Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
salon
AutorWiadomość
salon [odnośnik]10.06.18 0:16
First topic message reminder :

Salon

To najjaśniejsza oraz najbardziej zadbana część domostwa, z dumą prezentowana przez Elaine. Wyłożone kremową boazerią ściany nadają przestrzeni wielkości, choć każda jedna ściana pokryta jest różnymi pamiątkami - obrazami utalentowanej cioci Ness, talerzami otrzymanymi na wszystkie rocznice ślubu czy wreszcie rękodziełami każdego członka rodziny, z czasów dzieciństwa. Ponad zabudowanym kominkiem ułożone są fotografie wszystkich krewnych - raczej w wieku dziecięcym i zwykle wstydliwe, żeby mieć temat do rozmów przy rodzinnym stole. Na podrapanej przez dzieci podłodze wyłożony jest wysłużony dywan skrywający wszelkie plamy. Całą resztę przestrzeni stanowi niewielki stolik kawowy pełen gazet oraz czasopism, a także fotele lub zwykłe krzesła. Okna, przez które wpada dużo światła, ukazują część pobliskiego lasu, a także jezioro znajdujące się na tyłach chatki.


[bylobrzydkobedzieladnie]



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.


Ostatnio zmieniony przez Ria Weasley dnia 23.06.18 21:49, w całości zmieniany 1 raz
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley

Re: salon [odnośnik]06.08.22 22:50
- Tak… - ściszyła nieco głos, nie wiedząc w pierwszej chwili, czy to jednak pretensja, czy coś innego, ale domyśliła się, że to na pewno nie i Neala po prostu była zdziwiona, a nie zła na nią. Bo przecież dlaczego miałaby być zła? – Teraz spędzamy czas w Dolinie, ale kto wie, gdzie będziemy niebawem. – Nie miała nawet pojęcia, czemu akurat właśnie o to chodziło, ale chyba musiała rozważać że nie zostaną tam na zawsze. Ten dom ściągał zbyt wiele problemów na nich wszystkich.
- W takim razie to dobrze, ale mam nadzieję, że nie martwisz się aż tak, że zakłóca ci to życie? W takiej chwili mam nadzieję, że po prostu nie martwisz się aż tak. – Nie chciała, aby Neala tak jak ona traciła sen bo się martwiła, albo nie jadła bo się martwiła. Nie chciałaby, aby Neala przechodziła przez takie problemy i po prostu aby mogła odnaleźć jakiś spokój. Bo działała wiele, tylko ważne było, aby jednak odpoczywała, bo bez tego nie będzie w stanie działać.
- No, że dużo robisz. Bo i koce rozwozisz, no i potem siedzisz nad ludźmi i starasz się aby ugotować wszystko dla innych, więc chyba rozumiesz, że między tym, to ciężko uczyć się co konkretnie ma oznaczać herbata? Czy się mylę? – Nie chciała sugerować, że Neala nie jest wychowana, tylko że skoro nie wie takich kwestii o herbatach to chyba właśnie z winy takiego zapracowania. – Nie, że jesteś przez kogoś zajęta, tylko że zadaniowo jesteś zajęta. Myślisz, że to właśnie to, czy może jednak nie mam racji? – No bo gdyby Neala miała naukę, to chyba miałaby tę naukę już wcześniej? W końcu zaraz miała kończyć siedemnaście lat, to chyba uczyliby ją już wcześniej.
- Czemu bijesz się z moim bratem? To dziwne… - Uniosła brwi, nie rozumiejąc co to miało znaczyć, zwłaszcza, że dziewczyny się przecież od tak bić nie chodziły. Nie rozumiała ani żartu ani tego, że Neala bić się szła z Jamesem, bo przecież to nie miało trochę sensu, a w sumie dla Sheili to absolutnie nie miało sensu. Kiedy Sheila kłóciła się pomiędzy chłopcami to Neala biła się z Jamesem? I czemu James chciał się bić? Czy musiała teraz porozmawiać z bratem o co chodziło, że się bili? – Wiesz, kłócił się ze swoją żoną którą próbowałam pocieszyć. Nie wiem co by mu się przydało, ale raczej nie bójka z kimkolwiek, zwłaszcza z dziewczyną. – I jeszcze pokazywał jej jak się bije? Oh babciu, co tu się stało…
- Mnie nigdy nie uczył bić. I czuję się dziwnie kiedy uczy ciebie. I że go bijesz. To jest dziwne, trochę jakby traktował cię lepiej niż mnie bo pokazuje ci rzeczy. To nie jest miłe. – Zmarszczyła brwi. Ona nigdy nic nie mogła, bo przecież była młodszą siostrą, ale Neala mogła go prać po twarzy i nawet pokazywał jej jak to się robi. Mocno zmarszczyła brwi, w wielkiej niechęci do tego, co właśnie usłyszała. Wcale jej się miło na to nie zrobiło, że nagle Neala ma jakieś lepsze chody u Jamesa.
- James ma żonę, nie powinnaś od tak biegać aby go bić albo bywać z nim sam na sam gdy się kłócą, bo to dziwne. Jakbyś się pokłóciła z kuzynem a ja bym go poszła pocieszać to też chyba to niezbyt dobrze było widziane. – Chyba po tych rewelacjach nie zdziwiłaby się, gdyby nagle wyszły jeszcze jakieś dziwne akcje o których nie wiedziała.
- No Marcel pracuje i mieszka w cyrku, więc nie ma gdzie indziej do mieszkania. – Nie wiedziała? Wydawało się, że przecież to było dość wiadome, ale może nigdy się na tym nie skupiali? Ale jak pracował na Arenie, to gdzie miałby mieszkać?
- Zawsze jak zarabiamy to wszystko idzie na jedzenie i jakiekolwiek potrzebne rzeczy. W końcu nie mamy już nikogo, kto mógłby się nami zaopiekować, więc musimy robić to sami, a jest nas czwórka, a nie wszyscy pracują, więc to też jest problem. – W końcu ona mogła szyć, ale czasem bywały dni, kiedy nie mogli spędzać czasu na pracy bo coś stało się w domu albo trzeba było zająć się czymś od razu. Nawet mimo stałej pracy Jamesa to nie znaczyło, że opływali w luksusy. – Nie wiem czy i kiedy James się dowie, bo ostatnio mijamy się i praktycznie się nie widujemy w domu, bo od świtu do nocy pracuje tutaj. – Mijali się ostatnio, tak jakby stawali się sobie trochę obcy. Miała jednak nadzieję, że nie jest to ten przypadek i że brat jednak o niej pamiętał.
- Ale porozmawiam z nim jak mi się uda i posłucham, co o tym myśli. – Ciekawa była, co powie. W końcu mimo wszystko nie konsultowała tego z nim, ale James ostatnimi czasy wydawał się zwracać uwagę głównie na ich przetrwanie, wiedziała to po tym jak zapowiadał że odda psa.
- No nie że odlubię, ale ja tu wyznaję uczucia a ktoś mi mówi „no w sumie to nie”? To by było bardzo smutne i wolałabym się tym nie zanudzać, a tak to możesz po prostu spędzać czas z kimś i nie ma gorszych relacji. – No bo co by było jakby jednak się nie udało? Na pewno wszystkim by było przykro i ciężko by było to wytłumaczyć.
- Magipolicja złapała Jamesa, Thomasa i Marcela na jarmarku i zgarnęli ich do więzienia. I właśnie po tym Marcelowi tę rękę ucięli. I że ja tam też byłam, ale zdążyłam uciec, to się bałam czy mnie też nie będą chcieli zaaresztować. Ale z Eve uciekłyśmy. - Nie chciała mówić o tym zbyt wiele, bo wciąż czuła nie dość, że palący wstyd, to jeszcze i ból.
- Nie, chyba nie, ale nie wiem, myślę że po prostu za dużo wypił. – Innego wytłumaczenia nie widziała, absolutnie nie wierząc w jakąkolwiek winę Marcela w tym względzie.
- Ale to jak chcesz mieć problemy to nie potrzebne ci do tego problemy z uczuciem. Życie jeszcze sprawi więcej problemów, a ty nie masz co sobie wyobrażać problemów na zapas. Będziesz marnować życie na to, żeby specjalnie sobie ból zadawać a to nie ma sensu. Jak coś ci nie pozwala być z kimś razem to rezygnujesz, a skoro nie chcesz się zakochiwać to nie powinien być problem. – Chyba, że postanowienie Neali już dłużej nie było dalej w mocy.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 5 +4
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1 +1
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: salon [odnośnik]07.08.22 2:17
- To wspaniała wiadomość, Paprotko! - ucieszyłam się aż podnosząc się z siedzenia. A właściwie, to zrywając się z niego pełna niepohamowanej radości. - Sen z powiek zabierała mi myśl, że nadal jesteście w Londynie. - zbliżyłam się do niej łapiąc jej dłonie w moje obie. Zaciskając je z mocą i przejęciem. - Dusza moja odetchnęła z ulgą na wiadomość, że nie jesteście w tym mieście. - puściłam ją i przyciągnęłam do siebie zaraz wracając na swoje miejsce.
- Oh, me życie całe składa się ze zmartwień, uniesień i ciągot. - wypowiedziałam śpiewnie, teatralnie, przyciskając rękę do piersi a nogi wyrzucając przed siebie, głowę opierając o koniec krzesła na chwilę spoglądając w niebo. Jeszcze dramatycznie drugą z dłoni dołożyłam do czoła. Było w tym wiele prawdy. Ale Sheila zdawała się bardziej przejmować moim przejmowaniem niż ja. Zaprosiłam ją, żeby odetchnęła ale na razie chyba średnio mi to szło. Wysłuchałam tych słów o tym zajęciu moim marszcząc lekko brwi. Wzruszyłam lekko ramionami. Poczułam się trochę jak ten głupek. Powinnam wiedzieć jednak, że herbata to nie jest tylko herbata ale też zamiar. Ale gdybym tak na nią patrzyła i każdy tak o niej myślał to jaki zamiar przyniosłam Jamesowi kiedy przyszedł o pracę zapytać?
- A bo ja wiem. - przyznałam w końcu marszcząc wyraziście brwi swoje. - To inny świat jest, niż nasz. - bo przecież nasz był inny prawda? Ale zmarszczyłam mocniej brwi. A może tylko on mój był. Do tego Sheilii, cygańskiego, osoby takie jak ja nie miały chyba wstępu. - W sensie mnie wychował głównie brat i wujostwo. A oni nigdy nie przykładali jakiejś wielkiej wagi do etykiety. Wiem co i jak oględnie i jak się zachować. Ale nie zmienię zdania. Herbata jest herbatą. Koniec kropka. - orzekłam w końcu potakując krótko głową i prostując zmarszczone brwi, by zaraz wziąć i się do niej uśmiechnąć. Nie będę jakoś sztucznie herbaty pompować. Zresztą ostatecznie nie chodziło o samą herbatę przecież. Temat zmienił się na sylwestra. Ale usłyszeć że zachowałam się dziwnie nie spodziewałam się trochę nawet. Spojrzałam na nią zdziwiona odrobinę. Zmarszczyłam brwi trochę. Przecież powiedziałam dokładnie czemu się z nim biłam. Podciągnęłam nogi na krzesło wydymając usta. - Bo chciał? - zapytałam niepewnie. Poszłam za chwilą. Alkohol trochę pomógł, bo może gdyby nie on, zostałabym rzucając że to żart. Ale to określenie że dziwne to było. Wypuściłam powietrze z ust puszczając luźno głowę na bok żeby spojrzeć na nią. - Kto określa co normalne a co dziwne i czemu powinniśmy się poddawać temu, co sądzi świat? - zapytałam. Byłam dziwna. Moje zachowania dziwne były też. Zdawałam sobie z tego sprawę od lat. Myślałam, że Sheila też to wie. Ale coś zdawało się nie tak, atmosfera zmieniła się w kolejne słowa sprawiły że uniosłam jednak głowę nie odejmując od niej wzroku. Nabrałam powietrza w usta. Kłócił się z nią? Zmarszczyłam brwi. Nie pamiętałam o co była afera. Ostatnie moje Jamesa z żoną to było chyba jak z nią tańczył na parkiecie. Nie wyglądali na kłócących się. Otworzyłam usta chcąc coś powiedzieć, ale nie zdążyłam kiedy padły kolejne słowa. Poczułam jak czerwień wchodzi mi na szyję. Zdawała się chyba zła, za to, że chciałam pomóc jej bratu? Zmarszczyłam brwi zamykając usta. Unosząc rękę, żeby podrapać się po policzku. Ta powędrował wyżej, przesuwając po wstążce ostatecznie przeciągając po włosach. - N-nie wiedziałam. Że się kłócił. - przyznałam w końcu, ale to przecież nie winą było moją. Przecież jej powodem nie byłam ja. No ale też ja nie wiedziałam, co by mu się przydało dokładnie. Nie znałam go tak jak Sheila. - Ja… - zacięłam się szukając słów. Już mając zapytać, czy na mnie jest zła, ale ona mówiła dalej. A kolejne słowa sprawiły że otwierałam usta i zamykałam na przemian. Musiałam wyglądać jak karp na wigilijne święta. Kompletnie odcięta. - Przecież… -  chciałam stanąć w obronie ale nie wiem czy swojej, czy Jamesa czy tego traktowania. Pogubiłam się całkiem. Kompletnie. - Co w tym złego, że mi powiedział co robić i jak? Brendan codziennie uczył kogoś bicia. A mnie nigdy nie pokazał jak. - nie rozumiałam. Zmarszczyłam brwi, może naprawdę byłam dziwna. - Chciałaś żeby nauczył cię jak się bić? Ja nigdy nie chciałam. Tam tak wyszło po prostu. - czułam się jakbym zrobiła coś złego kiedy chciałam dobrze, jednocześnie nie wiedząc dlaczego. - Nie traktuje mnie lepiej, co ty… Przecież to o ciebie się martwi. Jesteś jego siostrą Sheila, nie ma dla niego nikogo ważniejszego. - wiedziałam, że dla Brendana najważniejsza byłam ja. Pamiętałam dokładnie ten dzień na Chancery Lane, te słowa, które boleśnie wyryły mi się w głowie. Przymknęłam oczy. Jesteśmy już tylko my dwoje. A wkrótce będziesz ty sama. Zginę, Neala. To się stało dziś, tej nocy. I im dłużej go nie było, tym bardziej zdawało się ponurą przepowiednią. Dziś w nocy, dziś w nocy, obijało mi się w głowie każdego dnia. Ale wiedziałam - co do jednego miałam pewność. Nikt nie był dla niego tak ważny jak ja. James musiał mieć tak samo, prawda? - Żaden brat nie chce, żeby jego siostra umiała się bić. Chce ją obronić sam - to rola mężczyzn, tak? A… - próbowałam to wyjaśnić. Wyjaśnić siebie, ale chyba bronić Jamesa, bo wiedziałam jak mocno kocha brat. Pocieszyć Sheilę, zapewnić, że nie jestem tyle warta by traktować mnie lepiej. - Czy ja będę potrafić wszystko jedno mu było, nie jestem jego siostrą. - bo o taki sens ostatecznie mi chodziło. Ale to kolejne słowa sprawiły, że zamarłam w całkowitym zaskoczeniu. No ma. No ma. Wiedziałam że ją ma. Ale że biegłam za nim?! Ja?! Poczułam że zaczynam się czerwienić całkiem. To przecież… nie było tak. Dziwne. Dziwne. Znów byłam dziwna. Co się zmieniło przez ten krótki czas, kiedy byłam dokładnie tak sama jak teraz a to słowo nie padło ani raz? Uniosłam brwi, wykrzywiając trochę usta. Uraziła mnie tą insynuacją która padła między nas. Zmarszczyłam brwi jeszcze mocniej. - Za każdym bym poszła, gdyby chciał. Za Marcelem, Aidanem, Leonem, Castorem, Steffenem, nawet Thomasem gdyby wyglądał moich oczach jakby towarzystwa potrzebował i chciał. Co jest złego w tym, że chciałam być dla niego miła? Na Merlina, to twój brat. I nie byliśmy sami, żeby jasność była całkowita. Leon i Aidan byli z nami. - odwróciłam od niej spojrzenie opadając na krzesło. Słuchając kolejnych słów. Na chwilę się zapowietrzyłam. - To bym się ucieszyła, Sheila! - poczułam że w oczach zbierają mi się łzy. - Cieszyłabym się, że ktoś jest w stanie poprawić mu humor, nawet jeśli to nie jestem ja. Nawet gdyby mnie ukuło to, że nie byłam w stanie mu wtedy pomóc. Nie kochałby mnie mniej, bo chwilę spędził z tobą. W poważaniu głębokim mam czy ktoś uważa to za dobrze czy źle widziane. - zacisnęłam usta zła. Marszcząc brwi. Uniosłam zła rękę przecierając oczy. -  Taka jestem. - oznajmiłam jej, zakładając ręce na piersi spoglądając w niebo. - Myślałam, że nie przeszkadza ci moja dziwność. - dodałam jeszcze marszcząc brwi do kompletu. Marszczenie nie zeszło szybko. Marcel wspominał coś o arenie, ale nie wiedziałam, że pracuje w cyrku.
- Naprawdę? - zapytałam z zainteresowaniem, wcześniejsza złość jeszcze odbijała się echem, ale ciekawość ją trochę przyćmiła. Uniosłam rękę. I potarłam nos. Trochę mnie jeszcze po tych łzach kręciło. Ale złość wiedziałam przejdzie zaraz, bo przechodziła zawsze. Sprzeczki były przecież naturalne. Ale to tłumaczyło sporo.
Temat harfy był dla mnie nie do końca zrozumiały. W sensie, dlaczego nie pracowali wszyscy? Nie wiedziałam dokładnie jak to wygląda poza tym, co mówiła Sheila. Zmarszczyłam brwi jeszcze bardziej na to czy i kiedy. Mieszkali razem, przecież tak? - To po prostu ci je dam. - oznajmiłam odnosząc się do pieniędzy z niezachwianą pewnością. Miałam co jeść, co ubierać. Miałam wszystkie potrzebne rzeczy. A jeśli ktoś bliski mojemu sercu ich potrzebował, co to był za problem je dać. - Ale porozmawiaj z nim od razu, połóż się później - poczekaj. Przyjdź tutaj w środku dnia. Nie wiem. - fakt, James zaczynał szybko - szybciej niż ja czasem otwierałam oczy. Ale nie pracował tu do nocy. Nie wiedziałam co robi po pracy, ale to nie było moim zmartwieniem. Wiedziałam jedno - Sheila nie powinna pozbywać się harfy. Czułam podskórnie że James jej na to pozwolić, był moją ostatnią nadzieją żeby odciągnąć ją od tego pomysłu. Słyszałam, jak pięknie gra. Po prostu nie mogła tego zrobić.
- Niemożliwa czasem jesteś. - powiedziałam kiedy to lubienie wyjaśniła wyciągając do niej rękę. - Od tego jestem żeby słuchać o tym szczęśliwym i smutnym. Żebyś sama nie musiała z tym chodzić. A ty mnie nie nudzisz. - zapewniłam ją jeszcze tak na wszelki wypadek.
- To go nie tłumaczy. - oznajmiłam pewnie, marszcząc brwi. Pijany czy nie nie powinien i już. Zaplotłam znów dłonie na piersi.
- Co? - zamrugałam kilka razy. - Nie chcę problemów. - zaprzeczyłam od razu przekrzywiając głowę w jej stronę. - O czym ty mówisz, She? - zapytałam jej marszcząc brwi. Nie nadążając za bardzo za tym tokiem. Nie bardzo się miało wpływ na swoje problemy które napotykało się po drodze. - Nie zamierzam sobie specjalnie bólu zadawać, tak tylko jacyś psychopaci robią. - znaczy nie do końca byłam pewna, czy to akurat psychopaci sobie sami zadowalali, ale ja nie zamierzałam. - Chwila czekaj, zatrzymaj się. - poprosiłam ją unosząc rękę i marszcząc brwi. - No nie zamierzam. - potwierdziłam spokojnie. Jednak nad czymś się zamyślając. - Mówiłaś, że nie ma się kontroli nad tym kogo się kocha. Da się zrezygnować z kochania kogoś? - zapytałam marszcząc brwi w niezrozumieniu. Nie byłabym w stanie nigdy z kochania kogoś zrezygnować. Bo czy to nie byłoby trochę tak, jakby nie kochało się go wcale? - W sensie tak w książkach było. - dodałam jeszcze szybko. Dlatego też po części podjęłam swoje postanowienie. Dlatego że moje serce, choć kruche, trwało w postanowieniach. Trochę ze strachu, nie chciałam cierpieć, gdyby ktoś nie czuł tego co ja. Poza tym, czułam, że kochać umiem tylko w jeden sposób. Całkowicie, do każdego atomu. A jednego byłam pewna, że nie znajdzie się nikt, poza rodziną, kto pokochałby kogoś tak okropnego jak ja. Ale tego jak nagle skręciła rozmowa to się spodziewać nie spodziewałam. Poczułam jak krew odchodzi mi z twarzy kiedy ona mówiła. Magipolicja. Magipolicja. Magipolicja. Więzienie?! WIĘZIENIE?! Moja twarz wyrażała tylko przerażenie, usta rozwarły się i zadrżały, kiedy słów brakło mi całkowicie i kompletnie. Ale kolejne uderzyły we mnie jeszcze mocniej. Odcięli mu rękę. Poczułam że robi mi się słabo, niedobrze. Ci dranie odcięli mu rękę. Sam był draniem przez tą bluzkę, ale… zamrugałam kilka razy czując jak oczy zachodzą mi łzami, oh jakże głupia była. Jak okropna kompletnie. Próbowałam dopasować daty, ale szok mi nie ułatwiał. Czy pytałam go o to głupie złamanie, kiedy on… Byłam potworem. Chyba łzy popłynęły mi po twarzy. Podniosłam wzrok znad punktu w który patrzyłam na Sheile próbując dalej słuchać. Ale spojrzenie miałam nieobecne. Czułam bijące serce obijające się o klatkę. - To straszne. - uniosłam ręce, przykładając je do ust. Przenosząc na twarz, chowając ją w nich. - To dobrze. - dodałam na tą ich ucieczkę. Dlatego Londyn właśnie ściągał mi sen z powiek. Z tego wszystkiego nie zapytałam nawet dlaczego. Dlaczego by nie było, to było zbyt okrutne. Bestialskie. Tak smutne.
Temat tych bluzek jakiś nieważny się stał. Nie spodziewałam się w tego. Nie przewidywałam w najgorszych snach. Uderzyło to we mnie bardzo. Zamknięta w bezpiecznych ścianach Devon poczułam się winna bezpieczeństwa, które mam. Ale musiałam się w sobie zebrać. Sheila zdawała się jakoś sobie z tym poradzić. Chyba powinnam i ja. Zebrać myśli. Ale nie byłam pewna, czy wiedziałam jak.


She took things too seriously, or not too seriously at all. She hated with every fiber of her being, or loved with every piece of her heart. There was no in-between for her. It was either all or nothing.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i am under no obligation
to make sense to you
OPCM : 10
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 6 +3
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

salon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach