Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Dom na klifie

Go down 
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Dom na klifie Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Dom na klifie Empty
PisanieTemat: Dom na klifie [odnośnikDom na klifie I_icon_minitime17.07.18 18:49

Dom na klifie

Niegdyś ten wyjątkowy dom był zamieszkiwany przez wielodzietną rodzinę czystokrwistych czarodziejów o nazwisku Perks, którzy cieszyli się w Dover wielkim szacunkiem. Byli bardzo pracowici, godni zaufania, dorobili się prowadząc rzeźnię w Londynie. Ponoć posiadali spory majątek, który gromadzili w tajemnicy — plotki głoszą, że w piwnicach wydrążonych w skale znajdują się skrzynie ze złotem i kamieniami szlachetnymi podarowanymi przez arystokratów za "nietypowe" usługi. Nadejście maja zmieniło wszystko. Siedmioro dzieci stało się dla kochających i wzorowych rodziców olbrzymim zagrożeniem. Każdego dnia w domu rozgrywała się tragedia. Niestabilna moc kumulowana w najmłodszych rozbijała ściany, wybijała okna, trzęsła domostwem, podpalała meble, przywoływała dzikie ptactwo, które wpadając przez rozbite okna siało spustoszenie. Dzieci zmarły w niewyjaśnionych okolicznościach, choć plotki mówią, że wszystkie mieszkające w domu zostały zepchnięte z klifu, podobnie jak pogrążeni w rozpaczy i szaleństwie rodzice. Ciał nigdy nie odnaleziono. Odkąd Morganowie zaginęli, ich zdewastowany i opuszczony dom odwiedzają czarodzieje w różnych celach — jedni, by złożyć im hołd, drudzy, by przeszukać ruderę w poszukiwaniu ukrytych galeonów. Każdy kto wejdzie na posesję doświadcza jednak dziwnych wizji — słyszy dziecięcy śmiech, płacz, krzyk, tupot małych stóp, a czasem nawet zdaje się, że widzi biegające pomiędzy pokojami, czy po schodach pociechy.

Jeśli twoja postać brała udział w wydarzeniu W maju jak w raju lub jest oklumentą, jest w stanie rozpoznać dziwną, poanomaliową aurę, która wywołuje omamy. Pozostałe osoby muszą wykonać rzut na spostrzegawczość (ST 70) by pojąć, co się dzieje.

Lokalizacja zawiera kości.


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : jednoosobowy SOR Farleya, partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 56
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Dom na klifie Atomic%2Bblonde%2Bice%2Bbath

Dom na klifie Empty
PisanieTemat: Re: Dom na klifie [odnośnikDom na klifie I_icon_minitime18.06.19 11:14

któryś grudzień nie?

Coraz częściej wychodzili w teren. Przeszkoleni z podstaw śledczych i kodeksów prawnych mieli wiedzę potrzebną, by móc funkcjonować w prawdziwym świecie. Tonks dziwiło jednak, że dopuszczano ich do działania tak szybko. Słyszała szepty, że zależało to od grupy, czasem puszczano jedynie niektórych innych pozostawiając na miejscu. Sądziła jednak, że spowodowane jest to brakami. Stracili wielu podczas pożaru Wywerny i pożaru Ministerstwa Magii. Braki w ludziach były odczuwalne. Prawdopodobnie dlatego Biuro Aurorów musiało przy pomniejszych sprawach posiłkować się stażystami.
Nie narzekała. Chociaż jej krukońska natura łatwo pozwoliła się odnaleźć pomiędzy pergaminami i księgami. To zdecydowanie przez lata pracy w pogotowiu przywykła do działania.
Dzisiejszy dzień rozpoczął się szybko, dochodziła piąta rana, gdy Tonks dotarła do Kent. Dłonie obleczone w skórzane rękawiczki i tak skostniały od zimna. Całe ciało właśnie takim się zdawało - skostniałym. Powód jej obecności nie był jasnym, ale po wykluczeniu kilku możliwości, jedynie kilka innych pozostało do rozpatrzenia. Zmieniła wygląd swojej twarzy - niewiele, ale wystarczająco by obcy szukali kogoś obcego, z znajomi poznali ją od razu.
Nie miała wiele czasu, by znaleźć jakiekolwiek informacje na temat miejsca do którego się wybierała. A te, które udało się zebrać miały dość ponurą aurę historii.
Zsiadła płynnie z miotły, ustawiając ją obok jednego z drzew i sięgnęła do kieszeni po różdżkę. Instrukcje zdawały się proste, stawić się na miejscu i do równej godziny poczekać na pozostałych - choć nie miała pojęcia kim mieli oni być.
Kilka minut po tym, jak stanęła na pogrążonej jeszcze w ciemności ziemi, pojawiła się kolejna sylwetka. Z Eliotem nie znała się zbyt dobrze. Pracowali wcześniej raz, na jednych z zajęć, ale mężczyzna nawet nie krył się ze swoimi przemyśleniami względem jej osoby na kursie. Jemu udało się dostać za drugim razem. Imponował wielkością, choć miał widoczne braki w urokach - zdecydowanie lepiej za to radził sobie z eliksirami. Zaraz po nim pojawił się Walter. Walter miał poważne, zielone spojrzenie i rzadko się uśmiechał. Był wysoki i chudy, zdecydowanie lepiej radził sobie z transmutacją niż z urokami - jednak to wcale nie znaczyło, że był mniej niebezpieczny. Tonks ruszyła w ich kierunku, zaciskając dłoń na różdżce. Jako ostatni pojawił się Lex, a jego obecność nie pocieszyła Justine. Był trzecim, który wytrwał najdłużej podczas pojedynków w czasie egzaminu. Jednak niezmiennie próbował pokazać swoją wyższość. Brązowe włosy i ciemne oczy były przenikliwe. Coś w nim jej nie pasowało.
Zawiesiła na każdym z mężczyzn spojrzenie. Nikt nie puściłby ich samych do pracy w terenie. A dobór wskazywał na sprawdzenie działania, albo test. Grupowy? To zdecydowanie miało być skomplikowane zadanie.
Zwłaszcza, że Eliot gdy tylko się pojawiła swoje niezadowolenie obwieścił siarczystym przekleństwem i komentarzem na temat pieczenia ciast i osłabiania reszty. Nie odezwała się jednak. Nie zamierzała dać się sprowokować.





The devil whispered in my ear, 'You're not strong enough to withstand the storm. ' Today I whispered in the devil's ear:
I am the storm.
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
Samuel Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : ex auror, ex więzień, buntownik
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I’m waiting for the call, the hand on the chest
I’m ready for the fight and fate
OPCM : 52
UROKI : 31
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
Dom na klifie Tumblr_n8nvdsuqMo1qluhwyo2_500

Dom na klifie Empty
PisanieTemat: Re: Dom na klifie [odnośnikDom na klifie I_icon_minitime20.07.19 0:26

| 8 grudnia?

Ostatnimi czasy, nie potrzebował zbyt wiele snu. Ten nie przychodził łatwo, a wyrywany nagłym koszmarem, budził bardziej zmęczony, niż przed zaśnięciem. I tylko intensywna praca, czy tez treningi, wymuszały na ciele konieczny odpoczynek. Tego poranka, nie musiał się starać. Było jeszcze ciemno, gdy pojawił się na brzegu lasu w Kent, dostrzegać zarys celu. Miotła została odpowiednio potraktowana, gdy wsuwał ją do magicznej torby. Nie wyciągnął też papierosów. Wiedział, że musi pozostawić po swojej obecności, jak najmniej śladów, czyszcząc nawet rozmokłe ślady, które zostawił w ziemi, gdy lądował. Ale miał jeszcze czas, zanim pojawić się mieli oni.
Nie on wybierał grupę, którą miał sprawdzić w terenie. Improwizowana misja, która miała pokazać, czego się nauczyli lub jakie braki wciąż posiadali. A Skamander doskonale wiedział, że posiadali. Żółtodzioby, z których zapewne połowa miała się jeszcze wykruszyć, a do końca dotrwać miało niewielu. Był świadome tego zbyt dobrze. Pamiętał.
Pierwszy, co zrobił, była niewidzialna bariera, która miał ukryć jego obecność. Dom na klifie, który z daleka, pogrążony w szumie kropel i wijącej się na niebie burzy, dawał do myślenia. Skamander wiedział też, co można było zastać na miejscu, wiedział, bo improwizacja, opierała się na prawdziwych wydarzeniach i serii morderstw z rozwiązanej już sprawy. Ile z tego zrozumieją? Ile wskazówek odnajdą i co znajdą? Tego miał się dowiedzieć. Tym bardziej, że sam prowadził śledztwo. Wracanie na miejsce zbrodni, nawet w aktualnej sytuacji przypominało nieprzyjemną formę deja vu.
Pierwsza postać, które pojawiła się na horyzoncie, wywołała w nim zmarszczenie brwi i zaciśniecie warg. No tak, kogo miał się spodziewać, patrząc po złośliwości losu? Tonks. Obserwował jej sylwetkę w bezruchu, nie pozwalając sobie wydać najmniejszego dźwięku. Zachowała ciszę. Dobrze. Następne postaci, powtórzyły 'wyczyn' poprzedniczki i tylko ostatni rozgromił ciszę najbardziej idiotycznym komentarzem. Gdyby był na prawdziwej misji, własnie podpisywałby na siebie wyrok, oznajmiając wszystkim swoją lokalizację. Nie tylko spotkanym towarzyszom, ale - potencjalnym obserwatorom. Jak on.
Milczał nadal. Wciąż czekał, chociaż wiedział, że nikt więcej nie miał się pojawić. Trafili na sam początek ścieżki, która należało pokonać. A zanim wskaże im dalszy kierunek, potrzebował więcej. Tak jak oni. A ślady, które jeszcze wcześniej przygotował, miały świadczyć o ich początkach. Co zrobią pozostawieni w ciszy? Po co sięgnął? Wrócą się? Informacja o pojawieniu się konkretnie w tym miejscu była jasna. Tak jak czas i nie było wątpliwości co do faktu, że pochodziły z Biura. Do nich jednak należało, rozgryzienie pierwszych elementów i znalezienie śladów. Albo - wycofaniu się. Cokolwiek mieli zadziałać w tym momencie, będzie liczyło się potem.

W tej turze, kursanci mogą podjąć jedną akcję (za npców, rzucę). Oprócz skraju lasu, błota na ziemi, tnącego miałko deszczu i kryjącego się w oddali klifu oraz opuszczonego domostwa, nie widać na razie nic specjalnego.






Oh lion, my lion your deafening roar
Will again be as loud as it once was before


We fight through the nightmares, the shades and the fade
Til the war has been won and the tides have been swayed
 
Lay your past to sleep

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : jednoosobowy SOR Farleya, partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 56
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Dom na klifie Atomic%2Bblonde%2Bice%2Bbath

Dom na klifie Empty
PisanieTemat: Re: Dom na klifie [odnośnikDom na klifie I_icon_minitime22.07.19 10:20

Gdy na miejscu zjawiła się trójka mężczyzn z jej kursu sprawa stała się dość jasna. Nikt więcej nie miał się pojawić, więc sprawdzano ich właśnie w takiej kombinacji. Spojrzała po każdym z mężczyzn zaciskając lekko usta. Prawa dłoń zaciskała na różdżce. Pogoda zdecydowanie nie zachęcała do spacerów, a godzina zdawała się odpowiedniejsza do spędzenia w łóżku. Ale Tonks nie tęskniła ze łóżkiem. Tylko chwilami, gdy Danny wkradał się pod jej kołdrę czuła się… spokojniej. Nadal jednak pusto. Uniosła lewą dłoń i wskazała nią na rosłego Eliotta i siebie, po czym wskazała wejście od wschodniej strony do budynku. Potem wskazała na Waltera i Lexa i wejście od zachodu. Nie podnosząc głosu. Dwójka mężczyzn skinęła lekko głową. Eliott uniósł dłoń, ale trzepnęła w nią.
- Żartujesz, prawda? - zapytał, a Just westchnęła. Lex z Walterem stęknęli. Uniosła na niego spojrzenie układając dłoń na biodrze. I czekając, aż kolejne słowa wypłyną z ust. Nie przerwała mu ani razu, gdy stosował krótką i zwięzłą tyradę o tym, że nie ona powinna dyktować im, co mają robić. Nie dlatego nawet, że nie wie jak, ale dlatego, że jej miejsce jest w… nie zdołał skończyć. Dłoń Waltera znalazła się na jego ustach.
- To test, durniu. - wymknęło się szeptem z jego ust. Eliott rozchylił lekko powieki jakby zdziwiony by po chwili naburmuszyć się bardziej. - Z dwóch stron będzie nam łatwiej sprawdzić teren.- tłumaczył mu mężczyzna nie podnosząc głosu, ale złość widocznie odbijała się w jego spojrzeniu. Tonks mu się nie dziwiła, sama była zła, za zdradzenie ich lokalizacji już na samym początku. Choć zakładała, że to ona ich wyda widowiskowo zaliczając glebę.
- Nie tracąc na skuteczności. - potwierdził szeptem Lex. Obaj wydawali się źli. Tylko jedna z osób w ich zespole zdawała się nadal nie rozumieć, że wydała ich lokalizację już na samym początku. Gdyby znaleźli się na wrogim terytorium popisaliby na siebie wyrok. Kto wie, czy właśnie nie oblali egzaminu.
- Umiejętności z transmutacji Waltera, wyrównają braki Lexa w tej dziedzinie. A mój brak siły, wyrównasz ty. W ten sposób mamy dwie grupy o podobnym potencjale. - dodała szeptem Just, przesuwając spojrzeniem po otoczeniu. Nikt nie zostawił ich samym sobie, a każda chwila zwłoki zdecydowanie działa na ich niekorzyść. Musieli zacząć działać i to natychmiast. - Carpienie, Hexa, Homenum, Veritas, bądźcie uważni i dokładni. W razie potrzeby kontakt patronusem. - spojrzała krótko na Eliotta. Skinęła na niego głową i postąpiła krok. - Carpiene – wypowiedziała, wykonując odpowiedni gest różdżką. Zaraz za nią padł inkantacje Waltera – Hexa Revelio – i Lexa - Veritas Claro – na koniec z ust Eliotta pomknęła inkantacja Homenum Revelio. Najpierw trzeba było nie dać się zabić. Dopiero później ruszyć dalej. Możliwie jak najszybciej, a przez jednego z nich stracili już dostatecznie dużo czasu.
I element zaskoczenia.


i rzucam po kolei (rozłożysz moim kumplom jakoś staty?):
1. Tonks Carpienie ( ST 70)
2. Waltera – Hexa Revelio (ST55)
3. Lexa - Veritas Claro (ST 90)
4. Elliott - Homenum Revelio (ST70)





The devil whispered in my ear, 'You're not strong enough to withstand the storm. ' Today I whispered in the devil's ear:
I am the storm.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Dom na klifie Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Dom na klifie Empty
PisanieTemat: Re: Dom na klifie [odnośnikDom na klifie I_icon_minitime22.07.19 10:20

The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 18

--------------------------------

#2 'k100' : 73

--------------------------------

#3 'k100' : 34

--------------------------------

#4 'k100' : 81


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
Samuel Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : ex auror, ex więzień, buntownik
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I’m waiting for the call, the hand on the chest
I’m ready for the fight and fate
OPCM : 52
UROKI : 31
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
Dom na klifie Tumblr_n8nvdsuqMo1qluhwyo2_500

Dom na klifie Empty
PisanieTemat: Re: Dom na klifie [odnośnikDom na klifie I_icon_minitime24.07.19 21:23

Tylko pobieżnie orientował się w zebranych jednostkach. Przynajmniej jeśli chodziło o mężczyzn. Tonks znał zbyt dobrze i doskonale wiedział na co ją stać, ale jeśli doświadczona w pracy ratownika - aurorstwo było dla niej czymś nowym. Wpisywała się więc w wizję kursanta, który popełniał głupie błędy, a tych zdążył zarejestrować sporo. Kwitował je milczeniem, czekając na odpowiedni moment, by samych sprawców - skonfrontować z popełnionymi działaniami. Albo ich braku.
Był zdecydowanie bardzo krytyczny wobec potencjalnych - przyszłych aurorów. Nie dlatego, że czerpał w tym jakąkolwiek przyjemność. Traktował ich taką lekcją, jako sprezentowano mu wiele lat temu. Nie było miejsca na słabość, nie było miejsca na specjalne traktowanie. Jeśli kobiety decydowały się na profesję łowcy czarnoksiężników - musiały spełnić dokładnie te same wymagania, jak mężczyźni.
Skupił się na obserwacji poczynań, które powtórnie zaprezentowały w postaci osiłka cyrk. Skamander zmarszczył brwi, ale nie tylko ze względu na komentarze, które serwował towarzyszce. jedno za drugim, popełniali kolejne błędy. Czy on sam, będąc na ich miejscu, tak łatwo poddawał się własnym słabościom? pamiętał jak bardzo zapalczywy być potrafił. Niecierpliwy i pochopny. Ile z tych cech wyszlifowali, wyplenili lub przekształcili jego opiekunowi i bardziej doświadczeni aurorzy?
radosna, chociaż przynajmniej szeptania wymiana zdań zapowiadała w końcu działania wykraczające poza dyskusje. krótkie komendy, chociaż wypowiadane we względnej ciszy nie umknęły Samuelowi. Uwagę zbyt dokładnie miał skupioną na obecności kursantów, by potrafił zignorować proponowane działania. Magia. I tylko magia. Przymknął powieki i zaplótł ramiona przed sobą. Zbyt zajęci czarami, zignorowali jakiekolwiek, bardziej zmysłowe doświadczenie otoczenia. odetchnął jeszcze głębiej nie siląc się już na zachowywanie ciszy. Wiedział, że żadne z zaklęć nie wyjdzie. Nie dlatego, że nie posiadali wystarczającej do tego biegłości. Obszar na którym stali stanowił granicę miejsca, na który -  nałożono zaklęcie uniemożliwiające magii działanie. sam znajdował się już w sferze, które to ograniczenie omijała.
- Witam martwych czarodziei - zawołał ze swego miejsca, w końcu ruszając do przodu - Wszyscy  co do jednego - martwi. Zjebaliście już na samym początku - wyłonił się ze swojej kryjówki, zrzucając kaptur brunatnego płaszcza, który zdążył nasiąknąć deszczową wilgocią. Odsłonił twarz, by nie było wątpliwości, z kim mieli do czynienia - Jak się czujecie, będąc trupami? Czy powinienem przed wyjściem krzyknąć Avada Kedavra, żebyście raczyli zacząć myśleć? - omiótł burzowym spojrzeniem każde ze stojących sylwetek, nie zatrzymując się dłużej na nikim. Odwrócił się i pokonał krótką odległość od jednego z pierwszych drzew. Zarył butem w błocie, by wysunąć na widok pasmo materii - czerwonej. Z daleka nie była widoczna zbyt dokładnie, ale wystarczyło odrobinę cierpliwości, by wypatrzeć ją w okolicy. Wrócił się bliżej zebranych, uderzając kantem ciężkiego buta o wystający kamień. Po przewróceniu, odsłaniał niewyraźny symbol - Czy wy potraficie polegać wyłącznie na magii? naprawdę żadne nie pomyślało, żeby spróbować oprzeć się na czymś innym niż czary? - odwrócił się, nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź. Podszedł do najwięcej - jak słyszał - mającego do powiedzenia osiłka. Wyciągnął różdżkę przykładając ją w mgnieniu oka do jego piersi i wypowiadając formułę zaklęcie - Petrificus Totalus - oczywistym było, że nie stało się nic szczególnego. Magia w tym konkretnym miejscu, nie działała - pozbawieni różdżek, albo bez możliwości czarowania, chcecie być bezsilni? - kontynuował, patrząc prosto w oczy dużo młodszemu mężczyźnie. Ten - wyglądał na takiego, który czystą siłą, był w stanie równać się Skamanderowi, ale nie miał wątpliwości, że pokonałby go bez trudu. - Druga sprawa. Jesteś kretynem - zmrużył oczy - każdy z tu zebranych stanowi twój zespół. I dopóki nie odpadną masz traktować ich jak równych. Zrozumiano? - odsunął się, stajać tym razem obok dwóch, pozostałych mężczyzn. Ci wydawali się być lotniejsi w umyśle - A wy, tak szybko zaakceptowaliście wydane polecenia. Zgadzaliście się z nimi? Żaden nie zastanowił się, z kim ma do czynienie? - odwrócił głowę w stronę Tonks, wskazując ją ruchem brody - Lekko zmienione rysy. twarz, która nieco rożni się od tego co znacie. Nikt nie podejrzewałby wroga na stanowisku - na koniec stanął przed kobietą, konfrontując jej błękit z jego cieniem źrenic - A Ty, jeśli już próbujesz zgrywać dowódcę, naucz się czegoś więcej niż polegania na magii i zobacz coś więcej. Bierzesz na siebie odpowiedzialność za nich. Ty popełnisz błąd, a oni będą z a niego płacić - zmarszczył brwi i chłodna iskra zniknęła w zmęczeniu. W końcu oderwał wzrok, odsuwając się o krok. Odwrócił się - Macie piętnaście minut na przeszukanie terenu - zawyrokował w końcu i ruszył w cień, zatrzymując się jednak na moment - Kolejne piętnaście na dotarcie do wejścia przy klifie. Tutaj magia już działa - tupnął nogą, chlupocząc podeszwą w błocie. Mówił to nie odwracając się i wsuwając kaptur na głowę. Jak działali pod presją czasu? Ostatecznie zniknął w przerzedzonym lesie, by dalej od wzroku, założyć pelerynę niewidkę. Mieli jeszcze przed sobą długą drogę. i wcale nie chodziło mu o odległość od nawiedzonego budynku.

Rzut dla wszystkich na spostrzegawczość i liczę na kreatywność poszukiwań awsome

Spoiler:
 






Oh lion, my lion your deafening roar
Will again be as loud as it once was before


We fight through the nightmares, the shades and the fade
Til the war has been won and the tides have been swayed
 
Lay your past to sleep

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : jednoosobowy SOR Farleya, partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 56
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Dom na klifie Atomic%2Bblonde%2Bice%2Bbath

Dom na klifie Empty
PisanieTemat: Re: Dom na klifie [odnośnikDom na klifie I_icon_minitime26.07.19 2:25

Unieśli różdżki wypowiadając inkantację. Jednak… magia nie odpowiedziała. Just zmarszczyła lekko brwi, jednak nim zdążyła cokolwiek powiedzieć - nim którykolwiek z nich zdążył. Odwróciła się gwałtownie w kierunku z którego dobiegł znajomy głos. Jej serce gwałtownie wyrwało się ku niemu. I musiała użyć wszystkich sił, by nie zrobić choć kroku w jego kierunku. Jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia, gdy mgliście zaczęła rozumieć, co właśnie się działo.
Skamander. Skamander prowadził ich sprawdzian. Miała ochotę zakląć siarczyście. A potem wywrócić oczami na zrządzenie losu. Jak długo go nie widziała? Kiedy ostatni raz znajdowała się blisko. Dlaczego dokładnie pamiętała jak pachniał, jak duże były jego dłonie, jak ciepły dotyk i jak słodkie wargi. Dlaczego samo spojrzenie przynosiło ciepły dreszcz, który przesuwał się po kręgosłupie i przypominał szorstki dotyk jego brody na jej ciele. Zacisnęła mocniej wargi. Paradoksalnie spełniając jego prośbę, mimo gniewnych zapewnień o wchodzeniu do jej domu. Nie była w stanie tego zrobić, od samego początku wiedziała, że nie. A jednak wredny chochlik siedzący na jej ramieniu podkusił ją, wiedziony złością, gniewem i bólem, ostatnim zrywem serca, które wybrało najgorszą z możliwości.
Odpuściła, jednak jedynie powierzchownie. Nie umiała przestać go kochać, a jej ciało nie przestawało reagować, gdy widziała go, jak przechodził przez Biuro, czy zbliżał się tak jak teraz. Wyniosła wszystkie rzeczy do Kierana i Jackie, nie wracając potem więcej. Skupiła się na kursie i Dannym, nocami leżąc godzinami wpatrując się w deski strychu na którym próbowała spać. Ale sen nie nadchodził, a gdy się zjawiał budził ją niezmiennie jej własny krzyk. A w ciemności nie odnajdywała nikogo obok poza pustką, tylko czasem odnajdywała Danny’ego, lub swój własny, urywany oddech.  
Czasem, wśród kursantów, zapominała się. Zaczynała podejmować decyzję, tak jak robiła to podczas niektórych dyżurów, gdy pracowała z kimś młodszym stażem. Zapominała, że nie pracuje już w pogotowiu. W terenie sięgała po nawyki, które wpojono jej podczas stażu i których nabyła przy pracy w terenie. Trzy święte zasady z których pierwsza zawsze brzmiała by sprawdzać, czy miejsce jest bezpiecznie. Zapominała, że nie była już ratowniczką. Że od teraz miała wchodzić w niebezpieczne miejsca i że większość z nich właśnie taka była. Nie odzywała się, gdy mówił, próbując nie pozwolić, by emocje wypłynęły na jej twarz. Władczy, pewny, poznawała kolejną jego odsłonę - aurora, nie przyjaciela. I to przyciągała ją mocniej, jednocześnie budząc szacunek i winę, za złe podjęte działania. Zadrżała pod naporem gniewu w ciemnych tęczówkach. Uchyliła lekko usta, chcąc odpowiedzieć, jednak zamknęła je posłusznie. Pomyślała o tym, ale przyzwyczajenie wzięło górę i ona wraz z nim, pociągnęła za sobą resztę. Nie musiała się do tego przyznawać - pewnie sam to już spostrzegł. Jej brwi uniosły się ku górze, gdy Skamander zwrócił się do Elliotta. Przeniosła spojrzenie dalej, na Waltera i Lexa, dopiero po wytknięciu dostrzegając ich błąd. Ale wiedziała, że została na sam koniec. Z trudem przełknęła ciężką gulę, czując się jak uczniak. Uniosła na niego spojrzenie, krzyżując je z nim. Przez jej twarz przemknął cień. Na języku poczuła cierpki smak. Nie dlatego, że nie miał racji, ale dlatego, że miał ją aż podwójną. Bo poza stażem, miała prowadzić. A potykała się i błądziła. Nie wiedząc do końca jak. Miała ochotę też zdzielić samą siebie, za błądzące z tyłu głowy myśli, które przemykały zastanawiając się, czy w innej dziedzinie bywa też władczy, nie znoszący sprzeciwu, właśnie taki jak stał teraz przed nią. Bezwiednie rozchyliła lekko usta. Brak jego bliskości zdecydowanie za bardzo ją rozstroił. Przyzwyczaiła się mieć go obok.  
Wszyscy milczeli, wyraźnie markotniejąc na wymienione i wskazane precyzyjnie błędy. Kolejne słowa uniosły opuszczoną wcześniej głowę. Zmrużyła lekko oczy, gdy zamilkł wróciła spojrzeniem do mężczyzn. Elliott spojrzał na nią, a później na nich.
- Jeśli to nie pomysł, to nic nie mów. - mruknął Walter do osiłka. Wkładając dłonie do kieszeni płaszcza, które miał na sobie.
- Cóż, spróbujmy nie zginąć po raz kolejny. Pójdę tam. - stwierdził Alex, skręcając w lewo w stronę linii drzew. Przesunął spojrzeniem po drzewach, powoli, skupiając się później na podłożu, skupiając spojrzenie na jednej z kałuży w kierunku której szedł.
Lex ruszył do przodu, powoli rozglądając się po podłożu, co jakiś czas spoglądając w kierunku budynku. A Elliot, ruszył w kierunku kamienia, chcąc odczytać symbol spod niego. Rozglądał się, próbując dostrzec podobne. Just skręciła w prawo, stawiając krok za krokiem. Przesunęła spojrzeniem po podłożeni, by unieść je na linię drzew, a później zadrzeć głowę wyżej, na gałęzie, pozbawione liści. Nawet słowo nie wypadło z jej ust.


i rzucam po kolei na spostrzegawczość
1. Tonks Carpienie ( ST 70)
2. Waltera – Hexa Revelio (ST55)
3. Lexa - Veritas Claro (ST 90)
4. Elliott - Homenum Revelio (ST70)





The devil whispered in my ear, 'You're not strong enough to withstand the storm. ' Today I whispered in the devil's ear:
I am the storm.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Dom na klifie Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Dom na klifie Empty
PisanieTemat: Re: Dom na klifie [odnośnikDom na klifie I_icon_minitime26.07.19 2:25

The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 28

--------------------------------

#2 'k100' : 88

--------------------------------

#3 'k100' : 63

--------------------------------

#4 'k100' : 42


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
Samuel Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : ex auror, ex więzień, buntownik
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I’m waiting for the call, the hand on the chest
I’m ready for the fight and fate
OPCM : 52
UROKI : 31
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
Dom na klifie Tumblr_n8nvdsuqMo1qluhwyo2_500

Dom na klifie Empty
PisanieTemat: Re: Dom na klifie [odnośnikDom na klifie I_icon_minitime04.09.19 23:59

Powietrze było wilgotne, w charakterystyczny sposób napięte i czasem wydawało się nawet, że płynie przez skórę, wzmagając dziwny dreszcz. Skamander wiedział, że było to wynikiem czegoś innego. Chłód przeciskał się przez poły długiego płaszcza, ale to zadanie, którego się podjął było przyczyna jego uczuć. Młode pokolenie aurorów, którzy wciąż, mimo nastrojów i wyraźnie antymugolskich nacisków, chcieli ścigać zwyrodnialców, parających się zakazaną mocą. Na jak długo zakazaną? Nie chciał i nie umiał być czarnowidzem, ale przy aktualnej władzy, niewiele trzeba będzie, by przecisnąć pomysł "zalegalizowania" czarnej magii. A jeśli tak by się stało, świat rzeczywiście sczeźnie, a wszelkie męty, będą bezkarne. Nie takiego świata chciał. Nie w takim chciał żyć. I nie mógł na taki pozwolić. To co się działo, przytłaczało, szala silnie przechylała się na stronę zła. Wciąż jednak widział światło i z anim podążał. Na jak długo? Nie próbował liczyć.
Nadzieją byli tez i kursanci. Był wobec nich surowy, krytycznie spoglądając na działania, których się podejmowali, i bardziej niż prawdopodobne, że w jakiś sposób go za to nienawidzili, ale robił to nie bez powodu. Mieli być siłą, stać się ręką wymierzająca karę degeneratom. Mieli być też światłem, które rozjaśniało kłamstwo i tymi, którzy mogli ochronić niewinnych. Niewinnych rzeczywiście.
Błędy, które popełniali, mówiły o przyszłych porażkach. Miały być też nauką na przyszłość. Lekcja, która stworzyć miała niezłomnych łowców, ścigających czarnoksięzników. Tak, jak wytykał każdemu wady i popełniane błędy, tak dostrzegał potencjał, wciąż nieoszlifowany, ale możliwy do ujawnienia. I tego oczekiwał, to starał się pobudzić, gdy stawał przed każdym, niby z lustrem, które odbijało ich oblicza. Musieli sami dostrzec i zrozumieć, ze rozłam, który bez skrupułów wywoływał, miał im pomóc, wzrosnąć.
Milczeli. Co do jednego, nie podejmując głupiego tłumaczenia. I to odczytywał za plus. Nawet, jeśli byli winni popełnianych grzechów aurorskich, lepiej, jeśli skupiali się na powierzonym zadaniu. Poskromienie wpisywało się w działkę jego zadania. Zapalczywość była dobra, ale tylko ostudzona właściwym rozeznaniem. Bezmyślne parcie do przodu i narażanie się nie pomagało, ale i opieszałość była złudnie pomocna. Auror nie mógł być idiotą i musiał działać wedle zastałych działań i śladów.
Nie mógł zaprzeczyć, że widok Just zrobił wrażenie. Mimo krytyki, jaką wystosował, musiał przyznać, że  radziła sobie świetnie. Mimo wyraźnych braków, szczególnie w dziedzinie fizycznej, przeganiała wielu w magii obronnej. Ale tu, dopatrywał się już zakonnych właściwości. Była gwardzistką. Nie mogła być słaba. A do tego, prywatnie, była piękna. Ale o tej kwestii musiał zapomnieć, szczególnie dziś.
Pozostawił grupę za sobą, ale nie zostawiał ich samych sobie. Mocą Skamandera była obserwacja. Wyłapywał szczegóły emocji i otoczenia z równa łatwością, co stawiane na papierze litery. Dla jednych krzywe i nieczytelne, dla niego, odbierane intuicyjnie na poziomie nie tylko zmysłowym. Ukryty pod peleryną niewidką, wyciszając swoje kroki, przyglądał się poczynaniom, które podjęli. Rozdzielili się, sprawdzając teren i szczęśliwie nie depcząc pozostawionych śladów. Część z nich, miała pomóc im poznać prawdę, część, była zmyłką. Czy odróżnią mieszankę?
Dopiero, kiedy pierwsze sylwetki zebrały się, prawdopodobnie łącząc siły w odczytaniu i zrozumieniu znalezisk, ruszył dalej, nie bojąc się pozostawić za sobą śladów. W oddali, w nadchodzącym poranku, wyraźnie odznaczał się zarys niemal opustoszałego budynku. Nawet z perspektywy czasu, wspomnienia były żywe. A miejsce zbrodni, pozostawało naznaczone krwią ofiar. Wiedział o tym zbyt dobrze.
Nie krył się, gdy zatrzymywał przy zamkniętych wrotach konstrukcji. Nie pokonywał jednak dzielącej go od środka granicy. Stanął przy drzwiach niby strażniczy posąg, zaplatając dłonie przed sobą, z kapturem naciągniętym na głowę i spojrzeniem utkwionym przed sobą. Mijał czas, w którym czwórka kursantów pojawić się miała u wejścia. I to na ich sylwetki czekał, tak jak na relację z poczynań. Wcześniej upewniając się, że nic i nikt nie zakłóci działań, które miały nastąpić. Dopiero, kiedy dostrzegł pierwsze postaci, drgnął, wychodząc bliżej i powtórnie ściągając kaptur.






Oh lion, my lion your deafening roar
Will again be as loud as it once was before


We fight through the nightmares, the shades and the fade
Til the war has been won and the tides have been swayed
 
Lay your past to sleep

Powrót do góry Go down
 

Dom na klifie

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Kent, Dover-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21