Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Hogwart, rok 1950, późna wiosna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Johnatan Bojczuk
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : żeglarz
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Gdy życie daje ci cytryny, zrób sobie cytrynówkę.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 17
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Hogwart, rok 1950, późna wiosna   03.07.18 13:57

Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego...
...czyli krótka historia o tym, jak wrogowie musieli połączyć siły, by nie dać się przyłapać.

Wiosna przyszła w tym roku późno i wcześnie ustąpiła miejsca swojej letniej przyjaciółce. Już w kwietniu mieliśmy takie upały, że ledwie mi się udawało wysiedzieć na lekcjach... Chociaż może to nie wina pogody - z natury byłem człowiekiem energicznym, a mój umysł wiecznie zaprzątały niebieskie migdały, czy inne orzechy, w tym roku dodatkowo pewna drobna, aczkolwiek jakże charyzmatyczna istota. Mia Mulciber była Ślizgonką, która kompletnie zawróciła mi w głowie, ot, zwyczajnie straciłem dla niej rozum! Każdą więc chwilę, której nie spędzaliśmy razem tęskniłem, a każdą wolną poświęcałem właśnie jej. Nawet teraz, choć wokół panował całkowity mrok, zamiast spać gnałem na spotkanie z moją dziewczyną, bo tego właśnie wieczora mieliśmy wspólnie oglądać upstrzone gwiazdami nocne niebo, wyjątkowo bezchmurne na całe szczęście. Drogę oświetlały mi jeno plamy białego światła wpadające przez wysokie okna, bądź kolorowe, migotliwe punkciki spływające z tutejszych witraży. Nie korzystałem z różdżki, wolałem skryć się w mroku, niźli rozświecać ciemność blaskiem zaklęcia - ta więc spoczywała w tylnej kieszeni moich spodni, kiedy stąpałem schodami w dół, z wieży Gryffindora, i dalej na niższe piętra aż do lochów, gdzie z kolei mieścił się pokój wspólny Slytherinu i gniazdko mojej słodkiej Jaskółeczki. Miałem jednak nadzieję, że tym razem nie będę zmuszony schodzić na sam dół i faktycznie mniej więcej w połowie drogi, na korytarzach któregoś z niższych pięter, usłyszałem czyjeś kroki - ostrożne, ciche kroki odbijające się echem od kamiennych ścian. To musiała być Mia - przynajmniej do takich doszedłem wniosków i miast gnać dalej zwyczajnie zatrzymałem się na skrzyżowaniu, szykując do wyskoczenia zza winkla - przeczesałem jeszcze palcami włosy, ale niewiele to dało, wciąż pozostawały w kompletnym chaosie, wygładziłem wzorzystą koszulę i sprawdziłem czy nie wali mi z paszczy, ale wszystko na szczęście grało i buczało, więc mogłem wrócić do nasłuchiwania... Kolejne sekundy wydłużyły się jakoś dziwnie w tym pozornym napięciu, ale wreszcie słaby cień sylwetki tworzący się w oświetlonych punktach ostrzegł mnie, że owa persona jest już bardzo blisko.
Trzy, dwa, jeden...
Jak tylko Mia minęła moje skrzyżowanie to wyskoczyłem zza ściany coby złapać od tyłu i mocno przytulić, zasłaniając jej oczy dłońmi.
- Zgadnij kto... - zacząłem, jednak wtedy coś mi tu przestało pasować - Mia okazała się jakaś większa i nie pachniała wcale jak ona, wręcz przeciwnie - ten ktoś śmierdział ślizgońską piwnicą... Odskoczyłem jak oparzony, kiedy do mnie dotarło, że napadłem nie tę żmiję co trzeba. Otwieram szeroko oczy i...
- LARSON! Fuj, co ty robisz?! - krzywię się, chociaż pytanie chyba powinno paść w moją stronę, nie na odwrót.




Pij bracie, pij na zdrowie, jutro Ci się humor przyda,
spirytus Ci nie zaszkodzi, sztorm idzie - wyrzygasz.
Powrót do góry Go down
Luke Larson
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f156-langley-st-25 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364
Zawód : Kierownik Wodopoju w Dziurawym Kotle, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
OPCM : 5
UROKI : 9
ELIKSIRY : 4
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej
 This is my game!

PisanieTemat: Re: Hogwart, rok 1950, późna wiosna   03.07.18 17:27

Lato...nie przepadał za tą porą roku. Było gorąco jak cholera przez co nie mógł na niczym skupić, a tego nie lubił. Wolał być zawsze skupiony, zawsze wiedzieć co się w około niego dzieje. I tego te wszystkie dzieciaki, które tak bardzo cieszyły się ze słońca i upału. Zawsze się zastanawiał czemu oni się tak wszyscy cieszą? Przecież było gorąco, wszyscy się pocili i śmierdzieli...z czego się tu cieszyć?
On wolał jesień i zimę kiedy było chłodno i nic go nie rozpraszało. Przez ten upał nawet w bibliotece w ciągu dnia było gorąco i nie dało się tam wysiedzieć, a to właśnie tam lubił spędzać najwięcej czasu. Tak, definitywnie, biblioteka była jego azylem. Mógł tam się zaszyć między półkami, w swoim ulubionym miejscu nieopodal Działu Ksiąg Zakazanych i tam na spokojnie się uczył. Czasami towarzyszył mu Cornel i razem się uczyli, jednak blondyn był jednym z tych, którzy cieszyli się z ładnej pogody i sporo uczył się na dziedzińcu, siedząc w słońcu.
Nie wiedział dlatego akurat to zaprzątało jego myśli kiedy spokojnie szedł korytarzem tej nocy. Zerknął przez jedno z wielu okien i lekko uśmiechnął się sam do siebie. W nocy było chłodniej, idealna temperatura do nauki. Tak, można było śmiało powiedzieć, że Larson był swego rodzaju kujonem. Lubił się uczyć, sprawiło mu to przyjemność i w ten sposób się odprężał. To właśnie dlatego teraz nogi kierowały go do biblioteki. Była cisza, spokój, po prostu idealna atmosfera do nauki.
Wszedł po schodach, które wyprowadziły go z lochów i na spokojnie ruszył przed siebie. Ręce trzymał w kieszeni i coś nucił cicho pod nosem. Kompletnie nie spodziewał się, że coś mu może przeszkodzić w jego planach, w ogóle nie brał tego pod uwagę. Moment kiedy ktoś nagle objął go od tyłu i zasłonił mu dłonią oczy wprawił go w osłupienie. Po prostu był w szoku, że ktoś go zaskoczył, przecież zawsze uważał żeby nikt go nie zauważył podczas jego nocnych eskapad.
Kiedy jego napastnik go puścił, chłopak od razu obrócił się na pięcie jednocześnie z rękawa wysunęła się różdżka, a on skierował ją w kierunku napastnika. Widząc kto to uniósł zaskoczony brew ku górze.
- Do jasnej cholery Bojczuk, popieprzyło cię?! - warknął piorunując Gryfona wzrokiem - Co ty odwalasz? Nie jestem zainteresowany jakimiś romansami z tobą! - pokręcił głową nie spuszczając z niego wzroku.
Nawet na moment nie opuścił różdżki, nadal czuł się zagrożony. Był również Ślizgonem z krwi i kości, było więc naturalne, że żywił niechęć do każdego Gryfona stąpającego po tej szkole.




Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : żeglarz
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Gdy życie daje ci cytryny, zrób sobie cytrynówkę.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 17
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hogwart, rok 1950, późna wiosna   03.07.18 17:59

- Nie pochlebiaj sobie... - wywracam oczami i przeczesuję nonszalancko włosy - Jakbym miał wybierać między tobą a trollem, to bym wybrał trolla. - tako rzeczę mojemu rozmówcy i uśmiecham się delikatnie, opuszczając spojrzenie na koniec wycelowanej we mnie różdżki. Niespecjalnie mnie to cieszyło - może to ze względu na wyjątkowo szlamowatą krew płynącą w moich żyłach, a może po prostu nigdy nie chciało mi się uczyć, ale w gruncie rzeczy nie był ze mnie żaden szczególnie zdolny czarodziej. Ot, radziłem sobie z podstawami i na tym można zakończyć owy wywód... W każdym razie przez chwilę wgapiam się w kawałek drewna, później w dłoń, która go dzierży i wreszcie prosto w twarz mojego rozmówcy, a tego nie darzyłem zbytnią sympatią. Podobnie zresztą jak połowy populacji zielonych krawatów, bo i tam znajdowały się wyjątki warte uwagi (z jednym z tych wyjątków miałem się przecież spotkać dzisiejszej nocy). Wyciągam rękę, coby oprzeć palec wskazujący na końcówce różdżki i nieco ją opuścić.
- Co tu robisz? Nie powinieneś już dawno gnić w waszych lochach? - pytam, unosząc wysoko obie brwi - Albo w trumnach? Nie wiem w czym wy tam śpicie, wampiry. - kręcę lekko łepetyną, cofając rękę i krzyżując obie na piersi, przechadzam się w międzyczasie, zatrzymując pod ścianą, o którą opieram plecy. I wtedy moje spojrzenie ponownie pada na chłopaka - mierzę go od góry do dołu, zastanawiając się co też mogło wygnać go z łóżka, bo chyba nie żadne nocne schadzki? Do tej pory widziałem Larsona tylko w towarzystwie tego jego przydupasa Nawetniewiemkimjesteś, a z nim to się mógł migdalić w kamiennych ścianach lochów, hehe. Co więc knuł? Czego szukał w mrokach zamkowych korytarzy? Gdzie gnał?... Wiedziałem, że mi nie powie, więc nawet nie zamierzałem pytać, w zamian jedynie mrużę oczy, dumając nad tym jak wyciągnąć z niego te informacje, bo zwyczajnie byłem ciekaw. Ciekawość rzecz ludzka! I pierwszy stopień do piekła, czy coś tam, ale ja nie wierzyłem w piekło (tak jak większość tutaj), nawet jeśli podobno ono mnie zrodziło. Po chwili jednak nie wytrzymuję i walę prosto z mostu.
- Gdzie idziesz?




Pij bracie, pij na zdrowie, jutro Ci się humor przyda,
spirytus Ci nie zaszkodzi, sztorm idzie - wyrzygasz.
Powrót do góry Go down
Luke Larson
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f156-langley-st-25 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364
Zawód : Kierownik Wodopoju w Dziurawym Kotle, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
OPCM : 5
UROKI : 9
ELIKSIRY : 4
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej
 This is my game!

PisanieTemat: Re: Hogwart, rok 1950, późna wiosna   03.07.18 18:27

- Tak, z trollem tworzyłbyś piękną parę. - odparł patrząc na chłopaka.
Szczerze mówiąc miał w nosie kto z kim i gdzie, byleby daleko od niego. On sam jakoś nie specjalnie był zainteresowany jakimiś romansami, chociaż nie ukrywał, że była w szkole jedna dziewczyna, która mu się podobała. Ale było to raczej tylko zwykłe szkolne zauroczenie i nigdy z tą swoją sympatią nawet nie rozmawiał, jedynie rzucał jej co jakiś czas krótkie spojrzenia. Skupiał się bardziej na nauce, tego co w szkole i tego co uczył się w domu pod okiem swojej opiekunki.
W momencie kiedy Gryfon dotknął końcem palca jego różdżki, Larson odpuścił. Wiedząc już z kim ma do czynienia poczuł się o wiele pewniej. Wiedział, że Bojczuk nie stanowi dla niego żadnego zagrożenia, a już na pewno nie jest wyzwaniem gdyby jednak doszło do jakiegoś pojedynku. Nie spuszczał jednak z niego wzroku nawet na moment. Zmierzył go spojrzeniem dokładnie od góry do dołu.
- Słabo uważasz na lekcjach skoro nie wiesz, że wampiry śpią w trumnach. A jadowite węże w swoich norach, gdzie jednocześnie zaciągają swoje ofiary. - odparł i jakoś tak mimowolnie uśmiechnął się pod nosem, jednak słysząc po chwili pytanie uniósł brew ku górze - Nie twój interes wstrętny Gryfonie. - pokręcił głową - A ty co? Lecisz migdalić się po kątach z Mulciber'ówną? Normalnie jak was widzę na korytarzu to nie wiem czy chce mi się rzygać czy śmiać... - po prostu nie mógł się powstrzymać żeby nie dogryźć Bojczukowi, no po prostu nie byłby sobą.
Z resztą od razu było po nim widzieć, że chłopak wybrał się na spotkanie z dziewczyną. Był odstrzelony jak stróż w boże ciało, wypachnił się jak cholera i w ogóle miał tą minę jaką mają ludzie, którzy idą się spotkać ze swoją sympatią.




Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : żeglarz
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Gdy życie daje ci cytryny, zrób sobie cytrynówkę.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 17
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hogwart, rok 1950, późna wiosna   03.07.18 20:13

- Na pewno ładniejszą niż ty i ten twój przydupas... Co, nie wziąłeś go na randkę w tę jakże romantyczną noc? - wywracam oczami i zerkam kątem oka w jedno z wysokich okien. Noc faktycznie była dzisiaj wyjątkowo nastrojowa i miałem nadzieję, że i Mii się ten nastrój udzieli. Poprzytakliśmy się kilka dni wstecz, pogodziliśmy wczoraj, więc dzisiaj gwiazdy miały świecić tylko i wyłącznie dla nas.
- Bla, bla, bla... Jad aż ci się leje z pyska, nie udław się nim. - mówię, bo mnie zaczyna ten cały Luke Larson denerwować, taki przemądrzały się zrobił, myślałby kto! Normalnie to po mnie obelgi spływały jak po kaczce, bo kto by się przejmował słowami jakiś cepów, ale dzisiaj chyba byłem w bojowym nastroju, skoro jeszcze nie machnąłem na niego ręką i nie poszedłem w swoją stronę... Krzywię się jak wspomina o moich relacjach z panną Mulciber i aż mi się dłonie same zaciskają w pięści - ledwie się powstrzymuję żeby mu nie przyłożyć tak zwyczajnie, po mugolsku, ale nie chcę już więcej kłopotów przy końcu roku, który przecież zbliżał się wielkimi krokami.
- No, ja też jak cię widzę na korytarzu to chce mi się śmiać. - odbijam metaforyczną piłeczkę, ponownie wywracając oczami i odklejam się wreszcie od ściany, z zamiarem sobie pójścia, bo już mi zdążył zepsuć humor, ten przeklęty Ślizgon - Co, zazdrość kuje, czy nie wiem, po prostu obrzydza cię miłość damsko-męska, bo ja już nie czaję. Weź się może zgłoś na jakąś terapię, czy coś, bo nie wiem czy to jest normalne. - dodaję jeszcze, jakże błyskotliwie, wielce z siebie zadowolony - A zresztą jebie mnie to. Idę stąd. - macham ręką i ruszam wgłąb korytarza, ale wtedy dochodzą do nas kolejne kroki, przerywające ciszę zalegającą w murach Hogwartu. Teraz to już musi być Mia - O, słyszysz? Zaraz się będziemy migdalić, to sobie możesz przygotować torebkę na wymioty, albo w ogóle spadaj na bambus. - idę dziarsko dalej, ale jak tylko wyglądam zza rogu żeby sprawdzić czy to faktycznie moje najjaśniejsze słońce, to mina mi rzednie, a nawet się krzywię, ponownie wskakując za ścianę - Mia nie poruszała się w taki pokraczny sposób, nie miała krzywo przyciętego zarostu i nie sapała z każdym ruchem, to więc mogła być tylko jedna osoba - To woźny, to woźny! - mówię szeptem, machając na Larsona łapami, jakbym chciał odgonić od niego stado os i prawie na niego wpadam, jak w tym całym popłochu próbuję uciekać gdziekolwiek. Nie uśmiechało mi się żadne tłumaczenie, szlabany ani utrata punktów! A woźny już chyba wiedział, że niektórzy uczniowie nie śpią, bo jego szuranie zrobiło się jakby głośniejsze - to z kolei mogło oznaczać tylko jedno - przyspieszył.




Pij bracie, pij na zdrowie, jutro Ci się humor przyda,
spirytus Ci nie zaszkodzi, sztorm idzie - wyrzygasz.
Powrót do góry Go down
Luke Larson
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f156-langley-st-25 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364
Zawód : Kierownik Wodopoju w Dziurawym Kotle, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
OPCM : 5
UROKI : 9
ELIKSIRY : 4
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej
 This is my game!

PisanieTemat: Re: Hogwart, rok 1950, późna wiosna   04.07.18 14:03

- Przynajmniej mam przydupasa, w przeciwieństwie do ciebie. - odparł spokojnie lekko przy tym wzruszając ramionami. - No i widzisz, znowu wychodzi twój brak wiedzy. Wąż nie może umrzeć od własnego jadu. - mimowolnie jakoś tak roześmiał się cicho i pokręcił głową z rozbawieniem.
Bawiła go cała ta sytuacja. Normalnie nie wchodził w takie słowne potyczki z ludźmi, których traktował jak podludzi, a tak traktował każdego, kto w znacznym stopniu odstawał od niego w jakiejś kwestii, ale dzisiaj akurat miał z tego frajdę. W momencie kiedy zauważył, że chłopak definitywnie zaczyna się denerwować uśmiechnął się lekko pod nosem. Tym razem to on oparł się o parapet na przeciwko niego i skrzyżował ręce na piersi.
- Miłość damsko-męska mi nie przeszkadza, ale serio? Musicie się tak migdalić na korytarzu? Tak się z tym waszym "uczuciem" obnosić i manifestować? Mi to wisi, wręcz uważam to za zabawne jak wymieniacie się płynami, a tu nagle przychodzi nauczyciel...ale niektórym może to przeszkadzać. - powiedział co miał do powiedzenia i nie miał zamiaru już do tego tematu wracać.
Chciał jeszcze dodać, że chyba pomyli flakonik z perfumami, z flakonikiem z sikami trolla, ale już sobie to odpuścił. Słysząc jego słowa na temat migdalenia się przewrócił oczyma i westchnął ciężko. Moment później odepchnął się od parapetu i już miał skierować swoje kroki w kierunku biblioteki gdy usłyszał magiczne słowo "woźny", a chwilę potem Bojczuk znowu na niego wpadł.
- Na Merlina przestań tak się do mnie kleić! - warknął cicho odpychając go od siebie lekko.
Rozejrzał się po korytarzu i słysząc przyspieszając kroki aż mu krew w żyłach zastygła. Nie mógł sobie pozwolić na szlaban, co to to nie. W tym roku już zarobił kilka i pewnie by go wykastrowali gdyby znowu stracił jakieś punkty. Spojrzał na Gryfona, a w jego głowie kotłowała się plątanina myśli.
- W nogi! - powiedział w końcu i najszybciej, ale zarazem najciszej jak to było możliwe ruszył w przeciwnym kierunku korytarza, z którego nadchodziła zmora w postaci woźnego.




Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : żeglarz
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Gdy życie daje ci cytryny, zrób sobie cytrynówkę.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 17
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hogwart, rok 1950, późna wiosna   08.07.18 19:39

No jest się czym chwalić, naprawdę... Wywracam tylko oczami, ale mrużę je zaraz lekko, wpatrując się w Larsona.
- Ale może umrzeć jak ktoś mu zmiażdży czaszkę, takim obcasem na przykład. - cedzę przez zęby. To groźba miała być, jak najbardziej, bo aż muszę w myślach odliczyć od dziesięciu w dół, żeby się trochę uspokoić. Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć, pięć, czterytrzydwajeden... Już mi lepiej...
Ale serce znowu skacze do gardła gdy się tak uwijam w popłochu i odbijam to od Larsona to od ściany. Popędzam go obiema rękami, sam ruszając tuż za nim, takim jakby przyspieszonym chodem, bo bieg mógł okazać się zbyt głośny. Byliśmy już względnie nisko, a ja znacznie pewniej czułem się bliżej nieba, gdzie wieże nie miały przede mną tajemnic. Tutaj? To były bardziej tereny Ślizgonów, Puchonów, ewentualnie wszystkich tych, którym nie starczała kolacja i musieli sobie robić w nocy wycieczki do kuchni. Ja, owszem, niejedną tajemnicę odkrył przede mną zamek Hogwart, ale ich wszystkich niesposób poznać!...
- Jak mnie złapie przez ciebie to obiecuję, że się policzymy... Jeszcze nie skończyłem odbywać poprzedniego szlabanu!... - mówię szeptem, bo wiadomo, że to wina tego przebrzydłego zaskrońca. Jakby mnie nie zatrzymał na tym nieszczęsnym korytarzu to bym już dawno był z Mią na wieży astronomicznej, z dala od nocnych patrolów, a tak nie dość, że mi napsuł ten cały Luke krwi, to jeszcze czułem na karku oddech ujemnych punktów. W akcie desperacji ciągnąłem kolejno za wszystkie klamki mijanych po drodze sal, ale żadna nie ustąpiła - pozamykane na cztery spusty! Oczywiście poradziłbym sobie z zamkiem, miałem na to sposoby, ale wymagało to dłuższej chwili, której w tym momencie zdecydowanie nam brakowało.
- Cholera, wszystko pozamykane, i co teraz? Ty tu na dole jesteś bardziej tutejszy niż ja, wymyśl coś! - mówię do mojego towarzysza niedoli, bo ileż możemy tak uciekać? Byle do jakiś schodów, wyżej poradziłbym sobie znacznie lepiej - miałem tam swoje znajome kryjówki, z których korzystałem już nie raz i nie dwa razy.




Pij bracie, pij na zdrowie, jutro Ci się humor przyda,
spirytus Ci nie zaszkodzi, sztorm idzie - wyrzygasz.
Powrót do góry Go down
Luke Larson
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f156-langley-st-25 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364
Zawód : Kierownik Wodopoju w Dziurawym Kotle, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
OPCM : 5
UROKI : 9
ELIKSIRY : 4
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej
 This is my game!

PisanieTemat: Re: Hogwart, rok 1950, późna wiosna   09.07.18 15:59

Nie skomentował już słów Gryfona na temat miażdżenia głowy obcasem. Nie było sensu, z resztą nie chciał się już wplątywać z nim w słowne potyczki. Gryfon w jego mniemaniu i tak był już na straconej pozycji.
- Przeze mnie? Chyba się zamieniłeś na mózgi z jakimś gumochłonem- warknął do niego piorunując go wzrokiem. - Gdyby nie zachciało ci się miłosnych igraszek i wciskania nosa w nie swoje sprawy już dawno każdy z nas byłby w swoim miejscu. - dodał mega zirytowany.
Nie widziało mu się dać złapać. Im mniej przypałów, tym mniej szlabanów i odjętych punktów, tym samym więcej czasu na zajmowanie się swoimi sprawami. Nawet nie zauważył kiedy znaleźli się na jego terenie, po prostu chciał się gdzieś przed tym durnym woźnym ukryć, a nogi same go prowadziły. Widząc jak Bojczuk męczy się ze wszystkimi klamkami pokręcił głową z zażenowaniem.
- Wiesz, że jest coś takiego jak Alkohomora? - uniósł brew ku górze patrząc na chłopaka z politowaniem - Zachowaj trochę godności człowieku, bo zaraz się posikasz ze strachu. - dodał nie mogąc się powstrzymać, po czym wyciągnął różdżkę.
Drzwi jednej z sal ustąpiły i Larson chwycił Gryfona za fraki, po czym wepchnął go do pomieszczenia, w ostatnim momencie również sam wchodząc do środka.
Kiedy tylko zamknęły się za nimi drzwi na korytarzu pojawił się woźny. Luke na nowo zamknął za nimi drzwi.
- Tutaj poczekamy aż sobie pójdzie, a potem każdy pójdzie w swoją stronę, jasne? - mruknął konspiracyjnym szeptem, bo woźny słynął z nieprzeciętnego słuchu, po czym spojrzał na chłopaka uważnie i skinieniem głowy wskazał mu, by w razie czego oboje się za czymś ukryli, gdyby woźny jednak postanowił posprawdzać sale w poszukiwaniu uciekinierów.




Powrót do góry Go down
 

Hogwart, rok 1950, późna wiosna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Regulamin Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart
» Domy w Hogwarcie
» Wielka Sala
» Domy w Hogwarcie
» Narożny stolik

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18