Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 kuchnia

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
kuchnia - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

kuchnia - Page 3 Empty
PisanieTemat: kuchnia   kuchnia - Page 3 I_icon_minitime23.09.18 17:22

First topic message reminder :

Kuchnia

Równie prowizoryczna jak reszta domu, znajduje się na parterze, tuż pod łazienką - stąd podobna boczna ściana, właściwie nieosłonięta niczym oprócz zaklęć ochronnych, dzięki czemu pomieszczenie zawsze wypełnione jest słońcem. W kuchni nie znajduje się zbyt wiele przedmiotów, jest dość zagracona, wypełniona obtłuczonymi miskami, fajansowymi kubkami różnych rozmiarów - niektóre większe od kociołka - zasuszonymi ziołami i dziwnymi przedmiotami, które Benjamin znosi tu z całego domu. Okrągły stół - stworzony przez samego Jaimiego w niezwykle prostym stylu drewnianego rzeźbiarstwa - stoi na środku, otoczony kilkoma krzesłami, a każde pochodzi z innej parafii. Jasnozielony taboret, wygodny, ale zakurzony fotel z wysokim oparciem, rattanowe krzesełko: każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Kuchnię często wypełnia zapach bigosu oraz pieczonego mięsa i podpłomyków; w kącie pomieszczenia stoi koza, obok której można rozgrzać się siedząc na małych krzesełkach. Na wiszącej nad nimi szafce znajduje się dość biedny barek, wypełniony głównie ognistą i zapomnianymi, zwietrzałymi już skrzacimi winami.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Benjamin Wright
Benjamin Wright

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : 45
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Czarodziej
kuchnia - Page 3 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037

kuchnia - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: kuchnia   kuchnia - Page 3 I_icon_minitime01.12.19 13:58

Przyznanie się do uwierzenia w durne horoskopy, spisane ręką durnego astrologa w jeszcze durniejszej gazecie nie wchodziło w grę. Przynajmniej początkowo, bowiem duma Wrighta nie była w stanie unieść narastającego napięcia, burknięć, mruknięć, spojrzeń i docinków, serwowanych z wrodzoną gracją Ślizgona. Tak naprawdę liczył na zaprzeczenie, na to, że Percy radośnie wyśmieje głupie sugestie, podchodząc do tego podejrzenia lekceważąco. Unikanie odpowiedzi świadczyło przecież o jakiejś tajemnicy, o tym, że faktycznie w przepowiedniach wróżbity tliła się iskierka prawdy - skoro faktycznie tylko Bryczka odwiedzała ich sypialnię, to dlaczego nie odpowiedział od razu? Ben milczał dalej, dokonując w skołtunionym umyśle szybkiej analizy faktów, choć przychodziło mu to z trudem. Skupione wokół klejących się owoców bahanki brzęczały w ciężkiej do zniesienia symfonii, niczym stado wkurzonych czarodziejskich os. - Jak myślisz, kiedy doczeka się szczeniaków? - spytał nagle, pozwalając myślom zejść na bardziej przyjazny grunt - a może po prostu instynkt popychał go w tę stronę. Czyż skłóceni rodzice nie rozmawiali najczęściej o dzieciach, by uniknąć eskalacji emocjonalnego konfliktu? Świeżo odkryta tożsamość płciowa Bryka stanowiła dość palący problem, niedługo ich dom na krańcu świata mógł stać się za mały dla całej gromadki szczeniaków, nie wiedzieli też, jak na młode zareaguje reszta psiej świty. Oby do tego czasu bahanki pojawiały się u nich tylko w sporadycznych koszmarach.
Jako przypomnienie jednej z najniewygodniejszych rozmów. Jaimie sapnął, urażony, po czym zasiadł ponownie na krześle, na moment ukrywając twarz w dłoniach. Zrezygnowany, zawstydzony, sfrustrowany - i obnażony ze swej wiary w dział wróżbiarski Czarownicy. - Sposoby na bahanki mają sprawdzone, przed laty pisali też, że jestem nieziemsko przystojny, więc nie wszystko to bzdury - zaczął chmurnie, starając się obronić nieco honor pisemka. - Że w twoim życiu pojawi się jakaś kobieta z przeszłości - wyszeptał prawie bezgłośnie, nie chcąc przyznawać się do tak idiotycznego zaślepienia. Odchrząknął, machając nerwowo ręką, jakby odganiał się od bahanek, które zaprzestały prób wyrwania bujnych, ciemnych loków, wirując teraz nad zaklętymi jabłkami. - Z przyjaciółkami raczej nie bierze się ślubu - mruknął znów pod nosem, wzdychając ciężko. Przymknął oczy, walcząc ze sobą, ale w końcu wygrała ta lepsza, doroślejsza część Benjamina Wrighta. - Przepraszam, jestem chyba jakiś nadwrażliwy w tym temacie - powiedział, wspinając się na wyżyny zaskakującej dojrzałości. Z których zbiegał radośnie w dół, niczym dzieciak, gdy Percy wyznał coś, co ogrzało wzburzone serce i zmniejszyło trochę dyskomfort. - Wiem, wczoraj mi to mówiłeś - mruknął, tym razem jednak dwuznacznie, spoglądając prosto na Percivala i unosząc znacząco brew. Tak, było mu z nim dobrze, ba, jeśli miałby wróżyć z reakcji Blake'a, to nawet więcej niż dobrze. To mimo wszystko nie niwelowało zazdrości, niezwykle silnej u tak upartego (i wiele razy odtrąconego) mężczyzny. A wyjawienie tej tajemnicy poliszynela wcale nie było komfortowe, chciał być ponad to, czuć się pewnie, prychać, burczeć i wywracać oczami, gdy Percy spoglądałby na jakąkolwiek kobietę. Może kiedyś uda mu się osiągnąć taki poziom, na razie pewniejsza wydawała się jednak śmierć z rąk Rycerzy Walpurgii.
Albo zjedzenie żywcem przez bahanki. Zastanowił się głęboko nad propozycją Percivala, nieco spokojniejszy, ugłaskany wspomnieniami wczorajszego wieczoru - i absolutnym sukcesem, jakim zakończyła się wojna ze szkodnikami. - No, trochę ich tu jeszcze jest, może masz rację... - zgodził się nie bez trudu, ale i tak podniósł się z krzesła i wyminął mężczyznę, tym razem pozwalając sobie na zdecydowanie szturchnięcie go barkiem: tak w ramach zakopania tasaka wojennego. - Ale ten bajzel to już stąd wyniosę - dodał, wskazujac na pierwsze jabłko, które zamieniło w trzepoczącą od bahanich skrzydełek kulę.




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Percival Blake
Percival Blake

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 33
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?

OPCM : 34
UROKI : 42
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

kuchnia - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: kuchnia   kuchnia - Page 3 I_icon_minitime07.12.19 22:48

Poznanie prawdziwego powodu prowadzonej przez Benjamina walki podjazdowej, w której główny oręż stanowiły dziwne pytania i słabo zawoalowane podejrzenia, wbrew pozorom nieco go uspokoiło; nie chodziło o realne oskarżenia, nie groziło mu (jeszcze?) wyciąganie na światło dzienne popełnionych w przeszłości występków ani stresujące pranie brudów – problem zrodzony z wydrukowanego w Czarownicy horoskopu wydawał się trywialny, krótkotrwały i niepozostawiający za sobą większych szkód; trochę irytujący, niczym chmara upierdliwych bahanek, ale w gruncie rzeczy możliwy do odgonienia. – Nie później niż za dwa, trzy tygodnie – odpowiedział na pytanie Bena, z niejaką ulga przeskakując na temat niegroźny i niebudzący niepotrzebnych, negatywnych emocji – choć zdecydowanie coraz bardziej domagający się ich uwagi. Musieli opracować jakiś plan, znaleźć odpowiednie miejsce dla wracającej do pełni sił psiny i jej młodych. Wątpił jednak, by mieli zrobić to dzisiaj, nie wydawało mu się też, by Jaimie to sugerował, w pytaniu upatrując się raczej próby zawieszenia broni. Co uczynił bez większych oporów, na widok kryjącego twarz w dłoniach mężczyzny wywieszając białą flagę.
Oderwał się od kuchennego blatu, przekraczając dzielący ich dystans i zatrzymując się tuż obok Bena; jego dłoń odruchowo powędrowała na męskie ramię, opierając się o nie w geście mającym przekazać to, czego wypowiedzieć nie chciały usta. – Elaine napisała do mnie list. I spotkałem ostatnio Belvinę w Mungu. Ale możesz być pewny, że nie planuję uderzyć w konkury do żadnej z nich – odpowiedział z lekkim rozbawieniem, łaskawie powstrzymując się od wygłoszenia komentarza na temat oceny wiarygodności gazety na podstawie wydrukowanego kiedyś artykułu, wychwalającego aparycję wschodzącej gwiazdy Quidditcha. Rzeczywiście imponująco przystojnej, nawet teraz – gdy połowę twarzy pokryły blednące powoli blizny. A może właśnie szczególne teraz.
Odchrząknął cicho, odrywając spojrzenie od oświetlonego popołudniowym światłem męskiego profilu. – Dlaczego nie? W świecie arystokracji ślub nie różni się wiele od umowy handlowej. Właściwie nawet spisuje się przed nim kontrakt – wyjaśnił cierpliwie, porzucając już zupełnie burkliwe odpowiedzi i drażniące dwuznacznością stwierdzenia. Wydawało mu się – być może mylnie – że poruszali temat z jakiegoś powodu dla Bena drażliwy, postanowił więc dla odmiany potraktować go poważnie. – Przed Bellą byłem zaręczony z Cassiopeią, pamiętasz? Nie znosiliśmy się tak bardzo, że nie byliśmy w stanie przebywać w jednym pomieszczeniu dłużej niż kilkanaście minut, żeby nie skończyło się to awanturą. – Wzdrygnął się na samą myśl, że on i Blackówna mogliby zostać skazani na swoje towarzystwo na długie lata. Z drugiej strony – być może wtedy nie postawiłby Isabelle w sytuacji, w której znalazła się z jego winy. Coś kwaśnego rozlało się po jego klatce piersiowej. – Nie przepraszaj – powiedział jeszcze, kładąc drugą dłoń na drugim barku mężczyzny i bezwiednie naciskając mocniej kciukami na skórę tuż nad łopatkami, zupełnie jakby chciał rozmasować spięte mięśnie.
Westchnął przeciągle w odpowiedzi na następne słowa Bena, przewracając teatralnie oczami, ale i uśmiechając się pod nosem na wspomnienie poprzedniej nocy. Cofnął dłonie, po czym klepnął go jeszcze lekko w plecy, ruszając w stronę nadgniłych owoców i oblepiających je bahanek. – Dobra, idź. Ja rzucę jeszcze parę zaklęć – zgodził się z propozycją mężczyzny, na szturchnięcie odpowiadając tym samym i odwracając się przez ramię, kiedy Jaimie zabrał ze sobą pierwszą porcję schwytanych w pułapkę stworzonek; obserwował jego oddalające się plecy tak długo, dopóki nie zniknęły w drzwiach kuchni.

| zt x2 :pwease:





as my story came to a close I realized
I was the villain all along
Powrót do góry Go down
 

kuchnia

Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Kornwalia, Sennen-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20