyby był bękartem, czułby do matki jedynie wdzięczność (oraz podziw dla jej sprytu), mimo że identyfikował się ze swym nazwiskiem oraz nałożonymi przez nie obowiązkami. Nieco... lekceważonymi, przynajmniej teraz, gdy samodzielnie otwierał wielkie wrota, chroniące dostępu do komnat Zachary'ego, a w kieszeni obracał mu się jedwabny woreczek mający stanowić urozmaicenie oraz główną atrakcję wieczoru.
-Ile warstw tak dokładnie masz na sobie? - spytał kpiąco, zsuwając ze stóp buty i idąc w stronę wyłożonego na szezlongu? leżance? mężczyzny. Zasiadł na meblu naprzeciw, pozbywając się również swej szaty w kolorze głębokiej śliwki; drogi materiał walał się obok butów jak kawałek brudnej szmaty, podczas gdy Magnus został okryty wyłącznie cienką koszulą z długimi rękawami. Dyskrecja była konieczna, Mroczny Znak nie służył zdobywaniu poklasku, oznaczał wyróżnienie, lecz tylko w zamkniętym gronie, do jakiego Zachary jednak nie należał.
-W Anglii zazwyczaj tylko biedacy chodzą na boso. Biedacy i pomyleńcy - wygłosił pierwszą prawdę, której mógł jeszcze nie znać - wszak ile lat spędził w Wielkiej Brytanii?
-Gości częstujemy alkoholem albo kawą, nie znam nikogo, kto o siedemnastej rzuca wszystko, by rozsmakować się w herbacie. Może poza Lovegoodami - podzielił się wesołą myślą z dowcipem, jakiego Zachary nie mógł złapać.
-Latający dywan rożni się czymś od takiego eee zwykłego? Nie chciałbym przypadkowo na jakiś nadepnąć - zdradził swój niepokój, bez pozwolenia chwytając za stojącą przed nim butelkę wina i nalewając z niego obficie do dwóch kieliszków. Mógł posłużyć się do tego smagłym niewolnikiem, lecz ręce mu nie odpadną od tego. I sam skontroluje ilość trunku, prawie przelewającego się przez ścianki naczynia.


Powrót do góry Go down
Zachary Shafiq
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
My manner, sir; it looks insubordinate but it isn't, really.
OPCM : 7
UROKI : 5
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty
 magic

PisanieTemat: Re: Komnaty Zachary'ego   16.04.18 18:47

Korespondencja prowadzona w ciągu ostatniego czasu z Magnusem stanowiła dla Zachary’ego przednią rozrywkę. Listy wymieniane z wymieniane z wyniosłem lordem były wyzwaniem, którego podejmował się bez cienia wątpliwości. Nie uważał siebie za tchórza, choć za takiego można było go uważać, skoro lawirował w niebezpiecznym labiryncie neutralnych przekonań. Nie dzielił się swoimi prawdziwymi opiniami z każdym. Wyrażał poglądy zgodne z rodzinnymi przekonaniami, prawdziwe pobudki pozostawiając własnym rozważaniom. Odpisując na kolejny list Magnusa, walczył z pokusą otarcia się o tematy dotychczas skrupulatnie omijane, lecz chęć tę powstrzymał, będąc dumnym z treści przenoszonych przez Ammuna. To właśnie ze swoim nierozłącznym towarzyszem dzielił się wszelkimi przemyśleniami związanymi z korespondencją, którą dla niego dostarczał. Był nawet skory udzielić mu kilku rad, jak powinien obnosić się w przypadku tego konkretnego czarodzieja. Nie mógł przecież zaszczycić go ptak jałowy i niewyraźny, skoro on sam pośród angielskiej socjety prezentował się dosyć szczególnie. Wyróżniając się, miał tę szansę bycia zapamiętanym nie tylko podług słów jak Cię widzą, ale też dostawał okazję skłonienia kilkorga z nich do przemyśleń, czy rzeczywiście warto zawierać przymierze z kimś tak innym. Gra słów, maska na twarzy i uważne, wysoce obojętne słowa nie zdołały zwieść Rowle’a na drogę, którą Zachary dla niego widział. Jako uzdrowiciel wyznaczał ścieżki dla swoich pacjentów, by móc nimi kierować i nadzorować, ażeby postępowali dokładnie z wyznaczonym przezeń harmonogramem. Porównanie to wprawdzie nie odzwierciedlało dobrze tego, jak żyła brytyjska arystokracja – a szczególnie lordowie z Północy – jednakże stanowiło na tyle prostą ideę, aby jego własne chęci czynienia władzy nie kolidowały z zawieranymi przyjaźniami. Był w stanie, nawet chciał, pokusić się o to stwierdzenie wobec Magnusa. Nie znał motywów, które nim kierowały i już samo to powinno go odrzucać, lecz dostrzegał pewne podobieństwo do Ramesesa i najwyraźniej to zaważyło na podjęciu tej znajomości.
To, jak owa znajomość się rozwijała, było czymś, czego Zachary nie był w stanie do końca zrozumieć. Istniało pełno niedomówień i eufemizmów, którym nie potrafił jeszcze sprostać, choć to różnice światopoglądowe dawno temu powinny ukrócić chęć przebywania w towarzystwie Rowle’a. Mimo to żył ciekawością tego, jak naprawdę żyli brytyjscy szlachcice. Wprawdzie był jednym z nich – za ich sprawą jego ród posiadł honorowy tytuł szlachecki – jednak to nie oddawało pełni tego, jaka była rzeczywistość. Wciąż wiele się dowiadywał i wielu z nim zawdzięczał to, czego się nauczył. Głośno nie dziękował wszystkim, woląc ciche szepty i drobne aluzje, dzięki którym budował to wszystko od lat. Nie chciał być kimś, kto zbierał laury tylko za zawartość skrytki u Gringotta, pozycję i tytuły wypisywane przed nazwiskiem. Może dlatego też nie bał się wkroczyć pośród wrony, kiedy już przybył do Anglii. Zajęło to trochę, nim przemógł się i zaczął być kimś więcej niż cieniem w rodzinnych spotkaniach, które organizowano w rezydencji, ale dzisiaj powoli zbierał tego owoce. Jeśli tylko był w stanie nazwać owocem sytuację, w której wpuszczał kogoś spoza Shafiqów do swoich komnat. Prędzej okazję tę nazwałby zatrutym jabłkiem, a jednak właśnie to miało się stać. Godzina sądu zbliżała się nieubłaganie i Zachary nie zrobił nic, by temu zapobiec. Był gotów stawić czoła wkroczenia na jego teren, by zabawić swojego gościa kilkoma uroczymi historiami o egipskiej socjecie. Nie sądził, żeby Rowle był gotowy na pełne poznanie tego, czym charakteryzowała się jego kultura, choć znali się całkiem długo. Nie, na to Magnus Rowle nie zasłużył. Wkroczenie w pełnię prawdziwych Shafiqów było zaszczytem, na który mogli liczyć jedynie nieliczni i żadne prezenty czy próby przekupstwa nie pozwolą się ku niemu zbliżyć. Zamknięty świat musiał taki pozostać, jak zamknięte były drzwi do jego komnaty.
Leżąc wyciągniętym na rogowej części długiej kanapy, pełniącej rolę szezlonga, wyłożonej dziesiątkami poduszek tak, aby zażyć jak największego relaksu w półleżącej pozie, przeglądał jeden ze starych papirusów, które pozwolił sobie przywieźć z aleksandryjskiej biblioteki. Linie arabskiego pisma niemal czule otaczały rysunki, symbole i hieroglify, jakby miały zostać przeklęte za choćby najmniejszą próbę naruszenia ich granic. To, o czym papirus traktował zdawało się ulatywać mu z głowy. Próba czytania czegoś pożytecznego stanowiła jedynie wypełnienie czasu oczekiwania na przybycie gościa, skoro był już gotowy na jego podjęcie. Jeśli Magnus postanowił węszyć pośród korytarzy posiadłości, nie chciał być w jego skórze. Służba dostała jasny przykaz, by poprowadzić go tutaj i być gotową na spełnienie wszelkich zachcianek. Zbyt dobrze wiedział, że uraczenie gościa herbatą byłoby czymś nietaktownym wobec Rowle’ów, toteż zawczasu polecił dostarczyć butelkę wina i kieliszki, by cierpliwie czekały na niskim stoliku otoczonym poduszkami. Nie było co liczyć na rozsiadanie się w fotelu.
Spojrzenie Zachary’ego skierowało się ku otwierającym drzwiom, a brwi uniosły ku górze, gdy ujrzał Magnusa własnoręcznie czyniącego to, czym zajmowała się służba. Na jego twarzy pojawił się podobny uśmiech jak u starszego mężczyzny, choć w jego przypadku wyrażał rozbawienie i być może odrobinę politowania dla nieprzestrzegania zasad panujących w tym domu. Tym samym przez moment zastanawiał się, dlaczego nie pomyślał o służbie, by dokonała tego za Rowle’a, jednak chwila zwątpienia szybko znikła. W cieniu korytarza czekała służba, gdyby czegoś potrzebował.
Pomijając mój szal? — zapytał, wciąż leżąc na szezlongu niczym jeden z faraonów, którym jego rodzina dawno temu służyła. Ze swojego miejsca uważnie obserwował poczynania Magnusa, starając się nie zaśmiać, gdy zdejmował buty i wierzchnią część szaty, rozgaszczając się bez wyraźnego przyzwolenia. Kogóż to zaprosił w swoje progi?? Bogowie najwyraźniej postanowili dziś z niego zakpić.
Czuję się niezwykle zaszczycony, lordzie Rowle — odpowiedział, robiąc pauzę przy nazwisku Magnusa, aby obrzucić go uważnym spojrzeniem pełnym cynicznych iskierek – że postanowiłeś zostać biedakiem, którym tak gardzisz. To fascynujące móc obserwować twój upadek. — Dokończył, posyłając mu lekki uśmiech z pewną dozą ostrożnego spojrzenia, by zważał na swe słowa. Mógł być tym, kim był, jednak zdawał się odebrać dobre wychowanie i powinien wiedzieć, jak się zachowywać. Jeśli nigdy nie nabrał ogłady, Ammun na żerdzi był więcej niż chętny go tego nauczyć.
Zerkając w stronę raroga, wyciągnął rękę, gestem tym przywołując go ku sobie. Nie chciał korzystać ze swojego daru w obecności kogoś, kto mógł stać się wrogiem. Czując uchwyt pazurów sokołowatego, drugą ręką sięgnął ku jego dziobowi i ostrożnie przesunął palcem, nabierając odrobiny cierpliwości wobec Magnusa. Maat mu świadkiem, że harmonia mogła zostać zaburzona zbyt szybko.
Oczywiście — przytaknął krótko słowom mężczyzny, zmieniając pozycję tak, by być zwróconym ku niemu, pozwalając Ammunowi odlecieć na żerdź, a lekkim szatom zsunąć się na podłogę. — Być może kiedyś zechcesz skosztować prawdziwej… herbaty. — Zasugerował ostrożnym tonem, ostatecznie siadając i opierając się o poduszki, dając gołym stopom odrobinę wytchnienia w kontakcie z chłodną podłogą. Lekki dreszcz dotarł aż do czubka głowy, niosąc cichą ulgę w obliczu otaczającego go zewsząd ciepła.
Nie sądzę, by latające dywany były twoim zmartwieniem — odparł lekko, patrząc na kieliszki wypełniane winem. Zwykle ten skromny rytuał pełniła jedna ze służących, czyniąc to z oddaniem i uwielbieniem dla zajęcia, które kochała, tak jak Zachary wielbił patrzenie na cały proces. Tutaj jednak harmonia nie miała miejsca i był wyraźnie rozproszony, może nawet zawiedziony, że czyn ten nie został wykonany zgodnie z zasadami. Wątpił jednak, aby Magnus przestrzegał jakichkolwiek zasad.
Na twoim miejscu martwiłbym się o dywany wciągające niczym ruchome piaski — odezwał się, sięgając po kieliszek, jedynie zerkając w stronę Magnusa, by uważnie przyjrzeć się jego reakcji. Mimo zaburzonej harmonii to spotkanie mogło być interesujące. Dużo bardziej interesujące, jeśli potoczy się tak, jak zastrzegł w liście.
W dobrym tonie, Magnusie, jest przynieść gospodarzowi jakiś prezent. Czyżbyś zapomniał o wilczym futrze dla mnie? — zapytał jeszcze cicho, nim ostatecznie zatopił usta w winie.




Do just what

you want to
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 36
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Komnaty Zachary'ego   22.09.18 11:55

Dwór Shfiqów w niczym nie przypominał ponurego zamczyska ukrytego za koronami starych drzew magicznego lasu; przestrzeń zdawała się go wypełniać, a Magnus miał irracjonalne poczucie, iż nieustannie znajduje się na zewnątrz. Równina, a może płaskowyż, ale przede wszystkim szeroki i nieograniczony horyzont, rozkosznie kontrastujący z ostrymi kantami siedziby brytyjskiej arystokracji. Szerokich korytarzy nie wypełniał co prawda zapach rdzy, a ogromne okna początkowo budziły w nim wyłącznie niechęć i wzdraganie się przed sprzedawaniem swej prywatności, lecz ledwie postawił kilka kroków w głąb tej jaskini cudów, a już poczuł się dokładnie na miejscu. Słońce mrowiło przyjemnie jego skórę nawet przez szklane tafle szyb, przepuszczających południowe ciepło, jakie zdawało się ciągnąć za przybyszami aż do Anglii. Bardzo sugestywnie, lecz Rowle wyraźnie odczuwał, iż temperatura jest tu nieznacznie wyższa niż w innych częściach Brytanii, jakby egipscy władcy szczątkowo poskromili pogodę i na obcych ziemiach tworzyli swoje przytulne schronienie. Orient zawsze fascynował, tylko głupcom oraz ignorantom oczy nie świeciły się na widok innych tradycji, które przebyły długą drogę kulturowego dziedzictwa. Pełną przeszkód nie tylko fizycznych: właściwie setki mil, rozległe morza czy spiętrzone góry dla czarodziejów tak potężnych jak Shafiqowie były gratką, odwrotnie od ludzkiego uprzedzenia, mogącego czynić ich żywot w Europie całkiem... problematycznym. Tkwiło w tym sporo niedopowiedzenia, gdyż hermetyczny świat szlachty - na przekór wpajanym wartościom oraz pierwszorzędnemu celowi, jak winien im (arystokratom) przyświecać - podzielono (chyba) nieodwracalnie serią uprzedzeń. Poglądowych oraz rasowych i tak, jak Rowle całą duszą opowiadał się za wykreśleniem Wesleyów ze skorowidza czystości krwi (lub wybicia wszystkich ich potomków), tak nietolerancje wynikające z podążaniem za zupełnie inną modą uważał za jawną kpinę, ośmieszającą wizerunek lordów. Zachary był więc dla niego istnym p r o m y c z k i e m, idealnym kompanem szlacheckich rozrywek, które u co bardziej konserwatywnych błękitnokrwistych wywołałby zapewne migrenę do kompletu ze szczękościskiem. Magnus nie potrzebował innego powodu, nie musiał także darzyć Shafiqa rzeczywistą sympatią, aby dumnie pokazywać się ze śniadym szejkiem i publicznie okazywać mu swoje względy. Korespondencja nigdy nie umykała czujnemu oku nestora, rozmowy prowadzone w kuluarach bywały gęsto monitorowane; ściany miały uszy, a w ich świecie nieopatrznie wyplute słowo mogło spowodować lawinę niefortunnych zdarzeń. Dyplomatycznych i nie tylko, ale przecież Magnus wręcz wychodził ze skóry, by nieco ocieplić wizerunek zamkniętego w sobie rodu. Wojen nie wygrywa się w pojedynkę, osamotnieni stawali się łatwym łupem, więc przychylność ościennych rodzin była w jego mniemaniu konieczna. A jeśli zdobywaniu sojuszników towarzyszyła dobra zabawa, piękne kobiety (naturalnie będące jedynie estetycznym wypełnieniem) i przednie wino, to Rowle nie miał nic przeciwko podobnym poświęceniom. Teoretycznie to jego brat powinien się tym zająć, lecz uparty jak osioł Louvel wolał gadać ze zmarłymi (a ponoć trup nic już nie powie) aniżeli dbać o kontakty, mogące procentować. Brzemię osiadło na szczupłych barkach Magnusa, lecz losy ważyły się, hacząc o niewyparzony język i chłopięcą beztroskę. Chyba nigdy naprawdę nie dorósł i rekompensował sobie braki z dzieciństwa zabawą w Piotrusia Pana. Na serio marzył, żeby odlecieć. Krytycznym wzrokiem zmierzył Zachary'ego, rozciągniętego w artystycznej pozie na obłożonej poduszkami leżance. Mężczyzna prawie niknął w stosie barwnego puchu, a kolorowe szaty znacznie utrudniały lokalizację gospodarza, szlachecko rozleniwionego, skrzętnie korzystającego z wolnego od obowiązków dnia.
-Tak. Jestem ciekaw, jak wcześnie musisz wstawać, by zdążyć na poranny dyżur i nie pominąć żadnego fikuśnego elementu. Dopijasz kawę w domu? - spytał z kpiącą troską, lustrując fałdy materiału na ciele Shafiqa. Fascynował go, choć na razie zaskrabił sobie uwagę godną ciekawostki przyrodniczej, ot, wybryku natury, przyciągającym wzrok niebanalną aparycją. Kolory, jakie powinny go odrzucać, przyciągały - sprytny wybieg Matki Natury sprawdzał się jak widać nie tylko na przykładzie durnych zwierząt, kierujących się prosto w paszcze barwnych drapieżników, ale działał również na ludziach. Czy ze strony Zachary'ego coś mu jednak groziło?
-Liczę, że zatrzymasz to dla siebie. To będzie nasza mała tajemnica, co ty na to? - zaproponował przekornie, wiedząc, że wkrótce znajdzie swój rewanż i temat do wstrząsających salonami ploteczek. Których serdecznie nie znosił, chyba że wirowały wkoło ministerialnych intryg i knowań rozgrywających się na poziomie skandali międzynarodowych. Wieści ze Skandynawii niezmiennie przyprawiały go o szybsze bicie serca, na starość zrobił się nostalgiczny i stęskniony za surowym klimatem norweskiej głuszy i twardymi negocjacjami brodatych wikingów wtłoczonych w absurdalnie eleganckie szaty. Trzepot skrzydeł innych niż sowie od razu go zaalarmował: słyszał o więzi Zachary'ego z jego podopiecznym, lecz teraz miał okazję ujrzenia tej miłości na żywo. Lśniący dziób stworzenia zdawał się ostrzegać na równi z czujnym, ptasim spojrzeniem - a więc nawet i zwierzę dawało mu do zrozumienia, że to on jest tutaj intruzem.
-Zmartwieniem? Bynajmniej - zaoponował, bawiąc się kieliszkiem, pełnym już zaledwie w połowie, bo przybył tu, żeby się upić, a nie delektować bukietem wybornego wina - są alternatywą. Zachowują się jak zwierzęta, czy ich dosiadanie bardziej przypomina panowanie nad miotłą? - uściślił, przesuwając bosymi stopami po włóknach barwionej tkaniny. A więc zwyczajny dywan, który nie wyrwie mu się spod nóg, upokarzająco przewracając na kolana.
-Impertynent - rzucił ze spokojem, dopijając wino i hojnie wlewając sobie drugi kieliszek. Alkohoł był wyrazisty, lecz słodki, przelewał się przez gardło praktycznie jak woda, nie drapiąc, nie piekąc, więc Rowle czuł się na siłach wypić i pięć butelek. Uśmiechnął się do Zachary'ego, a zęby obnażone w tym wilczym grymasie zastukały o przejrzysty kryształ - nie będziecie nam potrzebni - odwrócił się przez ramię i gestem odprawił służbę Shafiqa, nie przejmując się zupełnie, że nie posiada nad nimi żadnej władzy. Dopiero, kiedy trzasnęły drzwi, Rowle wyjął z kieszeni jedwabny woreczek i przesunął go w stronę Zachary'ego na niskim stole.
-Poczynisz honory? - uniósł brew, sugestywnie podwijając prawy rękaw koszuli aż do łokcia. Jasne, mógł zabrać go na gonitwę najlepszych wierzchowców Carrowów albo ograć w pokera, ale ostnio nudził się wybitnie i tanie rozrywki przestały dostarczać mu potrzebnych bodźców. Odpłynąć w świecie antropomorficznych bóstw, przeżyć przygodę na gruncie na wskroś obcym, a przez to mniej rzeczywistym - tak, to dawało szansę na chwilowe ukojenie.


Powrót do góry Go down
 

Komnaty Zachary'ego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Wyspa Man, siedziba rodu Shafiq-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18