Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 [sen] stuck on the hinges

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Nephthys Shafiq
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5796-nephthys-shafiq#137060 https://www.morsmordre.net/t5820-amara#137531 https://www.morsmordre.net/t5822-zobacz-jak-cudownie-marniejemy#137534 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5861-skrytka-bankowa-nr-1433#138716 https://www.morsmordre.net/t5821-nephthys-shafiq#137533
Zawód : Alchemik, arystokratka
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
it's dark in my imagination.
OPCM : 4
UROKI : 2
ELIKSIRY : 24
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: [sen] stuck on the hinges   22.05.18 13:49

Przechadzała się korytarzami rezydencji bez celu. To dziwne. Choć tak znajome, przestronne i kolorowe, jednocześnie wydawały się zupełnie obce, jakby wcale nie przechodziła nimi kilka razy dziennie. Jakby wręcz jaśniały bielą marmuru, którego być tam nie mogło. Nie potrafiła sobie przypomnieć, co spotkało kolorowe mozaiki, przeplatane złotem i zielenią jadeitu. Na twarzy czuła ciepły powiew, w ślad za którym podążała jej suknia w czerwonym kolorze, upodabniając ją do plamy krwi, skazy na bieli wnętrza. Muślin; tkanina dla niej obca, odkąd przebywali w Anglii, bo zupełnie nienadająca się na tutejszą pogodę. A mimo to, nie wydawało się to w żaden sposób dziwne czy nieodpowiednie, podobnie jak to, że nie miała butów; również jej ramiona była odkryte i mogła w pełni cieszyć się ciepłem, otulającym ją zewsząd jak delikatne objęcia. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że przecież nie są już w Anglii i niemądrym było w ogóle myśleć, że to właśnie tam mieszkają, mając do dyspozycji Egipt jak długi i szeroki. Nie tęskniła za chłodem, deszczem i słotą, ale jej pamięć wydawała się spustoszona. Nie potrafiła przypomnieć sobie, dlaczego tutaj jest. Nie zamierzała jednak się nad tym zastanawiać. Bylo jej tak dobrze, lekko, a najmniejsze nawet zmartwienie nie mąciło jej myśli. Idąc bezgłośnie, jedynym dźwiękiem, jaki docierał jej uszu, był szelest materiału; wyciągnęła rękę w bok, palcami naznaczając ścieżkę w bieli ściany. Dotarła w końcu do pomieszczenia z wysokim sklepieniem i ogromnymi oknami, w któych powiewały różnobarwne kotary. Przeciąg wzburzał ich poły, przywodząc na myśl egzotyczne, ogromne ptaki, które chciały dostać się do środka, ale coś je powstrzymywało. Za nimi był już tylko bezkres morza. Nieskończone połacie granatu, kryjące w sobie skarby, które tylko nieliczni mogli odnaleźć. Zbliżyła się nieznacznie do parapetu, a opierając się o niego, rozkoszowała się bryzą, zawiewającą od strony wody. Delikatną, ledwo wyczuwalną, ale przynoszącą ulgę w dni ukropu, takie, jak ten. Wystarczyłoby wyjechać tylko trochę na południe od rezydencji, a upał stawał się nieznośny. Z daleka od morskiej wody, powietrze wisiało nieruchomo, a na nim kurz i pył. Nie rozumiała wszystkich tych, którzy w piaskach pustyni odnajdowali spokój. Ją to właśnie szum słonych fal uspokajał. Nawet, jeśli był zbyt słony, by dawać życie. Zbyt słony, by napoić spragnionych. Chronił przed upałem i odcinał od świata. Przymknęła powieki i wciągnęła w płuca głęboko rześkie, choć ciepłe powietrze, pachnące morzem. Na języku poczuła sól. Rozpuszczone włosy tańczyły na wietrze nieskrępowanie, podobnie jak tren sukni. Dotyk materiału na skórze był przyjemny, delikatny. O czymś jej przypominał, ale nie potrafiła w tej chwili powiedzieć, co to takiego mogło być. Nie chciała zaprzątać sobie teraz głowy niczym przyziemnym. Dopiero wtedy usłyszała na górze jakiś hałas i wiedziała jedno - nie powinna była go usłyszeć, bo nikogo nie powinno tam być. Zapytana, nie potrafiłaby odpowiedzieć, dlaczego zdjęło ją przerażenie gdy tylko w jej głowie zaświtała myśl, że ktoś jest na górze, cokolwiek miałoby się tam znajdować. Wiedziała jedynie, że nastrój rozluźnienia prysnął jak bańka mydlana. Nawet wiatr się uspokoił, kotary zaprzestały swojego tańca, a powietrze stało się ciężkie i duszne. Odwróciła się od okna. Wiedziała, że musi znaleźć się na górze, musi oznajmić, ktokolwiek się tam znajdował, że nie może tam przebywać, bo to surowo zabronione. Z takim też zamiarem rozpoczęła wędrówkę po długich, marmurowych schodach, które wzięły się znikąd. Ale dotyk dłoni na inkrustowanej balustradzie wydawał się taki rzeczywisty...





شاهدني من فوق
Powrót do góry Go down
Rameses Shafiq
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5780-rameses-shafiq https://www.morsmordre.net/t5788-seth#136750 https://www.morsmordre.net/t5791-basnie-tysiaca-i-jednej-nocy#136755 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5859-skrytka-bankowa-nr-1426#138577 https://www.morsmordre.net/t5792-rameses-shafiq#136756
Zawód : Łamacz klątw
Wiek : 40
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
i will burn your world to
the ground
if you try to conquer
mine
OPCM : 16
UROKI : 13
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: [sen] stuck on the hinges   30.05.18 14:30

Znów to samo.
Od dziesięciu lat ten sen nawiedzał go już tyle razy, że znał go na pamięć. Zawsze kończył się w ten sam sposób, zawsze patrzył na nieruchome ciało na podłodze, na przerażoną skrzatkę domową w kącie gabinetu i krew na rękach, choć to przecież nie on zabił. Nie bezpośrednio. Krew, której nie potrafił zmyć, nieważne jak bardzo szorował. Wciąż tam była. Dlatego fakt, że znalazł się nagle na dziedzińcu jego i Safiyi domu w Egipcie nie dziwił. Przeciwnie, przywitał się z nim niczym ze starym znajomym. Wciąż potrafił bezbłędnie podać rozkład korytarzy, znał każdy zakamarek jak własną kieszeń. Słońce lało się z nieba żarem, a on dopiero wrócił. Teraz nie pamiętał już skąd; to nie miało znaczenia. Zmęczony podróżą, z ubraniem pokrytym pyłem, znalazł się w środku, zbywając służbę machnięciem ręki. Zdjął jedynie wierzchnie okrycie, mające chronić przed żarem lejącym się z bezchmurnego nieba i przeszedł dalej. Śniąc ten sen już po raz kolejny, wyzbył się uczuć, które mu wtedy towarzyszyły, nim zrozumiał, że to sen. Pewność, że minie jeszcze tylko parę metrów i zobaczy Safiyę, całą i zdrową. Brak zrozumienia, gdy odkryje, że nie jest cała ani zdrowa. Strach, ból, gniew. Wszystkie te emocje kumulujące się w jedno na widok medalionu leżącego na podłodze. Gorzka, naga prawda w pełnej swojej krasie.
Chciał już mieć to za sobą. Nie rozglądał się więc, jedynie szedł przed siebie, bo wiedział, że się nie obudzi. Tak jakby za każdym razem musiał przeżyć ten sen od początku do końca. Podświadomość chciała mu najwyraźniej przekazać, że nawet śniąc nie może zapominać o wyrzutach sumienia, które na jawie wciąż dawały o sobie znać. Coraz rzadziej, czas powoli zacierał ich kształty, ale powracały, ilekroć znów uderzała w niego ta nocna mara. Nie zdejmował peleryny; przeszedł przez korytarz, kierując się prosto do gabinetu. Wiedział, co tam znajdzie, chciał tylko odbębnić i obudzić się w końcu, najpewniej z czołem zroszonym potem. Ale tym razem coś było nie tak. Korytarz zdawał się absurdalnie ciągnąć. Szedł, słysząc echo swoich kroków odbijających się od ścian, a choć logika podpowiadała, że powinien już dawno dotrzeć do schodów, tak się nie działo. Przystanął na moment, skonsternowany. Sen, jawa? Zdecydowanie sen. Co jednak zainicjowały te zmiany? Dlaczego po tylu latach coś było inaczej? Nie rozumiał. Mógł jedynie podążać za scenariuszem. Nie myślał nawet, by próbować się zbudzić. Ruszył przed siebie, przyspieszając kroku, ale koniec korytarza jedynie się oddalał Szedł coraz szybciej, ale wbrew wszelkim zasadom, koniec tej wędrówki, tak dobrze widoczny, zdawał się oddalać w nieskończoność. Był już o krok od rozbiegnięcia się; w końcu trafił jednak na schody. Coś było inaczej; coś wisiało w powietrzu. Żaden wiatr nie wpadał przez wysokie okna, kotary nie poruszały się miarowo. Nawet szum morza, który powinien docierać do jego uszu, przycichł. Choć raz niepewny tego, co zastanie po wejściu na górę, ruszył po schodach pospiesznie, przeskakując po dwa stopnie naraz. Stanąwszy przed drzwiami przełknął ślinę z pewnym oporem, nim nacisnął na klamkę, a serce biło mu szybciej, niż powinno. To tylko sen. Bez względu na wszystko, bez względu na to, czy jeśli otworzy te drzwi, Safiya będzie żyła, to wciąż był tylko sen. Nic ponadto. A jednak chciałby ją zobaczyć żywą, uśmiechniętą, choć raz. Ten obraz już się w jego głowie zacierał. Popchnął ciężkie skrzydło drzwi.





I tried to be someone
else but nothing seemed
to change
Powrót do góry Go down
Nephthys Shafiq
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5796-nephthys-shafiq#137060 https://www.morsmordre.net/t5820-amara#137531 https://www.morsmordre.net/t5822-zobacz-jak-cudownie-marniejemy#137534 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5861-skrytka-bankowa-nr-1433#138716 https://www.morsmordre.net/t5821-nephthys-shafiq#137533
Zawód : Alchemik, arystokratka
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
it's dark in my imagination.
OPCM : 4
UROKI : 2
ELIKSIRY : 24
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: [sen] stuck on the hinges   16.06.18 14:03

Stała przed drzwiami. Nie znała ich i mogłaby przysiąc, że nie widziała takich nigdy w ich angielskiej siedzibie. Zdaje się jednak, że ustaliła już, sama ze sobą, że angielska siedziba to to nie jest i nie ma w tym nic dziwnego. Przecież mieszka tutaj, skąd więc pomysł o lodowatej Anglii? Sny kierowały się swoją logiką, nawet jeśli nie jesteśmy świadomi, że śnimy; tak było i w tym przypadku. Wiedziała jednak, że musi te drzwi otworzyć, słysząc za nimi szelest. Wystarczyło je tylko popchnąć, były uchylone, ale zbyt mało, by mogła dostrzec cokolwiek przez powstałą szparę. Wszystko to tak obce, a z drugiej strony przyprawiające o poczucie, że to już było. Wyciągnęła rękę przed siebie, przez chwilę przyglądając się półksiężycom paznokci, które odcinały się od drzwi. W końcu pchnęła je i weszła do środka, znów doznając uczucia deja vu, do którego nie miała prawa. Pomieszczenie tak obce, jak i znajome; a jednak towarzyszyło jej dojmujące przeczucie, że nie powinno jej tu być. Jakby ktoś, kiedyś, przed laty powiedział jej, że nie wolno tu wchodzić, a ona złamała właśnie ten zakaz. Jednak nie z powodu własnego widzimisię, prawda? Słyszała jakieś szmery.
Prędko zlokalizowała ich źródło, w postaci skrzata domowego, który buszował w jednej z szuflad biurka. To pomieszczenie wyglądało inaczej, niż pozostałe. Brakowało mu przestronności, którą charakteryzowała się reszta rezydencji. Był ciasny, by nie powiedzieć, że dość zagracony. Księgi, zwoje, piętrzyły się na półkach, a w szklanych gablotach znajdowały się przedmioty, niektóre piękne i cenne, inne brzydkie i na pierwszy rzut oka całkowicie bezużyteczne. Podłogę pokrywał miękki dywan, w którym stopy Nephthys zanurzyły się, kiedy tylko znalazła się w środku. Centrum pomieszczenia stanowiło rzeczone biurko, którego blat był uporządkowany. A za biurkiem skrzatka, wyraźnie nieskrępowana jej obecnością, szukała czegoś w jednej z szuflad. Dziewczyna zmarszczyła brwi; nie tylko było to bezczelne, coś jej wyraźnie podpowiadało, jakiś wewnętrzny głos, którego nie znała, choć zdawał się pochodzić z jej myśli powtarzał, że ma jej kazać stąd natychmiast wyjść, bo przebywanie tu jest niebezpieczne.
Zbliżyła się do istoty.
- Nie wolno ci tu przebywać - zakomunikowała niezbyt głośno, nie chcąc straszyć skrzatki. A wtedy dostrzegła, że ta zamierzała sięgnąć po naszyjnik. Bogaty, owalny kamień, który stanowił jego główną ozdobę, świecił złowrogim, czerwonym blaskiem. A może to tylko promień słońca padł tak niefortunnie. Nie chciała tego sprawdzać, rzuciła się do przodu, żeby zabrać Akh przedmiot, nim dojdzie do tragedii. Dlaczego nie pomyślała, by złapać przez materiał? Kiedy tylko jej palce zawinęły się wokół grubego łańcucha, poczuła nagły ścisk krtani.Odcięty dopływ powietrza nie był czymś, czego się spodziewała. Widziała jedynie rozszerzone z przerażenia oczy skrzatki, nim wybiegła z gabinetu. To wszystko zdawało się trwać wieki. Nie zauważyła nawet, kiedy perspektywa jej percepcji się zmieniła i zdała sobie sprawę z tego, że klęczy obok swojego martwego ciała. Wyjęła spomiędzy zaciśniętych palców naszyjnik i złożyła go sobie na podołku, przyglądając mu się badawczo i nie rozumiejąc, co właśnie zaszło. Umarła, a jednak tu była; jeśli tak miało wyglądać życie po śmierci, to była rozczarowana. Wtedy jednak uchyliły się drzwi, do gabinetu. Miała nawet ochotę zauważyć zgryźliwie, że pomoc pojawiła się zbyt późno. Zrozumiała jednak wówczas, że skrzatka po tę pomoc wcale nie pobiegła. Wlepiła spojrzenie w Ramesesa.
- Przepraszam - powiedziała, by po chwili uświadomić sobie, że nic z tego nie rozumie. - Co ty tu robisz?





شاهدني من فوق
Powrót do góry Go down
 

[sen] stuck on the hinges

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18