Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Komnaty Elodie
AutorWiadomość
Komnaty Elodie [odnośnik]29.08.18 22:40

Komnaty Elodie

W powietrzu unosi się subtelny aromat drzewa sandałowego oraz wanilii i to on jako pierwszy wita każdego, kto zdecyduje się przekroczyć próg komnat panienki Elodie. Dalej widać już tylko przygasłą zieleń zdobioną złotem, podkreślanym przez promienie słońca wpadające przez wysokie okna. Aby znaleźć się w części sypialnianej, należy przejść przez niewielki salonik służący do wypoczynku oraz przyjmowaniu tylko najbliższych sercu gości. Miękkie dywany z futer srebrnych lisów tłumią kroki oraz pieszczą nagą skórę, wygodna kanapa oraz dwa fotele stoją w samym centrum pomieszczenia — pomiędzy nimi mieści się zaś elegancki stolik, na którym zawsze znajduje się świeżo parzona przez skrzaty herbata jaśminowa, kilka uroczych filiżanek, miseczka świeżych borówek oraz patera z najprzedniejszymi łakociami, które mają umilać niemalże każdą chwilę odpoczynku. Pod jedną ze ścian znajduje się regał z ulubionymi książkami młodej lady, nieopodal zaś mieści się niewielki kominek niepodłączony do sieci fiuu — nie tylko ma ogrzewać pokoik w chłodne dni, ale też roztacza nader przytulną atmosferę. Równie często ujrzeć można wazony pełne świeżo ściętych kwiatów. Część sypialniana zaś zawiera szerokie łoże z baldachimem, toaletkę z ogromnym lustrem, gdzie można zauważyć smukłe szyjki flakoników perfum oraz przyborów do makijażu. W szufladach mieszczą się skromne, acz ulubione elementy biżuterii — te bardziej wystawne są umieszczone w przestronnej garderobie, wypełnionej po brzegi sukniami, butami, etolami, futrami. Jest ich tak wiele, że miejsca pozostało jedynie na lustro oraz popielatą pufę. Nieopodal iście królewskiego łoża znajdują się drzwi prowadzącej do prywatnej łazienki.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Komnaty Elodie Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Komnaty Elodie [odnośnik]15.07.19 23:44

16 XII 1956


Towarzyszył im stukot niewielkich obcasików oraz ledwie tłumiony śmiech, osiadający na przygryzionych wargach. Spódnice bogato zdobionych sukien to szeleściły na marmurowych posadzkach rodowej posiadłości, to furkotały, gdy kolejne z wiotkich ciał jęło obracać się wokół własnej osi, wyciągając łapczywie rączki w stronę co wolniejszych towarzyszek, chcąc złączyć gładkie dłonie w uścisku, pociągnąć dalej w labirynt jasnych korytarzy. Haftowane chusteczki oraz chusty zwykłe zajmować miejsce w zgięciu łokci unosiły się w powietrzu, trzymane za ledwie jedną końcówkę, gotowe być odrzuconymi w prawdziwie dramatycznym momencie, byleby tylko oddalić od siebie potencjalny pościg — nikt przecież nie lubił bałaganu zakłócającego estetykę danego wnętrza, nieprawdaż? Trzepocące w piersiach serca rozsadzała czysta radość oraz dziecięca psota, iskrami osiadająca w jasnych spojrzeniach dziewczątek i nawet złośliwa pogoda, śnieżna zawierucha odbierająca wszelki urok zimie, nie była w stanie cieniem okryć pełnych życia tęczówek. Szaleńczy pęd uległ na moment rozpadowi, gdy przekroczyły próg szerokich drzwi prowadzących do jednego z otwartych saloników i na samych czubkach palców, próbowały przemknąć się niespostrzeżenie na drugi koniec pomieszczenia, wspierane chichotem oraz dosyć nieudanymi próbami uciszania się wzajemnie. Tylko drgnięcie ust lorda Vincenta Parkinsona oraz uniesienie wyżej czytanej księgi, tak by przypadkiem przysłoniła widok niesfornych panienek, świadczyło o tym, jak bardzo nieudolne były to starania. Drgnięcie zaraz przerodziło się w prawdziwie ciepły uśmiech, gdy szczupłe ramiona oplotły jego szyję, a miękkie wargi musnęły skroń w powitalnym geście, tylko po to by jego najmłodsza córeczka zaraz mogła dołączyć do rozszczebiotanych kuzynek. Mężczyzna pokręcił tylko głową, powracając do lektury, choć zwyczajowa marsowa mina nie pojawiła się ponownie na jego twarzy przez dłuższy czas. Ach, młodość.
Przemykały zwinnie, tracąc powoli dech, akceptując spadek sił, lękając się niezmiennie plebejskich plam potu, a jednak nie zatrzymywały się do czasu, aż do ich uszu nie dotarły obce dźwięki, głosy z pozoru nieznane. Ellie oplotła ramię najbliższego dziewczątka i po zadziwiająco krótkiej, acz wymownej rozmowie przeprowadzonej przy pomocy orzechowych ślepi, wyrazistych brwi oraz odpowiedniemu kręceniu kształtnego noska, ośmieliła się wychylić zza rogu, chcąc rozeznać się w sytuacji, ustalić jak najdogodniejszą trasę do swoich komnat, gdzie perełki zamierzały przeprowadzić najprawdziwszą naradę, którą zdecydowanie powinny okrasić herbatą. I może ciasteczkami. Niemalże podskoczyła ucieszona, gdy dostrzegła, do kogo należały wypowiadane słowa, chowając się zaraz, by gorączkowymi szeptami mogła wymienić się zdobytymi informacjami. Najwyraźniej maman postanowiła zaprosić do siebie znajome lady Nott, pośród których znalazła się jedna z ulubionych lwic jasnowłosej artystki. Reszta głów młodziutkich Parkinsonówien, które nie mogły oprzeć się pokusie zerknięcia na korowód elegancko ubranych dam, stwierdziły jednogłośnie — przy wspólnym poruszeniu brwi oraz wydęciu policzków — iż Elise zdecydowanie powinna do nich dołączyć! Czymże byłaby rodzinna narada, bez pikantnych szczegółów ich prywatnego szpiega z zewnątrz?
Elise... — szepce cichuteńko Elodie, ostrożnie próbując przywołać ku sobie uwagę szatynki o prawdziwie sarnich oczach. Macha ręką i być może przypadkiem (ale prawdopodobnie nie), dźga którąś z otaczających ją kuzyneczek łokciem, coby swoim śmiechem nie zwabiła starszych niewiast, niwecząc tym sromotnie ich plany.


Run your fingers through my hair,
Tell me I'm the fairest of the fair
Elodie Burke
Zawód : Dama na trzy etaty
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna

she's a saint
with the lips of a sinner


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
she`s an  a n g e l
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6266-elodie-parkinson https://www.morsmordre.net/t6336-lethe https://www.morsmordre.net/t6343-once-upon-a-time https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6333-skrytka-bankowa-nr-1568 https://www.morsmordre.net/t6335-elodie-parkinson
Re: Komnaty Elodie [odnośnik]16.07.19 13:22
Dawno nie odwiedzała posiadłości Parkinsonów, ale ucieszyła ją perspektywa odwiedzin u Parkinsonówien, a zwłaszcza jednej z nich, jej kuzynki Elodie. Wśród panienek z tego rodu Nottówna mogła odnaleźć zrozumienie dla przykładania tak dużej wagi do wyglądu zewnętrznego oraz najlepszej jakości sukien. W końcu to właśnie w rękach tego rodu był najznamienitszy Dom Mody w kraju! A Elise uwielbiała dobrze wyglądać i była to dla niej naprawdę ważna rzecz.
Do posiadłości Parkinsonów przybyła w towarzystwie matki. Obie były spragnione wyrwania się z murów Ashfield Manor i towarzyskiej wizyty u zaprzyjaźnionego rodu, z którymi Nottów łączyły bliskie więzi, także krwi; jedna z sióstr ojca Elise była bowiem matką jej drogiej kuzyneczki Elodie, dlatego dziewczęta odwiedzały się regularnie, szczególnie przez letnie wakacje, bo nie dane im było uczyć się razem. Elise zawsze zazdrościła krewniaczce możliwości pobierania nauk w Beauxbatons, podczas gdy sama została wysłana do nudnego, pozbawionego artyzmu Hogwartu i mogła tylko marzyć o francuskiej akademii, która jawiła jej się jako miejsce znacznie ciekawsze i bardziej dystyngowane, a także obfitujące w doznania artystyczne.
Suknia, którą miała na sobie, pochodziła (jak zdecydowana większość jej garderoby) od Parkinsonów. Miała też idealnie ułożoną fryzurkę – w końcu odwiedzając tę rodzinę musiała wyglądać perfekcyjnie, by nie odstawać od Elodie i innych panienek Parkinson. Chciała, by zachwalały i podziwiały jej wygląd. Dbanie o siebie i o opinię innych dam nadal było pewną pociechą i normalnością w tych okropnych czasach pełnych paskudnych anomalii. Tak bardzo okropnych, przez które nie mogła rozkoszować się w pełni swoim dorosłym życiem! Nie obchodziły jej tragedie zwykłych ludzi z gminu; dla niej prawdziwym nieszczęściem było to, że nie mogła w pełni cieszyć się pierwszymi miesiącami po debiucie, a anomalie narażały na szwank nie tylko jej zdrowie, ale i wygląd. Nadal odczuwała też w serduszku zadrę pozostawioną przez pewnego zdrajcę krwi, jednak stopniowo coraz bardziej wyrzucała go ze swoich myśli i z biegiem czasu coraz łatwiej przychodziło jej nie myślenie o nim i o jego podłym uczynku. Spędzała dnie pielęgnując swe umiejętności gry na fortepianie i z utęsknieniem wyczekując wszelkich towarzyskich wyjść i spotkań.
Widok Elodie naprawdę ją ucieszył. Na pięknej twarzyczce Elise pojawił się uśmiech, gdy tylko jej spojrzenie napotkało na panienkę Parkinson otoczoną przez wianuszek innych dziewcząt. Och, tak bardzo miała ochotę na towarzyskie ploteczki! W Ashfield Manor często odczuwała brak rówieśniczek, jeśli nie liczyć siostry; większość kuzynostwa była od niej sporo starsza, dlatego zawsze z chęcią przyjmowała wizyty na włościach rodziny matki, ale Parkinsonów również odwiedzała chętnie. Choć gdy zabraknie tu Elodie, miejsce to z pewnością straci dla niej sporo ze swego uroku.
- Droga Elodie – powitała ją z entuzjazmem, po czym przywitała także jej krewniaczki. – Co u ciebie słychać? Och, tak dawno się nie widziałyśmy, więc chyba pora nadrobić zaległości! Zdążyłam się stęsknić za naszymi rozmowami.
Doskonale pamiętała, że Elodie także była tamtego feralnego dnia w Stonehenge i zapewne również przeżyła tamte tragedie. Później nie miały zbyt wielu okazji do spotkań, a na pewno nie do dłuższych rozmów, choć oczywiście wymieniały listy. Miała jednak nadzieję, że kuzynka dobrze sobie z tym wszystkim poradziła i że zaraz opowie jej, co ciekawego robiła w ostatnim czasie, bo na pewno robiła sporo ciekawych rzeczy. Poza tym chyba czas najwyższy, by pochwaliła się zaręczynami!

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Elise Nott dnia 26.12.19 21:54, w całości zmieniany 2 razy
Elise Nott
Zawód : Dama, ozdoba salonów
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ty się nazywasz lew, a lwa nie obchodzi zdanie owiec.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6043-elise-nott https://www.morsmordre.net/t6157-poczta-elise https://www.morsmordre.net/t6156-panienka-nott https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6159-skrytka-bankowa-nr-1507 https://www.morsmordre.net/t6158-elise-nott
Re: Komnaty Elodie [odnośnik]17.07.19 23:10
Biel płatków nie opadała malowniczo na zroszoną śniegiem ziemię, ich taniec nie napawał obserwatorów artystycznym upojeniem, nie wzmagał sobą aury romantyzmu. Miast tego przecinały powietrze ciężko, niemalże brutalnie, mieszając się z deszczem, rozczarowaniem mieszkańców Wielkiej Brytanii, z rykiem nieokiełznanego wiatru wywołującego dreszcz na delikatnej skórze. Wydawało się, że tak okrutny pokaz natury pozbawi świat wszelkich radości, brzydotą własną okryje nieśmiałe skry szczęścia, lecz oto były one — zwiewne nimfy Gloucestershire, psotne duchy Worcestershire, najurokliwsze kwiecie Herefordshire, niosące na różanych wargach śmiech oraz beztroskę zaklętą w zgrabnych członkach. Jaśniały, dzierżąc na wąskich ramionach ciężar młodości oraz niezaprzeczalnej elegancji, nawet jeśli gotowe były pląsać z wdziękiem w najmodniejszych w tym sezonie pantofelkach. Suknie najpopularniejszych projektantów, o kroju wpisującym się w najnowsze trendy — czyż same nie były ich prekursorkami? — opływały zgrabne ciała, subtelne dodatki ukazywały urok poszczególnych dam, a upięte włosy tylko podkreślały smukłość łabędzich szyi. Były kwintesencją całego rodu Parkinsonów i to z nią właśnie przyszło się zmierzyć drobniutkiej lwicy, która, gdy tylko postanowiła się doń zbliżyć, padła ofiarą badawczych spojrzeń fałszywie skrytych pod wesołymi iskrami igrającymi w tęczówkach panienek. Niczym niesforne dzieci, ważyły wartość arystokratki na podstawie jej prezencji, by wreszcie mogły wydać werdykt w postaci powitalnych pomrukiwań, pełnych podziwu muśnięć materiału spódnicy dziewczątka. Ślicznie — mówiły ich oczy, szykownie — potwierdzały brwi, naprawdę? Te kolczyki? — chciały szeptać usta, które zamknęły się natychmiast po wychwyceniu pasujących doń ozdób. Otoczyły lady Nott wianuszkiem, zachwycone spotkaniem, bo jakże dobrze było mieć obok siebie pokrewną duszę! Taką, która zdawała sobie sprawę z istoty aparycji, która wiedziała, iż jeden źle przesunięty kosmyk włosów może mieć wpływ na dalszy rozwój dnia. Taką osobę należało trzymać blisko serca, szafy i być może kuferków z biżuterią — licząc niezbyt skromnie na podobny rewanż — całą resztę na wyciągnięcie ramienia, tylko tak by skóra ze skórą nie daj Morganie, się nie zetknęła — któż wie? Być może choroba bezguścia była zaraźliwa, podobnie jak niezdrowe chęci do oderwania się od tradycji! Elodie pękało płochliwe serduszko, na myśl o niewiastach gubiących się na ścieżkach powinności, dlatego też widok damy o oczach barwy mlecznej czekolady wywoływał w niej ciepło. Jakże zalewała się łzami — a raczej wzdychała głęboko, albowiem od płaczu puchły oczy, a to wyglądało zdecydowanie brzydko — dowiedziawszy się, iż szacowny wujaszek Nott zdecydował się swoje lwiątko wysłać do Hogwartu. Równie zimnego, ponurego i potwornego niczym szalejąca nawałnica za oknem. Elise winna rozkwitać w bajecznych murach Beauxbatons, chłonąć całą sobą melodię skąpanego w słońcu zamku, podziwiać dzieło swych dłoni, a nie siedzieć smętnie nad kociołkiem oraz ciężkimi tomiskami pachnącymi kurzem i straconymi latami. I jeszcze to zgubne mieszanie się krwi podłej, plugawej. Ach! Już samo to wyobrażenie wywoływało drżenie dolnej wargi u artystki, zgubna plątanina obrazów prowadziła do osoby, która nie istniała. Niczym zapomniany sen, majaczący gdzieś na granicy wyobraźni. Sen bardzo niechciany i przykry.
Elise...słodka Elise! Shhh — mówi Ellie, przykładając paluszek wskazujący do ust, delikatnie pociągając za róg korytarza swoją nową towarzyszkę. Delikatnie, zachęcająco, nie zaś prostacko niczym...jakiś prostak — Mamy ci tyle — tutaj reszta kuzynek pokiwała skwapliwie głowami — do opowiedzenia! Jednak wpierw musimy uciekać! Nie obawiaj się, w nagrodę za twe poświęcenie, czekają wszelkie łakocie oraz interesujące wieści — zapewniła z troską perełka, choć cała wręcz drżała pod wpływem emocji. Jeśli tylko droga Nottówna zgodziła się za nimi podążyć, dziewczęta zamierzały ze śmiechem ruszyć w stronę komnat Elodie, uprzednio dygając uprzejmie przed lady Parkinson, która z początku podejrzliwie mierzyła wzrokiem niewielki rozgardiasz, by zaraz z lekką nostalgią i rozczuleniem mogła skinąć głową. Chociaż dobrze ułożone, to wciąż były młode panienki i należała się im chwila beztroski, nim obowiązki oplotą je niczym najprzedniejszy sznur pereł.


Run your fingers through my hair,
Tell me I'm the fairest of the fair
Elodie Burke
Zawód : Dama na trzy etaty
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna

she's a saint
with the lips of a sinner


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
she`s an  a n g e l
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6266-elodie-parkinson https://www.morsmordre.net/t6336-lethe https://www.morsmordre.net/t6343-once-upon-a-time https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6333-skrytka-bankowa-nr-1568 https://www.morsmordre.net/t6335-elodie-parkinson
Re: Komnaty Elodie [odnośnik]20.07.19 14:31
Elise zawsze należała do panienek płytkich. Nie grzeszyła mądrością, od nauki trzymała się z dala – nie licząc nauk artystycznych i szlacheckich, bo umiejętności niezbędne na salonach pielęgnowała ze starannością podobnie jak swoją prezencję. Była młodą lwicą, klejnotem w koronie rodu Nott, w swym mniemaniu najznakomitszą w rodzinie partią na wydaniu, dlatego musiała lśnić. Kochała to salonowe życie, wygody i luksusy, i nigdy, przenigdy by się ich nie wyrzekła, prędzej już będąc zdolną do wyrzeczenia się członków rodziny wyłamujących się ze schematów niż żywota, który nade wszystko ukochała. W Stonehenge miała okazję się o tym przekonać, i podobnie jak reszta Nottów nie zaakceptowała faktu zdrady, a zdrajcę przestała uważać za członka swej rodziny w chwili, gdy nestor pozbawił go nazwiska.
Minęły już dwa miesiące od tamtej hańby i plamy na honorze ich rodziny. A Elise z powodu anomalii przez większość czasu tkwiła w dworze, mając go dużo, by pielęgnować swoje muzyczne talenty. Podczas wyjść pielęgnowała natomiast relacje towarzyskie, świadoma tego, jak ważne są one w życiu każdej lady, zwłaszcza Nott. Musiała ukazywać się światu jako osoba idąca wciąż z dumnie uniesioną głową, której zdrada byłego już kuzyna nie podcięła skrzydeł ani nie zasiała w serduszku wątpliwości. Chciała, by wszyscy widzieli że nadal była wierna tradycjom i poglądom swego rodu, i nigdy nie zapomniała o wpojonych jej wartościach.
Panienki Parkinson mogły ją dodatkowo zobaczyć jako piękne, zadbane dziewczę, które pamięta o tym, jak ważna jest prezencja. I ona trzymała się na dystans od panienek cechujących się bezguściem, choć gorsze od tego były wszelkie promugolskie lub postępowe zapędy. Kobiety przedkładające karierę ponad obowiązek wobec rodu – okropność! Wystarczyło wspomnieć tę wstrętną lady Slughorn, którą obie miały nieprzyjemność spotkać na wieczorku panieńskim Marine, przepełnioną staropanieńskim jadem i niegodnymi ambicjami. To skandal, że tyle szlachetnie urodzonych osób albo cechuje się ciągotkami do mugoli, albo do niegodnych zajęć. Może to wpływ Hogwartu, gdzie wielu młodych ludzi, uwolnionych spod bacznych spojrzeń rodziców, nagle zachowywało się jak stado spuszczonych ze smyczy zwierząt? To pewnie tam niektórzy ulegali zgubnemu wpływowi pospólstwa, zwłaszcza szlam, ale Elise nawet tam nie zapomniała o tym, co naprawdę ważne i nigdy nie zafascynowała się niegodnymi ideami. Ale może on to zrobił, może to tam po raz pierwszy zboczył z jedynej słusznej drogi?
Szybko jednak skupiła myśli na drogiej Elodie, której tak dawno nie widziała, a spotkanie z którą bardzo ją ucieszyło. Miały sobie z pewnością dużo do opowiedzenia, choć to pewnie Elodie miała w zanadrzu ciekawe opowieści jako dama od niedawna już szczęśliwie zaręczona, podczas gdy na paluszkach Elise wciąż brakowało zaręczynowego pierścionka.
- Och, oczywiście! – zgodziła się i pomknęła wraz z dziewczętami do komnat Elodie, pozostawiając matkę i ciotki w towarzystwie starszych lady Parkinson. Ona wolała spędzać czas z młodymi dziewczętami, na co matka z uśmiechem i zrozumieniem przyzwoliła, po to ją tu przywiodła, by mogła pobyć w towarzystwie rówieśnic. Również Elise powinna przecież cieszyć się młodością i końcówką wolności, bo niewątpliwie politycznie aranżowane zaręczyny były kwestią niedługiego czasu, a wtedy bieganie po korytarzach dworku, zanosząc się perlistym chichotem, z pewnością nie będzie już uchodzić.
Tym sposobem, pokonawszy korytarze wymuskanej rezydencji, znalazły się w komnatach Elodie, z dala od wzroku ich matek i ciotek. Elise okręciła się lekko w miejscu, rozglądając się po otoczeniu z ożywieniem. Choć większość października spędziła w stanie dość apatycznym, dręczona nocnymi koszmarami oraz żalem i złością wobec pewnego zdrajcy, teraz pragnęła tylko cieszyć się spotkaniem z kuzynką i przyjaciółką w jednym.
- Czy teraz opowiesz mi te interesujące wieści? – zapytała, czując narastającą ciekawość. – Opowiedz mi o swoich zaręczynach, pragnę posłuchać tej z pewnością fascynującej historii! Kiedy do tego doszło? Jak to wyglądało? – zaczęła. To w istocie musiało być na swój sposób fascynujące, mężczyzna z wrogiego dotychczas rodu proszący śliczną Elodie o rękę. Chociaż Elise nadal trudno było sobie wyobrazić Parkinsonównę w ponurym zamczysku Durham, tak jak nie potrafiłaby sobie wyobrazić w takim miejscu siebie. Zawsze napawała ją lękiem myśl, że miałaby poślubić jakiegoś Rowle’a, Avery’ego czy Burke’a, którzy stronili od świata salonów i wydawali jej się gburowaci i ponurzy, jednak nawet oni z pewnością byliby lepsi niż okropne szlamoluby z promugolskich rodów.
Elise Nott
Zawód : Dama, ozdoba salonów
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ty się nazywasz lew, a lwa nie obchodzi zdanie owiec.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6043-elise-nott https://www.morsmordre.net/t6157-poczta-elise https://www.morsmordre.net/t6156-panienka-nott https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6159-skrytka-bankowa-nr-1507 https://www.morsmordre.net/t6158-elise-nott
Re: Komnaty Elodie [odnośnik]02.08.19 23:04
Odkąd kłęby burzowych chmur skryły pod sobą nieskalany błękit nieba, zastanawiała się, nie szczędząc własnemu sercu odpowiedniej dawki smutku — czy lepiej byłoby nie widzieć, przymknąć delikatne powieki, być zamkniętą pośród bezpiecznych ścian Broadway Tower, niźli być świadkiem jak cząstka jej własnej duszy zanika, odchodzi w niepamięć wraz ze wszystkimi wspomnieniami. Mogłaby się wtedy łudzić, wmawiać z uniesionym dumnie podbródkiem, iż mylą się ci wszyscy zawistni ludzie, którzy śmią obmawiać podle jej najdroższego kuzyna, rycerza lasów i smoczych opowieści. Zdrada nie mogłaby mieć przecież miejsca, nie w rodzie Nott, który korzeniami zdawał się wbić najgłębiej w ziemię tradycji oraz poszanowania krwi. Jednak trzech rzeczy ukryć się nie da na wieki — słońca, księżyca oraz prawdy. A prawdą było, iż Percival był mężczyzną zhańbionym, bez honoru i poczucia odpowiedzialności. Elodie nie potrafiła zrozumieć, jak on mógł uczynić coś tak okrutnego. Pozostawić własną żonę na sępi żer, upokorzoną, bez szans na szczęśliwe zamążpójście przez zadany wstyd oraz obecność bękarta, którego jeszcze miesiące temu narodzin wyczekiwano. Pozbawić godności rodzinę, narazić dobrobyt żyjących pod jego dachem kuzynek, które być może w najbliższym czasie nie otrzymają wartościowych ofert od przyzwoitych lordów, przez obawy, iż zgnilizna przesiąkła ich gładką skórę. I to wszystko w imię czego? Złudnych idei, niemających racji bytu? Zgubnych przekonań, niepodobnych tym, w których byli wychowywani? Nie, Ellie nie mogła tego pojąć, nie zamierzała nawet, podobnie jak nie zamierzała się łudzić — smoczy rycerz sprzed lat zginął śmiercią tragiczną, spopielony przez oczyszczający ogień i jedyne co po nim pozostało, to rana z wolna się zabliźniająca, pielęgnowana przez czułe dłonie najbliższych oraz co zaskakujące, te bardziej szorstkie, należące do narzeczonego. Poczuła jednak ulgę, tu i teraz, spoglądając z roziskrzone oczy panienki Nott — wciąż urokliwej, perfekcyjniej w swej roli i chociaż sądziła, iż szatynce wyjątkowo ze smutkiem do twarzy, tak radował artystkę jej uśmiech. Żałowała tylko, iż żadna osoba z zewnątrz nie mogła być oparciem dla nieszczęsnej Elise, przyszły mąż byłby opoką dla zmartwień młodziutkiej damy, silnym ramieniem wspierałby ją w tych słabościach, nieprawdaż?
Odegnała te myśli zaraz, paluszkami skrywając górną wargę, gdy cichy śmiech przepełniony zachwytem dobył się spomiędzy różanych warg, młoda lwica była gotowa dołączyć do tańca nimf, szaleńczego biegu zwinnych ciał, który pośród chichotów oraz radosnych pisków zakończył się u drzwi prywatnych komnat lady Parkinson. Gustowne wnętrze powitało je aromatem wanilii oraz świeżo ściętych kwiatów, starannie przygotowanych przez pałacowe skrzaty, a uszy wypełnił radosny szczek najśliczniejszych piesków, które radośnie obskoczyły arystokratki, merdając ogonkami. Elodie nie kryjąc uciechy ich obecnością, w ramiona porwała ukochaną Belle, przez chwilę krążąc z suczką, gdy kuzyneczki szczebiotały nad młodszą Isolde, skrupulatnie obwąchującą drogie suknie.
Och, Elise! Co za wspaniałe wieści... — zaczęła Ellie, lecz zaraz przerwał jej głos inny, nieco wyższy i należący do kuzyneczki Geneviève, która przerwę świąteczną zdecydowała rozpocząć o kilka dni wcześniej, za przyzwoleniem swego pana ojca.
Podobno młody lord Yaxley planuje zabrać wszystkie tańce na debiucie naszej kochanej Arii, ten, który nie opuszcza towarzystwa trolli — zaćwierkała pospiesznie, a omawiane dziewczątko zaczerwieniło się, z westchnieniem oraz wydęciem usteczek opadając na fotel. Na to z kolei odpowiedział jej śmiech zebranych oraz przekrzykujące się 'przecież każdy z nich nie opuszcza towarzystwa trolli!', 'bagna, co za koszmar!' padało ciszej, a przecież te wydawały się zdecydowanie gorsze niż ponure Durham.
Wujaszek Parkinson rozpoczyna przygotowania do wiosennego pokazu, podarował nam kilka próbek materiału. Po prostu musisz, musisz je zobaczyć — mówiła w podekscytowaniu kolejna, która siadając na kanapie, przygarnęła na kolana wijącego szczeniaka. Trzymana w ramionach Elodie suczka jedynie sapnęła, a jej właścicielka pozwoliła ucałować sobie ciemną główkę pieska, a następnie postawiła ją na podłodze.
Ale najważniejsze, ach Elise! Wyobraź sobie, że ciotunia Cecylia postanowiła dołączyć mnie do komitetu charytatywnego w rodzinnym rezerwacie! Nie jest to jeszcze oficjalne, lecz czy to nie brzmi romantycznie? Działaczka na rzecz jednorożców. Te wszystkie bale... — rozmarzyła się artystka, prowadząc za delikatną rączkę swą kuzynkę tak, by mogły usiąść obok siebie na wygodnej kanapie — To będzie bolesne, porzucić opiekę nad tak szlachetnymi stworzeniami, jednak już niebawem nie będę mogła sobie na to pozwolić. Ciotunia Cecylia wykazała się prawdziwie dobrym sercem, nie sądzisz? — dopytywała kuzynkę, chcąc samolubnie usłyszeć zapewnienia, iż fantastycznie sobie poradzi w nowej roli. Tak jak każda dama, pragnęła pławić się w pochlebstwach zwłaszcza z dziedzin, w których była wystarczająco dobra, by móc czuć dumę z wykonywanych czynności. Pytania Nottówny przerwały karnawał samozadowolenia, blady róż wstąpił na policzki blondyneczki, okraszony przeciągłym 'oooch' dobiegającym od strony reszty zgromadzonych w pomieszczeniu perełek.
Opowiem, opowiem — zapewnia gorliwie, choć rozczulenie błąka się w orzechowych tęczówkach pisarki. Drobne dłonie splatają się z rączkami lwicy, podkreślając, jak bardzo wyjątkowy był to moment — Pamiętasz koniec lipca? Kiedy ciepło przyjemnie muskało skórę, a świeże owoce wprost rozpływały się w ustach? Słońce jeszcze nigdy nie wydawało się tak jasne, jak tego dnia Eli, żadne powietrze przesycone kwiatami w pełni rozkwitu nie mogłoby być słodsze. I nigdy nie wyobrażałam sobie, że będę prawdziwie szczęśliwa, na widok lorda Burke stojącego w salonie powitalnym. Muszę podkreślić, iż spinki do mankietów miał zachwycające — zbliżyła twarz do swej rozmówczyni, doskonale świadoma, iż reszta pań pochyla się bardziej w jej stronę, łapczywie chłonąc każde słowo — Bo wiesz Elise, jest to sekret, lecz dzień zaręczyn nie był pierwszym dniem, w którym zostaliśmy sobie przedstawieni... — zawiesiła głos dramatycznie, wyczekująco nasłuchując westchnień oraz gwałtownie wciąganego powietrza. Czuła dumę, jako pierwsza z obecnego grona nosiła statut narzeczonej, mogła dzielić się niezwykłą historią ich poznania, choć zamierzała zadbać, by pewne zawstydzające szczegóły dotyczące najdroższego Quentina, nie miały miejsca. To będzie romantyczna opowieść, taka, jaka powinna być od samego początku. Prawda należała bowiem tylko do nich.


Run your fingers through my hair,
Tell me I'm the fairest of the fair
Elodie Burke
Zawód : Dama na trzy etaty
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna

she's a saint
with the lips of a sinner


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
she`s an  a n g e l
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6266-elodie-parkinson https://www.morsmordre.net/t6336-lethe https://www.morsmordre.net/t6343-once-upon-a-time https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6333-skrytka-bankowa-nr-1568 https://www.morsmordre.net/t6335-elodie-parkinson
Re: Komnaty Elodie [odnośnik]06.08.19 0:52
Och, i ona chciałaby, żeby to się okazało nieprawdą, ale po przeszło dwóch miesiącach już się nie łudziła. Stonehenge było koszmarem, ale rozegrało się naprawdę, a Percival odwrócił się od rodu i dla Nottów stał się martwy. Także dla niej. Choć Elodie nie mieszkała z nim pod jednym dachem, także była jego rodziną oraz świadkiem jego zdrady, więc część przeżyć na pewno ze sobą dzieliły, jako dwie młode i nieszczęśliwe ofiary zdradzone przez kogoś, kto niegdyś był im bliski. W przeszłości, gdzie wszystko było łatwiejsze i kiedy między rodami nie wyrastały przepaści podobne tym, które przecięły Stonehenge, rozdzierając je na części.
Jej serduszko też zostało tamtego dnia rozdarte i zdeptane, ale sklejała je w całość, oby silniejszą niż wcześniej. Gdy w grę wchodziło dobro rodu należało wyzbyć się dawnych sentymentów i myśleć o tym, co najlepsze z punktu widzenia rodu jako całości, której była integralną częścią. Elodie wkrótce miała wolę swego rodu wypełnić, poślubić mężczyznę z rodziny do niedawna wrogiej Parkinsonom, by zapewnić Parkinsonom nowy, cenny sojusz.
Czy i Elise to czekało? Bardzo prawdopodobne, że tak. Zdrada Percivala zwiększała prawdopodobieństwo tego, że jej zaręczyny będą czysto polityczną demonstracją siły i właściwych poglądów Nottów. Na kogo padnie w jej przypadku? Czy też będzie musiała poślubić jakiegoś gbura z tych najbardziej skostniałych, unikających salonów rodów? Tak właśnie jawili jej się Burke’owie, i choć szanowała ich jako rodzinę o słusznych poglądach, to wiedziała że bardzo mocno różnili się od miłujących salony i dworskie gierki Nottów. I nadal trudno było jej sobie tam wyobrazić Elodie. Śliczną jak laleczka, uwielbiającą swoje piękne stroje i komnaty, a także sztukę Parkinsonównę. Czy nie zmarnieje w zimnych i niegościnnych murach Durham? Czy nadal będą mogły się przyjaźnić, wymieniać ploteczkami i pomagać w wyborze sukien? Martwiła się o nią, ale najbardziej i tak bała się o swoją przyszłość, o to że Percival mógł popsuć coś i w tym względzie, skazując ją albo na dłuższe oczekiwania na odpowiedniego kandydata, albo na wepchnięcie jej w ramiona kogoś, z kim nie będzie miała szans odnaleźć wspólnego języka. Nie chciała jednak o tym myśleć, nie dziś, kiedy wreszcie wyrwała się z Ashfield Manor i miała okazję spędzić trochę czasu z Parkinsonównami, wraz z którymi przekroczyła progi komnat Elodie, które ta już niedługo będzie zmuszona opuścić i nazywać swoim domem inne miejsce.
Zaśmiała się cicho na widok małych piesków Elodie, które na widok wpadających dam zaczęły radośnie szczekać. Czy lady Parkinson będzie mogła zabrać je ze sobą, czy jej mąż akceptował obecność zwierząt? Elise miała tylko białego kota, który większość żywota spędzał wylegując się na różnych powierzchniach i pozostawiając na nich sierść, której później musiały pozbywać się skrzaty. Była jednak do niego w pewien sposób przywiązana i miała nadzieję, że przyszłemu mężowi nie będzie to przeszkadzać. Jak większość dam potrzebowała swojego pupilka, choć chyba nie miała takiego hopla na punkcie zwierząt kanapowych jak Elodie.
Natychmiast dołączyła do rozmówek dziewcząt, potwierdzając, że bagna Yaxleyów w istocie są przygnębiającym miejscem choć teraz stały się domem jej drogiej kuzynki Marine, która niespełna dwa miesiące temu wyszła za mąż, a także podekscytowała się nowymi próbkami materiału i potwierdziła, że z przyjemnością je obejrzy. Dopytywała o nową kolekcję Parkinsonów i o to, jaki odcień zieleni będzie najmodniejszy w nadchodzącym sezonie.
- Och, to brzmi cudownie! – ucieszyła się na słowa Elodie; domyślała się, że ta nie będzie już mogła przebywać wśród jednorożców, gdy wyjdzie za mąż. – Myślisz, że po ślubie nadal będziesz mogła działać na rzecz rezerwatu? – spytała, pozwalając się podprowadzić do kanapy i siadając na niej u boku swej drogiej kuzynki, która już wkrótce nie będzie lady Parkinson, a Burke, i wiele aspektów jej życia będzie zależeć od męża. – Jeśli będziesz organizować jakiś bal, nie zapomnij o zaproszeniu dla mnie, to z pewnością będzie coś, na czym muszę się pojawić. Jednorożce to takie wspaniałe stworzenia!
Wszystkie dziewczęta wyglądały na podekscytowane, ale Parkinsonówny zapewne już słyszały opowieści o zaręczynach Elodie, zaś Elise nie, więc słuchała słów kuzynki z zapartym tchem.
- Pamiętam, i wierzę, że to musiał być piękny dzień – odezwała się. – Czy lord Burke jest przystojny? – zapytała; będąc osobą płytką przykładała wagę do wyglądu, ale wierzyła, że skoro Elodie mówiła o nim z takim zachwytem, nie mógł być brzydki. Gdyby był, panienka Parkinson zapewne miałaby łzy w oczach opowiadając o zaręczynach. Elise też by płakała gdyby miała poślubić brzydala. – Och, pokaż swój pierścień, tak chciałabym go zobaczyć z bliska! – poprosiła jeszcze, w głębi duszy czując ukłucie zazdrości, że paluszek Elodie już zdobił pierścionek, a jej nie. Dlaczegóż pan ojciec kazał jej tyle czekać? Elodie zaraz też zaskoczyła ją wieścią, że tamto spotkanie nie było pierwsze. – Więc kiedy to spotkaliście się wcześniej? – zapytała od razu, chcąc usłyszeć i tę historię o spotkaniu osób z dwóch wyznających tak różne podeście do życia rodów, które wkrótce miały porzucić waśni i połączyć się za sprawą małżeństwa Elodie.
Elise Nott
Zawód : Dama, ozdoba salonów
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ty się nazywasz lew, a lwa nie obchodzi zdanie owiec.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6043-elise-nott https://www.morsmordre.net/t6157-poczta-elise https://www.morsmordre.net/t6156-panienka-nott https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6159-skrytka-bankowa-nr-1507 https://www.morsmordre.net/t6158-elise-nott
Re: Komnaty Elodie [odnośnik]13.11.19 17:06
Natura uczyniła ją delikatną niczym wiosenne kwiecie, kruchą na wzór najcenniejszej porcelany. Jakże więc ktoś o tak łagodnym usposobieniu, nienawykłym do krzywd oraz przykrości, mógłby wykazać się siłą podobną najdroższej kuzyneczce? Nie mogła, nie była w stanie bezwzględnie zatrzasnąć wrót swego serca, odrzucić precz słodycz wspomnień, radości zaznanych na przestrzeni lat. Albowiem była wpierw sobą, nim okazała się kimś innym w spojrzeniach wpatrzonych w wiotką sylwetkę. Jakże niesamowicie naiwnie to brzmiało, podobne słowa szeptane w duszy przez osobę, która lawirowała płynnie wokół masek obłudy oraz zawiłych ścieżek konwenansów. Wiara jednak nie musiała być logiczna, nadzieja mieć podstaw racji bytu — wystarczyło po prostu przymknąć wrażliwe powieki, wynieść samą siebie na piedestale potrzeb. Okrutnie oraz niewdzięcznie. Dla dobra rodu nie potrafiła tak łatwo podnieść się na drżących nogach, unosić dumnie ładnie zarysowanego podbródka, zepchnąć w niepamięć obrazy podsuwane poprzez udręczony umysł. Nie mogła uczynić tego dla rodziny, a jednak dla dłoni ciężarem osiadających na wąskich ramionach, stopniowo poddawała się upływowi czasu. Ból nie przenikał na wskroś jej wnętrza, kiedy heban oczu przenikał wszelkie mury, jakie wokół siebie wzniosła, a obietnice najurokliwsze z możliwych gładko spływały z ich ust, karmiąc złaknione serca, lecząc zadane rany. Może właśnie to dzięki nim, ponure ziemie Durham osnute mgłą tajemnicy, nie wzbudzały dreszczy przemykających po gładkiej skórze. Przyszłość rysowała się w ciemnych barwach, lecz pośród nich nie było lęku oraz widma nadchodzącego bólu, a kojąca ulga, jaką przyniesie sobą ciemność. Obezwładniająca obecność narzeczonego, wkrótce zaś męża, gotowego udzielić jej wsparcia, zapewnić spokój rozedrganym nerwom, a zarazem pozwalającego lśnić własnym niepowtarzalnym blaskiem. Ellie wiedziała, iż niegdyś pragnęła czegoś innego — zalotów, ukradkowych spojrzeń, wspaniałych liścików mogących zachwycić zazdrosne krewniaczki, poczucia bycia najwspanialszym oraz dobrowolnym wyborem z możliwych. Obecnie, a świadomość tego po dziś dzień skrywała jasne policzki różem, całą sobą była wdzięczna za podobną unię ich rodów. Za możliwość odnalezienia się w ciemnych oczach, zwróconych tylko w stronę perełki. Oby podobny los mógł spotkać Elise, która niebawem zostanie wydana za kogoś, kto niekoniecznie mógł odpowiadać jej wyśnionemu obrazowi mężczyzny idealnego. Niech odnajdzie uwielbienie tam, gdzie najmniej mogła się tego spodziewać.
Naturalnie! Dlaczego miałabym zaprzestać własnego rozwoju? — zapytała z początkowym niezrozumieniem, zaraz jednak potrząsnęła blond główką, pojmując obawy młodej lwicy — Bycie żoną to zaszczyt, bycie szczęśliwą żoną to przywilej. Lord Burke nie zamierza utrudniać mi niczego, ja zaś nie zamierzam narażać jego dobrego imienia na śmieszność, mojego szanownego wujostwa na zawód, gdybym nie była pewna, iż podołam podobnemu obowiązkowi. Nie zamierzam zaniedbywać roli pani żony, nie chcę jednak pozostawać wciąż w tym samym miejscu. Chcę możliwości Elise, czerpać z tego, co zostało mi ofiarowane. Muszę być bardzo niewdzięczna w twoich oczach, nieprawdaż? — martwi się, różane wargi układając w smutną podkówkę. Chociaż podobna opinia zraniłaby ją wielce, tak nie chciała rezygnować ze swych ambicji, które z każdym dniem rozrastały się na wzór krzewów z troską pielęgnowanych — Och, ty uroczy głuptasie! Jakże mogłabym zapomnieć o części swej duszy? Wiesz doskonale, iż nie ośmieliłabym się pozbawić najwspanialszego klejnotu Nottów możliwości ukazania się w odpowiednim towarzystwie — roześmiała się szczerze, zaraz jednak prychnęła, gdy kolejna z kuzynek nachyliła się nad jej ramieniem, chcąc pochwycić uwagę Nottówny.
Myślisz, że Marine wciąż będzie mogła występować w rodowej operze? Lord Yaxley nie wygląda na takiego, który zezwalałby na podobne zachcianki swej pani żony — pytała ze zmartwieniem, wiedząc, iż arystokratka goszcząca w progach ich rezydencji będzie miała lepsze pojęcie o sytuacji swej przyjaciółki. Zaraz między zebranymi padły okrzyki przepełnione współczuciem, pomstowaniem o okrucieństwo bagien, wytykanie zbytniej zażyłości z trollami. Niemalże w powietrzu zadrgały złośliwostki odnośnie zamieszkujących tam półwilich dam, gdyby nie przeciągły syk Elodie, nakazujący krewniaczkom uciszenie się. Nie wypada być aż tak niegrzecznym, nawet jeśli wypowiadane uwagi były prawdziwe.
Początkowo nie wydaje ci się on w żaden sposób wyjątkowy, jego uroda jest dosyć klasyczna. Ale... — zamilkła, chwytając się zaraz za rumiane policzki w zawstydzeniu, ignorując uprzejmie ucieszne chichoty padające ze wszystkich stron — ...ale gdy twój wzrok spocznie na nim dłużej, kiedy zaczniesz dostrzegać więcej. Nie jesteś w stanie odwrócić spojrzenia Elise. To tak, jakby przestrzeń wokół bladła, stawała się nudna i nieatrakcyjna, kiedy tylko lord Burke zabierze głos. Gdy tylko poda ci rękę. Jest więc dla mnie bardzo przystojny — oświadczyła pewnie, niepomna na oczarowanie jakie drgało w wypowiadanej opinii. Cudownie nieświadoma, podała delikatną rączkę, czując dumę z zachwycającego pierścionka, który swoją masywnością i pewnym szlifem, tylko podkreślał kruchość dłoni szlachcianki — Na kilka dni przed zaręczynami — wyznała wzdychając, teatralnie nader osuwając się na kanapie, do piersi jednocześnie tuląc ozdobną poduszkę, jaka leżała nieopodal — Wracałam z rezerwatu, zakończywszy swe obowiązki, kiedy mój kapelusik strącił wiatr. Wylądował on pośród gałęzi drzew i obawa przed zniszczeniem sukienki była zbyt wielka, bym śmiała po niego sięgnąć. Byłam bardzo zawiedziona, to był mój ulubiony kapelusik podarowany przed wypuszczeniem letniej kolekcji. Musisz rozumieć mój żal najmilsza — przerwała na moment, zastanawiając się jak najwygodniej wymieszać prawdę z oszczerstwami, jakie właśnie padały spomiędzy miękkich ust — Jakie więc było moje zdziwienie, gdy lord Burke stanął na mej drodze. Był w trakcie ustalania kwestii pozyskania od nas ingrediencji, jego uwagę musiał przykuć mój okrzyk zaskoczenia! W swej uprzejmości ściągnął mój kapelusik, a następnie nie pozwolił wrócić samotnie do szanownego wujaszka, albowiem słyszał, iż wypaczeniec wciąż nawiedza lasy — zakończyła, trzepocąc zaraz rzęsami zachwycona — Czy nie uważasz, iż było to z jego strony wyjątkowo szlachetne? — podobnie urocze były jego podziękowania za uratowanie życia, nawet jeśli wzburzony jednorożec nie zamierzał rzeczywiście go stratować. Może tylko odrobinę poturbować. Odrobinę mocniej, niż powinien.


Run your fingers through my hair,
Tell me I'm the fairest of the fair
Elodie Burke
Zawód : Dama na trzy etaty
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna

she's a saint
with the lips of a sinner


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
she`s an  a n g e l
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6266-elodie-parkinson https://www.morsmordre.net/t6336-lethe https://www.morsmordre.net/t6343-once-upon-a-time https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6333-skrytka-bankowa-nr-1568 https://www.morsmordre.net/t6335-elodie-parkinson
Re: Komnaty Elodie [odnośnik]14.11.19 21:21
Elise nie miała wyboru, musiała zatrzasnąć swoje serce, wyprzeć się wszelkich uczuć, jakie niegdyś żywiła do zdrajcy, który z chwilą przeciwstawienia się rodowym zasadom przestał być jej rodziną. Już nie wliczała go do grona swoich bliskich, podobnie jak nie uważała za rodzinę bękarta bez nazwiska, którego po sobie pozostawił. Jak się okazało miłość Elise była bardzo warunkowa – młódka najbardziej na świecie kochała bowiem samą siebie i życie w luksusach, i była gotowa wyrzec się każdego, byle tylko nie utracić swego wygodnego życia.
Choć naturalnie odczuwała zazdrość, że Elodie wychodzi za mąż jako pierwsza, życzyła jej też szczęścia na nowej drodze życia. I może odrobinę złośliwie cieszyła się, że ślub odsunie ją od Flaviena, do którego Nottówna podchodziła odrobinę zaborczo i nie podobało jej się nigdy, że Elodie kradnie jego uwagę, którą Elise pragnęła zagarnąć dla siebie. Ale oby ten polityczny mariaż przyniósł jej wiele dobrego, bez względu na to jaką opinię na salonach mieli Burke’owie. Pozostawali jednak czarodziejami wyznającymi jedyne słuszne wartości, co cieszyło Elise i napawało ją optymizmem odnośnie przyszłości drogiej kuzyneczki. Już nawet staropanieństwo byłoby bowiem lepsze niż wydanie za szlamoluba.
- Cieszę się tak bardzo, słysząc twe słowa – rzekła. Sama też chciałaby być kiedyś szczęśliwą żoną. Dumną lwicą salonową, wspaniałą ozdobą nowej rodziny, z której mąż będzie mógł być dumny. – Ja też nie zamierzam rezygnować z salonów bez względu na to, kogo poślubię. Bez bywania w dobrym towarzystwie marnieję i więdnę, potrzebuję bali i przyjęć, a także artystycznych doznań. – Nie wyobrażała sobie bez tego życia, więc głęboko unieszczęśliwiłby ją mąż, gdyby próbował jej tego zabronić. Wtedy nie mógłby liczyć na przychylność żony, a ich życie byłoby pasmem nieustannych kłótni. Bo Elise wielu rzeczy mogłaby się wyrzec, ale nie salonowych wydarzeń, blichtru, bali i pięknych strojów. Bez względu na to, jakie przybierze nazwisko, zawsze pozostanie przecież lady Nott. Nie miała żadnych niestosownych, postępowych ambicji, chciała po prostu już zawsze żyć jak typowa lady i czerpać pełnymi garściami ze swej uprzywilejowanej pozycji.
- Twój mąż będzie mógł być dumny z tak pięknej i czarującej żony – odezwała się; Elodie na pewno wniesie wiele blasku i życia w ponure mury Durham, była tego pewna.
Niestety w kwestii relacji z Marine chyba zaczynało dziać się to, czego niegdyś się obawiała i po jej ślubie zaczęły się od siebie nieuchronnie odsuwać. Marine nie miała dla niej tyle czasu co kiedyś i Nottówna zdała sobie sprawę, że nie zna najnowszych nowinek z jej życia i nie była pewna, jak długo mąż będzie pozwalał jej na występy.
- Niestety nie wiem, ale podejrzewam, że pewnego dnia przyjdzie kres jej występów przed publicznością. Będzie to ogromna strata dla rodowej opery, ale Yaxleyowie nie słyną z wrażliwości na piękno sztuki – rzekła w odpowiedzi na pytanie którejś z kuzynek Elodie. Marine była żoną nestora, więc jej żywot mógł stać się nawet bardziej ograniczony niż miało to miejsce w przypadku innych mężatek. Poza tym Yaxleyowie nie słynęli z artystycznego obycia i wrażliwości, więc trudno było sobie Elise wyobrazić przyszłość drogiej Marine na bagnach. To nie było miejsce dla delikatnych niewiast z salonowych, artystycznych rodów. Muzyczne talenty jej kuzynki nieuchronnie zaczną tam marnieć i gasnąć. Jednocześnie Nottówna obawiała się tego, że Marine może stać się za bardzo Yaxleyem i ich przyjaźń przestanie się dla niej liczyć. Brakowało jej ich dawnej relacji, jaką miały do dnia ślubu byłej już lady Lestrange. Później wszystko zaczęło się psuć.
Po słowach Elodie mogła przysiąc, że jej drogiej kuzynce narzeczony wcale nie był obojętny, biorąc pod uwagę, jak zachwalała jego urodę i opisywała okoliczności ich zapoznania się. Nottówna słuchała tego z zafascynowaniem.
- O tak, to naprawdę szlachetne zachowanie! I bardzo... romantyczne – podekscytowała się. Domyślała się też, że żadna Parkinsonówna nie chciałaby poślubić brzydala, więc lord Burke musiał być przystojny. – Już nie mogę się doczekać dnia twego ślubu. Będę musiała starannie wybrać kreację na ten dzień. – Była to w końcu nie tylko okazja do świętowania połączenia dwóch rodów, ale też do zaprezentowania się w nowej sukni. Cieszyła się, że już nie tkwiła w Hogwarcie i wreszcie mogła chodzić na śluby przez cały rok, a nie tylko na te, które odbywały się w wakacje. Czekała też z utęsknieniem na własne zaręczyny, tym bardziej że zbliżał się kolejny rok, w którym miała ukończyć dziewiętnaście lat, a w czerwcu, gdy magiczne szkoły opuści kolejny rocznik, przestanie już być debiutantką. – Ale najpierw, wcześniej, nadejdzie sabat. To będzie twój ostatni jako panny, czy planujesz spędzić go odpowiednio wyjątkowo? – spytała po chwili. Oczywiście, że Elise czekała na to wydarzenie, na atrakcje które na pewno przygotuje ciotka. To w końcu jej pierwszy sylwester jako dorosłej czarownicy, ale Elodie ostatni raz będzie mogła bawić się jako panna, ostatni raz będzie jej wypadało tańczyć z innymi mężczyznami. Elise zamierzała tańczyć dużo i zawierać kolejne nowe znajomości. Może będzie wśród nich przyszły narzeczony?
Elise Nott
Zawód : Dama, ozdoba salonów
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ty się nazywasz lew, a lwa nie obchodzi zdanie owiec.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6043-elise-nott https://www.morsmordre.net/t6157-poczta-elise https://www.morsmordre.net/t6156-panienka-nott https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6159-skrytka-bankowa-nr-1507 https://www.morsmordre.net/t6158-elise-nott
Re: Komnaty Elodie [odnośnik]26.12.19 20:08
W tym samym czasie, gdy droga Elise zniknęła z młodymi panienkami Parkinson, aby cieszyć się towarzystwem panien w tym samym wieku, Cassiopeia Nott spędziła kilka dłuższych chwil na pogawędkach z gromadką kilku dam z rodu Parkinson. Znała je już od wielu lat i ceniła ich opinie, te wszystkie rozmowy o sukniach, ostatnich przyjęciach wyższych sfer, a także, oczywiście, szczegółowe wzmianki o dzieciach. A było o czym rozmawiać i było to dla niej znacznie ciekawsze niż ględzenie jej męża o polityce.
Pomiędzy wymienianiem ploteczek o tym, jak na ostatnim przyjęciu były ubrane ich wspólne znajome, próbowała dyskretnie wybadać, czy w rodzie Parkinson znajduje się aktualnie jakiś młody i wciąż wolny kawaler. W końcu obie jej córki nadal były panienkami na wydaniu, a ona nie zamierzała pozostawiać poszukiwań przyszłych mężów dla nich wyłącznie w rękach zajętego ważnymi sprawami małżonka. Choć co mogło być ważniejsze od dobrego wydania córek? Sama także, podczas wizyt u zaprzyjaźnionych rodów, starała się jak najwięcej dowiedzieć o wolnych lordach, a plotkując przy herbatce z ich matkami, wychwalała zalety swych pięknych i utalentowanych córek. Zależało jej nie tylko na samej polityce, ale i na tym, by Ophelia i Elise były szczęśliwe i mogły w swych nowych rodzinach rozkwitać i wciąż czarować otoczenie swą urodą i talentami. Były przecież wyjątkowe i ich matka wierzyła, że musi je czekać równie wyjątkowa przyszłość. Tylko one jej zostały po tym, jak jej najstarsza córka, przepiękna Rosalind, przedwcześnie pożegnała się z tym światem.
Ale czas mijał nieubłaganie, wskazówki ozdobnego zegara wykonały kolejnych kilka obrotów, herbatka i ciasteczka się skończyły i lady Nott postanowiła zabrać córkę i wrócić do Ashfield Manor. Elise nadal znajdowała się z Elodie i innymi dziewczętami od Parkinsonów, także oddając się typowo kobiecemu plotkowaniu, ale w młodszym niż jej matka gronie. Na myśl o tym Cassiopeia uśmiechnęła się lekko pod nosem, ale ktoś ze służby Parkinsonów niezwłocznie zaprowadził ją w okolice komnat Elodie. Tam lady Nott poprosiła o wywołanie Elise i zapowiedzenie jej, że czas wracać do domu. Spodziewała się, że jej najmłodsza córka, kapryśna lwica, nie będzie tym zachwycona, jednak Cassiopeia czuła się zmęczona i potrzebowała zażyć odpoczynku, zaś transport był problematyczny przez te przedziwne i nieprzyjemne anomalie, które nie dawały im spokoju od miesięcy.
Wybacz, Elise, ale już czas wracać do domu – powiedziała, gdy tylko ujrzała córkę. – Wiem, że wolałabyś zostać u Elodie dłużej, w końcu tyle macie sobie do opowiedzenia, ale wiesz, jak to teraz jest z tymi podróżami, a grudniowe dni kończą się szybko.
Była przygotowana na fochy i narzekanie. Dobrze znała swoją córkę.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Komnaty Elodie 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Komnaty Elodie [odnośnik]26.12.19 21:52
Przyjemnie plotkowało się z Elodie i jej kuzynkami. Elise brakowało towarzystwa dziewcząt w zbliżonym wieku i niewiele starszych, a anomalie nie sprzyjały częstym wizytom na innych dworach, nie wspominając o Londynie dość mocno oddalonym od włości Nottów. Dlatego każdą starała się wykorzystać maksymalnie, nadrabiając zaległości towarzyskie i wszystkie ploteczki. A Elodie na pewno miała bardzo wiele do powiedzenia, biorąc pod uwagę, że niedługo miała wyjść za mąż.
Elise rzecz jasna zasypała ją mnóstwem pytań, zarówno o narzeczonego, jak i o zbliżającą się ceremonię, o jej plany odnośnie kreacji, którą założy w tym najbardziej wyjątkowym dniu swojego życia, a także na mającym nadejść wcześniej sabacie. O nim również poplotkowały. W głębi duszy czuła zazdrość i sama też chciałaby już nosić na palcu pierścionek zaręczynowy, ale ten moment jeszcze nie nadszedł. Niestety. Choć z drugiej strony przynajmniej mogła się jeszcze nacieszyć możliwością brylowania na salonach jako lady Nott. Nie wiadomo, czy jej nowe nazwisko będzie również utożsamiane z tym wspaniałym, pełnym blichtru i przepychu życiem, czy wręcz przeciwnie, podobnie jak Elodie przyjdzie jej poślubić kogoś, kto na salonach nie bywał zbyt często i wyznawał inne wartości. Trochę się o kuzyneczkę martwiła, jak sobie poradzi z tą zmianą, skoro Burke’owie tak bardzo różnili się swym podejściem do życia od Parkinsonów. Ale cóż, przynajmniej mieli godne, konserwatywne poglądy i Elise nie musiała się obawiać, że Elodie zostanie skalana zgubnie postępowymi myślami. I, choć oczywiście nie powiedziała tego głośno, liczyła na to, że ślub Elodie odsunie ją od Flaviena i Parkinsonówna przestanie być jej rywalką o uwagę jej obiektu nastoletnich westchnień. Bo mimo ich pozytywnych relacji, kiedy w grę wchodził Flavien, Elise widziała rywalki w każdym innym dziewczęciu spoza jego najbliższej rodziny kręcącym się w pobliżu zbyt często.
Ale nagle do komnaty wszedł ktoś ze służby Parkinsonów i powiedział jej, że matka już jej oczekuje. Elise wywróciła oczami i westchnęła głośno, zawiedziona tym, że to już. Że już odciągano ją od rówieśnic i ploteczek, choć wydawało jej się, że minęło znacznie mniej czasu niż w rzeczywistości. Przeciągała pożegnania, nie chcąc aż tak szybko się z dziewczętami rozstawać, ale te w końcu puściły ją i Nottówna ruszyła w stronę drzwi, po czym dołączyła do matki, której najwyraźniej spieszyło się do Ashfield Manor.
- Dobrze, mamo. Skoro tak uważasz... – westchnęła, marszcząc nosek. Mimo pozornie ugodowych słów, jej mina zdradzała niezadowolenie, ale cóż, ploteczki musiały dobiec końca i obie musiały teraz wrócić do domu, gdzie jedynym towarzystwem w podobnym wieku będzie Ophelia, a z siostrą nie zawsze dogadywała się idealnie. Choć z panienkami Parkinson też pewnie by się nie dogadywała gdyby widywała je codziennie, ale że nie widziała ich już dawno, były cudowną odmianą od towarzystwa siostry, matki i starszych ciotek.
Nie byłaby sobą, gdyby nie robiła jakichś humorków, więc w drodze do świstoklika nie odezwała się do matki już ani słowem i kroczyła obok niej w milczeniu. Wiedziała, że matka pozwala jej na dużo więcej niż ojciec, więc często bezkarnie wchodziła jej na głowę i kaprysiła bardziej niż przy panu ojcu, ale też częściej okazywała matce pozytywne względy, kiedy miała dobry nastrój. Dopiero w dworku udobruchała się na tyle, by opowiedzieć co nieco o przebiegu rozmowy z Elodie.

| zt.
Elise Nott
Zawód : Dama, ozdoba salonów
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ty się nazywasz lew, a lwa nie obchodzi zdanie owiec.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6043-elise-nott https://www.morsmordre.net/t6157-poczta-elise https://www.morsmordre.net/t6156-panienka-nott https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6159-skrytka-bankowa-nr-1507 https://www.morsmordre.net/t6158-elise-nott
Komnaty Elodie
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach