Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Obserwatorium astronomiczne 1955r.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Louis Bott
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott https://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 https://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 https://www.morsmordre.net/f95-baker-street-69 https://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Zawód : Student astrofizyki i kosmologii, pracuje dorywczo, uliczny grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Look up at the night sky
We are part of this universe,
we are in this universe,
but more important than both of those facts is that
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Mugol
universe is in us

PisanieTemat: Obserwatorium astronomiczne 1955r.   02.07.18 14:51

Londyn, Listopad 1955r.
Przez jakiś czas wolałem się nie zbliżać do świata czarodziejów, a zatrważająca ilość zajęć na studiach skutecznie mi to ułatwiła. Chyba dotąd nie miałem jeszcze takiego nawału prac do napisania, zadań do rozwiązania i lektur do przeczytania. Wychodziło na to, że do nowego roku nie wygrzebię się spod stosu książek i map nieba, chyba że tylko po to, by pomaszerować dzielnie na zajęcia i dostać kolejną porcję esejów do opracowania. Może tyle przedmiotów dodatkowych to była przesada? Nie, nie! Zdecydowanie nie! W końcu... co to dla mnie? Bułka z masłem!
Dźgnięcie w żebra skutecznie sprowadziło mnie na Ziemię. Syknąłem cicho, ale Jerry uciszył mnie gestem i skinął głową w stronę profesora Hendersona.
- Pan Bott, najwyraźniej zna już całą teorię astronomii obserwacyjnej, skoro nic nie notuje! - zagrzmiał starszy mężczyzna stojący pod tablicą. Tablicą w całości przez niego zapisaną. Słowo daję, jeszcze minutę temu nic na niej nie było!
Przełknąłem ślinę.
- Nie, nie! Notuję, panie profesorze! - szybciutko odparłem kątem oka zerkając na swoją pustą stronę w zeszycie.
- I na pewno usłyszałeś kiedy idziemy do obserwatorium astronomicznego...?
Szczerze mówiąc zdębiałem, kiedy to powiedział i z głupkowatą miną spojrzałem na Jerry'ego. On tylko pokręcił z niedowierzaniem głową i wskazał na swoje notatki, a dokładnie na jedną konkretną - koślawym pismem zapisał drukowanymi literami: "DZIŚ. OBSERWATORIUM. 20:00"
- Proszę uważać na zajęciach, panie Bott. A może... te studia pana nie interesują...? Może nie są dla pana...? - jego głos zagrzmiał mi w głowie ze zdwojoną siłą i grzmiał jeszcze, kiedy wychodziliśmy z sali wykładowej.
- Zwariowałeś? Podpadać Hendersonowi, to jak strzelać sobie w kolano - mruknął Jerry półgębkiem. - Ponoć nie przyjęli go do Cambridge i się odgrywa na studentach, których nie lubi. Johnson mówił, wiesz, ten z roku wyżej z fizyki, że w zeszłym roku uwalił niemal wszystkich...! Lepiej uważaj - ostrzegł z niewesołą miną. Miał rację, wiedziałem o tym. Po prostu, żeby zdążyć ze wszystkimi zadaniami zarywałem noce, a jak już zasypiałem to śniły mi się łapanki na Pokątnej i pobyt w Tower pod irracjonalnym zarzutem użycia czarów w miejscu publicznym. Nic dziwnego, że czasami chodziłem jak śnięta ryba i zawieszałem się na wykładach. Do tej pory jednak nikt tego nie zauważył, tylko moje notatki były coraz skąpsze. Ech, już długo nie dostałem listu ani od stryja ani od Eileen...

* * *

Królewskie Obserwatorium Astronomiczne robiło wrażenie. Do tej pory byliśmy tu raz na jednym z dni nocy otwartych i szczerze mówiąc więcej słuchaliśmy o historii tego przybytku i zwiedzaliśmy niż patrzyliśmy w nocne niebo. Tamte zajęcia mnie rozczarowały i to chyba bardziej niż te, które zazwyczaj mieliśmy w Obserwatorium Hampstead. Hampstead wyglądało jakby szalony hobbysta-astronom postanowił przerobić szopę na obserwatorium - było w nim ciasno i duszno... ale przynajmniej dzięki temu, że profesor Henderson był dobrym znajomym Henry'ego Wildey'a mieliśmy je w całości na wyłączność podczas czystych nocy... Cóż, dziś miało być tak samo z Królewskim Obserwatorium Astronomicznym.
Żeby cały rok astrofizyki i kosmologii mógł czynnie uczestniczyć w zajęciach i się spokojnie pomieścić, profesor zawsze dzielił nas na dwie grupy. Ostatnio byłem w tej, która wchodziła jako pierwsza, więc tym razem padło na tą drugą. Mieliśmy czekać przed budynkiem i "pod żadnym pozorem się nie rozchodzić", bo to strasznie irytowało starego ciecia. Było już dobrze po godzinie 21., a ja właśnie przysypiałem (jaki i cała reszta grupy) oparty o drzwi wejściowe, kiedy dobiegł do mnie gwar i rumor pierwszej grupy. Odsunąłem się od wejścia dosłownie w momencie, kiedy drzwi się otwarły na oścież, a studenci wypadli na zewnątrz.
- No, w końcu...! - mruknąłem chóralnie razem z pozostałą częścią mojej grupy podnoszącej się tak jak i ja z ziemi.
- Lou, widzimy się jutro na analitycznej! - krzyknął tylko Jerry, którego grupa pchała już w stronę bramy wyjściowej. Ja z pozostałymi patrzyliśmy z lekką zazdrością na odchodzących.
- Szczęściarze - mruknął Phil, na co klepnąłem go przyjacielsko w plecy tym samym pchnąwszy lekko w stronę obserwatorium.
- Następnym razem my tak skończymy - pocieszyłem go już wchodząc do środka.
- No, sprawnie, sprawnie! Nie mam całej nocy! - popędzał nas profesor.
Krótka drzemka chyba mi pomogła, bo z nową energią i zaciekawieniem rozglądnąłem się po znajomym wnętrzu. Bez tego całego tłumu, który był ostatnio, czuło się tu o wiele większą przestrzeń niż w nieszczęsnym Hampstead. Uchylony dach i wielki teleskop robiły wrażenie... aż nie mogłem się doczekać, żeby podejść i...
- Zanim zaczniemy... kto ma klucz od głównych drzwi...? - pytanie profesora dosłownie padło w próżnię, bo wszyscy nagle zamilkli jak zaklęci. - Panie Bott, proszę pójść zamknąć drzwi i przynieść klucz.
Zasalutowałem i wybiegłem z pomieszczenia z teleskopem (prawie się przy tym zabijając o próg), a potem w dół po schodach do hallu. Za klamkę i klucz chwyciłem dokładnie w momencie, kiedy drzwi postanowiły się uchylić.
- Dziś obserwatorium jest otwarte tylko dla studentów... - poinformowałem otwierając drzwi całkiem na oścież by spojrzeć na osobnika, który postanowił odwiedzić obserwatorium. A właściwie... na osobniczkę - niepozorną blondynkę stojącą na progu. Zaraz... skąd się tu wzięła?
- Minęłaś ciecia...? - w zasadzie bardziej stwierdziłem niż zapytałem, kiedy zdałem sobie z tego faktu sprawę. Dziadek może i był stary, ale Lou wiedział aż za dobrze, że miał wzrok jak jastrząb - nawet mysz by się nie wślizgnęła przez główną bramę. Trzeba było się wykazać wyjątkowym sprytem i determinacją, żeby dotrzeć aż pod same drzwi obserwatorium, a skoro tak...
Odsunąłem się trochę robiąc jej przejście.
- Wchodź... ale cicho i trzymaj się mnie, ok? Jak cię profesor zobaczy, to będzie po mnie - nie byłem pewny czy dziewczyna się tym faktem przejmie, ale zawsze można było mieć nadzieję, nie?




I don't recognize these eyes,
I don't recognize these hands,
Please believe me when I tell you that
This is not who I am


Powrót do góry Go down
Jean Desmond
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5620-jean-desmond https://www.morsmordre.net/t5810-atlas#137310 https://www.morsmordre.net/t5794-on-the-other-side-of-clouds#136842 https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5996-skrytka-bankowa-nr-1383 https://www.morsmordre.net/t5995-jean-desmond
Zawód : twórczyni magicznych map nieba, przyszły-niedoszły auror
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
i'm pretty sure you have
s t a r d u s t
running through those
v e i n s
OPCM : 23
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne 1955r.   13.08.18 16:03

Obserwatorium wydawało się jedynym jasnym punktym wyszytym na powierzchni nieregularnego, późnego Londynu.
Było niczym pierwsza gwiazda, która swoim blaskiem ściąga spojrzenia stęsknionych przechodniów, było płomieniem, jasną, fascynującą garścią rozrzażonych iskier, przyciągającą ją, małą ćmę złaknioną jego wielkości. Dzisiejszego wieczoru miała wrażenie, że niemalże leci jak na skrzydłach, prosto w ramiona ścian mugolskiego budynku, prosto w pułapkę astronomicznego zachwytu oraz ciekawości. Skłamałaby przed samą sobą, gdyby był to pierwszy raz – wielokrotnie wcześniej (oraz później) przyglądała się nieskazitelnie białej kopule, marzyła o przekroczeniu progu, aby zgłębiać tajemnice podniebnych przestorzy oraz gwiazd, pragnęła choćby przez chwilę móc zerknąć przez teleskop, na jednym wdechu pochłaniając otaczające elementy odległego nieboskłonu. Jej mała obsesja urosła do rangi planu, mimowolnego patrolowania, podglądania oraz obmyślania sytuacji, które mogłyby pomóc przedostać się do środka.
Jednak nigdy nie przewidziała, że to właśnie dzisiaj, podczas gdy niebo pozostawało bezchmurnie czyste i zaledwie muśnięte barwą intensywnego granatu, stwarzając niemalże idealne warunki ku skrupulatnej obserwacji, nadarzy się taka okazja.
Od dłuższego czasu przyglądała się grupie odwiedzających, skryta pośród pobliskich uliczek, nieuważnie zatopiona w lekturze mugolskiej księgi, zerkając co kilka minut na młode twarze gości. Widziała poprzednią zbieraninę, wielkością dorównującą tej tutaj, zgadywała więc, że była to swego rodzaju wycieczka, zdecydowanie duża i zdecydowanie dająca szanse na to, że uda jej się zatonąć wśród nich niezauważoną, pod warunkiem, że będzie trzymać się z tyłu. Czekała więc cierpliwie, gotowa narazić się, a zarazem poświęcić ku lepszym celom, ku swoim marzeniom, bo jakżeby inaczej mogła myśleć o wycieczce do najprawdziwszego obserwatorium? Nie obawiała się mugolskiego strażnika ani jego czujnego spojrzenia – magiczne zdolności pozwalały przecież na przechytrzenie nawet najbardziej wymagających, tym bardziej, że była naprawdę zdeterminowana, aby akurat teraz zajrzeć do środka.
Gdy zauważyła, że przy bramie następuje wymiana, a uwaga dozorcy skupia się wyraźnie w pobliżu wchodzących, po cichu wyinkantowała zaklęcie Kameleona. Transmutacja, nawet mimo kursu, nadal nie była jej najmocniejszą stroną, odczuła to tym bardziej teraz, kiedy zaklęcie, choć udane, dziwnym trafem ominęło jej buty. Nie było zbyt wiele czasu na poprawki, bo grupa przemieszczała się już do środka. Porzuciła książkę i czym prędzej, lecz wciąż uważnie, przedostała się bliżej płotu, starając się, aby niewielkie, samodzielne trzewiki nie wzbudzały zbyt wiele sensacji. Szczęśliwie biurko strażnika pozostawało w zabudowanej budce, dzięki czemu, stąpając odpowiednie blisko, niemalże pod samą jej ścianą, prześlizgnęła się zaledwie kilkanaście centymetrów obok.
Przez niespodziewaną wpadkę z nieudanym czarem, nie miała nawet chwili, aby przystanąć i przyjrzeć się obserwatorium z bliska, aby wziąć głębszy oddech i uspokoić szybko bijące serce. Nie zamierzała jednak tracić na to czasu, nie kiedy najgorsze pozostawało za nią. Gdy więc Finite Incantatem ujawniło obecność Jean, raz na zawsze pozbywając się kłopotliwego uroku, zbliżyła się w stronę głównych drzwi, bez zastanowienia, popychając je w przeciwną stronę.
W pierwszej chwili pomyślała jednak, że jakimś cudem dozorca dostrzegł samospacerujące buty i zamierzał przyłapać je na gorącym uczynku z zaskoczenia, wybierając inne wejście. Gdy jednak w wejściu ujrzała młodego chłopaka, znieruchomiała jeszcze bardziej, nie wiedząc, co właściwie powinna ze sobą zrobić. Zamierzał na nią donieść? Chciał pomóc? Pierwsze słowa sprawiły, że skłaniała się raczej ku pierwszej opcji, lecz zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, padło kolejne pytanie, równie niespodziewane, co całe to spotkanie. Początkowo skinęła jedynie głową, nie będąc gotową na wytłumaczenie, że w zasadzie minęły go jedynie jej buty – i tak prawdopdobnie nie zrozumiałby, a do innych wymówek chwilowo nie miała głowy. Choć zaraz, czy usłyszała w jego głosie nutkę uznania?
- Dziękuję – wypaliła jedynie, przynajmniej na sam początek, kompletnie skonsternowana tą całą sytuacją. Nie było jednak czasu na głębsze zastanowienia – tak naprawdę nie mogli wiedzieć, czy lada moment strażnik nie wychyli się ze swojej budki zwabiony przez ich głosy. Chciała zresztą wejść, za wszelką cenę, choćby na koniec miała zostać wyrzucona z hukiem. Nie mogła więc nie skorzystać z tego uśmiechu losu, dlatego minęła chłopaka, lecz zaraz za przejściem zaczekała na niego, aby poprowadził ich w odpowiednią stronę.
- Nie będę sprawiać problemów, profesor na pewno nie zwróci na mnie uwagi – obiecała cicho, zgadując, że jemu również mogło zależeć na byciu w tym miejscu. Fakt, że pozwolił jej uczestniczyć w wycieczce, ryzykując swoim dobrym imieniem (wierzyła, że musi takie posiadać!), nie pozwalał na niepotrzebne szaleństwa, musiała więc skorzystać na tyle, na ile pozwoli Jean obecność wspomnianego osobnika, do którego najwyraźniej należało ostatnie zdanie. – Chcę tylko zajrzeć – skłamała, lecz nie wiedziała, na ile może sobie pozwolić.
Stąpała bezgłośnie kilka kroków za nieznajomym chłopakiem, przyglądając mu się ostrożnie, bo choć wiedziała, że nie kojarzy jego twarzy, coś w posturze oraz głosie sprawiało, że ukłucie przeczucia nie pozwalało jej pozostawać obojętną. Wolałaby nie narażać żadnego z nich, ale w przypadku niespodziewanych kłopotów, musiała wiedzieć, co mówić. – W razie czego uczestniczę w wycieczce, zgadza się? – dopytała jeszcze, chcąc upewnić się, że w razie jakichkolwiek pytań ze strony osób trzecich, wiedziała, z jakiego powodu znalazła się w obserwatorium. – Czy raczej uciekać, gdy ktoś zorientuje się, że coś jest nie tak?
Miała nadzieję, że w ostateczności obędzie się bez konieczności podejmowania decyzji odnośnie tych dwóch opcji.
- Jestem ci zdecydowanie winna przysługę - odparła całkiem poważnie, parę chwil przed tym, zanim dotarli do odpowiedniego pomieszczenia.


Powrót do góry Go down
 

Obserwatorium astronomiczne 1955r.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Obserwatorium

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18