Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 miłe złego początki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: miłe złego początki   17.04.18 16:33


koniec 1954 roku

Dwadzieścia cztery noce, niezliczona ilość godzin, ciężar rąk, ust, lepkich ciał; czas, jaki spędziła dotąd w Wenus rozmywał się w półmroku przybytku, w intensywnym zapachu olejków, w przytłumionych chichotach i westchnięciach, wsiąkających w grube kurtyny, zamieniające dziś główną bawialnię w namiot cudów. Muślinowe zasłony, woalki i błyszczące koraliki dzieliły przestrzeń, muskając twarze przechodzących widm, szukających swojego przeznaczenia, spełnienia lub, w przypadku Deirdre, ucieczki. Rozwiązła rzeczywistość ciągle wydawała się jej obca i chociaż coraz lepiej pojmowała zasady rządzące światem nieskrępowanej przyjemności, to nie mogła pozbyć się wrażenia, że spogląda na siebie z dystansu, oceniająco, krytycznie, z pewnym obrzydzeniem śledząc ruchy półnagiego ciała, sunącego pomiędzy kurtynami.
Uśmiechaj się, Miu. Uśmiechaj się pięknie i wdzięcznie, lśnij białymi, ostrymi kłami, spraw, by i twoje oczy błyszczały radością i niecierpliwością. Wyprostuj się, zgarbione pod ciężarem obowiązków kobiety nie są tym, po co przychodzą tu mężczyźni. Krocz miękko, lecz śmiało, twoje ciało jest rozchwianą pokusą, niech biodra zataczają łuk nieskończoności, niech piersi unosząc się w szybszym, podekscytowanym oddechu, niech złudna woalka peniuaru otula cię mgiełką tajemniczości. Rób wszystko, by skupiać na sobie spojrzenia, jesteś Miu, nowym, niezwykle rzadkim klejnotem w kolii świecidełek. Rozumiała swoją rolę, rozumiała cenę, jaką płaciła za zarobki – i powoli rozumiała siebie, bosą, odzianą w czerń, z włosami upiętymi w wysoki kok. Przekraczała kolejne zasłony bez butów, i tak była bardzo wysoka - a mężczyźni nie lubili kobiet górujących nad nimi wzrostem, przynajmniej poza zaciszem alkowy, gdzie przyznawali się do swych niepatriarchalnych pragnień  - nie potrzebowała też dodatkowych złudzeń optycznych; jej nogi były smukłe i długie, zgrabne, wyróżniające się na tle bladych, zmysłowo szerokich ud i mięsistych łydek. Robiła wszystko, by nie wyglądać na zabiedzoną i udawało się jej to coraz lepiej: była szczupła i zwinna, zgrabna i śliska, była inna - i wyróżniała się na tle swych koleżanek, także tych, które zasiadały obok fotela przywołującego ją mężczyzny.
Zerknęła na niego przypadkiem, na sekundę odsunęła wzrok od drzwi garderoby, mających zamknąć ją w swych bezpiecznych objęciach – i przepadła, nie mogąc oderwać spojrzenia od ciemnych, ciepłych oczu. Kpiących, nieznoszących sprzeciwu, aroganckich, niecierpliwych, władczych, zatrzymujących ją w miejscu. Jej noc się kończyła, mogła wzruszyć ramionami i zniknąć z przesyconej zapachem piżma, potu i fizyczności bawialni, ale… Potrzebowała tych pieniędzy. Potrzebowała każdej godziny, potrzebowała też łaskawości Borgii, która bez wątpienia śledziła każdy krok. A ten konkretny mężczyzna mógł jej to zapewnić; siedział wśród kilku kobiet, z rozchełstaną koszulą, zapewne spędzając tu kolejny kwadrans, szukając nowej rozrywki, innej od tych, jakie gwarantowały mu dotychczasowe towarzyszki. Pełne kształty wylewające się z gorsetów, miękkie, śnieżnobiałe ciała, zupełnie inne od jej orientalnej skóry. Złote włosy poskręcane w pukle opadały na pulchne ramiona, biel bielizny podkreślała błękit oczu i róż roześmianych ust. Na ich tle Miu wyglądała dziko, z czarnymi jak noc oczami, z włosami spiętymi w kok upięty szpikulcem, z ustami prawie sinymi od wiśniowej szminki. Obserwowały ją, chichocząc; wiedziała o tym, ciągle była tutaj na cenzurowanym, ciągle śledziły ją oczy współpracownic. Nie cieszyła się tutaj sympatią, zaledwie miesiąc temu po raz pierwszy pojawiła się w bawialni, a już zajmowała najhojniejszych klientów. Podobną popularnością cieszyła się każda świeżynka, lecz ona - zachwycała także orientalną urodą, niespotykaną egzotyką, a nimb tajemniczości wzmacniał się tylko plugawymi plotkami, szeptami o predyspozycjach Azjatek, ich drobnych, wąskich, ciasnych ciałach, wiecznej młodości i uległym charakterze. Nic dziwnego, że mniej zarabiające, zużyte już nieco złotowłose, uważały ją za zagrożenie, dając znać o swojej niechęci prawie ciągle. Czy nieznajomy wiedział, że daje im kolejny powód do niezadowolenia?
Ruszyła w jego stronę, mierząc go wzrokiem z góry, uważnie, z lekkim uśmiechem, nie tak promiennym jak te siedzących wokół niego kobiet, lecz równie kuszącym, nie obejmującym jednak czujnych, czarnych oczu. Był inny, inny od klientów, przez których ręce przechodziła przez ostatnie dwa tygodnie niczym przedmiot. Spoglądała na niego w milczeniu, odkrywając, że ma do czynienia z kimś młodszym od nich; skroni nie przyprószyła siwizna, i choć siedział, widziała, że jego ciało jest sprężyste i mocne - a zmrużone oczy lśniły nonszalanckim zaciekawieniem. Nie był też młodzieńcem, chłopcem, któremu ofiarowano Miu jako prezent; nieporadnym i zagubionym, próbującym dodać sobie animuszu przemocą. Zaczynała wdrażać się w ocenianie klientów, w odgadywanie ich pragnień, lecz stawiała dopiero pierwsze kroki, czując dziwną ulgę. Z pozoru wydawał się wdzięcznym gościem, wianuszek mniej lub bardziej roznegliżowanych kobiet wokół świadczył o hojności i w miarę łagodnym podejściu. Nie mogła zmarnować takiej okazji, zbliżyłaby się do samego diabła, byleby tylko uciec od pomarszczonych, ciężkich ciał, od mężczyzn wiekowych, popadających w coraz większe psychozy.
Czuła na karku spojrzenie Giovanny, powinna uklęknąć, powinna być przymilna, powinna robić wszystko, by zatrzymać go jak najdłużej, ale ciągle czuła wewnętrzny sprzeciw. Łamała własne zasady, kręgosłup, boleśnie, a potworne poświęcenie, nie było widoczne na zewnątrz - zgrabnie podeszła jeszcze bliżej i osunęła się przed nim na kolana, przysiadając na własnych nogach, z dłońmi zaplecionymi na kolanach, wpatrując się w niego wyczekująco, prawie bez mrugnięcia powieką ozdobioną ciężkim makijażem. Wolała milczeć - niektórzy uznawali, że Azjatka nie zna angielskiego, mogli czuć się wtedy swobodniej, zdradzali też wiele ciekawych rzeczy - i szukając czegoś, by nie stracić zmysłów, chwytała te drobiazgi, zasłyszane informacje, nazwiska, galeony, powiązania, zapisując je skrzętnie w pamięci.  Jedna z blondynek, siedząca na kolanach mężczyzny, rzuciła jej sponad męskiego ramienia niechętne spojrzenie, mocniej wsuwając białe palce w przydługie włosy mężczyzny, bawiąc się brązowym kosmykiem. Deirdre miała nadzieję, że nie kopnie jej nagą stopą – ignorowała cięższą atmosferę, jaką wywołała swoim pojawieniem się, przyglądając się wyłącznie mężczyźnie, z uwagą, z słodkim zaciekawieniem, nieco badawczo. Jaką baśń chciał usłyszeć tej nocy?




there was an orchid

as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
 

miłe złego początki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18