Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

kuchnia z jadalnią
AutorWiadomość
kuchnia z jadalnią [odnośnik]10.06.18 0:10

Kuchnia + jadalnia

Bijące serce uroczej chatki na uboczu. Wchodzi się do niego po otwarciu frontowych drzwi - kuchnia złączona z funkcją jadalni wzbudza same przyjemne uczucia. Bez względu na pogodę panującą na zewnątrz, w środku zawsze jest ciepło, przytulnie i w obu pomieszczeniach unosi się słodki zapach wypieków oraz świeżych ziół. Stół w centrum izby wygląda niepozornie; nosi jawne ślady użytkowania, nie zachwyca wielkością ani jakością wykonania, ale daje się magicznie powiększać do niewyobrażalnych rozmiarów, gdy ma pomieścić większą ilość gości. Przy ścianach porozstawiane są niezliczone szafki oraz szafy, kredensy oraz piec, gotowy do pieczenia i smażenia. W oknach wiszą skromne, czyste firanki, a ponad nimi zawieszone na sznurach wiszą pęta ususzonych przypraw czy warzyw. Z kuchni można wyjść wprost na tyły domu, a z jadalni iść schodami na piętro lub zapuścić się nieco bardziej w prawo i dotrzeć do salonu.


[bylobrzydkobedzieladnie]



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : 28
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Re: kuchnia z jadalnią [odnośnik]23.04.21 19:10
niech to listopad będzie, okej?

Właściwie, to nie było co ukrywać, że propozycja trochę z nieba mi spadła. Przez większość ostatniego czasu sama się uczyłam. Czasami wytłumaczyła mi coś cioteczka, czasami spotykałam kogoś, kto więcej wiedział i mi podpowiedział. Wujka nie było właściwie dnie całe, czasem jechałam z nim, żeby pomóc, mimo że pomoc ta wielka nie była. Ale wiedziałam, że jego nieobecność, oznacza zaangażowanie w sprawę. Większą, niż ja sama. Czasami wieczorami ćwiczyliśmy dalej uroki, albo obronę przed czarną magią. Lubiłam spędzać z nim czas, był zawsze pogodny, mimo tego, że widziałam w jego spojrzeniu zmartwienie czasem w którym przyszło nam funkcjonować. Brendan czasem patrzył tak samo- nie tylko on. Znałam to spojrzenie już nad wyraz dokładnie. Spojrzenie, które martwiło się tym, czym się zajmowało, tym, o czym nie mówiło - bo nie mogło, albo nie chciało mnie martwić - głośno. Nie pytałam też sama, próbując uprzyjemnić mu czas sobą, chociaż trochę, na chwilę odciągając od tego, co tak poważne było i ważne. Ciężar jaki niósł był cięższy bardziej, niż pewnie zdawałam sobie z tego sprawę.
Spisany list przez pana Dee, właściwie był wyciąganą dłonią, którą postanowiłam sięgnąć. Dlaczego by nie? Chociaż na chwilę, chociaż na trochę, jeśli mogło mi to pomóc trochę mocniej się rozwinąć. Stać odrobinę lepszą wersją samej siebie musiałam tego chcieć. I nawet wiedziałam już w czym dokładnie chciałabym uzyskać pomoc. Kiedy pukanie do drzwi rozniosło się po pomieszczeniu podniosłam się od stołu w kuchni spoglądając na cioteczkę, która skinęła głową. Otworzyłam drzwi zadzierając głowę ku górze.
- Pan Dee. - wypowiedziałam jakby jednocześnie stwierdzając i pytając w tym samym czasie. - Pan wybaczy ostrożność, ale jakby mógł pan wziąć i odpowiedzieć byłoby mi lżej. - zastrzegłam od razu przy drzwiach. O tym akurat opowiadał mi wujek, o eliksirach, które zmieniały twarze, o ludziach którzy potrafili zmieniać swoje ciała całe. Dlatego należało pytać o coś, co wiedzieć mógł tylko ten prawdziwy. Zmarszczyłam na krótką chwilę brwi, jakby zastanawiając się nad czymś mocniej. - Drugie imię może? - zastanowiłam się, zaraz jednak kręcąc głową jakby zmieniając zdanie. - A może, jaką formę przymuje jego patronus? - kolejne z pytań zwisło pomiędzy. - Oh, wiem! - orzekłam nagle uderzając zwiniętą w pięść prawą rękę w rozprostowaną lewą. - Kiedy stało się bardziej nizręczne przebywanie z Brendanem? - zapytała a wokół ust zatańczył mi uśmiech. Kiwnęłam sama do siebie głową zadowolona z zagadki na którą tak wpadłam. Zapytanie wprost o to, czy miał jedną rękę czy dwie trochę samo nasuwało odpowiedź, chyba że wpadłabym na to, żeby podstępnie zapytać sugerując ubytek, kiedy w rzeczywistości były dwie. Zapytanie o czas kiedy ją stracił nie mówiąc o tym dokładniej zdawało się idealne.
- Pomyślałam, że mógłby mi pan, panie Dee, pomóc trochę z teleportacją. Nie idzie mi to ani trochę. - wyjawiłam od razu, nie będąc pewna, czy o tym konkretnym w ogóle wspominałam wcześniej w ogóle.


tak właściwie to wuja to auror - mój tata też nim był, zmarł jak mama była ze mną w ciąży


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: kuchnia z jadalnią [odnośnik]23.05.21 19:59
Z opowieści Brendana pamiętałem, że on i jego siostra mieli rodzinę w Ottery St. Catchpole, w hrabstwie, skąd pochodziła ich rodzina, wciąż widniejące w skorowidzu czystości krwi lorda Notta, choć nigdy sobie tego nie życzyli. Nie znałem jednak dokładnego adresu, numeru domu, przypuszczałem, że będzie on zabezpieczony, biorąc pod uwagę to w jak niekorzystnych barwach malowała się teraz sytuacja. Znałem też ich wuja, z którym przyszło mi kilkukrotnie pracować, lecz poza obowiązkami służbowymi nie łączyły nas żadne relacje.
Zdziwiłem się więc, że dziewczyna mająca w rodzinie tylu aurorów - ojca, brata, wuja - podaje mi w liście swój adres, nie mając pewności co do mojej tożsamości. Westchnąłem ciężko, odczytawszy list skreślony ręką Neali Weasley, zrzucając to na winę młodego wieku i dziewczęcej naiwności, której należało ją jak najszybciej oduczyć, choć to akurat nie powinno leżeć w mojej gestii - a jej rodziny. Czułem się jednak, niejako, zobowiązany, by wyciągnąć do Neali pomocną rękę. Brendan Weasley był mi przyjacielem i nie wierzyłem w to, że żyje, przypuszczałem, że zginął. To mało prawdopodobne, aby powrócił, choć takie przypadki się zdarzały - Samuel Skamander był więziony przez kilka miesięcy. Ileż jednak mogło być takich przypadków? Niewiele. Sam chciałbym, aby w przypadku mojej siostry, ktokolwiek z moich przyjaciół zainteresował się losem Lizzie, czy Debbie, nie pozostawił ich samych, dlatego skreśliłem list do panny Weasley. Miałem wyrzuty sumienia i tak, że uczyniłem to tak późno.
U progu domu jej wujostwa pojawiłem się punktualnie, tak jak napisałem w liście, w ciemnobrązowym płaszczu i kapeluszu, który chronił mnie przed deszczem; ściągnąłem go, kiedy otworzyły się drzwi, a zza nich wyłoniła się drobniutka, chudziutka postać nastolatki - rudowłosej i piegowatej. Jej oczy były podobny do oczu dobrze mi znanych, których już pewnie nigdy nie zobaczę więcej.
- To ja, panno Weasley, dzień dobry... - potwierdziłem i chciałem już mówić, lecz weszła mi w słowo, zaczynając zadawać pytania. Przynajmniej nie zaprosiła mnie do środka tak od razu. Czułem się mile zaskoczony, że zdecydowała się choć w ten sposób zweryfikować moją tożsamość, choć pytanie o drugie imię zbiło mnie z pantałyku. - Nigdy nie podawał swojego drugiego imienia - powiedziałem z wahaniem. Nie pamiętałem tego, a przecież w akta Weasleya też nie miałem zwyczaju zaglądać, bo i po co. - Jego patronusem był niedźwiedź. A prawą dłoń stracił, gdy zaczęły się anomalie, w wybuchu z ostatniego dnia kwietnia na pierwszego maja w 1956 roku - odpowiedziałem, zgodnie z prawdą, którą znałem i to akurat dobrze pamiętałem. To utwierdziło pannę Weasley w przekonaniu, że jestem tym, za kogo się podaję, lecz to nie wystarczało.
- Czy zdaje sobie panienka sprawę z tego, że podawanie swojego adresu w liście człowiekowi, który podaje się za przyjaciela twojego brata, niemogącego tego potwierdzić, nie było zbyt rozważne? W tym progu mógł stanąć ktoś, kto nie życzy wam dobrze. A panienka otworzyła mi drzwi bez różdżki. Gdybym chciał, unieruchomiłbym ją w trzy sekundy. Jest wuj? - wyrzekłem surowym tonem, ściągając z głowy kapelusz i przekraczając próg ich domu. Rozejrzałem się po korytarzu, szukając i nasłuchując obecności kogoś dorosłego. - Wujostwo, mam nadzieję, wie o mojej wizycie? - Jeszcze tego brakowało, aby zastali nastolatkę z dorosłym mężczyzną sam na sam. - Czy pozwoli panienka, że będę mówił po imieniu? - upewniłem się, jeśli mieliśmy się czegoś uczyć, to tak będzie mi łatwiej - nie proponowałem jednak, aby zwracała się tak do mnie, byłem od niej sporo starszy. - Dopóki nie upewnisz się, czy możesz komuś ufać, nie zapraszaj go do domu. Powinnaś była czekać gdzieś dalej z kimś dorosłym, kimś, kto mógłby cię ochronić w razie potrzeby. A już na pewno nie od razu otwierać drzwi i to bez różdżki w ręku. Wtedy to ci nawet teleportacja nie pomoże - pouczyłem ją, zsuwając z ramion płaszcz i zawieszając go na najbliższym wieszaku. - Zacznijmy od początku - jak rozumiem od dawna uczysz się w domu i masz pozwolenie na używanie różdżki poza Hogwartem?


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
kuchnia z jadalnią Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: kuchnia z jadalnią [odnośnik]07.06.21 1:14
Odległość do drzwi pokonałam w kilku krokach. Szybko dość, bo właściwie biegiem. Wiedziałam, że ciocia za mną weźmie i zaraz pójdzie. Ale ekscytacja, mimo wszystko, wypełniała mnie całą i pognałam do drzwi w te pędy, kiedy tylko rozległo się pukanie, otwierając drzwi i zadzierając brodę, żeby spojrzeć na mężczyznę, który znajdował się przed nimi. Opis się zgadzał, ale i tak postanowiłam, że no wezmę i upewnię się trochę czy Brendana na pewno zna.
Wtrąciłam się od razu wypowiadając pytania, rozciągając usta w uśmiechu, który rozchodził się na całą moją twarz i obejmował też oczy. Te wpatrywały się w twarz przybysza, czekając na odpowiedzi, które miały przeprowadzić pierwszą formę sprawdzenia prawdziwości słów. Zmarszczyłam lekko nos, kiedy wspomniał, że nie podawał swojego drugiego imienia Brendan. Właściwie, to Laisrean, było całkiem ładne, przyjemne dla ucha. Ale może wiedziało o nim niewielu. Kolejne słowa jednak rozjaśniły moje oczy kiedy pokiwałam głową. Dokładnie tak, niedźwiedź. Miałam sporą nadzieję, że mój patronus będzie równie imponujący co i brata mojego. Niedźwiedź już sam, to by było coś! Albo lew taki, pantera, coś takiego co siły ma i sprytu w sobie. Och taki właśnie mi się marzył cały. Ale na razie robiłam to, co powiedział mi kiedyś kuzyn Garry, skupiałam się na wzmocnieniu wspomnienia. Chociaż wiedziałam, że i do tego pomocy mi będzie trzeba - rady jakiejś - skoro na powrót kuzyna, nie mogłam już liczyć i skoro pożegnałam go razem z Brendanem. Kolejne słowa skwitowałam kiwając głową i otwierając szerzej drzwi, cofając się kroków kilka.
Dopiero kolejne słowa sprawiły, że czerwień - zdradziecka, okrutna czerwień - zaczęła wspinać się po mojej szyi. Opuściłam głowę w poczuciu winy, bo w sumie prawdy miał więcej niż co niemiara. Głupia byłam i tyle.
- Neala, myśl. - odezwała się ciocia, która weszła na korytarz wzdychając odrobinę co sprawiło, że zrobiłam się - jeśli to było możliwe - jeszcze bardziej czerwona. Ależ wstyd, ależ upokorzenie, tak od razu na starcie już. Klapa całkowita. - Męża nie ma. Miło pana poznać, panie Dearborn. - wypowiedziała cioteczka, kiedy ja splatałam dłonie przed sobą, pocierając kciukiem o wierzch drugiej dłoni.
- Tak, Neala wystarczy. - zgodziłam się, jeszcze głosem przepełnionym wstydem i winą, które odbijały się całkowicie na mojej twarzy. Słuchałam ze spuszczoną głowa. Milcząc. W końcu uniosłam głowę. - Ja… - zacięłam się, czując jak drży mi broda. - Ja… - musiałam wziąć i się zebrać jakoś żeby tak nie stać i nie jąkać się. - Ja przepraszam, panie Dee. Będę rozważniejsza. - obiecałam, unosząc dłonie i uderzając nimi lekko o policzki swoje. Skupić się i nie pozwolić na kolejne takie klapowate klapy - taki cel był. - W Hogwarcie byłam rok tylko, Brendan sądził, że tam nie będzie dla mnie Bezpiecznie kiedy dyrektor… to jest Grindelwald tam rezydował. - wyjaśniłam zaplatając ręce za sobą. Ciocia skinęła głową panu Dee i wyszła na powrót do kuchni. - I tak, mam. - dodała jeszcze, gestem zapraszając mężczyznę do salonu, mimo czerwieni, która wciąż tliła się na mojej twarzy.


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: kuchnia z jadalnią [odnośnik]12.09.21 21:52
Po każdej innej młodej dziewczynie spodziewałbym się podobnego zachowania. To znaczy otwarcia drzwi na oścież bez uprzedniego upewnienia się, czy aby na pewno może to zrobić bezpiecznie i czy ktoś, kto do nich puka jest tym, komu otworzyć można. Nie mówiąc już o podaniu swojego adresu w liście. Neala Weasley była jednak siostrą aurora. Aurora mądrego, utalentowanego i godnego zaufania. Miała też w rodzinie kilku innych. Po dziewczynie takiej jak ona spodziewałem się więcej rozsądku i bardziej uważnego słuchania chociażby swojej rodziny, bo nie wierzyłem w to, że Brendan Weasley nie starał się wpoić podstawowych zasad bezpieczeństwa swojej młodszej siostrze. Nieco rozczarowany obserwowałem rumieniec wykwitający na piegowatych policzkach, po czym westchnąłem ciężko, nie mogąc się powstrzymać przed udzieleniem nastolatce reprymendy, lecz nie pozostało mi nic innego jak wejść do środka i po prostu przypomnieć jej o tym, czego na pewno próbował nauczyć ją własny brat. Nie zamierzałem Neali pocieszać i mówić, że nic się nie stało i poradzić, by uważała następnym razem. Teraz się nie stało, stać się jednak mogło i powinna była wziąć to sobie do serca. Także słowa ciotki, która pojawiła się nagle, dzięki czemu poczułem ulgę. To raczej byłoby nieodpowiednie, gdyby nikogo poza nami w domu nie było.
- Pani Weasley, mnie również miło panią poznać. Cedric Dearborn - powiedziałem, podchodząc do czarownicy, by ucałować jej dłoń i przywitać się. - Rozumiem, że Neala wyjaśniła po co tutaj jestem, prawda? - upewniłem się. Jego młodsza siostra nie powinna zostać bez pomocy, a choć mieszkała u wujostwa, to w listach sugerowała, że przydadzą się jej nauki. Czułem, że jestem to winien Brendanowi.
Zwróciłem zaraz po tym spojrzenie na przepraszającą Nealę. - Trzymam cię zatem za słowo - skomentowałem to krótko, przechodząc do salonu zaraz za dziewczyną przez kuchnię z jadalnią, po której rozejrzałem się z ciekawością. Było tu tak swojsko, że aż przyjemnie, pachniało ziołami i domową kuchnią. W takiej atmosferze trudno się skupić na nauce, lecz nie mogliśmy tracić czasu - bo jego od wielu tygodni po prostu mi brakowało. - Rozumiem. Brendan miał rację. Grindelwald kazał nauczać w Hogwarcie czarnej magii. To już nie była ta sama szkoła. Kto cię zatem uczył? Brat? Zdałaś SUMy, czy nie podeszłaś do tych egzaminów? Jakiego zaklęcia nauczyłaś się ostatnio? A teleportacja? Zaczęłaś się tego uczyć? - zasypałem Nealę gradem pytań, musiałem jednak wiedzieć na jakich podstawach mamy pracować.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
kuchnia z jadalnią Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: kuchnia z jadalnią [odnośnik]04.10.21 10:09
Błąd za błędem - katastrofa totalna. Inaczej na razie określić tego nie mogłam. Raz że ten adres, dwa że te drzwi, trzy że ta różdżka. Stałam normalnie paląc się ze wstydu bo rzeczywiście powinnam, mogłam - a jakoś tak nic z tych mocy i powinności dzisiaj za bardzo nie zadziałało. Uniosłam rękę, zaciskając na palcu wskazującej lewej ręki wargi. I co dalej? Mogło być jeszcze jakieś dalej jak wstęp taki okropny, w ogóle całkowicie nieodpowiedni?
Ten zawód było widać, dobrze że chociaż pan Dee jednak wszedł nie decydując się na całkowity odwrót. Ale i to byłoby zrozumiałe prawda? Tak już kogoś wziąć i rozczarować na wstępie samym - nic dziwnego by to było, jakby stwierdził, ze jednak do czynienia nic ze mną mieć nie chce. Ot, tak zwyczajnie po prostu.
- Wyjaśniła w kilkunastu zdaniach. - zapewniła ciocia przez co jeszcze czerwieńsza się zrobiłam rzucając jedynie cioci spojrzenie, coby więcej nie mówiła nic. Jedyne z czym nas zostawiła to zaproszenie do salonu i pytanie czy pan Dee nie chciałby się napić ciepłej herbaty, oznajmiając, że będzie w kuchni obok.
- Dobrze. - zgodziłam się kiwając energicznie głową. Na potwierdzenie tego trzymania całego. Nie zamierzałam więcej brać i na jakiś zawód pozwalać. Postanowiłam, słowa dotrzymam. Zawsze dotrzymywałam tego raz danego. Ruszyłam przodem przechodząc, trochę mniej już się czerwieniąc, co jakiś czas jednak zerkając w kierunku pana Dee. Na mojej twarzy pojawił się chwilowy strach, kiedy imię Grindelwada zawisło między nami. Pokręciłam krótko głową, nie było już go, był tylko jak koszmar, po czym skinęłam głową. Miał rację, ale jednocześnie tyle mnie ominęło, że trudno czasem było nie wyobrażać sobie - jakby to było. - Tak. On, Garrett, pan Fox, Urien, pan Florian, Margo, kuzynka Eileen i Pomona. - uniosłam rękę, żeby odsunąć kilka rudych włosów na bok. - Tak, w zeszłym roku. - potwierdziłam. Biorąc wdech. - Leczniczego, na rany cięte. - powiedziałam po tym, jak przez chwilę zmarszczyłam brwi. - Tak… trochę. - odpowiedziałam mnie pewnie, żeby sobie zaraz coś przypomnieć. - Oh, panie Dee. Sporo czasu temu, kuzyn Garrett zaczął uczyć mnie rzucania patronusa. Znaczy wybraliśmy wspomnienie i kazał mi obiecać, że póki nie powie, nie spróbuję go rzucać. I słowa dotrzymuje, tylko… on już nie wróci, Brendan mi powiedział zanim... - urwałam unosząc na niego spojrzenie. - Myśli pan, panie Dee, że mogłabym, że powinnam… - plątałam się nie bardzo potrafiąc zwerbalizować to konkretne pytanie.


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: kuchnia z jadalnią [odnośnik]04.10.21 21:34
Pomylić się było rzeczą ludzka. Żaden człowiek na świecie nie był nieomylny, nawet jeśli za takiego się uważał. Mądry człowiek wiedział, że nic nie wie i pozostaje tak wiele do odkrycia, że nie starczy życia, by przeczytać o tym wszystkim. Neala była młoda, miała kilkanaście lat, straciła rodzinę. To też brałem pod uwagę, gdy zdecydowałem się wejść do środka, zostać, dotrzymać słowa danego w liście.
- Jeśli chciałaby pani porozmawiać, bądź pani mąż, to oczywiście jestem do dyspozycji - zapewniłem panią Weasley. Nie znała mnie, na miejscu jej i pana Weasley sam zechciałbym się upewnić co do tożsamości i intencji człowieka, który zamierzał spędzać czas z ich podopieczna. Z wdzięcznością przyjąłem propozycję filiżanki herbaty. Porozmawiać mogliśmy też później. Może ciotka Neali zdecydowała się poczekać na męża.
W każdym razie po chwili miałem już kubek herbaty i tłumaczącą się Nealę przed sobą, na której skupiłem badawcze spojrzenie, gdy odpowiadała na szereg moich pytań. Przez wspomnienie imienia Pomony, z pewnością Pomony Vane, to ona była wszak członkiem Zakonu Feniksa, znieruchomiałem i odwróciłem wzrok. Poczułem zimno w klatce piersiowej. Paskudne poczucie winy, które starałem się od siebie odpędzić. Obrazy z Azkabanu powróciły. Musiałem je od siebie czym prędzej odepchnąć i skupić na rozmowie.
- Leczniczego? W tym nie będę w stanie ci pomóc - odpowiedziałem, łapiąc się desperacko tej myśli, by zapomnieć o Pomonie i chwili, gdy zacisnąłem dłoń na jej gardle. To było trudne, bo Neala, nieświadoma tego, co działo się w mojej głowie, zaczęła ku chwale ironii mówić o zaklęciu patronusa. Merlinie. Musiałem się opanować. Wziąłem głębszy oddech i napiłem się gorącej herbaty, zanim odpowiedziałem.
- Zaklęcie patronusa jest bardzo złożone i trudne. Wielu dorosłych czarodziejów nie potrafi go wyczarować - powiedziałem powoli. - Myślę jednak, że Garrett i Brendan byliby jednak zawiedzeni, że nie ćwiczyłaś w tym czasie. - W końcu powróciłem wzrokiem do twarzy rudej nastolatki i uchwyciłem jej spojrzenie, gdy mówiła o zaginionych krewnych. - Sądzę, że właśnie powinnaś. Sadzę, że powinnaś zrobić to co sprawiłoby, że byliby z ciebie dumni. Po pierwsze - uważać na siebie. Po drugie - uczyć się - mówiłem dalej, z poważna mina - Postawmy też sprawę jasno. Nie jestem tu po to, by wyszkolić cię do walki, nawet o tym nie myśl. Biorąc pod uwagę to z jakiej jesteś rodziny, to nie byłbym zdziwiony, gdyby takie myśli chodziły ci po głowie. Powinnaś nauczyć się bronić i to będzie naszym celem. Na początku prostsze zaklęcia. Zaklęcie patronusa nie jest chwilowo priorytetem, ale jeśli będzie dobrze ci szło... - to dlaczego nie? Wątpiłem jednak w to, czy szesnastolatka podoła tak złożonemu zaklęciu.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
kuchnia z jadalnią Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: kuchnia z jadalnią [odnośnik]07.11.21 19:32
Czułam palącą czerwień na policzkach. Takich wstyd! Wypaść chciałam tak dobrze a wyszło, że nie wypadłam wcale. A wręcz gorzej jeszcze - źle nawet. Przygryzłam lekko dolną wargę, splatając dłonie przed sobą. Zapamiętać musiałam to wszystko, żeby więcej błędów tak kardynalnych nie popełniać. Odpowiedzialność na ramionach miałam, zachowywać dobrze się powinnam, a nie tak właśnie.
- Dima niedługo wróci, ale słyszałam, że zna pana. - powiedziała ciotka, uśmiechając się i jednocześnie chyba dając znać, że ta rozmowa to bardziej przy wyjściu niż po wejściu się odbyć ma. Zamiast tego skierowała się do kuchni w której zajęła się przygotowywaniem herbaty.
Zaczęłam więc mówić - kiedy herbaty były już gotowe - a może bardziej, odpowiadać na zadawane mi pytania mając nadzieję, że wzięłam i dobrze odpowiedziałam na to, o co pytana byłam. Trochę się obawiałam, że coś nie tak znów powiem - a przecież nie chciałam.
- Oh to nic też, bo z tym radzę sobie dobrze względnie. - zapowiedziałam od razu nie chcąc, by zmartwił się tym właśnie. Zaczęłam więc mówić dalej, by w końcu skończyć i na odpowiedź czekać. Kiedy jednak słowa o zawiedzeniu padły, moje usta mimowolnie opadły na dół rozwierając się.
- A.. Ale.. - zaczęłam jąkając się trochę. - To nie tak. - powiedziałam od razu chcąc trochę zaprotestować na ten niesprawiedliwy - w mojej ocenie - osąd. Bo to nie było tak, że nie ćwiczyłam, nic takiego nie powiedziałam nawet. Słuchałam dalej czując jak moje brwi schodzą się ze sobą w lekkim niezrozumieniu.
- Ćwiczyłam! - uniosłam się trochę, czując jak mi się policzki różem zajmują. - Inne a i owszem. - dodałam już ciszej. - Tylko Garrett kazał o wspomnienie dbać, je poznać i jego przywoływanie ćwiczyć i samej nie ruszać dalej. Źle zrobiłam? - zapytałam unosząc wzrok na mężczyznę, nerwowo zaplatając palce dłoni przed sobą. - Nie zamierzam też sama się do walki pchać, panie Dee. - zastrzegłam, niezmiennie czerwona. - Ale przeciw dementorom jedyne dobre zaklęcie to właśnie patronus prawda? Tak czytałam przynajmniej. Co mnie po protego, jeśli jakiś zjawi się tutaj? - zapytałam, czując jakąś rodzącą się we mnie bezradność. Czyli jednak nigdy nie miałam się go nauczyć? Czy wtedy kiedy kuzyn Garrett o nim mówił, rzeczywiście chciał mnie go nauczyć? I czemu wszyscy tak obawiali się, że na front walk postanowię się wyrwać. Znałam swoje umiejętności, wiedziałam że są jeszcze zbyt małe, by mogły stanowić zagrożenie dla dorosłych mężczyzn, którzy walczą od lat. Ale przecież nie mogłam zawierzać jedynie temu, że Devon jest i będzie bezpieczne. Może przecież przestać być, prawda?


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: kuchnia z jadalnią [odnośnik]14.11.21 20:28
Dziewczyna czerwieniła się tak bardzo, że kolor policzków zaczął niemal zlewać się z barwą jej włosów, upodabniając ją do dorodnego pomidora. No, może trochę przesadzałem, nie były aż tak czerwone. Nie miała aż tylu powodów do wstydu, za to naście lat, które zezwalało na błędy. Ja byłem tu właśnie po to, by je wytknąć, aby mogła wyciągnąć z nich nauczkę i lekcję na przyszłość.
- Świetnie, mam nadzieję, że zdążę się z nim zobaczyć. Chętnie zamieniłbym parę słów - odpowiedziałem jeszcze pani Weasley, zanim zdążyła zniknąć w kuchni i przyniosła nam herbatę. Wuj Neali także w przeszłości był aurorem, bardzo dobrym, tak słyszałem; żałowałem, że nie miałem okazji z nim bliżej współpracować tak jak z bratem dziewczyny. Najwyraźniej Weasleyowie mieli to w genach - talent do białej magii i odważne, szlachetne serca. Ponoć wszyscy trafiali do Gryffindoru z tego powodu.
- Gratuluję zatem. Wiążesz z magią leczniczą swoją przyszłość, czy to po prostu tak na wszelki wypadek? - dopytałem z ciekawością.
Czy młodzi teraz w ogóle myśleli o przyszłości? O tym, co mogliby robić, kiedy wojna się skończy? Nie byłem pewien co sam myślałbym na ten temat na miejscu Neali. Widziałem teraz przyszłość w coraz ciemniejszych barwach. Czas mijał, my robiliśmy, co mogliśmy, nie byliśmy wciąż ani trochę bliżsi zwycięstwa. Odnosiłem przykre wrażenie, że raczej się od niego oddalamy. Ja sam nie myślałem o tym co będzie za rok, za dwa, za trzy. To był luksus, na który chwilowo nie mogłem sobie pozwolić.
- Nie mówię, że się go nie nauczysz i masz nie ćwiczyć - odparłem, kręcąc przy tym głową; źle mnie zrozumiała. - Twój kuzyn pewnie nie sądził, że wasze nauki zostaną tak nagle przerwane i chciał, byś ćwiczyła to pod jego okiem. Miał rację, że dobre wspomnienie, silne na tyle, by przywołać patronusa, należy pielęgnować. Minęło jednak sporo czasu. Myślę, że powinnaś zacząć rozważać myśl, że już nie powróci. Brendan również. Na pewno wybaczyłby ci ćwiczenie bez niego, co więcej, pewnie tego by od ciebie oczekiwał. Ćwiczeń i pracy nad tym zaklęciem. Chodziło mi także o to, że byłoby ci łatwiej, gdybyś na początku skupiła się na prostszych czarach i wzmocniła swoją białą magię. Rozumiesz co mam na myśli? Małe kroki do przodu. Nie porywanie się od razu z motyką na słońce. Najpierw podstawy, później bardziej skomplikowane czary - wytłumaczyłem cierpliwie. Oczywiście, Neala miała rację, że nie obroni się przed dementorem zaklęciem Protego, a nie zaprzeczyć się nie dało, że prawdopodobieństwo jego spotkania jest zdecydowanie wyższe. Trudno było mi sobie jednak wyobrazić szesnastolatkę używającą zaklęcia patronusa, było to jedno z najsilniejszych zaklęć z dziedziny obrony przed czarną magią i nie przesadzałem z tym, że wielu dorosłych nie potrafiło go wyczarować.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
kuchnia z jadalnią Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
kuchnia z jadalnią
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach