Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 [sen] Dziewczynka i wilk

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lysandra Vablatsky
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t5781-lysandra-vablatsky#136398 https://www.morsmordre.net/t5783-zwierzeta-ze-smiertelnego-nokturnu https://www.morsmordre.net/f94-smiertelny-nokturn-17
Szepciuszka
7
Czysta
Panna
ptaki cichną w nocy czerń
bydło zasypia, gdy zapada zmierzch
i tylko ty nie śpisz, Duszko ma
0
0
0
0
0
0
5
0
Jasnowidz

PisanieTemat: [sen] Dziewczynka i wilk   12.04.18 1:43

Las ze snów Lysandry był miejscem ogromnym, kryjącym w swoich progach przede wszystkim zwierzęta. Był jak jeden wielki, żyjący organizm, w którym niezmiennie ktoś oddawał swoje życie, by inni mogli przeżyć następną noc. Bo tutaj wiecznie trwała noc. Jedynym dobrze znanym jej światłem nie były promienie słońca, a księżyc, olbrzymi i lśniący, oraz gwiazdy, rozsiane po granatowo-czarnym płótnie niczym drobiny rozkruszonych diamentów. Być może był tu kiedyś dzień, a zza horyzontu, który wiecznie przesłaniały drzewa, wyglądała kopuła oślepiającego blasku, ale sama Lysa nigdy go nie widziała. Doskonale dogadywała się ze wszędobylską ciemnością, z jej ciszą przerywaną jedynie przez cykady, brzęczący lot drobnych owadów i szelest traw; z jej otulającą miękko ciemnością, która sprawiała, że wszystko dokoła paradoksalnie stawało się wyjątkowo wyraźne.
W Hogwarcie sny miewała niemal co noc. Na początku denerwowały ją, irytowały, mnogość kręcących się obok niej stworzeń doprowadzała ją do szału. Kocury wypełzały spomiędzy krzaków, myszy i szczury plątały się między źdźbłami traw, których pieśń nie była już taka dobra, tak intymna; wróble, gołębie i bez przerwy wrzeszczące sroki gnieździły się między gałęziami, które niegdyś zarezerwowane były na ich gniazdo – gniazdo jej i matki. Pełno było kąsających szerszeni i frustrującego mew, zupełnie nie pasujących do krajobrazu. Rzeka, która płynęła nieopodal, zaroiła się od ryb, co wyjątkowo mocno zaniepokoiło Lysę. Bo jeśli było pożywienie, szybko znajdą się też i drapieżniki. A drapieżniki zagrażały również i jej samej.
Tiara Przydziału pokierowała ją do domu Kruków, gdzie ponoć nadawała się idealnie – była mądrą czarownicą, jak powiedziała jest stara czapka, ale nie na tyle, by osiąść na laurach i nie sięgnąć po więcej. Sądziła, że znajdzie sobie podobnych, ale na jej drodze stawały tylko tchórzliwe króliki i patrzące na nią krzywo łasice. Musiała odnaleźć inne miejsce w lesie, gdy okazało się, że jej wizje, przestrzegające przed niebezpieczeństwem, są dla innych przekleństwem i powodem, dla którego nikt nie powinien mieć z nią nic do czynienia. I historia zatoczyła koło.
Odnalazła spokój w książkach, w nauce i przedmiotach, na które z chęcią chodziła. Nauczyciele wyjątkowo nie okazywali strachu przed tym, co po lekcjach może im zdradzić – albo udawało im się to umiejętnie schować przed jej oczami. Nie była wybitną uczennicą, ale przywoziła do domu dobre oceny, których matka mogła być dumna. I do samego domu wracała z mocno bijącym w piersi sercem. Do lecznicy skrytej wśród cieni Nokturnu; do Umhry, wciąż tak samo lojalnego, jak zawsze; do czarnowłosej, ukochanej matki, do której teraz tak bardzo się upodobniła.
I do snów – spokojnych, pozbawionych ogromu niepotrzebnych stworzeń; otoczonych cudowną ciszą i szelestem jej ukochanych traw.

Jej drobne, wronie szpony wczepiały się w niską gałąź, a skrzydła, posiadające już nie pucha pisklęcia, a prawdziwe, lśniące pióra, rozwijała od czasu do czasu, jakby gotując się do lotu. Paciorkowate, czarne niczym węgiel ślepia obserwowały doskonale znane tereny, od dłuższej jednak chwili skupiły się na jednym ich elemencie. Między dwoma rosłymi dębami rósł głóg – nigdy nie kwitł, stanowił tylko pusty szkielet dawnej chwały samej natury, nawet liście rzadko się na nim zieleniły. Ale stanowiły idealną kryjówkę dla wilków. To zawsze stamtąd wychodziły. Złote ślepia jednego z nich błyszczały tylko zza głogu.
Dobrze go znała. Jego czarne futro i sprężysty krok. Szczęki rozwarł tylko raz, doskonale pamiętała – Wronę w konwulsjach, ogara o ślepiach czerwonych i błyszczących, jego ślinę skapującą z obnażonych kłów. Upiorna wizja z biegiem lat zamieniła się w lekcję zaufania. Przychodził do snów coraz częściej. Coraz częściej wyglądał zza głogu. Mimo to trzymała go na dystans, nie do końca wiedząc, czy powinna pozwolić sobie na przełamanie granicy między nimi.
Dzisiaj również się pojawił. Skrzyżowali spojrzenia – Wrona i Wilk – obserwując siebie nawzajem, ale nie jako ofiara i drapieżnik. Nie byli dla siebie zagrożeniem. Stali na równi, chociaż Lysandra dzięki niemu dowiedziała się, co znaczy słowo ojciec.
Najniżej położona gałąź zniżyła się, kiedy wrona złożyła ciężar swojego ciała na szpony i rozwinęła skrzydła, wzbijając się do lotu. Ciche krakanie poniosło się po zatopionej w czerni polanie, między piórami zafurkotał wiatr. Była pewna, że żółte ślepia prześledzą dokładnie jej lot i będą wiedziały, dokąd się uda.
Nie była jednak pewna, czy czarne futro poruszy się na biegnącym w jej stronę ciele.
Od kiedy to małe dziewczynki kusiły do siebie groźne wilki?




i have never known peace like the grass that yields to me
i have never known sleep like this slumber that creeps to me

Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
When I hear that trumpet sound I'm gonna rise right
out of the ground.
There ain't no grave can hold my body down.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: [sen] Dziewczynka i wilk   15.04.18 14:24

Nim wilki założą swe stada, żyją w samotności. Przemierzają tysiące kilometrów, popełniają błędy, których konsekwencje czasem noszą pod grubym futrem całe swoje życie. Uczą się przetrwania, walki z losem, ze światem, który je otacza, na własną rękę poszukują swojej ścieżki i dążą do indywidualnej siły. Był jednym z nich. A jednak kolor jego sierści odbiegał od pozostałych. Była czarna i gruba, chroniąca przed srogim zimnem, choć nie pasował do krajów wiecznych mrozów. Na śniegu pozostawał widoczny, odstraszał zwierzynę, nie wpasowywał się w stada swych szarych pobratymców. Stał się dla nich obcy. Pod osłoną nocy jednak znikał wszystkim z oczu, stapiał się z ciemnymi drzewami, pogrążoną w mroku trawą, kolczastymi krzewami. Tylko żółte ślepia, niczym dwie małe gwiazdy błyszczały w ciemności.
Przesiadywał pod głogowym krzewem, którego czarna kora dobrze ukrywała ciemne bydle. Pojedyncze liście lekko drżały na wietrze. Zdawały się ledwie trzymać gałęzi, poruszały się niespokojnie, jakby przy silniejszym podmuchu miały dać ponieść się z prądem powietrza i zniknąć w ciemności. Cierniste gałęzie zapewniały bezpieczeństwo w trakcie odpoczynku, żadne zwierze lekkomyślnie nie przedzierałoby się przez nie, by trafić wprost do rozwartej paszczy potwora. Wychodząc z kryjówki, czasem napotykał siedzącą na drzewie wronę. Dni, w których gniazdo wysoko ponad głogiem rozbrzmiewało raz po raz od pisklęcego krzyku już dawno minęły. Niewiele uwagi wtedy zwracał na ptaki, żyły własnym życiem, nie ingerując w codzienne życie wilka. Kiedy świat stawał na głowie, on dążył do samorealizacji, piął się w swoich zamierzeniach coraz wyżej, przesuwał ustanowione przez siebie granice coraz dalej. Mijające dni ściągały nad jego głowę ciemne, burzowe chmury, zwiastowały niekończącą się noc — czas, w którym czarny wilk urośnie w siłę. Wychodził z głogu i ruszał na łowy, czasem powracając po kilku godzinach, czasem po kilku dniach nieobecności. Nigdy jednak nie opuszczał swojego terenu na długo, codziennie patrolując wilczy rewir. I tak było dopóki na jego drodze nie stanęły inne wilki; szare, trzymające się w jednej watasze. Nie pobratymcy, obce, wrogie stwory, które podążając za jego zapachem dotarły aż tutaj, do jej lasu, do jej krainy snów. Wyszedł z tego starcia cało, lecz był ranny, wygłodniały, osłabiony, a dookoła obce wilki wyły swe złowrogie pieśni do księżyca. Ruszyły za nim w pogoń. I wtedy po raz pierwszy pojawiła się wrona. Kracząc głośno z wysoka wskazała drogę powrotną, zaprowadziła go aż po głóg, niosąc w dziobie gałązkę drobnych owoców, którą zostawiła tuż przed nim. Od tamtej pory przesiadywał pod krzewem, wpatrując się w wysokie gałęzie, na których przesiadywała, strzegąc dopiero co wyklutego pisklęcia. Czarna jak noc, o oczach błyszczących i mądrych. Gdy napełniał żołądek do syta, odchodził kilka kroków i kładł się na ziemi, z wysoko uniesioną głową i postawionymi uszami. Pilnował padliny, aż nie zleciały się wrony, by ucztować. Z czasem odganiał od gniazda inne ptaki, odpędzał wspinające się po czarnej korze małe drapieżniki, które sam pożerał jednym kłapnięciem szczęki.
Dziś znów siedział pod głogiem, strzygąc uszami. Wpatrywał się w małą wronę póki nie poderwała się do lotu. Minęło dużo czasu, odkąd po raz pierwszy jej matka ocaliła mu skórę. Rozpoczynając spłacanie długu, który nieustannie się zwiększał nieświadomie stał się towarzyszem złowróżebnych stworzeń, codziennie siadając bliżej drzewa, bliżej żerujących wron. Gdy poleciała przed siebie, pomiędzy szumiącymi drzewami, uniósł zad i ruszył za nią, sprężystym, bezszelestnym biegiem pomiędzy zaroślami, pokrywającymi dno lasu. Jego sylwetka zbiła się w ciemną masę przemykającą blisko ziemi, gdy przyspieszał, straciła swój dostojny kształt, a żółtawe ślepia zniknęły w ciemności. Poderwał się do skoku przez zawaloną na swej drodze kłodę, zbiegł ze stromego zbocza. Ostre gałęzie targały jego grube futro, wyczesywały pojedyncze ciernie, zagubione w błyszczącym, czarnym włosiu. Zbiegł aż do potoku, gdzie ją zastał, siedzącą na jednym z kamieni na brzegu. Machała skrzydłami, ale trzymała się twardo ziemi. Zwolnił, w końcu przystanął, patrząc na nią z dystansu, póki nie złożyła skrzydeł i nie obróciła głowy, choć i bez tego dostrzegła jego obecność. Pochylił łeb czujnie, nakierowując uszy w jej stronę i zbliżył się powoli. Obwąchał ją ostrożnie, mimo krzykliwych protestów i odsunął się nim ostry dziób miał okazję wbić się w pysk.
— Mama wie, że tu jesteś?— spytał, wsuwając dłonie do kieszeni, spoglądając na nią z góry, gdy siedziała z podkulonymi nogami na brzegu, wrzucając do wody zebrane kamyczki.





Not a spell gonna be broken with a potion or a priest. When you're cursed, you're always hoping that a prophet would be grieved. When the fires, when the fires have surrounded you. With the hounds of hell coming after you. I've got blood. I've got blood on my name

Powrót do góry Go down
Lysandra Vablatsky
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t5781-lysandra-vablatsky#136398 https://www.morsmordre.net/t5783-zwierzeta-ze-smiertelnego-nokturnu https://www.morsmordre.net/f94-smiertelny-nokturn-17
Szepciuszka
7
Czysta
Panna
ptaki cichną w nocy czerń
bydło zasypia, gdy zapada zmierzch
i tylko ty nie śpisz, Duszko ma
0
0
0
0
0
0
5
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: [sen] Dziewczynka i wilk   17.04.18 21:20

Las przywitał ich w swojej upiornej cichości. Zazielenione drzewa zaszeleściły, te o pustych gałęziach zabrzmiały jak grzechoczące węże, trawa ugięła się pokornie pod miękkimi wilczymi łapami, wiatr niósł sobą drobne ciało młodej wrony. Stali się znów istotą tego zjawiska, naturalną całością ze wszystkim co mijali, nad czym lecieli. Do tej pory nie wpuszczała świadomie nikogo do świata swoich snów – snów przepełnionych obrazami nienaturalnymi dla dziecięcej wyobraźni; śmiercią stworzeń nieprzystosowanych do cyklu walki o przetrwanie; bólem i cierpieniem łamanych skrzydeł, kocimi kłami bawiącymi się dychającymi jeszcze myszami; ćmami umierającymi od płomieni jasnych lamp. Czarny Wilk był poniekąd intruzem. Samotnik wśród bestii, któremu Wrona zaoferowała pomoc, składając tym samym na jego barki dług wdzięczności. Kiedy tylko rany po wilczych pazurach się zasklepiły, a apetyt na krwiste ofiary wrócił, wcale nie odszedł. Został, odnalazł dom w cierniach głogu, bacznie obserwując starą wierzbę, na której uwiły gniazdo dwie Wrony. Strzegł je przed niebezpieczeństwami, pozwalał pożywiać się w spokoju na świeżej padlinie.
Lysandra przyzwyczaiła się do jego obecności, chociaż wciąż w jej głowie tłukła się myśl, że zabrał jej matkę, jej przyjaciółkę, powierniczkę i nauczycielkę. Uczynił ją swoją, chociaż Wronie skrzydła nigdy nie pasowały do Wilczych kłów, spłodził synów, którzy zajęli jej miejsce. Powinna być zazdrosna – i była. Chowała sobie to uczucie tak długo, aż uświadomiła sobie, że jej bracia wyrosną na mądre Wilki, a ojciec, górujący nad nimi, nie pozwoli, żeby coś stało się którejkolwiek z Wron.
Wiele wody w leśnym strumieniu upłynęło, zanim Lysandra zaczęła zdradzać oznaki zaufania wobec Ramseya. I choć wciąż ich relacja była sztywna, napięta, ostrożna, przez tę grubą otoczkę zaczynało przenikać dziwne ciepło, którego jeszcze nie potrafiła pojąć.
Znała wszystkie leśne ścieżki lepiej niż on, chociaż i on zdołał się ich nauczyć, zaglądając do jej rzeczywistości coraz częściej. Leciała nad nim, sprawdzając, czy mimo upływu lat jego długie, okraszone czarnym futrem łapy wciąż potrafią biegać i uskakiwać przed przeszkodami. Nad potok często przychodziła, o tym też wiedział. Żywiła się wodnymi owadami, ślimakami, których cienkie muszle łatwo się rozbijało; zbierała kamienie, usypując z nich niewielki kopczyk tuż przy linii brzegu. Nie wrzucała tam jakichkolwiek kamyków, starannie wybierała te najgładsze, owalne, w kolorze bieli lub jasnej szarości.
Dotarła jako pierwsza i przysiadła na mokrym kamieniu omywanym stale przez przejrzystą wodę. Czarne skrzydła zatrzepotały jeszcze raz, wzniecane delikatnie powietrze zakłóciło stały bieg wody. Na wilka spojrzały paciorkowate oczy – oczy dobrze znanej mu Vablatsky. Ciekawe, ale nie zaniepokojone, uważnie obserwujące jego zbliżającą się sylwetkę.
Zakrakała, odganiając dłonią jego pysk. Kolejny kamyk zanurzył się w wodzie z cichą melodią plusku.
Mogłabym zadać ci to samo pytanie – nie patrzyła już na niego, spojrzenie szmaragdowo zielonych oczu kręciło się wśród zniekształceń na wodzie. Czarna sukienka była już mokra przy kostkach. W końcu, obracając w dłoni niewielki, biały kamyk, podniosła głowę do góry. Skóra zdarta z Cassandry. – Mama wie, że tu jesteś?w mojej rzeczywistości, w moim śnie, w moim świecie. Zwierzęca symbolika z biegiem lat stała się dla niej oczywista w niektórych aspektach. Tylko on był Czarnym Wilkiem. Tylko ona Czarną Wroną. – Nie przyszła za tobą? Ani Ignotus? Ani Nikolay?
Wstała ostrożnie, ciągnąc za sobą lekko sukienkę. Zamknęła kilka kamyków w niewielkiej pięści i wystawiła ją przed jego tors.




i have never known peace like the grass that yields to me
i have never known sleep like this slumber that creeps to me

Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
When I hear that trumpet sound I'm gonna rise right
out of the ground.
There ain't no grave can hold my body down.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: [sen] Dziewczynka i wilk   18.04.18 13:46

W lesie czekało wiele niebezpieczeństw. Drapieżniki czasem słabły, stawały się ofiarami innych, groźniejszych stworzeń. Nie będąc w stanie uciec umierały najczęściej samotnie, w agonii, skryte w gęstwinie traw, w wykopanych przez same siebie dołach, jakby pomagały matce naturze ukryć swoje istnienie. Niektóre były pożerane, rozszarpywane na kawałki, wnikając do cudzych organizmów i przyczyniając się tym samym do ich dalszego przetrwania, do funkcjonowania ekosystemu, trwania świata.
I trwania snów.
Była taka jak jej matka, łudząco do niej podobna, nie, dokładnie taka sama. Jej szmaragdowe oczy posiadały to samo zacięcie i błysk, skrywaną od pokoleń mądrość przodkiń, wyjątkowo uzdolnionych wróżbitek. Już wtedy, gdy jako kilkuletnią wronę przyglądającą mu się z ciemnych zakamarków Alei Śmiertelnego Nokturnu zgarniał do lecznicy, do jej domu, widział w niej dojrzałość niepodobną do innych dzieci. Dlatego nigdy nie darzył jej niechęcią, nigdy nie stanowiła dla niego żadnej przeszkody w drodze do celu. Tolerancja, jaka zaistniała pod przymusem spotkań ze starszą Vablatsky przerodziła się z czasem w akceptację, mającą swój początek w opowiedzianej przez Cassandrę historii koralików z jarzębiny; opowieści, która zmusiła go do milczenia i poszukiwania wyniesionych z niej wartości, tak szalenie obcych i odległych dla niego samego. Próby odpowiedzenia sobie na pytanie, czym to wszystko właściwie było, kończyły się fiaskiem. Analizy i rozkładanie tego na czynniki pierwsze mijało się z celem, nie przynosiło oczekiwanych efektów, a rozpisanie numerologicznych schematów za pomocą cyfr wywoływało niemożliwy do pokonania błąd logiczny. To wszystko sprowadzało się do błędu logicznego, który nie miał racjonalnego sensu, a wciąż istniał. Tak jak istniał on w jej snach, czarny wilk uparcie tkwiący pod płaczącą wierzbą, na której zasiadały wszystkowidzące wrony. I trwali w abstrakcyjnej symbiozie, choć nic porozumienia wydawała się niemożliwa do uzyskania.
Z biegiem czasu wilczy sposób patrzenia na nią się zmienił. Nie była ofiarą, ani jego córką, lecz i swoich dzieci nigdy nie traktował inaczej niż ją. Nie stał się ojcem, którego rówieśnicy mogli im zazdrościć. Patrzył głównie w ich przyszłość, pchając ich w rozwój i życie bez strachu, dążąc do zdobycia przez nie siły i możliwości. Przyglądał jej się z dystansu, zachowując pełną swobodę w jej towarzystwie, ofiarowując jej to samo w zamian. Żadne z nich nie było gotowe na pewne zmiany. Obserwował jak rośnie, rozwija się, z każdym kolejnym dniem przypominając matkę coraz bardziej. Nie mogła być mu obca.
Nie była.
Na wodzie pojawiały się okręgi, rozrastały, tworzyły kolejne. Woda w tamtym miejscu mętniała, muł unosił się do połowy i powoli opadał. Zielonkawy kolor wody odbijał się w jej oczach, nadając jej tęczówkom jeszcze bardziej intensywnej barwy. Lewy kącik jego ust uniósł się w jednostronnym uśmiechu. Czego mógł się spodziewać po córce Cassandry?
— Nie. Nie będzie wiedzieć, chyba, że postanowisz inaczej. Możesz jej powiedzieć, lub jeśli chcesz, pozostanie to nasza tajemnicą — odpowiedział jej, przenosząc wzrok na wodę. — Na szczęście nie. To by mogło znaczyć, że przydarzy się coś niedobrego, prawda? – Lepiej, że nie pojawiali się w jej snach. Ich nieobecność wróżyła im długi i dostatni żywot, a nic innego nie mogło napawać go większym spokojem niż ta świadomość. W tym czasie Ignotus z pewnością patrzył jak śpi lub odpoczywał tuż obok, zajęty przeglądaniem kart tarota Cassandry, a Nikolay złośliwie żądał atencji swojej matki, albo wspinał się na niezadowolonego trolla.
Kiedy się podniosła z ziemi, a mokry materiał sukienki oblepił jej kostki, znów na nią spojrzał, poważniejąc. Wahał się przez krótką chwilę, patrząc na jej pięść, w której zaciskała kamyki.
— Wiesz dlaczego tu jestem?— spytał ciszej, układając lewą, otwartą szeroko dłoń pod jej zaciśniętą. Zerknął na jej twarz, cierpliwie czekając, aż spojrzy mu w oczy. Chciał wiedzieć, czy rozumie, co to oznaczało.





Not a spell gonna be broken with a potion or a priest. When you're cursed, you're always hoping that a prophet would be grieved. When the fires, when the fires have surrounded you. With the hounds of hell coming after you. I've got blood. I've got blood on my name

Powrót do góry Go down
 

[sen] Dziewczynka i wilk

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Raphael Grant
» 'Wendy, jedna dziewczynka jest lepsza niż dwudziestu chłopców.'
» Aida KP
» Sorensen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18