Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Lucan Havelock Abbott

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lucan Abbott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t86-wzor-karty-postaci https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : Znawca prawa, pracownik Służb Administracyjnych Wizengamotu
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
If you can't fly, run
If you can't run, walk
If you can't walk, crawl!
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Lucan Havelock Abbott   15.06.18 3:19


Lucan Havelock Abbott

Data urodzenia: 10 sierpnia 1926
Nazwisko matki: Ollivander
Miejsce zamieszkania: Dolina Godryka
Czystość krwi: szlachetna
Status majątkowy: bogacz
Zawód: Znawca prawa, pracownik służb administracyjnych Wizengamotu
Wzrost: 190cm
Waga: 91kg
Kolor włosów: ciemny blond
Kolor oczu: błękitne
Znaki szczególne: Imponujący wzrost, podłużne blizny na lewym przedramieniu, leworęczność.


"Wychowanie dziecka jest dla rodzica nie lada wyzwaniem, spędzającym nawet sen z powiek. Tym trudniejsze jest to zadanie, gdy wiesz, że oczy niemal połowy czarodziejskiej szlachty spoczywać będą na twojej latorośli, a każdy jej ruch, słowo czy gest zaważą na opinii dotyczącej nie tylko twojej osoby, ale też całego rodu. Przede wszystkim jednak twoim obowiązkiem jest zadbanie o to, by twoje dziecko wyrosło na dobrego, honorowego człowieka."

O tym, jak prawdziwe okazały się słowa wypowiedzianą przez jego ojca, Gregory Abbott przekonał się bardzo szybko, kiedy tylko jego żona, Lilanna, powiła ich pierworodnego. Lucan Havelock był się prawdziwym oczkiem w głowie rodziców, domagającym się uwagi i miłości szkrabem, który każdego dnia napawał ich dumą. Jego niepodzielne rządy w sercach starszych Abbottów jednak dość prędko dobiegły końca, około rok później bowiem na świecie pojawiła się jego młodsza siostra, Lorraine. Rodzice naturalnie zadbali o opiekę, naukę i rozwój obu swoich latorośli, jednak uwaga ojca skupiała się w szczególności na synu - nic dziwnego, skoro miał on być jego jedynym spadkobiercą. Jednak nawet mimo dość surowych zasad, jakie panowały w rezydencji Abbottów, dzieciństwo Lucana można nazwać względnie beztroskim. Jego pierwsze lata życia pełne były zabaw, ganiania się po terenach rodowych z siostrą i dzieciakami od Skamanderów, a także w słuchania prawdziwie magicznych opowieści matki. W późniejszych latach swoboda ta została niestety ograniczona, co Lucan przyjmował początkowo jako jakąś niesprawiedliwą karę. Ograniczenia te objęły również jego jadłospis, dość prędko wyszło bowiem na jaw, że chłopak cierpi na świniowstręt. Każdy jego dzień był od rana starannie planowany przez rodziców i obfitował w zajęcia na których uczono go o historii magii, dworskiej etykiecie oraz etyce - na tę ostatnią ojciec kładł szczególny nacisk. Chłopak wykazał się też talentem jeśli chodzi o naukę gry na fortepianie, znaleziono więc także czas na te lekcje. Z czasem zaczął odnajdywać przyjemność we wszystkich dziedzinach, o których go uczono i bardzo chętnie dzielił się zdobytą wiedzą ze swoją siostrą - chociaż zdarzały się chwile, że zazdrościł jej, iż ona nie musiała zapamiętywać aż tylu rzeczy. Nie mógł mieć pojęcia, że Lorraine poddawana jest w tym samym czasie nieco innym, bardziej dziewczyńskim torturom.



Dość mocno przeżył to, że gdy nadszedł moment rozpoczęcia magicznej edukacji, rodzice postanowili wysłać jego i Lorraine do innych szkół. Mimo jego usilnych próśb, a nawet błagań, starsi Abbottowie pozostali nieugięci - tym samym Lucan przekroczył wrota Hogwartu samotnie, bez nadziei, że jego siostra wkrótce do niego dołączy. Początkowo był przez to bardzo nieswój i nie brał udziału w integracji z kolegami ze swojego domu, a że Krukoni i tak nie należeli do zbyt towarzyskich, nie próbowali go na siłę wyciągnąć z cienia. Otworzył się dopiero z czasem i, gdy rok później w murach Hogwartu pojawił się jego przyjaciel z dzieciństwa, młody Abbott był już dawnym sobą - otwartym, pełnym energii i chętnym do nauki.
Kolejne lata w Hogwarcie były raczej spokojne. Lucan, który już rozumiał czego oczekiwali od niego rodzice, starał się te oczekiwania spełniać. Szkolna rutyna stała się dla niego przyjemnością, szczególną radość odnalazł w lekcjach transmutacji oraz obrony przed czarną magią. Jako że posiadał już podstawową wiedzę o historii magii, na tych zajęciach również dobrze sobie radził. Zyskał wielu przyjaciół, kilku wrogów i tak spokojnie trwał. Ostatecznie jego pobyt w Hogwarcie nie odznaczył się niczym szczególnym - może poza bardzo dobrymi wynikami w nauce wybranych przedmiotów,  faktem, że w czwartej klasie wstąpił do Klubu Pojedynków oraz że, jako dziedzic Abbottów, poczuwał się do odpowiedzialności i wdawał się czasem w sprzeczki z innymi uczniami, którzy lubowali się w dokuczaniu młodszym. Będąc wiernym naukom wpajanym mu przez ojca, Lucan stał na straży sprawiedliwości, nawet gdy cała sprawa dotyczyła rzeczy tak błahej jak kradzież kanapki - nie bał się postawić, nawet uczniom ze starszych klas. Bardzo często wśród ofiar wszelakich docinek byli także ci o krwi dużo mniej szlachetnej niż jego własna - Lucan właśnie w szkole po raz pierwszy zetknął się z mugolakami. Początkowo podchodził do nich nieco nieufnie, mimo udzielanej im pomocy - później jednak także wśród nich odnalazł dobrych przyjaciół, choć raczej przezornie nie wspominał o nich w listach do ojca.


Ukończenie szkoły wiązało się z wieloma zmianami w życiu Lucana. Przede wszystkim - odzyskał swoją siostrę. Widywali się oczywiście podczas wszystkich przerw świątecznych oraz wakacyjnych, ale jednak myśl, że Lorraine wraca na dobre do ich rodowej posiadłości sprawiała, że Lucan był najszczęśliwszy na świecie. Spędzał z nią każdą wolną chwilę, podziwiając jednocześnie jak bardzo się zmieniła. Mimo tego, że dzielił ich zaledwie rok, cały czas postrzegał ją jako swoją małą siostrzyczkę. Teraz jednak musiał przyznać, nawet przed sobą, że Francja jej przysłużyła - Lorraine stała się bowiem prawdziwą damą, wciąż jednak posiadała swój zadziorny charakter i typowe dla Abbottów poczucie sprawiedliwości. Pomógł jej przyzwyczaić się znów do angielskiego trybu życia, jak przystało na starszego brata. Nie miał jednak dla niej aż tyle czasu ile by chciał - w jego życiu zachodziły bowiem kolejne, coraz to nowe zmiany, a swoją uwagę Lucan musiał poświęcać teraz ojcu oraz jego lekcjom i rozwojowi swojej własnej, urzędniczej kariery.
Chłopak nigdy nie miał złudzeń, co do tego, jaką ścieżkę zawodową obierze, gdy już ukończy Hogwart. Przecież niemal od maleńkości był przygotowywany do podążenia tą samą drogą, którą kroczył jego ojciec - i którą to od pokoleń kroczyli Abbottowie. To był bardzo pracowity okres. Był taki czas, że Lucan krążył tylko od biblioteki, gdzie pochłaniał książki traktujące o prawie, do swoich pokoi, gdzie odsypiał godziny nauki. Nieco później ojciec zaczął go także zabierać do ministerstwa, aby powoli oswajał się ze środowiskiem, w którym miał w przyszłości pracować. Już sama siedziba Wizengamotu zrobiła na młodym Abbotcie wrażenie. Podczas każdej z takich wizyt, Lucan starał się reprezentować swój ród jak najlepiej, podchodzić do powierzanych mu, drobnych zadań w sposób profesjonalny, a w rozmowach z urzędnikami wysławiać się płynnie i rzeczowo. Najbardziej jednak lubił uczestniczyć w rozprawach, podczas których mógł oglądać swojego ojca w akcji. Na każdej z nich Lucan podziwiał, jak uparty, sprytny i niezwykle skuteczny był jego rodziciel - a był niczym lew, walczący o sprawiedliwość w przypadku każdej, nawet najmniejszej sprawy. W takie dni, chłopaka ze zdwojoną siłą uderzało to, jak daleka droga jeszcze go czeka, jeśli chciał dorównać ojcu. To już go troszkę przerażało - ale jednocześnie także motywowało jak diabli.


Kolejną z ważniejszych zmian w jego życiu, było spotkanie jej. To miało miejsce na którymś z sabatów, jednym z wielu, w których Lucan już uczestniczył. Wszystko zapowiadało, że będzie to kolejne nudne spotkanie rodów szlacheckich, mające na celu umocnienie sojuszy lub pokojowe rozwiązanie pomniejszych niesnasek. Rodzice już od pewnego czasu suszyli Lucanowi głowę o to, że wkrótce będzie musiał znaleźć sobie żonę, w końcu osiągnął już ku temu odpowiedni wiek. Nie brał ich słów zbyt poważnie pod uwagę, głównie dlatego, że planował najpierw rozwinąć prężniej swoją karierę w Wizengamocie - w końcu co mógłby zaoferować przyszłej małżonce, skoro wciąż piastował w tym urzędzie jedno z niższych stanowisk?
A jednak starczyło jedno jej spojrzenie, by wszystkie plany Lucana runęły jak domek z kart - i to dosłownie. Oczarowała go swoim pięknem i wdziękiem, w rozmowie wykazała się rezolutnością, inteligencją i poczuciem humoru. Była Longbottomem i całą swoją osobą odznaczała się wszystkimi cechami, którym hołdował jej ród - sprawiedliwością, szlachetnym i odważnym sercem, ale też taktem i dobrocią. Namieszała mu w głowie do tego stopnia, że jeszcze tego samej nocy, po zakończeniu sabatu, wysłał do niej swojego jastrzębia z lisem. Ilekroć tylko mógł, grał dla niej na fortepianie. Grał, co tylko chciała, a ona wtórowała mu swoim śpiewem - a głos miała prawdziwie anielski. Ich znajomość trwała kolejnych kilka miesięcy, aż Lucan nabrał pewności, że to właśnie ta jedyna, że to ją chce pojąć za żonę. Zachęcany przez siostrę, finalnie udał się do ojca, prosząc go o zgodę i wsparcie w rozmowach z rodem Longbottomów i aranżację zaręczyn. Tak naprawdę była to tylko formalność - oba rody łączyła serdeczna przyjaźń i starsi członkowie obojga rodzin byli bardziej niż szczęśliwi, wyrażając zgodę na ten związek.
Lecz chociaż bajka ta miała piękny i niezwykle romantyczny początek, w niedługi czas później zamieniła się w prawdziwy koszmar. Być może Lucan w jakiś sposób mógł próbować przewidzieć, że to się wydarzy, odczytywać sygnały... a może nie. W tamtych dniach często wyrzucał sobie, że nie otrzymał w spadku takiego daru jak jego siostra - że nie potrafił zajrzeć w przyszłość. Bo gdyby jakimś cudem wiedział, że jego narzeczona któregoś dnia zwyczajnie zniknie... poruszyłby niebo i ziemię, by do tego nie dopuścić.
Nikt nie miał pojęcia, co się z nią stało. Nawet jej rodzina nie potrafiła odpowiedzieć mu na pytania, jaki los spotkał pannę Longbottom. Pomimo wielu dni poszukiwań, nie odnaleziono po niej nawet jednego śladu. Któregoś dnia opuściła posiadłość i zwyczajnie rozpłynęła się w powietrzu, zostawiając zarówno swoją rodzinę, jak i swojego narzeczonego pogrążonych w rozpaczy.


Dziś Lucan nie pamięta nawet dokładnie, co się działo w ciągu kolejnych kilku tygodniu po jej zaginięciu. Jako pierwszy rozpoczął poszukiwania i jako ostatni się poddał, gdy nie znaleziono nic, żadnych wyjaśnień czy odpowiedzi. I kiedy do jego serca w końcu dotarła przerażająca prawda, nie chciał widywać nikogo. W akcie wściekłości i rozpaczy zamachnął się na jedno z luster w rezydencji - szkło dotkliwie pocięło mu rękę, w życiu nie widział tyle krwi. Blizny po tym wydarzeniu nosi aż do dziś, jednak dużo dotkliwsze, prawdziwe blizny poznaczyły nie jego ciało, a serce. Nie wychodził ze swoich komnat, odmawiał rodzicom wizyt, gdy chcieli sprawdzić co u niego, nie przyjmował nawet służby. Stracił nawet swoją miłość do muzyki - niewinny fortepian był obrzucany spojrzeniami pełnymi nienawiści, jakby to jego winą było zniknięcie Longbottomówny. Do pracy Lucan oczywiście także nie chodził i jedynie wstawiennictwu ojca zawdzięcza to, że nie wyrzucili go wtedy z wilczym biletem. Jedyną osobą, z którą od czasu do czasu rozmawiał, była Lorraine. Jednak nawet te rozmowy dalekie były od dyskusji, które często prowadzili w przeszłości. Lucan zupełnie się załamał i nie potrafił odnaleźć nadziei w swojej sytuacji. Nie był świadom, że swoimi lakonicznymi odpowiedziami i beznamiętnym wzrokiem coraz mocniej ranił siostrę. Zamknął się w swojej skorupie, nie próbując nawet podjąć walki o siebie, o swoje jutro. Bo w końcu jak świat mógł niewzruszenie trwać, kiedy on stracił największy z cudów?
Depresja, w którą popadł, zaczynała się niebezpiecznie przedłużać. Te pół roku to był straszny okres - dom Abbottów nie był już wesołą rezydencją, służki przemykały cicho korytarzami, nie chcąc wywołać napadów złości u młodszego lub starszego lorda Abbotta. Matka także przedstawiała sobą dużo marniejszy obraz, wciąż tęsknie spoglądając w stronę komnat syna. Ojciec tracił już cierpliwość, raz próbował nawet wyciągnąć Lucana z pokoju siłą. W gniewie chciał nawet wypędzić syna z domu, jednak córka oraz żona jakoś przemówiły mu do rozsądku. Nastały więc ciche dni. Nawet Lorraine się poddała, nie próbując już wyciągnąć brata z samotni. Miała z resztą swoje własne życie, znalazła narzeczonego i powoli szykowano się do jej ślubu z lordem Prewettem.
Jak się okazało... tamten dzień był punktem zwrotnym. W momencie, gdy wszyscy spisali go już na straty i skupili się na szczęściu drugiej z latorośli Abbottów, młody lord postanowił wypełznąć ze swojej jamy. Wciąż nie był do końca pogodzony ze swoją stratą, jednak dotarło do niego, że nie mógł dłużej sprawiać im wszystkim takiego bólu. Był to winien siostrze. Widok zdumienia, a potem radości, które odmalowały się na jej twarzy kiedy zjawił się na weselu, był dla niego wystarczającym potwierdzeniem. Musiał powrócić do świata żywych. I z pomocą bliskich, w końcu mu się to udało - Lucan Abbott odrodził się, zupełnie niczym feniks z popiołów.


Tak długi okres nieobecności nie mógł jednak przejść całkowicie bez echa. Odzyskanie wszystkiego - pewności siebie, posady w Wizengamocie, dobrych kontaktów z rodzicami - nie było proste. Wszystko to było procesem dość powolnym i czasochłonnym, a Lucan niemal na każdym kroku był bacznie obserwowany przez innych. I chociaż wszystko wydawało się wracać do normalności, młody Abbott wiedział, że jego ojciec wciąż postrzega go w pewnym stopniu jako porażkę - że dostrzegł w nim słabość ducha, przez co jego zaufanie do syna zostało mocno nadszarpnięte. Być może to właśnie z tego powodu, w niecały rok później Lucan został postawiony przed faktem dokonanym - oficjalnie zmuszono go do zaręczyn z kobietą, którą widział na oczy zaledwie kilka razy w życiu.
Na nic zdały się jego protesty. Daremne były również sprzeciwy dziewczyny, którą miał poślubić. Ojciec wprost oznajmił mu, że nie zaryzykuje drugi raz podobnego kryzysu, jaki nastąpił po ucieczce Longbottomówny. To miało być małżeństwo z rozsądku, nie z miłości. Wszystkie formalności i porozumienia pomiędzy starszyzną rodów zostały załatwione w niemalże ekspresowym tempie. Lucan nic nie mógł zrobić. Próbował coś wymyślić z siostrą, jednak nawet łącząc siły, nie potrafili znaleźć żadnego sposobu na to, by odwołać nadchodzącą ceremonię, a który jednocześnie nie obejmowałby oczernienia imienia Lucana lub jego narzeczonej. Tym też sposobem w roku 1950 na ziemiach Abbottów zorganizowano ślub i wesele. Różnica pomiędzy tą uroczystością, a dniem, gdy to Lorraine wychodziła za mąż, była wręcz kolosalna - gdy jego siostra oraz jej wybranek mówili sobie sakramentalne "tak", byli najszczęśliwszą parą na ziemi, a bijąca od nich łuna radości niemalże oślepiała wszystkich zgromadzonych. Ślub Lucana atmosferą na kobiercu bardziej przypominał pogrzeb.


To małżeństwo pod każdym względem było porażką. Z początku świeżo mianowana lady Abbott ostentacyjnie odmawiała nawet przebywania w jednym pokoju ze swoim mężem sam na sam. Zażądała dla siebie osobnej sypialni i to tam spędzała większość czasu. Lucan podchodził do tego z podobnym nastawieniem. Tak jak ona, nienawidził sytuacji w której się znaleźli. Jego serce nadal tęskniło do lady Longbottom, wciąż miał poczucie krzywdy i ogromnej niesprawiedliwości, która go spotkała. I choć kuło go to jak cierń w boku, wiedział, że należało pogodzić się z rzeczywistością, a jeśli nie chciał by ich wspólne życie było męką - musiał się ze swoją żoną chociaż polubić. Lucan zwrócił się nawet o radę do swojej siostry oraz matki. Doradzono mu, że przede wszystkim musi wykazać się cierpliwością i zrozumieniem. Dość szybko nasunęło mu się skojarzenie, że cały proces zawierania znajomości z lady Abbott był niemal jak oswajanie dzikiego zwierzęcia - najpierw zostawił ją w spokoju, pozwalając, by przyzwyczaiła się do nowego otoczenia, a także do jego osoby. Później zaczął ją odwiedzać, próbując zamienić choć kilka słów. Przez długi czas odbijał się jednak od ściany tępego uporu i niechęci skierowanej wobec niego. Gdy stan ten się przeciągał, w którymś momencie Lucan już niemal się poddał - no bo ile można było znosić nienawistne spojrzenia i zimny ton, którym go traktowała? Zdecydował się zostawić ją samą sobie, w komnatach które sobie wybrała, a samemu skupić się na pracy - jak widać tylko na tym polu przeznaczone było mu odnosić jakieś sukcesy. W końcu jednak chyba do niej dotarło, bo któregoś razu sama przyszła do gabinetu męża, by z nim pomówić. A gdy już się przed nim otworzyła, wszystko poszło niemal jak z górki.
Nić porozumienia, którą wytworzyli, z każdym dniem stawała się coraz mocniejsza. Lucan w końcu zaczął poznawać swoją żonę i dowiadywać się o niej coraz więcej. A okazała się prawdziwie czarującą osobą. Siłą charakteru dorównywała jemu, posiadała jednak też dużo wrażliwszą, delikatniejszą stronę. Dodatkowo odznaczała się niezwykłą inteligencją i intuicją - ciężko było zliczyć ile razy ich ożywione dyskusje o wszystkim i o niczym trwały niemal do późnych godzin nocnych. Abbottowie przeszli więc długą drogę - z wrogów stali się przyjaciółmi... a dopiero potem Lucan dostrzegł w swojej żonie kobietę. Z krwi i kości, ponętną, zgrabną niewiastę, prawdziwą różę z kolcami, budzącą w nim od dawna zapomniane pożądanie. Gdy to sobie uzmysłowił, podświadomie spróbował znów sięgnąć do wspomnień o uczuciu, którym darzył lady Longbottom - ale one zbladły, były już niemal tak niewyraźne jakby okrywały je pajęczyny i kurz. Wtedy też podjął decyzję. Nie bacząc na fakt, że już od nieco ponad roku byli oficjalnie małżeństwem, oświadczył się jej. Tak, jak to powinno się odbyć za pierwszym razem. A ona powiedziała "tak".


Późniejszy okres w życiu Abbottów można było określić mianem wręcz sielankowego. Małżonkowie nie tylko odnaleźli wspólny język, ale wkrótce uzyskali już pewność, że łączące ich uczucie było prawdziwe. Lucan rozwijał się także zawodowo, idąc w ślady ojca i zawsze w pamięci mając jego nauki o sprawiedliwości i szlachetnym sercu. Wkrótce potem został nawet wujkiem małej Miriam, a później także Edwina. Tylko na fortepian lord Abbott wciąż nie potrafi patrzeć przyjaźnie. Jego miłość do muzyki umarła, ale wkrótce przestał się tym przejmować - otrzymał bowiem wiadomość, która uradowałaby każdego mężczyznę, nie ważne czy był lordem czy zwykłym kupcem: jego małżonka nosiła pod sercem ich potomka! Przyszłość zaczynała malować się w jasnych barwach. Dzień, w którym na świat przyszedł jego pierworodny, Lucan pamięta doskonale nawet dziś. Pamięta także uczucia, które nim zawładnęły, a wśród których przeważała bezgraniczna miłość do tej niewielkiej, płaczącej kruszyny, oraz potrzeba zapewnienia jej wszelakiej możliwej ochrony. Nigdy nie wybaczyłby sobie, gdyby coś się stało jego synowi.
To właśnie te uczucia przypomniał sobie, kiedy siostra poinformowała go, że przystępuje do przedziwnej organizacji, którą określiła jako Zakon Feniksa. Bo chociaż we wnętrzu rezydencji w Dolinie Godryka czas płynął beztrosko, nastroje na świecie robiły się zdecydowanie bardziej napięte. Ciemne chmury zbierały się nad wszystkimi czarodziejami i nikt nie mógł przewidzieć - nawet jego siostra, obdarzona przecież zdolnościami spoglądania w przyszłość - jak długo ich domy, rodziny, dzieci! pozostaną bezpieczne. Lucan nie mógł stać bezczynnie z boku. Świat musiał stać się ponownie bezpiecznym miejscem. Lord Abbott za swój obowiązek uznał więc, by wstąpić w szeregi tych, którym przyświecał dokładnie ten sam cel.



Patronus: Wiele lat temu, ilekroć Lucan używał tego zaklęcia, z jego różdżki wyskakiwała świetlista, psotna wydra. Dużym, acz bardzo miłym zaskoczeniem był dla niego fakt, że wybranka jego serca również przywoływała właśnie takiego patronusa. Dużo później, gdy ją utracił i rozpacz zagościła w sercu mężczyzny, nie potrafił wykrzesać ze swojej różdżki nawet strzępka mgły - z resztą nawet tego nie próbował.
Dziś, gdy Lucan odzyskał już siebie i ponownie panuje nad swoim życiem, znów jest w stanie wezwać patronusa - teraz przybiera on jednak postać jelenia, dumnego króla lasu, który donośnym rykiem ogłasza swoją obecność. Lucan przywołuje go wspominając dzień, w którym urodził się jego syn.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 10 Brak
Zaklęcia i uroki: 5 Brak
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 20 Brak
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 11 Brak
Zwinność: 2 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
RetorykaII10
SpostrzegawczośćII 10
AnatomiaI 2
Historia magiiII10
KłamstwoII10
ZastraszanieI2
ONMSI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Szlachecka etykieta-0
Odporność psychicznaIII10
Wytrzymałość fizycznaII5
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Zakon Feniksa-0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Muzyka - Gra na instrumencie (fortepian)II3
Muzyka - znajomość nutI½
Literatura - wiedzaI½
AktywnośćWartośćWydane punkty
PływanieI1
Latanie na miotleI1
Taniec balowyI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka (brak)-0
Reszta: 2

Wyposażenie

Różdżka, zamiennik sowy (jastrząb)





Ostatnio zmieniony przez Lucan Abbott dnia 22.07.18 16:32, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Lucan Abbott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t86-wzor-karty-postaci https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : Znawca prawa, pracownik Służb Administracyjnych Wizengamotu
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
If you can't fly, run
If you can't run, walk
If you can't walk, crawl!
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lucan Havelock Abbott   22.07.18 16:16

Można sprawdzać :pwease:




We carry on through the stormTired soldiers in this war
Remember what we're fighting for


Powrót do góry Go down
 

Lucan Havelock Abbott

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18