Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kieran Rineheart

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Kieran Rineheart
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f101-hartlake-road-18-1 https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Zawód : auror
Wiek : 52
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 23
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Kieran Rineheart   29.08.18 21:37

Talia Tarota

[bylobrzydkobedzieladnie]


Powrót do góry Go down
Kieran Rineheart
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f101-hartlake-road-18-1 https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Zawód : auror
Wiek : 52
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 23
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kieran Rineheart   18.12.18 19:45

Głupiec
Aleja Śmiertelnego NokturnuSierpień 1913

Uwielbiał odwiedzać Ulicę Pokątną. Zawsze urzekała go jej barwność tworzona przez różnorodne sklepowe witryny, co tak bardzo starały się przyciągnąć uwagę przechodniów. Sklep z kociołkami zawsze stawiał przy szybach najbardziej wypolerowane towary spośród pozostałych, w których śmiało można byłoby się przejrzeć, gdyby podobnej funkcji nie pełniło dbale umyte okno. A jeden z nich, taki mały i złoty znajdujący się tuż przy wejściu, wypełniony był cukierkami i chyba wszystkie dzieci wierzyły, że są one przeznaczone do degustacji. O tym jednak nie było sposobu się przekonać, jeśli nie weszło się do środka sklepu. Ale Kieran nie tylko do tego sklepu nie miał okazji wejść. Sklep z miotłami również musiał ominąć, choć zaciekawione spojrzenie niebieskich oczu dziecka sunęło po rzędzie najnowszej edycji sportowych mioteł. Liczebnością dominowały Księżycowe Brzytwy. Dobrze znał ten model, który swój debiut miał na początku wieku. Smukła miotła o rączce z jesionowego drewna po ponad dziesięciu latach przestała być ekskluzywnym towarem, choć przez swą cenę wciąż pozostawała poza zasięgiem przeciętnych czarodziejów. Teraz marzeniem wszystkich, amatorów i zawodowców, była Srebrna Strzała. Tyle się słyszało o jej niesamowitej prędkości i zwinności. Siedemdziesiąt mil na godzinę na miotle! I co z tego, że jedynie osiągała taką prędkość z wiatrem, to i tak pozostawało czymś niesamowitym. Dziewięcioletni Irlandczyk nad wyraz chętnie przykleiłby się do witryny i spoglądał na dzieło sztuki, lecz żywe kroki ojca prącego do przodu nie dawały mu takiej możliwości. Trochę żałował, że nie mógł tutaj przybyć z mamą, ona pozwoliłaby mu przyglądać się tym wszystkim cudom i sama by się nimi zachwycała. Pozostawało mu żyć złożoną przez nią niegdyś obietnicą, że wybiorą się na Pokątną razem, gdy już trzeba będzie szykować mu szkolną wyprawkę. Już tylko dwa lata oczekiwania zostały. Dostanie swoją pierwszą różdżkę i uda się do Hogwartu! Czasami śnił o wielkim zamku znanym z opowieści mamy – o długich korytarzach, ruchomych schodach, posągach skrywającymi tajemne przejścia, wysokich wieżach. Marzyły mu się te wszystkie przygody.
Gdy dalej gnał za swym ojcem, przeszedł jeszcze w pośpiechu obok Esów i Floresów, gdzie z wystawionych z przodu książek, z premedytacją otwartych, spozierały przeróżne postaci. Udało mu się dostrzec kątem oka tylko widmo starego czarodzieja z długą, siwą brodą i o zmarszczonych groźnie brwiach. To na pewno musiał być jakiś czarny charakter, bo ta cała surowość wręcz od niego biła. A może jednak był to jakiś mędrzec, twardy nauczyciel nie żyjący sentymentami? Chciał się dowiedzieć, ale nie miał na to szans, kiedy gonił rosłą postać swojego ojca. Chyba nie bez powodu widział potrzebę gnania przed siebie, choć przecież nie musieli niczego pilnie załatwiać. Kieran dobrze pamiętał jak mama wyraźnie mówiła, że mają zabrać zamówione dla niego ubrania, bo ze starych już wyrósł. I przy okazji rozejrzeć się za jakimiś butami, ale co do tego nawet sam zainteresowany nie był przekonany. Te stare jeszcze go nie cisnęły i nie przecierały.
I wtedy coś się musiało wydarzyć, bo zaaferowany czymś tata nagle wyskoczył do przodu i po kilku sprężystych krokach wyciągnął różdżkę. Śmiało wycelował ją do przodu i głośno wyartykułował inkantację zaklęcia.
Drętwota!
Nie mógł zauważyć co właściwie się wydarzyło, bo zaraz cały widok zasłoniły mu większe sylwetki dorosłych. Nawet promienia zaklęcia zbytnio nie widział, ledwie błysk przebijający się przez rząd skupionych nagle wokół ciał. Szukał luki, wspinał się na palcach, a nawet zaczął przepraszać jakiegoś pana w eleganckiej szacie, ale nic nie pomogło mu przedrzeć się do przodu. Jednak w końcu czarodziej głuchy na jego wcześniejsze prośby odsunął się i wówczas przed Kieranem stanął ojciec. Chłopiec natychmiast dostrzegł, że dziwnym trafem rodzic miał dwie różdżki – swoją w dłoni prawej i jakąś obcą w lewej.
Poczekaj tu na mnie – powiedział i zaraz zniknął, a za nim ruszyła jakaś kobieta, która nieustannie dziękowała mu za uratowanie z opresji. Ale przed czym właściwie została uratowana i to na dodatek przez jego ojca? Potem zauważył jeszcze, że ojciec chwycił za ramię jakiegoś mężczyznę i agresywnie popchnął do przodu, wyraźnie ponaglając. Co się wydarzyło?
Wiedział tylko, że musi czekać w wyznaczonym miejscu. Na jego nieszczęście nie stał obok jednej z witryn, co nęciłaby go barwną oprawą z elementami ożywionymi magią, ale na skrzyżowaniu dwóch ulic. Ta druga niezbyt przypominała Pokątną, właściwie to była jej odwrotnością. Taka szara i niezbyt żywa, tam gdzieś dalej nawet ewidentnie brudna, bo ta dziwna kupka leżąca na brukowanej kostce po prostu musiała być kupką śmieci, prawda? Najbardziej dziwne było to, że nie widać było nikogo. Znaczy, o jakiś budynek opierał się plecami wysoki i bardzo szczupły mężczyzna w podziurawionym płaszczu, ale Kieran usilnie starał się na niego nie patrzeć. W końcu przyjrzał się bardziej jednemu z szyldów. Tabliczka z nazwą najpodlejszej ulicy spośród wszystkich przyzywała go do siebie i w końcu znęciła skutecznie. Z początku tylko się do niej zbliżył, wykonał jeden krok i wciąż od nowa odczytywał pełną nazwę ulicy. Ulica Śmiertelnego Nokturnu. Drugi człon nazwy nie brzmiał zbyt kusząco, ale i to trzecie słowo nie budziło jego zaufania, bo naprawdę nie wiedział czym jest ten cały nokturn. Co to właściwie za słowo i co ono oznacza? Chwilę się nad tym głowił, kiedy w głębi ulicy nie przemknął nagle jakiś cień. Zauważył to jedynie kątem oka, niezbyt pewien tego, co właściwie zobaczył. Ale był ciekaw. Jakże był chętny do odkrycia czegoś nowego, najlepiej czegoś, co nikomu jeszcze nieznane! Na pamięć znał upiorne opowieści ojca o tym miejscu, ale nie wydawało mu się ono straszne, gdy kierował swój wzrok w głąb ulicy, która co najwyżej była odrobinę bardziej szara, bo i trochę zaniedbana. Zrobił kolejne dwa kroki, po czym przystanął i w jednej chwili znieruchomiał, aby rozejrzeć się odrobinę uważniej po otoczeniu. Nic złego się nie stało. Wcale nie czuł się tak, jakby wszedł do zupełnie innego świata, choć przekroczył jakąś niewidzialną linię, taką umowną, co to rozróżniała miejsce dobre od złego. I może rzeczywiście mocno zabrudzona witryna z niezapalonymi świecami i pajęczynami powinna dać mu do myślenia i zmusić do zawrócenia z tej drogi. Ale brak ataku z którejkolwiek strony zachęcił go do ruszenia dalej i w końcu skręcił w lewo w wąską uliczkę, gdzie – jak mu się wydawało – pomknął tajemniczy cień. Wtedy usłyszał za sobą czyjś rechot, więc odwrócił się gwałtownie. To właśnie wcześniej widziany mężczyzna w płaszczu wybuchł śmiechem i się poruszył. Serce Kierana zabiło mocniej ze strachu, więc szybkim krokiem ruszył do przodu, bezmyślnie zagłębiając się dalej w uliczkę. Potem znów dostrzegł niekształtną sylwetkę, która tym razem skręciła w prawo. Bezmyślnie pognał za nią. Ale tym razem w kolejnej uliczce zobaczył chłopca z szarym kundlem przy nodze. Na jego widok mały Rineheart poczuł ulgę i nawet uśmiechnął się nieśmiało.
Cześć – przywitał się i wyciągnął rękę, wciąż czując się trochę niepewnie, ale w tym jednym geście zawarł resztki swojej odwagi i dumy. – Jestem Kieran – przedstawił się szybko, nie tracąc wcale entuzjazmu. Drugi chłopiec przechylił głowę na bok, spojrzał na niego jak na wariata, a potem skinął głową. Ręki jednak nie podał.
Peter – burknął pod nosem i zaraz ruszył kolejną wąską uliczką, a pies wiernie pobiegł za nim. Kieran również zagłębił się pomiędzy kolejne stare, szare budynki.
A jak nazywa się twój pies? – spytał szybko o pierwszą rzecz jaka przyszła mu do głowy, aby nie skazywać ich na milczenie.
Dorajda.
Dorajda?
Drugi chłopiec w końcu odwrócił się, aby rzucić mu jedno krótkie spojrzenie, przez które czuł się mocno oceniany.
Skoro nie jest niedorajdą, to jest chyba dorajdą, co nie?
Po raz pierwszy spotkał się z takim rozumowaniem, jednak zaraz gorliwie pokiwał głową, chcąc zaznaczyć, że mimo wszystko rozumie taki punkt widzenia.
A ile masz lat?
Dziewięć.
Ja też – pokiwał przy tym głową z zadowoleniem, jakby odkrycie czegoś, co ich łączy, było niezwykle istotne. – Za dwa lata będę szedł do Hogwartu i na pewno trafię do Gryffindoru jak mój tata. Moja mama było w Hufflepuffie, ale ja ponoć mam zbyt dużo wyrwy, aby do niego trafić.
Na te słowa nie otrzymał już jakiejkolwiek reakcji.
Mieszkasz tutaj?
Nie otrzymał odpowiedzi na to pytanie. Pomiędzy nimi zapadła bardzo niezręczna cisza, nawet pies nie szczekał. W sumie to nie zaszczekał ani razu. Kieran już nie czuł się do końca bezpiecznie w towarzystwie rówieśnika, swoją drogą niezbyt przyjaznego.
Wiesz może jak dojść na Pokątną? – odważył się w końcu spytać, wyczuwając jakieś dziwne napięcie pomiędzy nimi. – Tata na mnie czeka.
Chłopiec z Nokturnu nie odwrócił się, jedynie zagwizdał na psa, który nagle ruszył przodem i skręcił w kolejną wąską uliczkę. Kieran szybko pogubił się w ich plątaninie, mocno tym zmartwiony. Ale czy inne dziecko mogłoby świadomie prowadzić drugie wprost do zagrożenia? Skręcenie po raz kolejny w lewo okazało się jasną odpowiedzią na ten dylemat. Mały Irlandczyk wpadł w pułapkę. Zauważył to dopiero, gdy w ślepej uliczce dostrzegł trzech starszych chłopaków. Usłyszał gwizd, a potem przekleństwo pełne agresji i zawodu. Jeden z dryblasów z tej trójki ruszył nagle gwałtownie do przodu i Kieran mimowolnie wzdrygnął się.
I kogo nam tu przyprowadziłeś? – spytał ze złością jeden z nastolatków, chwytając za ramię Petera, aby potrząsnąć nim brutalnie. Kieran przyglądał się temu z ogromnym zaskoczeniem. Nawet jeśli już wiedział, że został zdradzony przez dopiero co poznanego rówieśnika, to wcale nie życzył mu źle. – Niby z czego mamy skroić jakiegoś gówniarza?
Nie było nikogo lepszego.
Zamknij się! – krzyknął starszy chłopak i uderzył Petera w twarz otwartą dłonią, następnie odrzucił go w bok jak szmacianą lalkę, a drobniejsze ciało uderzyło o kamienną ścianę budynku. Dojda szybko stanął w obronie swojego towarzysza, szczekając głośno, gdy tylko znalazł się pomiędzy nim a agresorem. Niewiele zdziałała, bo brutalne kopnięcie i jego posłało na ścianę.
Nie bij ich! – zakrzyknął walczenie Kieran, choć nie miał żadnych szans przeciwko trzem zdecydowanie silniejszym nastolatkom. Ale nie mógł przecież przyglądać się bezczynie całej sytuacji.
Coś powiedział? – wyrzucił z siebie ten najbardziej agresywny typ. Drugi wybuchnął śmiechem na sprzeciw dziewięciolatka, zaś trzeci patrzył tylko na wszystko z zaciśniętymi mocno ustami. W końcu jednak drgnął, kiedy i Kieran został mocno pochwycony za ramiona.
Zostaw go – nakazał wreszcie ten najmniej zaangażowany. – Może uda nam się coś zgarnąć za jego ciuchy. No i buty ma całkiem porządne.
Dryblas momentalnie go puścił, po czym zerknął na jego obuwie, nagle wielce nim zainteresowany.
Rzeczywiście – stwierdził z szelmowskim uśmiechem. – Mojemu bratu przydałyby się nowe buty.
To mu je kup, bo moich nie dostaniesz – odpyskował śmiało, po czym umknął dwa kroki do tyłu, ale szybko nastał kres jego ucieczki, gdy długą ręką sięgnęła po niego i zacisnęła się na ramieniu.
– Ty mały gnojku.
– Mówiłem żebyś go zostawił.
– Po mordzie powinien dostać. Przynajmniej raz.

Nie chciał dostać lania. Co innego było oberwać po głowie od ojca, ale dlaczego niby miałby być workiem treningowym dla jakiś durniów? Chciał uniknąć ciosów, lecz nigdy nie potrafił być do końca potulny. Musiał więc jakoś odstraszyć nastolatków.
Mój tata jest aurorem! – wykrzyczał prawdę z cały sił w drobnych płucach, zawierając w niej jak najwięcej groźby.
Znów usłyszał gromki śmiech tego najbardziej wesołkowatego nastolatka z całej trójki.
A mój to jest pieprzonym lordem.
– Teraz to na pewno oberwiesz, młody
– wyjaśnił ten najbardziej opanowany. – Nie lubimy tutaj aurorów.
Widział już jak ten najchętniejszy do zlania go po gębie już chce zamachnąć się pięścią. Ale właśnie w tej chwili ktoś rzucił zaklęcie. Wyraźnie usłyszał wypowiedziane rozeźlonym tonem Everte Stati, które odrzuciło osiłka o dobre dwa metry w głąb ślepej uliczki. Kieran odwrócił się i wielką ulgą spojrzał na ojca. Ale ten nie zaszczycił go nawet krótkim spojrzeniem, intensywnie wpatrując się w syna.
Chodź tu Kieran – zażądał surowo, przez co chłopiec natychmiast zbliżył się do niego i znów poczuł solidny uścisk na ramieniu, ale tym razem przynajmniej ojcowski. Zdołał jeszcze spojrzeć na Petera przygarniającego do siebie bojaźliwie Dorajdę nim poczuł znane już uczucie pociągnięcia w okolicy pępka. Zamrugał, zacisnął mocno powieki i zagryzł dolną wargę.
Po otworzeniu oczu był już z ojcem przed rodzinnym domem. Mężczyzna szarpnął nim, kierując ku niemu rozwścieczone spojrzenie.
Co ja ci mówiłem?! – ryknął gardłowo. – Miałeś na mnie czekać, gówniarzu!
Krzyki szybko wyciągnęły z domu matkę, która śmiało ruszyła ku nim i odciągnęła syna od męża.
O co się tak wściekasz, co?
Twój syn zwiedzał Nokturn, wyobrażasz to sobie?! – zaczął uskarżać się ojciec, przez co Kieran ze wstydu spuścił głowę. – Polazł tam, choć kazałem mu czekać!
Kobieta spojrzała to na męża, potem zaś na syna, a widząc struchlałą twarz Kierana momentalnie przygarnęła go do siebie, wtulając go w siebie z czułością.
Miałeś kupić mu ubrania – przypomniała spokojnie pani Rineheart. – I rozejrzeć się za nowymi butami dla niego.
Kazałem mu czekać! – wyrzucił z siebie donośnie małżonek, choć już ze zdecydowanie mniejszą siłą przebicia niż wcześnie. – Dorwałem złodzieja i…
I co? – przerwała mu jawnie zirytowana Alona, układając dłonie na biodrach, wypuszczając tym samym syna z uścisku. – Kieran, do domu.
Z początku chłopiec nawet nie drgnął, tak jak i ojciec, choć ten nie był już tak stanowczo wyprostowany, a więc przestał wyglądać wielce przerażająco.
Coś powiedziałam.
I dopiero po tych słowach zniknął za drzwiami domostwa Rineheartów. Grzecznie usiadł przy kuchennym stole i zaczął obracać w dłoniach drewnianego konika otrzymanego od taty. Rodzice naprawdę rzadko się kłócili, ale gdy już to robili, to cały dom się trząsł od wrzasków ojca. Chociaż i jego mama potrafiła donośnie krzyknąć. Tym razem zanosiło się na to, że krzyczeć w nerwach będą wspólnie.
– Dziwisz mu się?! Ciągle gadasz o nokturnie, to nie dziwota, że tam poszedł?
– A więc teraz to moja wina, że polazł właśnie tam?!
– Gdybyś go pilnował, to by tam nie poszedł!
– Ma już dziwięć lat, więc poczekanie na mnie kilku minut nie powinno być dla niego wyzwaniem.
– Miałeś spędzić z nim czas a nie się włóczyć za złodziejami!
– Najlepiej żebym odwrócił wzrok od kradzieży, bo miałem zajmować się synem?!
– Właśnie tak! Syn powinien być dla ciebie ważniejszy!

Czuł się winny tej kłótni. Przez ciekawość wpakował się w przykrą sytuację i gdyby nie szybka interwencja ojca, pewnie skończyłoby się o wiele gorzej. Teraz już przynajmniej wiedział, ze nawet dzieci mogą być podłe i działać z premedytacją. I na własnej skórze się przekonał, że Nokturn to siedlisko wszelkiego zła, skoro dotyka ono nawet dzieci. Jak w ogóle można nie lubić aurorów? Tego pojąć nie potrafił.


Powrót do góry Go down
 

Kieran Rineheart

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie :: Talia kart Tarota-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19