Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 [sen] Bajka o małych gąskach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde https://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 https://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t3930-skrytka-bankowa-nr-429#74545 https://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
Zawód : gajowa w Hogwarcie
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
your worst battle
is between what you know
and what you feel
OPCM : 12
UROKI : 4
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 16
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/37
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: [sen] Bajka o małych gąskach   02.04.18 19:29

Poczuła wiatr na skroniach. Nieznany, chłodny wiatr, ale kojarzący się z ciepłymi dolinami pełnymi drzew, które po same czubki gałęzi opakowane były świeżymi owocami; kojarzący się z dniami, które kończą się spacerem na wyklepanej drodze, rozmawiając o tym, jaką bajkę przeczytamy tym razem; kojarzący się z wieczorami spędzanymi w ciszy, przy akompaniamencie tykających zegarów i liściach śliwy szeleszczących kołysankę. Czuła zapach świeżych jabłek i promienie słońca, które przeskakiwały po jej twarzy na zmianę z ciemnymi plamami cienia. Wiedziała, gdzie jest, co było dość osobliwe zważywszy na to, że dokładnie pamiętała, że kładła się przed chwilą spać. Mimo to świat, który gromadził się dookoła niej, wydawał się być tak znajomy i tak niesamowicie prawdziwy.
Otworzyła w końcu oczy, mrugając kilkukrotnie, zanim przyzwyczaiła się do ciepłego, popołudniowego światła. Wiedziała, gdzie była – w Szkocji. Odwróciła się, szukając za sobą domku, o którego istnieniu była absolutnie przekonana, jakby zyskała w ciągu kilku sekund, podczas których jej powieki opadły, nową wiedzę, nowe życie i nową świadomość. Stał tam. Otoczony niewysokim płotem, którego sztachety ledwo dwa dni temu zostały pomalowane przez Herewarda i… bliźniaki. Wiedziała o tym. Dokładnie wiedziała również, na którą z nich spojrzeć, żeby sprawdzić, czy wciąż utrzymywał się na niej błękitny ślad po dziecięcej dłoni. A obok niej drugi, niemal identyczny, ale zrobiony różową farbą. Były tam oba, co w tej chwili wydało jej się absolutnie fascynujące.
Lekki szelest trawy wyrwał ją z tej fascynacji, przypominając, że w palcach trzymała przed chwilą jakiś mokry materiał. Spojrzała pod stopy i nachyliła się, by go jeszcze raz pochwycić i rozprostować w palcach. Ogrodniczki. Brązowe, czyste, pachnące znajomą mieszanką aromatycznych olejków, której używała w domu jej matka. Rumianek i piwonie. Słodycz wpędzała Eileen w jeszcze głębszy sen. Sen, którego istnienia nie była wcale świadoma. To wszystko przecież było takie naturalne.
Obróciła się i rozejrzała po sznurkach związanych od drzewa do drzewa, na których część świeżego prania już się suszyła. Powiesiła chłopięce, maleńkie ogrodniczki i przypięła je drewnianymi klamerkami.
Zerknęła na zegarek owinięty wokół jej nadgarstka. Wskazówki nie zawsze na nim były. Konikowi polnemu, któremu oddała nad nim władanie, często znikał. Ale wiedziała, że powinny się już zbierać. Obie.
Betty! – zawołała, biorąc wiklinowy, pusty kosz pod bok i powoli wracając do domu. Domu, ich własnego, prawdziwego, tego, o którym zawsze marzyła. Prostego, ozdobionego przed wejściem łukiem z błękitnych róż, nienaturalnych, niepasujących nieco do krajobrazu, ale za to przepięknych. – Musimy odebrać babcię z pociągu!
Otworzyła drzwi, które tak przyjemnie skrzypnęły, tak miękko, tak rodzinnie. Na magicznym zegarze, wiszącym w kuchni nad kalendarzem z przyczepionymi do niego dziecięcymi rysunkami, poruszyła się wskazówka z owalnym zdjęciem Eileen i zatrzymała się na pozycji „dom”. Wskazówka Bathildy Bartius była w tym samym miejscu. A Barty'ego i Albusa gdzieś między „domem” a „miastem”.
Betty, gdzie jesteś? – zawołała jeszcze raz, zerkając na stół. Został na nim talerz z resztkami zupy. Zauważyła zielone krążki groszku. Uśmiechnęła się.
A tata mówił, że zielony groszek to ulubione warzywko małych gąsek!




The responsibility of love:
To keep another's heart safe

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: [sen] Bajka o małych gąskach   08.05.18 0:31

Pędząca Bathilda prawie że otarła się o stojące przy ścianie miotły; nie chciała zatrzymać się dla ich grubego kota i swe imienniczki z portretu na ścianie, choć starowinka wyciągnęła do niej rękę; nie chciała zatrzymać się także i dla matki, na którą niemalże wpadła i która wołała wciąż Betty!, jakby mówiła jesteś mi potrzebna. Ale dziewczynka leciała, jak ptak, jak spadająca gwiazda, jak strzała. Jakimże to pragnieniem była pędzona, przez kogo wystrzelona i w jaki cel - kto mógł to wiedzieć? Czy ma przed oczyma wizję elfów, czy nieśmiałków, czy może też baśniowego królestwa, które kryło się na dnie jeziora Loch Ness?, rozmyślał portret, a może pędzi tak dla samej rozkoszy biegu? Nikt tego nie wiedział, a kiedy Eileen powtórnie zawołała: Bathildo! z nutą przygany w głosie - żywy pocisk zatrzymał się w pędzie i ociągając zawrócił do pani Bartius, by mogła przyjrzeć się jej jak należy. Nieważne, że patrzyła na nią codziennie i doskonale znała każdy cal drobnego ciałka, które wydała na świat przed sześcioma laty; za każdym razem badała ją uważnie, lecz z niezwykłą czułością. Bathilda, stanąwszy przed mamą, splotła przed sobą drobne rączki i uśmiechnęła się promiennie; sto dziewiętnaście centymetrów i szesnaście kilogramów słodyczy o błękitno-szarych oczach obleczonych ryżymi rzęsami i piegowatej buzi okalanej przez płomiennie rude pukle, które w spadku przypadły jej po ojcu.
- Babcię? - powtórzyła Betty, otwierając szerzej oczy, które rozbłysły nagle z ekscytacji; radosna mina ustąpiła jednak miejsca ustom wydętym w podkówkę, gdy podążyła za spojrzeniem mamy - i dojrzała talerz z resztkami zupy. - Mamusiu? - nagle zadała Eileen pytanie konspiracyjnym szeptem, gestem drobnej rączki zachęcając ją, by się ku niej pochyliła. Kiety to uczyniła, zbliżyła się do mamy, coby wyszeptać jej coś do ucha, zasłaniając je przy tym dłońmi, aby nikt - absolutnie nikt - nie mógł tego usłyszeć. - Fiołek powiedziała, ze wcale nie lubi groszku - zdradziła jej tę tajemnicę szeptem, bo gdy tatuś tak powiedział, nie omieszkała sprawdzić tej wątpliwej informacji. Groszek był przecież niesłychanie niesmaczny, dlaczego gąski miałyby go lubić? Betty spojrzała w stronę drzwi balkonowych, za którymi dojrzałą Fiolek - drobną gąskę o śnieżnobiałych piórach. Wybrała jej takie imię przed kilkoma miesiącami, bo uwielbiała fiołki i nie przyjmowała do wiadomości, że to nieodpowiednie imię - było najlepsze, bo samej gąsce też się podobało. A Betty potrafiła z nią przecież rozmawiać, to wiedziała o tym najlepiej.
Cofnęła się o krok, spoglądając na mamę z miną bardzo poważną, kiwając głową tak, jakby mówiła: niestety, święty Mikołaj nie istnieje, mamusiu, przykro mi. Tego by jednak nie powiedziała, bo wciąż zostawiała dla niego w zimową noc szklankę mleka i talerz dyniowych ciasteczek. Rozpogodziła się jednak bardzo prędko, gdy przypomniała sobie o czym mama mówiła przed chwilą. - Idziemy po babcię? Zabierzemy Fiołek? Na pewno się jej spodoba! Proszę! Proooooszę! Zgódź się, mamusiu! - drobne rączki złożyła razem, w proszącym geście, uśmiechając się przy tym najpiękniej jak umiała; już nie mogła się doczekać, aż zobaczy babcię. Ciekawe, czy przywiezie jej trochę serniczka?




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
 

[sen] Bajka o małych gąskach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Griselda Andersen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18