Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Clarence Waffling
AutorWiadomość
Clarence Waffling [odnośnik]13.08.18 22:51

Clarence Terra Waffling

Data urodzenia: 28.01.1936
Nazwisko matki: McClivert
Miejsce zamieszkania: to tu, to tam, co się nawinie
Czystość krwi: półkrwi
Status majątkowy: ubogi
Zawód: numerolog bez zatrudnienia, włóczęga, dorywczo kelnerka - aktualnie w Czerwonym Imbryku
Wzrost: 160 cm
Waga: 57 kg
Kolor włosów: ciemny blond
Kolor oczu: szare, błękitniejące w silnym oświetleniu
Znaki szczególne: duże okulary na nosie noszone do czytania, wiecznie zamglone spojrzenie


Na początku była legenda. Legenda, według której McClivertowie zginęli co do jednego - oberwali rykoszetem swej broni, rozszarpani przez bestie, w które zamienili wrogich sobie sąsiadów. Nikt nie wiedział, że jeden z nich cudem uszedł z życiem. Z powodu szoku oraz doznanych urazów utracił jednak pamięć na temat minionych wydarzeń. John McClivert pytany o pokrewieństwo z zamordowaną rodziną zawsze zaprzeczał, śmiejąc się w głos: to niemożliwe, nigdy nie byłem na Wyspie Posępnej. Jestem z Edynburgu - odpowiadał tym co bardziej dociekliwym. Wraz z biegiem lat sensacja opisana w Proroku Codziennym traciła na znaczeniu, aż zanikła całkowicie. Potomkowie mężczyzny byli obsypywani niewygodnymi pytaniami coraz rzadziej i to jedynie przez prawdziwych pasjonatów życia niebezpiecznych stworzeń. Oni zaś, McClivertowie, od zawsze wykazywali naturalną niechęć do zwierząt, bojąc się ich i omijając szerokim łukiem wszelkie żywe istoty, które nie były ludźmi.
Nie inaczej było z Terrą McClivert, zapaloną krawcową oraz projektantką mody. W spadku po przodkach, choć nie znając tego przyczyny, otrzymała ogromny dryg do transmutacji - pozwolił on czarownicy na tworzenie fantazyjnych strojów dla czarodziejów w każdym wieku oraz każdego statusu krwi. Kobieta nierzadko bujała w obłokach będąc typową marzycielką. Adalberta Wafflinga poznała podczas jego wizyty w salonie mody; poprosił on o dopasowanie za szerokiej szaty. Terra ukuła go wtedy chyba dziesięć razy nim zdenerwowany klient opuścił sklep zapewniając, że jego noga już nigdy więcej tam nie postanie. Niestety nie przewidział, że zamiast czystej niechęci sączącej się w duszy, zakiełkuje w nim coś jeszcze. Nie mógł przestać myśleć o uroczym uśmiechu damy, jej pięknych, szarych oczach oraz wdzięku prawdziwej modelki. Noga mężczyzny postała tam dokładnie dziesięć razy nim oświadczył się ukochanej. Oczywiście, że powiedziała tak. Adalbert był świetną partią - naukowiec z niezgorszym już dorobkiem, pasjonat teorii magii, wzięty eseista Horyzontów Zaklęć.
- Przeciwieństwa się przyciągają - skwitowała świeżo upieczona pani Waffling kiedy siostra zapytała ją jakim cudem te dwa przeciwstawne bieguny zdołały dojść do porozumienia. - Wtedy, tymi igłami, odprawiłam na Adalbercie najprawdziwszy czarnomagiczny rytuał - zażartowała podczas spotkania, choć wypowiedź ta wzbudziła w Tally politowanie. Od zawsze się różniły - przyziemna, pragmatyczna czarownica czasem nie mogła znieść bezsensownego bełkotu Terry. Jednak pozostawały siostrami, a krew była ważniejsza niż wszystko inne.



Pewnie spodziewacie się teraz równie sielskiej historyjki o narodzinach Clarence? Nie, to nie było tak. Najpierw urodził się Terrence. I nie byłoby w tym nic dziwnego, przecież na pewno niedługo potem na świat przyszła jego siostra, prawda? Nie, to też nie to. Albowiem Terrence miał być jedynym dzieckiem państwa Waffling. Adalberta pochłaniała nauka, nie chciał angażować się w wychowywanie większej ilości dzieci, Terra była posłuszna mężowi. Chłopiec rósł jak na drożdżach utulany przez matkę do snu, uczony wszystkiego, co mały czarodziej powinien wiedzieć oraz umieć. Do tragedii doszło pewnego słonecznego, letniego dnia kiedy kobieta wyszła z kilkuletnim synem na spacer. Nic nie zapowiadało nadchodzącego nieszczęścia. Rozkojarzona czarownica zostawiła swoją latorośl dosłownie na chwilkę, żeby przyjrzeć się wystawionej za szybami kolekcji dla szykownych pań domu. Odwróciła się z zamiarem przywołania Terrence’a do siebie - po dziecku nie pozostał nawet ślad. Brunetka biegała i krzyczała nawołując go, aż wpadła w panikę. Do domu wróciła całkowicie zdruzgotana, wypłakując się na ramieniu równie zszokowanego męża. Wezwano magiczną policję, ale długie poszukiwania zaprowadziły funkcjonariuszów donikąd. Żadnych śladów ani świadków. Jak kamień w wodę.
Rodzice tak nagle utraconego dziecka jeszcze jakiś czas nagabywali policjantów błagając ich o nieporzucanie śledztwa. Niestety nie posiadając żadnych tropów zaufali sądowym medykom - orzekli oni, że malec mógł chorować na niewykryte znikanie epidemiczne. Ta ekspertyza wystarczyła organom ścigania do zamknięcia sprawy, z czym Wafflingowie nigdy się nie pogodzili. I słusznie, ponieważ ich syn żył; nikt nie wiedział gdzie.
Żałoba po dziecku trwała dobre kilkanaście lat nim Terra postanowiła zawalczyć o ukojenie targającego małżonkami bólu. To dlatego na świat przyszła mała Clarence - miała być lekiem, osłodą gorzkich dni pełnych wyrzutów sumienia, życiem poruszającym martwymi w środku rodzicami. Okazała się być rozczarowaniem; nie była chłopcem, który mógłby udawać narodzonego na nowo Terrence’a. Nie mogła również przekazać nazwiska dalej, czego pragnął sławny oraz poważany naukowiec. Gorycz porażki zaczęła się sączyć na nowo. Ojciec nie poświęcał córce zbyt wiele czasu, ale matka dbała o nią przesadnie.



Przyłapywała się na tym, że marzyła o zdartych kolanach, o strupach na łokciach i wybitym od zabawy palcu. Clara nigdy nie doświadczyła żadnej z tych rzeczy - nie mogła. Nadopiekuńcza matka nie odstępowała córki na krok, chuchając na nią jakby była ważnym, muzealnym eksponatem, ponieważ nie czyniła tego z miłości jako takiej. Mała panienka Waffling istniała tylko po to, żeby istnieć. Nieskazitelna, zdrowa i… nieszczęśliwa. Zabawy? Tylko miękkimi pluszakami w obecności jedynie zaufanych dzieci krewnych.
- Nie biegaj. Siedź prosto. Odłóż ten widelec, weź łyżkę! Noża nawet nie bierz do ręki. Trzymaj się mocno barierki. - Słyszała to codziennie, kilkaset razy w różnych kombinacjach. Zawsze, kiedy szła po schodach, widziała uważne spojrzenie matki. Ta nawet zasypiała na fotelu obok niej, przez co Terra chodziła wiecznie niewyspana i obolała obwiniając o to Clarence. Sytuacja bez wyjścia, prawdziwie toksyczna.
Jeszcze na początku mała szatynka próbowała cokolwiek wyegzekwować - zabawę z innymi dziećmi, plac zabaw, bieganie po ogrodzie. Wszystkie propozycje spotykały się z ostrym sprzeciwem oraz karą, dlatego później już nawet nie próbowała. Nagromadzony smutek oraz apatia spowodowały całkowite wyciszenie magicznych umiejętności Clary. Po ósmych urodzinach córki Wafflingowie pogodzili się z faktem, że ich latorośl była charłaczką. Nie spodziewali się po niej niczego innego, często to mówili. Nieważne co zrobiłoby ich dziecko, nigdy nie byłoby tak idealne jak zaginiony syn. Clarence uciekała więc w świat książek, nie mając już ochoty na żadne socjalizacje. Z nikim. Całymi dniami przesiadywała w swoim pokoju pochłaniając opasłe tomy - jedne z nich traktowały o historii magii, inne o jej teoriach, jeszcze inne o numerologii, którą dziewczynka pokochała nade wszystko. Posiadała świetną pamięć i liczenie nie sprawiało jej żadnych problemów. Przy okazji liznęła nieco wróżbiarstwa, ale ta niepraktyczna nauka została szybko zapomniana na rzecz trudnych teorii liczbowych. Nie mając innego zajęcia Clara gromadziła w sobie ogrom wiedzy, zwykle wykpiwanej przez matkę. - I tak nie jesteś czarownicą, po co czytasz magiczne księgi? - pytała kręcąc głową z dezaprobatą.  
Punkt kulminacyjny nastąpił miesiąc przed jedenastymi urodzinami małej Clarence. Matka przekroczyła pewną granicę - czara goryczy została rozlana lepką posoką na tłamszonym sercu dziewczynki. Wstała wtedy gwałtownie od stołu i krzyknęła, po czym zastawa stołowa uniosła się ponad blat, a następnie rozbryzgała na miliony maleńkich, szklanych kawałeczków. Drobinki zraniły wtedy każdego z trzyosobowej rodziny, choć na szczęście w niewielkim stopniu. W oczach ojca błysnęło zadowolenie, ale rozzłoszczona Terra uderzyła córkę w twarz - za niesubordynację oraz stwarzanie zagrożenia. Pieczenie policzka Clara odczuwała do dziś.



Miała zostać w domu, poddana domowemu nauczaniu. Wpadła w panikę - chciała się wreszcie uwolnić od przeklętej rodziny. Dusiła się, z trudem łapała oddech; pokaz magicznych umiejętności pokazał Clarence, że było jeszcze o co walczyć. Płakała, tupała nóżką, padała na kolana ku obrzydzeniu Terry, ale ta pozostawała nieugięta. To wtedy do jałowej dyskusji wtrącił się Adalbert. Ukrócił sprzeciw żony. - Każdy magicznie uzdolniony Waffling zdobył wykształcenie w Hogwarcie. To się nie zmieni - powiedział krótko, dobitnie. Było mu żal córki, ale jednocześnie nie chciał słyszeć żadnych plotek, które mogłyby uderzyć w jego nieskazitelny wizerunek sławnego naukowca. Mieli sprawiać wrażenie normalnej rodziny, dlatego pierwszego września jedenastolatka podróżowała Hogwart’s Expressem do magicznej szkoły. Pomimo rosnącego w małym ciele podekscytowania spowodowanego odseparowaniem od rodziców, próbowała czytać kolejną książkę traktującą o numerologii. Nie przyswoiła z niej nic, woląc wpatrywać się w mijany za oknem krajobraz.
Początkowo siedziała w przedziale sama, ale w pewnym momencie drzwi otworzyły się. Do środka wszedł chłopiec - też młody. Miał bardzo sympatyczny uśmiech, z jego oczu biło niepoznane nigdy przez Clarę ciepło. Zagadywał ją, ale ona tylko odwracała wzrok unosząc niepewnie kąciki ust. Od dawna nie miała styczności z rówieśnikami. Przypominała więc dzikie zwierzę; płochliwe, wystraszone, nieobyte. Dziewczyna poprawiła spadające z nosa ogromne okulary i czym prędzej wetknęła go w książkę. Nie czytając jej nawet, chciała się tylko uchronić przed gradem pytań, na które nie umiała odpowiedzieć. - Trzymasz ją do góry nogami - oznajmił nieznajomy. Nie przestawał się uśmiechać. Zdenerwowana Clarence uciekła stamtąd szybko, resztę podróży spędzając na korytarzu.
- Ravenclaw! - zawołała Tiara jak tylko musnęła jasnobrązowych włosów panny Waffling. Nie wahała się ani chwili, choć przez ułamek sekundy zastanawiała się jeszcze nad Hufflepuffem. Szybko odrzuciła ten pomysł, ponieważ widziała w młodej kobiecie potencjał, który miała do wykorzystania w barwach krukonów. Rozległy się brawa, a speszona tłumem dzieci jedenastolatka usiadła z brzegu długiego stołu. W szarych oczach pojawiła się panika.
Pierwszy rok w szkole okazał się dla Clary wyjątkowo trudny. Nie rozmawiała z nikim szukając samotności. Wypożyczała całą masę książek ze szkolnej biblioteki i to właśnie tam zaszywała się na całe dnie kiedy kończyły się zajęcia. Czasem zapominała nawet o uczcie w Wielkiej Sali, kładąc się spać z pustym żołądkiem. Uczniowie określili ją jako dziwną, a nauczyciele na każdej lekcji musieli ciągnąć ją za język. Bała się, tak okropnie bała się przemawiać w tłumie dzieci. Zupełnie niepotrzebnie - albowiem miała wiele do powiedzenia. Oczytana, z dużą wiedzą Waffling robiła pozytywne wrażenie na profesorach (zaznajomionych przecież z dorobkiem Adalberta Wafflinga), a z czasem także na dziewczętach z Ravenclawu, które tak jak ona ceniły sobie wiedzę. Początkowo Clarence peszyło zainteresowanie jej osobą. Z czasem zaczęła doceniać kontakt z drugim człowiekiem. Otwierała się na innych, choć wciąż skrywała w sobie pewne tajemnice. Nigdy nie rozmawiała o rodzinie. Szybko ucinała temat nie chcąc do niego wracać. Na każde propozycje odwiedzin podczas wakacji u koleżanek musiała wymyślać różnorakie kłamstwa, przez które zawsze odmawiała. Matka nigdy nie puściłaby jej za próg domu bez opieki - Hogwart był jedynie wyjątkiem, za który Clara dziękowała ojcu.
Nienawidziła wracać. Atmosfera jak w grobowcu dławiła Clarence z każdym oddechem. Wraz z upływającymi latami zachodziły w niej zmiany - przestała być tak strachliwa, zyskała więcej pewności siebie. Kiedy podczas wakacji przed czwartym rokiem odważyła się sprzeciwić matce i kiedy znów poznała palące uczucie upokorzenia na policzku, wybiegła z domu. Całą noc błąkała się po nieznanych sobie uliczkach, co rusz ocierając z czerwonej twarzy sączące się łzy. Nie mogła się uspokoić; to wtedy pierwszy raz zasmakowała włóczęgostwa. Zdołała tak chodzić po mieście przez trzy dni, cudem nie odnosząc żadnych obrażeń - aż policja przyprowadziła nieletnią do domu. W nim czekała na Clarence karczemna awantura skutkująca tym, że nastolatka nie mogła opuścić swojego pokoju aż do roku szkolnego. Wypłakała w zamknięciu wiele smutków przerywanymi czytaniem kolejnych książek. I z utęsknieniem czekała na kolejny dzień pierwszego września. W pociągu Waffling odżywała na nowo sprawiając wrażenie, że nic się nie stało. Miała zresztą całe wakacje na wymyślenie sensownej opowieści o tym, co robiła latem. Uśmiechała się kłamiąc, aż wreszcie sama w to uwierzyła - w swoje nieprawdy. Kreowanie świata pod swoją wyobraźnię dawało iluzoryczny spokój.
Do Sumów przygotowywała się skrupulatnie, zdając je śpiewająco. Numerologia, historia magii oraz transmutacja, do której miała wrodzony dryg i który odkryła dopiero w szkole - Wybitny. Astronomia, zaklęcia, obrona przed czarną magią - Powyżej Oczekiwań; tak jak eliksiry oraz zielarstwo, ale tutaj musiała się bardzo sprężyć z nauką, ponieważ te dziedziny nigdy nie były bliskie sercu Clary. Pomimo tego odczuwała dumę ze swoich osiągnięć. Adalbert kręcił nosem, że nie ze wszystkiego zdobyła najwyższą notę, a matkę nigdy nie interesowała nauka, więc nawet nie skomentowała wyników córki. Clarence nie zrażała się chłodnym przyjęciem przez rodziców jej osobistego sukcesu. Pracowała w końcu dla siebie, z chęci i potrzeby, nie dla nich.



Bertie Bott. Sympatyczny chłopak, który miał chyba więcej dziewczyn niż Waffling czytała rocznie książek. I tak go lubiła - podziwiała jego beztroskę oraz upór w dążeniu do celów, nawet kiedy coś mu nie wychodziło. Z uśmiechem obserwowała go znad czytanego tomu jak świergotał do jednej z uczennic, potem do drugiej, trzeciej, a potem znów pierwszej; zauważyła w tym nawet pewną analogię, ale nie komentowała tego w żaden sposób - to nie jej sprawa. Aż pewnego dnia, tak po prostu, stała się jedną z tych dziewczyn. Clarze podobało się to, jak namawiał ją do rzeczy, których sama nigdy nie odważyłaby się zrobić; z chłopcem o łobuzerskim uśmiechu zawsze bawiła się przednio. Nawet kiedy skończył szkołę odwiedzał ją podczas wyjść do Hogsmeade. Czuła się przy nim bezpiecznie, ale nie przywiązywała się do tej myśli. Mając w pamięci, że Bertie zawsze wracał do swojej pierwszej miłości, nie robiła sobie żadnych nadziei. Wiedziała, że piękne chwile kiedyś się zakończą - nie czuła żalu; może trochę smutku oraz zawodu, że nic, co wspaniałe oraz szczęśliwe, nie trzymało się jej na dłużej. To i tak byłoby kłopotliwe - co powiedziałaby mu po zakończeniu szkoły? Że nie mogą się już więcej spotykać, ponieważ nie pozwala jej na to matka? To brzmiało zbyt absurdalnie, nie uwierzyłby. Dlatego przygotowywała się na rozstanie jeszcze zanim ten związek zdołał się rozwinąć.
W wakacje przed ostatnią klasą rodzice musieli pilnie wyjechać do umierającej ciotki. Clara miała już siedemnaście lat, ale Terra nie pozwoliła zostać córce samej w domu. Zatrudniła do opieki nad nią starą sąsiadkę, która i tak szybko zasnęła ze zmęczenia. Młoda kobieta poczuła smak wolności i zapragnęła poprzymierzać matczyne suknie, które z racji zawodu rodzicielki zawsze były piękne i wzbudzały w Clarence niemy podziw. Przegrzebując kolejne pudła nastolatka znalazła dziwną szkatułkę, którą wiedziona ciekawością postanowiła obejrzeć. Zawartość szokowała - chłopięce śpioszki, ruchome zdjęcia z dzieciństwa, na których widniało małe dziecko płci męskiej, wycinki z gazet donoszące o tajemniczym zniknięciu. Była zdziwiona jak nigdy dotąd. Dziewczyna zamknęła wszystko pozorując stan przedmiotów sprzed użycia - nigdy nie wróciła do tego tematu podczas spożywania posiłków w rodzinnym gronie, ale myśl o tym, że miała brata nie dawała Clarze spokoju.
Mam dla ciebie wspaniałe wieści! Jak już skończysz szkołę, to załatwiłam ci pracę w moim dawnym zakładzie krawieckim. Będziesz tylko obsługiwać klientów, ponieważ nawet nie wiesz do czego służy igła - i dobrze. A do tego wybraliśmy ci już z ojcem kawalera! To Peter Bones, syn naszych dobrych przyjaciół. Ma świetną pracę, w ogóle nie niebezpieczną, więc nic złego ci się nie stanie. To naprawdę wspaniała partia. Będziecie wyglądać razem przepięknie. Tylko musimy coś zrobić z twoimi włosami i zmienić garderobę, ale wszystkim się zajmę. Clarence Bones, to brzmi tak wytwornie! (…) - ten jeden list wystarczył, żeby czara goryczy przelała się na nowo. Waffling czytała zlepek atramentowych literek w przerażeniu. Zrozumiała wreszcie, że matka nie chce się zmienić. Chce się jej pozbyć, uprzednio układając życie według swojego pomysłu. Kobieta spojrzała na meszek pieniędzy, jakie zbierała od początku szkoły - przesyłane przez ojca kieszonkowe skrupulatnie oszczędzała odmawiając sobie wszystkiego. Gdzieś w głębi siebie Clara wiedziała, że ten dzień kiedyś nadejdzie. Że zostanie zmuszona do ucieczki - przed rodziną, Grindelwaldem, sobą samą. Bała się nieznanego, tak jak bała się zostawienia wszystkiego za sobą. Odkładała tę decyzję na kiedyś, ale to kiedyś właśnie nadeszło. Nie mogła na wieczność zostać ich marionetką, tak jak nie mogła oddać sterów własnego życia komuś innemu.



Zrobiła to. Spakowała się i opuściła zamek w popłochu, nie przystępując do Owutemów. Dojechała na koniec kraju Błędnym Rycerzem, skąd wysłała paru osobom krótkie liściki - Wszystko dobrze, nie szukajcie mnie. Tylko tyle. Nie mogła tego uczynić od razu w obawie, że rodzice rozpoczną pościg. Clarence pragnęła wolności, nowego życia, jakie ułoży sama dla siebie. Złożonego z błędów oraz wyciągniętych z nich wniosków. To one składały się na człowieczeństwo, ludzkość samą w sobie. Wsiadła na statek płynący do Francji, pierwszego bastionu, kamienia milowego w podejmowaniu samodzielnych decyzji.
Było ciężko. Wynajęła niewielką klitkę w obskurnym hoteliku i próbowała się gdzieś zaczepić. Pracowała jako przewodniczka w magicznym muzeum - nauczenie się paru informacji o wystawie nie jest przecież takie trudne. Wieczorami snuła się po Paryżu, ale kiedy już wszystko obejrzała, zapragnęła czegoś więcej. Zapakowała się nielegalnie na statek płynący do Ameryki. Pieniądze topniały w zastraszającym tempie, a taka podróż sporo kosztowała. Niestety bardzo szybko Clarence została wykryta przez załogę; oddelegowano ją do sprzątania łajby w zamian na miłosierne niewyrzucenie za burtę oraz strawę. Szorowanie zatęchłych garów oraz zarzyganych przez pijanych marynarzy desek pokładu nie było robotą marzeń, ale Clara nie miała innego wyjścia z tej patowej sytuacji. Praca, choć ciężka, wręcz dla młodej kobiety mordercza, wielokrotnie poddała ją w zwątpienie. Jednak na tle wyniesionego z domu wychowania oraz poglądu na świat sprzątanie na statku wydawało się nic nieznaczącym szczególikiem. Rzucona metaforycznie na głęboką wodę Waffling próbowała dostosować się do sytuacji jaką zgotowała samej sobie. Niewybredne komentarze, niechęć oraz wysokie wymagania dotyczące niechcianego intruza wielokrotnie próbowały zmielić psychikę czarownicy - przerabiając umysł na proch lub papkę, z której lęgły się obawy. Czasem myślała, że nie da rady, że rzuci się w morską otchłań, ale wtedy przypominała sobie rodzinny dom. Nie mogła się poddać, nie teraz, kiedy przezwyciężyła już swoje największe lęki. Zaszła tak daleko - z zastraszonej panienki stała się kobietą chwytającą za stery życia, które nigdy nie należało do niej. To musiało coś znaczyć, prawda? Przekonywała siebie o tym na każdym kroku. Upokorzenie znosiła z zaciśniętymi zębami, robiła też to, co do niej należało - byle dotrwać do lądu, myślała. Przed snem zaczytywała się w tych kilku książkach, które posiadała w kuferku, co pozwalało na ukojenie nadszarpniętych przez marynarzy nerwów.
Dotarłszy do ziemi obiecanej Waffling ponownie poczuła się ogromnie zagubiona. Pieniądze skończyły się bardzo szybko, przez co noce spędzała na dworcach - w dzień próbując znaleźć jakąś pracę. Udało jej się zaczepić jako sprzątaczka w jednym z barów, ale to spotkanie Madame Noon okazało się najciekawszym wydarzeniem w jej życiu. Podstarzała cyganka była wprawną oszustką oraz manipulatorką żerującą na naiwności niepewnych siebie osób. Pokazywała im banalne sztuczki namawiając do gry za pieniądze, wróżyła przyszłość i mówiła to, co chcieli usłyszeć. A Clara świetnie liczyła, od razu przejrzała parę trików czarownicy. Ta się nią zainteresowała i wciągnęła do współpracy. Brytyjka liczyła dla niej pieniądze, podawała rekwizyty i dzieliła się z nią pomysłami na ulepszenie starych numerów. W zamian dostawała niewielki procent z przychodów. Na początku współpraca była dla młodej kobiety ciekawym doświadczeniem, ale szybko dopadły ją wyrzuty sumienia. Pewnej nocy nie wytrzymała i rzuciła wszystko, ponownie pakując się na statek - tym razem otwarcie zaproponowała kapitanowi statku usługi czyszczące w zamian za podwózkę, a ten widząc odwagę młódki pozwolił (choć wciąż niechętnie) dziewczynie płynąć razem z jego załogą. Pracując ciężko na statku odżyły wspomnienia z podróży do Ameryki; wiedziona doświadczeniem Clarence zniosła podróż dużo lepiej, ale wciąż nie mogła przyzwyczaić się do wulgarnego świata, jakiego nie była częścią. Ponownie zebrała w sobie siłę oraz determinację, zamierzając przetrwać kolejną morską wędrówkę. Tym razem aż do Włoch. To była długa, wykańczająca podróż, ale absolutnie warta widoków jakie Clarence doświadczyła na miejscu. Ten kraj od razu jej się spodobał; niestety pojawiła się okropna przeszkoda. Nieznajomość języka angielskiego przez większość tubylców. Dziewczyna długo szukała pracy próbując porozumieć się z jakimkolwiek właścicielem restauracji, baru lub pubu, ale wszelkie próby spełzały na niczym. Wreszcie pewnego wieczora po prostu wzięła się za sprzątanie w jednej z knajpek. Gospodarz obiektu przyglądał się czarownicy bez słowa, ale zawsze na koniec dnia wypłacał jej dniówkę i ciepły posiłek. To wtedy Clarence trochę przytyła - miła odmiana po głodówce w USA. Makarony oraz pizze były czymś, co bardzo jej zasmakowało i jednocześnie pozwoliło ciału zaokrąglić się.
Pracowała wieczorami i do późnej nocy, w dzień odsypiając, a popołudniami zwiedzając Rzym. Cudownie piękny wręcz. Dość długo czasu spędziła w tym słonecznym kraju pełnym serdecznych ludzi, ale wreszcie i ona miała ochotę na powrót. Clarze zbrzydło życie emigrantki z dala od znajomych oraz przyjaciół jakich zostawiła w słotnej Wielkiej Brytanii; bezowocne rozglądanie się za bratem, jakkolwiek było sprawą z góry przegraną, również zdeprymowało pannę Waffling - dlatego postanowiła wrócić.



Powrót okazał się dużo boleśniejszy niż przypuszczała. Nie z powodu emocji; pech oraz całkowite zrządzenie losu sprawiło, że do kraju zawitała akurat pierwszego maja. Jak tylko przekroczyła granicę, wydarzyło się coś strasznego - wybuch anomalii przeniósł ją w krainę legendy. Stała się jej częścią kiedy ocknęła się poturbowana na Wyspie Posępnej. Wyglądało na to, że historia miała się o nią upomnieć, choć o tym nie wiedziała. Był z nią tam również pewien mężczyzna, który także stał się ofiarą nieznanej, niszczycielskiej magii. Razem usiłowali uciec z lasu, w którym zadomowiły się kwintopedy - Clarence pamiętała tylko szaleńczy bieg ponad wystającymi korzeniami drzew, tłukące się w piersiach serce oraz krzyk ponaglenia.
Obudziła się w Świętym Mungu, w którym musiała spędzić jeszcze miesiąc w celu zagojenia rozległych ran jakie doznała w starciu z przerażającą bestią. Mężczyzna cudem zdołał ją uratować, za co była mu dozgonnie wdzięczna - choć nie miała mu nic do zaoferowania.
Po wyjściu ze szpitala korzystała z uprzejmości znajomych i przyjaciół, u których pomieszkiwała. Zatrudniła się również jako kelnerka w Czerwonym Imbryku. To nie jest to, co chciałaby robić do końca życia, ale na początek powinno udać się opłacić rachunki i jedzenie.
Przyszłość?
Jedna wielka niewiadoma.



Patronus: Gołąb ma wielkie, symboliczne znaczenie. Stanowi uosobienie prostoty, szczerości oraz łagodności, co idealnie pasowałoby właśnie do Clarence. Jako ptak lata w przestworzach będąc animizacją wolności, którą tak kocha i której jednocześnie często ulega. Na szczęście bez przesady, zręcznie lawirując między skrajnościami - idealnie dawkując oraz dążąc do harmonii. Kiedyś sądzono, że gołąb to pokój, dwa gołębie miłość; te dwie cechy są istotnie ważne dla panny Waffling.
Czarownica nauczyła się wyczarować swojego patronusa stosunkowo niedawno, albowiem dopiero podczas świadomej podróży zyskała cenne, szczęśliwe wspomnienia. Przywołując swojego magicznego obrońcę myśli o smaku wolności i życia, jakie miała okazję zaznać - o nauce, o nowych doświadczeniach oraz znajomościach jakie zawarła. Wiele poszarpanych wspomnień składających się na całość kobiecego charakteru oraz tego, co naprawdę sobie ceni. To dzięki temu zyskała pewności siebie.



Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 10 +2 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 5 +2 (różdżka)
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 20 +1 (różdżka)
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 2 Brak
Zwinność: 3 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AstronomiaI 2
Historia magiiI 2
KłamstwoI 2
NumerologiaII 10
Opieka nad magicznymi stworzeniamiI 2
SpostrzegawczośćI 2
Ukrywanie sięI 2
ZielarstwoI 2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Wytrzymałość fizycznaI2
MugoloznawstwoI 5
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)II7
Muzyka (wiedza)I ½
GotowanieI ½
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI 0,5
PływanieI 0,5
Taniec współczesnyI 0,5
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka (brak)-0
Reszta: 29,5

Wyposażenie

Różdżka



[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Clarence Waffling dnia 15.08.18 22:12, w całości zmieniany 2 razy
Clarence Waffling
Zawód : numerolog, włóczęga, kelnerka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
mieć ręce pod głową
zmrużone oczy
patrzeć jak życie
się toczy…
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6362-clarence-waffling https://www.morsmordre.net/t7114-poczta-clary#188541 https://www.morsmordre.net/t6383-wafelek https://www.morsmordre.net/t3566-pokoj-clary
Re: Clarence Waffling [odnośnik]22.08.18 18:37

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzał: Tristan Rosier
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Clarence Waffling Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Clarence Waffling [odnośnik]22.08.18 18:38


KOMPONENTYlista komponentów

INGREDIENCJEposiadane: -

BIEGŁOŚCI-

HISTORIA ROZWOJU[13.08.18] Karta postaci, -0 PD
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Clarence Waffling Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Clarence Waffling
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach