Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 sto lat! / 13 maja 1947 roku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i just want to live while i'm alive
OPCM : 13
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: sto lat! / 13 maja 1947 roku   27.06.18 17:57

13 maja 1947 roku, Lucinda obchodziła swoje siedemnate urodziny. Bez względu na urodzenie, krew czy płeć, ukończenie tego konkretnego wieku było szczególnie świętowane. Młoda szlachcianka nigdy nie przepadała za swoimi urodzinami. Rodzice wtedy ściągali ją siłą z Hogwartu tylko po to by wydać przyjęcie, na którym i tak rozmawiało się o wszystkim tylko nie o solenizantce. Kiedy była naprawdę małą dziewczynką to starała się to zmienić. Stawała na głowie i w przenośni i dosłownie by rozmowy o polityce, rodach, sabatach i małżeństwach schodziły na drugi plan, a to jej urodziny, tort i zabawa były na pierwszym. Z biegiem czasu przyzwyczaiła się już do tego jak wyglądają jej urodziny i wmawiała sobie, że to tylko jeden dzień w roku, który należy przeżyć. To okropne jak łatwo zepsuć sobie myślenie o własnych urodzinach. Jak mogą ci to myślenie zepsuć sami rodzice. Selwyn w ogóle nie przepadała za świętami. Nie tymi, które spędzała w posiadłości. Zawsze istniało coś lepszego co można było robić i zwykle nauczyła się nie czekać ze spełnianiem własnych przyjemności. Kończąc osiemnaście lat, Lucinda marzyła o tym by zobaczyć te wszystkie miejsca, o których słuchała od swojego dziadka. Jej starsza siostra dopiero co wzięła ślub i blondynka wiedziała, że to tylko kwestia czasu aż jej kogoś przyprowadzą. Jej charakter nigdy by jej na to nie pozwolił. Na pewno nie bez realizacji tych wszystkich zapisanych w głowie planów. Choć to miała być jedna z tych imprez urodzinowych, w których wiek coś znaczył to szlachcianka doskonale wiedziała, że skończy się dokładnie tak samo. Po skończonym obiedzie właściwie niezauważona wyszła z sali bankietowej i przeszła do ogrodu. Jak na środek maja było dość chłodno, ale przecież żyjąc w Anglii należy się do takich rzeczy bardzo szybko przyzwyczaić. Tutaj nigdy nie było tak ciepło jakby się tego chciało, ani tak sucho jak przepowiadali w prognozach. Deszcz zawsze zaskakiwał Brytyjczyków co dla Selwyn było niesamowicie absurdalne. Padał niemalże codziennie. Ze schowaną blaszką ciasta babci Nott usiadła na trawniku ignorując przejmujący wiatr. To w końcu były jej urodziny. Siedemnaste do tego. Miała prawo je świętować nawet jeśli musiała zrobić to sama. Już wiedziała co powiedziałaby jej matka widząc ją z tym ciastkiem. W życiu szlachcianki nie było miejsca na przyjemności.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy


Ostatnio zmieniony przez Lucinda Selwyn dnia 08.08.18 20:00, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Zawód : toksykolog
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
OPCM : 7
UROKI : 3
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: sto lat! / 13 maja 1947 roku   20.07.18 23:22

Miał dosyć tego domu. Chciał spakować walizkę, wyjść i już nigdy tutaj nie wrócić. Tylko gdzie pójść? Od razu pomyślał o Selwynach - rodzinie mu najbliższej, polubił nawet małego smarka Aleksandra, zawsze czuł się u nich jak w domu - ale szybko sobie przypomniał, że w tej sprawie na pewno będą stali murem za wujem nestorem i rodzicami. Tak samo jak wszyscy inni krewni. Dla nich liczył się tylko interes i sojusze pomiędzy rodami, a on pragnął czegoś więcej. To jego życie! Nie jest w stanie wytrzymać z tą kobietą nawet jednego popołudnia, co tu dopiero mówić o wieczności! Miał niewiele ponad dwadzieścia lat, jego kuzyni biorą śluby dopiero dobijając trzydziestki, dlaczego rodzice mu to robili?
Od wielu dni każda ich rozmowa kończyła się krzykiem i trzaskiem drzwi. Tym razem nie było inaczej, a może nawet było jeszcze gorzej, bo wszystko zadziało się na przyjęciu urodzinowym Lucindy. - Nigdy! Mam was dość! - Rozniosło się po całej posiadłości, zapewne doprowadzając babcię do zawału, bo tak nie powinien zachowywać się młody lord. A już szczególnie młody lord, który wkrótce ma zostać mężem i głową rodziny. Archibald kompletnie sobie tego nie wyobrażał. On? Mężem? To brzmiało jak absurd, nieśmieszny żart, obraz z krzywego zwierciadła. Nie nadawał się na tak poważną rolę! Zaczął niedawno staż w szpitalu i to właśnie temu chciał się poświęcić. Żadnego ślubu, co to to nie, a już z pewnością nie z nią. Nie cierpiał jej. Nie miał z nią żadnych wspólnych tematów. Każda rozmowa była dla niego męczarnią i tylko patrzył na zegarek kiedy się skończy.
Wyszedł na zewnątrz, chcąc schować się przed starszyzną i chociaż przez chwilę mieć święty spokój. Nie najlepiej znał ten ogród, tak więc szedł krętymi ścieżkami aż natrafił na swoją kuzynkę. - Kiedy wyszłaś? - Nawet nie zauważył jej nieobecności, będąc za bardzo skupionym na kolejnej kłótni z rodzicami i armią ciotek. A przecież to powinien być jej dzień, szczególny, siedemnaste urodziny! - Mogę z tobą posiedzieć? - Niepotrzebnie pytał, bo i tak zaraz usiadł obok niej, by po chwili w ogóle się położyć. - Do kitu, co? - Mruknął, spoglądając na jej osowiałą twarz. Wszystko potrafili zepsuć! To powinien być wesoły, wyjątkowy dzień, a nie taki jak każdy inny. Zrobiło mu się żal Lucindy, będzie trzymała w sercu te wspomnienie przez resztę życia. Postanowił coś z tym zrobić, bo jeżeli on się za to nie zabierze to nikt tego nie zrobi - w końcu przy stole siedziały same nudne próchna. - Co byś chciała teraz robić? - Zapytał, obracając się na brzuch i zabierając jeden z kawałków ciasta. Było przepyszne, to chyba jedyny jasny punkt programu.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i just want to live while i'm alive
OPCM : 13
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: sto lat! / 13 maja 1947 roku   08.08.18 20:19

Lucinda miała jedynie siedemnaście lat, ale w mniemaniu wszystkich innych była już dorosłą kobietą, która powinna zająć się dorosłymi sprawami. Szlachcianka nigdy nie rozumiała tych dorosłych spraw. Co niby działo się takiego, że nagle rzeczy, którymi zajmowała się wcześniej stawały się błahe, a przed nią stawiali miliony obowiązków oczekując, że będzie wiedziała czym się zająć. Lucinda wcale nie uważała by wiek coś zmieniał. Oczywiście rzeczy, które kiedyś były dla niej ważne teraz ustępowały miejsce nowym, ale takim, które były dokładnie przez nią przemyślane i wybrane. Wiedziała co chce robić, czym się zajmować, gdzie podróżować i z kim się spotykać. Wiedziała także, że tymi urodzinami jej rodzina chciała uświadomić jeszcze świeżej krwi, że tak naprawdę nie liczy się to co ona sobie zaplanowała, a co zaplanowali jej rodzice. Od zawsze przecież trzymali piecze nad tym co się z nią działo i blondynka doskonale wiedziała, że w najbliższym czasie to nie ulegnie zmianie. Chciała się od tego odciąć. Jak zawsze w jej urodziny liczyło się wszystko prócz świętowania. Kłótnie, przechwałki, rodzinne historie, które słyszała już tak wiele razy, że mogłaby po prostu je cytować akcentując dokładnie każde użyte słowo. Spędzenie tego dnia na trawie z tortem w ręku wydawało się być o wiele przyjemniejsze. Tak też zrobiła. Starała się wyrzucić z głowy to co jeszcze chwile miało miejsce i tak trwając w zamyśleniu nawet nie zauważyła kiedy obok niej pojawił się kuzyn. Był tylko kilka lat starszy, ale już zdążył poznać smak tego co jeszcze przed nią. Prawdopodobnie przez to, że był mężczyzną wymagano od niego jeszcze więcej chociaż Lucinda w tym czasie myślała, że nikt nie może mieć gorzej niż ona sama. - Pół godziny temu – odparła z buzią pełną ciasta. Przy Archim nie musiała być przykładną szlachcianką. Znali się przecież dobrze i Lucinda nie musiała się starać. Siedzieć prosto, uśmiechać się tylko delikatnie, jeść jak wróbelek. - Do kitu – powtórzyła za kuzynem spoglądając przed siebie, ale zaraz wracając znowu spojrzeniem do Prewetta. - Dla Ciebie czemu do kitu? - zapytała bo ona doskonale wiedziała dlaczego wszystko obok ją denerwowało, ale przecież nie miała pojęcia czemu tak właśnie czuje się jej kuzyn. - Na pewno nie mam ochoty słuchać kolejny raz opowieści o praprapradziadku Edwardzie. Mam wrażenie, że z roku na rok w tej historii smok był większy, nie uważasz? - zapytała uśmiechając się szeroko do Archiego.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Zawód : toksykolog
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
OPCM : 7
UROKI : 3
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: sto lat! / 13 maja 1947 roku   07.09.18 0:15

- Pół godziny temu? - Przez chwilę nie potrafił ukryć zdziwienia, bo wydało mu się to niesamowite, że jeszcze nikt (włącznie z nim) nie zauważył jej zniknięcia. Przecież miała być królową tego wieczoru! Pół rodziny zjechało się na ten dzień do Essex, a nie była to mała rodzina i nawet połowa zahaczała o absurdalną ilość osób. Dopiero potem przypomniał sobie, że nie zauważył jej wyjścia, bo był za bardzo pochłonięty kłótnią ze swoimi rodzicami. Krytykował najbliższych, a sam wykazał się ignorancją, skupiając się na własnych problemach. Oczywiście od tego problemu zależało jego przyszłe życie, więc ciężko było przestać o nim myśleć, ale jednak mógł spróbować na ten jeden dzień zamiast rzucać się rodzicom do gardeł przy pierwszej lepszej okazji. - Pewnie nie zauważają jeszcze przez najbliższą godzinę - odpowiedział pochmurnie, chociaż prawdopodobnie powinien był skłamać i powiedzieć coś bardziej pozytywnego. Cóż, Archibald nigdy nie był najlepszy w takich pogadankach.
- A, wiesz... Takie tam - machnął ręką dla podkreślenia błahości jego problemu, chociaż w środku cały czas się gotował. Odgryzł duży kawałek ciasta dość agresywnie, jakby to była tłusta nóżka od kurczaka, dając choć częściowy upust swoim emocjom. - Daj spokój, dziadunio Edward to bohater! - Zaprzeczył ironicznie. Dobrze, że siedzieli na zewnątrz, bo w przeciwnym wypadku zaatakowałby ich jego portret. Na pewno gdzieś wisiał przy schodach, tam wisiało ich najwięcej.
Skończył gryźć swój kawałek ciasta, na chwilę milknąc i patrząc na przepływające nad nimi chmury. Jedna przypomniała mu bukiet kwiatów, który skojarzył mu się ze schadzką, która z kolei dowiodła go do jego przyszłej (niedoczekanie) żony. Uderzył pięścią w ubitą ziemię, podnosząc się z wygodnej pozycji półsiedzącej. - Żenię się - powiedział, bo musiał dać temu upust. - To znaczy ja nie mam takiego zamiaru, ale okazuje się, że rodzice znaleźli idealną kandydatkę, która jest nudna jak flaki z olejem, ale kogo by to obchodziło, skoro urodzi mi dziesiątkę dzieci, a nasze rody będą żyły długo i szczęśliwie - wyrzucił szybko, po czym wziął głęboki wdech i z powrotem położył się na miękkiej trawie. Przerażała go ta wizja i jeszcze nie wiedział jak jej uniknąć, ale jakoś musiał to zrobić. - Mam dwadzieścia jeden lat, niedawno zacząłem staż w szpitalu, nie chcę się żenić - nawet jego własny ojciec wziął ślub kiedy był starszy, wcześniej skupiając się na karierze. Co to za nowa moda? - Ciesz się wolnością, Lynn - jeżeli mógł się podzielić jakąś mądrością z młodszą kuzynką, to niech będzie ta.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i just want to live while i'm alive
OPCM : 13
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: sto lat! / 13 maja 1947 roku   16.09.18 13:44

Doskonale wiedziała jacy są członkowie jej rodziny. Nawet zdążyła się już do tego przyzwyczaić. Każde spotkanie rodzinne kończyło się w podobny sposób. Kiedy wszyscy spotykali się po dłuższej przerwie mieli wiele do przedyskutowania i widocznie najlepszą okazją do sporów były urodziny. Chociaż powinna czuć się wyjątkowo to na nic się nie nastawiała. Czasami tylko zastanawiała się czy jej brat i jej siostra przechodzili to samo. W końcu teraz byli już starsi, a ich przyjęcia przybierały inne formy. O wiele mniej rodzinne, o wiele bardziej szlacheckie.
Słysząc zdziwienie w głosie kuzyna zdała sobie sprawę z tego, że on też nie przyszedł tu dlatego, że zauważył jej zniknięcie, ale dlatego, że sam też potrzebował oderwania od tego towarzystwa. Lucinda jeszcze wiele rzeczy nie rozumiała, wiele ze spraw, które omawiali były jej po prostu obce i to nie dlatego, że jej do nich nie dopuszczali, ale dlatego, że kobieta nie czuła potrzeby wchodzenia w tematy, które jeszcze przez długo nie będą jej osobiście dotyczyć. Blondynka nie była ignorantką. Po prostu jakaś część jej już teraz potrafiła filtrować informacje i chronić samą siebie przed tym co chcieli jej zrzucić na ramiona. W ich rodzinie nigdy nie był to lekki ciężar. Uśmiechnęła się delikatnie na słowa kuzyna. - Kiedy już zauważą prawdopodobnie zacznie się temat mojego braku wychowania. - zaczęła ze wzruszeniem ramion. - Wtedy po prostu przeniesiemy się w tamtą stronę – pokazała palcem bardziej ogarnięte drzewami przyszłe schronienie. Potrafiła sobie radzić. Znała już swoich bliskich na tyle by przewidzieć ich reakcje i odpowiednią na nią odpowiedzieć.
Lucinda zaśmiała się słysząc uwagę dotyczącą ich przodka. Tak, chyba wszyscy podziwili go w taki sam sposób. Lucinda czasami myślała, że jej rodzina robi to specjalnie wiedząc, że jego duch nikomu nie dałby spokoju jakby sytuacja wyglądała inaczej. Szlachcianka ugryzła kawałek ciastka wiedząc, że przynajmniej tyle przyjemności daje jej ten dzień. Czuła, że jej kuzyn też nie jest w najlepszej formie i następne jego słowa tylko potwierdziły to co podejrzewała. Ona sama nie wyobrażała sobie nawet własnego ślubu. Nie wyobrażała sobie założenia rodziny z kimś kogo nie znała i kogo nie darzyła żadnymi uczuciami. Możliwe, że było to dość naiwne, ale widząc reakcje Archiego mogła podejrzewać, że jest podobnego zdania. Czasami zastanawiała się jak wiele osób robi to tylko po to by zadowolić swoich bliskich, zastanawiała się ile tak naprawdę wcale nie chce tego robić. Czy rodziny szlacheckie nie widzą, że świat się zmienia i ludzie wcale nie chcą się już podporządkowywać staremu stylowi życia. - Jest naprawdę taka zła? - zapytała chcąc wyobrazić sobie przyszłą Panią Prewett. - Dlaczego takie ważne jest, żeby na siłę łączyć ludzi, Archie? Ja na pewno nie wezmę ślubu bo ktoś będzie tego chciał. Już o niczym nie można samemu decydować?




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
 

sto lat! / 13 maja 1947 roku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Dormitorium dziewcząt z VII roku
» Dormitorium dziewcząt z VI roku
» Statut szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie [do edycji]
» Zamiana user-postać (MG: (brak) Austria)
» Most Westminster

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18