Wydarzenia


Ekipa forum
tyły domu
AutorWiadomość
tyły domu [odnośnik]10.06.18 0:32
First topic message reminder :

Za domem

Za domem, zamiast lasu, znajduje się sporej wielkości ogród. Otoczony białym płotem, który pokryty został przez wijącą się roślinność, sięga tak naprawdę jeszcze dalej - ale z braku funduszy Weasley'owie zdecydowali się ogrodzić jedynie niewielką część włości. W środku zawiera zadbany ogródek - z grządkami warzywnymi oraz kwiatowymi rabatkami. Taras nie został ściśle wydzielony. Umownie jest nim przestrzeń przy domu przykryta prowizoryczną markizą skrywającą drewniane, bujane fotele i niewielki, drewniany stolik. Za ogrodzeniem po prawej stronie rosną owocowe drzewa, a po lewej rozciąga się polana służąca za miejsce organizacji wszelkich rodzinnych przyjęć. Jednak największą atrakcją pozostaje oddalone na północ jeziorko, licznie oblegane przez wszystkich późną wiosną oraz latem.


[bylobrzydkobedzieladnie]



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.


Ostatnio zmieniony przez Ria Weasley dnia 13.06.18 21:22, w całości zmieniany 1 raz
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley

Re: tyły domu [odnośnik]30.01.22 3:42
Słuchałam w milczeniu wypadających z jego ust słów, unosząc dłoń w niezbyt eleganckim odruchu i podsuwając ją pod usta. Marszcząc brwi w zastanowieniu, mimowolnie zaciskając zęby na placu wskazującym. Dopiero kiedy zwrócił się do mnie zamrugałam kilka razy chowając rękę za sobą i czerwieniejąc. Otworzyłam usta w zaskoczeniu. Nie byłam? Byłam? Zgłupiałam. Zmarszczyłam brwi. A potem już miałam coś powiedzieć kiedy mówił dalej. Przytaknęłam głową. Co teraz do wszystkiego miało to, jak się poznali? Nie byłam pewna. Zmarszczyłam mocniej brwi.
- Wpadłam do tego strumienia. - przypomniałam widocznie niezadowolona marszcząc nos. Ale reszta się zgadzała skręciłam kostkę. Znaczy nie cała reszta. Bo dałabym sobie radę. Brwi uniosły mi się jeszcze wyżej na to brutalne stwierdzenie. Wzięłam w oburzeniu wdech w usta z pewnością też w tej złości poczerwieniałam. I znów zamilkłam kiedy powtórzył moje słowa. Zacisnęłam wargi w widocznym rozdrażnieniu. Odwróciłam wzrok. - To o czym mówisz… brzmi strasznie samotnie. - wypowiedziałam w końcu zaplatając dłonie za plecami. Zagryzając dolną wargę. - A ja to przeważnie okropna jestem, wolę sama to prawda. Ale też proszę o pomoc. Nie wszystkich. Nie obcych. A czasem się uprę i póki nie odpuszczę to nie odpuszczę. - zmarszczyłam trochę brwi wzruszając ramionami. - Proszenie o pomoc to nie słabość. Nie okazywanie słabości obcym, to rozsądek. A prawdziwym pytaniem powinno być, kogo chciałbyś. - obarczyć. - Albo komu uwierzyłbyś, że da radę. - jest w stanie pomóc, czy może unieść razem z tobą ciężar problemów. Miałam szczęście - dużo go właściwie, bo wokół zawsze miałam takich ludzi. Gotowych mi nieść pomoc. Miałam też Brendana, ale nawet on - choć wiedziałam, że wiele mi nie mówi, by mnie chronić - wtedy tego jednego dnia, wypowiedział swoje obawy. Prosił o to, bym sama pomogła mu zostać tym, kim byłam. Wtedy, kiedy przyrzekałam na wszystkie sasanki. To była też prawda, że nie prosiłam o nią, kiedy nie potrzebowałam. I wolałam rzeczy robić sama. Czasem sama, przez dumę, która mnie nie opuszczała. Zamilkłam na chwilę powstrzymując się, żeby nie zerknąć. Zmarszczyłam bardziej brwi. - Ja ci wierzę. Ale to marne pocieszenie, jestem obcą hipokrytką. - tak całkiem tej hipokrytki jednak odpuścić nie umiałam, chociaż się starłam. Uniosłam też mimowolnie brodę wyżej. W końcu stanął w obronie mojej i Anne, a później odprowadził nas do domu. Pomógł mi wtedy przy tym strumieniu, chociaż byłam taka okropna. A w sylwestra uchronił przed upadkiem. Mimo to wzruszyłam jeszcze raz ramionami.
Zaśmiałam się lekko, odrzucając na chwilę głowę do tyłu, kiedy tak spiął się i wyprostował po tym, jak zapytałam czy pewien jest że sami jesteśmy. Pewna ja też nie byłam, ale..
- Żartowałam. - powiedziałam więc, marszcząc na chwilę nos. - Chociaż wuja miewa różne pomysły. - przyznałam szczerze uśmiechając się jeszcze lekko. - Oh, nie wiedziałam. - przyznałam unosząc rękę, żeby podrapać się po nosie. - Czemu ciotki? - zapytałam jeszcze spoglądając na Bibi, przekrzywiając trochę głowę w bok.
- Ah, nie. - zaprzeczyłam, czując jak różowiejąc mu policzki. Pewne rzeczy jednak w myślach powinnam tylko mówić. Przygryzłam dolną wargę, unosząc trochę brwi kiedy odniósł się do Thomasa. Jak się miał Thomas do tego wszystkiego. Nie było? Między nami nami? Drażnił mnie czasami, ale chłopcy chyba tak mieli. - Czegoś z czym? - zapytałam marszcząc dalej brwi. Chyba nie rozumiałam do końca o czym mówił. Żadnych nas nie był. Był on i ja i tak było dobrze, prawda? Prawda. Temat koni, dziadka, a właściwie pracy… był dość niespodziewany. Uniosłam wargi na na dziadka. Ale nie zapytałam o więcej. - To już z nimi. - ucięłam bo to i tak nie ode mnie zależało. Wątpiłam, żeby ciocia zgodziła się tylko na taką zapłatę. Ale w ich ustalenia nie zamierzałam i nie mogłam wnikać. Uniosłam znów wargi na kolejne słowa. Wzrok zerknął na rękę, która rozprostowywała palce. - Raczej by ci na to nie pozwolili. Ale skoro podjąłeś decyzję, to sprawa jasna. - powiedziałam jeszcze przed wyjściem.
Zadowolona zaprezentowałam Basila, który z początku niepewnie wyszedł mi na ręce. Widocznie odrobinę cieplejsze miejsce już nie sprawiało, że chciał się uchronić przed mrozem. Przesunął się na przed ramię, żebym mogła jego ogon wskazać.
- Wychodzi, że mam. Trochę z przypadku, ale nie żałuję. - przyznałam i zaśmiałam się lekko. Basil zaczepiając się o materiał wspiął mi się na ramię i na nim usadowił. Uniosłam wzrok żeby spojrzeć na Jamesa, który nachylił się w moim kierunku. Blisko się znalazł, bliżej niż wcześniej to na pewno. Mimowolnie rozchyliłam wargi chcąc coś powiedzieć, czując coś zdradliwego na policzkach postanowiłam się na tym nie skupić. To musiała być radość i zadowolenie nic więcej. Uniosłam wargi i pokręciłam głową. - Od herbaty nadal jestem ja. - wskazałam ją brodą i przesunęłam się w kierunku na którym ją postawiłam. Wzięłam jedną z nich i wyciągnęłam w jego kierunku. - Chcę go nauczyć, żeby nosił listy. Ale na razie… kiedyś dotrze z jakimś na miejsce. - odwróciłam głowę na bok żeby spojrzeć na Basila. Uniosłam rękę, żeby przesunąć mu palcem po głowie. - Ma czas. - zapewniłam i jego i Jamesa. Wierząc, że smoczognik doskonale wie, co do niego mówię. Już chyba czas się zbliżał, bo kiedy w domu byłam, ciocia przygotowywała dalej rzeczy. Ale wiedziałam, że kiedy skończy zawoła. Albo sama przyjdzie. Albo wuja wyśle. Kilka możliwości miała.


She took things too seriously, or not too seriously at all. She hated with every fiber of her being, or loved with every piece of her heart. There was no in-between for her. It was either all or nothing.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
courage is not the absence of fear it is acting in spite of it
OPCM : 10
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 6 +3
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
into the woods
Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: tyły domu [odnośnik]03.02.22 2:32
Zauważył ten gest. Podnoszenie dłoni, zagryzanie palca, choć jeszcze nie znał jej na tyle, by wiedzieć, co tak naprawdę oznaczał. Dla niej. Dla niego. Patrzył na kalejdoskop emocji na jej twarzy, przejawiający się marszczeniem brwi, zaskoczeniem, różowiejącymi policzkami, w których chowały się wszystkie piegi. W jego twarzy na chwilę przejawiała się determinacja, pewność, co do własnej racji — ale wypowiedziane przez niego słowa nie były niczym innym, jak formą obrony na atak.... Ale czy go atakowała tak naprawdę? Jej podsumowanie dopiero uświadomiło mu, jak bardzo żałośnie się zachował. Samotność.
Samotność doskwierała mu przez dwa lata, odkąd tylko ocknął się pośród zgliszczy, z ranami na plecach, pośród ognia, odoru śmierci. Sądził, że kiedy się odnaleźli, miał Marcela przy sobie, przyjaciół to wszystko odeszło. Ale czy naprawdę? Czy to w ogóle mogło odejść?
— Ta...— mruknął w potwierdzeniu, spuszczając wzrok. Miał ich wszystkich wokół siebie. Gotowych by wyciągnąć rękę, pomóc, wysłuchać. Ale on nic nie mówił. Nigdy nie mówił. W słowach Neali było wiele racji. Wiele prawdy. Nie chciał tego przyznać, woląc milczeć, odwracać wzrok gdzieś w bok, na siano, puszczać to mimo uszu i czekać aż echo wypowiedzianych słów ucichnie, by mogli o tym zapomnieć. Tak mu się zdawało. Przełknął ślinę, gapiąc się bez celu gdzieś przed siebie, nieruchomo, pozornie tylko zainteresowany czymś innym, w gruncie rzeczy głęboko zadumany, walczący z samym sobą. — Nie wiem. Myślę, że nikt nie może poza mną.— Nikt nie udźwignie takiego ciężaru. Jego własne problemy wydawały mu się takie monumentalne; problemy obcych go nie obchodziły. Nie wierzył, że to pomoże. Bo w czym? Poczuć się lepiej jemu? Zrzucić z siebie ciężar? Na ludzi, których kochał? Jak można było szukać lekkości w ciągnięciu ludzi na dno. Zarzucaniu ich bólem, wstydem, strachem, kiedy sami sobie ledwie radzili z tym, co czuli? Spojrzał na nią na krótko. Złapał jej spojrzenie w locie; jasnych oczu, prawie niewidocznych rzęs. Nie rozumiała. Ale nie mogła, jej życie wyglądało inaczej. Rzeczywistość. Może właśnie dlatego zjawił się tutaj w tej chwili. Potrzebował konfrontacji z obcym światem, cudzym spojrzeniem.
— Co?— Jej słowa wytrąciły go z tego stanu. Wyprostował się, spoglądając na nią ze zmarszczonymi brwiami. Obcą?— powtórzył po niej bez zrozumienia; nie powiedział tak. Nie sądził, by postrzegała to tak jak on. A może? Sheila jej mówiła? — Jesteś dla Sheili jak rodzona siostra — szepnął cicho; wyraz twarzy mu złagodniał. Była ważna dla jego niej, przyjaźniły się. To było wartościowe. Zaraz poczuł się też głupio, zwrócił przodem w jej stronę. — Przepraszam, nie powinienem był... To było... Niemiłe. — Nie patrzył na nią, wbijając spojrzenie w ziemię, ale w końcu je uniósł, jakby zebrał się na odwagę, choć nie musiał szczególnie mocno unosić głowy. — Nie chciałem tego powiedzieć. — Chciał, powiedział. Nie chciał, by tak zabrzmiało. — Jesteś mądra— dodał ciszej, szczerze. Jej słowa brzmiały mądrze, poniekąd imponująco, nawet jeśli nie zgadzał się ze wszystkim. — Dlatego tu jestem— wyznał, licząc, że tym wyznaniem załagodzi sytuację. To jak się czuł, jak ona czuła przez niego. Nie chciał sprawić jej przykrości. Zjawił się tu, bo czuł się samotny, miała rację. A nie potrafił tego okazać, przy Sheili, Thomasie, Marcelowi. Powinien być silny.
Zaśmiała się, ale on nie. Pozostał poważny, przejęty. Żartowała, ale to wciąż nie zmieniało sytuacji. Dręczyło go przeświadczenie, że robił coś, czego nie powinien. Że jego chęć bycia tu była w sobie zła. Wzruszył ramionami.
— Bo byliśmy rodziną. W rodzinie nie mówisz do nikogo proszę pani — rzucił luźniej, kąciki ust mu lekko drgnęły. Zerknął na nią. Plątał się? Gubił? Na jej twarzy wymalowało się niezrozumienie. — Z tym, żeby było lepiej. Jakoś. Jeśli nie możesz zdzierżyć mojego towarzystwa to moja praca tu mija się z celem...— Wyjaśnił, przechylając głowę, wciąż jej się przyglądając. Wtedy, na potańcówce w Lynmouth, przez moment zdawało mu się, że było inaczej. Kiedy dała się przekonać do tego piwa, do papierosa. Jej uśmiech sugerował coś innego. Ale to, co zrobił Thomas spowiło tę znajomość cieniem. Byli braćmi. Byli podobni. Podobnie uparci i nieokrzesani. I choć wiedział, że zachował się niewłaściwie przed nią gotów był go bronić.
Kiedy udała mu herbatę odebrał ją, delikatnie, ostrożnie łapiąc kubek, muskając palcami jej dłonie. Starał się nie rozlać naparu, wciąż był bardzo ciepły, choć temperatura na zewnątrz zdołała go już trochę ostudzić. — Dziękuję.— Za herbatę, za zgodę, chociaż właściwie decyzja nie należała do niej, za zaproszenie na kolacje. Pójdzie, oczywiście, że to zrobi. Sam musiał podjąć ten temat z jego wujem, nie obawiał się tego. Był przyzwyczajony do takich rozmów i zamierzał zareklamować się najlepiej jak potrafił. — Do nawet całkiem sprytne. Gdyby ktoś niepowołany chciał go odczytać, mógłby go spalić.— Uśmiechnął się, upijając łyk pysznej herbaty i spoglądając na smoczognika. Nie odważył się wyciągnąć ku niemu rąk, ale obserwował go z zainteresowaniem. — Urośnie jeszcze?— Przeniósł na nią spojrzenie, kiedy drzwi stajni otworzyły się, a zimny wiatr wdarł się do środka wraz z męską postacią. Wyprostował się odruchowo, przełknął ślinę.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: tyły domu [odnośnik]04.02.22 1:39
Opuściłam dłoń, łapiąc przygryziony palec za plecami. Ukrywając zbrodnię, której się dopuściłam. Głupi nawyk, którego nie umiałam wyplenić. Próbowałam, a jakże, ale dłoń i tak nie lubiłam. Ale na tym skupić się i tak za bardzo nie skupiałam tylko na kolejno padających słowach. Marszcząc brwi i pąsowiejąc na niektóre. W końcu się odzywając. Walcząc o swoje zdanie, o to co wydawało mi się prawdą być. Raczej nie szukając spojrzenia. Patrząc przed siebie, jakbym rozważania snuła na głos sama do siebie, choć wcale tak nie było. Krótkie potwierdzenie wsunęło między nas ciszę, ale nie przerywałam jej. Nie od razu. Pozwalając jej pozostać, choć wcale do wygodnych nie należała. Wiedziałam co myślałam i wiedziałam w co wierzyłam. Wiedziałam też, że nie każdy postrzega wszystko tak samo jak ja. Nie sądziłam, że odpowie mi na postawione głośno pytania. Powiedziałam je bardziej po to, by mógł sam dojść do odpowiedzi. Dopiero wtedy przekręciłam trochę głowę w bok i zerknęłam ku górze. Na chwilę odwracając znów głowę. Marszcząc brwi.
- Na co ci więc rodzina i przyjaciele? Żeby być tylko dla nich, a oni nigdy dla ciebie? - zapytałam marszcząc nos. Unosząc rękę, żeby odgarnąć włosy na plecy. Zaraz jednak odezwałam się znów. - No i… - zawiesiłam głos na kilka chwil. - ...mówisz że nie wiesz i że nikt, a poniekąd rozmawiasz o tym ze mną. Nie konkretnie o tym problemie, czy problemach. - dlaczego? Powinnam zapytać, ale nie wiem czemu się powstrzymałam. Powinnam czy nie? Błądziłam trochę. Nie wiedząc czy się odzywać i mówić dalej. Czy znów miałam usłyszeć coś, czego słyszeć nie chciałam. Na krótką chwilę nasze spojrzenia się spotkały.
Potaknęłam głową na pytanie. Byłam obca. Dla niego. Co o sobie tak naprawdę wiedzieliśmy? Kim byliśmy dla siebie. Już znajomymi? Czy może funkcjonujący w nieokreślonej przestrzeni.
- Nasze dusze są kompatybilne. - zgodziłam się z nim swoimi słowami. Paprotka była mi bliska. Odnalazłyśmy się w gąszczu innych dusz i pozostałyśmy przy sobie. Wiernie, miałam nadzieję, że na zawsze. Kiedy się poruszył zwracając w moją stronę przekręciłam najpierw tylko głowę. - Było. - potwierdziłam znów, nie uciekając wzrokiem za to on, nie patrzył na mnie. Patrzył w ziemię, dopiero po czasie napotykając moje spojrzenie. Pokręciłam przecząco głową na kolejne słowa. - Nie przepraszaj za coś, co uważasz za prawdę. Chociaż w sumie możesz, ale nie oczekuj, że ja za swoją kiedyś przeproszę. - nawet jeśli nie będzie miła. Uniosłam mimo wszystko trochę brodę. Nikt chyba nie chciał słyszeć niemiłych rzeczy. Dopiero kolejne stwierdzenie wywołało na mojej twarzy krótkie zdziwienie. Byłam? Wcale się taka nie czułam. Kolejne słowa odwróciły moją głowę. Spojrzałam znów przed siebie, zwrócona do niego jedynie bokiem, wydymając na chwilę usta. Wzruszyłam łagodnie ramionami. - Powtarzam słowa, które zostały mi powierzone. Myśli, pewnie też przekonania, ale i nadzieje. - bo w dużej części tak było. Pamiętałam każdą lekcję. Każde ważne słowo które przekazała mi mama, kiedy jeszcze mogła i Brendan kiedy był obok i każdy inny, kto nauczył mnie czegoś. - Mój brat jest aurorem, wiesz? - podjęłam, niby rzecz niezwiązaną z tematem. - I wiem, że wiele mi nie mówił. Że z wieloma rzeczami walczył sam, żebym ja nie musiała. Ale to widać, James. Ciężar który niesiesz sam, sekret, odkłada się cieniem w oczach. Zawsze wiedziałam, może czułam po prostu. - zamilkłam tylko na chwilę. - Ale nawet on, najsilniejszy człowiek jakiego znam, pewnego dnia potrzebował czegoś ode mnie. Pomocy, może nadziei. - wzruszyłam raz jeszcze ramionami. - A moja mama powiedziała mi kiedyś, żeby nigdy nie wątpić w ludzi, bo są silniejsi, niż na pierwszy rzut oka się wydają. Mogą mnie nie raz zaskoczyć. - odwróciłam się w końcu w jego stronę. - Nauczyła mnie jeszcze czegoś zarówno ważnego, jak i pomocnego w chwilach zwątpienia, strachu czy samotności. - rozplotłam dłonie. Ale nie czekałam na zgodę, zrobiłam krok bliżej, a potem następny, poganiając siebie nim się rozmyślę. Zdawał się potrzebować tego. Ten jeden raz mogłam to zrobić dlatego postawiłam kolejny wspinając się na palce i obejmując go lekko. Bez proszenia o pozwolenie, bez zastanawiania się czy powinnam, choć za chwilę to zrobię i wyjdzie pewnie odwrotnie. - Nie jesteś sam. - zapewniłam tylko spokojnie z pewnością. I po części nie mówiłam tylko o sobie. Mówiłam o Marcelu, który z pewnością odnalazł porozumienie z jego duszą. O Sheili, która martwiła się zawsze, nawet o Thomasie, który był głupkiem, ale był też jego bratem.
Zmiana tematu, ponowna przestrzeń była, mile widziana. Odpowiedziałam uniesienie kącika ust. W sumie to całkiem jasne było z tymi ciotkami, jak już wyjaśnione zostało. Ale kolejne słowa uniosły mi trochę brwi.
- Mogę. - zaprzeczyła od razu, chyba zbyt szybko. Ale już mleko było wylane. Zmarszczyłam trochę nos. - Z twoim bratem jest trochę gorzej, ale sama sobie z nim poradzę. - zapewniłam, odsuwając się w stronę herbat po tym, jak zaprezentowałam Basila. Przesunęła dłoń z kubkiem w jego stronę. Czując jak jego palce dotykają moich kiedy ją odbierał. Uniosłam spojrzenie, nie odnajdując tęczówek. Skinęłam krótko głową na podziękowania. Nie było za co. Choć było to miłe. - I podrapać. - dorzuciłam jeszcze unosząc kąciki ust ku górze.- Niewiele. - potwierdziłam, bo Basil był młody, ale jakiś imponujących rozmiarów nie miał osiągnąć. Otworzyłam usta chcąc coś jeszcze powiedzieć ale w środku pojawił się wuja.
- Chodźcie na kolację. - powiedział, nie wchodząc do środka. Zerknęłam na Jamesa, posyłając mu krótki uśmiech wychodząc jako pierwsza. Wuja podał mu dłoń jak ostatnio, kiedy znalazł się bliżej i skinął krótko głową. Ten dzień był zdecydowanie bardziej zaskakujący niż zakładałam nad ranem.

| zt? :pwease:


She took things too seriously, or not too seriously at all. She hated with every fiber of her being, or loved with every piece of her heart. There was no in-between for her. It was either all or nothing.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
courage is not the absence of fear it is acting in spite of it
OPCM : 10
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 6 +3
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
into the woods
Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: tyły domu [odnośnik]02.08.22 21:08
11 maj

W końcu nadszedł ten dzień, upragniony dla mnie tak bardzo, że przez chwil wiele myślałam, że nie nadejdzie on już wcale. Wiecznością był tydzień ten cały! Właściwie to nawet dłuższy o ile w ogóle tak się dało. Tak przynajmniej czułam. Nie byłam zadowolona z tej całej lekcji, którą postanowiła ciocia mi zafundować i nadal miałam jej za złe, że podjęła się tego. Jakby sama nie wiedziała od razu, że błąd popełniłam. Próżna - tak jak mówiła - przecież nie byłam. Ale na szczęście już za chwilę miałam móc puścić wszystko w zapomnienie, chociaż wiedziałam, że każdy kto widział nie zapomni tego za wcześnie. Ale postanowiłam się tym nie przejmować, musiałam wszystko przygotować, żeby było całkowicie i na pewno gotowe! Dlatego powoli i całkowicie sama nosiłam w miejsce wydzielone na ognisko znajdujące się niedaleko jeziorka wszystko, co miało być mi potrzebne. Nawet nie potrzebne a niezbędne. Ciocia powiedziała, że mimo wszystko nie zgadza się, żebyśmy spały na dworze i uzna że już siedzimy za długo, albo jest za zimno to ktoś nas przyjdzie do domu ściągnąć. Protestowałam, ale dodała że siłą nawet i że nic z tym nie zrobię. Westchnęłam ciężko, a wuja poklepał mnie po plecach, przenosząc zaklęciem skrzynię w której były drwa na ognisko, żeby nie zwilgotniały. Dostałam też stół, który normalnie stał w ogrodzie na którym mogłam rozłożyć trochę, ale nie były tego zbyt wiele tak naprawdę. Zamiast tego, zajęłam się przygotowaniem, żeby wszystko wyglądało ładnie. Miałam szczęście, bo miejsce na ognisko z dwóch stron otaczały drzewa, z trzeciej widać było dom a z czwartej jeziorko małe. Miałam kartek, które zaczęłam składać robiąc z nich niewielkie papierowe motyle, by potem przy pomocy zaklęć pozmieniać im kolory i wprawić w lewitację. Znalazłam też kilka drobnych kamyczków, które obsypałam świecącym pyłem i rozesłałam między motyle, kiedy słońce będzie zachodzić, a potem, kiedy ognisko palić się zacznie, będą naprawdę urokliwie połyskiwać. Potem zajęłam się konstrukcją miejsca w którym miało dojść do pozbawienia mnie różowych włosów. Z tych kartek zrobiłam też trochę, a nawet całkiem sporo kwiatków, które zaklęłam żeby unosiły się na brzegu spokojnie. Miałam biały materiał, który na razie znajdował się na stole, pozbierałam gałązki które nadawały się do tego, by zapleść je ze sobą odpowiednio. Kartek mi trochę zostało, ale miałam dla nich cel. Przycisnęłam je kamieniem i przyniosłam więcej piór. Potem poznosiłam kocę, trochę się zmęczyłam, co jakiś czas musząc zrobić przerwę by odpocząć - były dość stare, już widocznie używane, ale do siedzenia nadawały się idealnie. Kilka dodatkowych, żeby móc się nimi przykryć i outlić w razie czego, przyniosłam też trochę moich swetrów. Zgarnęłam kilka poduszek a potem cofnęłam się z dłońmi na biodrach cofając się o kilka kroków.
Wszystko było gotowe i wyglądało naprawdę ładnie. Po mroźnej zimie dziś było pogodnie, nawet słońce co jakiś czas wyglądało zza chmur, miałam nadzieję, że deszcz nie spadnie i wszystko będzie dobrze. Trochę się denerwowałam.

Dobra, Ognisko Wyzwolenia czas zacząć!
Wiem, że She na urlop 7-15 biegnie, więc propozycje są dwie:
1 pod powiadomieniem - piszemy jedną koleję, a potem w tym czasie spokojnie drugą, trzecią zaczniemy po Sheili powrocie
2 pod powiadomieniem - do 4.08 się zbieramy do 7.08 zamykamy drugą kolejkę na trzecią mamy tydzień
zagłosujcie, gdzie będzie więcej tak zagramy <3
Bo wakacje, to jak kogoś nie będzie niech też da znać od raz tutaj nam zaznaczę
Ogólnie proponuję, by nie spinać się jeśli chodzi o długość postów - chyba że nas dialog tak rozciągną, ale skupmy się na for fun i żeby nam nie zamarło za bardzo w wątku, poza tymi pierwszymi kolejkami proponuję na odpis 72h
kolejki jako takiej nie ma, będzie się zaczynała od Neali. A jak będziemy chciały trochę przyśpieszyć to po głównej ceremonii możemy iść na szafkę.

Zaprosiłam tylko te dziewczyny, które Nela zna jak coś ktoś to mi znać dajcie i wykombinujemy jakby ktoś jeszcze chciał wpaść jeśli nie wyjdzie jakoś nienaturalnie.
A i możemy sobie zrobić konfę, jak za to chmurka
Zapomniałam dopisać, że jestem biednym dzieckiem, więc nie mam zaopatrzenia, także znosić możeciee <3


She took things too seriously, or not too seriously at all. She hated with every fiber of her being, or loved with every piece of her heart. There was no in-between for her. It was either all or nothing.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
courage is not the absence of fear it is acting in spite of it
OPCM : 10
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 6 +3
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
into the woods
Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: tyły domu [odnośnik]03.08.22 18:13
Obawiała się tego spotkania - przyjaciółek Neali, anonimowych dziewcząt o nienamalowanych jeszcze twarzach; ich oceniających spojrzeń, gdy tylko dowiedzą się, że róż na głowie panny Weasley był wynikiem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. W drodze do Ottery St. Catchpole półwila zdążyła wyobrazić sobie ich awersję na przynajmniej trzy różne sposoby, myślała o tym, czy od razu rzucą się jej do gardła w zadośćuczynieniu za bóle jednej z nich, i przynajmniej dwa razy przystanęła w połowie kroku, żeby zastanowić się, czy powinna w ogóle narzucać się tam swoją obecnością. Bo kim była dla ślicznej, płomiennowłosej (znów, już niedługo!) szlachcianki? Koleżanką sprowadzoną do domu przez znajomą ciotki, z której więcej było szkód, niż pożytku; dyrygentem orkiestry cyklamenowego tygodnia w jej życiu.
A z drugiej strony - jak długo można było uginać się pod jarzmem strachów? Wciąż wybrzmiewały w jej głowie głośno, każdego dnia, w niemal każdych okolicznościach, dzwoniły jak setki rozbrzęczanych, nienastrojonych instrumentów, tylko że tego wieczora, po namowach, Celine spróbowała przełknąć ich ciężki smak, aż w końcu dotarła na miejsce i pozwoliła sobie na ostatni podryg wątpliwości. Jeszcze mogła wrócić do Doliny. Obrócić się na pięcie, odmaszerować, udawać, że nigdy jej tu nie było, a przepraszającą wymówkę zawrzeć w liście. Nie, Celine, odwagi.
- Sama to wszystko zrobiłaś? - odezwała się kilka kroków za plecami Neali. Drogę do punktu dziewczęcego odrodzenia wskazał jej jeden z domowników, natomiast delikatny, prawie bezgłośny chód pozwolił zbliżyć się niepostrzeżenie - jeśli tylko skoncentrowana na zadaniu Weasley pozostawała nieuważna na resztę otoczenia.
Oczy przesuwały się wzdłuż dekoracji z niekrytym podziwem, z ulgą, łapczywie; ich estetyka sprawiła, że półwila poczuła się nieco lepiej, jakby sama obecność ornamentów wystarczyła, żeby na kilka uderzeń serca przynieść spokój od niepokojów i poddenerwowania. Takie to było magiczne, jak z baśni. - Pięknie! - stwierdziła, na dłużej przyglądając się latającym, papierowym motylom. Przypominały ćmy wabione słodyczą nocy, tyle że na tle atramentowego nieba same wydawały się być płomieniami, do których należało lgnąć. Pasowały też do jej sukienki w barwie pudrowej lawendy, z kolorowym, właśnie motylim wzorem, częściowo skrytej pod błękitnym swetrem; czy to symbol, że dobrze zrobiła, nie unikając spotkania?
A jeśli naprawdę wyszły spod dłoni Neali, dziewczynka była bardziej utalentowana, niż początkowo pozwoliła sądzić. Jej wyobraźnia powołała do życia upiększającą wiosenny wieczór atmosferę, czarującą i niewinną, tak ważną dla odbioru całego tańca - tym przecież był dla Celine ten dzień: tańcem z wyobcowaniem, ze zmianami, z ogniem. Oczyszczeniem z drobinek lęków podpowiadających, że nie pasowała już do żadnego towarzystwa, albo że zaproszenie nadeszło wyłącznie z litości. Nela chyba by tego nie zrobiła.
- Przyszłam pierwsza? - zapytała po chwili i tym razem rozejrzała się dookoła nieco uważniej, w poszukiwaniu nieznajomych twarzy, jednak odkryła, że tych jeszcze brakowało. - Chciałam wziąć ze sobą więcej przekąsek, ale targ dzisiaj świecił pustkami... Coś z tego się nada? - Celine wyciągnęła w kierunku Neali nieduży wiklinowy koszyk, gdzie znajdował się chleb pokrojony na kromki, sok z dyni w przezroczystej, dużej butelce ze szkła, oraz gotowany makaron w słoiku. - Możemy sobie upiec grzanki, na przykład. A do makaronu nie miałam żadnego sosu, przepraszam... Jaka jest szansa, że znajdziemy coś u twojej cioci? Czy woli, żeby dziś jej nie przeszkadzać? - może byłoby lepiej, biorąc pod uwagę ostatnią wizytę, by półwila nawet nie pokazywała się jej na oczy.


they say they're building us a garden, so when the birds and trees are all gone we'll live where the sky is golden and
bathe in artificial oceans.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
wszystko to co mam
to ta nadzieja,
że życie mnie poskleja.
OPCM : 5 +3
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: tyły domu [odnośnik]03.08.22 21:35
Cieszyła się na to zaproszenie. Chociaż gdzieś pod bladą, poznaczoną jasnymi piegami skórą, mrowiło ją niewypowiedziane poczucie winy – że w ogóle myślała o zabawie (ojciec wciąż odprowadzał ją do drzwi zaniepokojonym spojrzeniem za każdym razem, gdy opuszczała ich rodzinne mieszkanie na Pokątnej), i że nie poświęciła tego czasu na naukę anatomii – to nie wyobrażała sobie, by mogła odmówić. Tęskniła za Nealą, za jej nieograniczoną wyobraźnią, i za towarzystwem w ogóle; na szpitalnym kursie nie zawarła zbyt wielu znajomości, przez większość czasu trzymając się na uboczu, a niemal wszyscy jej szkolni przyjaciele opuścili Londyn – z przymusu lub z własnej woli, decydując się zamieszkać z rozsianymi po kraju rodzinami. Wieczorami samotność rozpraszała czytaniem kolejnych książek, czasami próbowała też pisać – ale od przeszło miesiąca słowa wypisywane na pergaminie w żaden sposób nie chciały złożyć się w całość, układając się w zdania brzydkie, kanciaste albo zupełnie puste – pomimo miejsca, jakie zajmowały sobą w linijce.
Do Devon teleportowała się punktualnie, a przynajmniej tak się jej wydawało – bo trochę za dużo czasu spędziła przed stojącym pod ścianą lustrem, starając się bezskutecznie przygładzić puszące się uparcie włosy – tylko po to, by ostatecznie zapleść je tak, jak zawsze: w długi, przerzucony przez ramię warkocz, na którego końcu pozwoliła sobie zawiązać niebieską wstążkę. Ubrała się skromnie, w prostą, ale schludną sukienkę w kolorze spranego błękitu, na ramiona zarzucając jasnoszary, robiony na drutach sweter. Buciki za kostkę miały ochronić ją przed wieczorną rosą i ciągnącym od ziemi chłodem; mimo cieplejszych niż jeszcze niedawno dni, poranki i noce nadal były chłodne. Przez ramię przerzuciła skórzaną listonoszkę, w której schowała dwa tuziny ciasteczek owsianych, starannie zawiniętych w brązowy papier. Choć upieczone z prostego przepisu, wyglądały całkiem apetycznie – głównie dzięki suszonym morelom, wiśniom i rodzynkom, które udało jej się dostać na targu w magicznym porcie. Idąc w stronę rozciągającego się na tyłach ogrodu, sprawdziła, czy na pewno były na swoim miejscu – bardziej dla zabicia narastającego zdenerwowania niż z faktycznej konieczności; nie było możliwości, by je zgubiła.
Nealę zauważyła jako pierwszą – głównie dlatego, że jej włosy o barwie intensywnego różu niemożliwe były do przeoczenia; otworzyła szeroko oczy, przyspieszając kroku – już rozumiejąc, o czym bohaterka dzisiejszego świętowania pisała w liście. – Neala! – zawołała, podchodząc do niej, żeby uścisnąć ją na powitanie. – Dziękuję, że mnie zaprosiłaś, mam wrażenie, że sto lat tutaj nie byłam – powiedziała, mimo że w rzeczywistości minęło znacznie mniej czasu; a jednak – wydarzenia, które miały miejsce w międzyczasie, zdawały się oddzielać przeszłość od teraźniejszości grubą kreską. – Teraz już wszystko rozumiem – oznajmiła, odsuwając się o krok, żeby przyjrzeć się lepiej nietypowym włosom. – Jesteś pewna, że nie chcesz ich sobie zostawić? Wyglądasz jak baśniowa wróżka – powiedziała szczerze, zaczesując za ucho własny luźny kosmyk, który uciekł z warkocza; nagle wydał jej się niesamowicie nudny.
Z uśmiechem odwróciła się w stronę drugiej z dziewcząt, chcąc się przywitać i przedstawić (z daleka nie dostrzegła znajomości w pięknych, choć niezwykle szczupłych rysach), ale gdy zatrzymała spojrzenie na jej twarzy, imię złotowłosej samo wypłynęło na powierzchnię jej pamięci. – Celine – odezwała się z zaskoczeniem, teraz już bez trudu umiejscawiając jej twarz na siedzeniu pędzącego przez noc pociągu. Coś nieprzyjemnie ścisnęło się jej w żołądku, nie chciała myśleć o tamtym przerażającym dniu – i właściwie w ciągu ostatnich tygodni tego nie robiła, zepchnąwszy to wydarzenie w głęboki kąt umysłu. Nie mogła, nie potrafiła zastanawiać się, czego wtedy uniknęła – czując, że gdyby spróbowała, zaczęłaby się dusić. Być może właśnie dlatego do niej nie podeszła – wahając się przez nieskończenie długą sekundę, a później rzucając po prostu: – Cześć.
Sięgnęła do torby, żeby wyciągnąć z niej szeleszczącą, papierową torebkę. – Przyniosłam ciasteczka. Z owocami, czekolady nigdzie nie mogłam dostać – powiedziała, odkładając je na stół. Nie dostała też miodu, ale miała nadzieję, że bakalie były same w sobie wystarczająco słodkie.




i nie wiem o czym myśleć mam
żeby mi się przyśnił taki świat
w którym się nie boję spać
Leonie Wilde
Zawód : kursantka uzdrowicielstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
tańcz ze mną
sekundy pędzą
no tańcz
potem powróci mój
szary świat
OPCM : 2 +1
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 11
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11260-leonie-wilde https://www.morsmordre.net/t11278-bard#346707 https://www.morsmordre.net/t11268-nie-pytaj-mnie-co-bedzie-jutro#346372 https://www.morsmordre.net/f427-pokatna-12-mieszkanie-nad-esami-i-floresami https://www.morsmordre.net/t11270-skrytka-bankowa-nr-2462 https://www.morsmordre.net/t11269-leonie-wilde
Re: tyły domu [odnośnik]04.08.22 13:27
List był radosnym zaskoczeniem, przyjemnym oderwaniem od rzeczywistości – słowa kreślone przez dłoń Neali były czytane kilkukrotnie, finalnie Beddow schowała śliczny zwitek pergaminu w specjalnym, drewnianym pudełku, tuż obok ususzonych kwiatów i innych pamiątek. Niby nic takiego, a jednak coś – cieszyła się ogromnie na zaproszenie panny Weasley. Nie widziały się całe wieki, nadto zajęte tym, czym w rzeczywistości żadna z nich nie powinna się przejmować w wieku nastoletnim. Ale rzeczywistość wciąż malowano w ciemnych barwach, a one musiały jakoś to przetrwać. Ognisko, na które zapraszała Neala było doskonałym momentem wytchnienia, który należał się każdemu.
Przygotowując się do podróży do wskazanego przez przyjaciółkę miejsca ubrała seledynową sukienkę z kieszeniami po bokach, gdzieś w okolicy bioder, gdzie schowała kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Włosy zostawiła rozpuszczone, spinając niesforny kosmyk z przodu niedużą spinką z ozdobną, nieco już matową pszczołą z metalu.
Zastanawiało ją kogo spotka u panny Weasley, bowiem słowa które nakreśliła sugerowały, że planuje coś świętować – świętować koniec udręki, czymkolwiek ona była – cóż mogło się jej przytrafić, nazywane wrednym przeznaczeniem i różem na głowie? Może rosły jej jakieś kwiaty między płomiennymi pasmami? Jakoś niezwykle trudno było jej zrozumieć i wyobrazić sobie drwinę z losu, o której mówiła Neala.
Gotowa do drogi skorzystała z kominka w Dolinie, przenosząc się do umówionego miejsca spotkania; prawdę mówiąc nieco tęskniła za Devon, brakowało jej beztroski jesiennych dni, które wspólnie przeżywały jeszcze przed zimą. Brakowało tego specyficznego zapachu i ciepła, które unosiło się nad domostwem Weasleyów. Czy wujostwo Neali wciąż gniewało się na tą głupią sytuację związaną z potańcówką i bójką, której wcale nie byli winni?
Resztę drogi pokonała pieszo, z płócienną torbą przewieszoną przez ramię – do środka zapakowała owinięte w papier kanapki z razowego chleba z pomidorem, a także prażone kawałki dyni.
Niedługo miał nadejść zmierzch, ale póki co miały jeszcze dużo czasu; kiedy domostwo pojawiło się przed oczami Anne, nie potrafiła powstrzymać uśmiechu, związanego z dobrymi wspomnieniami z tym miejscem i radością, że znowu mogą stworzyć się kolejne.
Przeszła przez bramę, kierując się do ogrodu na tyłach domu, prędko odnajdując spojrzeniem trzy sylwetki dziewcząt – całą uwagę zgarnęły jednak różowe włosy Neli.
Uniosła dłoń machając w kierunku zgromadzonych z uśmiechem, zaraz potem podchodząc do panny Weasley – Ale super! – rzuciła na powitanie, zaraz potem ściskając przyjaciółkę serdecznie – Naprawdę, to miało być to zrządzenie losu? Wyglądasz pięknie – zawyrokowała, w końcu odwracając się do dwóch dziewczyn; Celine poznała od razu, podchodząc do niej z zamiarem uścisku – Heeej – minęło trochę czasu nim ostatni raz się widziały, słyszała ogrom strasznych rzeczy i dziwnych pogłosek, ale na razie nie chciała jej o to pytać. Po przywitaniu zwróciła się do trzeciej z dziewcząt, z uśmiechem wyciągając w jej kierunku dłoń – Hej, nie znamy się jeszcze, jestem Annie.

przynoszę kanapki z pomidorem i prażone kawałki dyni


czekam na wiatr co rozgoni ciemne skłębione zasłony;
stanę wtedy na raz ze słońcem
twarzą w twarz
Anne Beddow
Zawód : powsinoga
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
świat dziwny jest jak sen
a sen jak świat
OPCM : 9 +5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9261-anne-beddow#281746 https://www.morsmordre.net/t9589-listy-do-ani#291635 https://www.morsmordre.net/t9276-anne-with-an-e#282533 https://www.morsmordre.net/t9277-annie-beddow#282540
Re: tyły domu [odnośnik]05.08.22 0:20
Pomagała Eve dzisiaj z sukienką – nie dlatego, że ta sama nie mogła jej założyć, ale przez wzgląd na to, że nowa sztuka, szyta z zapamiętanych wymiarów i ubrań które miała pod ręką nie mogła być idealna. Ale nie martwiła się tym, wiedząc, że lekko za długi rękaw czy nieco ciągnący się po ziemi dół nie były niczym, czego bardzo szybko nie mogłaby naprawić, dlatego bez stresowania się zabrała się do pracy. Mimo to, musiała ucieszyć się faktem, że nie wymagało to wiele pracy z jej strony i obydwie były gotowe – Eve w pięknej, błękitnej sukni, która lekko zwiewna dobrze ukrywała jej kształty, nie pozostawiając miejsca na niedomówienia; Sheila w srebrzystej, mieniącej się pod światło, która opływała jej kostki tak, by delikatnie i stanowczo ruszać się dobrze w tańcu. Nie wiedziała co prawda, czy Neala zaplanowała tańce na dziś, ale w końcu przezorny był zawsze ubezpieczony.
Poprosiła również starszą z Doe o porady dotyczące delikatnego makijażu, gotowa przyjąć nową wiedzę i wchłonąć ją jak mogła, a przynajmniej dopóki James nie zacząłby jej ganiać za malowanie się. W końcu miała jeszcze trochę kosmetyków które dostała na święta od Adeli. Założyła jeszcze biżuterię której skromny zapas sprowadzał się głównie do kolczyków, które kiedyś podarował jej James i mogła wraz z Eve wyruszać na spotkanie. Nigdy się nie spodziewała, że będzie celebrować to, że ktoś porzuca kolor włosów…którego nigdy nie chciał, ale sama też sytuacji do końca nie rozumiała, a jej pojęcie wymagało też skupienie na sobie uwagi odnośnie magii. I w ogóle dużo się gubiła w tej sytuacji, więc nie roztrząsała zbyt wiele, tylko po prostu zdecydowała się przybyć.
Gdyby mogła, uszyłaby coś dla Neali, ale po chwili rozważania doszła do wniosku, że kupi jej żabę. Oczywiście gotowanie również wchodziło w grę, ale jeżeli miałaby myśleć teraz o tym, to nie umiała wyliczyć jedzenia tak, aby nie odejmować go potem reszcie rodziny, a czekoladowa żaba wydawała się bardziej rarytasem. Dlatego wcisnęła ją do torby, zabrała ze sobą harfę i trzymając mocno Eve, wybrała się na miotle, lądując tuż za domem Neali w czasie, gdy pozostałe zaproszone wydawały się jeszcze witać ze sobą. Miała nadzieję.
- Jesteśmy, liczę na to, jeszcze nie spóźnione? – Uśmiechnęła się w stronę zebranych, ostrożnie schodząc z miotły i spoglądając na pozostałe obecne.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 5 +4
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1 +1
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: tyły domu [odnośnik]05.08.22 20:04
Kiedy dotarł do niej list, wahała się, czy powinna pojawiać się wśród koleżanek panny Weasley. Miała przynajmniej kilka powodów, by wątpliwości nie opuściły jej od razu i sprawiły, że zastanawiała się dłużej przed podjęciem decyzji. Dopiero krótka rozmowa z Sheilą nie dała jej już wielkiego wyboru. Nie potrafiła odmówić najmłodszej Doe, nawet jeśli rozsądek podpowiadał, aby dać sobie spokój. Niedziela była dniem, który na ogół wolała spędzać inaczej, ale dziś plany musiały się zmienić. Dodatkową zachętą stała się sukienka, którą dostała. Piękny i delikatnie tylko stonowany, błękit przyciągał jej spojrzenie, gdy zwiewność materiału przyjemnie otulała sylwetkę i był tym, czego naprawdę teraz potrzebowała. Mimo to zerkała z pewną nerwowością w stronę lekko pękniętego lustra, kiedy Sheila kończyła ostatnie poprawki, dopasowując ją idealnie do niej i obecnego stanu. Krój ukrywał to, co powinien i co jeszcze pozostawało dla wielu tajemnicą. Nie do końca wiedziała, skąd ciche porozumienie wśród Doe, aby nie pochwalić się tym wśród znajomych, ale czuła ulgę, że tak właśnie się stało. Czas mijał, a ona martwiła się na zapas, zdenerwowanie nie opuszczało jej prawie w ogóle, potęgując się, gdy zostawała sama ze sobą, z własnymi myślami. Zdarzało się to niestety zbyt często, skłaniając, aby szukała coraz to innych zajęć i czegoś, co pochłonie jej uwagę. Zapinając botki, upewniła się, że to była dobra decyzja, aby wyjść z domu. W myślach aż podziękowała Neali za to zaproszenie, obiecując sobie, że zrobi to również później, kiedy się spotkają. Zarzucając na ramiona płaszcz, obejrzała się jeszcze na She, upewniając, że miały wszystko, co potrzebowały. Zmierzyła wzrokiem młodszą dziewczynę, uśmiechając się pod nosem. Wyglądała pięknie, błyszczała w sposób w jaki powinna zawsze. Była zdziwiona, kiedy ta poprosiła ją o pomoc z makijażem, ale nie zamierzała nawet odmówić. Miały być w swoim, dziewczęcym towarzystwie, więc mogła odważyć się na więcej. Była gotowa nawet wziąć na siebie niezadowolenie któregoś z braci Paprotki, uskuteczniając tym samym obojętność na ewentualne męskie fochy.
Była pewna, że się trochę spóźnią. Może na tyle minimalnie, że nikt tego nie zauważy? Na to cicho liczyła. Kiedy znalazły się na miejscu, odrzuciła na plecy burzę loków. Nie wiązała ich, zbyt dumna z posiadania takowych. Dodatkowo nie było jeszcze tak ciepło, aby temperatura zmusiła ją do plecenia warkocza, by chociaż trochę odetchnąć.
Spojrzała w kierunku dziewczyn. Znała każdą z nich, lecz żadnej lepiej niż pozostałe, a wręcz jedną z nich prawie w ogóle.
- Cześć.- rzuciła na dzień dobry do wszystkich, zerkając zaraz na She, kiedy wspomniała o spóźnieniu. Najwyraźniej liczyły na to samo. Podeszła bliżej, zatrzymując się jednak, gdy zobaczyła Nealę. Przechyliła nieco głowę, przyglądając się dzisiejszej gospodyni. No tego się nie spodziewała.- No proszę.- podjęła z nutą rozbawienia w głosie.- Ładnie ci, również w tym kolorze.- dodała dość pogodnie. Lepiej wyglądała ze swymi rudymi włosami, ale ten odcień o dziwo też pasował. Poza tym nie jej chyba było tak naprawdę oceniać.- Mogę spytać, dlaczego tak? – zaryzykowała, zaraz przesuwając spojrzeniem po pozostałych, jakby to któraś z nich miała dać odpowiedź w razie co. Zaraz poświęciła trochę uwagi Celinie, posyłając jej nieco niepewny uśmiech.
- Dobrze wyglądasz.- wydawało jej się, że o wiele lepiej niż kiedy widziały się ostatni raz.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
tyły domu - Page 4 89145bba4c57f02203074fc256742436
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: tyły domu [odnośnik]05.08.22 21:41
Na sobie miałam sukienkę - oczywiście, że jakąś na sobie miałam. Ale ta była cała biała. Miałam ją na sobie w Lynmouth, wtedy kiedy wszystko dopiero zdawało się zaczynać. Z tyłu na końcu nadal nie do końca sprała się krew, którą wtedy zgarnęłam z parkietu. Ale to nie ważne. Była biała - a ja białej właśnie potrzebowałam a tylko jedną białą miałam. Głównie dlatego, że większość mojej dolnej części garderoby albo sukienkę właśnie obracała się bliżej jesieni. No nieważne, ważne że była biała. Na stole leżał też złożony biały materiał. Na razie miałam włosy zebrane w koński ogon, związane czerwoną wstążką - bo jaką inną, skoro tą zawsze miałam ze sobą. Właściwie wyrobiłam się akurat na czas. W sensie, zdążyłam skończyć, podziwiając wszystko, kiedy za mną rozległ się głos znajomy.
- W większości. - odpowiedziałam, odwracając głowę z uśmiechem. - Och, Celine, jak dobrze że jesteś! Bez Ciebie byłoby nieodpowiednio. Jak zwykle wyglądasz tak pięknie, że aż dech mi zapiera okropnie. - powiedziałam biorąc ją bez pytania w ramiona na chwilę wzbijając się na palce. Z uśmiechem zadowolenia dziękuję za komplement. Sama zdarłam spojrzenie żeby zawiesić je na chwilę na motylach. Naprawdę byłam dość zadowolona.
- Dokładnie, idealne wyczucie - w końcu choć chyba sama nie wiesz, jesteś dziś po mnie najważniejszym punktem. Zapomniałam o tym wspomnieć. - zaśmiałam się krótko rozciągając usta w uśmiechu. - Ty je rzuciłaś i byłabym zaszczycona, gdybyś ty właśnie je zdjęła. - powiedziałam, łapiąc ją za obie dłonie mając nadzieję, że mi nie odmówi.
- Leonie! - ucieszyłam się, rzucając spojrzenie Celine, zanim zostawiłam ją na chwilę, żeby do Leonie podbiec. Zatrzymałam się przed nią unosząc dłonie, żeby objąć nimi jej policzki. - Ottery i ja tęskniliśmy okropnie. Mam nadzieję, że w porządku wszystko. Oh, jakże dobrze jest móc cię dotknąć, nie jedynie w myślach widzieć. - zapewniłam ją pełnym powagi głosem, dopiero po tym przenosząc ręce na ramiona i ją też witając. Przyciągając na chwilę mocniej, nie widziałyśmy się za dawno - to jedno wiedziałam na pewno. Opadłam na palce cofając się w kierunku w którym zostawiłam Celine. Kiedy wypowiedziała słowa o włosach ułożyłam dłonie na biodrach i wydęłam usta. - Raczej jak widowisko. Wuja się śmieję, że nadawałabym się do cyrku. - wywróciłam oczami, łapiąc ją za rękę i pociągając trochę, już chcąc przedstawiać je sobie, kiedy imię Celine wypadło z ust Leonie. Przesunęłam spojrzenie od jednej do drugiej, a potem od drugiej do pierwszej otwierając usta i marszcząc brwi trochę zaraz jednak dostrzegając kolejną osobę. - Annie, szczęście moje. - zawołałam odmachując jej i czekając już aż nie podejdzie. - Pięknie?! PIĘKNIE?! Nawet tak nie żartuj, Annie. Ten tydzień, to była prawdziwa próba dla mojej osoby. - powiedziałam do niej, ale powagę psuł uśmiech który nie schodził z moich ust. Otworzyłam usta ze zdziwieniem. Zmarszczyłam brwi kiedy witała się z Celine i przedstawiała Leonie.
- Możecie położyć na stole. Będziemy myśleć jak będziemy głodne. - powiedziałam do nich odnośnie jedzenia. Ja też nie miałam wiele, trochę wody coś do przekąszenia. Nie dziwił mnie pusty targ, bo Devon też miewało podobne problemy. Ale nie jedzenie miało dzisiaj być najważniejsze. A kiedy tak wyjaśniałam, nie zauważyłam, że przyszli ostatni goście.
- Spokojnie, She. - zapewniłam ją rozciągając usta i przyciągając do siebie na chwil krótkich kilka. Odsunęłam się trzymając ją za dłonie. - Wyglądasz dziś przepięknie, jak marzenie senne. - zapewniłam ją, unosząc rękę, żeby poprawić kosmyk włosów.
- Eve. - przywitałam się z uśmiechem, ledwie chwilę wahając się nim i ją objęłam ramieniem. Na kolejny komplement odnośnie włosów uniosłam brwi i spojrzałam najpierw na nią potem na Leonie i Anne. - Zmówiłyście się? Jak tak dalej będziecie gadać, to jeszcze zdanie zmienię. - zaśmiałam się kręcąc rozbawiona głową. - Thomas nie pytał gdzie idziecie? - zapytałam dziewczyn przerzucając spojrzenie od jednej do drugiej. Już się nie denerwowałam na różu wspomnienie. Trochę to przepracowałam, zwłaszcza, że dzisiaj miałam się z nim raz na zawsze pożegnać. Zerknęłam jeszcze od Eve do Celine a potem klasnęłam krótko w dłonie. - Cóż, wychodzi że ktoś kogoś tam zna, ale gdyby nie znał, to oficjalnie tym teraz zajmę się ja. Przesunęłam się stając trochę pośrodku. - Celine, Leonie, Annie, Sheile i Eve. - powiedziałam przesuwając się by każdą przedstawić. - Chodźcie. - zachęciłam je, żeby podejść bliżej. - Cóż, ciocia postanowiła nauczyć mnie tym czegoś. Chcesz opowiedzieć Celine? - zapytałam obracając na nią głowę, uśmiechając się lekko, dać jej tym samym chciałam znać, że to dzisiaj nie było już nic strasznego. Ognisko co prawda nie miało być jakieś wielkie, ale lepiej że takie nie było, łatwiej nam będzie usiąść romantycznie wokół niego, na poduszkach które przygotowałam. - Wuja powiedział, że wystarczy Incendio. Która poczyni honory? - zapytałam, zasiadając na jednym z miejsc. A kiedy usiadłyśmy, wygładziłam kawałek materiału przesuwając na nich wzrok. - Chciałam… cieszę się, że jesteście - naprawdę. - powiedziałam do nich, uśmiech nie schodził mi z twarzy, choć brwi zmarszczyły się na sekundę. - Wiem, że… wiecie, wokół to wszystko, ale naprawdę dużo to dla mnie znaczy. - zapowiedziałam, dając jeszcze wszystkim chwilę na dobre poczucie się tutaj wokół zanim przejdziemy do tego, na co już mi w zniecierpliwieniu serce mocno biło. Jeszcze trochę, już za chwilę.

2 tura - 72h


She took things too seriously, or not too seriously at all. She hated with every fiber of her being, or loved with every piece of her heart. There was no in-between for her. It was either all or nothing.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
courage is not the absence of fear it is acting in spite of it
OPCM : 10
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 6 +3
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
into the woods
Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: tyły domu [odnośnik]05.08.22 23:13
- Nieodpowiednio? - powtórzyła po Neali z zarumienionym zakłopotaniem, uśmiechnięta delikatnie, z ulgą wypuszczając powietrze z płuc, gdy poczuła pierwszy dotyk - ciepłe ramiona gospodyni, która najwyraźniej naprawdę nie mogła mieć jej za złe cyklamenowego ambarasu. Los okazał się więc łaskawy. - Och, moja słodka, płomienna Nealo... Doprowadziłam cię do tego i muszę sprowadzić cię z powrotem. Ale czy jesteś pewna? Ostatnio wyszło jak wyszło, co jeśli teraz... - urwała, nie chcąc nawet wyobrażać sobie zieleni na ślicznej głowie koleżanki, aż tu nagle ciąg przemyśleń przerwało nadejście kolejnego gościa i Celine była przekonana, że tym razem jej oddech zamarł na dobre.
Leonie, dziewczyna z pociągu, towarzyszka niedoli, obie miały trafić do piekła, odratowane z jego łapczywych ognistych języków za sprawą szczęśliwego zrządzenia losu i determinacji jednego młodego mężczyzny. Krew odpłynęła jej z twarzy, poczuła się tak, jakby czerwień już nigdy miała tam nie wrócić; Leonie była traumą, ściśle związana z wydarzeniami, o których półwila z całych sił próbowała zapomnieć, a które wgryzały się w nią boleśnie każdego ranka i każdego wieczora, w każdej samotnej myśli. Jej spojrzenie opadło na ziemię, a wyswobodzone od koszyczka dłonie zacisnęły mocno na materiale sukienki, aż pobielały jej knykcie, jasne jak czysty pergamin; gorycz zalała zarówno myśli, jak i gardło, ślina nagle wydawała się kwaśna. Mięśnie zastygły jak tężejące żelazo. Dlaczego tu przyszłaś, Leonie? Dlaczego akurat dzisiaj?
- Cześć - odpowiedziała ciszej, niż powinna, a na pewno ciszej niż zamierzała, nim w końcu powróciła wzrokiem do panny Wilde i kiwnęła jej głową, bez uśmiechu, jednak życzliwie. Miło, że jesteś, to nie przeszło jej przez krtań, nie mogła tak kłamać.
Dlaczego sądziłam, że zareagujesz na mnie bardziej otwarcie?
Zbawieniem, w porównaniu, było zjawienie się Anne. Dopiero na jej widok i bliskość Celine poczuła, jak wraca do teraźniejszości, wyrwana z podchodzącego do gardła lęku i mieszającej myśli paniki; bez wahania przylgnęła do dziewczyny i zatrzymała ją w ramionach wręcz zachłannie, jakby co najmniej przyciskała do siebie piękno dawnych, spokojniejszych dni.
- Annie - przywitała ją śpiewnie, czule, po czym odsunęła się od młodej czarownicy i ujęła jej twarz w dłonie, żeby na policzku pozostawić delikatny pocałunek. - Jak się masz? Jesteś zdrowa, bezpieczna? Wydaje mi się, że widziałyśmy się w zupełnie innym życiu - lepszym i prostszym, gdy wojna była dla półwili odległym zjawiskiem, a arystokratka z Grimmauld Place najszczerszym aniołem.
Spojrzała potem na nadchodzące Sheilę i Eve, do których uśmiechnęła się z wdzięczną sympatią. Zamęt wprowadzony przez Thomasa nie był najprostszy, ale nie mogła zapomnieć o tym, że w trudnych chwilach obie okazały jej gościnność i przyjęły pod swój dach, zupełnie obcą osobę, zbiega z więzienia. Mogły robić to przez wzgląd na Marcela, ba, na pewno to właśnie nimi kierowało, ale motywacje miały niewielkie znaczenie przy wadze dobra, jakie jej ofiarowały.
- Ty też, Eve - odpowiedziała i nie mogąc się powstrzymać do niej również wyciągnęła ręce w niemym zaproszeniu do uścisku; nie objęła jej jednak pierwsza, coś podpowiadało, że większym taktem było wybadanie chęci. - Promieniejesz - dodała, zanim wzrok pomknął do kreacji obu panien Doe. - To prawda, wyglądacie ślicznie - przytaknęła Neali, zwracając się zarówno do Eve, jak i Sheili, migot kreacji tej drugiej zdawał się ją wabić, był ogniem, do którego lgnęła jak ćma, oczarowana, uwiedziona.
Na oficjalne powitanie i przedstawienie dygnęła łagodnie, z wrodzoną gracją, ale zaraz rumieńce powróciły na policzki i wyprostowała się z dramatycznym westchnieniem.
- To był wypadek - przyznała się dziewczętom; tak bardzo bała się wcześniej tego momentu, scysji wiszącej w powietrzu, oskarżeń, ubliżeń, ale skoro została wywołana do tablicy, nie mogła teraz pozostawić Weasley z tym samej. - Namówiłam Nealę, żeby wypróbowała na sobie blond włosy, bo moje tak jej się podobały, ale w trakcie rzucania zaklęcia coś musiało mnie rozproszyć i... A potem nie dało się tego odratować, bo ciocia Neali zabroniła, w ramach nauczki. Tylko za co? To nie tak, że Neala wyszła z propozycją, och, wszystko się pomieszało - wymamrotała i pokręciła głową, zajmując jedno z miejsc przygotowanych wokół ogniska. Nie sięgnęła po różdżkę, żeby je rozpalić, czary wciąż przychodziły jej z trudem, nieodłącznie kojarzone już z aurą więzienia, ze strażnikami gnębiącymi za brak satysfakcjonujących odpowiedzi, z torturami, gdy jeszcze z początku próbowała im czegoś odmawiać; a uśmiech zadrżał później w kącikach ust, gdy Nela wyraziła swoją radość, wdzięczność. - Jak przeżyłaś ten tydzień?


they say they're building us a garden, so when the birds and trees are all gone we'll live where the sky is golden and
bathe in artificial oceans.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
wszystko to co mam
to ta nadzieja,
że życie mnie poskleja.
OPCM : 5 +3
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: tyły domu [odnośnik]06.08.22 13:50
Uśmiech nie schodził z jej ust, kiedy kolejne sylwetki pojawiały się w ogrodzie; pomiędzy uściskami, powitaniami i tęsknymi słowami, odłożyła torbę z małym prowiantem na stolik, zaaferowana nie wiedząc na czym powinna skupić swój wzrok. Wszędzie było tak... dobrze. Domowo, ciepło, przepięknie – Devon roztaczało wokół siebie specyficzną aurę, a dom wujostwa Neali kojarzył jej się z tymi, które pamiętała z książek dla dzieci czytanych jeszcze przez mamę, i z tych które później sama czytała małym dzieciom w sierocińcu. Panowała tutaj tak namacalna atmosfera dobra, czystej rodzinnej troski, nawet jeśli w głowie wciąż żyły jej wspomnienia z ich felernej nocy w Lynmouth. Ale zrozumiała już, że to co wtedy zrobiły faktycznie było dość niebezpieczne i kara rzeczywiście im się należała. Teraz to wszystko wydawało się być już dalekie, odległe, jak zamknięty rozdział w książce kilkadziesiąt stron wcześniej.
– Wszystko dobrze, Celine, jakoś sobie radzę – wytłumaczyła prędko, przytakując głową z uśmiechem, naprawdę chcąc jej przekazać, że nie miała co się martwić. To ona martwiła się o nią – martwiła o miesiące, w których nie wiedziała do końca co tak naprawdę się stało. Myślała o pogłoskach odnośnie Tower, o strasznych historiach, ale nie miała śmiałości ją o to zapytać. Jeszcze nie teraz.
Wyswobadzając się z uścisku półwili przeniosła wzrok na Sheilę i Eve, a kiedy i z nimi się przywitała, uwagę skradły motyle zawieszone chyba za pomocą magii – Są piękne, Nelka – rzuciła, zerkając na różowowłosą przyjaciółkę, przyglądając się stworzonym przez nią dekoracjom jeszcze jakiś czas. Ognisko miało niedługo się zacząć, a ona nie mogła się doczekać – rozmów, śmiechów, opowieści, wszystkiego tego, co miały okazję zrobić wspólnie. Zapomnieć na chwilę o codzienności, robić to, co powinny robić celebrując piękno wiosny.
Kiedy panna Lovegood opowiadała o incydencie z włosami Neali, słuchała uważnie, dość rozbawiona, choć młoda Weasley podchodziła do ów faktu bardzo emocjonalnie, dlatego Annie postanowiła, że śmiech nie do końca byłby tutaj na miejscu. Poza tym róż naprawdę jej pasował, podkreślał nietypową urodę i dodawał jakiegoś specyficznego blasku!
– Więc do dzisiaj trwa... ta kara? Którą wymierzyła ciocia zabraniając cofać czaru? – dopytała, zerkając to na Nealę, to Celine.
Nie zgłosiła się do rozpalenia ogniska, oczekując na przejęcie inicjatywy przez którąś z pozostałych dziewcząt; czarowanie od zawsze było dla niej jakieś...drugorzędne.


czekam na wiatr co rozgoni ciemne skłębione zasłony;
stanę wtedy na raz ze słońcem
twarzą w twarz
Anne Beddow
Zawód : powsinoga
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
świat dziwny jest jak sen
a sen jak świat
OPCM : 9 +5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9261-anne-beddow#281746 https://www.morsmordre.net/t9589-listy-do-ani#291635 https://www.morsmordre.net/t9276-anne-with-an-e#282533 https://www.morsmordre.net/t9277-annie-beddow#282540
Re: tyły domu [odnośnik]07.08.22 0:13
Pozwoliła sobie miotłę odstawić tak, aby nikomu nie przeszkadzała, na wszelki wypadek jednak na jej końcu zawiązując uprzednio srebrzystą niczym jej suknia wstążeczkę, tak aby nikt inny nie pomylił się i miotły przypadkiem ze sobą nie zabrał. Niby sieć kominków działała, ale w sumie to nie zdążyła Neali zapytać, czy podłączali kominek do sieci a i lądować u kogoś w kominie wydawało jej się strasznie nieeleganckie. Mimo wszystko też ze względu na stan Eve miotła była jeszcze o wiele bardziej elegancka, dlatego zdecydowała się właśnie na tę opcję, po drodze zapewniając jeszcze starszą z Doe nie jeden raz, że gdyby tylko ta poczuła się nie na siłach, to mogą od razu uciec z tego miejsca i wrócić do domu. Wiadomo było, że przemęczanie się nie jest wskazane dla dziecka i zamierzała zrobić co tylko się dało, aby Eve mogła liczyć na wszelki odpoczynek. Miała tylko nadzieję, że nie rozchoruje się ani nie stanie się nic, co mogłoby na kogokolwiek wpłynąć.
Miękko wylądowała, uśmiechając się do obecnych, chociaż sama z miejsca się nie ruszyła dopóki ktoś nie podszedł do niej, jak zawsze stojąc na własnym miejscu dopóki nie została zachęcona do zmiany. W końcu chyba od zawsze tak robiła, jak nie obok rodzeństwa to obok Eve, trzymając po prostu się tych, którym ufała bezgranicznie kiedy widziała mało znajome twarze. Tak wchodziła pierwszy raz do Hogwartu, a od tego czasu niewiele się zmieniło z jej perspektywy. Nie oponowała jednak kiedy podeszła do niej Neala, pozwalając na uścisk ale jednak uważając, aby harfa nie spadła i nikogo nie obtłukła, bo w tym momencie mogło to być bardzo nieprzyjemne rozpoczęcie spotkania.
- Dziękuję, uszyłam ją specjalnie do tańca, patrz jak ładnie się kręci! – Obróciła się na próbę aby pokazać, jak suknia wiruje, odbijając się refleksami od najbliższych źródeł światła. Dopiero wtedy dostrzegła Leonie do której posłała szeroki i wielki uśmiech, wyciągając wolną dłoń w jej kierunku.
- Leonie, jak dobrze jest cię widzieć i to w normalnych warunkach! – Nie powiedziała tego złośliwie, nie myśląc nawet o ostatniej sytuacji gdy widziała (czy też raczej nie widziała) Leonie, wiedząc, że nie była do życia wtedy po zażywaniu eliksirów i mając nadzieję, że dawno niewidziana przyjaciółka wybaczy jej to zachowanie, które przecież nie było po złośliwości, ale inaczej miała w ogóle problem aby zasnąć, a wtedy to już potrzebowała zasnąć całkowicie i na długo.
Skinęła głową na powitanie Celine i Anne, ale opowieść szybko sprowadziła na tory zainteresowań, bo jednak nie do końca rozumiała, które zaklęcie poszło nie tak, i chyba się nawet trochę zaczęła bać. W pierwszej chwili pomyślała o Capillum czy Colorum, ale to były bardzo łatwe zaklęcia i nie spodziewała się, że coś nie tak mogło w nich być, zwłaszcza że Nela to niebawem by ostatni rok w Hogwarcie zaczynała. Czy wynalazła jakieś trudne zaklęcie? Chyba nie eksperymentowała z czymś…zakazanym.
- A to cioci nie przeszkadzało ze biegasz z różowymi włosami i łatwiej w pamięć zapadasz? – A może, co gorsza, dostała jeszcze do tego szlaban?! – Ja się postaram...
Wyciągnęła różdżkę, ostrożnie celując w drewno aby odetchnąć głęboko.
- Incendio. - płomyk ognia wystrzelił w kierunku przygotowanego miejsca aby rozpalić drewno.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 5 +4
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1 +1
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: tyły domu [odnośnik]08.08.22 13:17
Nie potrafiła nie uśmiechnąć się szeroko na wylewne powitanie Neali; uścisnęła ją mocno, naprawdę ciesząc się, że wreszcie mogły się zobaczyć – czując, jak uciskający klatkę piersiową ciężar nieco się podnosi. To wszystko: drzewa, ognisko, papierowe motyle – wyglądało tak normalnie, kojarząc się jej z czasami tuż przed wybuchem wojny; z wakacjami na wsi, tańcami wokół ogniska, zawodami, kto rozhuśta wyżej zawieszoną na gałęzi huśtawkę. – Tak, wszystko w jak najlepszym – skłamała, czując gniotące wyrzuty sumienia – ale przecież nie mogła, nie chciała, psuć zorganizowanej przez Nealę uroczystości ponurymi opowieściami, na ten jeden wieczór decydując się na pozostawienie ich w odległym Londynie – nie spodziewając się, że spadną na nią jak grom z jasnego nieba.
Sekundy niezręcznej ciszy, które zapadły po tym, jak wypowiedziała imię Celine, ciągnęły jej się w nieskończoność; widziała nerwowe opuszczenie spojrzenia w dół, dłoń ściskającą sukienkę – i zaczęła żałować, że nie przywitała jej cieplej. Ale czy mogła? Właściwie wcale się nie znały; połączyła je jedna straszna noc, która o mało co w przerażający sposób nie splotła ich losów; noc, o której Leonie pragnęła porozmawiać, ale nie potrafiła, przez wiele dni bijąc się z myślami, czy powinna sięgnąć po pióro i pergamin – ostatecznie wybierając milczenie.
Przerwane – na szczęście – przybyciem Annie; odwróciła się w jej stronę, żeby uścisnąć wyciągniętą dłoń i odwzajemnić uśmiech. Niewymuszony, przyjaciółka Neali wydawała się naprawdę życzliwa. – Cześć, jestem Leonie, miło mi cię poznać, Annie – przedstawiła się, by zaraz potem spojrzeć w stronę dwóch dziewcząt, które jako ostatnie pojawiły się na polanie – w jednej z nich od razu rozpoznając Sheilę.
W pierwszej chwili chciała do niej podbiec i zarzucić jej ramiona na szyję – nie widziały się w końcu od dawna, a ostatnia niezapowiedziana wizyta wywołała u niej głównie zmartwienie samopoczuciem przyjaciółki, która najwidoczniej nie czuła się najlepiej. Miała poczucie winy, że dołożyła jej trosk, i spotkanie jej w Devon – całej i zdrowej, Neala miała rację, wyglądała przepięknie – przywitała z radością; chłodne powitanie starło jednak szeroki uśmiech niemal natychmiast, a słowa Sheili sprawiły, że poczuła się tak, jakby bryła lodu wpadła jej do żołądka.
W normalnych warunkach?
To w nienormalnych było niemiło – i to dlatego jej niegdysiejsza przyjaciółka z dormitorium nawet nie wyszła ze swojego pokoju przez cały jej pobyt pod dachem jej rodziny? Zdawała sobie sprawę, że jej nagłe pojawienie się w środku nocy nie mogło być dla żadnego z mieszkańców wygodne, ale przecież nie zrobiła tego specjalnie; przełknęła ślinę, Sheila nie mogłaby sprawić jej większej przykrości, gdyby uderzyła ją w twarz. – Ciebie też. Cieszę się, że lepiej się czujesz – odpowiedziała, siląc się na wymuszony uśmiech i ściskając lekko wyciągniętą w jej stronę dłoń. Płonęły jej policzki, ale nie miała zamiaru powiedzieć nic złego, była tu dla Neali. – To naprawdę piękna sukienka – dodała szczerze; tkanina wirowała magicznie – musiała być bardzo droga, podobnie jak srebrne kolczyki. Nie wiedziała, że Sheili tak dobrze się powodziło.
Cześć – przywitała się z drugą z dziewcząt, z Eve; uśmiechając się do niej łagodnie, ale życzliwie – pamiętała ją mgliście z tamtej nocy.
Poszła na Nealą, żeby usiąść po turecku na jednej z rozłożonych wokół ogniska poduszek, wybierając tę w pobliżu niej i Annie; poprawiła bladobłękitną sukienkę, tak, żeby na pewno przykrywała jej kolana i wygładziła materiał, starając się nie myśleć o tym, że w porównaniu do kreacji Sheili i Eve, wydawała się prawie szara. – Oczywiście, że jesteśmy – odezwała się do Neali, jej słowa zabrzmiały naprawdę ciepło; wyciągnęła w jej stronę dłoń, żeby ścisnąć krótko jej palce. – Musimy się razem trzymać, zwłaszcza gdy wokół to wszystko – dodała, spoglądając w górę; jej wzrok przypadkowo zahaczył o trzepoczące skrzydłami motyle. – Wyglądają naprawdę magicznie – stwierdziła, później już milknąc – żeby wysłuchać opowieści Celine.
Och, jej – mruknęła, przenosząc raz jeszcze wzrok na różowe kosmyki Neali, żałując, że więziła je wstążka; rozpuszczone musiały wyglądać zjawiskowo. – Mogłabym o tym napisać historię – stwierdziła, odchylając się nieco do tyłu i opierając ciężar ciała na dłoniach. – O zaklętej czarodziejce. – Bo przecież wymierzona przez ciocię kara mogła być równie dobrze silnym zaklęciem – możliwym do złamania wyłącznie starym, magicznym rytuałem. – Przytrafiło ci się przez ten tydzień coś niezwykłego? – zapytała z ciekawością, opierając policzek na ramieniu.




i nie wiem o czym myśleć mam
żeby mi się przyśnił taki świat
w którym się nie boję spać
Leonie Wilde
Zawód : kursantka uzdrowicielstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
tańcz ze mną
sekundy pędzą
no tańcz
potem powróci mój
szary świat
OPCM : 2 +1
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 11
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11260-leonie-wilde https://www.morsmordre.net/t11278-bard#346707 https://www.morsmordre.net/t11268-nie-pytaj-mnie-co-bedzie-jutro#346372 https://www.morsmordre.net/f427-pokatna-12-mieszkanie-nad-esami-i-floresami https://www.morsmordre.net/t11270-skrytka-bankowa-nr-2462 https://www.morsmordre.net/t11269-leonie-wilde
Re: tyły domu [odnośnik]08.08.22 23:47
Przyglądała się wymianie uścisków między Sheilą, a Nealą, uśmiechając delikatnie, ledwie kącikiem ust. Zauważyła wahanie młodej Weasley, gdy stanęła przed nią, lecz na to lekkie objęcie odpowiedziała bliźniaczym gestem. Przełamanie dystansu nie przeszkadzało jej w podobnych okolicznościach, tutaj nieufność schodziła na dalszy plan, tak daleko, by o niej zapomnieć.
- Zapewniam, że wcale się nie zmówiłyśmy.- odparła od razu, przenosząc spojrzenie na pozostałe dziewczyny, nim wróciła do Neali. Spoważniała na moment, kiedy dziewczyna spytała o szwagra, ale odpowiedziała jedynie lekkim wzruszeniem ramion. To nie była jego sprawa, gdzie się wybierały, lecz na całe szczęście wywiało go gdzieś, jak zawsze. Będąc jeszcze w domu, nawet nie pomyślała, że któryś mógł mieć coś przeciw kiedy sami znikali tak często, że nie powinni poruszać tego tematu. W zamyśleniu potarła lekko nerwowo nadgarstek, nieświadomie wykonując gest, który wszedł jej w nawyk dawno temu. Skupiła myśli na chwili obecnej, gdy dotarły do niej słowa Celiny.
Widząc to niewypowiedziane zaproszenie, poddała się temu i zbliżyła o krok, by przytulić dziewczynę na powitanie.- Mam nadzieję.- stwierdziła, słysząc, że promienieje. Przez większość czasu wcale się tak nie czuła, ostatnie tygodnie sprawiały, że była wręcz przygaszona i zmęczona. Pocieszające, że najwyraźniej nie wyglądała aż tak źle.- Wszystkie wyglądamy ślicznie.- poprawiła Celinę pogodnie. Każda z nich miała coś czym się wyróżniała i co sprawiało, że były dziś piękne. Skinęła lekko głową w kierunku Leonie, gdy przywitała się również z nią.
Przysłuchiwała się wyjaśnieniom, skąd ten nietypowy kolor włosów u Weasley.
- Wypadki się zdarzają.- mruknęła tylko, jeśli jej opinia miała cokolwiek znaczyć. Wolała nie wspominać własnych potknięć z zaklęciami, jeszcze w taborze. A bywało gorzej.- Dziwna to kara, by chodzić w takim kolorze przez tydzień. Wydaje się mało... uciążliwa? – nie była do końca pewna czy to dobre słowo, ale nie wydawało jej się to straszną karą. Tylko czy i dla tej, która musiała tak przetrwać tydzień, było to znośne. Tego nie wiedziała jeszcze. Pytanie Leonie również ją zaciekawiło, ile niezwykłych rzeczy mogło spotkać Nealę?
Zajęła jedno z wolnych miejsc przy ogniu, który po chwili zajął przygotowane drwa. Wpatrywała się moment w języki ognia, czując to przyjemne ciepło na skórze. Mimo wspomnień to zawsze było kojące uczucie. Wygładziła ostrożnie materiał sukienki, by układał się jakkolwiek znośnie na nogach.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
tyły domu - Page 4 89145bba4c57f02203074fc256742436
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe

Strona 4 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

tyły domu
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach