Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Gabinet
AutorWiadomość
Gabinet [odnośnik]30.04.18 22:38
First topic message reminder :

Gabinet

To dość ponure pomieszczenie, być może za sprawą ciężkich zasłon które przez większość czasu przysłaniają okno. Pod ścianami stoją ciemne, ciężkie gabloty pełne przedmiotów zgromadzonych jeszcze przez Vincenta Zabini. Z boku znajduje się przejście do drugiej, większej części pomieszczenia, stanowiącej swoisty gabinet osobliwości Vincenta, zawierający rozmaite przedmioty począwszy od wypchanych zwierząt i zasuszonych rzadkich okazów flory, a skończywszy na rozmaitych artefaktach i starych, gromadzonych latami przedmiotach. Teraz przejęła go jego córka, ale niewiele zmieniała w charakterze pomieszczenia nadanym mu jeszcze przez jej ojca. W powietrzu unosi się lekka woń starości i stęchlizny, która jakiś czas temu wyparła ziołowy zapach ingrediencji oporządzanych przez poprzedniego właściciela domu.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Lyanna Zabini dnia 30.04.18 22:51, w całości zmieniany 2 razy
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini

Re: Gabinet [odnośnik]16.02.20 2:13
I Lyanna nie była zadowolona z takiego obrotu spraw, bo jednak wolała, kiedy podczas jej pracy nie dochodziło do komplikacji mogących negatywnie wpływać na zadowolenie klienta z jej usług. Zależało jej na budowaniu renomy czarownicy zdolnej, o dużych umiejętnościach, która potrafi się podjąć wielu różnych zadań i nie partaczy ich.
Ale skoro Francesca nadal tu była, to mogła podpytać ją o coś związanego z jej branżą, bo w końcu mogła coś od Borgii kupić, albo zamówić u niej biżuterię, bo już przekonała się, że Włoszka umie tworzyć naprawdę ładne rzeczy. A Lyanna lubiła ładne rzeczy, a nie miała czasu ani głowy do szukania jubilerów po mieście.
- To się dobrze składa, bo chciałabym coś u ciebie zamówić – powiedziała, a kącik jej ust lekko drgnął. Była ciekawa, co Francesca mogłaby dla niej przygotować. – Myślałam o turmalinie lub innym czarnym kamieniu, oprawionym w srebro, które mogłoby być stylizowane na nieco... stare. Tak, żeby biżuteria wyglądała poważnie, odpowiednio dla dorosłej kobiety, a nie dziewczątka, ale jednocześnie nie przeszkadzała – zaznaczyła. Nie chciała jakiegoś ogromnego kamienia wielkości połowy dłoni, nic z tych rzeczy. Niektóre szlachcianki, co miała okazję widzieć na balu u lady Nott, miały naprawdę wydumaną i niepraktyczną biżuterię, ale ona chciała coś wyglądającego ze smakiem i bez przesady, bo przecież nie będzie paradować po Nokturnie z kamieniem wielkości połowy pięści.
Pokazała kobiecie swoją dłoń, uprzednio zdejmując czarne, skórzane rękawiczki, które miała na czas zajmowania się zaklętym przedmiotem. Była drobna i blada, o szczupłych palcach zwieńczonych wąskimi, zadbanymi paznokciami. Wbrew temu, jak niektórzy ludzie mogli wyobrażać sobie czarodziejów parających się czarną magią, Lyanna nie posiadała sękatych, powyginanych paluchów zwieńczonych sczerniałymi szponami, a ładne, eleganckie dłonie, które mogłyby należeć do damy. Może jedynie były trochę zbyt zimne, a żyły na nadgarstku nieco zbyt widoczne przez śnieżnobiałą skórę, która rzadko widziała słońce.
- Nie chcę, żeby oczko było przesadnie wielkie, bo wtedy rzeczywiście mogłoby przeszkadzać, tym bardziej, że często noszę rękawiczki. Wolałabym, żeby nie zawadzało, żeby pierścień wyglądał ładnie i ze smakiem, ale nie przesadnie. Chciałabym uniknąć tej przesady i nadmiernego wydumania, nie jestem lady i preferuję bardziej praktyczne ozdoby – powiedziała. Ufała jednak, że osoba zawodowo trudniąca się jubilerstwem umiała dobrać biżuterię tak, by pasowała do gabarytów jej dłoni. Jej klientkami na pewno nie były tylko damy z wysokich rodów, a także rodziny pokroju Zabinich, kobiety bardziej przyziemne i praktyczne od strojnych dziewczątek z wyższych sfer.
- Jeśli uda ci się coś przygotować, powiadom mnie w liście, a przybędę ze stosowną zapłatą za fatygę – dodała po chwili.
Po uzgodnieniu ostatnich szczegółów odnośnie zamówienia, Zabini pożegnała się z Borgią i odprowadziła ją do drzwi.

| zt.
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Gabinet [odnośnik]18.02.20 21:09
| 02.04

Kilka dni temu naszło ją na zrobienie porządku w rzeczach ojca. W końcu za miesiąc minie równy rok od jego śmierci, jego dawny dom należał teraz do niej, więc mogła chyba zacząć pozbywać się tych jego rzeczy, z których sama nie mogła mieć pożytku. Większość zapisków jego dawnych transakcji z handlu ingrediencjami, którym się trudnił nie była jej do niczego potrzebna, choć niektóre nazwiska mogła wynotować – i jej mogły się kiedyś pewne kontakty przydać, bo jej samej też zdarzało się przy okazji wypraw związanych z klątwami pozyskiwać napotkane ingrediencje roślinne, a następnie sprzedawać je, by zyskać troszkę dodatkowego zarobku.
Nie zamierzała pozbywać się zawartości gabinetu osobliwości ojca, jego kolekcja stała się jej kolekcją, bez względu na to jaki miała do niego stosunek – ale słabość do kolekcjonowania interesujących przedmiotów była w niej zbyt silna, by pogardzić tym, co zgromadził jej ojciec.
Jego biurko oczyszczała z resztek świstków, by wreszcie uczynić je w pełni własnym, bez resztek jego dawnych spraw. I to właśnie wtedy w podwójnym dnie szuflady znalazła coś, co bardzo ją zaintrygowało. Poważnie wyglądająca koperta, w środku dokumenty, na których widniało nazwisko jej matki. Elaine Bellefleur. Tylko tyle z nich zrozumiała, bo papiery były po francusku, a gardząca matką, która porzuciła ją w dzieciństwie Lyanna nigdy nie chciała uczyć się jej języka. Niemniej jednak, mimo całej swojej wzgardy i niechęci do tej kobiety, która zgotowała jej żywot czarnej owcy rodziny, Zabini chciała dowiedzieć się, co było w tych papierach. Data na kopercie była z końcówki kwietnia 1956 – a więc ojciec otrzymał je tuż przed swoją śmiercią. Nie było nazwiska nadawcy, więc Lyanna nie wiedziała, kto mu to wysłał, ale wyglądało to na coś w rodzaju dokumentacji. Może ojciec nawet po latach od jej wypędzenia chciał dowiedzieć się czegoś o kobiecie, która go uwiodła i oszukała? Albo to ktoś z jej rodziny postanowił mu to wysłać? Nie miała pojęcia, ale chciała poznać sekrety swojego znaleziska, powiązanego z jej matką, a więc w pewnym sensie i z nią.
O Elaine Bellefleur nie wiedziała niemal niczego poza tym, że była niezwykle piękna i że ona sama odziedziczyła urodę właśnie po niej, co zwiększało niechęć ojca do jej osoby. Urodziła się i wychowała we Francji, i to tam też najpewniej wróciła, gdy jej kłamstwo wyszło na jaw. Tam też zmarła, Lyanna widziała jej nagrobek, ale własnej matki nie pamiętała. Miała może rok, gdy Elaine ją zostawiła i odeszła, a ojciec spalił wszelkie pozostałości po niej, zdjęcia i rzeczy, których nie zabrała.
Postanowiła skontaktować się z kimś, o kim wiedziała, że dobrze znał języki, a na pewno także i francuski. I znajdował się po tej samej stronie barykady. Nie była pewna, czy Black przyjmie zaproszenie, ale gdy się zgodził, nie pozostało jej nic innego, jak zaprosić go do swojego domu, którego mroczna aura powinna mu przypaść do gustu; była w końcu parę razy w rezydencji Blacków, a jej dom przejęty po ojcu był urządzony w dość podobnym, choć z pewnością mniej luksusowym stylu, w końcu Zabini nie dysponowali tak pokaźną skrytką jak Blackowie.
Dziwnie było jej prosić go o pomoc, ale skoro sama nie znała francuskiego, musiała przełknąć dumę i zwrócić się do kogoś, kto go znał.
- Dobrze cię widzieć, Alphardzie – powiedziała, witając go, po czym poprowadziła go do gabinetu. – Jak wspominałam w liście, mam do ciebie małą sprawę, do której przydadzą się twoje niezwykłe językowe talenty. Zaraz ci wszystko pokażę, ale najpierw... chcesz się czegoś napić? – zaproponowała. Lyanna nie była gospodynią ani nic z tych rzeczy, miała jednak po ojcu jeszcze trochę dobrych alkoholi, więc mogła poczęstować Alpharda czymś na poziomie, gdyby tak potrzebował odrobiny wspomagania.
Weszli do gabinetu, tej jego części, w której znajdowało się ciężkie, ciemne biurko i równie ciemne szafki i regały. Wszystko tu było ciemne, ponure i pozornie nie pasujące do lokum kobiety. Tyle że Lyanna też nie należała do typowych dzierlatek. W długiej do ziemi, staromodnej czarnej sukni, z bladą cerą i podkrążonymi oczami zdawała się dziwnie pasować do tego miejsca.
- Co myślisz o ostatnich wydarzeniach? – spytała go jeszcze, wyraźnie ciekawa. Bo choć ponieśli ciężką stratę, to Londyn wreszcie miał szansę stać się strefą wolną od szlam i brudnych mugoli.
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Gabinet [odnośnik]27.02.20 20:41
Zjawił się na Forest Road kilka minut przed nadejściem godziny dwudziestej. W pierwszej kolejności rozejrzał się wokół, lecz nie dostrzegł w pobliżu ani jednej żywej duszy. Prowadzenie jakichkolwiek obserwacji nie ułatwiała ciemność, która zdawała się wręcz gęstnieć z każdą chwilą. W obliczu ostatnich wydarzeń cała ulica wydawała mu się zbyt spokojna, bo była cicha i nienaruszona, jakby londyńskie przedmieścia nie zostały poprzedniej nocy objęte walkami. Od razu nabrał ochoty wypytać Zabini o to, czy jakikolwiek incydent miał miejsce w najbliższej okolicy. Być może szlam nie zalał tego obrębu miasta jak w przypadku innych dzielnic. Spokojnym krokiem ruszył wzdłuż drogi, bez większych trudności odnajdują odpowiedni dom. Ledwo zapukał do drzwi, te zaraz otworzyły się przed nim na oścież. Wszedł do środka bez zbędnych powitań, wolał wykorzystać okazję, aby rozejrzeć się po skąpo oświetlonym mdłym blaskiem świec korytarzu. Długi, wąski, rolę elementów wystroju pełniły kolejno pojawiające się drzwi. Wnętrze nie rozbudzało zbyt wiele entuzjazmu tak jak sama sylwetka gospodyni. Czerń długiej sukni podkreślała jedynie bladość czarownicy, a jej prosty krój smukłość ciała. To jej twarzy zdawała się być jedynym jasnym punktem w ponurej przestrzeni.
Wino poproszę – odparł na zadane pytanie, dobrze pamiętając, że w jednym z listów, które ze sobą wymienili pod sam koniec marca, wspomniał o tym właśnie trunku. Nie miał pewności, czy Zabini zna się na winie i czy ma w ogóle w swoim domostwie jakiekolwiek, dlatego nie liczył na zbyt wiele, co najwyżej umoczy usta. Gdyby miał do czynienia z mniej sobie znaną czarownicą, z pewnością nie poprosiłby o alkohol. Lyannę jednak znał jeszcze z lat szkolnych, w pewnym momencie zaczął nawet żywić do niej cień sympatii i współczucia, choć był jednym z tych, co spoglądali na nią przez pryzmat czystości krwi. Tego nie sposób było uniknąć w ślizgońskim towarzystwie. Minęły lata, ale nie był specjalnie zaskoczony tym, że działała w szeregach Rycerzy Walpurgii, to wydawało się do niej pasować.
Ufnie wkroczył do gabinetu, tam dopiero zdejmując długi płaszcz, który zawiesił na fotelu, który znajdował się obok biurka. Odrobinę zaskoczyło go pytanie z jej strony, bo sądził, że w pierwszej kolejności zajmą się istotnymi kwestiami, a wymianę opinii zostawią na sam koniec. Przybył tutaj w konkretnej sprawie, miał zająć się przetłumaczeniem pism sporządzonych w języku francuskim, na czym Zabini wydawało się mocno zależeć. To nie mogło sprawić mu kłopotu, bo język znał przecież doskonale. Po co mieliby wszystko przedłużać?
Nareszcie uwolniliśmy się od szlamu – rzekł na początek, uśmiechając się pod nosem cynicznie. – Od dawna uważałem, że utrzymanie władzy będzie wymagało radykalnych działań. Wierzę, że z pomocą Komisji Rejestracji Różdżek uda nam się wyplenić chorobę, jaką niewątpliwie stanowi promugolska retoryka – jeszcze w grudniu wraz z lordem Shafiqiem debatowali o tym, że całkowita kontrola nad każdym aspektem życia czarodziejskiego społeczeństwa jest koniecznością. – Którym dokumentom mam się przyjrzeć? – spytał z cierpliwością, rzucając spojrzenie na biurko. Podczas pracy zamierzał do niego przysiąść i zająć się spełnieniem prośby Lyanny.
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Re: Gabinet [odnośnik]28.02.20 1:30
Zdawała sobie sprawę, że Alphardowi mogły wypaść jakieś ważniejsze sprawy i gdy pisała do niego pierwszy list, nie była pewna, czy w ogóle się zgodzi. Dla rycerzy był to w końcu istotny okres przejściowy, choć największe walki już się zakończyły. Tamtej nocy sama Lyanna również wspierała innych towarzyszy z organizacji, wiedząc, że nie może sobie pozwolić na bierność. Na pewno nie po tym, jak zepsuła kilka misji. Zarówno Czarny Pan, jak i sami rycerze musieli widzieć jej zaangażowanie, siłę i wiarę we wspólną sprawę. Nie mogła już pozwalać sobie na sentymenty i niepewność. Bo o ile początkowo była ostrożna, smakowała nową ścieżkę powoli, mając w sobie jeszcze resztki człowieczeństwa, tak teraz wiedziała, że odwrotu nie ma, że może iść tylko dalej i dalej tą drogą do potęgi, której łaknęła coraz bardziej, bo apetyt rósł w miarę jedzenia.
Była wobec siebie surowa i wymagająca, żądała od siebie wiele – musiała w końcu zrekompensować fakt, że los nie obdarzył jej znakomitym pochodzeniem. Musiała postarać się bardziej niż taki Black czy inni, którzy wszystko otrzymali już z urodzeniem. Bywały momenty, zwłaszcza w szkole, kiedy zwyczajnie im tego zazdrościła. I w relacji z takimi jak Alphard zawsze odczuwała tę przepaść, choć w jego przypadku nie czuła do niego negatywnych emocji. Gdyby tak było, nie poprosiłaby go o pomoc. Poza tym liczyła na to, że skoro oboje działają we wspólnej sprawie, to nie będzie miał interesu w ewentualnym szkodzeniu jej, dlatego była skłonna zaufać mu nieco bardziej niż przypadkowym ludziom z ulicy.
Naprawdę nie wiedziała, co mogło być w dokumentach, ale skoro było tam nazwisko jej matki, to musiała poznać ich zawartość, przeczuwając, że mogą kryć się tam jakieś sekrety z nieznanej jej bądź co bądź przeszłości Elaine Bellefleur. Mogła nią gardzić, a nawet ją nienawidzić za brudną krew i za porzucenie jej, ale w głębi duszy zawsze chciała się czegoś o niej dowiedzieć, by zrozumieć dlaczego. Gdyby Black nie miał czasu, sprawa pewnie odczekałaby jeszcze kilka dni, ale skoro mógł przybyć, mogli przystąpić do rzeczy już dzisiaj, skoro sytuacja się uspokajała i można było wracać do normalności.
Cieszyła się, że bez problemu odnalazł jej dom, położony w pewnym oddaleniu od innych, na uboczu. Okolica rzeczywiście wydawała się dziś nawet cichsza niż normalnie, co Lyannie akurat się podobało, bo lubiła ciszę i spokój. Było zresztą widać po jej domu, że nie zamieszkiwała go osoba radosna i głośna. Ponurość, nawet jeśli nie będąca dziełem jej, a jej krewnych, pasowała i do charakteru Lyanny, choć nie zawsze taka była. To życie ukształtowało ją na osobę dość ponurą, wycofaną i aspołeczną, skupioną na sobie i swoich celach, nie posiadającą żadnych bliskich przyjaciół.
- Zaraz coś znajdę – rzekła. Lyanna może i nie była znawczynią alkoholi, ale jej ojciec za życia lubił niekiedy żyć ponad stan i pozować na kogoś jeszcze lepszego niż był, więc dało się w zapasach, które pozostawił odnaleźć coś, co miało szansę nie odrzucić Blacka. Znalazła więc wino i nalała trochę najpierw Blackowi, a potem sobie, i dopiero potem zasiadła po drugiej stronie biurka, co on, przygładzając materiał staromodnej, czarnej sukni.
- Też na to liczę. Idea równości jest szkodliwa i wypacza coraz więcej czarodziejskich umysłów, a tak nie powinno być. – Bo czy podczas słynnego już szczytu w Stonehenge się tak nie stało? Lyanna mogła nie być szlachcianką, nie była tam nawet obecna, ale te wydarzenia interesowały ją w wymiarze dbałości o jedność prawdziwie czarodziejskiego świata, zaś szlachetne rody stały na jego czele i powinny stanowić dobry przykład dla innych, mniej ważnych rodzin. A tymczasem część rodów opowiadała się za szlamami, a i kilku członków dobrych, konserwatywnych rodów postanowiło się zbuntować i zdradzić bliskich, co dla Lyanny było nie do pojęcia. Jak można było mieć czystą krew, bogactwa i przywileje, i odrzucić to, by zrównać się z mugolskim brudem? Sama miała kiepskie relacje z rodziną i nie czuła się lojalna wobec Zabinich w sensie emocjonalnym, nie kochała ani nawet nie lubiła żadnego z nich (może poza bratem), ale wyznawała te same konserwatywne wartości. No i gdyby miała takie bogactwa i przywileje, na pewno by się ich nie wyrzekła.
Ale dalsze roztrząsanie tego, co jeszcze można by zrobić dla naprawy magicznego świata mogli zostawić na potem. Lyanna sięgnęła po dokumenty, znajdujące się wciąż w kopercie, w której je przysłano, z datą z końcówki kwietnia 1956 roku.
- Są tutaj. Nie znam francuskiego, więc jedyne, co zrozumiałam, to nazwisko mojej matki. Elaine Bellefleur była Francuzką, zmarła lata temu, a jednak ktoś wysłał mojemu ojcu te dokumenty, sądząc po dacie, na kilka dni przed jego śmiercią w pierwszomajowym wybuchu anomalii. Nie zdążył mi nigdy o nich powiedzieć, znalazłam je przypadkiem podczas porządkowania zawartości jego biurka kilka dni temu – wyjaśniła pokrótce okoliczności, w jakich dokumenty znalazły się w jej posiadaniu. – Nie powinno być tego bardzo dużo. I nie jest to nic związanego ze sprawami rycerzy, dlatego nie byłam pewna, czy zgodzisz się tym zająć w tak gorącym okresie, ale będę zobowiązana. – Pewnego dnia mogła mu się odwdzięczyć. Przysługa za przysługę. Liczyła, że to będzie dla niego lepsza motywacja, bo odruchowo zakładała, że wszystko, co ludzie robią dla niej robią dlatego, że sami widzą w tym jakąś korzyść. Ona sama też zwykle w ten sposób myślała o innych i bardzo rzadko stykała się z bezinteresownością i równie rzadko sama ją okazywała. Zresztą nie tak dawno już Alphardowi w pewnej sprawie pomogła, więc to, że teraz on pomagał jej, można już było uznać za pewien rewanż. Podobne relacje łączyły ją z jego bratem, gdzie też działało to na zasadzie przysługa za przysługę. – Nigdy nie poznałam mojej matki, a skoro mój ojciec tak dobrze to schował, to musiało to być coś dla niego istotnego i chcę się dowiedzieć, dlaczego, zanim ostatecznie zamknę resztę spraw po nim.
Nikt wśród rycerzy nie znał historii życia Lyanny. Nigdy nikomu nie opowiadała o porzuceniu przez matkę-oszustkę, która uwiodła jej ojca, urodziła mu dziecko, a potem, gdy wydała się prawda o jej pochodzeniu, uciekła (jak mówił jej ojciec). Nigdy nawet nie chwaliła się tym, że była półkrwi, uznając to za wstyd. To, że niektórzy wiedzieli było zasługą jej „najdroższych” kuzynów, którzy już w Hogwarcie obnażyli jej kłamstwo i uświadomili Ślizgonom, że Lyanna nie ma czystej krwi jak reszta jej rodziny, że jest wyrzutkiem, kukułczym jajem podrzuconym przez fałszywą, podłą francuską piękność.
Czuła się dziwnie na myśl o tym, że to Alphard pierwszy będzie dotykał tej sprawy, pierwszy zapozna się z dokumentami, które dotyczyły jej. I czego się z nich dowie? Miała nadzieję, że nie było tam niczego, co mogłoby jej zaszkodzić. Jako osoba samotnicza, skryta i ostrożna wobec ludzi czuła pewien dyskomfort. Panowała jednak nad wyrazem twarzy, i choć wpatrywała się w jego poczynania i w to, jak wydobywał poszczególne dokumenty z pożółkłej koperty, jej mina pozostawała nieprzenikniona.
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Gabinet [odnośnik]15.03.20 19:50
Przyjął od gospodyni napełniony kieliszek, spoglądając uważnie na czerwoną ciecz. Z należytą wprawą poruszył szkłem, aby alkohol leniwie osiadł na ścianach naczynia, dzięki czemu mógł przyjrzeć się jego strukturze. Następnie przysunął kieliszek pod nos, zapoznając się z aromatem trunku, w którym rozpoznał owocowe nuty. Łatwo rozpoznał, że ma do czynienia z całkiem znośnym winem – francuskie, burgundzkie, Pommard. Ostrożnie upił pierwszy łyk, nie tylko smakując, ale i lepiej zapoznając się z fakturą czerwonego wina. Całkiem gładkie. Ale nie zamierzał przeciągać degustacji, odłożył naczynie na blat biurka i skupił się na wskazanej mu kopercie.
Została otworzona już wcześniej, więc ktoś musiał zapoznać się już z jej zawartością. Dla Lyanny treść była całkowicie niezrozumiała, pisma spisane po francusku stanowiły dla niej zagadkę z racji nieznajomości języka. Ale list nie był adresowany do niej, lecz do zmarłego ojca. Był ciekaw, czy Lyanna również odnalazła już otworzoną kopertę, czy może była tą, która pierwsza zajrzała do jej wnętrza. Rodzic chciał zataić przed nią jakąś ważką sprawę odnośnie matki? Charakter plotek, które usłyszał jeszcze w latach szkolnych, podpowiadały mu, że równie dobrze dumny czarodziej z czystokrwistej rodziny mógł odrzucić taki list na dno szuflady biurka bez mrugnięcia okiem, stanowczo odcinając się od niechlubnej przeszłości. Lecz żywy dowód poczynionego niegdyś błędu, jakim było zaufanie nieodpowiedniej kobiecie, siedział naprzeciwko Blacka właśnie w tej chwili. Całe życie musiał żałować swojej krótkowzroczności czy też zbyt wielkie naiwności. Węszył rodzinny dramat, o to akurat nie było trudno, jeśli znało się niewygodne fakty z cudzego życia. Dziś ujawniano mu kolejne szczegóły historii i czyniła to sama Lyanna. Naprawdę musiało jej zależeć na rozwiązaniu zagadki pozostawionej po zmarłym.
Gdybym nie mógł się tym zająć, dałbym ci o tym znać bez ogródek – odparł zgodnie z prawdą, doskonale znając siebie, jak i będąc w pełni świadom tego, że wobec Zabini nie musi się silić na jakąkolwiek kurtuazję. To on należał do najwyższej warstwy czarodziejskiego społeczeństwa, ona zaś nie miała nawet czystej krwi. Był jej jednak wdzięczny za ostatnie zadanie, którego podjęli się wspólnie, mimo wszystko wspólne próbowanie się w arkanach czarnej magii było całkiem ożywczym doświadczeniem. Doprowadzili do czyjejś śmierci i nie było czego się wstydzić. To wciąż nie było miotanie Avadami, ale inne sposoby zakończenia żywota wydawały się bardziej adekwatne, bo były boleśniejsze, brudniejsze. Czyż nie to należało się szlamom i ich protektorom?
Spojrzał na Zabini, która zastygła w poważnej pozie. Nie czuła się przy nim swobodnie, nigdy tak nie było, choć podczas jego ostatniego roku nauki w Hogwarcie zdarzało im się cieszyć wyłącznie swoim własnym towarzystwem z dala od ciekawskich spojrzeń. – Kiedykolwiek chciałaś ją poznać? – spytał mimochodem, pozwalając sobie na niewielką prowokację, w jego mniemaniu dość niewinną. Był ciekaw tego jak zareaguje, czy słowa wzbudzą w niej jakiekolwiek emocje.
Wreszcie uchylił kopertę i zaczął wyciągać z niej po kolei kolejne dokumenty, kładąc na biurku, porządkując jej na płaskiej przestrzeni gładkiego blatu. Potem zaczął zapoznawać się z aktem urodzenia, który przypadkiem chwycił jako pierwszy. W pierwszej kolejności mimowolnie ocenił stan pożółkłego już papieru, dopiero po tej drobnej fanaberii zapoznając z utrwaloną na nim treścią. I już to, z czym się właśnie zapoznał, było całkiem ciekawe. Nagle fakty, na jakich czarownica budowała swą tożsamość, okazywały się całkowicie inne.
Czego się spodziewasz? – zadał kolejne śmiałe pytanie, odkładając akt urodzenia Elaine Bellefleur na bok i sięgając po kolejne pismo urzędowe. – Co takiego ojciec miałby przed tobą ukryć? – zaraz odjął od niej spojrzenie ciemnych oczu i zaczął sunąć nim po wersach papierów adopcyjnych.
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Re: Gabinet [odnośnik]19.03.20 1:08
Chciała poznać zawartość koperty do tego stopnia, że napisała do Alpharda nie czekając dodatkowych dni lub nawet tygodni na bardziej dogodny moment. Gdyby odmówił, musiałaby to zaakceptować i poczekać, ale skoro się zgodził, było jej to na rękę. Chciała wiedzieć. Był to chyba pierwszy moment w życiu, gdy żałowała, że zawsze tak unikała nauki francuskiego, nie chcąc poznać ani tym bardziej używać języka wzgardzonej matki. Gdyby go znała, to teraz nie musiałaby liczyć na pomoc kogoś innego w przeczytaniu tych papierów. Nie musiałaby się odsłaniać przed kimś innym.
Ale było to konieczne, stąd obecność Alpharda w jej domu, w którym mimo niechęci do ojca i rodziny trwała z czystej wygody i praktyczności. Siedziała naprzeciw niego, obserwując, jak kosztował wina, a następnie sięgnął po kopertę. Sama także umoczyła usta w trunku, ale wzroku nie odrywała od Alpharda, nawet jeśli zdawała się całkowicie beznamiętna. W środku wcale nie była wolna od emocji, ciekawości przede wszystkim. Czemu ojciec dostał tę przesyłkę i czemu ją schował? Co w niej było? Musiało to być ważne, skoro nie spalił listu, a zachował go bardzo dobrze schowanego, tak, że znalazła go dopiero po tylu miesiącach urzędowania w jego gabinecie.
Było jej dziwnie z tym, że był to on, Alphard Black. Dumny lord, a więc ktoś zupełnie innej kategorii niż ona, czarownica o skalanej krwi, musząca długo walczyć o pozycję w kiedyś ślizgońskiej, a teraz rycerskiej hierarchii. A jednak był taki czas, kiedy lubiła jego towarzystwo, jeszcze w szkole. Potem kontakt zanikł, kiedy on już opuścił Hogwart i miał ważniejsze zobowiązania niż pamiętanie o szkolnej znajomej nie będącej szlachcianką ani nawet czarownicą czystej krwi. Ale w szeregach rycerzy spotkali się znowu, oboje już dorośli i odmienieni przeżytymi doświadczeniami. Alphard nie tylko wyglądał dojrzalej niż te dziesięć lat temu, ale zdawał się ogólnie zmężnieć, spoważnieć. Zapewne dorósł już do swojej roli, jaką miał pełnić w rodzie Black. Dopasował się do swojego otoczenia, podczas gdy Lyanna była nawet bardziej odrębna od Zabinich niż kiedyś. Oni nie chcieli jej, ona nie chciała ich. Koło się zamykało.
Nie była pewna, ile wiedział o jej pochodzeniu. Sama unikała tematu półkrwistości jak ognia, prędzej odgryzłaby sobie język niż przedstawiłaby się komuś jako czarownica półkrwi i zwykle starała się to pomijać i korzystać z faktu, że Zabini było nazwiskiem czystokrwistym, ale nie mogła uniknąć plotek rozpowszechnianych jeszcze w szkole przez złośliwych kuzynów. Ci zdawali się tworzyć wspólny front wobec tej, której w rodzinie nie chcieli i pokrewieństwa z którą się wstydzili – bo dla Zabinich uwłaczające było posiadać w rodzinie kogoś półkrwi. Alphard na pewno też słyszał te plotki, ale z jakiegoś powodu nie unikał jej w szkole ze stanowczością, a zdarzało im się rozmawiać. Przyjaciółmi nigdy nie zostali, zawsze pamiętała o dzielącej ich przepaści niemożliwej do przeskoczenia, ale potrafiła docenić jego towarzystwo i wiedzę. Także teraz, kiedy dodatkowo łączyła ich wspólna sprawa, wspólny cel, zdolny zjednoczyć ich ponad przepaścią pochodzenia.
Nie przerywała mu, gdy czytał. Siedziała w ciszy, którą mącił jedynie szelest kartek i monotonne tykanie zegara ściennego. Dopiero jego pytanie wyrwało ją z zadumy i początkowo mocno ją zdziwiło.
- Nie. Porzuciła mnie, kiedy miałam mniej niż rok, oszukała mojego ojca, mówiąc, że jest czystej krwi. A nie była. To przez nią zawsze nosiłam haniebną łatkę mieszańca, więc nie żałowałam, że nie ma jej w moim życiu – przyznała stanowczo i zaskakująco szczerze, czując, że nie było sensu kłamać. Może w jakiś sposób chciała utwierdzić Alpharda w przekonaniu, że nigdy nie skalała się tęsknotą za matką półkrwi, co byłoby słabością niegodną członkini organizacji walczącej o czysty świat. Nie przyznała też tego, że na samym początku podróży po Europie, gdy była we Francji, chciała odnaleźć Elaine i spojrzeć jej w twarz. Znalazła tylko grób, ale był taki moment, że chciała przekonać się, kim jest kobieta, która skazała ją na bycie wyrzutkiem, obywatelką drugiej kategorii w społeczeństwie, które stawiało na piedestale czystą krew. Poza tym, skoro matki nie znała, łatwiej jej było ją odrzucać, powtarzać poglądy ojca i zdusić w sobie resztki tej bardzo dawnej, dziecięcej tęsknoty za obecnością matki w życiu. Bo kiedyś za tym tęskniła, ale nigdy w swoim życiu nie zaznała ciepła i troski i z biegiem lat przywykła do jej braku, nie znając innego stanu rzeczy. Choć czy wtedy, gdyby jej zaznała, nie stałaby się tak słaba jak wiele kobiet, które zamiast śnić o potędze i mocy, chciały nadskakiwać mężom i rodzić im kolejne bachory? – To ojciec mnie wychował i zaszczepił we mnie odpowiednie poglądy. Matki nigdy nie widziałam, nie mam żadnego wspomnienia z nią związanego i kilka lat temu dowiedziałam się, że nie żyje, choć dla mnie martwa była całe życie.
Znowu napiła się wina, wciąż ciekawa, dlaczego Alphard pytał ją o stosunek do matki. Jednocześnie zerkała na stare dokumenty leżące w jej perspektywie do góry nogami, ale nic nie rozumiała z francuskiego bełkotu.
- Podejrzewam, że choćby chciał pokazać to mnie lub komukolwiek, to zwyczajnie nie zdążył, bo zginął kilka dni po nadaniu tego listu. Myślę że otrzymał go, przeczytał, a potem ukrył w szufladzie, nie wiedząc, że w noc pierwszego maja zabije go anomalia – odpowiedziała na kolejne pytanie. Jak na nią, osobę rzadko strzępiącą język na próżno, była bardzo wylewna, ale liczyła na to, że to zaprocentuje szybszym dowiedzeniem się, co takiego udało się Blackowi wyczytać. Najwyraźniej czytanie tego sprawiło, że chciał poznać jej historię, w wielu miejscach nie będącą powodem do dumy, ale niezaprzeczalnie istniejącą. A skoro i tak już się tak mocno odsłoniła, dając mu do czytania zawartość koperty, to może rozmowa o tym nie robiła już wielkiej różnicy. – Ale nie zdziwiłabym się, gdyby to przede mną zataił, cokolwiek tam jest. Nie byliśmy ze sobą blisko, nigdy, a już na pewno nie wtedy, gdy dorosłam i praktycznie nie utrzymywałam z nim kontaktu. Dawny związek z tą... tą kobietą był dla niego, no cóż, nigdy nie zagojoną raną na dumie. Nie sądzę, by chciał chętnie wracać do przeszłości, wystarczało mu to, że przez tyle lat musiał oglądać rezultat swojego błędu, przez co nie mógł udawać, że spotkanie Elaine Bellefleur nigdy nie miało miejsca.
Do tej pory czasem się zastanawiała, czemu jej nie porzucił, nie oddał do sierocińca ani nie wyrzucił do Tamizy. Dlaczego ją zatrzymał i wychował, ozięble i bez miłości, ale zawsze? I jakim cudem ktoś z Francji nie tylko dowiedział się o jego istnieniu, ale jeszcze wysłał mu stare papiery Elaine? Kim ten tajemniczy nadawca był dla zmarłej matki Lyanny? Jakimś jej krewnym, który chciał wzbudzić wyrzuty sumienia w Vincencie Zabinim, przypominając mu, że ona kiedyś istniała, a nawet była przez krótki czas jego żoną?
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Gabinet [odnośnik]18.04.20 21:49
Przypuszczał, że czarownica na niewygodne pytanie odpowie dyplomatycznym milczeniem, dając tym samym jasno do zrozumienia, że nie chce zbyt głęboko wchodzić w intymny temat, który winien być poruszany jedynie w rodzinnym gronie. Jednak zdecydowała się odpowiedzieć, niby beznamiętnie, tylko wypowiedź wybrzmiała całkiem szczerze. Lord szybko wyobraził sobie jak pod lodowatą maską spokoju coś się burzy, jak lawina emocji pędzi gorliwie pod bladą skorupą. Nie był pewien, czy sam zdołałby zachować podobne opanowanie, gdyby jemu przytrafiło się coś podobnego. Matka nie była zbyt długo obecna w jej życiu, więc nawet dobrze nie pamiętała chwili, w której odeszła, tym samym raz na zawsze porzucając ją, własną córkę. Po tak wielu latach być może jest się w stanie zdobyć na obojętność, a przynajmniej bezkresną nienawiść przekształcić w mniej wyniszczającą duszę niechęć. Kobieta, która wydała ją na ten świat, nic więcej dla niej nie uczyniła. A jednak to dzięki jej kłamstwu mogło powstać nowe życie. Darował sobie jednak postawienie tej śmiałej tezy, woląc uniknąć długiej dyskusji. Wstrzemięźliwość w tym względzie była podyktowana odrobiną przyzwoitości, ale również chęcią szybkiego uporania się z dokumentacją, jaką dano mu do wglądu. Chciał wyświadczyć Zabini tę jedną przysługę, nie zapominając o przeszłości, trochę też przez wzgląd na wspólne budowanie przyszłości w ramach łączącej ich w teraźniejszości działalności Rycerzy Walpurgii.
Słyszał coś o starym Zabinim, w końcu ten wywodził się z na tyle dobrej czystokrwistej rodziny, aby można było raz czy dwa wspomnieć o nim pod dachem rodowej rezydencji Blacków. Jawił się jako człowiek zasadniczy, Lyanna z kolei nie opowiadała o nim za wiele, gdy jeszcze razem gościli w szkolnych murach, choć tylko ojciec wkładał wysiłek w jej wychowanie. Zawsze łatwiej im było prowadzić rozmowy o neutralnych sprawach – nauce, quidditchu, cichej wojnie toczonej między domami. Nigdy nie zrezygnowali z dystansu wobec siebie, ale próbowali razem jakoś uciec od samotności i nudy. Dawne chwile pokryte grubą warstwą kurzu, bo wcale nie mają ich tak wiele, nie miały też aż tak wielkiego znaczenia, aby którekolwiek powracało do nich z tęsknotą. Ale może to właśnie przez nie, o tylu minionych latach, zdecydowała się podzielić z nim kilkoma szczegółami. Nic nie mógł poradzić na to, że uśmiechnął się pod nosem na myśl, że w jakiś sposób mu zaufała. Tak naprawdę znał wcześniej prawdę o jej statusie krwi, więc może i w tym przypadku było jej obojętne to, co od niej usłyszy i ile się dowie z listów.
– Pozwól, że doczytam resztę, nie chcę zbyt wcześnie przedstawić ci błędnych wniosków
– po tych słowach powrócił do swojego zadania i znów zaczął sunąć wzrokiem po kolejnych zdaniach spisanych po francusku.
Dobrze, że się wstrzymał z dzieleniem informacjami, ponieważ dotarł w końcu do dokumentów adopcyjnych. Wczytał się w nie nad wyraz uważnie, nie dziwiąc się niczemu, co zostało utrwalone na papierze. Coś takiego mogło przydarzyć się komuś innemu. Elaine Bellefleur urodziła się w czystokrwistej rodzinie, lecz po śmierci rodziców w alchemicznym wypadku została w pełni przysposobiona przez dalszych krewnych, którzy nie mogli pochwalić się własnym potomstwem. Daleki kuzyn od strony ojca przygarnął trzyletnią sierotę i wychował ją ze swoją małżonką półkrwi. Z biegiem lat faktyczny status krwi dziecka rozmył się, bo w kolejnych dokumentach Vincent Bellefleur  i Angelique Bellefleur z domu Daquin, oboje będący półkrwi, wpisywali małoletnią jako swoją córkę, zapominając podkreślić fakt adopcji. Kolejny przykład tego jako niedopilnowanie formalności może doprowadzić do tragedii.
Odłożył dokumenty z powrotem na biurko, odnajdując jeszcze ostatnie pismo, tym razem notarialne. Louis Daquin po otrzymaniu ostatniej woli zmarłej ciotki został zobowiązany do wyjaśnienia sprawy Elaine, choć minęły lata. Był to jedyny warunek i zarazem przeszkoda do nabycia praw do niezbyt obszernego gruntu pod Tuluzą. Wysłanie dokumentacji do rodziny byłego męża mieszkającego w Wielkiej Brytanii zostało przez notariusza uznane za wypełnienie testamentu przez Daquina.
Elaine Bellefleur nie oszukała Twojego ojca. Rzeczywiście była czystokrwistą czarownicą – oznajmił nad wyraz spokojnie, czekając na reakcję Zabini. Wolał odczekać chwilę i zdobyć od niej jakikolwiek sygnał mający stanowić przyzwolenie na to, aby kontynuował. To musiało być trudne do przetrawienia.
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Re: Gabinet [odnośnik]19.04.20 14:00
Elaine Bellefleur nie dała Lyannie nic poza wydaniem jej na świat, i jak myślała całe życie, statusem półkrwi. Nigdy nawet jej nie poznała, nie mogła też pamiętać ciepła matczynych ramion ani brzmienia jej głosu, bo wszystko to straciła nim ukończyła pierwszy rok życia. Znała tylko jednego rodzica, on ją wychował i wpoił odpowiednie poglądy. Także na kwestię matki, to ją obarczając winę za status krwi Lyanny oraz za ucieczkę, mimo że (choć tego Lyanna nie wiedziała) tak naprawdę wcale nie chciała porzucać córki, a została do tego zmuszona przez męża, który nie zamierzał tolerować pod swoim dachem oszustki półkrwi. Jej ojciec głęboko gardził brudną krwią, a dowiedzenie się, że wpuścił kogoś takiego pod swój dach, dał swoje nazwisko, a także taka osoba urodziła jego dziecko było dla niego wielkim ciosem, po którym już zawsze pozostał zgorzkniały i nieufny wobec kobiet, zwłaszcza wobec pięknych cudzoziemek takich jak Elaine Bellefleur. By nie stracić szacunku reszty Zabinich musiał postępować bardzo stanowczo, by nikt z rodziny nie oskarżył go o świadomą zdradę krwi, a i tak trwało latami, zanim po tym skandalu odbudował swoją renomę i szacunek w rodzinie, co odbijało się na Lyannie i jej oziębłym wychowaniu.
Jako, że nie znała francuskiego, musiała kogoś innego dopuścić do dokumentacji. Pierwszym wyborem był właśnie on, Alphard Black, znany jej z talentu do języków, w dodatku będący dawnym szkolnym kolegą. Nie przyjacielem, bo przyjaciół nie miała, ale gdzieś w głębi duszy pozostał pewien sentyment do tych dawnych rozmów i wspólnej gry w drużynie Ślizgonów. Potem wszystko się zatarło, Hogwart stracił na znaczeniu w obliczu doznań dorosłości, by wspomnienia powróciły z chwilą, gdy ponownie ujrzała go w dniu, gdy po raz pierwszy pojawił się na spotkaniu rycerzy. To wtedy połączyła ich wspólna sprawa, byli po tej samej stronie. Gdyby to Black potrzebował przysługi związanej z jej umiejętnościami, również by ją wyświadczyła. Nawet jeśli nie należała do osób otwartych i wylewnych, musiała mu zaufać.
Skinęła głową, pozwalając mu czytać dalej i nie przerywając mu już. Siedziała wyprostowana jak struna, a jej twarz pozostawała skupiona i opanowana, piękna jak u porcelanowej lalki i kontrastująca z mrocznym wystrojem wnętrz oraz czernią jej ubioru. Alphard czytał zapiski całkowicie dla niej niezrozumiałe, bo niechęć do matki sprawiła, że nigdy nie chciała podjąć nauki francuskiego i jedynym znanym przez nią językiem obcym był norweski, który musiała opanować podczas ponad rocznego pobytu w tym kraju i pobierania nauk u pewnego norweskiego runisty.
Ale w końcu, po długich minutach milczenia, Black znów się odezwał, wypowiadając słowa, które głęboko zaskoczyły Lyannę.
- Jak... jak to możliwe? – zapytała. – Czy to znaczy, że Elaine... moja matka naprawdę była... czystej krwi, tak jak twierdziła? Jak? – zwykle opanowana Lyanna teraz była wyraźnie zbita z tropu, co sprawiło, że aż zaczęła się jąkać z wrażenia. Bo zdała sobie sprawę z tego, co oznaczałoby to dla niej, jeśli to była prawda. – I czy w takim razie... ja też jestem czystej krwi?
Przez większość życia pragnęła tego najbardziej na świecie – dowiedzieć się, że gdzieś zaszła pomyłka i wcale nie była mieszańcem, a czystokrwistą czarownicą. Ale nigdy nie spodziewała się, że naprawdę może do tego dojść, że najskrytsze pragnienie jej serca może się spełnić. A teraz okazało się, że tuż przed śmiercią ojciec otrzymał dokumenty, z których wynikało, że jego była, dawno temu odprawiona żona, wbrew temu, w co wierzył on i jego córka, miała czystą krew. Lyanna od razu zaczęła więc dopytywać o szczegóły tego, co wyczytał Alphard, chcąc dowiedzieć się wszystkiego o tym, co się tam znajdowało, co świadczyło o dziejach jej matki wpływających też na nią samą. Bo to wszystko zmieniało. Miało szansę sprawić, by Lyanna mogła raz na zawsze odciąć się od zbrukanego statusu, a także by mogła zacząć powoli przebaczać matce.
- Chcę wiedzieć wszystko – powiedziała, spoglądając na Alpharda, jakby chciała wyczytać prawdę z jego oczu, ale naturalnie nie było to możliwe, bo nie posiadła zdolności czytania w myślach. Ale jej ciekawość i głód tej wiedzy były niemal namacalne, kontrastując z tą chłodną, porcelanową fasadą, jaką mógł obserwować zanim wypowiedział swoje słowa na temat statusu krwi jej matki.
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Gabinet [odnośnik]09.05.20 21:43
Wydawała mu się wręcz oszołomiona pod wpływem nowych, jakże zaskakujących informacji. Śmiało można uznać, że właśnie od tej chwili jej życie uległo ogromnej zmianie – od tej pory nikt nie miał powodów, aby patrzeć na nią z góry przez pryzmat czystości jej krwi. Rodzina Zabini nie będzie miała wyboru, jak tylko uznać ją za pełnoprawną spadkobierczynię swego dziedzictwa. Swymi czynami Lyanna udowadniała wyraźnie swą przynależność, lecz to zawsze miało być za mało. W jej przypadku byłoby zawsze za mało, niewystarczająco i niepoprawnie, gdyby los nie uśmiechnął się do niej za sprawą pogrzebanego w szufladzie ojcowskiego biurka listu z plikiem dokumentów. Bardzo chciałby zobaczyć miny krewnych czarownicy, którzy przez lata szydzili, a po latach zostanie im rzucona cała prawda, wskazana zostanie im wszystkich ich pomyłka. Choć pewnie i tak znajdą się niedowiarki, co zechcą podważyć autentyczność zaskakującego świadectwa.
Jesteś czarownicą czystej krwi – stwierdził bez zająknięcia, poważnym tonem, wyczuwając, że to właśnie ostatnie pytanie, które mu zadała, jest dla niej najbardziej istotne. Matka, która była tylko duchem odległej przeszłości, nawet nie do końca zapamiętanym, nigdy nie była ważną częścią życia córki. Być może zdołała się w końcu zrehabilitować w oczach córki w jakiś sposób. Odrzucany przez lata teoretyczny twór stał się wreszcie czymś godnym, nie rzutującym na przyszłości jako wieczna skaza. Lord nie zmienił w żaden sposób swojego nastawienia do siedzącej przed nim kobiety. W hierarchii społecznej wciąż był ponad nią, a w czasach szkolnych nigdy nie dołączył do nagonki nakręcanej przez jej kuzynostwo, dobrze wiedząc, że wymagano od niego dostojeństwa.
Gdy Lyanna dała znać, że chce wyjaśnień, przytaknął tylko i w pierwszej kolejności chwycił za akt urodzenia jej matki i podsunął go jej, chcąc na nim skupić jej uwagę.
Twoja matka była czystej krwi. Jej ojciec i matka oboje byli czystej krwi, więc wnioskuję, że pozostali przodkowie też takiej krwi byli – objaśnił spokojnie i zaraz wskazał palcem kolejny dokument, będący dowodem adopcji. – To jest dokument o przysposobieniu Twojej matki przez Vincenta Bellefleur i Angelique Bellefleur z domu Daquin. W wieku trzech lat została sierotą, biologiczni rodzice zginęli w alchemicznym wypadku, dlatego małżeństwo półkrwi, stanowiące jej dalszą rodzinę, przyjęło ją do siebie. W tym dokumencie Twoja matka wciąż ma status czystokrwistej czarownicy – spojrzał na Zabini, aby upewnić się, że do tej pory nic nie budzi jej wątpliwości. Nie chciał, aby pomyślała, że raczy ją tak podłymi kłamstwami, mimo wszystko wciąż było w nim trochę przyzwoitości. Palec przeniósł na jeszcze inny dokument. – Jednak w kolejnych dokumentach Vincent Bellefleur, który był dalekim kuzynem od strony ojca Elaine, zapominał o formalnościach i nie przedstawiał dokumentów adopcyjnych. Adopcyjna córka przez urzędników została uznana po prostu za córkę i nadali jej nowy status krwi, uznając za czarownicę półkrwi – i właściwie nie byłaby to emocjonująca historia, gdyby nie znajdował się w towarzystwie córki Elaine, która na brytyjskiej ziemi mocno namieszała w życiu pewnej szanowanej rodziny. – Jeśli twoja matka była świadoma adopcji, nigdy nie oszukała twojego ojca – stwierdził bez wielkich emocji, dość lekko, jakby mówił o pogodzie. – Ale jeśli krewni, którzy ją wychowali, nie wyjawili jej nigdy prawdy o jej pochodzeniu, wówczas świadomie go oszukała, choć kłamstwo o czystości krwi było przypadkowo prawdą, o czym sama nie wiedziała.
Tego już akurat nigdy się nie dowiedzą, nijak nie sposób poznać motywacji drugiego człowieka po jego śmierci, jeśli nie pałęta się dalej po świecie jako duch. Mogą tylko gdybać, a ułatwienie stanowiło to, że możliwości były zaledwie dwie.
Nie wiem czy potrzebna ci wiedza o tym, dlaczego to wszystko wypłynęło po tylu latach – zerknął na Lyannę, czekając na prośbę z jej strony, aby kontynuował i ten wątek jej objaśnił.
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Re: Gabinet [odnośnik]10.05.20 11:50
Odkąd była dzieckiem niczego innego tak nie pragnęła, jak czystej krwi. Z wiekiem przestawała się jednak łudzić, że ktoś powie jej, że jej gorszy status to tylko pomyłka i że wcale nie odstawała od rodziny. Nauczyła się, że musi radzić sobie sama, że Zabini nigdy nie uznają jej za w pełni swoją. Wmówiła sobie, że wcale ich nie potrzebuje i że może iść przez życie sama, bez nich. Nigdy nie poznała czym jest miłość ze strony rodziców czy innych krewnych, bo matki nie poznała, ojciec nią gardził i jego krewni też. Może z paroma wyjątkami, jak jej brat czy kuzynka Ophelia. Wiedziała, że dla rodziny Zabini zawsze będzie śmieciem, choćby przyniosła na tacy głowy wszystkich szlam w Londynie. Półkrwi przecież brzmiało jak półczarodziej, półczłowiek, coś gorszego. Wzgardzonego przez ojca, tolerowanego tylko z jakiegoś względu, którego nigdy nie poznała. Ale nigdy nie szukał dla niej męża, wiadomym było przecież, że żaden szanowany czarodziej czystej krwi jej nie zechce, bo ewentualne potomstwo też byłoby półkrwi. Raz w życiu zakochała się, zdołała uwierzyć, że może wcale nie musi po kres swoich dni być sama – ale i wtedy wieść o jej splugawionym statusie przekreśliła tamto uczucie. Podzieliła los matki – okłamała ukochanego (czy raczej zwyczajnie przemilczała przed nim prawdę o tym, że jej status krwi był inny niż u reszty czystokrwistej rodziny), a prawda wyszła na jaw za sprawą kogoś innego.
Została boleśnie odtrącona, przez co jej serce stwardniało i zamknęło się na wszelkie inne potencjalne związki. Jak się okazywało – niesłusznie. Tak jak niesłusznie jej ojciec odrzucił jej matkę i ją.
Według Alpharda była czystej krwi. To było tak wspaniałe, tak niesamowite, że w pierwszej chwili nie wiedziała, co powiedzieć. Czy to możliwe, że jej największe marzenie z młodości spełniało się wtedy, gdy już dawno porzuciła nadzieję na jego realność i próbowała nauczyć się żyć ze swoją skazą, rekompensować ją sobie w inny sposób?
- Zawsze pragnęłam tego, by dowiedzieć się, że mój status to pomyłka, że mogę być taka jak moja rodzina. Straciłam już nadzieję, a teraz ty mówisz mi, że jednak przez te wszystkie lata znoszenia pogardy ze strony własnej rodziny jednak jestem czystej krwi – odezwała się, przyglądając mu się. Wiedziała, że wiedział o tym, jak traktowali ją Zabini, był w Hogwarcie dwa lata wyżej, więc na pewno słyszał różne rzeczy. Co nieco dowiedział się też od niej samej, bo wtedy nie była jeszcze tak skryta, dopiero z wiekiem coraz bardziej otaczała się murami, by nie dopuścić nikogo zbyt blisko, zwłaszcza po tym, jak potraktował ją Theo. I oczywiście że wiedziała, że nadal pozostawał wyżej. Krew szlachetna stała ponad zwykłą czystą, jaką okazywała się mieć. Respektowała to, szanowała długie rodowody i tradycje szlachetnych rodów. Ale jeśli uda jej się formalnie zalegalizować swój status, to będzie stała wyżej niż cała rzesza skundlonych mieszańców, którzy stanowili większość społeczeństwa – a ona nie chciała być częścią tej szarej masy, a kimś lepszym, ważniejszym. Czarna magia i przynależność do rycerzy miały być czymś, co mimo statusu ją wywyższy ponad tę masę, co da jej siłę i moc niedostępną pospolitym, zwykłym zjadaczom chleba, których przodkowie skalali się związkami z mugolami i szlamami.
Spojrzała na stary pergamin będący aktem urodzenia jej matki. Wyglądał na oryginalny, papier był stary, podobnie jak atrament i urzędowe pieczęcie na nim, a Alphard wyjaśniał, jak doszło do tego, że jej matkę uznano za półkrwi mimo czystokrwistego urodzenia.
- Więc to wszystko to wina jakiejś dawnej urzędniczej pomyłki i niedopatrzenia ludzi, którzy adoptowali moją matkę? – zapytała spokojnie, choć w środku aż się gotowała na myśl o tym, że jej dzieciństwo i młodość zostały zniszczone przez to, że przed laty ktoś czegoś nie dopatrzył. I w dodatku ci ludzie pewnie od dawna nie żyli, więc nie było się na kim zemścić za to, co musiała znosić ze strony ojca i jego rodziny. Ale – po raz pierwszy od bardzo dawna mogła pomyśleć o swojej matce bez pogardy i nienawiści. Może nawet mogła zacząć jej przebaczać, skoro winowajcą tak naprawdę był ktoś inny, ten kto nie dopilnował tego, że mimo adopcji przez krewnych półkrwi nadal była czystokrwistą czarownicą?
- Tego już niestety się nie dowiemy, zarówno ona, jak i mój ojciec nie żyją – odezwała się. Kwestia tego, czy jej matka wiedziała o adopcji i o swojej prawdziwej krwi miała pozostać nierozstrzygnięta. Ale Zabini wolała teraz myśleć, że matka znała prawdę. Że wbrew temu, co zawsze powtarzał jej ojciec, nie była podłą oszustką, a stała się ofiarą jego zaślepienia. Zapewne nie chciał jej nawet dobrze wysłuchać, potraktował ją tak, jak Theo ją – lub może nawet gorzej. Kto wie, co jej zrobił? Może wcale nie uciekła sama, a on ją do tego zmusił? – Ciekawe czy zdążył przeczytać ten list zanim umarł. Jeśli tak, to nie zdążył mi o nim powiedzieć, odkryłam go sama niemal rok po tym, jak zginął.
Nie żałowała ojca ani wtedy, ani teraz. Dla niej to lepiej, że nie żył, tym bardziej że pewnie i tak nie zmieniłby stosunku do niej nawet po otrzymaniu dowodów na czystokrwistość swojej znienawidzonej drugiej żony.
- Myślisz, że nasze ministerstwo uzna te papiery, gdy pójdę tam, by formalnie potwierdzić i zalegalizować swoją krew? – zapytała, pewna że on, jako pracownik ministerstwa, orientował się lepiej. Niemniej jednak Lyanna wiedziała, że jeśli chce zostać czarownicą czystej krwi oficjalnie, musi pójść do ministerstwa i przejść weryfikację. Tam jednoznacznie zostanie potwierdzona lub obalona prawdziwość dokumentów, a jeśli potwierdzi się ich prawdziwość, Zabini będzie mogła wystąpić o poprawę statusu krwi w jej aktach.
Znowu napiła się alkoholu. Jak na nią była dziś bardzo wygadana, ale to przez poznanie tak wspaniałych wieści. Zaś Alphard urósł dziś w jej oczach do roli kogoś, kto podał jej dawne marzenie na tacy.
- Chętnie dowiem się i tego, bo przyznaję, zastanawia mnie to, dlaczego dopiero po latach, długo po tym jak moja matka umarła, ktoś to mojemu ojcu wysłał.
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Gabinet [odnośnik]13.05.20 23:11
Dała poznać po sobie słabość. Emocje wypłynęły z niej, choć nie musiała poruszyć się przez nie nagle i gwałtownie, to wyraźnie zmieniały jej wyraz twarzy. Zdumienie i ulga stanęły na czele korowodu uczuć, skłaniając czarownicę do poczynienia zwierzeń. Alphard darował sobie jakikolwiek komentarz odnośnie spełnionego marzenia Zabini, świadom tego, że krewni przez wiele lat gardzili nią z powodu niższego statusu krwi. Miała prawo reagować w taki sposób, mimo wszystko trzymając się przed nim resztek opanowania. Jednak dała o sobie znać w końcu złość, która była wyraźnie słyszalna w jej głosie, kiedy zadała pytanie o to, czy o ciągu upokorzeń jakich doznała zadecydował jeden urzędniczy błąd. – Tak, to wina niedopatrzenia zarówno krewnych, jak i urzędników – odpowiedział jej bez emocji, znów kierując spojrzenie na dokumenty rozłożone po blacie biurka.
Ciekawość co do motywacji osób już zmarłych szybko u Blacka zelżała na rzecz bardziej znanych mu kwestii. Nie wahał się udzielić odpowiedzi, jeśli je miał, w pełni oparte na wiedzy i doświadczeniu. – W przypadku kogoś innego autentyczność dokumentów byłaby długo weryfikowana, zwłaszcza, że wydane zostały za granicą przez inne ministerstwo. Przed sobą masz odpis aktu urodzenia, oryginał musi znajdować się w jakimś francuskim archiwum – palcem wskazującym prawej dłoni stuknął w dokument, utrzymując przez krótką chwilę swoje kolejne przypuszczenia dla siebie. – Jednak chodzi o ciebie, nie jakąś przypadkową osobą. Jeśli pojawią się jakiekolwiek wątpliwości, powołaj się na moją osobę lub wyraźnie zaznacz swoją przynależność do Rycerzy Walpurgii – nie było powodów do tego, aby mieli wstydzić się swojej służby dla Czarnego Pana, od kiedy otaczająca ich rzeczywistość zmieniła się na ich korzyść. Londyn był ich, z Brytyjskiego Ministerstwa Magii zostały wyparte wszelkie rażące ideologie wraz ze szlamolubami. Fala zwolnień objęła również Szpital Świętego Munga i tym razem nie wywołała ona żadnych protestów. Nie było już komu protestować.
- Wszystko z powodu spadku – rozpoczął wyjaśnienie całej sprawy, co zresztą sam zaproponował. Lubił doprowadzać wszystko do końca. – Po śmierci adopcyjnej córki i męża niewielki majątek przypadł Angelique Bellefleur z domu Daquin. Kiedy podupadła na zdrowiu postanowiła sporządzić testament, w którym zobowiązała wyznaczonego spadkobiercę do wyjaśnienia sprawy Elaine pomimo upływu lat. Bratanek czarownicy, Louis Daquin, wysłał zatem list do Twojego ojca z plikiem dokumentów, dzięki czemu nabył prawo własności do niewielkiego gruntu pod Tuluzą.
Kolejny raz okazywało się, że dla niektórych najlepszą motywacją do działania była szansa uzyskania korzyści majątkowych. Black, znający rodowe bogactwa od dnia narodzin, nie potrafił pojąć tego na jak bardzo desperackie kroki mogą decydować się inni, aby tylko się wzbogacić.
Nie wiem, czy jest sens, aby drążyć dalej – stwierdził bez emocji, spoglądając na całą sprawę przy pryzmat urzędniczych praktyk. – Najważniejsze fakty zostały odkryte i już nic bardziej zaskakującego raczej się nie trafi – dopił wino ze swojego kieliszka i po odstawieniu szkła poderwał się z wygodnego fotela. Spełnił prośbę Zabini, pomógł jej rozszyfrować pisma sporządzone w języku francuskim, a więc nic dłużej go tu nie trzymało. Chwycił płaszcz i założył go dbale, bladymi palcami zapinając ciemne guziki. – Gdybyś jednak chciała dotrzeć do kolejnych dokumentów, nie wahaj się do mnie zwrócić – łatwo zaoferował swoją pomoc w tej sprawie, znając swoje możliwości. Nie sądził jednak, aby Lyanna zdecydowała się na prowadzenie śledztwa. – Mam we francuskim ministerstwie szerokie grono znajomych, dlatego to nie będzie żaden problem – dobrze by było, żeby miała świadomość tego, iż ma do czynienia z człowiekiem obeznanym w takich biurokratycznych formalnościach i gotowym wyświadczać przysługi swoim towarzyszom. – Miłego wieczoru, Lyanno – pożegnał ją tymi słowami, a uśmiech zatańczył na jego ustach. Chwilę później opuścił jej rodzinny dom, odprowadzony przez gospodynię do drzwi.

| z tematu
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Re: Gabinet [odnośnik]15.05.20 20:58
Normalnie bardziej panowała nad emocjami. Bardziej uważała na to, co pokazuje światu, obojętnie czy były to emocje pozytywne, czy negatywne. Każde mogły zostać wykorzystane przeciwko niej, obnażyć jej słabości, nadzieje lub lęki, a tego nie chciała. Życie nauczyło ją, że ludzie lubią podstępnie wbijać nóż w plecy. W ten sposób potraktował ją mężczyzna, którego kiedyś kochała, porzucił ją, odwrócił się od niej, gdy dowiedział się prawdy.
Ale, jak się teraz dowiedziała, to jej mieszana krew była kłamstwem. Pechowym zrządzeniem losu, dawnym niedopatrzeniem urzędników oraz adopcyjnych rodziców jej matki. Theo niesłusznie nią wzgardził. Tak samo jak wszyscy inni, którzy całe życie traktowali ją z góry, nie chcąc uznać czarownicy półkrwi za równej sobie. A od tych, którzy traktowaliby ją równo, stroniła, bowiem tak postępowali miłośnicy szlamu i równości, a tymi gardziła Lyanna, zawsze identyfikująca się z tą czystą połówką krwi. Zawsze więc stała w cieniu lepszych od siebie i okazywała pogardę tym, których uważała za gorszych by nikt z tych lepszych nie pomyślał, że sympatyzowała z brudem.
To dlatego tak bardzo się odsłoniła. Opuściła gardę, okazała swoje szczęście, co zdarzało jej się rzadko. Tym bardziej że rzadko przeżywała silne emocje, zwykle tłumiła wszystko w sobie, by jak najmniej pokazywać innym. Nikomu w pełni nie ufała, nikogo nie wpuszczała za swoje mury odkąd boleśnie zawiodła się na Theo.
Prawdopodobnie po wszystkim miała się wstydzić tego, że za bardzo się przed Blackiem odsłoniła. Ale była mu wdzięczna za to, co dla niej zrobił i za to, czego się dzięki niemu dowiedziała. Teraz wiele mogło się zmienić na lepsze. Dawne błędy mogły zostać wyprostowane i naprawione.
- Rozumiem – rzekła. – Naturalnie nie omieszkam o tym wspomnieć. Zamierzam załatwić to już w najbliższych dniach i nie spocznę, póki w moich aktach nie pojawi się informacja, że jestem czystej krwi.
Lyanna była gotowa posunąć się naprawdę daleko, żeby tylko pozbyć się hańby półkrwi. Jeśli tylko ktokolwiek stanąłby jej na drodze do tego, by jej status nabrał mocy prawnej, pożałowałby. Nie zamierzała już wypuścić z rąk tego, co dziś otrzymała, tego cudownego zrządzenia losu, które mogło ją uczynić pełnowartościową, szanowaną czarownicą, pełnoprawną częścią czystego świata, o który walczyli. Nie wstydziła się też swojej przynależności, choć zanim przejęli władzę, musiała ją ukrywać, by nie zainteresowali się nią aurorzy.
Wysłuchała wyjaśnień Alpharda odnośnie zawiłości spadkowych krewnych jej matki. Teraz to wszystko stało się bardziej jasne.
- Może kiedyś odszukam tego Louisa Daquina – powiedziała. Kiedyś, bo teraz raczej nie będzie okazji na wyjazd do Francji, kiedy władza rycerzy jeszcze nie okrzepła i Lyanna mogła być potrzebna na miejscu. Dlatego na razie musiały wystarczyć informacje i dokumenty, które już posiadła. Jeśli urzędnik, do którego się z nimi uda, będzie rozsądnie myślącym człowiekiem, wszystkie sprawy uda się załatwić szybko. Jeśli będzie robić problemy, mocno tego pożałuje.
- Tak czy inaczej jestem ci wdzięczna za pomoc i przetłumaczenie tego – rzekła, gdy już zbliżał się moment pożegnania. W swoim czasie, gdy nadejdzie właściwy moment, niewątpliwie będzie pamiętać o tym, co dla niej zrobił i odwdzięczy się przysługą za przysługę. – Może to też znak, że powinnam poznać podstawy francuskiego. – Bo teraz przekonała się, że jej francuskie korzenie wcale nie były brudne. A matka mogła być jedną z ofiar tej całej sprawy z czystością krwi. Lyanna czuła, że już nie musi jej nienawidzić ani odrzucać wszystkiego, co się z nią wiązało. – Nawzajem, Alphardzie – rzekła, odprowadziwszy go do drzwi. Niewątpliwie niedługo spotkają się znowu, w końcu zbliżało się spotkanie rycerzy.

| zt.
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Gabinet
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach