Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

tajemniczy zagajnik
AutorWiadomość
tajemniczy zagajnik [odnośnik]10.06.18 0:40
First topic message reminder :

Zagajnik

Zagajnik to przyjemne, piękne miejsce. Znajduje się w Ottery St. Catchpole, oddalony o kilkadziesiąt metrów od domu Weasley'ów. Jest polaną otoczoną leśnymi drzewami. Zwykle w zagajniku można zastać niemagiczne zwierzęta; te znane czarodziejom unikają miejsc, w których mogłyby natknąć się na mugoli. Ta drobna niedogodność nie odbiera miejscu uroku; w samym centrum łąki ktoś kiedyś postawił prowizoryczną, drewnianą ławeczkę, z której możliwe jest podziwianie zachodu słońca.
Rzadko ktokolwiek tutaj przychodzi. Po miasteczku krąży smutna legenda o samobójstwie nieszczęśliwie zakochanej pary, która według opowieści miała powiesić się na gałęzi centralnego drzewa. Przez to w zagajniku nieprzerwanie trwa cisza i spokój, zmącone jedynie odgłosami natury.


[bylobrzydkobedzieladnie]



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : 28
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley

Re: tajemniczy zagajnik [odnośnik]28.07.21 16:35
Byłam zachwycona, kiedy dłonie przesuwały się po tym, co Anthony przywiózł do niewielkiego domostwa w Ottery. Może nie miało starczyć na długo, ale było w stanie pomóc - wspomóc ich bardziej. Ich w sensie, że mieszkańców Devon oczywiście. Bo ja miałam tyle, ile miało mi wystarczyć i nie zamierzała wykorzystywać tej dobroci na siebie.
Zgodziłam się na krótką przechadzkę, choć propozycja z początku mnie zdziwiła. Mimo to wędrowałam obok kuzyna Anthony’ego, wciskając dłonie w kieszenie płaszcza w kolorze ciemnej zieleni. Było już naprawdę zimo i to zimno szybko odcisnęło się na moich policzkach różem. Poprawiłam czapkę, opowiadając mu o tym, jak wyglądała nasza trasa na przełomie października i listopada i ile udało nam się osiągnąć. W końcu zamilkłam na dłużej, ale cisza mi jakoś - ze znajomymi jednostkami - wybitnie nie przeszkadzała. Zajęłam się obserwacją otoczenia, drzew, śniegu, który się na nich pojawiał.
Mruknięcie, a może niezadowolony wyrzut sprawiły, że uniosłam jasne brwi ku górze, kilka razy mrugając z zaskoczeniem.
- Rozumiem i Ria na pewno zdaje sobie sprawę ile do zrobienia jest w Devon przed nadejściem zimy i o ile ilość ta wzrasta, kiedy hrabstwo przyjmuje kolejnych ludzi. - odpowiedziałam spokojnie, bo siostrzyczka na pewno nie trzymała wobec mnie wyrzutów. Tęskniłam za nią, ale nadal nie zawierzając całkiem teleportacji, wolałam przemieszczać się przy użyciu koni. To wydłużało drogę, a to zabierało czas. Czas w czasie którego mogłam gdzieś pomóc, zamiast siedzieć sącząc herbatę. Też nie tak, że zarzucałem to jej - w ciąży przecież nie powinna - samej sobie braku działania zarzucić nie chciałam. - Ale odwiedzę. - obiecała unosząc jasne tęczówki na kuzyna. - Pomiędzy świętami, albo wraz z początkiem nowego roku. - dookreśliłam czasowo i nie zamierzałam tego terminu przełożyć, czy odrzucić.
- Nie. - zaprzeczyłam, a może potwierdziłam to co chyba spodziewał się usłyszeć, by zaraz wzruszyć ramionami na kolejne z pytań. - A ty byś napisał? Gdybyś wyruszył walczyć z tym co złe, gdybyś w każdej chwili musiał mieć na siebie baczenie, gdyby jedna zwrotna sowa mogła kosztować cię życie? - zastanowiłam się na głos, żeby po chwili westchnąć cicho i spleść ramiona na piersi. - Nieświadomość jest najgorsza, prawda? - zapytałam retorycznie odwracając wzrok. Zaciskając dłonie w pięści. - Ale postanowiłam w nas wierzyć. I postanowiłam też walczyć. Ale nie z tym wrogiem co on, bo on jest dla mnie zbyt silny. Tylko z tym, którego mogę choć trochę obłaskawić. Ze strachem, z głodem, z bólem. Wszędzie wokół go pełno. - powiedziałam, marszcząc odrobinę w zamyśleniu i smutku brwi.


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: tajemniczy zagajnik [odnośnik]30.07.21 10:35
Kiwnął głową, kiedy usłyszał odpowiedź na swoją prośbę. Każdy zdawał sobie sprawę z ilości pracy, która była związana z zarządzaniem hrabstwa. Neala miała rację, ilość rzeczy do zrobienia przed nadejściem zimy była ogromna. Nadal jednak liczył na to, że była w stanie znaleźć choćby odrobinę czasu dla Rii i dla lady Macmillan. W końcu, zapewne większość pracy i tak była powierzona Weasleyom. Mężczyznom. A przynajmniej taką miał nadzieję, próbując skorzystać ze wzoru Macmillanów. I on miał dużo na głowie i ręce pełne pracy, ale nawet w zupełnym chaosie starał się poświęcić rodzinie jak najwięcej czasu. Ucieszył się więc, kiedy usłyszał potwierdzenie z jej strony… choć miał dziwne wrażenie, że zwyczajnie go zbywała.
Pomiędzy świętami a nowym rokiem – przytaknął, mając nadzieję, że naprawdę pojawi się w Puddlemere w tym okresie. Chciał zapamiętać tę obietnicę.
Liczył też na to, że kuzynka posiadała jakieś informacje co do tego co się działo z Brendanem. A jednak… nic nie wiedziała. Na jego twarzy pojawił się gorzki uśmiech. Zdecydowanie był zasmucony brakiem informacji, ale nie obwiniał za to Neali. Miał nadzieję na to, że może Weasley próbował kontaktować się z siostrą. Na jakikolwiek sposób, co by tylko może ją uspokoić.
Nie dostawałaś żadnego nietypowego listu bez nazwy nadawcy? Czegokolwiek, choćby pocztówki bez wiadomości? – Wypytywał dalej, łudząc się, że może coś przeoczyła. Coś mu jednak podpowiadało, że Brendan nie skusiłby się na żaden błąd.
Na jej całkiem trafne, choć retoryczne pytanie odpowiedział kręcąc dwa razy głową. Miała rację co do tego, że nieświadomość była najgorsza. Chciał wiedzieć, co działo się z kuzynem, ale nic nie potrafił ustanowić. I najwyraźniej nie miało mu to być dane.
Miejmy nadzieję, że się trzyma – mruknął jedynie. – Myślałem tylko… – miał już się tłumaczyć, ale urwał i westchnął ciężko. Oczywistym było, że martwił się o swoją rodzinę.
Jej kolejne wyznanie sprawiło, że przyjrzał się jej uważnie. Może i dobrze, że zaznaczyła, że nie zamierzała walczyć twarzą w twarz z „wrogiem”, o którym mówiła. A ten był dla niego oczywisty… Jednak po ostatnich zdarzeniach był wyczulony na tego typu wyznania i zwyczajnie zaczął już wyobrażać sobie jak kuzynka zamierza ryzykować własnym życiem. Wciąż miał w głowie widok pobitej Prudence.
Uważaj na siebie – poprosił. – I nie rzucaj się do walki – dodał, całkiem błagalnym tonem, nawet jeżeli w ogóle o walce twarzą w twarz nic nie wspomniała. – Rozumiem, że chcesz dobrze, ale mimo wszystko… wojna jest wojną. Nie chciałbym, żeby i tobie coś się stało – wyznał. Miał zbyt wiele zmartwień, żeby zgubić swoje zdrowie z powodu kobiet, które za cenę życia i śmierci chciały udowodnić swoją wartość. Niemniej, doceniał starania i Neali, ale i Rii. – Pomoc przy dostawach jedzenia i leków jest dobrym pomysłem, jeżeli na to myślisz. Znam kilku rolników i rybaków, poproszę ich o pomoc dla Devon. Staram się przekonać jeden statek, a może uda się i więcej, aby użyczył siły do obrony naszych statków lub własnoręcznego przemytu żywności i pomocy dla naszych ludzi.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
tajemniczy zagajnik - Page 2 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: tajemniczy zagajnik [odnośnik]09.08.21 21:35
Angażowałam się jak tylko mogłam, bo wiedziałam, że każda para rąk jest na wagę złota. Devon nie było bogate, a my nie mieliśmy pieniędzy, które moglibyśmy zainwestować. Mieliśmy jednak dobroć w sercach i ludzi, chętnych pomagać sobie wzajemnie. Nawet ja byłam w stanie coś zrobić. I to też robiłam.
- Albo zaraz po Nowym Roku. - przypomniałam mu, bo ten fakt trochę pominął. Nie zamierzałam specjalnie odwlekać, czy przeciągać, ale prawda była taka, że nie byłam w stanie nic przewidzieć dokładnie. Tęskniłam za Rią, była dla mnie jak siostra, ale wiedziałam też, że zrozumie dlaczego musiała tyle czasu na mnie czekać.
Kolejne pytania które padły sprawiły, że pomiędzy brwiami pojawiła mi się bruzda, kiedy zastanawiałam się nad słowami, by w końcu pokręcić głową przeczącą.
- Nie. - wiedziałam, że Anthony jak i ja, ma nadzieję. Ale ta nieświadomość, dokładnie tak, jak powiedziałam najgorsza była. - Szczerze w to wierzę. - powiedziałam, potakując krótko głową. Bo tutaj, nic więcej dla niego tam - gdziekolwiek nie był - nie mogłam. Mogłam jednak zrobić coś tutaj. Chciałam zrobić coś tutaj i zamierzałam.
- Będę. - obiecała unosząc na niego wzrok, stawiając kolejne kroki, splatając dłonie za plecami teraz na chwil kilka. Jednak kiedy kolejne słowa wypowiedział uniosłam brwi, żeby zaraz się zaśmiać krótko. W lekkim zaskoczeniu. Zaraz jednak brwi zmarszczyłam, kiedy mówił dalej. Poczekał aż nie skończy nie przestając marszczyć nosa.
- Nie zamierzam walczyć z bandytami, Anthony. - zapewniłam go kiedy zamilkł. Unosząc rękę, żeby poprawić włosy. - Zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele jeszcze nie umiem i jak niewiele sama mogę. - tłumaczyłam dalej, łagodnie się uśmiechając. - Zamierzam walczyć pomagając, wlewając w ludzi trochę nadziei. - kolejne słowa opuściły moje usta. - Ale w sumie dobrze że mówisz o tych rolnikach, bo mam pewien pomysł, tylko chcę go najpierw… cóż, chcę się rozmówić z osobami co więcej wiedzą. Niemniej, będę liczyć na twoje wsparcie. A właściwie to mam nadzieję, że będziesz mógł się rozmówić w moim imieniu z lordem nestorem. Ale to po nowym roku. - wyjaśniłam jeszcze w krótko, bo na razie więcej powiedzieć nie zamierzałam. Plan musiał zostać odpowiednio zaplanowany i dopiero potem wcielony do życia.
- Właściwie, to mam pewną sprawę. Prywatną bardziej, miałam list pisać, ale skoro już jesteś to po prostu zapytam. - zaczęłam koślawo trochę unosząc rękę, żeby odsunąć kilka rudych kosmyków i przerzucić je na plecy. Bo rzeczywiście, jak tak siedziałam i myślałam, to właściwie pisać miałam. Z tym listem wzięłam i się wtrzymałam właściwie tylko i wyłącznie dlatego, że Anthony zapowiedział się ze swoją wizytą trochę mi z nieba spadając. Urien pewnie by się zdenerwował zaraz zanim do końca bym doszła po tej ostatniej potańcówce. Tutaj chociaż istniała szansa, że do końca powiem. - Bo wy się znacie dobrze na alkoholach prawda? Wy, znaczy ty. - zapytałam unosząc na niego jasne tęczówki, licząc, że to fakt jest i prawda sama. - Nie martw się na zapas nie dla siebie pytam! - uzupełniłam szybko unosząc ręce do góry. - Trochę tak jest, że chciałabym dość bliską duszę mi obdarować. A że z wieku nastoletniego już wyszedł pomyślałam, że na wiesz… męski prezent by się ucieszył. Słyszałam, że mężczyźni lubią tą whisky całą? Wujaszek też czasem ją pija. Mam trochę odłożonych pieniędzy myślisz że mógłbyś mi pomóc? Taką butelkę czy dwie, żeby mógł z przyjaciółmi po męsku wypić. Dobry to prezent, czy zły?- zapytałam z nadzieję, że źle słów moich nie odbierze. - Ogólnie chło… mężczyzn trudno rozgryźć i zrozumieć jest, wiesz? - zapytałam znów przed siebie spoglądając. - Znaczy, pewnie wiesz, sam mężczyzną w końcu jesteś. - znów nos zmarszczyłam, myśli na wierzch wyrzucając bez konkretniejszego w tej chwili ładu.


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: tajemniczy zagajnik [odnośnik]11.03.22 21:53
23.01.1958

Musiała zniknąć na parę godzin i zająć czymś myśli, porzucić uporczywe krążenie między stolicą, a Doliną czy innymi miastami. Czuła narastającą panikę, im więcej dni mijało, im więcej tworzyło się niewiadomych. Nie pytała już Thomasa, nie dociekała, jak bardzo oszukał Ją i Sheilę. Wiedziała, że po raz kolejny kłamał, ale milczała, odwracając wzrok i ignorując jego osobę, bo tylko w ten sposób potrafiła znów zdzierżyć jego obecność. Tak było o wiele prościej, wręcz naturalnie. Na Ottery St. Catchpole padło przypadkiem; pamiętała, że Paprotka wspomniała o tym miejscu, mówiła coś o Neali i koniach, które posiadała rodzina Weasley. O możliwości spędzenia trochę czasu z tymi zwierzętami, jako namiastce tego, za czym tęsknił pewnie każdy Doe. To mogło być coś znajomego, wyciszającego, bo jak każda osoba romskiego pochodzenia, miała tą samą słabość. Nie istniał chyba żaden cygan, który obok konia przejdzie obojętnie, bez poświęcenia, chociażby kilku sekund. To było zbyt mocno wpisane w ich życie, niezakłóconą niczym codzienności. Mimo to pojawiając się w okolicy, wahała się i krążyła, nie potrafiąc przełamać, aby pójść prosto do celu. Nie chciała się naprzykrzać i zjawiać gdzieś, gdzie tak naprawdę, może nie powinna. Ludzie nie lubili takich, jak Ona, nie ufali z wzajemnością i przeganiali zaciekle jak szkodniki. Chciała wierzyć, że tym razem to tylko wyuczone, wpojone wręcz obawy. Nic ponadto. Nie znała Neali najlepiej, tyle, co z sylwestra i opowiadań najmłodszej z Doe. Panna Weasley mimo wszystko wydawała się sympatyczna, mając w sobie coś, co wywoływało uśmiech.
Odetchnęła cicho, zajmując miejsce na jakiejś osamotnionej ławce tuż przy drzewie. Musiała wziąć się w garść, zdecydować czego chciała teraz. Od paru dni było to trudniejsze, rozpraszało ją zbyt wiele myśli, które sukcesywnie kłębiły się w głowie. Powracał widok rozpłatanego ciała chłopaka w lesie oraz strach, nierozerwalnie połączony z tamtym momentem. Przygarbiła się nieco, otulając mocniej płaszczem i pochylając głowę, aż burza gęstych loków osunęła się po ramionach, skrywając jej twarz. Wzięła głębszy wdech, by zaraz wypuścić powietrze. Nie lubiła takiego stanu, siedzącego gdzieś w głębi strachu o wszystko; najbardziej błahe lub najpoważniejsze szczegóły. Półtorej roku temu było to wręcz ogłupiające, dziś pozostawało tylko echem i ponad wszystko chciała, aby tak pozostało. Wstała gwałtownie, pokonując te kilkanaście metrów, zanim znów stanęła w pół kroku. Majacząca w pobliżu domu drobna sylwetka, przyciągnęła spojrzenie. Przyglądała jej się z uwagą przez krótką chwilę, zanim zbliżyła powoli, mijając furtkę.- Neala?- odezwała się cicho, by zwrócić jej uwagę.- Chyba Cię nie przestraszyłam? Przepraszam, jeśli tak.- uśmiechnęła się lekko.- Przeszkadzam? – spytała zaraz z zauważalnym wahaniem.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Im bardziej chcesz,
tym mniej dostajesz
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
tajemniczy zagajnik - Page 2 VwFYDiA
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: tajemniczy zagajnik [odnośnik]11.03.22 23:17
Dzień to jak co dzień był - żaden szczególny, tak naprawdę. Ranek spłynął na czytaniu podręcznika do transmutacji i białej magii i nim się obejrzałam zaczynało dochodzić południe. A razem z nim przygotowania do obiadu. Pomagałam cioci w kuchni, czasem zostałam sama, kiedy ona szła do stajni zrobić jedno czy drugie. W niej też pomagałam czasem zwłaszcza ostatnio, kiedy właściwie ciocia nadal się trochę gniewała. Wuja tylko śmiał się z tego jak następnego dnia po sylwestrze umierałam. Ale nie przeszkadzało mi to. W sensie, no przyjemne nie było a złość w końcu minie. Jak to wuja powiedział młodości głupoty. Ciocia nie do końca się zgadzała, bo jednak mamy wojnę. Ja milcząco przyjmowałam reprymendę, solennie postawiając opracowując ten zawód choć trochę. I właśnie stałam na ganku, trzepiąc przywiezione wcześniej koce, sprawdzając, czy nie mają one jakiś dziur i czy mogły komuś jeszcze przydać się chociaż trochę. Po sprawdzeniu dwie kupki miałam. Na jednej były te, które co najwyżej mogły zostać do stajni zaniesione i te, które jeszcze mogły posłużyć trochę właśnie z jednym złożonym w dłoniach stałam wydymając usta zastanawiając się nad nim. Bo przypominał trochę ten, który całkowitym przypadkiem w Lynmouth ukradłam. Miał nawet dziurę po papierosie. Możliwe to było chociaż trochę? Furia była z wujkiem i ciocią w domu. Na razie jeszcze nie wariowała chyba próbując oswoić się z otoczeniem. Nie chciałam zawieść nadziei które pan Percival we mnie położył. Na szczęście miałam jeszcze ciocię a ona znała się całkiem nieźle na magicznych stworzeniach. Imię padające za moimi plecami nieznanym głosem sprawiło, że odwróciłam głowę. A dostrzegając nieskazitelną piękność - znajomą co zrozumiałam od razu - nie wiedzieć czemu w jakimś kompletnym rozgardiaszu jednocześnie chcąc się odwrócić ale odłożyć koc nie zrobiłam niczego plącząc nogi i puszczając materiał.
- Ja... - zaczęłam energicznie kucając, żeby podnieść koc z ziemi z nim, już rozłożonym, odwrócić się w stronę gościa. - Nie. To nie… - zaczęłam, przenosząc wzrok na koc, który zaczęłam składać. - …to. - podsumowałam składając materiał po raz kolejny. Złożony koc przyciskając do piersi. Dopiero po chwili unosząc na nią jasne spojrzenie z jakimś ociąganiem, a może onieśmieleniem. Żonę. ŻONĘ Jamesa. Odchrząknęłam a na kolejne pytanie chyba za szybko pokręciłam głową. Że wydawać się to mogło odrobinę nienaturalne. Ale w mojej głowie pojawiło się właściwie jedno pytanie: Co teraz? Poznałyśmy się co prawda w sylwestra, ale najmocniej w głowie obijało mi się to jak całowała… cóż.. swojego męża. Znaczy co teraz to chyba nie było trudne. Paprotka pisała o tych koniach, a ja pisałam, żeby wcześniej dać znać, ale może… nie wiedziałam, strzelać nie było co. Właściwie, dlaczego ja nie mogłam być taka piękna? Nieważne, Neala, odpowiedz teraz. Poradziłam sobie samej zamykając usta. - Nie, spokojnie. - zapewniłam ją. - Znaczy, pisałam Sheilii żeby znać wcześniej dała, gdyby nas nie było akurat. Ale jesteśmy więc wszystko w porządku. - dodałam jeszcze do tego zapewnienia, odwracając się energicznie, żeby koc rzucić na kupkę do użycia. Wytarłam dłonie o spódnicę w kolorze ciemnej pomarańczy ruszając energicznie ku niej. - Cieszę się, że przyszłaś. - powiedziałam, ale nie bo musiałam. Uniosłam ręce i objęłam ją. Nie wiedzieć czemu, jakoś mnie onieśmielała. - Weźmiesz tą? - zapytałam odsuwając się trochę i wskazując brodę na jedną z kupek. - Zaraz poproszę wuja, żeby osiodłał… - zastanowiłam się, zerkając też na niebo, ale słońce było jeszcze wysoko. - … życzysz sobie towarzystwa? - pojawiło się kolejne pytanie, kiedy sama zgarniałam drugą kupkę. Łokciem nacisnęłam klamkę do drzwi biodrem je popychając i wchodząc do środka. Koce położyłam na schodach kawałek dalej. - Tu będzie dobrze. - powiedziałam do Eve, w kilku susach dopadając do drzwi i zamykając je za nią. - Ciocia? Wuja? Mamy… znaczy ja mam gościa. - podniosłam trochę głos chcąc oboje wywołać zamiast każdego z nich słuchać z osobna. Dobra to była metoda bo już za chwilę w korytarzy pojawiła się najpierw ruda głowa wuja Dima, zaraz potem wprowadził ciało, a za nim weszła ciocia - akurat nie ruda, miała ciemne, prawie czarne pukle i ścierkę na ramieniu.
- To Eve. - przedstawiłam kiedy już oboje byli. - Ż..Żona Jamesa. Dim i Elaine Weasley. - nie wiem skąd to zająknięcie się wzięło, ale przypadkiem wyszło. Rezon znajdź. Znalazłam szybko gadać wystarczy dalej. - Oooobiecałam, że będziemy mogły się razem po okolicy, a sami wiecie jak obietnice ważne są dla mnie, mojego serca i samopoczucia. Stąd dwie prośby. Pierwsza: możemy? Druga: pomożesz nam wuja osiodłać Bibi i Montygona wuja? - zapytałam, przesuwając spojrzeniem od wuja do cioci, którzy wcześniej przywitali się krótko. Wuja spojrzał poważnie na ciocię.
- Obiecała. - powiedział z powagą, chociaż w oczach zalśnił mu ognik. Ciocia spojrzała na niego wywracając oczami.
- Obiecała. - powtórzyła, skinając krótko głową i prawie odwróciła się na pięcie chcąc wrócić do kuchni.
- Naaaajlepsza! - z radością doskoczyłam jeszcze do niej, obejmując ją w pasie dostając ścierką po nosie. - Chodźmy. - powiedziałam do Eve, pociągając ją za nadgarstek, korzystając z przyzwolenia, póki ciocia jakiegoś przeciw nie znalazła prowadząc ją w kierunku stajni.


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: tajemniczy zagajnik [odnośnik]12.03.22 17:58
Cofnęła się o krok, dostrzegając popłoch z jakim zareagowała dziewczyna. Czuła się nieco zmieszana, nie bardzo wiedząc, co zrobić, aby nie pogłębiać tego rozproszenia. Naprawdę nie chciała jej wystraszyć, chociaż podchodząc tak nagle, czego innego mogła się spodziewać. Otworzyła usta, chcąc jeszcze raz przeprosić ją, ale zaraz zrezygnowała. Uważne spojrzenie ciemnych tęczówek prześlizgnęło się po drobnej sylwetce młodszej dziewczyny. Była śliczna, mając urodę tak inną od tego, co sama prezentowała. Po chwili dotarło do niej, jak bardzo różniły się. Ona ciemnowłosa i ciemnooka o nawet skórze kilka tonów ciemniejszej niż przeciętna Brytyjka. Neala za to pięknie rudowłosa, jasnooka. Odrobinę jej tego zazdrościła, ale były to wnioski, które nigdy nie miały wybrzmieć.- Naprawdę nie chciałam.- odezwała się cicho, zerkając na koc, który Weasley przytuliła do siebie, jakby miał być co najmniej tarczą oddzielającą je.- Mogę iść...- urwała. Przywykła, że czasami wypadało się wycofać, odpuścić, kiedy wymagała od tego sytuacja. Uśmiechnęła się z początku niemrawo, widząc jak szybko młodsza pokręciła głową, by zaraz rozciągnąć usta w cieplejszy i łagodniejszy sposób.- Wiem. Sheila mówiła o tym, by wpierw wysłać wiadomość. Tylko nie planowałam dziś pojawiać się tutaj... to wyszło przypadkiem.- przyznała. Między Somerset i Devon, był kawałek, dla przeciętnej osoby trudno było o taki przypadek, ale nie dla niej. Była powsinogą. Zwłaszcza teraz, kiedy próbowała oderwać myśli od tego, co działo się w jej życiu, jak zachwiana była codzienność. Pokonywała dystanse na różne sposoby, które tylko okazywały się dostępne, nic nie wiązało jej z jednym, konkretnym miejscem.- Nie chciałam przeszkadzać.- dodała zaraz. Spojrzała na koce, które zalegały na ziemi, teraz posegregowane na dwie sterty i ten, który trzymała w dłoniach znajoma. Chciała już spytać, czy pomóc jej, skoro już tu była, ale drobne ramiona zamykające się wokół niej, rozproszyły uwagę i zepchnęły pytanie w nie pamięć.
- To miłe.- szepnęła, reagując na owy gest.- Cieszę się, że Cię widzę znów... i dziękuję, że mimo wszystko mogę tu być.- coś oczywistego dla innych, miało dla niej trochę inną wartość, przywoływało spokój. Pokiwała głową, kiedy padło pytanie. Przykucnęła, by zebrać kocę i zaraz wyprostować się z nimi.
- Jasne, że tak.- odparła z uśmiechem, reagując swobodniej niż chwile wcześniej.- Bardzo chciałabym twojego towarzystwa.- zapewniła od razu. Nie chciała zostawać sama, miała tego dość z perspektywy czasu, a wspólne przejażdżki zawsze były ciekawsze. Jeszcze w taborze, rzadko kiedy jechała gdziekolwiek sama, zwykle szukając sobie kompana.
Ruszyła za nią, by odłożyć koce we wskazanym miejscu i zaraz unieść wzrok, odrobinę spłoszona, gdy Neala zawołała swoich bliskich. Powinna się tego spodziewać, ale w pierwszej chwili odebrało jej to odwagę. Kąciki ust po raz kolejny uniosły się w uśmiechu, tym razem uprzejmym, sięgających ciemnych oczu, które zdawały się pojaśnieć.
- Dzień dobry.- przywitała się z obojgiem.- Eve Doe.- przedstawiła się pełniej, jakby to było, jakkolwiek istotne. Spojrzała na dziewczynę, kiedy ta dodała, że była żoną Jamesa. Uniosła lekko brew, zaciekawiona na ile to zmieniało postać rzeczy, a bardziej, skąd ciocia i wujek Neali znali Jamiego. Nie zamierzała jednak pytać, przynajmniej nie teraz albo w ogóle.- Miło mi Państwa poznać.- dodała łagodnie i grzecznie. Z nieukrywanym rozbawieniem przysłuchiwała się wymianie zdań miedzy Weasley’ami. Relacje w rodzinie zawsze były interesujące, czasami zabawne. Lubiła to obserwować, pamiętając, jak to było w taborze. Dała się pociągnąć na zewnątrz, bez wahania podążając za nią. Odruchowo rozejrzała się, kiedy zbliżyły się do stajni.
- Dobrze słyszałam, że jeden z koni nazywa się Bibi? – spytała, przerywając ciszę. Ciekawie było usłyszeć coś znajomego, czego zdecydowanie nie spodziewała się tutaj i najpewniej nie miało takiego znaczenia.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Im bardziej chcesz,
tym mniej dostajesz
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
tajemniczy zagajnik - Page 2 VwFYDiA
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: tajemniczy zagajnik [odnośnik]22.03.22 18:24
To nie tak, że się wystraszyłam. W sensie, zaskoczenie to trochę było, ale bardziej mnie zaskoczyła jej obecność. Jej. Dokładnie jej. W głębi duszy obawiając się, że to o tym uprzedzeniu podyktowała mi własna niepewność. Skąd się brała? Nie byłam do końca pewna, nigdy nie traciłam jej za bardzo. A teraz jednak tak. Przycisnęłam do siebie koc odwracając się na pięcie. Coś się ze mną działo kompletnie bezsensownego.
- To naprawdę nie to. - zapewniłam ją jeszcze unosząc kąciki ust ku górze. Dla zapewnienia i trochę dla pokrzepienia samej siebie do odpowiedniego działania. Bo grunt, to dobre i właściwie nastawienie - tego jednego byłam akurat pewna. Odwróciłam się na pięcie odkładając ten koc na jedną z kupek, nadal mierząc go trochę z niepewnością, bo przypominał mi o Lynmouth o pierwszym piwie i pierwszym papierosie palcach, które dotknęły moich kiedy go oddawałam. Słuchałam tych słów o Lynmouth nie mówiąc nic, jedynie głową skinając krótko.
- Przypadkiem. - potwierdziłam jeszcze ponownie skinając głową. Właściwie właśnie sobie uświadomiłam, że nie spytałam She, czy z tego przebrzydłego Londynu wynieśli się w końcu. Nie podobało mi się, że tam mieszkali, ale rozumiałam, że znaleźć coś innego łatwo nie było. Znaczy rozumieć za bardzo nie rozumiałam, nigdy nie musiałam. Brendan zadbał o to, żebym miała gdzie być i żebym mogła skończyć edukację, uznając ją za ważną. - Nie przeszkadzasz. - dodałam jeszcze zaprzeczając jej własnemu stwierdzeniu pozbywszy się koca postanawiając odpowiednio się jednak przywitać. Nie myśląc wiele przed, dopiero dużo po - czy właściwie powinnam? W ten sposób właśnie. Byłyśmy dla siebie obce. Właściwie dokładnie. Byłam dość… zaskoczona z początku, wtedy na Sylwestrze, choć wtedy nie było czasu żeby myśleć nad tym więcej. Później zresztą też nie. Odsunęłam się, żeby na jej kolejne słowa unieść wargi, wzruszyć ramionami i machnąć krótko ręką. Cóż, ciocia do końca zadowolona nie była z początku, ale poznała Sheilę, to tak naprawdę ona przekonała ją do siebie, nie odwrotnie.
- Skoro chcesz, to dane ci ono będzie. - zaśmiałam się, łokciem naciskając na klamkę by do domu wejść w nim odłożyć koce i zawołać wuja i cioteczkę. Ciocia wydawała się z początku nie przejednana. Zła była, a kiedy się złościła rysy jej robiły się ostrzejsze. Wuja zawsze pogodny się zdawał, ale troska o to co się dzieje i co z Devon będzie odbijała się w jego oczach, które rzadziej się od ust uśmiechały. Widywałam już podobne. Czasem gdy siedział sam, zamyślał się i wtedy dopiero pozwalał, by strapienie go znalazło, jakby nie chciał zrzucać go na nasze barki. Miałam nadzieję, że ciocia jednak ugnie się dzisiaj, trochę przed faktem dokonanym postanowiona, ale też nawet gdy się zgodziłam wiedziałam, że i tak wszystko mi przyjdzie odpracować. Cóż, już taka była moja dola.
Wuja wyszedł chwilę po nas, chociaż wiedziałam jednak i mogłabym sama, to wolałam, kiedy czuwał nad tym, czy dobrze wszystko robiłam i odpowiednio w miarę.
- Właściwie i dokładnie, to Beatrice. - odpowiedziałam, popychając drzwi do stajni do której weszłam pewnie. - Możesz na niej jechać. - zaproponowałam wskazując brodą w kierunku biało szarej klaczy znajdującej się w jednym z boksów. - Weźmiemy jeszcze Montygona. - wskazałam na konia o kasztanowej maści i białej plamie na czole. Pozostałe zdawały się nie zrażone tym, że nie zostały wybrane.
- Potrafisz jeździć, prawda? - chyba musiała, skoro Sheila umiała i James też. Nie byłam pewna Thomasa, ale on mnie za mocno nie obchodził tak czy siak. Mimo to, skoro Paprotka pisała, że Eve chciała to pewnie umiała. Głupie więc pytanie konkretnie. Nie zajęło to długo, jak konie oba były gotowe. Nie bez problemów, ale jakoś wciągnęłam się na tego którego nie wybrała Eve i złapałam za wodze.
- Nie za długo, Neala, wrócicie zanim się ściemni, Elaine nadal jest zła. - zapowiedział mi wuja spoglądając poważnie w oczy. Poczułam jak rumienią mi się policzki, ale dla potwierdzenia skinęłam głową i poprowadziłam konia uderzając w jego boki zachęcając do kłusu.
I właściwie, co dalej Neala? O czym się z żonami rozmawia?


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

tajemniczy zagajnik
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach