Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Zamglony las
AutorWiadomość
Zamglony las [odnośnik]17.07.18 18:51
First topic message reminder :

Zamglony las

Jeden z licznych, londyńskich parków wraz z nastaniem czerwca 1956 roku stał się nieprzebytym, ciemnym i nieprzyjemnym lasem, w którym coraz rzadziej usłyszeć można śpiew ptaków czy spotkać biegające w koronach drzew wiewiórki. Coraz częściej zaś między drzewami pojawiają się sylwetki dementorów, których obecność zaznacza zimna mgła, która nigdy lasu nie opuszcza. Nieznane jest też źródło dziwnych rysunków, które czasem znaleźć można przyczepione do pni. Zdają się być ze sobą zupełnie niepowiązane, stworzone jakby przez dziecko. Legenda głosi, że umieściła je grupa nastolatków próbująca zaznaczyć ścieżkę, którą zapuścili się w las. Nigdy jednak mieli z niego już nie wyjść, by potwierdzić tę opowieść. Wszyscy są jednak pewnie co do jednego - zabieranie rysunków z lasu przynosi nieszczęście. Dlatego też coraz mniej osób się do niego zapuszcza.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamglony las - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Zamglony las [odnośnik]15.06.22 18:02
Kobiecy głos zaskoczył ją; nie spodziewała się, by jakakolwiek z dam opuściła bezpieczne ciepło namiotu, ryzykując zniszczenie kreacji potworną mżawką, sączącą się z ciemnych chmur. Zdziwienie sprawiło, że nie uderzyła Hermesa - jeszcze nie - zerkając przez ramię na zbliżającą się sylwetkę amazonki. Gdyby nie melodyjny ton z daleka mogłaby pomylić ją z młodym chłopcem; ubrana była prawie po jeździecku, niemal po męsku, co od razu usuwało ją z potencjalnego grona arystokratek; najwidoczniej miała do czynienia z dziewczyną ze służby. Lub służb porządkowych; na dwoje wiedźma wróżyła, Deirdre nie czuła irytacji ani zawodu, właściwie względnie, jak na swój obojętny charakter, ucieszyła się z niespodziewanego towarzystwa. Nawet gdy serwowało ono rady dość...proste, padające już z ust Tristana, gdy po raz pierwszy obserwował ją ujeżdżającą. Wydawały się łatwe także wtedy, dziś trudniej jej było opanować krnąbrne zwierzę, dalej rzucające nerwowo łbem.
- A więc ode mnie nie powinien odczuć nic - odparła krótko, może odrobinę ostro, zirytowana nie komentarzem jasnowłosej czarownicy, ale tym, że utraciła kontrolę. Nienawidziła tego stanu, niezależnie, czy chodziło o negocjacje z aroganckimi marszandami, czy o utrzymanie się w siodle wysokiego ogiera. Wałacha? Nieistotne; zacisnęła mocniej uda, co na niewiele się zdało, nogi zwierzęcia drgnęły i Hermes dziwnie przetruchtał w bok, tak jakby zamierzał wykorzystać dezorientację dosiadającej go kobiety i zrzucić ją prosto w błoto. Nie udało mu się to, Mericourt pochyliła się do przodu i syknęła przez zaciśnięte zęby, prostując się prawie natychmiast. - Rzadko kiedy to kobiety zwracają uwagę na ruch moich bioder - wycedziła odruchowo, szorstkim, nieprzyjemnym tonem, skupiona całkowicie na utrzymaniu odpowiedniej postury. Zajmowało to całą moc umysłową, wyrzucała więc z siebie zjadliwe słowa, dopiero odzyskawszy względną równowagę pojmując, że popełniła faux pas. A madame Mericourt nie mogła sobie na nie pozwolić. Nawet wobec kogoś, kto nie mógł jej realnie zagrozić. Złagodziła rysy i spojrzenie, wypuszczając powoli powietrze sopmędzy zaciśniętych warg.
- Proszę mi wybaczyć, to zwierzę...naprawdę doprowadza mnie na skraj wytrzyamałości. Dziękuję za rady, pani...? - zawiesiła głos, spoglądając prosto w jasne oczy kobiety. O nieoczywistym kolorze, badała szare i niebieskie plamki przez chwilę, później zaś: znów skoncentrowała się na mocniejszym dosiadzie i ujarzmieniu Hermesa. Zgodnie z poleceniami nieznajomej. Docisnęła nogi skryte pod woalką pończochy i ciężkim materiałem sukni, spięła ramiona i postanowiła skorzystać z doświadczenia Wenus, zaskakująco przydatnego w tych najmniej oczekiwanych okolicznościach. Nie przyniosło do rezultatu od razu, koń wierzgnął, lecz zdołała utrzymać się w siodle; schowała nawet palcat, postanawiając zaufać sugestiom jasnowłosej czarownicy. Ogier uspokoił się nieco, lecz ciągnął w bok, w zakrzewioną dolinkę, nie tak odległą od głównego szlaku jeźdźców, ale skrytą jednak przed osobami na głównym szlaku. Deirdre wbiła paznokcie w wodze, chcąc nieco zahamować trucht. - Zajmuje się pani organizacją polowania...? - próbowała kontynuować rozmowę, nawet z względnym powodzeniem, lecz gdy w końcu względnie uspokoiła konia, w jej nozdrza uderzył zapach krwi. Ostry, intensywny, od razu wywołujący dreszcze - bynajmniej lęku, raczej zadowolenia. Rozejrzała się czujnie dookoła, spoglądając na nieznajomą. Czy też to czuła? I czy też to widziała? Zbryzgane krwią liście krzewów wyłaniały się zza mgiełki deszczu, niemalże kusząc sekretem, by ruszyć dalej. - Co tu się stało? - spytała szeptem, wcale nie przerażona, raczej zaintrygowana; jeśli miała do czynienia z jedną z organizatorek gonitwy i polowania, powinna mieć tę informację. Czy było to miejsce obróbki upolowanej zwierzyny? Deirdre ruszyła dalej pomiędzy krzewami, próbując podporządkować sobie konia - jego kopyto nastanęło na gałąź, pękła z suchym trzaskiem, brunetka spojrzała w dół: nie, to nie była gałąź a kość, ludzka kość, jeszcze przyobleczona w gnijące powoli mięso. - Imponujące - wychrypiała, skupiona na wyłapywaniu spomiędzy zieleni krwawych plam poprzetykanych złotem; jasnym runem...włosów. Zapach śmierci stawał się odurzający, słodki i mdlący, przywykła jednak do niego, potrafiła powstrzymać mdłości, przynajmniej chwilowo; powstrzymała Hermesa na moment, sycąc oczy rozkładem. I widokiem kończyny zawieszonej na jednym z niższych drzewek. - Czy to noga? - spytała dziwnym tonem, trudnym do zidenfytikowania; obca osoba mogła odebrać go jako zszokowany, ale tak naprawdę brzmiał w nim zdezorientowany zachwyt. Miały szczęście; stały się świadkami imponującego widowiska.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Zamglony las
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach