Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Hogwart, rok 1950, późna wiosna
AutorWiadomość
Hogwart, rok 1950, późna wiosna [odnośnik]03.07.18 13:57
First topic message reminder :

Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego...
...czyli krótka historia o tym, jak wrogowie musieli połączyć siły, by nie dać się przyłapać.

Wiosna przyszła w tym roku późno i wcześnie ustąpiła miejsca swojej letniej przyjaciółce. Już w kwietniu mieliśmy takie upały, że ledwie mi się udawało wysiedzieć na lekcjach... Chociaż może to nie wina pogody - z natury byłem człowiekiem energicznym, a mój umysł wiecznie zaprzątały niebieskie migdały, czy inne orzechy, w tym roku dodatkowo pewna drobna, aczkolwiek jakże charyzmatyczna istota. Mia Mulciber była Ślizgonką, która kompletnie zawróciła mi w głowie, ot, zwyczajnie straciłem dla niej rozum! Każdą więc chwilę, której nie spędzaliśmy razem tęskniłem, a każdą wolną poświęcałem właśnie jej. Nawet teraz, choć wokół panował całkowity mrok, zamiast spać gnałem na spotkanie z moją dziewczyną, bo tego właśnie wieczora mieliśmy wspólnie oglądać upstrzone gwiazdami nocne niebo, wyjątkowo bezchmurne na całe szczęście. Drogę oświetlały mi jeno plamy białego światła wpadające przez wysokie okna, bądź kolorowe, migotliwe punkciki spływające z tutejszych witraży. Nie korzystałem z różdżki, wolałem skryć się w mroku, niźli rozświecać ciemność blaskiem zaklęcia - ta więc spoczywała w tylnej kieszeni moich spodni, kiedy stąpałem schodami w dół, z wieży Gryffindora, i dalej na niższe piętra aż do lochów, gdzie z kolei mieścił się pokój wspólny Slytherinu i gniazdko mojej słodkiej Jaskółeczki. Miałem jednak nadzieję, że tym razem nie będę zmuszony schodzić na sam dół i faktycznie mniej więcej w połowie drogi, na korytarzach któregoś z niższych pięter, usłyszałem czyjeś kroki - ostrożne, ciche kroki odbijające się echem od kamiennych ścian. To musiała być Mia - przynajmniej do takich doszedłem wniosków i miast gnać dalej zwyczajnie zatrzymałem się na skrzyżowaniu, szykując do wyskoczenia zza winkla - przeczesałem jeszcze palcami włosy, ale niewiele to dało, wciąż pozostawały w kompletnym chaosie, wygładziłem wzorzystą koszulę i sprawdziłem czy nie wali mi z paszczy, ale wszystko na szczęście grało i buczało, więc mogłem wrócić do nasłuchiwania... Kolejne sekundy wydłużyły się jakoś dziwnie w tym pozornym napięciu, ale wreszcie słaby cień sylwetki tworzący się w oświetlonych punktach ostrzegł mnie, że owa persona jest już bardzo blisko.
Trzy, dwa, jeden...
Jak tylko Mia minęła moje skrzyżowanie to wyskoczyłem zza ściany coby złapać od tyłu i mocno przytulić, zasłaniając jej oczy dłońmi.
- Zgadnij kto... - zacząłem, jednak wtedy coś mi tu przestało pasować - Mia okazała się jakaś większa i nie pachniała wcale jak ona, wręcz przeciwnie - ten ktoś śmierdział ślizgońską piwnicą... Odskoczyłem jak oparzony, kiedy do mnie dotarło, że napadłem nie tę żmiję co trzeba. Otwieram szeroko oczy i...
- LARSON! Fuj, co ty robisz?! - krzywię się, chociaż pytanie chyba powinno paść w moją stronę, nie na odwrót.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk

Re: Hogwart, rok 1950, późna wiosna [odnośnik]22.08.18 21:33
Jak na niego przystało, kiedy zauważył jak uśmiech znika powoli z twarzy Gryfona jakoś mimowolnie sprawiło mu to dużo satysfakcji. Lubił w ten sposób gasić ludzi jak przysłowiowe świeczki, sprawiało mu to pewnego rodzaju frajdę. Najpierw nadzieja w człowieku rośnie by po chwili ulecieć jak powietrze z przebitego balona, sprowadzając zainteresowanego na ziemię, do szarej i nudnej rzeczywistości jaką było życie.
- No dawaj geniuszu... - mruknął rozbawiony unosząc dłonie tak jakby go do czegoś zapraszał, po czym przez moment patrzył na niego w milczeniu, a jego rozbawienie z każdą chwilą coraz to wzrastało - Co? Myślenie boli, nie? - spytał i pierwszy raz przy nim cicho się roześmiał, jednak szybko powstrzymał ten niechciany odruch i na jego twarz znów wpłynęła powaga.
Moment później gdy usłyszał co ten chłopak wymyślił załamał ręce, jednocześnie tracąc wszelką resztkę nadziei w ludzkie istnienie.
- Iście genialny plan... - pokręcił głową z westchnieniem, po czym odepchnął się o stołu.
Osobiście nie przepadał za improwizowaniem, wolał wszystko mieć dokładnie zaplanowane od deski do deski, posiadając również w zanadrzu plan awaryjny. Wolał być przygotowany na każdą ewentualność, a kiedy się improwizowało nie było takiej możliwości.
Jednak w tym momencie, po prostu chyba nie miał innego wyjścia, jak zdać się na Gryfona.
- Geniusze przodem. - wskazał mu drzwi, a po chwili już szedł za nim korytarzem z różdżką w dłoni, przygotowany na nieznane.
W każdym razi wydawało mu się, że jest przygotowany. Kiedy stanęli w ślepym zaułku i Larsonowi już cisnęły się na usta kolejne wredne uwagi w stosunku do Bojczuka, okazało się, że w ogóle nie był na nic przygotowany. A na pewno nie na to, że ten złapie go pod ramie i zrobi z nim kilka tanecznych kroków, a potem jeszcze w sumie zmusi by ukłonił się przed obrazem. Tak go to zaskoczyło, że zdążył wyrwać się Gryfonowi, a potem mu nawet przyłożyć. Nic więc dziwnego, że nie odezwał się do momentu, aż jego towarzysz nie rozświetlił przejścia.
- Ty serio masz coś z głową nie tak. - powiedział przewracając oczyma, po czym sam rzucając Lumos, ruszył tym ciasnym korytarzykiem jako pierwszy, w ogóle nie zwracając uwagi na pajęczyny, które wplątywały mu się we włosy.


Sarcasm is not my only defence, remember that
I always have an ace up my sleeve.

Luke Larson
Zawód : Kierownik Wodopoju w Dziurawym Kotle, przemytnik, handlarz używkami
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 This is my game!
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f156-langley-st-25 https://www.morsmordre.net/t6739-skrytka-bankowa-nr-1184#175834 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364
Re: Hogwart, rok 1950, późna wiosna [odnośnik]23.08.18 20:36
Ten cały Larson obrał sobie chyba za punkt honoru doprowadzenie mnie do szewskiej pasji, ale nie dałem się sprowokować, chociaż scyzoryk sam by mi się w kieszeni otwierał - gdybym go miał - a dłonie mimowolnie zaciskały się w pięści. Chętnie starłbym mu z twarzy ten durny uśmiech.
Jeszcze mu się bitki zachciało... Ja mu tutaj pokazuję tajne przejście, a on tak mi się odwdzięcza! Miałem ochotę go palnąć, ale i tym razem się powstrzymałem, wywracając oczami na jego słowa.
- Ooo-oo, no bardzo przepraszam, że ci pokazuję tajne przejście. Myślisz, że co? Że by nas tak po prostu przepuścili? - kręcę głową. Wiadomo, że trza się było wykazać. W tym przypadku akurat umiejętnością tańca... Jeszcze się pcha przodem, frajer jeden, ale go przepuszczam, gryząc się w język, żeby nie warknąć. Z drugiej strony nawet dobrze, tak dawno nie korzystałem z tego przejścia, że nie miałem zielonego pojęcia co nas tam może spotkać. Podążam więc za nim. A idziemy tak dobre kilka minut, zanim dochodzimy do końca.
- Musisz mocno pchnąć, tylko nie za mocno, nie uszkodź zbroi. - mówię mu, bo z tej strony wyjścia pilnowała jedna ze zbroi, a my nie chcieliśmy przecież narobić niepotrzebnego rabanu. I udało się - bez zbędnych komplikacji wyszliśmy na pusty, ciemny korytarz, a ja delikatnie ukłoniłem się zbroi i to samo mówię do Luke'a.
- Ukłoń się. - w Hogwarcie lepiej było żyć w zgodzie z tubylcami, z obrazami, rzeźbami i zbrojami. Potrafiły być naprawdę przydatne, jeśli umiało się je odpowiednio podejść, o czym przekonałem się już nie raz.
Idziemy dalej, w ciszy, bo po pierwsze nie mamy o czym gadać, a po drugie zbytni hałas mógłby przyciągnąć niepowołanych słuchaczy, chociaż dam sobie rękę obciąć, że woźny wciąż biegał gdzieś za Irytkiem. W końcu dochodzimy do kantorka i ciągnę za klamkę - zamknięte. Uśmiecham się więc, bo mam okazję błysnąć trochę moimi magicznymi zdolnościami.
- Alohomora!... - celuję różdżką w zamek, słychać cichy klik, a później jeszcze jeden - drzwi pozostają zamknięte. To muszą być jakieś zabezpieczenia przed włamaniami, w sumie nic dziwnego. Krzywię się nieznacznie.
- Dobra zróbmy to po mojemu. Bądź czujny i poświeć mi tutaj. - sam gaszę koniec swojej różdżki, wciskając ją w tylną kieszeń spodni, po czym sięgam do włosów, gdzieś spomiędzy burzy loków wyciągając wsuwkę, wyginam ją w palcach i pochylając się do zamka, szperam w nim chwilę. Marszczę przy tym brwi i nos, przygryzam lekko dolną wargę, aż wreszcie to słyszę - pojedynczy, cichy klik. Tym razem klamka ustępuje pod naciskiem mojej dłoni.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Hogwart, rok 1950, późna wiosna [odnośnik]25.08.18 16:40
Puścił mimo uszu jego słowa. Co on sobie myślał? Że może będzie mu jeszcze dziękował za to, że pokazał mu tajne przejdzie? Okey, wiedział, że żeby w tym zamku coś dostać trzeba się wykazać. Ale do cholery jasnej mógł go uprzedzić, że będą musieli się wydurniać. A akurat on nie lubił się wydurniać, nie był z takiego typu ludzi.
Szedł powoli tym ciasnym tunelem raz po raz cicho klnąc pod nosem kiedy jakaś pajęczyna wylądowała na jego twarzy. Słysząc słowa Bojczuka zatrzymał się przy ścianie, powoli i pchnął z wyważoną siłą. Wyszedł spokojnie na korytarz i otrzepał włosy z resztek pajęczyn i cholera wie, czego jeszcze. Rozejrzał się po korytarzu, ale kiedy okazało się, że są sami jakoś lekko odetchnął z ulgą. Dopiero po chwili zauważył zbroję. Uniósł brew ku górze słysząc kolejne słowa Gryfona, po czym westchnął i od niechcenia lekko się skłonił, ale nic więcej.
Moment później już szli korytarzem w kierunku gabinetu woźnego. Luke nasłuchiwał czy przypadkiem Irytkowi się czegoś nie pomieszało i przez przypadek nie sprowadził woźnego w okolice gabinetu. Na szczęście nie było nic słychać, co oznaczało, że duszek wywiódł woźnego w dalekie zakamarki zamku.
Gdy zatrzymali się przed odpowiednimi drzwiami, zanim pomyślał, mimowolnie sięgnął dłonią do klamki, ale w porę się ogarnął i cofnął rękę. Kiedy zaklęcie otwierające się nie sprawdziło pokręcił głową.
- Dobry jest - mruknął sam do siebie, gdzieś tam w głowie winszując woźnemu, że tak zabezpieczył swój gabinet.
Znów użył Lumos i przysunął bardziej do zamka, a po chwili w milczeniu obserwował co robi. Nie spodziewał się, że chłopak zna takie sztuczki. Nie ukrywał, że z zainteresowaniem patrzył jak ten Gryfon otwiera zamek. Dotarło do niego, że sam z chęcią by się czegoś takiego nauczył, dlatego nawet na moment nie odrywał wzroku.
- Nieźle... - pokiwał głową z nieudawanym uznaniem.
A niech ma i się cieszy, że mu czymś zaimponował.


Sarcasm is not my only defence, remember that
I always have an ace up my sleeve.

Luke Larson
Zawód : Kierownik Wodopoju w Dziurawym Kotle, przemytnik, handlarz używkami
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 This is my game!
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f156-langley-st-25 https://www.morsmordre.net/t6739-skrytka-bankowa-nr-1184#175834 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364
Re: Hogwart, rok 1950, późna wiosna [odnośnik]25.08.18 20:19
Uśmiecham się triumfalnie słysząc jego pochwałę i kiwam głową, zahaczając wsuwkę o koszulę, gdzieś pomiędzy dwoma środkowymi guzikami.
- Przydatna umiejętność, co? - wiadomo, że tak. Drzwi otwierają się z cichym skrzypnięciem, a ja zaglądam do środka, czy aby na pewno nikogo tam nie ma - woźnego, albo jakiś niegrzecznych uczniów przykutych do sufitu za kostki. Na szczęście wewnątrz jest pusto. Wchodzę więc do środka i pospieszam Luke'a, by zamknął za sobą drzwi. Kantorek woźnego jest ciasnym, zagraconym pomieszczeniem - duże biurko w centrum, kilka krzeseł i szafek, mnóstwo walających się wszędzie papierów. Trochę tu ciemno i trochę mroczno, aż ciarki biegną po kręgosłupie.
- Dobra, załatwmy to szybko, to pomieszczenie napawa mnie jakimś dziwnym lękiem. - aż się cały otrzepuję, ale nie ma czasu na narzekania, więc sięgam po różdżkę, na nowo rozświetlając jej koniec - Szukaj w biurku, ja przeszukam te szafki. - kiwam głową, podchodząc do szafek - otwieram po kolei każdą szufladę. Z niektórych wylatują na mnie tylko mole, w innych roi się od papierów, a w jednej trafiam na prywatne rzeczy woźnego i mocno się krzywię, wyciągając z odmętów jakieś sprośne czasopismo. Ale rozkładam je, przeglądając kilka stron - Fiu, fiu, mały zboczuszek z tego naszego woźnego. - śmieję się, odkładając gazetkę na górę szafki. Skonfiskowane, hehe. Zaglądam do kolejnej szuflady i... oczom nie wierzę! Bo oto rozpościerają się przede mną kartoteki uczniów - Ty patrz, tu jest wszystko! - przeglądam je pobieżnie, poszukując swojego nazwiska, a gdy odpowiednia teczka wpada mi w ręce, to się lekko krzywię - Nie myślałem, że się tego aż tyle nazbierało. - kartkuję kolejne strony, zaś moje usta powoli wyciągają się w coraz to większym uśmiechu - o niektórych sprawach zdążyłem już zapomnieć! Ale dopisek na samym końcu sprawia, że marszczę brwi - ciężki przypadek, nie pomogą nawet średniowieczne tortury. Haha, no naprawdę! Prycham, odkładając teczkę na poprzednie miejsce - Ciekawe czy jest tu twoja, pochwal się co zmalowałeś w swojej hogwarckiej karierze. - grzebię tam i grzebię, w poszukiwaniu nazwiska mojego dzisiejszego towarzysza.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Hogwart, rok 1950, późna wiosna [odnośnik]26.08.18 13:02
- Ano przydatna. - pokiwał głową.
Kiedy on upewniał się, że w pomieszczeniu na pewno nikogo nie ma, on obserwował cały czas korytarz. W tym zamku nigdy nie było wiadomo na kogo można wpaść. Przecież nie tylko woźny w nocy patrolował korytarze, mogli również wpaść na jakiegoś nauczyciela. I nie wiedział co by było gorsze? Czy woźny czy nauczyciel. Teraz jednak nie miał czasu się nad tym rozwodzić, bo Bojczuk zrobił szybki rekonesans po gabinecie woźnego i już po chwili Luke zamykał za sobą drzwi.
- Na Merlina, co za graciarnia... - Larson skrzywił się rozglądając się po pomieszczeniu. - Poważnie brakuje tu tylko gówna na środku. - dodał kręcąc głową.
Moment później już był przy biurku. Powoli i ostrożnie otwierał szuflady w poszukiwaniu tych cholernych cukierków. Słysząc słowa Bojczuka uniósł głowę i na niego spojrzał.
- Pewnie wieczorami ogląda i fantazjuje...no z jego ryjem wcale bym się nie dziwił. Pewnie do końca życia będzie wieszał uczniów na kostki pod sufitem, bo kobiety sobie na bank nie znajdzie z takim hobby. - powiedział z rozbawieniem, po czym wrócił do przeglądania biurka.
Niby mały mebel, a miał tak dużo szuflad i jakiś schowków, że potrzebował sporo czasu by to wszystko dokładnie przejrzeć, jednocześnie uważając by nic na niego czasami nie wyskoczyło.
- Jak wszystko? - uniósł zaskoczony brew ku górze, po czym oderwał sie od biurka i zajrzał mu przez ramie - Ulala...całkiem sporo ci sie tego nazbierało. - pokiwał głową z lekkim rozbawieniem, po czym zajrzał do szuflady. - Wow...to muszą być kartoteki wszystkich uczniów przynajmniej z ostatnich 50 lat... - mruknął sam do siebie mimowolnie jakoś szukając wzrokiem swojej teczki. - Ja? Nic. W przeciwieństwie do ciebie nie ma tu mojej teczki. - odparł wypierając się czegokolwiek.
Oczywiście kłamał w żywe oczy, bo w czwartej czy tam piątek klasie dość boleśnie sprał jednego z Krukonów, co skończyło sie dla niego dość długim szlabanem, a dla jego ofiary długim pobytem w skrzydle szpitalnym. Najciekawsze w tym wszystkim było to, że nawet nie użył magii by go tak pokiereszować.


Sarcasm is not my only defence, remember that
I always have an ace up my sleeve.

Luke Larson
Zawód : Kierownik Wodopoju w Dziurawym Kotle, przemytnik, handlarz używkami
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 This is my game!
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f156-langley-st-25 https://www.morsmordre.net/t6739-skrytka-bankowa-nr-1184#175834 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364
Re: Hogwart, rok 1950, późna wiosna [odnośnik]03.09.18 19:57
Roześmiałem się na komentarze Larsona - w sumie to nic dodać, nic ująć. Musiał być z tego woźnego niezły zbieracz, skoro miał tu tyle syfu, ale nie mnie oceniać! Ja do rzeczy materialnych niespecjalnie się przywiązywałem, wolałem wymieniać je na złociste, migotliwe, okrągłe monety. Ech, nie śmierdziałem niestety knutem, chociaż bardzo bym chciał - ale dlatego właśnie nauczyłem się kraść, co nie.
- No nie wiem, nie wiem, różne są babki, niektóre mają równie chore fantazje. - śmieję się jeszcze głośniej niż poprzednio, bo przeca różne kobiety chodziły po tym świecie! Niektóre bardziej wyuzdane i rozpustne od mężczyzn, o czym się przekonałem w zeszłe wakacje, jak nas w Melinie odwiedzała stara znajoma mojej matki wraz z córką. Ta dziewczyna to była kompletnie szalona, a ja w dodatku nie potrafiłem jej odmówić! Tyle chociaż, że wprowadziła mnie w dorosłość i właściwie byłem jej za to nawet wdzięczny.
- Nie wiem jakim cudem. - kręcę z niesmakiem głową, chociaż tak po prawdzie to dobrze wiem. Kradłem, biłem się, nie uważałem na lekcjach, zapuszczałem na nocne eskapady, bezwstydnie obściskiwałem dziewczęta na korytarzu, prowadziłem nielegalny handel, tworzyłem prześmiewcze karykatury całej hogwarckiej kadry... No cóż, miałem swoje za uszami, zdecydowanie. Marszczę jeszcze bardziej brwi, przetrząsając kolejne teczki i wtedy...
- MAM! HA! - wyciągam tą opatrzoną nazwiskiem Luke Larson - Kłamca, a to co? - macham mu nią przed oczami, ale uważam przy tym, żeby mi jej czasem nie zabrał, a zaraz otwieram, przechadzając się po całym kantorku, jakby mu się zachciało walczyć o swoje - Agresywny atak na jednego z uczniów, bez użycia magii! - czytam na głos i cmokam, delikatnie kręcąc głową - No, no, nie myślałem, że taki z ciebie zakapior! Wyszło szydło z worka, co? Czym cię tak wkurwił, ten biedny chłopak? - pytam, zamykając teczkę i spoglądając na Luke'a. Nie ma tam już nic ciekawego, więc ją odkładam na poprzednie miejsce.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Hogwart, rok 1950, późna wiosna [odnośnik]03.09.18 20:31
Zerknął na niego i pokręcił głową z lekkim rozbawieniem.
- Racja, kobiety mają różne...zboczenia. - odparł spokojnie kiwając głową mimowolnie modląc się w duchu by Gryfon czasami nie znalazł jego teczki.
Oczywiście, na bank takowa się w tej szufladzie znajdowała, jednak z pewnością była na tyle cienka, że nie powinna się rzucać w oczy za bardzo. Miał nadzieję, że podczas takiego szybkiego i, jak mu się wydawało, pobieżnego przerzucania teczek, akurat ta jego mu umknie.
A co do kobiet...no cóż, może i Larson nie specjalnie się za nimi oglądał, bo bardziej skupiał się w tym momencie na nauce, ale mimo wszystko potrafił docenić kobiece piękno. Była nawet taka jedna, która sprawiła, że oderwał wzrok od książki. Najpierw poczuł jej perfumy, a potem dopiero ją zobaczył. Od razu zatonął w jej błękitnych oczach, które ku niemu zwróciła. Były wakacje, a on siedział w parku nieopodal domu kiedy ją poznał. Spędzili kilka miłych dni i nocy, a potem się rozeszli i Luke już nigdy więcej jej nie spotkał, ale nigdy tego nie żałował.
Z zamyślanie i wspominek wyrwał go podniesiony głos Bojczuka.
- Co? Nie... oddawaj! - machnął ręką chcąc mu tą teczkę zabrać, ale ten skubaniec szybko mu ją sprzed nosa zabrał. - Bojczuk serio, oddawaj, bo kurde skończysz jak tamten! - warknął chcąc mu zabrać teczkę, ale w końcu się jednak poddał.
I tak w sumie za dużo się w niej nie znajdowało. Widząc jak chłopak cmoka i kręci głową westchnął. Co prawda nie było to jakąś zakazaną tajemnicą i w ogóle, ale wolał żeby jak najmniej osób wiedziało o tym jednorazowym incydencie.
Widząc to spojrzenie skierowane w jego stronę westchnął cicho. Wiedział, że Gryfon nie odpuści, z resztą w końcu pewnie i tak by się dowiedział.
- Rzucał się to dostał w pysk. Ostrzegałem, ale jednak stwierdził, że taki ważniak Krukon jak on to sobie może. Dostał jedno ostrzeżenie, potem drugie, aż w końcu dostał w ryj i spędził kilka dni w skrzydle szpitalnym. - odparł spokojnie lekko przy tym wzruszając ramionami- To nic w porównaniu z twoją obszerną teczką. - dodał kiwając głową w stronę szuflady, w której na powrót znalazła się jego teczka.


Sarcasm is not my only defence, remember that
I always have an ace up my sleeve.

Luke Larson
Zawód : Kierownik Wodopoju w Dziurawym Kotle, przemytnik, handlarz używkami
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 This is my game!
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f156-langley-st-25 https://www.morsmordre.net/t6739-skrytka-bankowa-nr-1184#175834 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364
Re: Hogwart, rok 1950, późna wiosna [odnośnik]03.09.18 21:16
Opieram się o szafkę, jedną dłoń wspierając na biodrze i wlepiam spojrzenie w swojego towarzysza, a każde jego kolejne słowo sprawia, że mój uśmiech się z wolna powiększa.
- I bardzo, kurwa, dobrze. - kiwam w końcu głową, bo chłop to taki musiał być, walczyć o swoje, a nie! Ja co prawda byłem bardziej tchórzliwy niż odważny raczej, ale jak przychodziło co do czego to potrafiłem postawić na swoim, ot co! - Chociaż bardziej bym się spodziewał, że potraktujesz go jakąś klątwą. Zresztą nieważne, bierzmy się do roboty bo dostanę taki wpierdol od Mii za to beznadziejne spóźnienie, że sam spędzę z tydzień w skrzydle szpitalnym. - wzruszam ramionami. Bo taki mugolak jak ja to i może miał ciągoty do bitki na gołe pięści, ale Larson? Myślałem, że się brzydził wszystkim co mugolskie, a tu proszę, jednak łapska miał ciężkie.
No ale nie ma co roztrząsać - zamykam więc szafkę zdecydowanym ruchem i rozglądam się po pomieszczeniu. Gdzie do jasnej dżumy mogą być te skonfiskowane rzeczy?... I wtem zatrzymuję spojrzenie na kolejnym meblu, tym razem wiszącym na ścianie.
- Tam! Tam musi być to wszystko! - dopadam do szafki, przesuwając po niej palcami, po chropowatej fakturze drewna, nierówno pokrytej lakierem. Czuję wręcz tę nielegalność z wnętrza i aż się zaczynam zastanawiać, co też ciekawego może kryć się we wnętrzu? Ciekawe czy jest tam jeszcze moje kieszonkowe bagno, które mi zabrał w czwartej klasie? Chętnie bym je wykorzystał niebawem, albo nawet dzisiaj.
- Sprawdźmy co się kryje we wnętrzu... Czujesz to? - pytam szeptem, jeszcze raz gładząc z czułością drewniane ściany, po czym chwytam za rączkę i ciągnę ją mocno uchylając drzwiczki... To co dzieje się później sprawia, że o mało nie dostaję ataku serca albo innego organu - z wnętrza wydobywa się przeraźliwy, przeszywający pisk, która wwierca się w uszy że aż głowa boli. Tak mnie to zadziwiło, że o mało nie upadłem z tego wszystkiego, a po plecach to przeleciał mi dreszcz. Zamykam ją czym prędzej, opierając się o wrota, jakby za chwilę miały się ponownie otworzyć.
- Matkojedyna... - oddycham głęboko - Ale dno! Dobra zrób my to szybko i zwiewajmy. Ja otwieram, ty wyciągaj wszystko co tylko wpadnie ci w ręce, na trzy. Raz, dwa, trzy...! - otwieram drzwiczki na oścież, a powietrze znowu przeszywa ten beznadziejny dźwięk. Ale wewnątrz faktycznie znajduje się wiele cennych drobiazgów.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Hogwart, rok 1950, późna wiosna [odnośnik]05.09.18 21:03
- No widzisz, nawet ja, wbrew pozorom, potrafię zaskoczyć. A ten kutas nawet się nie spodziewał, że mogę na niego wyskoczyć z łapami. - odparł bardzo z siebie zadowolony.
Chociaż taka akcja nigdy więcej się nie powtórzyła w jego wykonaniu, to mimo wszystko był z siebie w pewien sposób zadowolony. Ten przeklęty Krukon, myślał, że nic mu nie zrobi, bo jednak Larson był w dużym stopniu uważany za kujona, a tu taka niespodzianka. Połamana szczęka i wybite dwa zęby... z rozbawieniem obserwował później jak koleś schodził mu z drogi na korytarzu.
-Poważnie? Dałbyś się pobić dziewczynie? - uniósł brew ku górze na kolejne słowa chłopaka, ale dalej już odpuścił sobie jakikolwiek komentarz.
Nie miał ochoty już wdawać się w żadne sprzeczki słowne. Zaczynało go łapać zmęczenie i chciał jak najszybciej odwalić mokrą robotę dla Irytka i wracać do siebie, już mu się nawet odechciało tej całej biblioteki.
Również rozejrzał się po tym niesamowicie zagraconym pomieszczeniu w poszukiwaniu inspiracji, gdzie ten stary woźny mógł pochować swoje zdobycze. Prawie podskoczył kiedy Bojczuk tak nagle dopadł do szafki. Wziął jednak głęboki wdech, żeby nie wybuchnąć i nie wydrzeć się na swojego towarzysza, po czym podszedł do niego.
- No szafka jak szafka, otwieraj ją, bierzemy swoje i spadamy. - powiedział wzruszając ramionami - No dawaj, dawaj. - pogonił go, bo naprawdę nie chciał tu dłużej być.
Kiedy rozległ się ten przeraźliwy pisk, Luke aż się wzdrygnął i zakrył mocno uszy dłońmi, jednak mało co to dało. Zamknął nawet oczy jakby to miało pomóc, co oczywiście było kompletną głupotą.
- No co za... na Merlina co to do cholery było... - spojrzał na Gryfona, chociaż nie oczekiwał odpowiedzi - Dobra...wyrzucę wszystko co mi się uda. - skinął po chwili głową na jego pomysł.
Stanął naprzeciwko szafki gotowy do akcji. Kiedy jej drzwiczki znów były otwarte, starając sie ignorować przeraźliwy pisk, wsadził do środka obie ręce i objął nimi wszystko co tylko zdołał. Machnął się do tyłu, by jak najszybciej to wszystko wyciągnąć. Było tego jednak na tyle dużo, że w połączeniu z prędkością jaką nadał swojemu ciału, podczas wymachu w tył, spowodowało, że runął na ziemię, lądując boleśnie na zadku.


Sarcasm is not my only defence, remember that
I always have an ace up my sleeve.

Luke Larson
Zawód : Kierownik Wodopoju w Dziurawym Kotle, przemytnik, handlarz używkami
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 This is my game!
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f156-langley-st-25 https://www.morsmordre.net/t6739-skrytka-bankowa-nr-1184#175834 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364
Re: Hogwart, rok 1950, późna wiosna [odnośnik]22.09.18 20:05
Puściłem mimo uszu jego słowa, bo mogłem podejrzewać jak to się skończy - kolejną kłótnią, a w tym momencie musieliśmy działać razem, zamiast rzucać w siebie słowami ostrymi jak noże. Czy dałbym się pobić dziewczynie? Pewnie nawet sobie nie wyobrażał jakie Mia miała ciężkie ręce! A ja, wbrew pozorom, byłem dżentelmenem i nigdy jej nie oddawałem, tylko się zasłaniając jak mi nabijała kolejne siniaki... Zresztą nieważne! Pomimo tego świetnie nam się układało, bo miłość przezwycięży wszystko!
Kiwam głową widząc, że Larson jest gotowy i ponownie otwieram szafkę, a kiedy Ślizgon ląduje na podłodze, powalony przez rzeczy skonfiskowane (których jest zastraszająca ilość!) to znowu ją zamykam, drżąc na całym ciele. Oddycham głęboko, przez chwilę przytulając się do starego drewna, a w końcu przenoszę spojrzenie na Luke'a i wyciągam ku niemu dłoń, żeby mu pomóc wstać, chociaż może powinienem się śmiać z tego upadku?
A później to już się zajmuję przeglądaniem skonfiskowanych rzeczy, głównie w poszukiwaniu tych przeklętych cukierków Irytka, ale aż mi się oczy świecą na te wszystkie skarby - są tu kieszonkowe bagna i fajerwerki i jakieś inne drobiazgi nieznanego pochodzenia, opisane jako niebezpieczne. HA! A przecież bez ryzyka nie ma zabawy! Chowam po kieszeniach kilka fajerwerków i jedno bagno, jakieś dziwne monety i jeszcze kilka fajności, ale więcej nic mi się nie mieści.
- Mam! - cała torba cukierków na czkawkę ląduje w moich dłoniach, więc unoszę je jak jakieś trofeum! - Dobra, wiejmy zanim woźny tu wróci, założę się, że już jest w drodze. - o ile tylko on, ten pisk pewnie postawił na nogi pół zamku. Kiwam głową, po czym prostuję się i ruszam w kierunku drzwi, wyglądając na zewnątrz - droga wolna, więc ruszam korytarzem, w ciszy, przerywanej jedynie przez stukot naszych kroków... Ale zanim wyjdę za róg wydaje mi się, że nie są to już tylko nasze kroki - potwierdzenie owej teorii dostaję już za moment, kiedy chcę skręcić w kolejny korytarz, bo oto biegnie nim nie kto inny jak sam woźny, zdyszany i z wściekłością w oczach.
- Cofajsięcofajsięcofajsię!... - mówię do Larsona, machając na niego rękami, po czym ruszam biegiem w drugą stronę, w międzyczasie wygrzebując z kieszeni bagno, które odwijam pospiesznie z opakowania, już za moment ląduje na podłodze - w jednej chwili naszym oczom ukazuje się mini dżungla, oddzielająca nas od wściekłego mężczyzny.
- Chyba nie widział, że to ja, jutro oddam Irytkowi cukierki, spadam na wieżę i tobie radzę to samo. - znaczy, nie żeby wrócił na wieżę, tylko żeby się może ukrył w lochu, ale już nie było sensu tłumaczyć, zamiast tego faktycznie pognałem w kierunku kryjówki Gryfonów, w duchu modląc się, by woźny mnie nie rozpoznał, bo miałbym wówczas ostro przeje...

/zt




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Hogwart, rok 1950, późna wiosna [odnośnik]23.09.18 12:29
Larson przez moment siedział na ziemi przyciskając do siebie to wszystko co udało mu sie wyciągnąć z tej przeklętej szafki. W uszach mu dzwoniło niesamowicie od tego pisku i potrzebował chwili żeby ogarnąć co sie w ogóle dzieje i gdzie on tak w zasadzie się znajduje.
Widząc przed sobą Gryfona uniósł brew ku górze, po czym bez słowa złapał go za dłoń i podniósł się, a następnie rozsypał to wszystko co miał, na blat biurka. Połowę z tych rzeczy nawet nie miał pojęcia do czego służą, bo jednak nie zajmował się takimi rzeczami. Nie zmieniało to jednak faktu, że podziwiał to ile rzeczy skonfiskował woźny, a przecież nawet nie wyjął z szafki połowy tego co się w niej znajdowało. Widząc jak Bojczuk ochoczo pakuje znalezione fanty do kieszeni pokręcił głową z lekkim rozbawieniem, a po chwili już skupił się na szukaniu tych Iryktowych cukierków.
- Nareszcie! - odetchnął z ulgą kiedy w końcu mieli to po co przyszli.
Nawet nie kłopotali się czymś takim jak sprzątanie po sobie, nie mieli czasu ani ochoty. Z resztą woźny i tak pewnie słyszał ten cholerny pisk i już wie, że ktoś mu się włamał do gabinetu. Dlatego Luke tylko skinął głową na słowa swojego towarzysza po czym powoli wyszedł za nim z pomieszczenia i na spokojnie szedł korytarzem.
Rozglądał się bacznie i dokładnie nasłuchiwał nie chcąc by ktokolwiek ich zaskoczył. Już nie chodziło tylko o woźnego, ale przecież ten pisk był tak przerażająco głośny, że nie zdziwiłby się gdyby ludzie w Hogsmeade go usłyszeli.
Moment kiedy Gryfon nagle zaczął się cofać spowodował, że Larson znowu o mało co nie wyrżnął się na, i tak już obolały, bagażnik. Teraz jednak o tym nie myślał, bo słowa i lekka panika na twarzy Gryfona świadczyła o tym, że zbliża się woźny. Moment później on też rzucił się biegiem przed siebie.
Nawet nie zwrócił uwagi na to, że Bojczuk rzuca bagno za siebie. Dopiero kiedy usłyszał charakterystyczne pyknięcie obrócił głowę i mimowolnie uśmiechnął się pod nosem. Noe teraz to nie było szans by ich złapał. Nie zmieniło to jednak faktu, że nawet na moment nie zwolnił tempa.
- Zostawiam to tobie. - rzucił tylko do chłopaka, po czym odbił w kierunku lochów.
Nie chciał by ktoś go zobaczył, a już tym bardziej złapał. Odpuścił sobie już bibliotekę, tylko od razu, nawet na moment nie zwalniając biegu ruszył do lochów.
Byle tylko się znaleźć w pokoju wspólnym, a wtedy już będzie bezpieczny i szybko zapomni o tym co się wydarzyło tej nocy.

zt.


Sarcasm is not my only defence, remember that
I always have an ace up my sleeve.

Luke Larson
Zawód : Kierownik Wodopoju w Dziurawym Kotle, przemytnik, handlarz używkami
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 This is my game!
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f156-langley-st-25 https://www.morsmordre.net/t6739-skrytka-bankowa-nr-1184#175834 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Hogwart, rok 1950, późna wiosna
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach