Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 W dzień gorącego lata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Alphard Black
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Zawód : pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Livin’ in the heartache was never something I pursued
OPCM : 10
UROKI : 9
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: W dzień gorącego lata   04.06.18 1:02

Festiwal Lata, sierpień 1938

To był naprawdę upalny dzień, w który z wielką niechęcią opuszczał domowe mury. Zazwyczaj wielką przyjemność sprawiała mu każdorazowa ucieczka od ponurych wnętrz rodowej siedziby Blacków, jednak tego dnia żar zbyt mocno lał się z nieba. Wysoka temperatura dawała się we znaki każdemu, również dzieciom, z których większość wciąż pozostała wyjątkowo ruchliwa, jakby wcale nie odczuwała gorąca. Być może inni radzili sobie z tym ukropem, lecz dziewięcioletni Alphard nie mógł go znieść. Ostre promienie słoneczne tuż po opuszczeniu budynku zdawały się atakować jego blada skórę, nie mówiąc o rażeniu go w oczy. Wcale nie chciał się przekonywać, że to tylko w Londynie jest tak gorąco, na pewno w całej Wielkiej Brytanii był obecny upał. Czy naprawdę nie mogli pozostać w rezydencji? Zadowoliłby się nawet przeglądaniem tych najstarszych kronik pozostawionych przez przodków. Czasem naprawdę miło przesiadywało mu się w bibliotece, jeśli tylko nie musiał siedzieć pod czujnym okiem ojca i obok Cygnusa, który we wszystkim był lepszy. Tak bardzo tęsknił za chłodnym półmrokiem
Kolejny raz pierwszego dnia sierpnia miał się rozpocząć Festiwal Lata, zapoczątkowany przez ród Prewettów już wieki temu. Nawet dziewięciolatki, rzecz jasna po odebraniu odpowiednich nauk, zdaja sobie sprawę z tego, jak wiele znaczy tradycja, mimo to bycie jej częścią wcale nie wydawało mu się czymś podniosłym, a już na pewno nie było czymś koniecznym. Trudno mu było pojąć to, że jakikolwiek Black mógł godzić się na podobne rozrywki. Wiadomym powszechnie było, że Prewettowie spraszają na festiwal wszelką tłuszczę, nie zważając na czystość krwi. Kiedy sugerowano mu, żeby nie trzymał się z żadnym z Prewettów niezbyt blisko – ale na wszelki wypadek wymieniał pozorne uprzejmości – to nagle ciągnięto go na tę okropną imprezę. Matka wspominała, że nawet przy takich okazjach można porozmawiać z ważnymi ludźmi, a Cygnus wspominał coś o słowach ojca na temat jakiś powaznych urzędników z Ministerstwa.
Cygnus! To jego nie mógł strawić najbardziej. W każdym liście z Hogwartu musiał wspominać, jak cudownie jest być w szkole i uczyć się tych wszystkich rzeczy o magii. Gdy tylko wrócił do domu na wakacje, usta mu się nie zamykały; ciągle gadał o Hogwarcie. Nawet Walburga po swoim pierwszym roku nauki nie była tak irytująca. Wiedział, że festiwal w tym roku będzie gorszy, bo Cygnus zabrał ze sobą różdżkę, niby ukradkiem, ale Alphard mógł przysiąc, że ojciec to widział i nic nie powiedział!
Kazano mu się bawić z innymi dziećmi przedstawicieli najwyższej klasy czarodziejskiego społeczeństwa, oczywiście. A Cygnus i Walburga mogli towarzyszyć rodzicom w ich przechadzkach między dorosłymi. Z wielkim niezadowoleniem znalazł się pomiędzy dzieciakami w różnym wieku. Prawie natychmiast do jego uszu dotarły przechwałki jednego z Macmillanów. Naprawdę musiał objaśniać wszystkim, jak wygląda dormitorium Puchonów, opisując najmniejsze detale? Tak się idiotycznie szczerzył, jakby naprawdę miał powód do radości, że trafił do domu przegranych.
Wszystko przypominało mu, że sam do Hogwartu uda się rok później, bo przyszło u urodzić się we wrześniu. Będzie czekał dłużej niż większość. Zawsze na niego musiały paść wszelkie nieszczęścia.
A dormitorium Puchonów nie znajduje się obok kuchni? – spytał z chytrym uśmieszkiem, przypominając sobie słowa starszego brata. – Też mi sukces, zostać sprowadzonym do poziomu skrzata domowego – dodał jeszcze z przekąsem, kierując uważne spojrzenie na starszego chłopca. Na jego komentarz niektórzy się roześmiali, na to zresztą liczył.




And my heart is a hollow plain
For the devil to dance again

Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Неочекивано, одешла си од мене. И шта више, што могло да буде, остала си тамо, на поду, отворена као доказ.
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: W dzień gorącego lata   12.06.18 20:46

W końcu wolność, można się bawić i biegać! Nie ma nauki, jest tylko czas wolny! O tak! Blondwłosy, młody lord pobiegł hen od rodziców widząc młodsze towarzystwo, które w przeciwieństwie do nich nie było sztywne, a pełne energii tak samo jak on. Matka zdążyła rzucić za nim jedynie to, żeby uważał i zachowywał się odpowiednio, a ojciec na to machnął ręką, mówiąc: „niech biega”.
Nie chciał się nudzić! Nie mógł ustać w miejscu! Słońce świetnie grzało, było przyjemnie ciepło, nie padał deszcz, czego chcieć więcej? Idealna pogoda do tego, żeby bawić się w nieskończoność, w szczególności na tak wspaniałym wydarzeniu, na którym działo się tak wiele! Musiał coś robić, musiał zobaczyć wszystko, po prostu musiał być wszędzie, gdzie tylko się dało i kolejny raz dobrze bawić się na festiwalu organizowanym przez ukochanych Prewettów! Tym razem jako uczeń Hogwartu! W końcu! Teraz miał czym się chwalić! Po drodze przywitał się tylko ze swoim najlepszym przyjacielem, Cygnusem, krzycząc mu, że zobaczą się później. To chyba nie spodobało się jego rodzicom, którzy srogo na niego spojrzeli. Ach! Szkoda, że jego najlepszy przyjaciel został zmuszony do przebywania w towarzystwie starszych czarodziejów. To było najgorsze, czego można było doświadczyć! On miał to szczęście, że rodzice dali mu wolną rękę... choć matuchna długo starała się przekonać jego ojca, że należałoby go trzymać przy sobie i uczyć manier. Ale po co uczyć się manier przy tak wspaniałej okazji? Po co?
Biegał tak długo, aż napotkał na młodsze towarzystwo, którego jeszcze dobrze nie poznał, choć część już kojarzył. W grupie jednak przeważali ci, którzy jeszcze nie dostali się do Hogwartu, a dopiero mieli się tam dostać. Idealne obiekty do nie nudzenia się! Może później udałoby się z nimi zagrać mini mecz, gdyby lepiej ich poznał! Tak też zaczął z nimi rozmawiać na temat Quidditcha i opowiadać o tym, że w przyszłości, na pewno, zostanie najlepszym ścigającym Zjednoczonych i to na całym świecie! Mówił, że będzie lepszy nie tylko od swoich znakomitych wujków, ale i od najwybitniejszych graczy światowej ligii! Od słowa do słowa przechodzili do tematu Quidditcha w Hogwarcie. Z tego z kolei zaczęli przechodzić na opowieści o tym jak wygląda życie w zamku. Zaczął więc swoją przydługą historię o tym jak wygląda zamek, jak wygląda dzień z życia ucznia i wtedy począł im opisywać jak wygląda pokój wspólny jego domu. Trzeba było przy tym zaznaczyć, że w swoim mniemaniu uznawał, że miał czym się szczycić, bo przecież trafił do Hufflepuffu! A przecież to świetny dom, ze świetnymi wartościami! Nie mówiąc już o jego kolegach i koleżankach! Lepszych ludzi nie mógł spotkać, pomijając oczywiście Cygnusa, ale ten trafił, niestety albo stety, do Ślizgonów. Tiary przydziału nie dało się oszukać! No trudno! Tak czy siak się widywali i świetnie dogadywali!
Mówię wam, jest super! Nasz pokój wspólny jest świetny, przestronny, pełno w nim światła, kwiatów. Świetnie to wygląda… – chciał kontynuować swój wywód i opowiadać już jak wyglądają dormitoria, a potem znowu wrócić do tematu Quidditcha, gdy usłyszał znajomy mu głos Alpharda, brata Cygnusa. To markotne dziecko, którego jakoś nie potrafił znieść. Na każdym kroku miał jakąś przemądrzałą uwagę, zupełnie tak jakby zjadł wszystkie rozumy świata. Słysząc jak próbuje mu dopiec, jedynie uniósł jedną brew. Natychmiast spojrzał na śmiejących się z tego tekstu dzieciaków, nie rozumiejąc z czego się śmieją. Co było w tym śmiesznego? – To brat nie opowiadał tobie, że Ślizgoni siedzą w lochu, a mimo to nie nazywam go kryminalistą, co? – odszczeknął mu. Nie chciał urazić Cygnusa, ale nie potrafił zrozumieć logiki Alpharda. Musiał jednak pilnować się i zachowywać w miarę odpowiednio, bo przecież nie chciał urazić swojego przyjaciela. Nie chciał te dostarczać powodów swoim i jego rodzicom co do tego, że nie powinni się kolegować. – Skrzaty też ci przeszkadzają? Wolałbyś robić wszystko swoimi rączkami, Black? – Zaśmiał się, kręcąc z niedowierzania głową.




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Alphard Black
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Zawód : pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Livin’ in the heartache was never something I pursued
OPCM : 10
UROKI : 9
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: W dzień gorącego lata   29.06.18 0:37

Co za bezczelność! Ta jednak miała się prędzej czy później zemścić na Anthonym, a przynajmniej w to wierzył młody Black. Szydzenie ze Ślizgonów nie było mądrym posunięciem nawet w grupie młodszych dzieci, jeszcze nie mogących poszczycić się posiadaniem różdżki czy deklamowaniem bez zająknięcia inkantacji podstawowych zaklęć. Przecież od dzieciństwa wpajano im szacunek dla ideałów Salazara Slytherina; wielu członków szlachetnych rodów właśnie do tego domu trafiało. Zdarzało się, że konkretne rody były kojarzone z innymi domami, lecz Alphard uznawał to za wyjątki od reguły. Czuł poparcie kilku osób, tych bardziej odważnych i skorych do sprzeczki chłopców. Choćby jedenastoletni Avery, marzący o rozpoczęci nauki w Hogwarcie jako Slizgon, spoglądał na Macmillana nieprzychylnie. Dziesięcioletni Bulstrode aż skrzywił się na wzmiankę o kryminalistach.
Wszyscy wiedzą, że nie są to zwykłe lochy – odparł gorliwie, lecz nie po to, aby bronić dobrego imienia swego brata, przecież wszyscy Blackowie trafiali do Slytherinu, zatem i Alphard z pewnością do niego trafi. Musiał bronić domu samego Salazara. – Brat opowiadał mi jak wygląda pokój wspólny Slytherinu i wierz mi, wasze puchońskie kwiatki i światło nie mogą się równać z jego wspaniałością.
Zapewne zaraz padnie zarzut, że przecież nie widział wspomnianego pomieszczenia na własne oczy, jednak opierał się na opowieściach absolwentów i obecnych uczniów. Pokój był duży, choć z nisko zawieszonym sufitem, ale najciekawsze było to, że znajdował się pod jeziorem, co sprawiało, że we wnętrzu można było obserwować grę zielonych świateł. Był tak oczarowany tymi podaniami, przez co jeszcze tęskniej liczył dni do pojawiania się w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Jakiego miał pecha, że przyszło mu urodzić się we wrześniu!
Nie mierz mnie swoją miarą, Macmillan – spróbował odpowiedzieć słowami zasłyszanymi niegdyś od ojca, równie lodowatym tonem, jakim posługiwał się dorosły mężczyzna, lecz nie miał w tym aż takiego doświadczenia, na dodatek jego głos nadal pozostawał chłopięcy. Z irytacji zmarszczył brwi, czym zapewne tylko bardziej się pogrążał. Nie chciał brzmieć śmiesznie przed starszym chłopcem, który to we wrześniu rozpocznie już drugi rok nauki. Cholerny szczęściarz. – Twój ród nie potrzebuje skrzatów, w końcu sami chwytacie za miotły. W sumie to nawet powinniście ograniczyć się tylko do zamiatania nimi – wyrzucił z siebie z jawną kpiną i udało mu się osiągnąć zamierzony efekt, skoro usłyszał kilka chichotów. – Jakaż to szkoda, że Zjednoczeni ostatnio tylko gryzą trawę. Czy to nie jakiś Macmillan zleciał z miotły w ostatnim meczu sezonu?
Wiedział, że na temat Hogwartu nie może powiedzieć zbyt wiele, dlatego starał się być zgryźliwy, wykorzystując inny temat, o wiele bardziej osobisty, bo czyż Macmillanowie nie kochali quidditcha z całego serca? Zapaleni miłośnicy, gracze, potem trenerzy. Sam chciałby bez skrępowania szczycić się snuciem planów na przyszłość o zostaniu graczem. Był jednak Blackiem, więc nie miał na to szans. Wpatrywał się w swojego rozmówcę, czekając na jego reakcję. Niech tylko spróbuje odpyskować, od razu pożałuje!




And my heart is a hollow plain
For the devil to dance again

Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Неочекивано, одешла си од мене. И шта више, што могло да буде, остала си тамо, на поду, отворена као доказ.
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: W dzień gorącego lata   29.06.18 10:02

Żadna bezczelność! Żadna obraza! Odpowiedział mu jak prawdziwy dyplomata, choć nie był tego w ogóle świadom! Nie ma mowy, że pozwoliłby na szydzenie z jego wspaniałego domu! Nie! A tym bardziej nie w takim towarzystwie! I nie z ust tego mądrali! Głupi Black! Gdyby choć trochę był jak Cygnus! Choć trochę! Żeby choć w jednym procencie potrafił docenić innych szlachetnie urodzonych, a nie tylko siebie! Pf! Co ci arystokraci tak bardzo upierali się na tego Slytherina? I w dodatku dlaczego tak bardzo bronili jego imienia, a przy tym narzekali na inne domy? „To nie są zwykłe lochy”! Ot, lochy jak lochy. Na pewno nie było w nich niczego szczególnego, pewnie tylko kamień, chłód i do tego jeszcze chłodne barwy na każdym kroku.
Pokój wspólny jak pokój wspólny – odpowiedział mu natychmiast. nie chciał wchodzić w żaden konflikt na festiwalu. Matka kategorycznie mu tego zabroniła pod groźbą szlabanu na latanie przez cały miesiąc. Myślał, że młody Black szybko się uspokoi i zapanuje nad swoją żądzą wyższości. Tak jednak nie było. Alphard za wszelką cenę chciał pokazać, że to on jest lepszy, że to on ma prawo do ostatniego słowa. Nic, tylko z każdym kolejnym słowem narażał się Anthony’emu i jego wzbierającej w nim złości. Uwagę o skrzatach i miotłach jakoś zniósł, choć wyraźnie się skrzywił. W końcu ten przeklęty dzieciak stwierdzał, że magiczne miotły powinny służyć jedynie do zamiatania w rękach całego rodu Macmillanów. Ale to stwierdzenie o Zjednoczonych zaważyło na tym, co miało się zaraz stać.
Twarz Anthony’ego momentalnie poczerwieniała ze złości. W oczach pojawiła się chęć mordu. Dłonie mimowolnie zacisnęły się w pięści. Zacisnął zęby wyjątkowo zdenerwowany tym, że kilku śmiałków postanowiło zaśmiać się z tego wyjątkowo kiepskiego i nieśmiesznego żartu. Chwilę powstrzymywał się ruszeniem na młodszego szlachcica. Takiej obrazy jednak nie można było znieść i pozwolić, żeby się jeszcze rozprzestrzeniła.
Odszczekaj to, ty mały, podły, gburowaty goblinie! – krzyknął, zamachując się. Ktoś z tłumy jednak pociągnął go do tyłu, żeby powstrzymać ten nagły atak. Zaraz też jeden ze starszych kuzynów, chyba od strony Longbottomów, zaczął go uspokajać. – Zejdź mi z drogi! Ta gnida zasługuje na manto! – krzyczał zza sylwetki krewnego.
Był naprawdę zły i nie kontrolował swoich słów. Ot, typowa dla Macmillanów wybuchowość i prawdopodobnie pozostałość po szkockich korzeniach. Jego twarz była purpurowa. Przepychał się z Longbottomem, który go uspokajał, bo naprawdę miał ochotę rzucić się na przeklętego bruneta, który chyba się zapominał. Siłował się tak chwilę, w końcu odpuścił. Dalszy kuzyn zostawił go w spokoju, myśląc pewnie, że Anthony się uspokoił… ale tak nie było. Wykorzystując chwilę nieuwagi, Macmillan skoczył na Blacka i przygniótł go, jak gdyby rzucał się na piłkę, tylko bez pomocy miotły.
Zobaczymy jak będziesz teraz gadać, Black! – Krzyknął, a w oczach miał ogniki i chęć wyzwolenia czystej, niekontrolowanej złości, która się w nim zebrała. Był w stanie znieść naprawdę wiele, ale nie obrazę Zjednoczonych z Puddlemere, którzy byli jego ukochaną drużyną i to od kiedy nauczył się mówić i rozumieć co to „Quidditch”. Siłował się z Blackiem, zupełnie tak jak gdyby obaj brali właśnie udział w kornijskich zapasach. A widząc okazję, podczas tego całego tarzania się na trawie, zamachnął się i uderzył Alpharda w nos albo raczej policzek, gdzieś pomiędzy jednym a drugim. Nie ma mowy o obrażaniu Zjednoczonych przy nim! Nie ma!




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
 

W dzień gorącego lata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Dzień, wspomnienie lata...
» Pierwszy dzień imienia forum
» Poszukuję służącego
» Nie drażnij śpiącego smoka! A na pewno go nie podrywaj..
» Kultura lat siedemdziesiątych

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18