Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Cmentarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 21, 22, 23
AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Cmentarz   10.03.12 23:16

First topic message reminder :

Cmentarz

Cmentarz założony w erze wiktoriańskiej, bujnie porośnięty drzewami, krzakami oraz kwiatami i chwastami, które wyrosły tu wyłącznie w sposób naturalny. Otoczony jest kamiennym murkiem. Rzędy niezliczonych mogił ciągną się długimi sznurami przecinanymi alejkami, krzewami, żywopłotami i drzewami, podczas gdy zimna mgła przysłania niekiedy pole widzenia, mogłoby się zdawać, że cmentarz unosi się w powietrzu, gdzieś między chmurami, w tej ciszy, tym chłodzie. Niesamowite tło stanowią zapierające dech w piersiach widoki na panoramę Londynu, rozciągające się na południe od głównej stacji metra. Jest to jedno z największych i najstarszych miejsc pochowku w całej Wielkiej Brytanii. Architektura sięgająca dziewiętnastego wieku wzbudza ogromny podziw i jest inspiracją dla wielu artystów. Ta różnorodna sceneria od kilkunastu lat zaczęła powoli popadać w ruinę, zyskując jeszcze więcej na swym nietypowym uroku. W oddali, w jednym z zachodnich sektorów, znajduje się miejsce pochówku czarodziejów - osłonięte magią i rzędami brzóz, jeszcze cichsze i smutniejsze, z posągami aniołów, kamiennymi ławeczkami i wiecznie płonącymi ognikami.

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Frances Montgomery
Frances Montgomery

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5837-frances-montgomery https://www.morsmordre.net/t6040-listy-do-frani https://www.morsmordre.net/t5906-pani-prawie-profesor https://www.morsmordre.net/f164-pokatna-7-2 https://www.morsmordre.net/t6051-frances-montgomery
Zawód : nauczycielka Zaklęć w Hogwarcie
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Would it be all right
If we just sat and talked for a little while
If in exchange for your time
I give you this smile?
OPCM : 15
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz   13.09.18 23:16

Wolałaby się pomylić. Wolałaby zwracać więcej uwagi na takie szczegóły jak przebieg cmentarnej dróżki i wolałaby, żeby Florean nie potwierdził jej przypuszczeń tak jednoznacznie. I tak nie mogła uwierzyć w prawdę. Perspektywa śmierci rodziców nigdy dotąd w jej życiu nie była w pełni realna. Pojawiała się jako odległa myśl, łatwo zbywana nawet błahymi rzeczami i nigdy nie zdołała jej nawet porządnie wystraszyć.
Bez słowa słuchała opowieści Floreana, a elementy układanki, o których nawet nie wiedziała, że nie pasują same jakoś się porządkowały, tworząc bardziej spójną całość. Byłoby to skrajnie bezczelne, ale Franię niemal rozbawiło to, jak święcie przekonana była, że świetnie zna Fortescue. Postawiłaby wszystkie pieniądze, że uda jej się rozszyfrować go bezbłędnie po tylu latach znajomości. A teraz krążyła wokół niego po omacku, nie mogąc zaufać niczemu, co dotąd uważała za znajome.
- Przykro mi. – wyjąkała, zła na siebie, że nie może ofiarować mu nic prócz tego banału. Przez chwilę przyglądała się Floreanowi niewidzącym wzrokiem, a gdy wreszcie dotarło do niej, że za mechanicznymi ruchami ukrywa emocjonalny mętlik, odezwała się znowu: - Zostaw. Już dobrze. – sięgnęła, by chwycić go za rękę, wyrwać z tego zapamiętania. Nie mogła patrzeć na niego w tym stanie. – Florean. – w końcu udało jej się złapać jego dłoń, przemówiła więc nieco głośniej, by zwrócić jego uwagę. – Już dobrze.
Wcale nie było dobrze. Grób nadal był w opłakanym stanie, a porzucone gdzieś na boku stare kwiaty wciąż zalegały oskarżycielsko na myślach, ale Florean nie mógł już na to patrzeć, nie mogła pozwolić, by spadł na sam dół spirali rozpaczy i poczucia winy. Jeśli potrzebował tylko jednej dobrej rzeczy w życiu, ona nagle zapragnęła być tą rzeczą i sama się zdziwiła pewnością, jaką zastała przy tym wniosku, docierając w końcu do niego.
Trudno było nadążyć za słowami Floreana. Frances milczała przez cały czas i tylko świst powietrza, którego nabierała do płuc haustami zdradzał jej przejęcie. Mówił straszne rzeczy, rzeczy niepojęte, chociaż był przy tym bardzo opanowany, nawet za bardzo. Nie umiała na to zareagować, ledwie przetworzyła kolosalną wagę słowa „samobójstwo”, a tu padły kolejne rewelacje, o których nie miała pojęcia.
Zbiór pytań pojawiających się w jej umyśle urastał do bezliku w zastraszającym tempie, a ona nie wiedziała, który z tematów poruszyć najpierw, jeśli w ogóle mogła coś powiedzieć. Jeszcze raz zapewnić go o swoim współczuciu? Obawiała się, że jeśli nie słowami, to w niewielkich gestach i chwilach milczenia zacznie robić to bardzo często. Wysłuchanie takiej opowieści nie skończy się tu i teraz, a odbije się na przyszłości, i to bez wątpienia. Może więc powinna zapytać o Florence – jak ona to wszystko zniosła? I co z tą narzeczoną, którą wspomniał na ostatku, mogłoby się zdawać, że mimochodem? Dlaczego mówił o wszystkim naraz, niczego jej nie ułatwiając?
Co chciał jej przez to wszystko powiedzieć?
Przekaz Floreana był pozornie bardzo prosty – nie sposób takiego zakwestionować, czy doszukiwać się weń drugiego dna. Frances mimo to stała w samym środku bardzo przykrej i bardzo intymnej sytuacji, przytłoczona i skołowana. W jej głowie wirowało tyle myśli, aż nie mogła oprzeć się wrażeniu, że coś bardzo ważnego zwyczajnie jej umyka. Puściła się w pogoń za tym nieodgadnionym elementem, wiedziona dziwnym przeczuciem, że jeśli teraz go nie schwyci – będzie to niepowetowana strata. A jednak jakby wstydziła się zapytać. Wahała się bardzo przed dotknięciem któregokolwiek z czułych miejsc osłoniętych dotąd zbroją milczenia, chcąc jednocześnie położyć rękę na każdym z nich, opatrzyć rany, które najwyraźniej nadal się jątrzyły.
Nie sądziła, że nadejdzie dla niej taki moment, nie tak szybko. To, że kiedyś będzie musiała patrzeć na cierpienie Floreana było kolejną z iluzji majaczących gdzieś daleko na skraju jej świadomości, nie spodziewała się, że tak szybko pokona drogę do dnia dzisiejszego i dotrze na ten piękny, stary cmentarz.
Ta cała głębia i piękno smutku nigdy nie były większą bzdurą niż teraz, gdy pragnęła tylko jakoś go pocieszyć, a zupełnie nie miała pojęcia jak.
- Nie mamy dla nich kwiatów. – słowa, na które w końcu się zdobyła, wydały się jej znów niepomiernie żałosne i małe. Cóż teraz znaczyły te kwiaty, znicze, nawet porastająca wszystko trawa? To tylko marny symbol, który nijak nie zrównoważyłby emocji wyrastających ponad zdolności jej pojmowania. A jednak sięgnęła po różdżkę bez słowa, ciągnąc tym samym łańcuch małych gestów, którymi maskowała wielkie zakłopotanie. Przejęzyczenie o dzieciach w mig odeszło w niepamięć w porównaniu z niezręcznością sytuacji, w której teraz się znaleźli.
- Orchideus. – starała się mówić wyraźnie, chociaż głos nieco jej drżał. Nie miała tu prawa do płaczu, to nie była jej tragedia, a jednak wzruszenie niemal wzięło górę.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz   13.09.18 23:16

The member 'Frances Montgomery' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
Florean Fortescue

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 29
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz   21.09.18 0:04

Ten dzień miał wyglądać całkiem inaczej, przyjemnie i wesoło. Skończyło się na krępującej ciszy i zapuchniętych oczach, a to wszystko przeze mnie. Dopiero teraz uświadomiłem sobie jak mało Frances o mnie wie - opowiadałem jej o tylu błahostkach jak przeczytana ostatnio książka, a nigdy nie poruszyłem tak oczywistych tematów jak rodzice czy dzieciństwo. Próbowałem sobie przypomnieć czy kiedykolwiek o nich wspomniałem. Czy wie, że ojciec był historykiem i fanem legend arturiańskich? A mama posłała nas do mugolskiej szkoły? Powinienem wcześniej o tym wszystkim opowiedzieć, a nie wyskakiwać z tyloma informacjami jak Filip z konopi. Bałem się co o mnie pomyśli, a zależało mi na tym, by myślała o mnie jak najlepiej. Do tego wzmianka o Anastazji - zacząłem pluć sobie w brodę tak szybko jak tylko wypowiedziałem te słowa. To nie był odpowiedni moment na podobne zwierzenia, szczególnie, że nie miałem teraz siły ich rozwijać. Rzuciłem w jej stronę bombę i biernie obserwowałem jak wybucha, tak się nie robi. Spuściłem wzrok na jasną płytę nagrobka, wstydziłem się spojrzeć jej w oczy. Wydawało mi się, że ujrzę w nich zawód i niedowierzanie, a nie miałem w tej chwili siły się tłumaczyć i z tym walczyć. Poza tym miała pełne prawo czuć się oszukana, nie zachowałem się dobrze, po prostu. - Przepraszam - wydusiłem z siebie w końcu. Zawsze miałem problem z mówieniem o sobie, ze skupianiem na sobie uwagi, jakby moje problemy nie były ważne w porównaniu do innych problemów na świecie. Dlatego czułem się źle, że musiałem zrzucić to wszystko na jej barki, zupełnie niepotrzebnie. Odetchnąłem głęboko, próbując doprowadzić się do porządku. No tak, kwiaty. Pokiwałem głową, znowu zacząłem nerwowo rozglądać się na boki, jakbym miał obok siebie ujrzeć cały kwiecisty stragan. Na szczęście Frances wciąż trzymała głowę na karku. Co bym bez niej zrobił? Nie raz zadaje sobie to pytanie.
- Dziękuję - najwidoczniej tylko na tyle było mnie stać: przepraszam i dziękuję, naprawdę szczere, choć chyba zaczynały brzmieć jak bezmyślna mantra. Gdyby nie Frances zapewne dalej pogrążałbym się w smutku i wyrzutach sumienia dopóki bym się w nich nie utopił. Ciężko było zderzyć się z przeszłością, szczególnie teraz, kiedy teraźniejszość wcale nie prezentowała się w najjaśniejszych barwach. Powinienem zbesztać Frances za bezsensowne wystawianie się na skutki anomalii - bukiet kwiatów nie był tego wart, nawet dla moich rodziców, przecież niedaleko można było jakieś kupić. Ale nie pomyślałem o tym, raczej byłem jej wdzięczny za ten niewielki, ale za to jak miły, gest. Przyglądałem się przez chwilę wyczarowanemu bukietowi, w zasadzie nie myśląc o niczym konkretnym.
- Powinniśmy już iść - zdecydowałem po paru minutach, Frances pewnie nie chciałaby mnie pospieszać i tym sposobem spędzilibyśmy na cmentarzu resztę dnia. Z naszych planów już nic nie wyjdzie, jestem tego pewny. Mam tylko nadzieję, że między nami wszystko wróci do normy.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Frances Montgomery
Frances Montgomery

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5837-frances-montgomery https://www.morsmordre.net/t6040-listy-do-frani https://www.morsmordre.net/t5906-pani-prawie-profesor https://www.morsmordre.net/f164-pokatna-7-2 https://www.morsmordre.net/t6051-frances-montgomery
Zawód : nauczycielka Zaklęć w Hogwarcie
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Would it be all right
If we just sat and talked for a little while
If in exchange for your time
I give you this smile?
OPCM : 15
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz   26.09.18 0:23

Wyczarowane przez nią kwiaty były drobne, bardzo blado różowe. Tylko na większych płatkach widniały cieniutkie żyłki nieco śmielszego koloru. Bukiet był bardzo delikatny, niestety, prawie zanikał wśród ponurego zaniedbania, wciąż widocznego mimo ich pospiesznych prób poprawienia wyglądu grobu. Frances westchnęła lekko, nieco zawiedziona.
- Nie masz za co mi dziękować. – wcięła się w jego słowo z wyjątkowo nieodpowiednią do sytuacji niecierpliwością. Nie chciała odrzucać jego wdzięczności, chociaż czuła się z nią jakoś ciężko. Nie zrobiła nic wielkiego, wydawało jej się wręcz, że to nie jest miejsce dla niej, a mimo to mości się w nim coraz wygodniej z każdym kolejnym gestem. – Ani przepraszać tym bardziej. – jeśli już ktoś powinien komuś tu dziękować, to chyba ona jemu. W końcu nie bez przyczyny także nie opowiedziała mu wszystkiego o swojej przeszłości. Każdy ma za sobą trudne przeżycia, doświadcza się w życiu strat, o których mówić jest bardzo trudno; każde słowo płynące z bolącego serca bardzo wiele kosztuje. Oddalenie od rodziny, jakie spotkało Frances wciąż było po części nieprzepracowaną traumą, chociaż ona uparcie odmawiała myślenia o tym zdarzeniu w ten sposób, nie chcąc dopuszczać do siebie przykrej prawdy. Nawet gdyby pojęła ją jednak w całości i przemyślała wszystko, jej przejścia byłyby zupełnie nieprzystające do tego, co przydarzyło się Floreanowi. Zawarł swoją tragedię w jednym zdaniu, ukrył ją pomiędzy mniej istotnymi detalami, jakby dawał jej do zrozumienia, że to już nic, już nie ma znaczenia. Frania tymczasem wałkowała każde z jego słów już setny raz w ciągu tej krótkiej chwili ciszy, a niezadane pytania ją dławiły. Najtrudniej było jej zrozumieć samobójstwo ojca Floreana. Jego wstydliwa i przerażająca aura nie dała się zbyć żadną myślą. Wstydziła się zapytać, powiedzenie wprost, że odebrał sobie życie przerastało ją. Tym bardziej dziwiła się pozornej łatwości, z jaką powiedział to Florean i dopiero po pewnym czasie zrozumiała, że za tą zdawkowością chowają się zapewne te same uczucia, które przytłaczały teraz Frances, z tą różnicą, że jego dręczą znacznie dłużej, być może dając szansę na uporanie się z częścią z nich.
- Twoja narzeczona… – zaczęła jednak mówić, urywkami zdań i niewiele głośniej od szeptu. Nie umiałaby poruszyć tematu życia i śmierci jego rodziców bez spowodowania jakiegoś upadku, a cisza robiła się z minuty na minutę coraz bardziej nieznośna, musiała więc zrobić coś, cokolwiek. – czy ona też…? – zawiesiła głos, nie chcąc powiedzeniem głośno słowa „śmierć” przypieczętować czegoś, co zaczynało w jej wyobraźni wyglądać jak wiszące nad Floreanem fatum odbierające mu bliskich. Naturalnym wnioskiem było dla niej założyć, że ukochana przyjaciela także odeszła – dlaczego wspominałby o niej na cmentarzu, jeśli nie? Obciążył ją sporym ładunkiem wspomnień, pod którym obawiała się drgnąć. A zaledwie godzinę temu uważała sprawy, którymi zajmowali się wcześniej za ważne, gotowa zaniechać wizyty na cmentarzu. Balans rzeczy został w międzyczasie odwrócony o sto osiemdziesiąt stopni, Frances czuła teraz, przeciwnie do Floreana, że wręcz nie powinni stąd odchodzić.
- Nie musimy, jeśli chcesz jeszcze zostać. Mną nie musisz się przejmować. – chociaż ostatnie tygodnie uświadamiały jej bezlitośnie o brakach w znajomości Floreana, dostrzegła i rozpoznała targające nim emocje. Trudno było na nie patrzeć, trudniej nawet niż na gniew, z którym mogła się skonfrontować – głośno, dopuszczając do działania własną złość, sprintem pokonując dystans od niezrozumienia do agresji. Teraz, kiedy czas zwolnił, a ona musiała się zatrzymać, pojawił się problem. Czuła, jakby jednocześnie powinna go stąd czym prędzej zabrać i zmusić do zostania na cmentarzu. – Mogę poczekać na ciebie, gdybyś chciał być sam. – zaoferowała cicho chcąc uszanować jego prywatność, chociaż zostawienie go samego było ostatnią rzeczą, jaką chciała zrobić.


Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
Florean Fortescue

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 29
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz   27.09.18 23:48

Nie potrafiłem się z nią zgodzić. Jak najbardziej mam za co ją przepraszać, a już tym bardziej mam za co jej dziękować. Ta wizyta nie jest dla mnie prosta i nic tego nie zmieni, ale obecność Frances pomaga mi utrzymać fason. W przeciwnym wypadku pewnie całkiem bym się rozkleił, czyszcząc grób jeszcze przez najbliższą godzinę. Nie mam jednak siły teraz się z nią sprzeczać, dlatego jedynie kręcę delikatnie głową w oznace swojego prywatnego sprzeciwu. Ten temat na pewno jeszcze wyjdzie, żadne z nas od niego nie ucieknie, a wtedy na pewno wyrażę swoje myśli, jeszcze raz przeproszę i podziękuję, ku jej rozpaczy.
Temat Anastazji również nie jest dla mnie prosty, tym bardziej teraz, nawet nie wiem dlaczego w ogóle go poruszyłem. Aura cmentarza i grób moich rodziców nastroiły mnie do zwierzeń, ale pożałowałem tych słów tak szybko jak tylko je wypowiedziałem. Tym bardziej, że Frances podchwyciła temat, czemu wcale się nie zdziwiłem. Westchnąłem cicho, nie potrafiąc od razu udzielić jej odpowiedzi. Nad odpowiedzią na to pytanie zastanawiam się od kilku lat, tak samo jak Bertie i cała jego rodzina. Anastazja pewnego dnia zapadła się pod ziemię - co mogę o tym myśleć? Miewam gorsze i lepsze dni. Czasem wydaje mi się, że zniknęła na własne życzenie i jest jej dobrze gdziekolwiek jest. Innego dnia śnią mi się koszmary i dochodzę do wniosku, że musiała jej się stać jakaś krzywda. Staram się uciekać od tej gorszej wersji, ale za każdym razem wraca do mnie jak bumerang. Jest prawdopodobna, może nawet najprawdopodobniejsza, ale nie potrafię wypowiedzieć tego na głos. - Nie - odpowiadam, ziszczając w ten sposób swoje marzenie. - Nie wiem - poprawiam się, stwierdzając, że poprzednia odpowiedź była zbyt naiwna. Nie wiem, właśnie tak brzmi prawda.
Jesteśmy sami na tym cmentarzu, a i tak mam wrażenie jakby obserwował mnie przynajmniej tuzin osób. Pocę się bardziej niż zazwyczaj, naprawdę nie mam ochoty na dalsze zwierzenia czy odpowiadanie na pytania Frances. Na pewno ma ich wiele i jestem jej wdzięczny, że większość zostawiła dla siebie. Przyjdzie czas, że o wszystkim jej opowiem, jestem jej to winien, ale to nie jest ten moment. - Nie, chodźmy - mówię dobitniej, bo naprawdę wolałbym już opuścić to przygnębiające miejsce. Wrócę tu, na pewno, ta niezaplanowana wizyta coś we mnie odblokowała. - Wróćmy do domu - dodaję, ostatni raz spoglądając na grób rodziców, po czym odwracam się i zmierzam w kierunku wyjścia. Milczę przez całą drogę, żegnając się z Frances przed drzwiami do naszych mieszkań. Z ulgą wchodzę do środka z zamiarem położenia się na kanapie.

| ztx2




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Sybilla Vablatsky
Sybilla Vablatsky

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5842-sybilla-vablatsky-budowa https://www.morsmordre.net/t5860-lustereczko-powiedz-szczerze https://www.morsmordre.net/f166-doki-parszywy-pasazer-pokoj-4 https://www.morsmordre.net/t6086-skrytka-bankowa-nr-1440 https://www.morsmordre.net/t6087-sybilla-vablatsky
Zawód : wróżbitka
Wiek : 21
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

she walked with darkness
dripping off her shoulders;
I've seen ghosts
brighter than her soul

OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Cmentarz   31.12.18 19:21

| 10 września

Bardzo długo zwlekała z pojawieniem się tutaj, chociaż prawdę mówiąc – sama nie była pewna, co właściwie ją powstrzymywało. Nie bała się śmieci; ta towarzyszyła jej przecież od dziecka, wyzierając z oczu przewijających się przez ich stary, kuchenny stół wędrowców, błyskając migotliwie w zaparowanych powierzchniach luster, mrugając do niej zza czarnych źrenic czarodziejów i czarownic, którzy przychodzili do niej, by poznać swoją przyszłość – przyszłość, o której jeszcze nie wiedzieli, że jej nie posiadali. Gasnący na zawsze ogień życia traktowała jak część naturalnej kolei rzeczy, ani nie wylewając nad nim niepotrzebnych łez, ani nie czerpiąc z cudzej krzywdy i nieszczęścia niezdrowej przyjemności – a jednak z jego odejściem wciąż nie potrafiła się pogodzić. Nie chciała myśleć o tym, że zginął dokładnie tak, jak przewidziała w wizji, idiotycznie, bez sensu, tylko dlatego, że okazał się zbyt uparty, by jej posłuchać; nie chciała widzieć też jego imienia i nazwiska wyrytych na prostym nagrobku, stanowiącym ostateczne potwierdzenie, że naprawdę odszedł z jej życia. Nie chciała też myśleć – o tym, jak wiele jej zabrał ze sobą, i że wcale nie była na jego śmierć tak obojętna, jak sobie wmawiała.
A jednak, wygnana z doków przez natarczywą klientelę Parszywego Pasażera oraz własne, natrętne myśli, przekraczała właśnie bramę starego cmentarza, niemal stapiając się z gęstą, czepiającą się jej szaty mgłą. Na pewien sposób podobała jej się atmosfera tego miejsca; uwielbiała snującą się wzdłuż nagrobków, miękką ciszę, doceniała też możliwość skrycia się – w razie potrzeby – za jednym z rozrzuconych przypadkowo drzew. Panujący tu wiecznie chłód jej nie przeszkadzał, nie czuła też niepokoju, na który często narzekali inni, myląc melancholijną, tajemniczą aurę, z niebezpieczeństwem; niepotrzebnie, umarli nie stanowili dla żywych żadnego zagrożenia, choć Sybilla podejrzewała, że duchy czarodziejów były tutaj obecne, nie ukazując się co prawda w świecie materialnym, ale odbierając powietrzu odrobinę ciepła – na ich milczące towarzystwo wskazywały zresztą niebieskawe ogniki, schowane ostrożnie za warstwą zaklęć ochronnych i szpalerem brzóz, oddzielających magiczną część cmentarza od tej mugolskiej.
To właśnie tam skierowała swoje kroki, mocniej naciągając na twarz kaptur ciemnej szaty – nie tyle po to, by ukryć swoją tożsamość, co by zapewnić odrobinę prywatności odmalowującym się na twarzy emocjom. Nie miała problemu z odnalezieniem właściwego miejsca – nagrobek Timothy’ego był jednym z tych wyglądających na nowsze, jeszcze nienadgryzionych zębem czasu; przystanęła przy nim prawie niepewnie, wpatrując się w płaską tablicę: imię, nazwisko, data urodzenia, data śmierci – i to wszystko, cała jego tożsamość zamknięta w kilku znakach. Wydało jej się to takie nierealne, w jakiś sposób – niewłaściwe, bo przecież zasługiwał na znacznie więcej niż to; ludzie powinni wiedzieć, jak iskrzyły mu oczy, kiedy śmiał się z jej przerysowanej powagi, albo jak włosy jaśniały mu od słońca, gdy zbyt długo przebywał w porcie. Informacje, które okazały się jego ostatecznym pożegnaniem, zdawały się w porównaniu do tego błahe, nieistotne; paskudnie zwyczajne. Zanim pojawiła się na cmentarzu, wydawało jej się, że być może wypowiedzenie nad miejscem jego pochówku paru słów pomoże jej pożegnać się z przeszłością – ludzie podobno tak robili – ale teraz, gdy znalazła się nad tym milczącym grobem, sam pomysł wydał jej się absurdalny. Timothy’ego tu nie było – jego, ani niczego, bo by go przypominało – a Sybilla była pewna, że gdyby tylko się tu znalazł, od razu znienawidziłby kamienne nagrobki i anielskie rzeźby.
Westchnęła bezgłośnie, wyciągając wreszcie z połów szaty niewielką świeczkę i postawiła ją na granitowej płycie, samej przy niej przykucając. Końcem różdżki dotknęła knota, drugą dłonią osłaniając wątły płomień przed wiatrem. Zajęta tą czynnością, nie miała pojęcia, że tuż obok znajdował się ktoś jeszcze.




it's not the fall that kills you;
it's the sudden stop at the end


Powrót do góry Go down
Amadeus Crouch
Amadeus Crouch

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6411-amadeus-crouch https://www.morsmordre.net/t6576-romulus https://www.morsmordre.net/t6440-pan-dyplomata https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6577-skrytka-bankowa-nr-1610#167556 https://www.morsmordre.net/t6575-amadeus-crouch#167554
Zawód : znawca prawa, dyplomata, poliglota po godzinach
Wiek : 40
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony

I had a taste for you, once

OPCM : 5
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 16
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz   04.01.19 18:30

Teraz, gdy już odeszła, myślał o niej częściej niż kiedy żyła.
Nie robił tego jednak z miłością – nie mógł wzbudzić w swoim sercu uczuć, których nigdy nie żywił wobec Virginie, nawet podczas pierwszych miesięcy ich małżeństwa, gdy jeszcze nic nie zwiastowało tragedii. Po nich nadeszły lata goryczy i niechętnych spojrzeń rzucanych sobie nad stołem podczas nielicznych wspólnych kolacji, którym na przemian towarzyszyła wymowna cisza i subtelne uwagi, że kolejna lady z ich szlacheckich kręgów była przy nadziei.
Nie myślał więc o Virginie z tamtych gorzkich lat pełnych wzajemnej frustracji – o chłodnej i milczącej lady Crouch, której ciemne oczy śledziły go z niemym wyrzutem za każdym razem, gdy przekraczał próg małżeńskiej komnaty. Obydwoje byli boleśnie świadomi gęstniejących wokół nich salonowych plotek, szeptów i niewinnych pytań o to, kiedy wreszcie puste korytarze rezydencji przy Waterloo Avenue miały wypełnić się radosnym śmiechem dzieci. Nie potrafili ich uniknąć i choć żadne z nich nie wyraziło tej myśli na głos, obydwoje wiedzieli, że tylko narodziny dziedzica – lub chociażby dziedziczki – mogły położyć kres złośliwym insynuacjom i uleczyć ich małżeństwo.
Wspomnienie Virginie, które mimo upływu lat wciąż pielęgnował, było więc zupełnie inne i stanowiło zaledwie urywek ich wspólnego życia – prawdziwie szczęśliwego tylko w ostatnich miesiącach poprzedzających jego koniec. Choć od tamtych chwil mijało już ponad siedem lat, wciąż potrafił przywołać w sobie cień radości, jaką czuł na myśl o tym, że jego żona wreszcie spodziewała się dziecka.
Ale szczęście nie było mu dane – od losu otrzymał jedynie śmierć Virginie i ich syna.
Przekraczał więc cmentarną furtę niczym przegrany mierzący się ze swoim przeciwnikiem; śmiertelnik bezsilny wobec łakomej i nieubłaganej śmierci, kapryśnie wyciągającej swe kościste ręce po ludzkie życie. Nie zjawił się tu jednak, aby oddać jej pokłon – wiedział przecież, że istniała inna siła, potężna mroczna magia, która była w stanie mierzyć się ze śmiercią i której tajemnice pragnął posiąść, by zemścić się na okrutnej kostusze, wydrzeć jej władzę i zaśmiać się w twarz - tak jak ona sama przed laty.
Ale na to Amadeus musiał mimo wszystko poczekać.
Dziś z kolei przybył na cmentarz po to, by – jak co miesiąc - złożyć wyrazy szacunku zmarłej żonie i synowi, którzy byli tu pochowani. Klucząc między nagrobkami zatopionymi w mlecznobiałej mgle, szukał wzrokiem odpowiedniej mogiły, niewiele przejmując się zimnem, które kąsało jego twarz i okryte ciemnogranatową szatą ciało. Wyjątkowo porzucił dzisiaj bogato zdobione materiały na korzyść dość prostego odzienia, swoją pozycję społeczną zaznaczając jedynie złotą broszą w kształcie crouchowskiej jemioły i sygnetem z rodowym herbem. Wątpił zresztą, że spotka tu kogoś znajomego; planował także szybko powrócić na Waterloo Avenue, gdzie na biurku w gabinecie czekał już stos dokumentów, którymi powinien był się zająć.
Wreszcie z mgły wynurzył się okazały grobowiec ozdobiony figurą kobiety o łagodnym wyrazie marmurowej twarzy. Rzeźba trzymała w swoich ramionach roześmiane dziecko, a w jej podstawie znajdowała się tablica z wygrawerowanymi herbami Crouchów i Averych, datami urodzenia i śmierci oraz imieniem – tylko tym należącym do jego żony.
Opuścił lekko głowę i podążył w stronę mogiły, obdarzywszy przelotnym spojrzeniem postać w czerni, zapalającą właśnie pojedynczą świeczkę na pobliskim grobie. Nie poświęcił jej jednak więcej uwagi, przystając w miejscu i kierując wzrok ku błękitnemu, nigdy niegasnącemu ognikowi, który unosił się nad grobem jego rodziny.
Zlecił wznieść ten grobowiec zaledwie dzień po tragedii, nawet nie pytając o cenę.
Żadne pieniądze nie były jednak w stanie przywrócić utraconego życia.
Machnąwszy lekko różdżką, by usunąć bluszcz, który zaczynał już piąć się po kamiennej sukni lady Crouch, Amadeus rzucił ostatnie spojrzenie na mogiłę, po czym odwrócił się z zamiarem opuszczenia cmentarza. Ruszając tam, skąd przyszedł, mimowolnie zerknął w stronę samotnej postaci i dopiero wówczas ujrzał młodą kobiecą twarz, wyłaniającą się z kaptura szaty.
Dziwne uczucie kazało mu przystanąć i spojrzeć na prostą kamienną płytę, przed którą tańczył płomień zapalonej przez czarownicę świecy. Spoczywający pod nią mężczyzna nie nosił znanego mu nazwiska – a tym bardziej szlacheckiego – lecz ta sama nieokreślona siła sprawiła, że Amadeus przeniósł spojrzenie z powrotem na nieznajomą.
- Wyrazy współczucia – dość beznamiętne słowa same odnalazły drogę do jego ust; w rzeczywistości niekoniecznie współczuł kobiecie, była dla niego zupełnie obcą, a na dodatek nieznanej krwi czarownicą, lecz uprzejmość nic go nie kosztowała.


Powrót do góry Go down
 

Cmentarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 23 z 23Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 21, 22, 23

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Enfield-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19