Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Ogrody królewskie

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody królewskie - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Ogrody królewskie - Page 6 Empty
PisanieTemat: Ogrody królewskie   Ogrody królewskie - Page 6 I_icon_minitime10.03.12 23:15

First topic message reminder :

Ogrody królewskie

Przepiękne ogrody, dzień w dzień skrupulatnie pielęgnowane przez królewskich ogrodników. Łączą dzielnicę arystokracji z terenami biblioteki; otoczone ślicznym, dokładnie przystrzyżonym żywopłotem. Kręta, usypana ciemnym piachem ścieżka wije się pomiędzy krzakami dojrzałych kwiatów roztaczających w okół siebie tak słodką, miodową woń, tak cudnie lśniących w szmaragdowych trawnikach, zdobionych tysiącem kropel rosy niczym majestatycznym sznurem pereł. Ogromne, prastare drzewa splatają swe giętkie gałęzie ponad spacerniakiem, kryjąc malowniczą ścieżkę w delikatnym cieniu. Świeża zielona trawa piętrzy się gdzieniegdzie większymi kępkami. Pośrodku radośnie szemrze woda przelewana w wymurowanej fontannie. Chadzają tu na spacery londyńscy dostojnicy, prawdziwe elity pośród elit, piękne damy w eleganckich, drogich kreacjach, plotkując między sobą o swych przyjaciółkach, często przy wtórze ptasich treli chadzają młode pary, by następnego dnia czytywać o tym wydarzeniu na łamach najświeższych gazet. Idealne miejsce na odpoczynek, idealne na leniwe, ciepłe popołudnie dla wszystkich tych, którzy na lenistwo mogą sobie w tych trudnych czasach pozwolić.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, hogwarts professor, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Ogrody królewskie - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Ogrody królewskie   Ogrody królewskie - Page 6 I_icon_minitime04.08.19 20:03

Pomogły panu kiedyś wydostać się z labiryntu?
Zabawne, że w ogóle go o to spytała, bo czy nie było to częste zdanie, które padało na jego zajęciach? Znajomość gwiazd w końcu pozwała odnaleźć drogę, jeśli ktoś się zagubił i nie wiedział, w którą stronę iść. Było to jednak możliwe tylko w przypadku, gdy niebo nie było naznaczone gęstymi chmurami lub prześwity były na tyle możliwe, by dostrzec zarys odpowiedniego fragmentu sklepienia niebieskiego. Chciał coś powiedzieć, jednak w momencie, w którym wypowiadała swoje słowa, nie mogli dostrzec niczego — nad ich głowami widniała jedynie nieprzepuszczalna czerń. Przez chwilę wzrok profesora wędrował po nieistniejących punktach, ale zaraz też spojrzał na Isabellę, by po chwili zamyślenia podejść do niej i stanąć ramię w ramię. Nie zamierzał przekraczać pewnej granicy, która była czymś oczywistym, jednak i tak był bliżej niż powinien. Jeśli chciała się czegoś dowiedzieć, nie było miejsca na wstyd. Nauczyciel zdjął więc z szyi ukrywany pod materiałem koszuli amulet, który miał dla niego ogromny sentyment i zanim go otworzył, przejechał kciukiem po jego wieczku. Ta nostalgia nie trwała jednak długo i po chwili zarówno Jayden, jak i Bella zostali owiani trójwymiarową projekcją mapy gwiazd. Vane odszukał odpowiedni fragment nieba, przechodząc między planetami, księżycami, mgławicami, aż wskazał jedną z gwiazd. - Najjaśniejszą po Słońcu gwiazdą widoczną na naszym niebie jest Syriusz, czyli Psia Gwiazda - zaczął, chcąc odpowiedzieć arystokratcce chociażby na jedno zadane przez nią pytanie. Lepsza okazja mogła się nie nadarzyć, skoro było to całkowicie losowe spotkanie. Nie chciał też za bardzo dać się porwać swoim mrocznym myślom, a opowiedzenie jej o bezkresie kosmosu zdawało się dobrym lekarstwem, chociażby na parę chwil. Cennych chwil, które jednak popychały go w przód, odwlekając zamknięcie w klatce własnych wspomnień i win. Potrząsnął głową, by pozbyć się tej dekoncentracji i zaraz podjął wcześniejsze słowa. - Obiekt ten leży w gwiazdozbiorze Wielkiego Psa i stanowi jeden z wierzchołków trójkąta zimowego, czyli układu gwiazd, tworzonego ponadto przez gwiazdy Betelgeza w gwiazdozbiorze Oriona i Procjon w gwiazdozbiorze Małego Psa. Jeśli wzniesiesz dłoń i przekrzywisz ją o tak, a Syriusz znajdzie się na miejscu pierwszego palca, a Adara kciuka oznacza to, że idziesz na północ - mówił, nie przerywając i pokazując młodej czarownicy, jak to zrobić. - Światło gwiazd zmienia się w zależności czy są bliżej globu, czy też dalej, jednak to nie tylko znajomość map pozwala na odszukanie drogi. Cóż... Zależy też jakiej drogi szukasz - dodał, przygryzając na chwilę dolną wargę, zupełnie jakby znów miał się dać ponieść wyobraźni. I zrobił to. Nie chciał tego, ale odpłynął na moment — otoczony niebieskawym światłem przypominającym to od zaklęcia patronusa, jednak, zamiast przynieść ukojenie, coś smutnego i ciężkiego osiadło mu na sercu. Czy słowa dawnej uczennicy były idealnym wstrzeleniem się w punkt, czy po prostu on wychwytał z nich to, co najbardziej do niego pasowało? Odetchnął cicho, sunąc palcami przez włosy, zanim na powrót się odezwał. Ciszej, nie tak energicznie jak wcześniej, ale wciąż pewnie i z uczuciem. - Nie są nieśmiałe. Są po prostu skazane na wieczne spoglądanie ku nam i nie mogą odwrócić wzroku, gdy upadamy ani nie mogą wyciągnąć ręki, by nas podnieść. Cierpią tak samo jak my. Cieszą się jak my. Nie mają jednak wpływu na to, co się dzieje. Ich obecność jednak świadczy o tym, że powinniśmy walczyć. Każdego dnia o to, czego pragniemy. Bo one płoną tam dla nas. Spalają się każdego dnia, wiedząc, że kiedyś nie zostanie z nich nic, ale robią to, by ich światło do nas dotarło. Żebyśmy spoglądając w niebo widzieli odwagę, poświęcenie i troskę. By bez względu na to, jak bardzo czujemy się opuszczeni, słabi i zrezygnowani, nie poddawać się. One świecą nam przykładem i są dla nas w momentach, w których nie ma nikogo innego. Dlatego tak ważne jest to, byśmy nie marnowali czasu. Najmniejszego jego kawałka.
Dom. Proszę go nie opuszczać, profesorze Vane.
Chciałbym, przemknęło mu przez myśl, dlatego odwrócił spojrzenie od arystokratki, żeby nie odnalazła w jego oczach tego całego bólu, który w sobie nosił. Dom kojarzył mu się już inaczej. Wierzył w to, co mówił o gwiazdach. One również i teraz świadkowały jego powolnemu upadkowi i zapaści, obiecując ukojenie na koniec drogi. Nawet nie wiedział, jak długo trwała ta cisza, która zapadła między nimi, ale nie miał głowy, by zastanawiać się, jak została ona odebrana. Jego dusza wędrowała daleko od Ziemi, chcąc już zanurzyć się w świetle księżycowej planety niczym ćma zmierzająca do płomienia. Czy nie miał być to piękny koniec? - Powinniśmy chyba... - zaczął w pewnym momencie, mrugając parę razy i patrząc w stronę schodów, na których odbywał się jeszcze jakiś czas temu występ. Dopiero po chwili zauważył zmierzającą w ich stronę kobietę, która szła dość raźnym krokiem. Miała uwolnić młodą czarownicę od jego zbyt depresyjnego towarzystwa?





every night i scream your name
Every night I burn. Every night the dream's the same. Every night I burn waiting for my only friend. Every night I burn waiting for the world to end.


Powrót do góry Go down
Isabella Presley
Isabella Presley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Zawód : dama i płomień
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 2
UROKI : 3
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
Ogrody królewskie - Page 6 A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0

Ogrody królewskie - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Ogrody królewskie   Ogrody królewskie - Page 6 I_icon_minitime06.08.19 14:27

W pytaniu o labirynt nie zasadzała się jedynie myśl o fizycznym wyplątaniu się z chaosu ścieżek. Mało w jej słowach było konkretów i oczywistości. Ubierała je w swojskość, próbowała się do nich ostrożnie zbliżyć jak do płochliwego zwierzęcia, które w każdej chwili mogło umknąć przed zbyt ciekawskim blaskiem oczu. Wiedziała o możliwości rozszyfrowywania stron świata przy pomocy gwiazd. Gdy potrafiło się rozpoznać ich migotanie, nie można było się zagubić. – tak sobie to wyobrażała. Co jednak z tym drugim zagubieniem? Tym niewidzialnym i pozornie niegroźnym; a przecież to właśnie umysł potrafił ucinać drogę, nim postawiło się ten pierwszy krok. Z tej duszy, pędzącej zbyt szybko, miała ochotę wyskoczyć, zawirować między chmurami i spróbować uwierzyć, że to upadanie nie jest piękną śmiercią, że jest ratunkiem, niespodziewanym pójściem przed siebie, prosto do celu, bez błądzenia, bez chłodnych wątpliwości, bez spojrzeń zawracających do tego, co było za. Właściwość wyborów, wewnętrzne przekomarzania iskier z kamieniami to odwieczne dylematy. Największym przyjacielem okazywało się to, co tak przyjemnie milczało, to co nie było dźwiękiem formującym się w chropowate słówka rozgrzane strachem. Sojuszników miała w zapachach, w delikatnych listkach ukochanych roślin, w przesuwających się po ścianach cieniach teatralnych lalek. Głos drażnił, zadrapywał. Głos miał być potęgą, o której uczyła się, nim posadziła swą pierwszą sadzonkę, nim po raz pierwszy podleciała do świecących błękitów. Wszystko było drażniącą równowagą, ale osiągnięcie jej wydawało się abstrakcją. Nie ma bezpiecznego środka, istniały tylko strony, a neutralność mogła ją jedynie zamknąć na wieki w ciasnych labiryntach.
Projekcję nieba oglądała z zachwytem. Magia miała wielką moc. Mogła spodziewać się, że profesor nosi kosmiczne krajobrazy przy sercu. Podejrzewała jednak, że nawet brak owego artefaktu nie sprawiłby, że zapomniałby o tych gwiezdnych szlakach. Nie znała nikogo, kto byłby większym mistrzem od niego. Wypowiadał się o tajemnicach kosmosu tak, że mogłaby słuchać długimi godzinami, gubiąc wschody i zachody. Odkrywała to jednak dopiero dziś, wcześniej najpewniej przenosząc swe skupienie na totalnie odmienne pola zainteresowań. Czasu nie można było cofnąć, nie tak, jak mogłaby tego chcieć, ale pewne treści wciąż mogły przecież zostać objawione. Być może dopiero teraz dojrzała na tyle, aby móc wreszcie słuchać prawdziwie, głęboko. Rozproszony, młodzieńczy duch wypierał zbyt wiele treści, odrzucała je. Dziś chłonęła najmniejszą wskazówkę. Zupełnie jakby była wyschniętą studnią i to gwiazdy napełniałby jej duszę. Ich spokój okrutnie kłócił się z tryskającymi w niej pożarami. A jednak w jakiś pokrętny sposób to działało. Słuchała, tracąc śmiałość do mącenia swymi słowami w jego opowieści.
W ślad za tymi wszystkimi drogowskazami wędrowała niewidzialnie między gwiazdami. Przez chwilę nie było jej tutaj, była tam. Zdawało się, że i on pozwolił sobie oddalić się, choć tylko nieznacznie.
– Właściwej, profesorze – wymówiła tylko, gdy zapytał o poszukiwaną drogę. – Tej jedynej dla mnie, jedynej spośród tylu dróg. – Miała dwadzieścia jeden lat. Wciąż największe wydarzenia istniały mocno przed nią. Ktoś taki jak on zmagał się z rozwianymi, młodzieńczymi duszami. Ktoś taki jak on dopiero poza zasięgiem murów szkoły stawał się kimś, kogo zupełnie szczerze chciało się słuchać. Mądrością. Ktoś taki jak on – nauczyciel.
Miała rację, powinniśmy walczyć, nie powinniśmy milczeć. W milczeniu było przytulnie, a jednak to głos stawał się działaniem. Ona przecież mogła mówić. Nie była gwiazdą, chociaż czuła parzący dotyk w swojej duszy. Czuła się naznaczona. O tym zapewne nie wiedział wiele, a jednak wszystkie te słowa z taką łatwością układały się w pełne obrazy. W bliskie obrazy. Gwiazdy przestawały być gwiazdami. Oni przestawali być nimi. Wszystko to trwało w ruchu, przyjmowało pozy tak rozmaite, plastyczne i zdolne dopasować się do wymagającej, zdesperowanej wyobraźni.
– Musimy więc o to walczyć. Żeby ich nie zawieść, nie zawieść siebie. By nie przestawały błyszczeć. – Dlaczego wierzyła, że ma prawo mówić również o nim? Jej życie od dawna już istniało po to, by nie zawodzić kogoś. Dopóki jednak te czyjeś pragnienia nie staną się również jej, będzie jak ta gwiazda – smutna i wypalająca się dzień za dniem. Wątpiąca w to, że jej blask dociera do kogokolwiek. Tak też wpadła do tego głębokiego, ciemnego morza myśli, o niektóre z nich nawet wcześniej siebie nie podejrzewała. O wielu nie mogła i nie chciała mówić głośno. Powinna je zniszczyć, zanim trwale zapuszczą w niej korzenie.
Nie chciała kończyć tych rozważań, a jednak głos profesora przerywający chwilę zaskakującej ciszy, dopiero ta sylwetka zbliżająca się do nich wkrótce później… wszystko ustało. Chyba zbyt szybko. Oczęta Balbiny próbowały rozwiać resztki tego gwiezdnego pyłu.  – Dziękuję za wszystkie słowa i wszystkie gwiazdy, profesorze. Obawiam się jednak, że będę musiała już wracać, ale wierzę, że któregoś dnia będziemy mogli dokończyć rozmowę – wymówiła, gubiąc rozmarzone tony w głosie. Rozumiał.
Pożegnała się więc, obdarzając go po raz ostatni tym pogodnym uśmiechem. Świat nie mógł poczekać, aż zakończą swój spacer.


zt x2


Powrót do góry Go down
Safia Shacklebolt
Safia Shacklebolt

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8545-safiya-shacklebolt#249238 https://www.morsmordre.net/t8578-ghede#251399 https://www.morsmordre.net/t8581-szamanka-miasta#251409 https://www.morsmordre.net/f231-sussex-brighton-brighton-pavilion https://www.morsmordre.net/t8580-skrytka-bankowa-nr-2017#251404 https://www.morsmordre.net/t8579-s-shacklebolt
Zawód : kapłanka
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
too late for tears, damage is done
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 20
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Ogrody królewskie - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Ogrody królewskie   Ogrody królewskie - Page 6 I_icon_minitime22.08.20 23:38

28 lipca
Lady Shacklebolt nigdy przedtem nie zastanawiała się jak będą wyglądały spotkania z przyszłym mężem, czy nawet w ogóle nie brała ich pod uwagę, zauważając, że niemal każda dama niewiele później po przyjęciu zaręczynowym stawała na ślubnym kobiercu. Gdy tylko wróciła początkiem kwietnia do Anglii z oddechem rychłego zamążpójścia na karku, podejrzewała, że wszystko zostało ustalone pod jej nieobecność z rodem, dla którego ceremonia ta oznaczała nic więcej, niż poprawę stosunków politycznych, tak ważną w zaistniałych okolicznościach. Tymczasem nim się zorientowała, minął kolejny miesiąc a temat ślubu zaskakująco nie pojawiał się zbyt często pośród murów posiadłości i nie była już pewna, czy powinna cieszyć się z tego powodu, czy raczej niepokoić. Wprawdzie niedawne spotkanie z lordem, który w każdej chwili mógł z niej zrezygnować, pomimo następnych absurdalnych okoliczności, przebiegło dosyć poprawnie i sądziła, że wyjaśnili sobie wszystko, dochodząc do porozumienia, ale każdy dzień bez znaku życia ze strony Zacharego zaczynał się przykrzyć. Takiego stanu rzeczy upatrywała jednak w wykonywanym przez mężczyznę zawodzie, ale już teraz zaczynała rozumieć co kryło się za stwierdzeniem, iż uzdrowiciele nie powinni mieć rodzin.
Dni mijały ciemnoskórej czarownicy bez większych rewelacji – poza uciążliwą teleportacyjną czkawką – na wykonywaniu rzeczy, które odkąd ukończyła szkołę były jej normalnością, rutyną. Odsuwając od tego powinności damy, córki, coraz częściej pomagała matce w warzeniu skomplikowanych mikstur, wprawiała się w tworzeniu talizmanów, nieco rzadziej oddawała się tajnikom rytualnej magii, którą zupełnie niewymuszenie zepchnęła w ostatnich dniach na dalszy plan. I czekała; czekała jak na szpilkach na list, ganiąc się w myślach za brak cierpliwości. Pomimo tego, że zdążyła już mniej więcej poznać lorda, nie była w stanie przewidzieć kiedy ponownie się spotkają – jak zdążył do tej pory udowodnić, nie miał nic przeciwko spontanicznym spotkaniom wieczorem, ani tym umawianym z dłuższym wyprzedzeniem. Gdy list wreszcie nadszedł, a niewiele później kalendarz wskazywał datę spotkania, na miejscu pojawiła się jak zwykle wcześniej w towarzystwie lekko zniechęconej i czerwonej na zazwyczaj bladej twarzy przyzwoitki. Ogród był w dużej mierze osłonięty przed rozłożyste drzewa, rozumiała, że dziewczyna nie była przyzwyczajona do wysokich temperatur.
A kiedy Zachary pojawił się wkrótce po niej i użyczył kurtuazyjnie swojego ramienia, bez chwili wahania przyjęła je, zapomniała o służce i nadała tempa spacerowi. W ciszy stawiała kolejne kroki na żwirowej ścieżce pomiędzy przepiękną roślinnością i nie czuła, by to milczenie było uciążliwe, niewygodne, czy niekomfortowe, co uważała za niezwykły plus. Nie sztuką było rozmawiać i mówić, lecz milczeć we własnym towarzystwie. Chociaż jej odczucia względem stąpającego obok lorda wciąż pozostawały dlań nie do końca jasne, odnosiła wrażenie, że zbyt szybko go oceniła. Bezwiednie zacisnęła palce wokół skrytego szatą przedramienia; tego, którego rekonwalescencję przyśpieszyła drobnymi rytuałami w domowym zaciszu.





goddesses don't speak in whispers;
they scream.
Powrót do góry Go down
Zachary Shafiq
Zachary Shafiq

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Never one
without the other
OPCM : 20
UROKI : 8
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty
 magic

Ogrody królewskie - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Ogrody królewskie   Ogrody królewskie - Page 6 I_icon_minitime26.08.20 21:35

Raptem kilka słów nakreślonych w liście – tyle potrzebował, by pozostać z Safiyą w kontakcie. Ilość obowiązków spoczywających na jego barkach nie pozwalała Zachary'emu na codzienną wymianę listów nadsyłanych na Wyspę Man. Nie odbierał prywatnej korespondencji w szpitalnych murach, całe szczęście. Musiał być skupiony i przygotowany na każdą ewentualność, która zazwyczaj pojawiała się pośród codziennych czynności. Nie przebywał w posiadłości zbyt często. Od momentu objęcia kierowniczego stanowiska ordynatora oddziału Świętego Munga, prywatnych komnat, spojrzeń krewnych oraz służby unikał jak ognia. Wiedział, że listy gratulacyjne nadsyłali wszyscy, których znał, którzy pełni jakąś rolę w jego życiu kiedyś bądź teraz. Nie chciał ich czytać, widząc po tygodniu stos przyprawiający o dreszcz niepokoju. Wiedział, że nie istniały żadne powody do zmartwień, lecz nie potrafił wyzbyć się uczucia, które podpowiadało mu, iż z chwilą otrzymania awansu stał się człowiekiem wystawionym na większe niebezpieczeństwo; a jego bliscy wraz z nim. Przyświecający Zachary'emu cel utrzymania rodziny z dala od wojennej zawieruchy będący poniekąd pochodną zachowania świętej równowagi świata został w tym jednym momencie zaburzony. Ponownie spędzał czas w odosobnieniu, kiedy tylko mógł sobie na to pozwolić, rewidując dotychczasowe priorytety, ustalając nowy porządek, podług którego musiał czynić swoją powinność i stąpać wytyczoną ścieżką.
Myśli te nie opuszczały go ani przez chwilę, nawet po przekroczeniu granic pięknych ogrodów zdobiących najbogatszą i najbardziej luksusową dzielnicę opustoszałego Londynu. Dopasowany elegancją równą temu miejscu strój stał się czymś naturalnym – elementem zupełnie nowej kreacji, w którą wszedł jako ordynator. Limonkową szatę zastąpił ubraniem wyróżniającym się pośród tłumu i brakowało mu tego, co pozwalało się weń wtopić. Nawyknienie do nowej rzeczywistości przychodziło powoli, dlatego szansa na oderwanie się od niej widniała w jego wyobraźni jako składnik narzuconej samemu sobie terapii.
Czy to miejsce nie wygląda wspaniale? — Zapytał w pewnym momencie trwającego spaceru. Podwinięte rękawy drogiej koszuli obszytej drogimi nićmi pozwoliły bransoletom na nadgarstkach dzwonić cicho, gdy przemierzali ogród. Metale obręcze odznaczały się na ciemnej skórze równie równie mocno jak nieodłączony zestaw pierścieni i sygnetów na palcach obu rąk, połyskujących w ciepłych, lipcowych słońcu. Temperatura, która zawitała wraz z początkiem lata była Zachary'emu absolutnie na rękę. Choć daleko jej było do egipskiego gorąca – wciąż lokalne powietrze traktowało jako zbyt wilgotne – to był niezmiernie zadowolony z faktu, iż ładna pogoda sprzyjała spacerowi w ogrodzie. Pozwalała odetchnąć od codziennego zgiełku, jednak myśli same wracały do spraw, którymi powinien się pilnie zająć. Odkładał je, dostosowując szeroko pojęty grafik, aby mieć kilka luźniejszych dni końcem miesiąca, a mimo to umysł pozostawał spięty równie mocno jak ciało. Sylwetka wyprostowana niczym struna istotnie doprowadzała do szału, choć w przypadku Shafiqa stanowiła element zachowania rodzinnej klasy oraz maski noszonej na twarzy. Dlatego w pierwszych odruchu nie odczuł palców zaciskających się na ramieniu oznaczonym blizną wystającą spod rękawa koszuli. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do niego, iż niczego sobie nie ubzdurał i uczucie było prawdziwe, w takt którego spojrzał w kierunku Safii z wyraźnie widocznym zastanowieniem. — Coś cię niepokoi? — Zapytał, przerywając milczenie, czysto kurtuazyjnym tonem. Nie chciał przymuszać czarownicy do zwierzeń ani bezcelowej dysputy, jeśli jej własne myśli stanowiły zajęcie znacznie bardziej zajmujące. Cisza, w której przebywali była dla niego wystarczająca, choć niewątpliwie intrygująca wobec tego, jak dotychczas córka Shackleboltów dała się poznać.





One look in my eyes
The chase has just begun
Powrót do góry Go down
 

Ogrody królewskie

Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: Royal Borough of Kensington and Chelsea-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20