Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Aria Starwoodsen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość

Gość

PisanieTemat: Aria Starwoodsen    01.05.18 22:01


Aria Starwoodsen

Data urodzenia: 15.06.1926
Nazwisko matki: Valhakis
Miejsce zamieszkania: Hill St 15, Londyn
Czystość krwi: czysta
Status majątkowy: średniozamożna
Zawód: Strażniczka w Wiedźmiej Straży
Wzrost: 168 cm
Waga: 61 kg
Kolor włosów: Brązowe
Kolor oczu: Brązowe
Znaki szczególne: Brak



Wieczór był chłodny. Co prawda nie padał deszcz i nie wiało, ale jednak panowała nieprzyjemna, chłodna atmosfera. Aria Starwoodsen, ubrana w długi, ciemny płaszcz szła chodnikiem jednej z londyńskich ulic. Owinięta ciepłym szalem po sam nos, rozglądała się po okolicy. Dawno nie była w tej części miasta i wolała się upewnić, czy nic jej nie zagraża.
Jej nowe zadanie, do którego została przydzielona, nie wydawało się specjalnie trudne, ale mimo to wywołało u niej wiele wspomnień, nawet tych, których wolała nie pamiętać. Ktoś porwał dziecko, a jego rodzice zgłosili się bezpośrednio do niej prosząc o pomoc w jego odnalezieniu. Nie wpłynęłoby to na nią aż tak, gdyby nie fakt, że małżeństwo miało dwójkę dzieci, bliźnięta, chłopców. Gdy jeden z nich zniknął, drugi nie mógł sobie z tym poradzić. To właśnie był jeden z głównych bodźców, przez który podjęła się tego zadania. Znała uczucie pustki, bezradności i bezgranicznej tęsknoty za bratem.



Jej brat, Jacob, był od niej osiem lat starszy. Zawsze byli razem, zawsze jej pomagał i pokazywał jej nowe rzeczy. Kiedy w dzieciństwie spędzali razem czas całe dnie opowiadał jej o ich magicznym świecie, a potem, kiedy już poszedł do szkoły, w wakacje zawsze raczył ją opowieściami o tym co dzieje się w Durmstrangu. To dzięki niemu mała dziewczynka zapragnęła pójść tam do szkoły, chciała uczyć się w tych samych murach co jej ukochany brat.
Jej rodzice nie mieli nic przeciwko. Starwoodsenowie byli bardzo specyficzną rodziną. Robert Starwoodsen, głowa rodziny, był aurorem z bardzo długim stażem pracy i z dużymi osiągnięciami. Wszyscy członkowie jego rodziny zajmowali się pracą na rzecz ministerstwa i prawie w każdym resorcie zajmującym się przestrzeganiem prawa, kiedyś pracował jakiś Starwoodsen, na ważniejszym lub mniej znaczącym stanowisku. Kora Starwoodsen należała do Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego i często przez swoją pracę nie było jej w domu. Jednak mimo wszystko otaczała swoją rodzinę miłością i kiedy tylko mogła spędzała z nią jak najwięcej czasu. Jej rodzice poznali się w Hogwarcie, Aria zawsze lubiła, jak jej o tym opowiadali. Tata zawsze powtarzał, że zakochał się mamie od pierwszego wejrzenia, już na pierwszym roku nauki, kiedy to zobaczył ją na szkolnym korytarzu. Kora była wtedy zaledwie kilka miesięcy po przeprowadzce z Grecji, gdzie mieszkała całe swoje dotychczasowe życie, bo też takiej właśnie była narodowości. Jednak państwo Valhakis po tym, jak ojciec Kory dostał propozycję pracy w ministerstwie, postanowili na stałe przeprowadzić się do Anglii. Sama Kora była bardzo zagubiona na samym początku, ponieważ nie umiała jeszcze dobrze mówić po angielsku i to właśnie Robert postawił ruszyć jej z odsieczą i pomóc jej się zaaklimatyzować w nowej szkole, jednocześnie zyskując tym samym jej serce. Biorąc pod uwagę, że państwo Starwoodsen oboje pracowali dla organów pilnujących porządku, na początku byli przeciwni temu, aby ich starszy syn uczęszczał do Durmstrangu. Jacob próbował za wszelką cenę ich do tego przekonać, jednak przez dłuższy czas w jego próby były daremne. W obronie chłopca stanął jego dziadek, Hilarion Valhakis, twierdząc, że nawet jeśli w tej szkole jest na początku dziennym nauczanie czarnej magii, to przecież jego wnuk jest na tyle mądry, by nie dać się wkręcić w jakieś niecne towarzystwo i z pewnością wyjdzie mu to na dobre. Sam Hilarion skończył tę szkołę i pierwotnie chciał, aby jego jedyna córka również do niej uczęszczała, jednak przeprowadzka do Anglii spowodowała, że po prostu łatwiej było posłać Korę do Hogwartu. Dlatego też stanął po stronie wnuka kiedy ten chciał pójść do Durmstrangu. Po długich rozmowach, namowach i złożeniu kilku obietnic przez Jacoba, państwo Starwoodsen w końcu się ugięli i zgodzili się wysłać syna do szkoły za granicą. Jacob dotrzymał danego rodzicom słowa i przykładał się do nauki unikając nawiązywania podejrzanych znajomości. Chociaż uczył się również czarnej magii, z uwagi na program nauczania szkoły, to nigdy nie wgłębiał się w nią bardziej niż to było konieczne. I choć państwo Starwoodsen pracowali gdzie pracowali, to jednak ich dzieci nie były wychowywane w typowy dla tamtych czasów sposób. Zamiast uczyć małą Arię gotowania, szycia czy innych przydatnych umiejętności dotyczących zajmowania się domem i bycia dobrą żoną, dziewczynka dostawała do rozwiązywania zagadki, do czytania książki traktujące o zaklęciach obronnych czy tych dotyczących transmutacji. Rodzice pielęgnowali również jej umiejętności spostrzegawcze, a nawet aktorskie widząc, że córka ma potencjał. Stawiali też duży nacisk na znajomość języków, w takim stopniu, że w wieku dziewięciu lat Aria płynnie mówiła po norwesku i francusku, gdzie norweskiego nauczyła się od brata. Od małego interesowała się zagadnieniami bezpieczeństwa oraz infiltracji i już wtedy wiedziała, że kiedyś będzie pracować w służbach podobnych do tych co jej rodzice. Wyróżniała się na tle swoich koleżanek z podwórka. Dziewczynki przeważnie przychodziły z lalkami i opowiadały jak to mama kupiła im nowe wstążki do włosów czy nowe buciki. Arii to nie interesowało, ona wolała bawić się w chowanego, szukać ukrytych skarbów lub rozwiązywać zagadki, które wymyślał jej brat. Czasami Jacob przed wyjazdem do szkoły zostawiał jej jedną zagadkę lub mapę, a on miała czas do jego powrotu na święta, aby tę łamigłówkę rozwiązać. To były zabawy, które ją interesowały. Nie musiała też chodzić w pięknych sukienkach i mieć ładnie ułożonych włosów. Często zakładała spodnie, a włosy miała w nieładzie, co również nie przeszkadzało jej rodzicom.



We wrześniu 1937 roku jej noga w końcu stanęła w Durmstrangu. Była oczarowana tą szkołą, budynkiem w którym się znajdowała, tymi murami, które z pewnością kryły niejedną tajemnicę. Wiedziała, że nauczy się tu wielu przydatnych rzeczy. Już na pierwszym roku zapisała się do klubu pojedynków, w którym czynnie brała udział aż do zakończenia szkoły. Przydało się jej wtedy to, że tyle czytała w dzieciństwie. Już od pierwszej lekcji latania na miotle wiedziała, że ma do tego smykałkę. Wcześniej co prawda miała swoją dziecięcą miotełkę, ale to było nic w porównaniu z tym czego nauczyła się w szkole. Kiedy była na trzecim roku dostała się do drużyny Quidditcha jako ścigająca i zabawiła na tym stanowisku już do końca swojej edukacji w szkole w 1944 roku. Okazało się też, że jest całkiem niezłą pływaczką i kiedy miała w szkole trochę wolnego od nauki i spotkań ze znajomymi, chodziła pływać. Pozwalało jej to oczyścić umysł i chociaż trochę zmęczyć mięśnie. Dobrze się uczyła, miała dobre wyniki z transmutacji i zaklęć, całkiem nieźle również szła jej historia magii. Chciała dorównać Jacobowi, który skończył szkolę z bardzo dobrymi wynikami. Często jej duża chęć do nauki była powodem do drwin ze strony innych uczniów. Nazywali są też czasami „Obrończynią Uciśnionych”, po tym jak stanęła w obronie chłopca imieniem Ben, którego status krwi był mieszany. Nauczona w domu, że nie powinno się oceniać ludzi przez pryzmat ich krwi, w końcu zareagowała, nie mogąc dłużej patrzeć jak grupa uczniów „czystej krwi” znęca się nad chłopakiem. Początkowo Ben miał jej nawet za złe, że stanęła w jego obronie. Postawiło go to w złym świetle, bo uczniowie zaczęli nazywać go „pierdołą” i szydzić z jego słabości argumentując to tym, że dziewczyna musi go bronić. W końcu jednak jego zachowanie w stosunku do niej się zmieniło. Zaprzyjaźnili się, a z czasem ta przyjaźń zmieniła się w głębsze uczucie. Nie trwało ono jednak długo, ponieważ Ben, kiedy byli na ostatnim roku, zaczął się bardzo interesować czarną magią, bardziej ją zgłębiać, co wpływało na jego zachowanie. Arii się to nie podobało, dlatego postanowiła zakończyć ten związek. Ben nie był zachwycony tym faktem, a dodatkowo praktykowanie przez niego czarnej magii, pogłębiło jego niezadowolenie do tego stopnia, że któregoś razu w napadzie złości zaatakował dziewczynę. Aria po tym wydarzeniu przez kilka dni leżała w skrzydle szpitalnym, a potem unikała chłopaka jak tylko mogła, bojąc się poniekąd, że ten może jej wyrządzić większą krzywdę niż tylko kilka siniaków i złamana kość przedramienia.
Jej beztroskie na swój sposób życie skończyło się w 1942 roku. Była na piątym roku szkoły kiedy dostała sowę od rodziców z informacją, że jej ukochany brat nie żyje. Jacob pracował w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, gdy podczas jednego z wyjazdów on i jego współpracownicy zostali zaatakowani przez zwolenników Grindelwalda. Jej rodzina nigdy nie zadeklarowała  jakie są jej poglądy polityczne, mugole im nie przeszkadzali, a nawet pomimo czystości krwi nie uważali się za lepszych od innych. Jacob zginął na miejscu ataku i nikt nie potrafił wyjaśnić jak do tego doszło. Nikt nie chciał im udzielić żadnych informacji. Aria próbowała na wszystkie sposoby dowiedzieć się co się stało, co zawiodło, kto powiedział tym nikczemnym ludziom, że jej brat ze swoją ekipą tam będą. Była bezradna… i to właśnie wtedy postanowiła, że nigdy więcej nie dopuści do tego, by czegoś nie wiedziała. Nie pozwoli, by ktokolwiek kiedykolwiek nie otrzymał wszystkich potrzebnych informacji, informacji, które z pewnością nie raz, nie dwa zapewnią bezpieczeństwo i spokój ducha. Wzięła się do pracy bardziej niż zwykle. Ukończyła szkołę z oceną Powyżej Oczekiwań z Transmutacji, Zaklęć i Historii Magii, a następnie skierowała swoje kroki w kierunku głównej siedziby Wiedźmiej Straży.



Wiedziała, że nie będzie łatwo, jednak była zdeterminowana. Chciała dowiedzieć się jak najwięcej, mieć dostęp do dużej ilości informacji. W pierwszym trzyletnim szkoleniu bardzo pomogło jej to, co wyniosła z domu. Spostrzegawczość, którą nabyła podczas rozwiązywania zagadek przygotowanych przed brata czy rodziców, wcielanie się w role, którego nauczyła się podczas wypadów z rodzicami do świata mugoli czy też umiejętność łącznia ze sobą faktów były bardzo pomocne. Znajomość dwóch dodatkowych języków również wiele jej dała. Nie raz było ciężko, nie raz chciała to wszystko rzucić i wrócić do domu… ale wtedy przypominała sobie swoją bezradność po śmierci brata i na nowo brała się do pracy.
Szkolenie ukończyła z jednym z najlepszych wyników, jednak trafiła za biurko. Nie widziała jej się taka praca, wiedziała, że długo tak nie wytrzyma, dlatego od razu zgłosiła się na kolejny kurs. Sporo osób kręciło nosami na jej kandydaturę, w końcu była kobietą, jednak determinacja i być może nazwisko sprawiły, że dostała się na kurs i dalej doskonaliła swoje umiejętności. Nie zamierzała się poddać. Takie słowo nie występowało w jej słowniku.
Cztery lata kursu minęły jej na nauce i ciężkiej pracy, podczas której dowiedziała się wielu nowych rzeczy. Przeczytała chyba wszystkie tomy dotyczące czarodziejskiej arystokracji, nawiązywała kontakty z szemranymi typami, dzięki którym mogła zdobywać informacje o kryminalnym półświatku. Przede wszystkim skupiła się na działalności kryminalistów. Zgłębiała ich „modus operandi”, by w przyszłej pracy być jak najlepiej przygotowaną, aby nic ją nie zaskoczyło i mogła wykonywać swoją pracę jak najlepiej. Dzięki swoim umiejętnościom aktorskim, które nabyła jeszcze w domu, a także wiedzy zdobytej w szkole i na poprzednim szkoleniu, nie miała większych problemów z nawiązywaniem kontaktów z przestępcami, podając się za jedną z nich. Udało jej się w ten sposób zdobyć rozległą siatkę kontaktów, a osoby, które dostarczały jej informacji, nie były świadome, że tak naprawdę szkodzą swojemu środowisku. A biorąc pod uwagę, że wyrosła na urodziwą kobietę o idealnych kształtach, mężczyźni nie raz nie dwa otwierali się przed nią, z nadzieją, że może coś z tego ugrają. Oczywiście ich nadzieje były płonne, ponieważ panna Starwoodsen cokolwiek nie robiła, jak ładnie się uśmiechała, czy jak wytworne suknie ubierała by wpasować się w tłum, zawsze robiła to by zdobywać informacje.
Kiedy w końcu udało jej się ukończyć kurs od razu rozpoczęła swoją pracę jako pełnoprawna członkini Wiedźmiej Straży. Oddała pracy całe swoje życie. Całkowicie się jej podporządkowała. Opłaciło się to, ponieważ szefowie docenili jej zaangażowanie i oddanie sprawie. Pięła się po szczeblach kariery, otrzymując coraz to bardziej znaczące zadania. Jedną z jej najbardziej wymagających misji było przeniknięcie do grupy przemytników i handlarzy nielegalnymi przedmiotami. Poświęciła temu zadaniu cztery lata pracy idealnie wpasowując się w środowisko. Nie raz musiała udowodnić swoją lojalność, robić rzeczy, których normalnie nigdy by nie zrobiła. Jednak czasami cel uświęca środki. Po czterech latach ciężkiej pracy i braku kontaktu z rodziną, zgromadziła wystarczający materiał dowodowy aby zakończyć działalność grupy. Wszystkie dane przekazała Czarodziejskiej Policji i Aurorom, co spowodowało, że przestępcza siatka została rozbita, a kryminaliści aresztowani i skazani.



W 1956 roku miała za sobą już trzynaście lat służby w Straży, jednak nadal była tak samo oddana sprawie, jak na samym początku. Zawsze angażowała się w swoje zadania, a to doprowadziło ją do stanowiska, na którym to ona miała pod sobą ludzi.  Nie była to duża ilość osób, jednak razem z nimi miała większe pole manewru, mogła im przydzielać zadania, jednak nadal nie miała jakieś dużej władzy czy wpływów. Dostała nawet własny gabinet w siedzibie, jednak rzadko w nim przesiadywała. Wolała brać udział w zadaniach, zdobywać informacje i w razie czego pomagać swoim podwładnym. Zdobyła również szacunek osób, które w przeszłości miały co do niej wątpliwości, twierdząc, że sobie nie poradzi.
Teraz, w czasach panującego niepokoju i szerzącego się strachu, jej praca była tym bardziej potrzebna. Ministerstwo potrzebowało informacji na temat nastrojów społeczeństwa, planów przestępców czy przekonań wielu ważnych osób. Wiedziała, że teraz ona i jej ludzie będą mieli pełne ręce roboty. Ale nie przeszkadzało jej to. Mieszkała sama, w kupionym kilka lat wcześniej mieszaniu w centrum Londynu, nie miała męża, a rodzice również byli pochłonięci pracą, pomimo swojego wieku. Nie było więc przeszkód by oddała się pracy, zwłaszcza, że znów chodziły słuchy o tym, że Grindelwald się na nowo uaktywnia. Nie było na to namacalnych dowodów, ale ona nie zajmowała się namacalnymi dowodami. Zajmowała się informacjami i teraz miała zamiar zgromadzić ich jak najwięcej. Miała w tym swój interes. Nienawidziła Grindelwalda przez to co spotkało jej brata. I choć osobiście ten czarnoksiężnik nie przyłożył do tego ręki, był tak samo winny śmierci Jacoba jak jego mordercy, których notabene nigdy nie znaleziono.



Zatrzymała się przed jedną z wielu kamienic na tej ulicy. Rozejrzała się ponownie aby upewnić się, że nikt jej nie śledzi, po czym rozpinając ciepły płaszcz weszła po małych schodkach do środka. Jej strój nie zmienił się wiele od czasów jej dzieciństwa. Najchętniej nosiła spodnie, w które wciśniętą miała koszulę, na nogach przeważnie miała wysokie buty na lekkim, ale szerokim obcasie, a w cieplejsze dni, zamiast płaszcza miała na sobie swoją ulubioną, szytą specjalnie na zamówienie skórzaną kurtkę. Oczywiście jeśli sytuacja tego wymagała zakładała sukienkę czy biżuterię, jednak na co dzień jej jedynym dodatkiem do ubioru był zegarek, który przed laty na jedenaste urodziny podarował jej brat.
Zapukała spokojnie do drzwi domostwa. Chciała pomóc tej rodzinie, chciała dowiedzieć o ich życiu jak najwięcej, aby potem te informacje móc wykorzystać podczas poszukiwań ich syna. A przede wszystkim chciała oszczędzić im cierpienia, jakiego ona doświadczyła.
Drzwi otworzyły się powoli z cichym skrzypieniem.
Tak? – rozległ się niepewny, cichy kobiecy głos.
Dobry wieczór, nazywam się Aria Starwoodsen. Prosili państwo o spotkanie.







Patronus: Patronus Arii przyjmuje postać jastrzębia. Kiedy go wyczarowuje przypomina sobie jeden z wakacyjnych dni, kiedy jej brat był w domu i siedzieli w ogrodzie. Jacob miał duża wiedzę na temat zwierząt nie tylko tych magicznych i kiedy na jednej z gałęzi przysiadł majestatyczny, drapieżny ptak, zaczął jej o nim opowiadać. Spędzili wtedy razem cały dzień, a Jacob opowiadał jej różne ciekawe rzeczy. Dużo się śmieli, bawili, a potem razem wkradli się mamie do kuchni i ukradli kawałek ciasta. Dla Arii był to jeden z najszczęśliwszych dni, ponieważ następnego dnia Jacob wracał do szkoły i znowu nie było go aż do świąt.




Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 6 1 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 10 3 (różdżka)
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 10 1 (różdżka)
Eliksiry: 5 Brak
Sprawność: 10 1 (waga)
Zwinność: 5 5 (aktywność)
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
NorweskiII 2
FrancuskiII 2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Historia magiiII10
SpostrzegawczośćII10
Ukrywanie sięII10
KłamstwoII10
RetorykaII10
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Silna wolaI2
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Brak-0
Brak-0
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleII7
PływanieII7
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka  brak-0
Reszta: 0

Wyposażenie

Różdżka





Ostatnio zmieniony przez Aria Starwoodsen dnia 06.05.18 20:19, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Aria Starwoodsen    03.05.18 19:53

Do sprawdzenia


Powrót do góry Go down
 

Aria Starwoodsen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Aria Fimmel
» Aria Fitzgerald

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Nieaktywni :: Karty porzucone-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18